Z kraju

Czy etniczna polskość będzie się cofać?

Ściąganie wszystkich Polaków w obecne granice wydaje się kardynalnym błędem. Nie chodzi o to, by ich pozostawiać własnemu losowi, lecz opracować politykę narodowego wzrastania na miejscu, na Kresach.

Nieprzyjaciele Polski wiedzą, że Kresy Wschodnie to nasza dusza, oś naszej niezależności, okno do rozgrywania polityki wschodniej. To nie tylko kwestia tego, iż Polacy nań rozsiani tworzyli w przeszłości kanon naszej literatury, sztuki, nauki czy wojskowości. To współcześnie wielka szansa na zyskanie setek tysięcy ambasadorów polskości. To siła wprost trudna do przecenienia, która decyduje o tym, czy w swoich zamiarach zamkniemy się jako średniej wielkości państewko z małymi ambicjami. Czy może zechcemy tworzyć rzeczywistość wokół siebie i wpływać na rzeczywistość innych. Niestety do tej pory aktualna była pierwsza opcja, aby gęsiego iść za cudzymi pomysłami, zwłaszcza za krajami Unii Europejskiej, a szczególnie Niemiec. Ściąganie do kraju zesłanych w głąb Rosji, czy Kazachstanu Polaków – to dobra wiadomość dla Polski oraz zadośćuczynienie moralne.

Jednak totalne odpolszczenie Ziem Wschodnich Rzeczypospolitej stanowi zaprzeczenie polityki II RP. Przypomina zaś ekspatriacje rodem z początków Polski Ludowej, która stanowiła kapitulację przed potężnym sąsiadem i jego republikami sowieckimi. Można to oczywiście było tłumaczyć koniecznością zapełnienia ubytków ludnościowych po II wojnie światowej. Można i dziś wytłumaczyć ubytkiem Polaków wyjeżdżających na zachód oraz potrzebą jego zrekompensowania. Jednak co by nie mówić – jawi się to jako niwelowanie skutków nie przyczyn. Jeśli chodzi o tradycję kultury, czy naszej historii wygląda to bowiem tak jakbyśmy przeszczepiali skórę z jednego policzka na drugi. To kontynuacja polityki upłynniania naszego narodowego dziedzictwa.

Rodzina alkoholików sprzedaje swoje meble, by mieć na bieżąco jedzenie, ale jej sytuacja wcale się od tego na stałe nie poprawia. Nie by porównywać Polskę do takiej rodziny. Jednak wielu z nas mogło by porównać do niej konkretne rządy po 1989 roku. Nie stanowią wytłumaczenia ekspatriacji fatalne warunki bytowania Polaków na wschodzie, to bowiem można i trzeba rozwiązywać na miejscu. I skorzystać z okazji, że znają oni środowisko miejscowe lepiej, niż ktokolwiek inny, kto rzucony będzie tam z przypadku. Potrzebne są im pieniądze na miejscu i zastrzyki tożsamości, które z kolei zwrócą się nam w kraju, oddziałując na naszą młodzież. Pomaganie na miejscu jest oczywiście opcją trudniejszą, ale zdecydowanie bardziej ambitną. Jednak dlaczego nam Polakom miałoby tej ambicji zabraknąć? Rodacy na Kresach, jeśli będą lojalni wobec Polski – powiedzmy sobie prawdę – nie są dla nas problemem, lecz szansą i tak też należy ich traktować.

Dlatego stanowią wręcz sól w oku mocarstw, z którymi nasz kraj od setek lat miał kłopoty. Lojalni bowiem wobec naszego państwa są siecią, która może stanowić konkurencję dla interesów niemieckich, rosyjskich czy wszelkich innych. To jest niewykorzystywane przez nas od lat. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę argument, że jeśli się chce, by oni tam zostali, to trzeba pomieszkać sobie w ich warunkach, otrzymując na utrzymanie ich pieniądze. Jednak czy jest problemem wydatkowanie pieniędzy tam, a nie tu? Wydatkowanie ich za cenę kultywowania polskości, albo wręcz stworzenia tam stanowisk pracy, które kontrolowałoby państwo polskie. A byłby one jednocześnie zachętą do utrzymywania naszej tożsamości wśród dzieci swoich i sąsiadów? Czy stanowi dla nas duży problem by płacić 500+ za dzieci wychowane w kulturze polskiej na wschodzie, w prawdziwej historii, co mogłoby być sprawdzane? Gdyby płacić 500+ dla rodziców takich dzieci na wschodzie nastąpiłby prawdziwy boom polskości.

Wschód polski a wschód niemiecki

Jest wiele pomysłów, które można by wykorzystać, aby ratować polskość na wschodzie, ale wcale nie przez jej ewakuowanie. Brakować może tylko jednego: woli. Wiadomo, że rządy miejscowych republik, które do polskości odnoszą się co najmniej nieufnie, a także rządy sąsiadujących z Polską mocarstw prędzej spojrzą przychylnie na ewakuację polskości. To bowiem nie jest dla nich problemem, lecz wręcz go unikają. Wzmacnianie jej na miejscu jest sprzeczne z ich racją stanu, ale nie z naszą. Ewakuacja Polaków z Kresów, która miałaby nam zrekompensować ludnościowe ubytki, nie tylko nie załatwia przyczyn (a jedynie skutki), ale jest też rozmienianiem ich potencjału na drobne.

Jak silna i wytrzymała potrafi być polskość, nawet zajadle atakowana – widać na Litwie, bo choć następuje tam erozja polskości to jednak stan, który się tam utrzymał jest cudem. Cudem, którego błysk, z powodu braku stanowczej polityki, może powoli gasnąć. Gdy weźmie się pod uwagę, że większość poprzednich rządów nieomal współpracowała z władzami litewskimi w destrukcji polskości, albo też w najlepszym razie przyglądała się biernie – litewscy Polacy są fenomenem. Obawiać się można, iż przy polityce zwijania polskości ze wschodu, a jednoczesnym ściąganiu Ukraińców (czy innych) do siebie, nie nastąpi wcale żadna ich polonizacja. Zamiast tego przesunie się front etniczny: Polska cofająca się od wieków ze wschodu w kierunku zachodu skurczy się jeszcze bardziej, niż się kurczyła w przeszłości. I może pójść wprost pod niemiecką kosiarkę idącą od zachodu.

Problemem bardzo mało znanym jest bowiem proniemiecka postawa wielu samorządowców na zachodzie Polski. Gdyż właśnie Niemcy prowadzą na naszych ziemiach zachodnich politykę podobną do tej, jaką my mielibyśmy prowadzić na wschodzie. Liczne granty, pompowane przez niemieckie fundacje zdają się kupować przychylność i tzw. „europejskość” uczonych w miastach zachodniej Polski. Wielu polskich patriotów ma także liczne znaki zapytania co do działań prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Uczeni na uniwersytetach i w wyższych szkołach, korzystający z grantów, wyjazdów, stypendiów, wspólnych projektów zmienili w ciągu lat swoje nastawienie w stosunku do tożsamości. Niektórzy wchłaniają niemieckość przez europejskość inni są zafascynowani bezpośrednio nowym obrazem Niemiec oraz ich bogactwem.

Nierzadko część potomków ekspatriantów z Kresów Wschodnich, pozbawiona możliwości kultywowania swoich korzeni (bo takiej polityki nie prowadzono nawet po 1989 roku poza zbyt słabymi prywatnymi inicjatywami wymierających organizacji kresowych) – wzbudza w sobie fascynację niegdysiejszą niemczyzną tych zachodnich terenów. Pomimo, iż mają one dużo bogatszą przeszłość, niźli tylko niemiecka. Niektórzy z ludzi, jakim polityczna poprawność przygrywa do wypowiedzi – prędzej są zdolni do dostrzegania austriackiego, niż polskiego dziedzictwa we Lwowie kiedy mowa czymś poza obecną ukraińskością. To myślenie wyjątkowo asymetryczne, nierówne w obie strony. Mające jednak u swych podstaw niskie poczucie własnej wartości. Tylko, że jak można mieć wysokie poczucie własnej wartości budując tożsamość bez Kresów, które są centrum polskiej wielkości, nie tylko intelektualnej, ale i historycznej, związanej z bitwami czy legendami?

To świadomość, iż Polska była wielka, utrzymywała naszą dumę podczas zaborów. Także i teraz mogła zakonserwować naszą tożsamość, uodpornić nasze myślenie na poczucie niższej wartości. I wydaje się, że to właśnie dlatego bardzo niechętnym okiem państwa ościenne patrzyłyby na na polskie społeczeństwo, przypominające sobie o wschodzie. I w wypadku Niemców, nie tylko dlatego, że w polityce wschodniej Polacy mogliby stanowić miażdżącą konkurencję. Wszystko to przywoływałoby bowiem do pamięci refleksję, dlaczego nasi przodkowie stamtąd „odeszli”. Bardzo szybko wyszłoby, iż nie mamy tam za sobą zbrodniczej przeszłości, lecz wiele osiągnięć. Natychmiast ludzie zaczęliby kojarzyć, iż utrata terytoriów przez Niemcy była usprawiedliwiona, a przez Polskę nie. Moralnie bowiem Niemcy zawinili wobec nas, ale już nie odwrotnie.

Co się zaś tyczy niepolskich mieszkańców byłych republik sowieckich i Kresów Wschodnich – nasz moralny stosunek do nich nie jest taki jak Niemców do nas. Raz jeszcze należy podkreślić: wbrew gigantycznemu naciskowi propagandowemu, by traktować go tak samo, wcale taki nie jest. To nie my bowiem prowadziliśmy politykę zbrodni wobec słabszych, lecz także nasi „słabsi” sąsiedzi wobec nas. Jesteśmy moralnie czyści w porównaniu z innymi, oczywiście nie bezgrzeszni, bo takie stwierdzenie byłoby kłamstwem. Jednak grzeszność nie musi się równać pławieniem w grzechu zbrodniczości, tak jak pławili się Niemcy, sowieci, nacjonaliści ukraińscy, bądź litewscy. Dziś w naszym reku największą bronią jest prawda historyczna. I niestety jako broń nie jest wykorzystywana w pełnej skali.

Jak na razie obserwuje się słuszną politykę przywracania należnego miejsca Żołnierzom Wyklętym, natomiast polityka odzyskiwania miejsca Kresom Wschodnim w samym centrum polskiego serca idzie słabo. Można powiedzieć lepiej słabo, niż wcale, lecz jest ona domeną głównie działań oddolnych. Pojedyncze inicjatywy, czynione przez ludzi dobrej woli w polityce to o wiele za mało, by coś w tej kwestii zmienić. Tu potrzebna jest cała wielka kampania, jaka pozwoliłaby wykorzystywać potencjał i przekonała sporą część polskiego społeczeństwa, która jest nieświadoma. Do czego przekonała? Do zakochania się w Kresach Wschodnich.

Cofanie się oznacza w szerszej perspektywie czasowej dalsze rozpuszczenie polskości

Nie trzeba być aż nadto bystrym obserwatorem, aby zauważyć, iż nie każdy Polak i patriota interesuje się Kresami (choć w różnym stopniu interesuje się nimi większość środowisk patriotycznych), ale każdy interesujący się polskością Kresów to patriota. Zainteresowanie Kresami daje energię do działania, energię altruistyczną i potrzebę podjęcia czynów dla dobra wspólnego, także wyrzeczeń. Czasem do tego stopnia, że osoby takie mają problem z zachowaniem proporcji walki o własne interesy, co bywa wadą i zaburzeniem kolejności. Sprawia bowiem, iż w tej walce się chwieją. Tak czy inaczej jest to odwrotność działań aferzystów, którzy frazesy patriotyczne mają jedynie na ustach. Celem ich są wyłącznie własne zyski.

U kolejnej grupy zainteresowanie Kresami powoduje taką energię w działaniu, iż potrafią oni nieomal „góry przenosić”. Państwo winno tę energię wykorzystać oraz ją pomnażać, tak samo ja winno wykorzystać potencjał drzemiący w innych środowiskach, choćby kibicowskich. I powinno robić to w ten sposób, aby zysk był obopólny. Nasze myślenie o Kresach jako o przykrym, lecz koniecznym moralnym obowiązku powinno się zmienić. Doceniam ludzi, dla których Kresy stanowią wyrzut sumienia, powodują myśli, iż coś tam muszą zgodnie z moralnym obowiązkiem zrobić. Doceniam dlatego, że mają sumienie i niejednokrotnie cokolwiek robią. To jednak myślenie błędne: Kresy to potencjał, Kresy to klucz, Kresy to broń w ręku. Nie należy ich traktować wyłącznie w kategorii wyrzutu sumienia, czy nawet sierot w postaci ludności, którą trzeba podkarmić, lub pomóc porzucić jej zgliszcza i zabrać do domu. Tu potrzeba przeciwstawienia się tym, którzy Kresy, Kresowość i Kresowian nękają, wynaradawiają, traktują jak zagrożenie i bezpardonowo atakują.

Pomoc w ucieczce od przemocy na jeszcze na razie spokojne terytorium nic nie da. Wycofywanie się – nic nie da. Tylko podejmowanie walki i aktywnej polityki, bez zwijania się decyduje o tym, jak ambitną ma ktoś podmiotowość. Wycofywanie się i ewakuacja nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Jeśli ktoś nie wie, jak wygląda przesuwanie się frontu etnicznego wystarczy, że spojrzy na przykład imigrantów muzułmańskich. Nawet gdyby w chwili obecnej nie następowała inwazja tzw. „uchodźców”, niejeden człowiek już przedtem myślał co dzieje się z Francją, czy Niemcami, bowiem ludność z krajów arabskich wzrastała tam w sposób niekontrolowany. Do rangi anegdotek przeszło statystyczne nazywanie dzieci w Wielkiej Brytanii Mohammed, czy nadawanie innych imion z arabskiego kręgu kulturowego. Wraz ze wzrostem meczetów rosły oczekiwania gości względem gospodarzy.

Oczywiście ludność ze wschodu na szczęście nie jest islamistami i ciężko ją do nich jakościowo porównać, ale zmiany granic etnicznych mogą nastąpić w tej kwestii tym bardziej. Ich matecznik leży wszak blisko. Swobodnie do islamistów można jednak porównać nacjonalistów ukraińskich. Posiadają oni bowiem te same cechy, do których zaliczymy: fanatyzm, bezzasadne roszczenia, wieczne pretensje i uważanie innych za naiwniaków. W przeszłości zaistniał też przykład Kosowa, które choć historycznie jest serbskie, etnicznie stało się albańskie. Polityka państwa może nie powinna być przesadzona w drugą stronę. Czyli zbyt drastyczna, czy już tym bardziej dyskryminacyjna jak wobec Polaków na Litwie (akurat ci są w odniesieniu do obecnych gospodarzy autochtonami). Jednak rozsądna, prowadzona z głową i stanowcza. I by utrzymać polski stan posiadania nie można ograniczać się wyłącznie do terytoriów wewnętrznych, ale trzeba wyjść poza nie. Wyjść ku redutom, wobec których istnieje pokusa, aby je opuścić, bo ich utrzymanie jest trudne.

Jednak wszystko co najlepsze uzyskuje się przeważnie w trudach i poświęceniach. Tak bowiem wygląda życie, nie tylko na poziomie jednostki, ale i społeczeństw. Ambicja musi być nie tylko udziałem pojedynczych ludzi, lecz właśnie ich zbiorowości. Bo to zbiorowości oraz ich świadomość decydowały o wielkości, bądź upadku imperiów. Niby każdy zna powiedzenie Marszałka Piłsudskiego: „Polska to obwarzanek: Kresy urodzajne, centrum – nic”, ale część ludzi nie przekłada tego na praktykę. Jeśli bowiem pozwolić wspomniany obwarzanek wyżerać, to z centrum wkrótce tym bardziej nie pozostanie nic. To prawda prosta, ale w sposób zadziwiający niedostrzegana. Jeśli zaś ktoś chciałby ten obwarzanek przekształcić w inne pieczywo, tak jak planowali zrobić to komuniści, to już nie będzie polskość, lecz zdecydowanie co innego, co polskością będzie można zwać jedynie umownie.

 

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

25 komentarzy

25 Komentarzy

  1. Leszek1

    10 stycznia 2017 at 18:11

    Artykul dlugi, przejrzalem tylko pobieznie z braku czasu. Jeszcze tu wroce. Nasunela mi sie jedna refleksja: – Lepiej przekazywac 500+ Polakom na wschodzie niz cudzoziemskim emigrantom.

    • Rafał Karkosz

      11 stycznia 2017 at 11:24

      Zasadniczo zgadzam się z tezą, że trzeba zrobić wszystko, aby zatrzymać falę polskiej młodzieży tu na miejscu, ale nie zgadzam się z wnioskiem autora, że kresowianie mogą stać się naszymi ambasadorami na wschodzie i 500+ spowoduje wylew polskości na kresach. Polecam posłuchać wywiadów ze starszymi rodakami na wschodzie. Zachodzi tam stały proces odpływu młodych Polaków do większych miast, gdzie zatracają więzy rodzinne i niestety polskość w nich zanika. Program 500+ w takim układzie, wzmógłby jedynie ten proces. Nielegalny handel kartami Polaka też jest stałym procederem. Mnóstwo pieniędzy by trafiło do niewłaściwych rąk. Na zakończenie przypomnę, że kresowianie sami chętnie wróciliby do Polski. Gdy w Donbasie pojawiły się zielone ludziki z rozpaczeni rodacy chętni byli sprzątać u nas ulice byleby tylko wrócić. Oczywiście kłamczucha/kopaczka miała ich w d…pie. Kolejny argument na przekłamania w artykule. Nie wiem tylko dlaczego autor usiłuje zwodzić czytelnika?

  2. panMarek

    10 stycznia 2017 at 18:20

    Świetny tekst. Polecam Wszystkim.

  3. Marian

    10 stycznia 2017 at 18:34

    Dlaczego na mapce umieszczacie ukraińskie granice etniczne na terenie połowy woj. lubelskiego? Czy nie sprzyjacie nacjonalistom ukraińskim i ich wymyślonym argumentom, jakie niektórzy zgłaszają w roszczeniach do Polski? Czy to jest zgodne z Waszą linią programową? To szokuje, gdy się czyta inne Wasze teksty! Marian

    • Lublinianka

      10 stycznia 2017 at 20:00

      Panie Marianie, czy nie potrafi Pan czytać prostych tekstów ze zrozumieniem? Autor przestrzega przed niekontrolowanym napływem Ukrainców do Polski, co właśnie ma od kilku lat miejsce. Jeśli ta tendencja nie zostanie odwrócona, to za kilka lat tak, jak na tym obrazku może wyglądać polska granica wschodnia. Mogę tylko mówić o Lublinie. Na lubelskich uczelniach studiują ale i pracują świeżo przybyli do Polski Ukraińcy, pełno ich wokół, zaczynają znaczyć terytorium, przy aprobacie zdominowanych przez zdradziecką platformę władz miejskich. Koło cerkwi pod zamkiem lubelskim niedawno pojawił się pomnik ofiar Hołodomoru w sowieckiej republice ukraińskiej oraz skwer nazwany imieniem antypolskiego rymopisa Tarasa Szewczenki. Co mają wspólnego z Lublinem ofiary sowieckiej gospodarki planowej z czasów Stalina oraz Szewczenko? Otóż nic, ale to znak dla nas od Ukrainców: „to nasze miejsce, tu jesteśmy i zamierzamy tu być”. Jak wiadomo, neobanderowcy marzą o wcieleniu Lubelszczyzny, czy też, jak to oni mówią, Zasania albo tzw. chełmszczyzny, ale z Lublinem, do banderlandu. Nie wszyscy wiedzą, że banderowcy i UPA mordowali ludzi na Lubelszczyźnie już po przejściu sowieckiego frontu, tu było równie niespokojnie, co w Bieszczadach. PIS to zdrajcy albo totalni idioci, bo banderowcy mieszkający w Polsce od czasów PRLu głosują na obecną opozycję i są lub byli posłami z platformy. Zniszczenie pomnika w Hucie Pieniackiej to fraszka w kontekście tego, co następuje w pełzający sposób w naszej ojczyźnie. A przy okazji, całkowicie popieram postulaty zawarte w tym felietonie.

      • Maciek

        10 stycznia 2017 at 20:12

        PIS to zdrajcy. Racja w 100 %. Czytajcie: Leszek Misiak – Prawicowe dzieci czyli blef IV RP. Otworzą się Wam oczy!

  4. tma

    10 stycznia 2017 at 19:16

    Cytowanie Piłsudskiego, jest tak samo intelektualnie dyskredytujące, jak cytowanie Bolka-noblisty.
    Kresy nigdy nie wniosły żadnej realnej wartości w życie narodowe Polski. Owszem, pojedynczy ludzie, urodzeni i wychowani na Kresach, coś tam wnosili, ale nie jako zbiorowość. Wieczne awanturnictwo, nieróbstwo i buractwo.

  5. Lublinianka

    10 stycznia 2017 at 20:06

    Tma mówi od rzeczy. Nie słyszał o Liceum Krzemienieckim, Lwowskiej szkole matematycznej?Profesor Chrzanowski, krakowianin, historyk sztuki, w książce „Kresy – obszary tęsknot” napisał, że przy Lwowie, a bywał we Lwowie jakoś dziecko, Kraków to było niewielkie prowincjonalne miasteczko. Wystarczy tam pojechać teraz, by zobaczyć, co z tego miasta zostało.

  6. Egzorcysta

    10 stycznia 2017 at 20:26

    To co Polska teraz ma zrobic, to odblokwac potencjal gospodarczy, stworzyc preferncje np 3 lata bez podatkow i papierow dla Polakow by wrocili z emigracji, ktorzy majac czasem juz jakis maly kapital i kontakty, rusza z produkcja i exportem.Powstana nowe produkty, ktorych kartele Rotschildowskie nie stworza juz nigdy.Trzba tez wesprzec Polakow kredytami preferencyjnymi, zezw olic na produkcje broni dla kraju i alkoholi na export.Wyciagnac z szuflad starych kiejkutow, zagarniete patenty,odblokowac handel ziemia jezeli ktos jest obywatelem polskim.Zero cel i vat na wszlkie maszyny i urzadzenia do wszelkiej produkcji.Niech Polacy otwieraja dzialanosc w garazach i stodolach.I prawo do posiadania broni dostepne po orzeczeniu psychologa i ludziom niekaranym.Reszta warunkowo.A polityk skorumpowany ,gilotyna.Wypowiedzenie licencji na gas glupkowy, nacjonalizacja bankow, ubezpieczalni.Prwo do wolnego budowania domow,obiektow ,studni na wlasnej ziemii.(powiedzmy robie co chce, a na koniec nie najpierw,przychodzi urzadnik maluje i mierzy co zrobilem i wsadza sobie do akt jak juz)(jak w niektorych stanach USA).Rolnik musi miec prawo prztwarzac swoja produkcje i sprzedawac w detalu gdzie chce (export bez podatkow)Przjescie calego narodu na krus z zus a nie odwrotnie.
    Jak braknie w budzecie rzadowi, niech mysli jak pozbyc sie balastu z budzetu.I sadownictwo w mig musi roztrzygac sprawy dlugow, nie moze miec miejsca prawo do dymania sie firma, firme.Kazdy musi by cos kupic ,miec najpierw kase, a niezplacenie faktury, musi sie sromotnie nieoplacac, i tu mandat zamiast podatku.Zezwolic na wynagrodzenie lekarzy ile kto im da,ale tez na medycyne naturalna by kazdy pacjent mial prawo leczyc sie jak chce.Innymi slowy, USA z okresu swojego najintensywniejszego rozwoju.Stworzyc Polski Bank, w ktorym depozyt bedzie najwieksza swietoscia nietykalna, i specjalne ulgi dla biznesu z calego swiata.Stworzyc przywileje dla obywateli krajow osciennych , ktorzy chca zainwestowac w Polsce.Zakazac trucizn w jedzeniu, szczpionkach, pastach do zebow, itd.Polak ma byc najzdrowszy na swiecie i swiecic przykladem rozumu w tej dziedzinie.itd.Takie warunki spowoduja ze o obywatelstwo Polskie bedzie sie ubiegac caly swiat,i niech ma ,zamiast podatkow na Polakow kasowac obcych za obywatelstwo, np 500 tys dolarow od osoby .Kto chce zyc w raju, niech placi.Mialbym jeszcze setki pomyslow na raj na Ziemii w Polsce, ale znajdzie sie zaraz taki duren , co to powie , a „a ja bym chcial zeby nadal wszystko bylo w rekach mojego taty z bezpieki”.Choc on sam na tym tylko by zyskal.W Polsce wszelkie zakazy (ustawy) pokupily sobie koncerny zachodnie i zablokowaly gospodarke,saczac dotacjami unijnymi, ktore powinnismy dawno olac, a politykow ktorzy te sprzedali zamknac i wyslac do robot ciezkich.

  7. F/X

    10 stycznia 2017 at 21:33

    Emigracja z terenu Rusi (Ukrainy i Białorusi) nie była by żadnym problemem gdyby Ukraińcy nie mieli psychiki zwichrowanej banderyzmem, gdyż jak wiadomo tereny te w epoce przedchrześcijańskiej stanowiły praktycznie jeden etnos. Czas żeby rządzący Polską zrozumieli,że Ukraińcom trzeba najpierw przestawić we łbach zwrotnicę, aby wyprowadzić ich ze ślepego toru, a nie popierać bezkrytycznie banderowców.

  8. wiesscar

    10 stycznia 2017 at 22:55

    „Warszawska Gazeta” poprosiła czytelników o dofinansowanie prenumerat tego tygodnika dla Polaków mieszkających na Białorusi.
    Polak z Białorusi napisał list do rubryki „Czytelnicy listy piszą …” tego tygodnika i prosił o taką inicjatywę.

  9. Tomek

    10 stycznia 2017 at 23:50

    Efekt sytuacji, którą opisuje autor, będzie całkowicie odmienny i to chyba jest oczywiste obecnie… Ukraińcy się polonizują. To oznacza, że to my raczej będziemy mieli otwarte „okno” na Zachodnią Ukrainę. Co z tego wyjdzie za 50 lat, na przykład? Nie wiemy, ale na pewno nie to, co roją sobie rosyjscy propagandziści i ich polscy (?) klakierzy na prawicowych (?) portalach.

    • Boruta

      11 stycznia 2017 at 02:01

      Guzik a nie się polonizują, polonizują się tak samo jak przed wojną. Nacjonalizm ukraiński to zapiekły szowinizm, który raczej uniemożliwia polonzację.

      • Tomek

        11 stycznia 2017 at 11:40

        Twój komentarz ma się nijak do rzeczywistości. W Polsce jest obecnie ok miliona Ukraińców. Zdecydowana większość nauczyła się już polskiego, duża część ma prawo stałego pobytu, chce wystąpić o obywatelstwo, zakłada tu firmy itp. Wiem, że prawy.pl dyżurnie stara się straszyć rzekomym nacjonalizmem Ukraińców mieszkających w Polsce, ale coś za bardzo szczęścia nie mają. Raz na ruski rok udaje im się jedynie rozdmuchać jakąś głupią wypowiedź Tymy, a z zupełnego braku laku (tj. informacji o nacjonalistycznych wybrykach) muszą pisać o pijanym kierowcy z Ukrainy. Takie to „nacjonalizmy”.

        • Boruta

          12 stycznia 2017 at 15:48

          „rzekomym nacjonalizmem Ukraińców mieszkających w Polsce” – rzekomy nacjonalizm – dobre 🙂

        • Leszek1

          13 stycznia 2017 at 01:25

          @Tomek. Zeby wypowiadac sie na jakis temat, trzeba znac jakies podstawowe realia poruszanego zagadnienia. Musisz wiedziec, ze szowinizm i nacjonalizm (nacjonalizm to ruch pozytywny w przeciwienstwie do internacjonalizmu) ukrainski byl ksztaltowany przez wieki przez rozne narody, ktore mialy w tym interes, by Ukraina nie zbratala sie z Polska. Dlatego przecietny Ukrainiec – nie istotne, czy szowinista, czy nacjonalista – za najwiekszego wroga swojego narodu uwaza Polske. Dopiero pozniej idzie Rosja i Zydzi. Przejedz sie do Malopolski, obejrzyj sobie „Watry” Lemkowsko-Ukrainskie, porozmawiaj z ukrainskimi popami. Popatrz i policz ilu ich wrocilo i dalej wraca na „swoje etniczne ziemie”. Spytaj chociaz jednego co mysli o Polakach. Jak juz to zrobisz bedziesz mogl zabrac glos na temat nacjonalizmu i szowinizmu ukrainskiego.

  10. Leszek1

    11 stycznia 2017 at 00:11

    Bardzo wartosciowy artykul, uswiadamiajacy jak wielki potencjal ludzki posiadamy na Kresach i jak go mozna wykorzystac dla rozwoju Polski. Obawiam sie tylko, ze „nasz” rzad bedzie raczej inwestowal dzialania odwrotne niz wspomaganie Polakow na Kresach. Juz teraz, po roku czasu, mozna zauwazyc tendencje do dalszego rozkladu sily gospodarczej i obronnej Polski. Natomiast polityka zagraniczna jest bardzo daleka od kanonow polityki niezaleznego panstwa. Czekajac na stosowny moment, polscy specjalisci powinni opracowywac w podziemiu plany rozwoju Polski w doslownie kazdej dziedzine zycia panstwowego. Polacy powinni zdawac sobie sprawe, ze pozostaja pod okupacja od 1939 roku.

    • wiesscar

      11 stycznia 2017 at 12:18

      Nic w podziemiu nie opracujesz.
      Żydzi, Niemcy, Rosjanie, Ukraińcy, Amerykanie – by o tym od razu wiedzieli.
      Wszystko opracować w nadziemiu czyli jawnie.

      • Leszek1

        13 stycznia 2017 at 01:37

        @Wiesscar. Rzecz w tym, ze to trzeba zrobic, a w nadziemiu nie ma mozliwosci, poniewaz mamy specjalistow od przyprawiania glow kazdemu pozytywnemu ruchowi.

  11. m

    11 stycznia 2017 at 12:51

    Autor pobujał sobie w obłokach.

  12. Adam

    11 stycznia 2017 at 14:37

    Zdecydowanie nie zgadzam się z autorem.Nikt nie deprecjonuje dokonań Polaków mieszkających na kresach.Polska jest jedynym krajem ,który nie sprowadził swoich z imperium zła.Polacy na emigracji
    i na wschodzie się wynaradawiają bardzo szybko.Niestety Polacy pracujący na emigracji zdecydowanie szybciej. Zdecydowanie szybciej tracą wiarę. Zarabianie za granicą jest dobre pod warunkiem powrotu do kraju.Bardzo źle ,że rząd PIS nie zablokował napływu Ukraińców.To może się źle skończyć.
    Niestety rząd nie radzi sobie.To smutne,bo mieliśmy nadzieję.
    Rządowi najlepiej wychodzą miesięcznice.

  13. Łowca Debili

    11 stycznia 2017 at 15:28

    Panie Szycht, Autorze tych bredni! Mam dal Pana propozycję: niech Pan i paru innych Nadpolaków pojedzie w miejsce tych, którzy przyjadą do Polski! Niech Pan pomieszka na Ukrainie, za 700-800 zł na miesiąc z cenami niejednokrotnie wyższymi, niż w Polsce! Niech Pan pojeździ marszrutkami, naje się sała ,a potem niech Pan wypisuje swoje ,,mundrości” i rady dla innych!!

  14. margeritta

    11 stycznia 2017 at 16:33

    „Czy stanowi dla nas duży problem by płacić 500+ za dzieci wychowane w kulturze polskiej na wschodzie, w prawdziwej historii, co mogłoby być sprawdzane?” – aha, sprawdzane, ciekawe jak. 🙂

  15. Marucha

    14 stycznia 2017 at 12:36

    NJak najbardziej zgadzam się z ADAMEM. Każda grupa emigracyjna dochodzi do punktu, w którym grawitacja sił zewnętrznych zaczyna wyciągać jej członków na zewnątrz.
    Jedynym czynnikiem mogacym powstrzymać asymilację jest izolacja kulturowa (przykłady stwierdzone- Żydzi, Arabowie, „Chińczycy”).
    Problem powstaje więc w momencie, gdy „Polacy” importowani z dawnego ZSRR, legitymujacy się „babcią Bronią” pozostają w kręgu językowym i zapewne agenturalnym dawnego Imperium.
    Prawdziwi Polacy pozostający na kresach nie mają szans w tamtejszych warunkach na taką izolację, która zapewni bycie ambasadorami naszego bardzo jeszcze słabego państwa.
    Wychodzi więc na to, że większym zyskiem będzie jednak importowanie jak największej liczby młodych Polaków, (mówiących naprawdę w domu po polsku) do Ojczyzny tak, by wzmacniać żywioł narodowy u siebie, a nie w jakiejś iluzji.
    Przyjmijmy jednak do wiadomości- Kresy po wszystkich holokaustach, jakie tam przeszliśmy nie istnieją. Wchodzenie w konflikty z narodami, które tam teraz żyją jest działaniem antypolskim. Występujmy tam jako przyjaciele, pomocnicy, sponsorzy- ale nikt więcej. Kto mówi, że więcej jest możliwe- kłamie.

  16. KRAKA

    30 stycznia 2017 at 16:18

    UWAGA NA CZŁOWIEKA PODPISUJĄCEGO SIĘ „TOMEK”, TOM,TOMMY ITP. TO UKRAINIEC, NACJONALISTA- PODSTĘPNA POSTAĆ, GRASUJE PO POLSKICH FORACH I ROBI LUDZIOM Z MÓZGU WODĘ- AGENT WPŁYWU BANDERYZMU…OSTROŻNIE Z NIM. CIEKAWE CZYM ZAJMUJĄ SIĘ NASZE SŁUŻBY SPECJALNE???

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra