Z kraju

Polska Konstytucja łamana od lat w odniesieniu do Polaków na Litwie?

Czy kolejne polskie rządy po 1997 roku łamią Konstytucję w kwestii nieudzielania pomocy dyskryminowanym i wynaradawianym litewskim Polakom?

Paragraf drugi artykułu szóstego w rozdziale pierwszym mówi wyraźnie: „Rzeczpospolita Polska udziela pomocy Polakom zamieszkałym za granicą w zachowaniu ich związków z narodowym dziedzictwem kulturowym”. Tymczasem nigdzie w Konstytucji nie jest napisane, że priorytetem są dobre stosunki z jakimkolwiek państwem. Nie znajdziemy też nigdzie zapisów o „strategicznym partnerstwie”, lub niezbędnej przyjaźni z żadnym z sąsiadów. Były takie zapisy, ale w konstytucji PRL w 1976 roku, mówiące, iż komunistyczna Polska „nawiązuje do szczytnych tradycji solidarności z siłami wolności i postępu, umacnia przyjaźń i współpracę ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich i innymi państwami socjalistycznymi”.

Gdzie się pojawia cały zgrzyt? Otóż poseł Robert Winnicki podkreśla bardzo często w swoich wystąpieniach, że cała tragedia bierze się z dwóch różnych założeń polityki Rzeczypospolitej Polskiej i Republiki Litewskiej. Rzeczpospolita Polska – jak zaznacza – przyjęła za priorytet dobre stosunki polsko-litewskie, a Republika Litewska – wynarodowienie Polaków. W efekcie zetknięcia się tych założeń polskość na Wileńszczyźnie będzie regularnie topnieć, tak jak to się dzieje od ponad 20 lat. Trudno się z nim nie zgodzić, choć jest to prawda niepopularna, bo wymagająca radykalnych zmian w działaniach dyplomatycznych wobec Republiki Litewskiej.

Kolejnym potwierdzeniem na łamanie Konstytucji mógłby być fakt nieoficjalnego wypowiadania się niektórych osób publicznych, iż Polaków na Litwie dla dobrych stosunków wzajemnych należałoby poświęcić.

Wypowiedzi te same w sobie są skandaliczne. Gdy się jednak pomyśli o wymienionym zapisie sprawa nabiera zupełnie innego wymiaru. Ich nieoficjalny charakter i teoretyczne założenie odsłaniała praktyka prowadzenia polityki na styku stosunków polsko-litewskich. Jednak nie każda z takich wypowiedzi ma charakter niejawny. Wystarczy zacytować Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego, który udzielił wywiadu dla portalu zw.lt „przy świadomości wrogiej postawy państwa litewskiego w stosunku do Polaków na Litwie, państwo polskie nie może w żadnym wymiarze osłabiać współpracy wojskowej z państwami bałtyckimi”. Sam Żurawski vel Grajewski zasłynął również z innej wypowiedzi. Promował oddanie praw socjalnych polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii za brytyjskie poparcie w kwestii umieszczenia w Polsce baz NATO (co również może być interpretowane jako zaprzeczenie cytowanemu zapisowi tejże Konstytucji). Usiłował również udowodnić, że wpuszczenie islamskich imigrantów w liczbie określonej w „kwotach” do polskiego społeczeństwa nie stanowi zagrożenia.

Tak czy inaczej wzięcie za priorytet czegoś, czego w Konstytucji nie ma, zamiast czegoś, co w Konstytucji jest, wydaje się zadziwiające. I teraz wielu zwolenników tzw. „strategicznego partnerstwa” mogłoby powiedzieć: Zaraz a gdzie jest napisane, że ma udzielać Polakom zagranicą „wszelkiej koniecznej pomocy”? Nigdzie nie ma takiego sformułowania. Jednak udzielanie pomocy samo w sobie zakłada konkretny zamiar jej skuteczności. Chyba, że założymy, iż mamy do czynienia ze swoistą polityczną eutanazją, a pomocą nazwiemy działania doraźne, które można przyrównać do środków przeciwbólowych podawanych przed eutanazją. Jednak w wypadku Polaków skazywanych tożsamościowo na unicestwienie istnieją niewykorzystane środki, jakie mogłyby ich uratować, a jakich nasz kraj przez lata nie wykorzystywał. To różnorakie formy nacisku, także ekonomicznego i międzynarodowego, za które Republika Litewska – to straszne (!) … – mogłaby się obrazić.

Robimy wszystko co w naszej mocy, bo dajemy pieniądze?

Analogicznie można by skwitować wypowiedzi mówiące o tym, iż budżet naszego państwa udziela pomocy w postaci finansowania litewskim Polakom konkretnych spraw. Niezależnie, jakie sumy się tutaj wymieni na obronę tezy, iż RP taki wysiłek pomocy prowadzi, każdy zdaje sobie sprawę, że za pomocą jedynie tych środków polskości naszych rodaków na Litwie się nie uratuje. Należy podjąć także zupełnie inne, bardziej radykalne działania, do czego nigdy przedtem nie było odwagi i woli politycznej. Ostatnią bowiem znajdziemy w okresie międzywojennym. Pomoc finansowa jest w jakimś stopniu usuwaniem skutków, nie przyczyn, i to absolutnie w ich niewielkiej części. Usuwanie skutków zakłada też syzyfowe powtarzanie tej czynności. Tymczasem powtarzanie tego zajęcia bez usuwania przynajmniej wszystkich szkód, lecz zaledwie ich części (i to w pełni świadomości „udzielającego pomocy”), daje efekt w postaci choroby depolonizacji i w kocu śmierci polskości na Litwie.

Należy zatem zapytać się: Czy pod względem logicznym stanowiło to rzeczywiste udzielanie pomocy, czy udawanie, że się pomaga dla uniknięcia hańby wśród obserwatorów, którymi było (przynajmniej teoretycznie) polskie społeczeństwo? Mało tego, w założeniu tym powinno się wziąć pod uwagę, iż ten rzekomo udzielający pomocy nie wykorzystuje całego aparatu, który posiada, a mógłby rzeczywiście skutecznie nim cokolwiek zaradzić. Sądzi bowiem, że wykorzenienie polskości na Litwie będzie ogólnie korzystniejsze dla lepszego czy wygodniejszego życia innych. To etycznie niemoralne. Trafne wydaje się porównanie do mordercy i ofiary. Obowiązek moralny każde ratować ofiarę, ale relacje z mordercą z jakiegoś powodu są traktowane subiektywnie jako ważne.

To trochę tak, jak pomimo zobowiązań wobec Polski przedwojennej Winston Churchill i Anglicy starali się Polakom pomagać, ale tylko tyle, ile było im wygodnie oraz ile im się opłacało. Na tę pomoc Brytyjczycy też się powoływali (ściągając od nas później sumę za używanie brytyjskiego sprzętu), tak jak dziś można się powoływać na mniejsze lub większe kwoty wędrujące dla polskich projektów na Litwie. Jednak stosunki z sowietami wydawały się ważniejsze i bardziej kluczowe dla zwycięstwa Zjednoczonego Królestwa. Churchill wręcz chorobliwie obawiał się zawarcia przez sowietów separatystycznego pokoju z Niemcami. Mimo że po wściekłym i bezwzględnym ataku Niemców na ZSRR i szybkim parciu sowietów do przodu możliwość zawarcia takiego pokoju była niezwykle nieprawdopodobna. Efektem była zdrada Polski i bolejemy nad tym wszyscy do dziś. Tyle, że podobne zachowania w kontekście Polaków na Litwie są przez wielu ludzi, rozrywających niby to szaty nad naszą historią i racją stanu – traktowane po macoszemu.

Tragiczne założenia polityczne po 1989 roku

Wypowiedź Żurawskiego vel Grajewskiego nie jest taką jedyną i tym bardziej takie podejście nie stanowi niczego nowego w tych sprawach. Jeszcze na lata przed uchwaleniem obecnej Konstytucji przyjął wspominane założenia Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, człowiek odpowiedzialny za planowanie takiej polityki w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Memoriał Kostrzewy miał charakter poufny. Jednakowoż tę koncepcję odsłonił prezes Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Litwy, dr Leon Brodowski, mówiąc w wywiadzie dla wileńskiego „Czerwonego Sztandaru” w grudniu 1989 r.: „On (…) – [to jest Kostrzewa] – stawia na Sajudis, a jeśli Polacy litewscy nie chcą współpracy z Sajudisem – to trudno. Tym gorzej dla Polaków, to ich sprawa. Czyli – jest gotów nawet poświęcić tych Polaków litewskich – byleby doprowadzić do dobrej współpracy między Solidarnością a Sajudisem. A w najbliższej perspektywie między parlamentem litewskim a parlamentem polskim”.

Bez względu więc na późniejsze zapisy w Konstytucji z 1997 roku kurs ten został utrzymany. Sajudis to dla niewtajemniczonych lietuvski odpowiednik Solidarności, dogłębnie spenetrowany przez KGB, dbającą o to, by między Polakami, a bałtyckimi Litwinami wykopać rowy. Przeto wściekłe atakowanie polskości przez działaczy tej organizacji czerpało swoją inspirację częściowo z zewnątrz. Dziwnym trafem jednak to litewskim Polakom ukuto PR-owy obraz „czerwonych Polaków z Solecznik”. Uczyniono to pomimo tego że właśnie to nasi rodacy z Litwy bardziej przywiązani byli do wiary, a więc i mniej podatni na sowieckie wpływy. Biorąc pod uwagę proporcje ludnościowe z aparatem sowieckim Polacy współpracowali nieporównywalnie rzadziej niż ktokolwiek inny. Z sowietami przystawali tyle, ile musieli. Tylko po to, aby przeżyć, a nie ile mogli dla zysku tak jak towarzysze lietuvscy, którzy przybrali później maski „wielkich litewskich patriotów”, a konkretnie szowinistów.

Nie zdziwi chyba wielu, iż wielkimi adoratorami Sajudisu byli Adam Michnik i pokrewni mu ludzie. I są oni dosyć konkretnie identyfikowani przez środowiska patriotyczne jako symbol zepsucia państwa polskiego, wręcz jego patologii. Tymczasem założenia polityki tej ekipy w mniejszym lub większym stopniu pokutują jeszcze i pozostają w mocy przynajmniej częściowo. Dzieje się tak niezależnie od zmieniających się ekip rządzących. Błogosławieństwem wydaje się czasami niekiedy złagodzenie tego kursu, wobec tak straszliwie agresywnego zachowania władz litewskich wobec Polaków, które mimo wszystko budzi ogólny niesmak. Przy bardziej stanowczym zachowaniu „za pierwszego PiSu” udało się nawet wywalczyć dla Wilniuków filię Uniwersytetu Białostockiego w Wilnie.

Dzięki temu Polacy mogą rozpocząć edukację po polsku w przedszkolach (niszczonych przez władze litewskie – tak jak niszczone są polskie szkoły) i skończyć po polsku naukę w szkole wyższej. Władze Lietuvy, których opór w tej materii został przezwyciężony, natychmiast zaczęły się na to powoływać. Mówią zazwyczaj o najlepszych warunkach po to, by rozpostrzeć zasłonę dymną dla swoich ataków na polską edukację z innych stron. Robią to techniką podobną do tej, kiedy podają nadal istniejącą największą liczbę polskich szkół na świecie poza granicami. Właśnie na Litwie. Tyle, że przecież systematycznie je niszczą, sprawiając iż już połowa polskich dzieci musiała pójść do placówek bałtolitewskich. Perfidia i fałsz? Tak zdecydowanie. Smucą tylko odpowiednie cechy u niektórych ludzi publicznych w Polsce, co widać po ich wypowiedziach.

Litwa to bezpieczeństwo Polski i trzeba z nią łagodnie? Czyżby?

Niektórzy mogliby się powołać na artykuł piąty wyżej wymienionego rozdziału Konstytucji, usprawiedliwiając przyjęcie dobrych stosunków polsko-litewskich za priorytet. „Rzeczpospolita Polska strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium, zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli, strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju.”. Sam wspominany wcześniej Przemysław Żurawski vel Grajewski stara się usprawiedliwić konkretną bierność w pewnych punktach sprawy Polaków na Litwie. Punktach, dzięki którym można było by tworzyć naciski właśnie w ich sprawie. Dzięki takim poglądom rezygnuje się jednak z tego dla sojuszu strategicznego z Republiką Litewską w obawie przed atakiem Federacji Rosyjskiej.

Przeto można by argumentować, iż militarne przymierze z północno-wschodnimi sąsiadami pomaga nam strzec niepodległości i nienaruszalności granic. I tu widzimy najbardziej cyrkowy wątek takiego podejścia. Czyżby mała, niewiele znacząca militarnie Republika, ze śladową armią, będąca bliżej Rosji i dużo bardziej wystawiona na jej atak, była potrzebna bardziej nam niż my jej? Załóżmy, iż w jakiś sposób terytorium Republiki Litewskiej jest cenne, nie może ona obronić się sama i jest skazana na łaskę innych państw. Jednym z tych ostatnich może być Polska, ale nie tylko, chociaż to właśnie terytorium Polski stanowi klucz dla odsieczy Litwy. W związku z powyższym strzeżenie i nienaruszalność terytorium w kwestii prowadzenia tej obłędnej polityki nie mają absolutnie nic do rzeczy. Mają natomiast dla bezpieczeństwa naszego kraju Polacy za granicą, którzy byliby lojalni wobec nas, a nie wobec kogoś innego.

Tymczasem ostra lituanizacja wystawia również bezbronnych z braku pomocy rodaków na rusyfikację i Rosjanie doskonale o tym wiedzą. Wielu jako przykład podaje istnienie progu wyborczego dla mniejszości narodowej, który zmusił Akcję Wyborczą Polaków na Litwie do zawarcia i zacieśniania współpracy z Sojuszem Rosjan. To także sabotowanie rafinerii w Możejkach na korzyść paliwowych gigantów rosyjskich. Sprawy buńczucznego traktowania Polaków na Litwie i bezprzykładnego pokazywania bezradności naszego kraju, nieukrócane z pewnością nie służą bezpieczeństwu Rzeczypospolitej Polskiej.

Zwróćmy także uwagę, iż w tym samym zapisie art. 5 rozdziału 1 Konstytucji mówi się o strzeżeniu dziedzictwa narodowego Polaków. Zadajmy sobie zatem pytanie: Czy grupa 200 tys. Polaków, którzy zachowali dialekty, używane w Międzywojniu, czy XIX wieku, wraz ze starym aktorskim przedniojęzykowym „ł”, które gdzie indziej „wymarło”, nie jest naszym dziedzictwem narodowym? To z pewnością pytanie retoryczne. Ktoś, kto chciałby tych Polaków poświęcić na ołtarzu stosunków polsko-lietuvskich jest po prostu moralnym analfabetą, o ile nie świadomym zdrajcą rzecz jasna.

Bezwzględne łamanie przepisów i międzynarodowych traktatów przez Litwę

Choć zadajemy sobie pytanie o łamanie Konstytucji wypada też zadać inne. Czy tolerancja kolejnych rządów RP wobec jednostronnego oraz tak bezprzykładnego łamania Traktatu polsko-litewskiego z 1994 roku ze strony Republiki Litewskiej jest legalną? Dokument ten miał gwarantować prawa polskiej mniejszości na Litwie symetrycznie do litewskiej w Polsce. Czy polscy urzędnicy, którzy powinni się tym zajmować przez lata wypełniali swoje obowiązki? Traktat ten został wzmocniony właśnie przez późniejszy cytowany zapis w Konstytucji. Wystarczyłoby zastosować wobec Republiki Litewskiej na arenie międzynarodowej represalia na podstawie Konwencji Wiedeńskiej o prawie traktatów. Łamanie przepisów i wielu innych umów w dyplomacji przez Republikę Litewską sprawia, że bardzo łatwo unaocznić medialnie, z jakim krajem mamy do czynienia. A nasi sąsiedzi sięgają kompleksami aż stąd do Moskwy i już to byłoby dotkliwe. Nie wspomnieć o rozmaitych sankcjach ekonomicznych, które mogłyby utrudnić naszym sąsiadom handel.

Sęk w tym, że trzeba zechcieć wykonać w praktyce – przynajmniej teoretycznie – patriotycznie brzmiące zapisy Konstytucji. I to niezależnie od tego czy jesteśmy zwolennikami jej zmiany czy nie. Polacy na Litwie są flagowym przykładem patologii rozchodzenia się teorii walki o polskie interesy z praktyką oraz powinności wobec ich faktycznej realizacji. Polskie ambicje mocarstwowe kończą się PR-owo tam, gdzie jesteśmy bici – i to w sposób wyjątkowo nieelegancki – przez jednego z bałtyckich mikrusów. Naszym obowiązkiem, jeśli nie moralnym, to PR-owym, wobec Polaków na Litwie jest to, aby potrząsnąć sąsiadami, którzy stale robią naszym rodakom krzywdę. Nie tylko udawać dla uspokojenia swojego sumienia, ale uczynić to rzeczywiście. Choćby po to, by każde inne państwo, zanim złamie jakiekolwiek umowy z nami, dwukrotnie się zastanowiło.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

5 komentarzy

5 Komentarzy

  1. Egzorcysta

    15 stycznia 2017 at 01:21

    Polskakonstytucja i prawo jest lamane na kazdym kroku, dziennie na terenie Polski wiecej jak sto razy, a ludzie ktorzy sie na te konstytucje powoluja sa karani.W Polsce obowiazuje prawo talmudu ,a ze konstytucja i prawo talmudu nie sa zgodne to ktos musi ustapic.Jako ,ze tymi ktorzy tworza prawo i je egzekfuja sa talmudysci, wiec olewaja totalnie konstytucje.Nawet za smialosc w olaniu konstytucji mozna dostac order od prezydenta.Albo awans.A za walke o prawa konstystucyjne isc siedziec do wiezienia.To tak gwoli wyjasnienia jakby ktos jeszcze nie zauwazyl tego na wlasne oczy.PiS samych ustaw antykonstytucyjnych wypuscil w rok chba z 30,pod plaszczykiem konfliktu z TK ktory byc moze kilka z nich by nie przpuscil.Czyli wiemy po co naprade bylo to ugadane i zaplanowane konfliktowanie sie POPISowcow odnosnie TK, za co pod byle pozorem Rzpinskiemu wyplacili nagrode pod byle pozorem.Oni juz nawet sie nie wysilaja wymyslic pozdnych powodow dla nagradznia Zydow pieniedzmi podatnikow.Skoro tego nie robia znaczy,ze czuja sie bardziej niezamienni niz inni.Oczywiscie to nie gra roli ktora partia,wlasnie rozwala Polske. PO+PiS+ZSL+Nowoczesna + Kukiz15 +UW+i 10 innych=PZPR
    I obojetnie jak to nazwiemy, to ciagle beda resortowe dzieci i agentura, od lat ktore cala latajuz przed wyborami cale 4 lata kasztaltuja roomum Polakow zeby czasem nie zaglosowali na innych.A jak zaglosuja to bedzie ostatecznosc czyli sfalszoawnie wyborow i znow dokladnie to samo co zawsze od 1945.A konstytucja to oni sobie chetnie by 4 litery podtarli.Codziennie o oczy zaczyna widziec tysiace Polakow jak sa dymani na kazdym kroku, i jak ze te 2 milony wezmie sie reszta Polakow, to beda wiac na 4 strony swiata, a dopraszaja sie tego kazdego dnia i na kazdym kroku.Juz nikt im w zadne bajki nie uwierzy, ze walcza o dobro Polakow i Demokracje,ani PiSowi ani nawet Braunowi czy Kowalskiemu.Jedynie pozostaloby zaczac respektowac konstytucje juz dzis, odrobaczyc sady, uniwesytety i szkoly, ale Polska nie ma nowej kadry ktoraby porzednikow wsadzila, wiec pomarzyc dobra rzecz.

  2. Adam

    15 stycznia 2017 at 13:04

    Polska polityka zagraniczna nie istnieje.Nieudacznicy nie dbają o Polaków na Litwie, Ukrainie… .
    Rząd nie potrafi , albo nie chce rozwiązywać ważnych dla kraju problemów.Zezwala pseudo prezydentom
    miast na sprowadzanie do kraju potencjalnych terrorystów.Jednocześnie prawie nic nie robi ,aby sprowadzić rodaków ze wschodu.

  3. Tomasz

    15 stycznia 2017 at 15:00

    Nie trudno o taki stan rzeczy, skoro od tylu lat „nasz MSZ” nie dbał o polski interes.
    Pozostaje mieć nadzieję, że i ten kierunek naszej polityki ulegnie poprawie…
    Sprowadzanie Polaków z zagranicy do kraju nie jest najlepszym krokiem.
    Należy zadbać o warunki życia dużo lepsze niż „godziwe” i to bez znaczenia o jakim kraju mowa.
    Skoro mamy wolność, to wolny człowiek powinien ma prawo wyboru co chce robić i gdzie. Niestety wciąż nie mamy takiego stanu rzeczy.

  4. Czesław

    15 stycznia 2017 at 17:22

    D.Tusk to obecnie zajmuje głos w sprawach wewnętrznych Polski, tak jak i inni europarlamentarzyści ale na temat łamania przez władze Litwy praw unijnych w stosunku do Polaków to ten Prezydent D.Tusk „mordy nie otworzy”.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra