Wywiady

Internowanie było koszmarem

img_6429Z Józefem Nowakiem, internowanym w stanie wojennym opozycjonistą, oskarżycielem posiłkowym w procesie przeciwko Sylwestrowi R., wojewódzkiemu komendantowi Milicji Obywatelskiej, któremu prokuratura IPN w Białymstoku postawiła 55 zarzutów dotyczących bezprawnego pozbawienia wolności działaczy „Solidarności” w grudniu 1981 roku, rozmawia Adam Białous

– W jakim charakterze występuje pan w procesie Sylwestra R., byłego wojewódzkiego komendanta Milicji Obywatelskiej?

– Występuję w tym procesie jako pokrzywdzony, ale też jako oskarżyciel posiłkowy. Oprócz mnie w charakterze oskarżycieli posiłkowych występują jeszcze dwie osoby. Te osoby zostały również pokrzywdzone wskutek bezprawnych internowań w stanie wojennym.

– Kto wniósł do prokuratury IPN o ściganie byłego komendanta MO?

– Wniosek o ściganie do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN Białystok złożył Klubu Więzionych i Represjonowanych w Białymstoku, do którego ja również należę. Wniosek ten postanowiliśmy sformułować wspólnie, a podpisał się pod nim ówczesny prezes białostockiego WiR Krzysztof Wasilewski, dziś niestety już nie żyjący. We wniosku, domagaliśmy się ścigania szefostwa białostockiej milicji i SB za bezprawne internowania działaczy opozycji w okresie stanu wojennego. Szczególnie chodziło nam o ściganie prawem komendanta białostockiej MO płk. Sylwestra R.

– Jakie były korzenie procesu przeciwko byłem komendantowi MO ?

– Kilka lat temu w zasobach IPN Białystok odnaleziono teczkę SB, w której odkryto wiele ciekawych materiałów dotyczących wprowadzenia stanu wojennego. Z tych materiałów wynika m.in. iż w czasie stanu wojennego w ówczesnym województwie białostockim internowano około 58 osób – kilka z nich już nie żyje. Pod wszystkimi decyzjami widnieje podpis płk. Sylwestra R. Co ciekawe decyzja o internowaniu mojej osoby została zatwierdzona podpisem komendata MO w styczniu 1980 roku, czyli niemal rok przed wprowadzeniem stanu wojennego.

– W jakich okolicznościach odbyło się pana internowanie, dokonane 13 grudnia 1980 roku w państwa mieszkaniu w Białymstoku?

– Przyszli do nas między drugą a trzecią nad ranem. Nie chcieliśmy im otworzyć, więc wyłamali drzwi. W tym czasie w naszym mieszkaniu byliśmy z żoną, dwiema małoletnimi córkami. Był też u nas gościnnie mój, wówczas 82 letni, ojciec i moja siostra. Żona i córki były przerażone. Funkcjonariusz SB, żeby je uspokoić, powiedział że wprawdzie muszą mnie zatrzymać, ale za dwie godziny wypuszczą. Te dwie godziny okazały się 4 miesiącami bezprawnego internowania. Funkcjonariusze SB i MO, którzy mnie zatrzymali mieli obowiązek okazać mi decyzje o internowaniu. Nie zrobili tego, nie okazali mi żadnego dokumentu, dlatego to było bezprawie. Papier zatytułowany „decyzja o internowaniu nr 2” pokazali mi dopiero na komendzie MO przy ulicy Sienkiewicza w Białymstoku, była to też siedziba SB. Dopiero tam dowiedziałem się, że wprowadzono stan wojenny. Odmówiłem podpisania dokumentu, stwierdzającego że otrzymałem decyzję o internowaniu. Wezwano więc towarzysza o nazwisku Stupak. Ten zaczął na mnie krzyczeć żebym podpisał i grozić mi, że jak nie podpiszę już po mnie itp. Wtedy przyszły mi na pamięć instrukcje zawarte w małej podziemnej broszurce pt „Obywatel a SB”. A tam, m.in., była podana jasna instrukcja „nic nie podpisywać i nic nie mówić”. Na tej komendzie zgromadzono wszystkich internowanych. Jeden z nas zaintonował „Jeszcze Polska nie zginęła…” Później wszczęto postępownie, mające wyjaśnić kto to zrobił.

– Cztery miesiące internowania spędził pan, w trzech różnych ośrodkach. Do którego trafił pan najpierw?

– Internowany byłem w Białymstoku, Suwałkach i Kwidzyniu. Zaraz po internowaniu przewieziono nas, wszystkich wówczas zatrzymanych, do Aresztu Śledczego w Białymstoku przy ulicy Kopernika, który otrzymał wówczas oficjalny status ośrodka odosobnienia. Przypomnę, że po wojnie było to więzienie karno-śledcze UB, na terenie którego IPN przeprowadza obecnie ekshumacje zamordowanych tam m.in. żołnierzy podziemia niepodległościowego. W tym więzieniu Polaków mordowali Niemcy i Sowieci, a UB wykonało tu około 200 wyroków śmierci na Niezłomnych. Z racji na te fakty, jest to miejsce bardzo ponure. Kiedy przewieziono nas tam, zaraz kazano wysiadać i goniono przez szpaler utworzony przez zomowców w pełnym rynsztunku, z pałami i ujadającymi wściekle psami trzymanymi na smyczy. Strach łapał za gardło. Później był on również niedłącznym towarzyszem mojego internowania. Przychodziły bowiem ciemne myśli – do czego ci towarzysze są zdolni, co oni mogą z nami – którzy dopominamy się o niezależność, prawdę, wolność – zrobić? Kiedy byliśmy już w areszcie na Kopernika, kazano nam się rozebrać do naga, co było strasznie upakarzające, i przeprowadzono rewizje osobistą. Zabrano nam wszystko, nawet łańcuszki z krzyżykami czy medalikami.

– Jak wyglądała pana działalność w Solidarności?

– W Solidarności działałem od samego początku jej powstawania. Struktury Solidarności współtworzyłem w moim ówczesnym miejscu zatrudnienia tj. w Okręgowej Dyrekcji Pańswowej Komunikacji Samochodowej (PKS) w Białymstoku. Z racji wykonywanej tam funcji, często wyjeżdżałem do oddziałów PKS znajdujących się na terenach ówczesnych województw – białostockiego, łomżyńskiego i ostrołęckiego. W tych oddziałach pomagałem organizować Solidarność. Widać te moje działania były efektywne, gdyż jak czytałem w dokumentach sporządzonych przez SB na moją osobę, „miał dobre dotarcie do pracowników załóg PKS”. Zostałem też powołany do Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego w Białymstoku, który pełnił rolę zwierzchnią nad Komitetami Zakładowymi Solidarność.

– Czy był pan inwigilowany przez SB?

– Kiedy była już taka możliwość, przeglądałem w IPN dokumenty jakie sporządziło SB podczas inwigilowania mnie. Oczywiście jest tam cała masa papierów ukazujących moją działalność „wywrotową” w Solidarności. W dokumentach operacyjnych SB wyczytałem też m.in. „uczestniczy we Mszach św., jeździ na pielgrzymki, należy do wspólnoty Domowego Kościoła, utrzymuje kontakt z księżmi z Suchowoli i z Warszawy ”. Chodziło im o moje spotkania z ks. Jerzym Popiełuszko i ks. Stanisławem Suchowolcem, zamordowanych później przez SB. Zarzucano mi „fanatyzm religijny” związany z moją katolicką wiarą. Postępowaniem operacyjnym objęto wówczas również moją rodzinę w tym 17 letnią córkę, która uczyła się wtedy w liceum prowadzonym przez Siostry Nazaretanki w Warszawie. To były bardzo ciężkie czasy.

Dziękuję za rozmowę

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

2 komentarze

2 Komentarzy

  1. gieptil

    18 października 2016 at 23:05

    Ten Nowak to zwykły błazen, pajac, rycząca małpa, które kompromituj i ośmiesza środowisko osób prześladowanych. To co on opisał normalnego dorosłego mężczyzny nie wprowadza w stan dożywotniej paniki. A on udaje że go wprowadziło, do dzisiaj trzęsie się jak osika z powodu tych „strasznych” przejść. Też byłem internowany i wiele takich opowieści się nasłuchałem. Ale nie pamiętam żeby ci opowiadający się nad sobą tak rozczulali. Byli to w końcu dorośli odważni mężczyźni, którzy mniej więcej wiedzieli co ryzykują wdając się w walkę z komuną, wybory były świadome, więc i wielkich zdziwień nie było. Były zresztą gorsze sprawy, niektóre rzeczywiście poważne. W Jastrzębiu na komendzie milicji zostało poważnie pobitych kilku górników, nie wiem czy ta sprawa znalazła finał w sądzie, a powinna.
    Siedziało się w różnych warunkach, zależnie od okresu i od kryminału. Część kolegów siedziała przez pewien okres w sławnych Wronkach, to ciężkie więzienia z jego specyfiką. Ja dla przykładu na Lompy w Katowicach siedziałem szczęśliwie tylko 3 dni, a temperatura w mojej celi była ok. 5 stopni. Później się dowiedziałem że inni mieli w celi ok.35 stopni. Jaka średnia? Pasuje, pełny komfort 20 stopni. Słyszałem że jakiś internowany siedział przez 3 miesiące w takiej zimnej celi i wyszedł z mocno nadwyrężonym zdrowiem, co prawdopodobnie skróciło mu życie. Jacyś koledzy w internowaniu opowiadali że jak ich przewozili w nocy 13 grudnia milicyjną budą, to zatrzymali się w lesie, kazali im wysiąść, odbezpieczyli karabiny i … później śmiech. Taki żarcik im zrobili.
    Więźniowie/aresztowani rutynowo muszą się rozbierać przy przyjęciu, bo oni muszą sprawdzić czy taki nie wnosi ze sobą tego czego nie powinien. Często też każą kucać, i patrzą czy „klientowi” nie wystaje coś z odbytu.
    Opowieści tego Nowaka ośmieszają środowisko prześladowanych z komuny, bo jest wrażenie że to były takie mimozy, delikatne strachliwe panienki. On akurat należał do tych który był dość dobrze potraktowany, i ja nie pamiętam żeby ktoś tak się wypłakiwał z powodu akurat takiego traktowania.

    • gieptil

      20 października 2016 at 15:41

      A to co ten Nowak opowiada o tym koszmarze internowania to duża przesada. Bardzo duża. Bywało różnie, szczególnie na początku. Gdzieś lali pałami. Jak na Lompy w Katowicach. Koledzy studenci opowiadali, że tam klawisze zaraz po 13 grudnia do pomocy dostali wtedy takich małolatów ze szkoły ZOMO w Piotrowicach. I oni tak ćwiczyli rękę, jak jakiś internowany przechodził, to czasem dostał pałką po plecach od takiego małolata z Piotrowic. Nikt od tego nie zachorował ani nie poszedł do szpitala. Moi koledzy studenci, którzy o tym opowiadali, traktowali to raczej z pewnym rozbawieniem – w końcu to byli dorośli twardzi mężczyźni, którzy byle czego się nie bali.
      Na wiosnę siedzieliśmy w Uhercach Mineralnych ( Bieszczady ) gdzie doszło do sławnego buntu internowanych. I to była poważna sprawa. Było to z powodu pewnego internowanego, który miał klaustrofobię. Kolega mi opowiadał jak było, był z nim w jednej celi. Ten gość dostawał szału, ryczał, walił głową w ścianę. A oni już naprawdę mieli tego dość. Esbeki wciąż obiecywali że już, już go zwolnią. A on wciąż siedział. I tak doszło do tego buntu.
      Pewnej nocy ktoś mi w celi mówi, że coś się dzieje. W baraku na przeciw internowani wynieśli z 10 materacy z łóżek i je podpalili, i coś krzyczeli. A jak oni wyszli z tego baraku naprzeciw? ;-)))))))) Proste. Trochę wcześniej było tak. Wpada co mojej celi jakiś człowiek, gada, nawija, aż ktoś się pyta – zaraz, zaraz, a jak tyś się tutaj dostał, toż jesteś z drugiego baraku??? A on na to – załatwiłem z kryminalnymi, to mi dorobili wytrych do tych drzwi. Dałem im za to herbatę, żeby sobie mogli robić czaj ( taki więzienny narkotyk ) i dostarczyli mi za to tek klucz – wyciągnął go z kieszeni i z dumą pokazał. Kryminalni dostarczali nam żarcie, więc był z nimi kontakt.
      Była w międzyczasie inspekcja Czerwonego Krzyża ze Szwajcarii. Nawet pamiętam te śmieszne misie byli w mojej celi. Ale żadnych strasznych zbrodni się nie dopatrzyli. Pewnie bywali już w strasznych kryminałach III świata, więc nie dali się nabrać paru kolegom, którzy intensywnie tokowali jaki tutaj jest reżim.
      Gdy wychodziłem 23 lipca 1982 roku miałem problem. Wtedy prawie wszyscy już wyszli, ja byłem jednym z ostatnich. Dostawaliśmy dary i z zagranicy i z Polski, było tego dużo. Wychodziłem jako jeden z ostatnich. W celi na przeciwko ( już wtedy cele były otwarte ) była góra na jeden metr wysoka tych darów, z tej celi już wszyscy wyszli, te dary tak ułożyli na taką górę. Bo nie byli w stanie tego wziąć. Jako biedak było mi żal tego tak zostawić, więc napakowałem dwie duże moje torby tak po 20 kilogramów. I tak zostało bardzo dużo. Później się męczyłem z tymi ciężkimi torbami, nim dotarłem do domu.
      Nowak o tym wam nie napisze, bo to błazen, zwykły błazen.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra