Z zagranicy

Pierwsza „ukraińska” recenzja „Wołynia” stekiem bredni

ukrainska-recenzja-wolynia2Czytając słowa napisane przez ukraińskiego dziennikarza na temat obejrzanego przez niego filmu „Wołyń” dostrzega się próbę egzaminowania reżysera z neobanderowskich kalek propagandowych. A przecież reżyser wziął sobie za cel ich rozmontowywanie.

Po raz kolejny wraca problem poziomu ukraińskich intelektualistów. I pojawia się on przy okazji pierwszej recenzji filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. Nie powinno się raczej z tego śmiać, choć czasem powstrzymanie się jest trudne, bo to społeczna tragedia. Nie będzie prawdą, że wśród Ukraińców nie ma inteligentnych ludzi, toteż na dość fałszywym cynizmie własnej dumy i pychy hodować nie warto. Problemem jest co innego, to co przez lata tkwiło i w naszym salonie na Ukrainie jest większe. To poziom służalczości elit. Ta właśnie służalczość sprawia, że gotowi oni są powtarzać linię najsilniejszego i za pomocą najgłupszych wynurzeń pseudointelektualnych tę linię usprawiedliwiać. Głównym powodem jest tu strach przed utratą pozycji, ostracyzmem, lub czymś jeszcze gorszym.

Drugim ich problemem jest pycha, świadomość, iż w biednym społeczeństwie ukraińskim to oni zajmują piękne korytarze niczym arystokracja w Wersalu. Kompletnie odcięta od ludu. Oczywiście najprostszym sposobem jest rozdawanie ludowi czegoś co go zajmie, bo chleba rozdać nie mogą. I w tym wypadku jest to nacjonalizm ukraiński, którego dysponentom są właśnie zhołdowani. Cóż się jednak im dziwić – skoro i w Polsce ci sami ciągnący za sznurki znaleźli niewolników. Ci w Polsce, choć wypowiadają się w sposób gadzinowy, robią to odrobinę inteligentniej, ale to tylko ze względu na to, że są bardziej oddaleni od Mordoru, któremu służą. Przy tym spotykani inteligentni Ukraińcy, którzy Polakom nie ustępują dokładnie w niczym, a którzy mają odwagę przyjąć prawdę pełnią zazwyczaj funkcje poboczne.

W Polsce osoby usprawiedliwiające UPA dostawały stypendia Gaude Polonia, takie jak Andrij Lubka, atakujący Wojciecha Smarzowskiego, Oleksander Bojczenko operujący takim samym systemem myślowym, czy otrzymująca Angelusy i wysokie nagrody pieniężne Oksana Zabużko. Ta ostatnia pani – witana była jak królowa na deskach Teatru Polskiego. Anonsował ją zaś, a jakże – sam Adam Michnik. Warto jak zawsze przypomnieć, iż w swojej literaturze, prócz wybielania UPA, nazwała ludobójstwo dokonane na Wołyniu (nie wspominając o mordowanych mieszkańcach pozostałych trzech województw) wielkim świniobiciem. Otóż takie osoby były nagradzane w naszym kraju, jak gdyby stanowił on jakieś Generalne Gubernatorstwo. Niemcy kręcili w tamtych czasach Heimkehr. I w tamtym propagandowym filmie fabularnym potrzebowali polskich aktorów, toteż przekaz maistreamu był taki, a nie inny – zawsze pod pozorem polskiego dobra. Zresztą rozstrzeliwanych Polaków mordowano za zamach na „dzieło odbudowy Generalnego Gubernatorstwa”.

To ostatnie miało być jakąś namiastką Polski. Wszystko zawsze – w sposób gadzinowy – przeciwnik, który jakimś sposobem zdobył władzę nad Polakami ilustruje ich dobrem. I z tego powodu rozdawano stypendia Ukraińcom o poglądach nacjonalistycznych. A nawet jeśli nie byli to Ukraińcy których one charakteryzują – to w Polsce trafiali na studiach pod skrzydła odpowiednich ludzi. Ludzi, którzy mienili się często polskimi intelektualistami, tymczasem byli sprzedani. Ci Ukraińcy nie musieli wcale zaraz trafiać pod skrzydła prezesa Związku Ukraińców w Polsce – Piotra Tymy, dla którego ludobójcza tzw. Ukraińska Powstańcza Armia będzie zawsze formacją bohaterską. Nikomu z polskich władz nie zależało na inteligentnych Ukraińcach, którzy gotowi są zmierzyć się z prawdą.

Jednak o czym tu pisać jeśli w naszym kraju osoby, które charakteryzowały się przywiązaniem do wartości wyższych były traktowane jak zło konieczne, jak niepewny kłopot, a nie coś co trzeba strzec niczym skarbu. Patriotyzm, miłość do Ojczyzny pozbawiona nienawiści do innych, choć dająca oczywisty priorytet swoim – nie była w cenie. Ludzi tych wrzucano propagandowo do jednego worka z radykałami.

Produkt szaleńczej polityki wschodniej i widz Quentina Tarantino

Tymczasem Ukraińców wrzucano do tego worka, nie tylko propagandowo, ale i realnie. Maczano ich więc w neobanderowskim brudzie. Dlatego też Jurij Banachewycz, ukraiński recenzent filmu „Wołyń”, który widział go w Polsce – jest takim właśnie produktem. Produktem wieloletniej poronionej polityki wschodniej i można ją nazwać w ten sposób tylko wtedy, gdy się uwierzy, iż w ogóle ona istniała. To już nawet nie kwestia realizacji priorytetu interesów polskich na wschodzie, to kwestia braku brania pod uwagę choćby minimalnych odruchów moralnych. I nie wspominam tu bynajmniej o moralności, która – jak mawiają w interesach się nie liczy. Mówię jedynie o zupełnie bazowych minimalnych odruchach.

Bo oddawanie na pastwę kresowych Polaków, Ukraińców, Białorusinów woła o pomstę do nieba. W naszym kraju odpowiedzialni za to ludzie zachowywali się tak jakby wierzyli w propagandę sowiecką o polskim faszyzmie, polskich panach, Białorusinach i Ukraińcach, a także koniecznemu zrozumieniu dla ich aspiracji. Gdy się zaczyna czytać recenzję Banachewycza już na samym początku w sposób tragikomiczny uderza mówienie o Smarzowskim jako o polskim Quentinie Tarantino. I nie pisze tego żaden polski gimnazjalista, lecz poważny ukraiński dziennikarz. To porównanie w zasadzie powinno powiedzieć wszystko i zilustrować brednie natychmiast. Autor nie dysponuje nawet na tyle dużym poziomem kojarzenia, by nie spostrzec, iż ten zabieg propagandowy nie tylko nie będzie skuteczny, ale i narazi go na śmieszność.

Nie jest wielkim odkryciem, iż Tarantino posługuje się przemocą oraz groteską, absurdem wręcz, która szokuje będąc swego rodzaju sztuką dla sztuki. Nie idzie za tym nieomal nic poza trzymaniem w napięciu widza, doznaniami przed ekranem. Tymczasem Smarzowski odtwarza rzeczywistość niemal komórka po komórce, bez znieczulenia, w taki sposób, iż identyczny klimat można znaleźć niekiedy jedynie w filmach o holocauście. Z tym, że holocaust takie realistyczne kino zdominował. Smarzowski potrafi stworzyć analogicznie bolesny i realny świat, opowiadając zarówno o partyzantach, eksterminowanych i szykanowanych przez komunistów Mazurach, amoralności systemu za PRL, przeżarciu przez korupcję urzędników, jak i bandytyzmie oraz mafiach.

Oddawana przez niego rzeczywistość ostrzega człowieka i boli. Poprzez pokazanie moralnej obrzydliwości, ale także piękna odwraca go ku dobrym odruchom. Przypomina widzowi o człowieczeństwie. Widać tam walki cech charakteru, które sprawiają, iż człowiek próchnieje od środka z tymi, które sprawiają, że człowiek wraz ze swoją cielesnością rozbłyska duchowo jak diament. Za Tarantino, nawet jeśli trudno odmówić mu zdolności reżyserskich nie idzie nic, absolutnie nic. Do realiów nie przywiązuje on uwagi, tyle co do przejaskrawiania, a polityczna poprawność bije niekiedy z jego ekranu.

W gruncie rzeczy bowiem cokolwiek by Quentin Tarantino nie nakręcił, jakkolwiek by nie szokował, ile okrucieństwa by nie pokazał – to zawsze docelowo chodzi o przyjemność widza i satysfakcję z obejrzenia. I to się amerykańskiemu reżyserowi udaje. Tymczasem Smarzowski ma cele o 180 stopni inne: To przemiana widza, przypomnienie mu o człowieczeństwie, o wartościach wyższych, poprzez wylanie ludzkiego moralnego bagna z ekranu. Jego bohaterowie nigdy nie są papierowi. I muszę to stwierdzić, pomimo faktu, iż nie lubię golizny na ekranie, a Smarzowski chcąc pokazać realizm – nie odżegnuje się od niej.

Bezczelność, manipulacje recenzenta i polska uległość

Sam ukraiński dziennikarz nawiązuje do słów polskiego reżysera, iż film zaczął realizować jeszcze przed Majdanem. Po czym konstatuje, iż czasy się zmieniły, także rzeczywistość, a Smarzowski „jednak nie wstrzymał prac nad filmem”. Nie wiadomo czy to zdanie świadczy po raz kolejny o jakiejś dziecinności rozumowania, czy może o neobanderowskiej bezczelności, która potrafi osiągać wyżyny w naciskach, by do niej dostosowywać. Jej oczekiwania są zawsze równie tragikomiczne, komiczne z powodu swoich oczekiwań, a tragiczne, bo niektórzy polscy politycy byli przez lata gotowi je spełniać „machając ogonami”.

Banachewycz z wypiekami na twarzy wypisuje, iż reżyser „na jednym ze spotkań wyznał, że czerpał informacje pochodzące wyłącznie ze źródeł polskich, faktycznie ignorując argumentacje strony ukraińskiej. I być może to stało się jednym z jego głównych błędów przy realizacji filmu”. Ponieważ pisarze realizujący neobanderowskie cele są manipulatorami, nie wiadomo o jakie spotkania chodzi i co reżyser dokładnie powiedział. Zabawne jest jednak co ukraiński autor rozumie najprawdopodobniej poprzez „zignorowanie argumentacji ukraińskiej”. Po pierwsze trzeba wiedzieć, iż nie chodzi o argumentację ukraińską, a jedynie neobanderowską, która usiłuje uzyskać status ukraińskiej. Po drugie nie chodzi o „ukraińską” argumentację, bo Smarzowski zdołał ją całkiem nieźle poznać. Chodzi wyłącznie o uznanie neobanderowskiego przekazu propagandowego i wciągnięciu go w kadry filmu w jak największej ilości.

Tu znów kłania się słynna banderowska, bądź neobanderowska bezczelność. Bo nawet niemieccy SS-mani nie oczekują, by konsultować z nimi filmy o ich ofiarach. Zawarcie co najmniej okienka dla poglądów neobanderowskich jest od lat uważane przez nacjonalistów ukraińskich w Polsce oraz ich przyjaciół – za zestaw obowiązkowy. Ma on być uwzględniany podczas różnych polskich przedsięwzięć, oczywiście jednostronnie. Prostym przykładem były naciski na Kancelarię Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Instytut Pamięci Narodowej, Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej w 2008 roku. Zmuszono te instytucje, by na przeglądowej konferencji w 65 rocznicę Ludobójstwa Wołyńsko-Małopolskiego – do historyków polskich, na wewnętrzną polską konferencję – dokooptowano dwóch historyków ukraińskich i jednego historyka z mniejszości ukraińskiej w Polsce (którego referat miał się nijak do tematu). Zabawnym było obserwować jak wymienione instytucje zganiają na siebie kto jest organizatorem. Przy czym najodważniej zachował się tu ŚZŻAK.

Tak czy inaczej dla świętego spokoju i z obawy przed atakiem salonu, tego samego, który rechotał ciągle z Śp. prezydenta i jego małżonki – organizatorzy zadecydowali o dokooptowaniu dwóch Ukraińców z zewnątrz. Na czasie nie był Marcin Wojciechowski, który jako dziennikarz Gazety Wyborczej zaatakował ich za brak obowiązkowego zestawu „Ukraińców”. De facto chodziło o ukraińskich historyków o poglądach neobanderowskich. Sam Smarzowski w pierwszym odruchu, gdy powziął zamysł o zrobieniu filmu, chciał zaprosić do współpracy reżysera ukraińskiego, który to pomysł, na szczęście dla filmowej sztuki i prawdy porzucił.

„Sam film wywołał poważne zastrzeżenia jeszcze na etapie tworzenia” – pisze ukraiński dziennikarz. Niestety robiąc to ogólnikowo nie wspomina jakie i czyje, co mogłoby być istotne. Sugeruje tu tym samym błędy, brak zgodności z rzeczywistością, pomimo iż Smarzowski konsultował to z ekspertami, o czym sam autor zdołał nawet wspomnieć. To jednak element podminowywania obrazu – tworzenie wobec niego wątpliwości czytelników. Tylko w ten sposób neobanderowcy mogą przeciwdziałać.

Recenzent nie może się zdecydować jak było ze sponsorami

W recenzji znajdziemy ślady wyjątkowego cynizmu: „W procesie zapoznawania się ze scenariuszem i zdając sobie sprawę z możliwych konsekwencji filmu, niektórzy sponsorzy odmówili swego wsparcia”. I niestety ten fragment to dla autora wpadka z testu na inteligencję. Przecież sponsorzy nie są jednocześnie ekspertami toteż nie mogły ich odstraszyć jakieś sugerowane przez autora rzekome błędy historyczne. Odstraszał sam temat i właśnie konsekwencje, ale nie samego filmu co wsparcia filmu. Bo to właśnie sugerowanymi konsekwencjami ukraińscy nacjonaliści od lat wpływają na polskich urzędników. Każde odstępstwo od linii salonu, czy Gazety Wyborczej w tym względzie owocowało w najlepszym wypadku ostracyzmem.

W konsekwencji odsuwania się sponsorów, jak zrelacjonował to ukraiński dziennikarz – reżyser zarządził zbiórkę. Tak, tu napisał prawdę, po czym dodaje: „niektórzy podejrzewają, że w kwestii funduszy na realizację filmu w rzeczywistości wszystko było w porządku, ale to był swego rodzaju chwyt marketingowy, aby skupić na filmie większą uwagę”. Otóż autor tekstu wykazuje się na tyle głupotą, by narażać się na proces sugerując, iż Smarzowski mógł dokonać jakichś machlojek, przekrętów, które w jego kraju biją wyjątkowe rekordy – zostawiając niemal każdy inny kraj europejski w tyle. To bowiem – nie tylko kwestia skupienia uwagi na filmie, ale fakt, że w zbiórkach społecznych polski reżyser zebrał blisko milion złotych.

Można się ironicznie zapytać: Ciekawe „którzy” tak podejrzewają? Warto też zauważyć sprzeczność: z jednej strony sponsorzy wycofujący się pod wpływem zapoznawania się ze scenariuszem (tj. zasugerowanie jego mankamentów), z drugiej jednak pieniądze na pewno autor ma. Chciałoby się powiedzieć „To może się pan zdecyduj”. Dalej ten ciekawy człowiek powtarza w tytule coś – co najbardziej ośmiesza jego tekst: „TARANTINO-STYLE: Rzeki krwi i okropności tortur”. Skoro tortury są takie okropne to może powinien przestać zmieniać rzeczywistość na pasującą propagandzie pogrobowców UPA, którzy tych tortur właśnie dokonywali.

Autor pokazuje jak bardzo jest „obiektywny”

Nagle ukraiński dziennikarz zdaje się pisać tak, jakby na siłę chciał pokazać swoją obiektywność: „Należy oddać sprawiedliwość reżyserowi. Film rzeczywiście został zrealizowany bardzo profesjonalnie, zwrócono uwagę na każdy szczegół, tak aby był maksymalnie wiarygodny i budził zaufanie”. Zwraca uwagę koniec tego cytatu. Jeśli coś ma wzbudzać zaufanie to brzmi mniej więcej tak jak gdyby ktoś nie tyle chciał pokazać prawdziwą rzeczywistość, co właśnie ją zafałszować, a za pomocą dopieszczanych szczegółów nadać jej pozorów wiarygodności. Nawet w tym pozornym komplemencie kryje się dość charakterystyczna neobanderowska przebiegłość. Do kilku dalszych komplementów nie można mieć zastrzeżeń. Komplementów chyba uwiarygadniających całość przekazu ukraińskiego autora – dokładnie tak jak „uwiarygodnić” Smarzowskiego ma w przekazie ukraińskiego artykułu dbałość o szczegóły.

Dalej warto złośliwie zatrzymać się nad zdaniem: „Po początkowym „miodowym” etapie filmu rozpoczyna się prawdziwa „rąbanka mięsna”, która trwa aż do końca filmu i sprawia, że widz nieustannie zadaje sobie wewnętrzne pytanie, kiedy to się wreszcie skończy?”. Najwyraźniej pokazywania tego – autorowi artykułu nigdy za wiele. Trochę na tej samej zasadzie, że filmy z wykonywania aborcji powinni oglądać ludzie nieprzekonani. Ludziom, którzy są przeciwni zabijaniu dzieci, bo ludzka wrażliwość i wyższe wartości biorą u nich górę nad ideologiczną wygodą – można te okrucieństwa darować. Zawsze bawiło mnie jacy to ze zwolenników kultu OUN-UPA straszni „wrażliwcy”, z jakim oburzeniem zarzucają walczącym o prawdę „epatowanie okrucieństwem”.

Przeto przykład aborcji jest tu doskonale pasującym, bo to zawsze jej zwolenników oburza. Denerwuje ich pokazywanie zdjęć dzieci poddanych aborcji na wszelakich demonstracjach. „A fe jakie to straszne, jaki okrutne wobec widzów”. Oskarżani o okrucieństwo nie są nigdy wykonawcy, albowiem ich uznaje się za pożytecznych. Dziennikarz relacjonując fabułę oraz wspominając o dwóch okupacjach: sowieckiej i niemieckiej – wspomina „kolejno występujące wydarzenia, które przeszły do historii pod nazwą tragedii wołyńskiej”. To oczywiście kłamstwo, bo nie przeszły one do historii pod tą nazwą. Jest ona używana propagandowo przez środowiska nacjonalistów ukraińskich. I to wyłącznie ci ostatni tę nazwę popularyzują. Tragedią jak wiadomo mogłoby być uderzenie samochodu osobowego w cysternę z benzyną, która eksplodując zabiłaby np. kilkanaście czy kilkadziesiąt osób.

Dość dziwnym wnioskiem wydaje się być ten, który ukraiński autor wyciągnął: A mianowicie taki, że w filmie Ukraińcy ratujący Polaków mają w tym jakieś swoje merkantylne interesy: „jeden kocha Polkę, którą ratuje przed deportacją przez „Sowietów” na Syberię, a w innym przypadku Polka jest żoną Ukraińca”. Do głowy nie przyjdzie mu, iż miłość interesem nie jest, lecz właśnie jedyną rzeczą która pomaga zachować godność w nieludzkich czasach. „Czasem film sprawia wrażenie, że Niemcy na Wołyniu nie byli okupantami z wszystkimi konsekwencjami tego faktu, lecz kimś w rodzaju sił pokojowych ONZ, których zadaniem była obrona Polaków przed Ukraińcami” – pisze Banachewycz.

Należy mu zatem zaproponować zapoznanie się z podstawową literaturą tematu i źródłami, a nie propagandowymi banderowskimi kalkami. Wszak sam wytykał niezapoznanie się z argumentami „ukraińskimi”. Dowie się wtedy jak to wyglądało. A struktury OUN były w wykonywanym przez siebie ludobójstwie po wielokroć gorsze od Niemców. Zresztą bohaterowie spod znaku tej organizacji sami traktowali Niemców niczym ONZ, który właśnie zbuduje im państwo. Większości z nich nie pomogły w zmianie zdania nawet aresztowania w 1941 roku i rozpędzenie tzw. „rządu Stećki”. Sam wujek Bandera współpracował z Niemcami do samego końca, nawet po swoim aresztowaniu.

„Pisząc scenariusz Smarzowski starał się włożyć w 150 minut swego „horroru” najbardziej rażące fakty tragicznych wydarzeń na Wołyniu. Jednak prawie wszystkie z nich „wycisnął” z życia jednej wsi, i przeciętny widz może odnieść wrażenie, że taki straszny zestaw odbywał się w każdej wsi na Wołyniu.” – czytamy dalej. Chciałoby się powiedzieć: To nie horror drogi panie to podstawowa forma działalności pańskich ulubieńców z OUN-UPA. A poza tym owszem taki zestaw odbywał się w każdej polskiej wsi na Wołyniu i wyjątki nie zmieniają tutaj reguły. Ukraiński dziennikarz zaczyna sprawiać wrażenie, jak gdyby urwał się z choinki.

Kłamstwo na kłamstwie kłamstwem poganiane

Standardem jest też powielanie przez niego jednego z podstawowych bełkotów propagandowych o rzekomych przewinach II RP jako o powodzie do przeprowadzonego przez OUN-UPA okrutnego ludobójstwa. „Reżyser niestety nie wspomniał w filmie o ucisku Ukraińców przez polskie państwo do 1939 roku, pokazując na początku filmu wielonarodową beztroską sielankę, a nie oczywiste napięcia społeczne i gnębienie Ukraińców, co w wyniku wojny i kilku okupacji przerodziło się w horror upadku ludzkiej godności”. Na wschód od Zbrucza sowieci traktowali Ukraińców zapewne lepiej, toteż do horroru rzezi na Rosjanach tam nie doszło. Dziwnie też, pomimo dużo lepszych warunków ludności ukraińskiej niż mieli Polacy pod zaborem carskim, w Polsce Rosjan nikt nie rżnął. Mało tego chronili się nawet za tymi biało-czerwonymi słupkami z orzełkiem, który ich przodkowie zwalczali. Fenomen – jakieś dziwne to wszystko.

Autor tekstu nie jest w stanie przyjąć do swojej wiadomości pewnego istotnego szczegółu, który pomógł by mu przestać się dziwić totalitarnej ideologii jego ulubieńców, przed którą właśnie Smarzowski ostrzega. No ale przecież nie było żadnej totalitarnej ideologii, była walka o wolność herojów z OUN-UPA, która to przecież bardzo się „demokratyzowała”. To ostatnie słowo serio, ich (neobanderowscy) „uczeni” naprawdę tak piszą. Nie ma tu ani grama żartu. Doczytując tekst do końca dojrzeć można jedno kłamstwo i manipulację ze drugim. Film ma wg autora u przeciętnego Polaka nie znającego szczegółów historycznych ma wzmocnić negatywny stereotyp złego Ukraińca. Sęk w tym, iż to autor jest przeciętnym Ukraińcem, który nie zna historycznych szczegółów, lecz żyje w oparach propagandowej papki.

Wadą filmu, którą stara się wykazać jest fakt, iż opiera się on na wspomnieniach, a nie na źródłach archiwalnych. Tych źródeł krzywdujący sobie Banachewycz zapewne na żywe oczy nie wdział. Powtarza jedynie patetyczne pseudoprofesjonalnie brzmiące bzdury Wołodymyra Wiatrowycza. „Większość ludzi w Polsce nie „zawraca sobie głowy” skomplikowanymi związkami przyczynowo-skutkowymi tych zdarzeń historycznych, lecz chce zobaczyć proste odpowiedzi na skomplikowane pytania. I faktycznie je otrzymuje”. Słowa te są wyjątkowo urocze, zapewne większość ludzi na Ukrainie zawraca sobie głowę skomplikowanymi związkami przyczynowo-skutkowymi, a połowa z nich ma tytuł profesorski (który zresztą na Ukrainie można było kupić).

Napisać należy inaczej – większość ukraińskich komentatorów nie zadaje sobie trudu badania związków przyczynowo-skutkowych, lecz przyjmuje pasującą do nacjonalistycznej wersję i broni jej niczym dziewictwa swoich szarych komórek. I właśnie problem w tym, iż to oni: albo tych niewygodnych szczegółów nie znają, albo poznać nie chcą. Ukraińska recenzja może powodować emocje, bo poziom zawartego tam kłamstwa zagęszcza się w miarę czytania, osiągając wyżyny bezczelności: „W Polsce w okresie ostatnich dwóch lat zniszczono wiele ukraińskich pomników, dochodzi do nadużyć w stosunku do ukraińskich cerkwi, w Przemyślu w lecie agresywni młodzi mężczyźni pobili ukraińską procesję religijną”.

Nie zniszczono żadnych ukraińskich pomników, lecz samowole budowlane ukraińskich nacjonalistów. Wzniesione ze zignorowaniem polskiego prawa, które według neobanderowskich oczekiwań ma teraz ścigać tych, którzy dokonali dewastacji czegoś co w świetle przepisów nie powinno się tam znajdować. Nikt nie pobił żadnej procesji religijnej, a zdarto jedynie neobandeorwską koszulkę z prowokatora, idącego zresztą w prowokacyjnie zachowującym się od lat pochodzie. Nadużycia w stosunku do cerkwi są natomiast jakimś absolutnym bełkotem. Jedynym pytaniem, które można sobie po lekturze obszernej ukraińskiej recenzji zadać jest to: Czy ten pan sam naprawdę tak myśli, czy też służy tym, których się boi?

Aleksander Szycht

 

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

18 komentarzy

18 Komentarzy

  1. Wiesław

    29 września 2016 at 21:27

    Aleksander Szycht przeczytał i przeanalizował pierwszą ukraińską recenzję filmu „Wołyń”. I już wiemy coś o człowieku, który taka ukraińską recenzję napisał. Nazywa się Jurij Banachewycz. Jeśli zaś chodzi o jego przymioty…

    ta wiedza wpędza w smutek… smutno nam, gdy ludzie są podli albo niemądrzy, delikatnie mówiąc…

  2. Piotr

    29 września 2016 at 23:35

    Poniższy Link każdemu odpowie jak kultywowany jest nazistowski banderyzm. To tak jakby Niemcy obecnie gloryfikowali hitlera i stawiali mu pomniki.

    https://www.youtube.com/watch?v=5F1gI0GjLBE

  3. Ukraincy to najemnicy Niemców i Żydów

    30 września 2016 at 07:57

    BEŁKOTANIE o jakimś tam narodzie ukrainskim jest fikcją i KŁAMSTWEM !

    NIE MA opcji politycznych jest tylko PRAWDA historyczna !
    Prawda jest potrzebna, by budować dobre stosunki między ludźmi i między narodami, a jak jest KŁAMSTWO to jest KONFLIKT !

    BEŁKOTANIE o jakimś tam narodzie „ukrainskim” jest fikcją, KŁAMSTWEM !

    Obecna Ukraina to JEDYNIE SZTUCZNY twór POLITYCZNY stworzony przez Niemców w ostatnich 150 latach, aby wykożystywac jego przeciwko Cesartwu Rosyjskiemu którego wcześniej jak „ukraina” w historii świata NIE BYŁO !!!

    To NIEMCY wynajeli za pieniadze paru głupków, którzy wymyślili język „ukrainski” oraz SPREPAROWALI „banderowców” razem z UPA !

    Tak samo to NIEMCY wymyślili – SPREPAROWALI nowy jak tzw. „kaszubski” i OPRACOWALI też sztucznie SPREPAROWANY język „śląski” !
    Niemcy też z CIA obecnie PREPARUJĄ „naród kaszubski i ślaski” i już zaczeli PREPAROWAĆ następne „państwa” Kaszubskie i Ślaskie dlatego założyli RAŚ oraz Zrzeszenie Kaszubsko Pomorskie które WSPERA folksdojcz głupek kaszubski Donald Tusk !

    NIEMCY też rozwalili Jugosławie bo ona wstrzymywała hegemonie niemecka na Bałakanach !

    BEŁKOT o jakimkolwiek „narodzie” ukraińskim jest BZDURĄ i niczym nie usprawiedliwione, a ukraincy zostali WYMYŚLENI jedynie jako forma PARCIA NIEMCÓW na wschód Europy, ostanio PODCHWYCONA przez żydo-NEKONÓW z Waszyngtonu.

    Może za jakieś następne 150 lat będzie jakiś tam SPREPAROWANY „naród ukraiński” ale na to Niemcy muszą wydac razem z żydami ze 100 miliardów funtów sterlingów !
    Aby ten SZTUCZNIE wymyślony „naród ukraiński” jako agresja na Rosję i Polske to trzeba by wyłożyć znacznie więcej pieniędzy, aniżeli owe 5 miliardów dolarów z CIA, na działalność „Majdanu”, czy pesudoprawicowych partyjek BANDYTÓW skrajnych NABUZOWANYCH nacjonalistów „prawy sektor ukrainski”.

    Tworzenie tzw. UPOwców ZAPOCZĄTKOWAŁ dopiero niemc Bismark w 1871 roku, kiedy to znaczną część kontrybucji francuskich przeznaczył na powołanie konsulatów w Kijowie i Odessie. W owym czasie nie było tam jeszcze żadnych osiedleńców z Cesarstwa Pruskiego.

    Tworząc „naród”, ale ODGÓRNIE, trzeba było także stworzyć SZTUCZNYCH bohaterów. Wybór padł na pospolitego BANDYTĘ i tajnego agenta niemieckiego, służącego temu, kto płacił czyli NIEMCOM.
    W tym celu sięgnięto głęboko wstecz, do XVII wieku i wybrano Chmielnickiego. Było to uzasadnione np. tym, że Chmielnicki pracował on dla dobra Habsburgów, w tamtym czasie właścicieli terenów, dzisiaj zwanych U-kraju Polski i Rosji.

    W kronikach klasztornych Klasztoru Karmelitanek Bosych znajdujemy wzmiankę pod datą 1648, że gdzieś tam na kresach, w powiecie, jakieś bandy Chmielnickiego palą wsie, ale nikt nie wie, o co chodzi.
    A Chmielnicki, za pieniądze Wenecji i nie tylko, usiłował zebrać armię, która mogłaby atakować miasta osmańskie. Nie należy zapominać, że Turcy pozbawili Wenecję wszelkich portów na Morzu Czarnym, a więc przerwali bardzo dochodowy handel ze wschodem, czyli z Indiami i Chinami. Wtedy zaczął się upadek tych miast – państw.

    Robienie z Chmielnickiego jakiegoś bohatera „ukraińskiego” przez NIEMCÓW , rzekomo dążącego do powstania narodu Ukraińskiego, jest po prostu BAJKĄ, powstałą na ZAMÓWIENIE określonych „wydawców” politycznych z NIEMIEC w XIX wieku.

    Jakoś musiano uzasadnić tworzenie takich „bohaterów”. Nie należy w żadnym przypadku zapominać, że ten SZTUCZNY książkowy bohater, tak na wszelki wypadek, Chmielnicki kazał wymordować ok. 100 000 czerni, czyli mieszkańców miasteczek i wiosek Kresów, ale także drugie tyle żydów.

    I co najciekawsze, nikt tego nie podciąga pod antysemityzm!
    Dlaczego?
    Czyżby istniał jakiś związek pomiędzy tworzeniem odgórnym narodu ukraińskiego, a semityzmem.?
    Do dnia dzisiejszego, żadna monografia najważniejszego naszego sąsiada, czyli NIEMIECKIEJ rodziny Hohenzollernów, nie została wydana w Europie, dlatego jest takie ZAMESZANIE z jakimś tam ukraincami czego NIE było do końca XIX wieku.
    Podobnie brak wznowień wydawniczych np. pamiętników Katarzyny II, czy czegokolwiek o dynastii osmańskiej i jej celach i działaniach, opartego na archiwach tureckich wiec jest BRAK w nauce, a NIUCTWO i łapówki NIEMIECKIE, teraz CIA spreparowało jakieś BZDURY o SZTUCZNIE preparowanych „ukraincach” którzy na ZAMÓWIENIE niemickie maja atakaowc Ruskich oraz Polaków, z którymi zawsze WALCZYLI Niemcy !

    Tak wiec podsumowując, w chwili obecnej, na początek XXI wieku, jeszcze się naród ukraiński nie wytworzył. To, co obserwujemy, to są ludzie szkoleni głównie w niemieckojęzycznych krajach, od lat 20-30-tych ubiegłego wieku. Teorie i pisma tworzyli wykształceni oficerowie, a nie ledwocopisemny chłop.

    Cały ten „majdan” był OPŁACONY przez CIA i przydeptany zachód Europy przez amerykańskich bank-sterów, podobnie jak Kosowo, czy RZEKOMA opozycja w Syrii, Libii za forsę ukradziną amerykańskiemu podatnikowi lub po prostu wydrukowanych przez żydowską prywatną drukarnie o nazwie FED itd.

    Pojęcie „majdan” znaczy w języku tureckim „rynek” tzn. teren gdzie się coś SPRZEDAJE i KUPUJE !
    Taki poziom mniej więcej reprezentowali krwawi awanturnicy MJDANOWCY handlarze Jacynik czy Kliczko + Poraszenko KUPIENI przez żydo-neokonów z USA i Niemców jako przedstawiciele NIEMCKICH i żydowskich interesów w lutym 2014 roku co łatwo można sprawdzić na youtube.

  4. michał

    30 września 2016 at 09:45

    Z początkiem XVII wieku kozackie wyprawy zaczynają się nasilać. Rośnie zarówno ich skala jak i zasięg. Już w 1602 roku flota kilkudziesięciu czajek pojawiła się u wybrzeży Azji Mniejszej z powodzeniem walcząc z osmańskimi galerami. Cztery lata później duża wyprawa kozacka dotarła do Warny, Kozacy zdobyli miasto, mordując mieszkańców i bezpiecznie uchodząc z łupami. W 1609 roku spustoszone zostały Izmaił, Kilja i Białogród. W 1613 podczas kolejnych dwu wypraw złupione zostały wybrzeża Krymu, a czyhająca na napastników pod Oczakowem flotylla turecka została rozbita podczas zaskakującego, nocnego ataku. Rok 1614 przyniósł następny przełom w skali kozackich wypraw. Po niepowodzeniu wiosennej wyprawy w dużej części zniszczonej przez sztormy Kozacy zorganizowali następną. W lipcu flota 40 dużych czajek zjawiła się pod Trapezuntem na wybrzeżu Azji Mniejszej, miasto zostało złupione ale Kozacy na tym nie poprzestali.. czajki skierowały się ku następnemu miastu – Synopie. O tym co wydarzyło się później opowiada kronikarz turecki Naima:
    „ Kozacy, którzy zwykli byli rabować nadmorskie i na brzegach Dunaju położone wioski w tym roku w miesiącu Redżeb [sierpień], za przewodnictwem zbiegłych z państwa osmańskiego niewolników.. niespodziewanie napadli na twierdzę Synop leżącą na brzegu Anatolskim. Opanowawszy ten starożytny zamek, wycieli załogę, zrabowali i spustoszyli domy rodzin muzułmańskich i na koniec samo miasto spalili.. Nim się okoliczni mieszkańcy uzbroili i zebrali do oporu, łupieżna ta horda puściła się na morze, unosząc zrabowane bogactwa i spędzone w niewolę muzułmańskie rodziny.. Ibrahim-pasza, który dla strzeżenia brzegów Morza Czarnego nazanczonym był dowódcą flotylli złożonej z 60 statków, przypadkiem powziął wiadomość o tej wyprawie i wszedł na Dniepr z całą swoją flotą aby zajść drogę powracającym z Synopu rabusiom. Lecz Kozacy, uwiadomieni o zasadzce, wysiedli na brzegu morskim i stamtąd na podłożonych wałkach łodzie swe lądem przeciągać zaczęli, chcąc je spuścić na rzekę powyżej stanowiska Ibrahima. Drugim jednak niemniej szczęśliwym trafem oddział Tatarów zastał ich na tej przeprawie, i Kozacy po zaciętej utarczce, w której dużo ludzi stracili, poszli w rozsypkę, opuszczając łupy i jeńców. Z drugiej strony Ibrahim-pasza, dociekłszy ich poruszeń, pomknął ku miejscu, kędy się ta burzliwa hałastra na rzekę spuścić miała i tam jeszcze mnóstwo potępieńców wyniszczył lub zabrał w niewolę”

    Ta klęska nie skłoniła jednak Kozaków do przerwania wypraw – wprost przeciwnie.. już wiosną następnego roku prawie dwukrotnie większa flotylla czajek zaatakowała przedmieścia Stambułu – Archiokę i Mizewnę. Bawiący nieopodal na polowaniu sułtan Achmed I mógł osobiście „podziwiać” łuny pożarów trawiących przedmieścia stolicy. Na rozkaz samego padyszacha w pogoń za uchodzącymi czajkami ruszyła flota turecka. Galery dopędziły Kozaków u ujścia Dniepru, a ci znajdując się w kleszczach pomiędzy flotą osmańską i garnizonem Oczakowa przyjęli walkę. Zastosowana przez „mołojców” taktyka abordażu okazała się skuteczna – Kozacy rozbili osmańską flotyllę (biorąc do niewoli jej dowódcę) i bezpiecznie powrócili do swoich siedzib.
    Jeszcze w tym samym 1615 roku została zorganizowana mniejsza wyprawa na Kaffę. Miasta co prawda nie udało się Kozakom zdobyć ale na morzu odnieśli sukces – rozbili zespół osmańskich galer, zdobywając kilka okrętów i rozpraszając pozostałe.
    W 1616 roku Ottomani postanowili ostatecznie rozwiązać problem kozacki – kilkadziesiąt galer i wiele mniejszych jednostek pod dowództwem Ali-paszy zostało skoncentrowanych w limanie Dniepru. Tu jednak Turcy wpadli w zasadzkę – kilkadziesiąt czajek pod dowództwem Piotra Konaszewicza -Sahajdcznego z zaskoczenia uderzyło na turecki zespół zdobywając kilkanaście galer i ponad sto mniejszych łodzi. Osmański admirał ledwie uszedł z resztkami floty. Powracając z pościgu za nim Konaszewicz zaatakował Kaffę. Ocalała poprzedniego roku twierdza tym razem nie oparła się Kozakom – garnizon został wybity a miasto złupione i spalone.
    Rok 1617 przyniósł wyprawę „mołojców” na Trapezunt, ale Turcy zareagowali stanowczo – w kierunku granic Rzeczpospolitej ruszyła duża armia Iskaneder-paszy. Drogę pod Buszą w Mołdawii zagrodził mu na czele jednostek koronnych hetman Żółkiewski. W wyniku rokowań Rzeczpospolita zobowiązała się do powstrzymania kozackich wypraw, w zamian za analogiczne zobowiązanie Osmanów odnoszące się do Tatarów.
    Dotrzymanie postanowień układu okazało się niemożliwe. Ani Rzeczpospolita ani Imperium Ottomańskie nie były wstanie powstrzymać kozackich chadzek i najazdów tatarskich.
    Już w 1618 roku następna wyprawa zniszczyła Warnę i kilka mniejszych miast na wybrzeżu. Szczyt morskiej aktywności Zaporożców przypadł na rok 1620. Pod wodzą nowo obranego hetmana Jacka Borodawki doszło do kolejnych ekspedycji w kwietniu, maju, lipcu, sierpniu i w początkach września. Spustoszeniu uległy wybrzeża Krymu , okolice Warny i Stambułu. W rok później główne siły Zaporożców wzięły udział w bitwie pod Chocimiem, a na Morzu Czarnym operowały stosunkowo niewielkie siły. Spełniły one jednak swoje dywersyjne zadanie, utrudniając zaopatrzenie armii osmańskiej i siejąc popłoch na zapleczu wroga. Co prawda jeden z zespołów czajek operujący w okolicach Stambułu, został dopędzony i rozproszony przez silną eskadrę turecką, ale już kilka tygodni później Kozacy wzięli odwet zatapiając w bitwie morskiej 12 osmańskich galer.
    Traktat pokojowy między Rzeczpospolita a Imperium Osmańskim w1621 roku oczywiście nie zastopował kozackich ekskursji.
    W 1623 roku miały miejsce jedynie dwie niewielkie wyprawy, ale już następnym roku Zaporożcy pokazali „lwi pazur”. Kiedy Osmanowie podjęli interwencję na Krymie przeciwko zbuntowanemu lennikowi – chanowi Mehmedowi III, Kozacy nie dość, że udzieli wsparcia krymskiemu władcy to jeszcze dwukrotnie podjęli wielkie wyprawy na Stambuł. W czerwcu ponad 70 czajek spustoszyło oba brzegi Bosforu, a w lipcu ponad dwukrotnie większa flota czajek z przeszło 7 tysiącami Kozaków na pokładach przez 3 dni zupełnie bezkarnie obracała w perzynę okolice Stambułu.
    Losy wyprawy z 1625 roku – największej z dotychczasowych – opisał nasz „znajomy” kronikarz Naima :
    „Redżeb pasza, główny dowódca sił morskich, który udał się na Morze Czarne z eskortą z 43 galer, krążąc wzdłuż zachodnich brzegów, przybył do ujścia Dniepru i tam się od mieszkańców dowiedział, że 300 czajek kozackich wypłynęło na nowe rabunki, jak wieść niosła ku Trapezuntowi i Synopie. Mniemając ich dopilnować w powrocie, przez półtora miesiąca strzegł ujścia pomienionej rzeki, lecz na koniec wiedziony troskliwością, by zuchwalcy nie uderzyli znowu na cieśninę carogrodzką, obnażoną ze straży morskiej, popłynął wzdłuż brzegów ku południowi, nie tracąc ziemi z widoku.
    Na wysokości miasteczka Karaharman zwanego dały się słyszeć czajki kozackie. Poczyniono zatem przygotowania do boju, lecz ze 43 galer, które tę wyprawę składały, 21 tylko znajdowało się w gromadzie około statku admirała, inne bowiem dla niedostatku wiatru i zmordowania wioślarzy daleko w tyle pozostały. Korzystając z tych okoliczności, potępieńcy śmiało uderzyli na galery, z których każda z osobna miała tym sposobem po 20 prawie czajek przeciw sobie.
    Jedna czajka, jakich 20 przy pomyślnym wietrze mało jest przeciw jednej galerze, w czasie doskonałej ciszy szczęśliwie z nią mierzyć się może. Dziesięć tylko galer obsadzonych było janczarami, każda zaś czajka 50 liczyła zbrojnych strzelbami Kozaków. Wszczęła się straszliwa bitwa, w której muzułmanie z niewypowiedzianym męstwem i ostateczną walczyli rozpaczą. Statek kapudan paszy w najokropniejszym zostawał niebezpieczeństwie i omal nie stał się pastwą rozjuszonej hałastry, potępieńcy bowiem, poznawszy go po trzech latarniach zdobiących tylną ścianę, rzucili się nań z wściekłością z boków, z przodu, gdyż z tyłu działami i liczną strzelbą był obsadzony. Pomimo gęsto padających trupów 200 niewiernych wdrapało się na statek. Walka najzażartsza zaczęła się na pokładzie i od przodu statku do masztu cała przestrzeń tak ciałami niedowiarków zawalona została, że się przedostać było niepodobna. Wioślarze tej galery, wszyscy z jeńców kozackich złożeni, przestali robić wiosłami i pewnie by wraz z nieprzyjacielem uderzyli na muzułmanów, gdyby im wprzód nóg nie zakuto w żelazo. Gdy więc inne statki mniemały, że admiralski już tonie opustoszony przez Kozaków, męstwo nadludzkie prawie walecznej jego osady odnosiło wtedy najświetniejsze zwycięstwo. Skoro bowiem pokład od potępieńców oswobodzony został dany wystrzał z jednej i drugiej strony mnóstwo czajek po obu stronach w morskiej pogrążył toni.
    Galera namiestnika admiralicji w nie mniejszym znajdowała się niebezpieczeństwie i z równą odwagą pokonała swych napastników. Lecz wiele innych statków już się stawało pastwą rozżartego niedowiarstwa, już muzułmanie, widząc niechybną zgubę, padali na twarz, wołając o ratunek Boga, gdy okropna cisza, która dotąd nie pozwalała nieść wzajemnej pomocy, każdą galerę własnemu zostawiając losowi, za nadejściem silnego wiatru szczęśliwie rozproszoną zostaje.
    Wypełniają się żagle, życie i nadzieja wracają w piersi rozpaczających wojowników i w kilka chwil mnóstwo wywróconych i zgruchotanych łódek pokrywa morze tysiącami trupów, a z 350 czajek ledwo 30 dopada brzegu, gdzie się garstka potępieńców ratuje”.
    Trudno oczywiście bezkrytycznie przyjmować dane podawane przez tureckiego kronikarza, strata w jednej wyprawie ponad 15 tysięcy ludzi spowodowałaby prawdopodobnie zmarginalizowanie znaczenia Kozaczyzny na długie lata (a trzeba też pamiętać, że Kozacy ponieśli w tym samym roku duże straty w powstaniu Żmajły) Relacje wojewodów carskich Gołowina i Zubowa, potwierdziły klęskę Kozaków, ale straty według tych przekazów nie przekroczyły 1500 Kozaków (łącznie Dońców i Zaporożców).

    Powyższy tekst pochodzi stąd: http://www.historycy.org/index.php?showtopic=1468&st=15

    Mój komentarz: Kozacy żyli z rozbojów, byli zawodowymi najemnikami, ktoś ich opłacał i szkolił do walki z Turcją, a potem z Rzeczypospolitą, ktoś, dla kogo najpierw Turcja, a potem Polska była przeciwnikiem. Ślady prowadzą do Londynu, ale nie tylko. Władysław IV, król Polski, planował wynająć Kozaków do zdobycia Krymu i oddania go Rosji w zamian za pomoc Rosji przeciwko Szwecji. Miał też plan, aby Kozacy na swoich czajkach przepłyneli Bałtyk i zdobyli dla niego Sztokholm. Gdy szlachta odmówiła podatków, co więcej zawarła pokój ze Szwedami wpadł we wściekłość. Możliwe, że świadomie z zemsty poszczuł Kozaków na Polskę przyczyniając się do wybuchu buntu najemników pod wodzą Chmielnickiego. Podobno Chmielnicki wyprowadził z Siczy ok. 30 tys. wyszkolonych „Kozaków” w 1648 r. W rzeczywistości byli to w dużej mierze najemnicy z całej Europy, którzy po zakończeniu wojny trzydziestoletniej 1618-1648, właśnie szukali nowej roboty.

    • zjs

      30 września 2016 at 14:40

      Epizod z kozackich pirackich wypraw pojawił się w odcinkach serialu „Sułtanka Kosem” gdzie pokazana jest wyprawa Osmana pod Chocim. Zabawne jest polskie tłumaczenie gdzie jest mowa (kilkakrotnie!) o najazdach na czajkach przez …Kazachów! Głupota czy polityczna poprawność?

  5. Igor Sobotnicki

    30 września 2016 at 10:10

    Kazdy adekwatny obywatel Polski wie o tym,ze banderowcy mordowali Polakow na Wolyniu w 1943,ale nie kazdy Polak chce wiedziec o tym jak dzis neobanderowcy zabijaja ruskich mieszkancow w Donbasie,a niekto z Polakow swiadomie wsperaja neobanderowskie wladze w Kijowie.Okazuje sie,ze Polacy boja sie i nienawidza Ruskich wiecej niz banderowcow i im wiecej neobanderowcy beda zabijac ruskich mieszkancow w Donbasie tym beda lepiej.Czy nie mam racji?

    • j

      30 września 2016 at 11:38

      Nie masz racji ani Ukry ani Ruskie nie są naszymi przyjaciółmi.Gdy rozmawiam ze znajomymi i takie jest tez moje zdanie Rosja jest nieprzyjacielem ze względu na rządzących natomiast Ukry ani rządzący ani zwykli ludzie nie są do Polaków nastawieni dobrze

      • j

        30 września 2016 at 11:42

        W mediach niestety nie nagłośniono tego co Ukry zrobiły w Odessie i dlatego wiekszość Polaków nie wie że w naszych sąsiadach ciągle siedzą demony jak 70 lat temu.

    • zjs

      30 września 2016 at 14:33

      Ten cały Wschód to barbarzyńska dzicz. Sowieci w ramach akcji antypolskiej 1937 posłali do piachu 200 tys. naszych rodaków. w latach 1939-45 następne kilkaset tysięcy zamordowanych i deportowanych.Sowieccy renegaci w Polsce do 1956 unurzali się niezgorzej w polskiej krwi. Natomiast ukraińscy rezuni zorganizowani w UPA i cywilna czerń to zwierzęta mordujący Polaków bo „zamieszkiwali ich terytorium etniczne” Taka była argumentacja bandziora z UPA wygłoszona parę lat w TVP przy okazji rocznicy wołyńskiej rzezi. Osobna sprawa to filobanderyzm polskiej władzy obojętnie jakiej opcji pogrążonej w oparach fantasmagorii starego Gedroycia o polityce wschodniej. Ci zaprzańcy zapomnieli o polskiej przelanej krwi i o ludziach polskiej krwi mieszkającej na Wschodzie. Natomiast ciągną bez opamiętana do nas ukraińską emigrację zarobkową. W pewnym momencie będą na niektórych obszarach większością. Pamiętajmy jak zakończyła się serbska niefrasobliwość w Kosowie. Tej V Kolumnie nie można ufać.
      P.S – Przepraszam byłego premiera Leszka Milera. Rzeczywiście, ten stary komunista jest zdecydowanie antybanderowski.

  6. wiesscar

    30 września 2016 at 11:46

    Przed Majdanem potrzeba społeczna nakrecenia filmu Wołyń była mniejsza bo Janukowicz nie przyzwalal na banderyzm. Po Majdanie ta potrzeba społeczna jest większa bo neobanderyzm się wzmacnia na Ukrainie.

    • wiesscar

      30 września 2016 at 11:49

      Oczywiście to takie pośrednie ocenianie potrzeby takiego dzieła dla Polaków i ludzkości. Bo generalnie jest cały czas bardzo potrzebne by banderyzm ukazać i przestrzec Polaków i ludzkość przed tym wynaturzonym wynalazkiem systemu Ukraińców.

  7. Krzysztof

    30 września 2016 at 11:47

    To oczywista oczywistość ze UPAdlincy będą źle mówić o tym filmie bo prawda w oczy kole

  8. wiesscar

    30 września 2016 at 12:02

    UE znosi Ukraińcom wizy. Byłoby dobrze gdyby panstwa UE się przygotowały na przyjazdy Ukraińców. Narody europejskie powinny obejrzeć film „Wołyń”.
    Zawsze lepiej znać historię która ostrzega co może się stać jeśli neobanderyzm na Ukrainie będzie się wzmacnial.

  9. Bogusław

    1 października 2016 at 14:37

    Narzekamy na okupację Berlina za pośrednictwem tzw. UE, na okupację Polskiej gospodarkę.
    A jak nazwiemy wasalstwo wobec Ukrainy, pytanie na czyje zlecenie.
    Opublikowano: 23 Wrz 2016 Na Podkarpaciu ukraińscy wojskowi dokonują inspekcji Wojska Polskiego
    23 września 2016 Kuratorium odpowiada ws. banderowskiej propagandy w polskiej szkole dla Ukraińców
    19 grudnia 2015 4 miliardy złotych kredytu dla Ukrainy to faktyczna darowizna

  10. MAC

    1 października 2016 at 19:13

    Skąd przekonanie, że jakiś tam rezun, w końcu byle kto, był na pokazach przedpremierowych „Wołynia”? Sądzę, że po prostu przeczytał recenzje w internecie i sklecił jakąś wierszówkę za parę hrywien. Od czasów opisywanych przez Sienkiewicza w „Potopie” nastąpił pewien postęp i czerń potrafi czytać, a nawet coś tam napisać.

  11. juzwa 21

    17 października 2016 at 17:37

    Czy nie lepiej byłoby przytoczyć całość recenzji filmu WOŁYŃ, dokonanej przez ukraińskiego dziennikarza? Niech każdy wyrobi sobie własne zdanie na ten temat…

  12. Ludobójstwo wołyńskie pamiętamy !!!

    19 października 2016 at 09:47

    Faszystowski banderyzm musi zostać rozliczony przez Ukraińców, jeśli nadal będą gloryfikować UPA i ich zbrodnicze czyny, nie będzie zgody ze strony Polaków na taki stan rzeczy. Trzeba apelować do rządu RP o zmianę podejścia do sprawy ukraińskiej. Trzeba mieć dobre stosunki z sąsiadami, ale oparte na prawdzie. Dotacje na Związek Ukraińców w Polsce powinny być takie sama jakie daje rząd ukraiński na polskie organizacje na Ukrainie. Nie można nadstawiać drugi raz policzka, ponieważ banderowsko-faszystowska propaganda na Ukrainie się odrodziła, w Polsce nie ma i nie będzie na to przyzwolenia.

  13. ddf

    29 października 2016 at 00:03

    Smarzowski dokonał bezceremonialnego upodlenia Narodu Polskiego. A to, że dorośli Polacy się tym zachwycają świadczy tylko o totalnej demoralizacji i głupocie. Żal mi młodego pokolenia, któremu przedstawia się takie formy zachowań lekceważące podstawowe normy moralno-obyczajowe jako coś normalnego i uwiarygadnianego zachwytem środowisk niepodległościowych, a nawet katolickich. Czuję, że diabeł szykuje beczki ze smołą. Żal, że kreatury typu Smarzowskiego wykorzystują ofiary Wołynia do swoich niecnych i plugawych ekspresji filmowych.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra