Z kraju

Leszek Żebrowski o prorosyjskim Aleksandrze Jabłonowskim i oskarżeniach, o swojej rzekomej współpracy z SB

Od dłuższego czasu w polskojęzycznym Internecie i na ulicach głównie stolicy hasają osoby głoszące imperialistyczną rosyjską propagandę. Ich przekaz jest niezwykle eklektyczny, łączy w sobie sprzeczne ze sobą hasła i tradycje, urąga wiedzy i logice.

Osoby takie występują pod fałszywą banderą narodowców i żerują na powszechnej ignorancji. Emocjonalny przekaz takich osób, wykorzystujący w swojej narracji różne bulwersując fakty wyrwane z kontekstu, ma życzliwie usposobić Polaków do Rosji. Osobnicy tacy (z racji, że nie mogą się pochwalić ani wykształceniem ani sukcesami zawodowymi) są ignorowani przez polską patriotyczną inteligencję. Niesłusznie, bo ich urągający logice i faktom przekaz robi mówiąc kolokwialnie konsumentom internetowego przekazu sieczkę z mózgu, a zatem jest szkodliwy. Przekaz takich środowisk prorosyjskich jest niesłusznie ignorowany bo odbiorcy nie mają umiejętności krytycznego podejścia do źródeł i bezkrytycznie przyjmują atrakcyjną rosyjską propagandę, wzbogaconą o afirmację rzeczywistości komunistycznej w PRL.

To szkodliwe ignorowanie zagrożenia ze strony prorosyjskich propagandzistów udających narodowców, jak na razie, przełamali tylko młodzi narodowcy odcinając się w swoim liście otwartym od przedstawicieli rosyjskiej propagandy, oraz Leszek Żebrowski, który swoją oceną prorosyjskich propagandzistów podpadł heroldom moskiewskiej propagandy.

Znany popularyzator historii najnowszej Leszek Żebrowski kolejny raz negatywnie wypowiedział się o prorosyjskim wideo stand-uperze występującym pod pseudonimem Aleksander Jabłonowski. W swoim wpisie na Facebooku Leszek Żebrowski stwierdził, że:

„Celowo zaczynam od celnego określenia prof. Feliksa Konecznego, naszego wielkiego myśliciela i historiozofa. Pisząc o myślach bezpłodnych i czynach bezmyślnych miał on na uwadze „kulturę czynu”. Myśl i czyn muszą ze sobą współgrać, inaczej mamy do czynienia z umysłowymi i organizacyjnymi eunuchami, których cały wysiłek idzie na marne a nieudolni naśladowcy takich postaw zostają wyprowadzeni na manowce.

Ożywił się ponownie, tym razem również z objawami potężnej biegunki umysłowej, niejaki Wojciech Olszański vel Aleksander Jabłonowski, przystępując do frontalnego ataku na mnie i na to, co robię. Rozumiem, że to są jego tzw. trudne dni i dolegliwości z tym związane popychają go do takiego działania. Kilka dni temu nagrał nieco ponad 20-minutowy filmik (przy pomocy Damiana ps. „Kasownik” – zza kamery słychać jego podszepty, co interlokutor ma robić, czyli całkiem samodzielny nie jest), który po krótkim zaistnieniu (ale zdążyło go obejrzeć kilkaset osób) zniknął z sieci. Pojawił się ponownie przedwczoraj, w nieco ułagodzonej wersji.

Na szczęście ktoś mi życzliwy to ściągnął, nagrał i dokonał transkrypcji najważniejszych wypowiedzi Olszańskiego vel Jabłonowskiego o mnie. Cytując jego złote myśli posługuję się zatem wersją pierwotną. Jemu wprost nie zamierzam odpowiadać, szkoda na to czasu. Skoro Pan Bóg już go dostatecznie pokarał i nie dał mu przynajmniej odrobiny rozumku, to nie będę ze swej strony nic dokładać, przynajmniej w takiej formie.

Dlaczego piszę o jego rozumku? On nie zna nawet popularnych nazwisk i nie kojarzy bardzo dobrze i powszechnie znanych historycznych postaci. Jan III Sobieski to dla niego „Sobiewski”; von dem Bach-Zelewski to u niego „von dem Bach Zalewski”, Roman Szuchewycz to „Suchowicz”, Antoni Patek to „Putek” itd. Nie można go nazywać ignorantem, bo to byłaby dla niego nobilitacja. On naprawdę nic nie wie i nic nie rozumie…

„W 1976 roku zostałem zaprzysiężony w Związku Jaszczurczym, miałem wtedy 16 lat!” Podczas publicznej konfrontacji w Łodzi w sierpniu ub. roku obnażyłem jego konfabulacje z tym związane (on czasem twierdził, że było to… Towarzystwo Jaszczurze – coś niby słyszał, że dzwonią, ale nie wie do dziś, kto i gdzie, a może to tylko kiszki mu marsza grają?).

Dlaczego nazywam go PRL-owcem? Na przykład za to: „PRL miał również niepodważalne zdobycze społeczne i nie można tego kopnąć jedną nogą, bo co? Bo JAŚNIEPAŃSTWU to nie pasuje? Jaśniepaństwo by chciało odtworzyć sytuację, że z sygnetami we dworach, a wdzięczny lud dookoła nieustannie tańczy i śpiewa i dożynki robi jaśniepaństwu? DOKONAŁA SIĘ REWOLUCJA… Moi wychowawcy z NSZ rozumieli tę rewolucję, rozumieli. I potrafili mi powiedzieć, kilkunastoletniemu chłopakowi, co jest dobre, a co złe. Naród był homogeniczny i dzięki Bogu!”

Zachwala pod niebiosa Władysława Gomułkę (zarejestrowanego w organach sowieckich jako „Kowalski” i Mieczysława Moczara vel Mykołę Demko (zarejestrowanego jako „Woron”) – za to, że Polskę „odżydzili”! Przypomnę więc, że za panowania Gomułki (prawie do końca 1948 r.) komuniści zabili w Polsce co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ludzi, ok. 150 tysięcy wywieźli na Sybir. To wtedy ginęli najwięksi bohaterowie polscy…

Jedyna ideologia Jabłonowskiego, a więc i utworzonego przez niego (?) tzw. FRONTU NARODOWEGO POLSKIEGO to: „BIEJ ZYDOW I SPASAJ RASSIJU!” Nie muszę przypominać, czyj to jest interes, ratowanie Rosji.

I przy okazji – różne były „fronty”. On tę nazwę bardzo lubi, o czym raczył napomknąć. Był na przykład bliski mu niewątpliwie komunistyczny, homogeniczny „Front Jedności Narodu”, były też „Fronty Ludowe” – tworzone na polecenie Stalina, potocznie zwane Fołks Frontami. FNP wpisuje się w taki tok myślenia (?) i działania.

Idol jednolitofrontowy ma też coś do powiedzenia w sprawie Żołnierzy Wyklętych, formacji do końca walczącej z okupacją zbrodniczej komuny po 1944 roku w Polsce. „Żołnierze Wyklęci – jak ja nienawidzę tej nazwy! To wymyślił gnojek z „Gazety Wyborczej”. Ścierewko jakieś śmierdzące”.

Czy warto coś takiego komentować, wyjaśniać? Kto tu jest owym „ścierewkiem jakimś śmierdzącym”?

O „dobrym” Stalinie: „Wypadałoby podziękować Stalinowi za stworzenie społeczeństwa homogenicznego, jednorodnego. Bez mniejszości narodowych, w zwartej strukturze państwowej”.

To jest agitacja żywcem wzięta z lat 40-tych ub. wieku, gdy komuna wciskała takie frazesy „ludowi pracującemu miast i wsi”. Kraje europejskie, które do 1939 r. były na takim samym poziomie rozwoju, jak Polska, dokonały znacznie większego skoku cywilizacyjnego, bo nie dostały się w szpony komuny… Zresztą, najlepiej to widać na przykładzie obu Korei: Północnej (gdzie był „postęp i rozwój” komunistyczny) i Południowej. Ta ostatnia również była bardzo zacofana. Ale skok, jakiego dokonała w minionych 60-70-ciu latach, jest niezaprzeczalny. Podobnie jak Tajwan itd. Bez tej wymarzonej przez Olszańskiego vel Jabłonowskiego „rewolucji” bylibyśmy dziś w zupełnie innym miejscu, mielibyśmy normalne elity i inne państwo.

Olszański chwali satrapę Północnej Korei Kim Dzong Una, i to jak! Oto próbka jego wystąpienia na ten temat: „Kilka dni temu odbyła się defilada z okazji 105 rocznicy urodzin Kim Ir Sena w Korei Północnej. Muszę wam powiedzieć, że kamera jest największym demokratą na świecie i odsyłam was na youtube, zobaczcie sobie tą defiladę, zobaczcie sobie zbliżenia na twarz tego młodego przywódcy Kima, to jest wnuk Kim Ir Sena. Człowiek, który uczył się w Szwajcarii.

Ja wiem, ja wiem on odbiega od norm estetycznych i antropologicznych, które my, Europejczycy lubimy, ale jak przyglądniecie się uważnie jakie są relacje między nim, a generałami ,którzy tam stoją i marszałkami, jak przeanalizujecie bez uprzedzenia zachowania żołnierzy w tej defiladzie, to powiem wam, ze nie wszystko się da wyreżyserować, pewnie rzeczy muszą być prawdziwe i muszą wynikać z prawdziwych postaw. […]

Właśnie na tej defiladzie pokazali taki [wał] Amerykanom. Pokazali jedną rakietę i Amerykanie się wystraszyli – nie ma żartów! i wiecie co? lubię tego Kima! lubię go, bo jak pokazały się kobietki maszerujące, to się Kim uśmiechnął. wzbudził moją sympatię. Facet który się uśmiecha na widok kobitek… lubię go!

[…] Dlaczego powinniśmy trzymać trochę z Kimem? Żeby Ameryce tak łatwo nie poszło […]

Ja wiem, ja wiem! już słyszę głosy oburzonych dziewczątek i chłopczyków, że tam jest tyrania! zamordyzm! Że tam jest, tam jest obóz! ale zadam pytanie! byłeś kolego? byłeś, czy tylko bazujesz na tym co ci pokazali kamerą?”

To już podpada pod ciężkie przestępstwo – to gloryfikacja ustroju totalitarnego i Kłamstwo komunistyczne.

I ciekawostka – Olszański uznał się tu za… Europejczyka, choć jest niewątpliwie mentalnym produktem moskiewskich turańców. Zresztą, dla Rosji a później bolszewii ma niezwykłe pochwały. Zabory nie były niczym złym, a już zabór rosyjski to oaza dobrobytu i szlachetności zaborców. Przecież Rosjanie zbudowali nam w Warszawie wodociągi, założyli uniwersytet itd. Nam założyli, za swoje? Czy sobie za nasze? Czy to nie jest zaprzaństwo, bezczelne wychwalanie okrutnego zaborcy?

O tym, że np. obecnie istniejące dwa Muzea Żołnierzy Wyklętych (w Warszawie i Ostrołęce) mieszczą się w rosyjskich kazamatach, też dla nas zbudowanych, nic nie wie. Bo i skąd? Tego nie wie nawet jego sufler, czyli Damian „Kasownik”.

Podziękowania Olszańskiego dla Stalina nie są zwrotem retorycznym. Jego towarzysz z FNP, drugi cudak – czyli Maciej Poręba, to przecież wysoki funkcjonariusz partii „Zmiana” (изменение). Jeszcze do niedawna figurował jako członek jej najwyższych władz (teraz to na ich stronie zniknęło, co samo w sobie jeszcze nic nie znaczy). Jest bałwochwalcą Józefa Stalina, walczy o… jego „oddemonizowanie”! Ot, był to taki dobry dziadek z wąsami. Poręba uczestniczył w postsowieckich uroczystościach w Pieniężnie, na miejscu, gdzie do niedawna był pomnik sowieckiego zbrodniarza, gen. Iwana Czerniachowskiego, kata Wileńskiej AK. Na jednym z nagrań, gdzie występuje razem z Olszańskim, widać wyraźnie, jak wstaje, grzebie sobie w rowie a następnie ogląda paluszki i ponownie siada. To obyczajowość rodem ze stepów wschodnich!

Inna „gwiazdećka” FNP to publiczny (tak!) donosiciel z początków stanu wojennego. Osobnik ten 18 grudnia 1981 r. wydał „bezdebitowe” (w to, że było to całkowicie poza kontrolą władz, śmiem wątpić) pisemko pt. „Głos Polski”, w którym objawił się jako tropiciel „dywersji żydowskiej w ruchu narodowym”, w którym „ujawnił” szereg takich „dywersantów”, w tym również mnie. Uznał, że mam wygląd „rasowego Żyda z brodą” i dalej, że „otaczam się takimi samymi współpracownikami”. Osobnik ten podawał prawdziwe imiona i nazwiska, adresy i rodzaj prowadzonej przez nas działalności. Już na początku stanu wojennego!

Kilka dni wcześniej, przed wydaniem tego donosiku, rozpytywał usilnie otoczenie o nasze adresy i o to, co robimy. Dziś historia zatoczyła koło. Znalazł się w jednym kółku razem z Olszańskim-Jabłonowskim i z tymi samymi zainteresowaniami, czyli fobiami. Dom wariatów jest czynny, każdy może tam wstąpić nawet na dłużej…

(…) Olszański-Jabłonowski do niedawna chodził w wyszmelcowanej rogatywce (jakby jej nadużywał w zastępstwie papieru toaletowego), do czasu, aż mu nagle spadła pod Teatrem Powszechnym. Teraz ma nową, na razie w lepszym stanie, ale obwiesił się, obok dotychczasowych nalepek i naszywek, jeszcze pogańskimi znakami swasty itp. Tylko patrzeć, jak nagle na mężnych piersiach wyrośnie mu świecący „ryngraf” z Kim Dzong Unem.

I wreszcie jego „erudycja”, która sprowadza się do pospolitych bredni, ubranych w teatralne pozy. Podczas jednego z nagrań straszy: „Młodzi koledzy i młode koleżanki. Odsyłam was do internetu. Możecie przeczytać w internecie doktryny, oficjalne doktryny amerykańskie: doktrynę Brzezińskiego, doktrynę Wolfowitza, doktrynę Sharanskiego, doktrynę Busha i tak zwany plan na nowe stulecie czyli PNAC, w skrócie PNAC. No i TTIP – umowa o wolnym handlu atlantyckim. Jak to wszystko dojdzie do skutku to tak jest, jakbyśmy przegrali wojnę z Ameryką. I Brzeziński pisze: TRZEBA WYWOPŁAĆ WOJNĘ Z ROSJĄ. DO TEGO NAJLEPIEJ NADAJĄ SIĘ POLACY. I ta wojna będzie wojną między Polską, Rosją, Ukrainą, Białorusią i państwami nadbałtyckimi. Ameryka nie będzie w tej wojnie stroną. Będziemy się bili 5 lat, 10 lat, będą straty, momenty pokoju, ale ta wojna będzie po to, żeby osłabić Rosję na tyle, i może rozczłonkować, żeby Rosja musiała wziąć z Ameryką sojusz przeciwko Chinom. (…) POCZYTAJCIE, POWTARZAM: doktryna Brzezińskiego, doktryna Busha, doktryna Wolfowitza, doktryna Sharanskiego, PNAC – plan na nowe amerykańskie stulecie. CZARNO NA BIAŁYM. NIE ZOSTAJE WĄTPLIWOŚCI”.

O co tu chodzi? Wg niego „Brzeziński pisze: trzeba wywołać wojnę z Rosją. Do tego najlepiej nadają się Polacy”. Problem w tym, że Brzeziński NIGDZIE tak nie napisał. Ale jak jeden pacan mówi, to inne pacany potulnie przytakują i pobekują. No bo niechby nie! Stado to stado i działa stadnie, wszelka wolna myśl jest wykluczona.

Takich doktryn albo w ogóle nie było, albo zdezaktualizowały się kilkadziesiąt lat temu!

„Doktryna Wofowitza” – to dokument z 1992 roku, czyli sprzed 25 lat i nie ma tam mowy o Polsce!

„Doktryna Sharanskiego” – nic takiego nie ma. On jest natomiast autorem książki, w której poruszał problemy Bliskiego Wschodu i terroryzmu.

I jeszcze jedno curWiozum tego osobnika (Olszańskiego): „plan na nowe stulecie czyli PNAC, w skrócie PNAC”. Otóż PNAC to nazwa amerykańskiego think-tanku (zresztą już nieistniejącego od ponad dekady). To tylko NAZWA, a właściwie jej skrót! Jak można tym mianem nazwać doktrynę? Jak można przeczytać skrót nazwy? To tak, jakbyśmy mówili „doktryna Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina”, czyli… PKiNimJS. Oto jest poziom (czy jego brak) tego przebierańca, w wyszmelcowanej furażerce, w hutniczych (?) rękawicach, w mundurku à la GL-AL, ozdobionego wisiorami i naszywkami jak wiodący uczestnik „Pride Parade”…

***

Po raz kolejny wyjaśniam to wszystko Czytelnikom, bo ten internetowy pajac wywołuje spore zamieszanie. Piszę „pajac” i proszę się nie obruszać, to bardzo łagodne określenie marionetki, nie oddające w pełni tego, co robi, kim jest i czego po prostu nie umie, w tym np. czytania ze zrozumieniem. Może nie ma po prostu czasu, aby się uczyć, o czym świadczą stale podkrążone oczy jak u nocnego onanisty.

Otóż on pyta mnie ponownie, czy byłem TW „Leszek”. To już wielokrotnie wyjaśniałem. Nigdy nie byłem pracownikiem ani współpracownikiem jakiejkolwiek służby. NIGDY NIE DOSTAŁEM NAWET TAKIEJ PROPOZYCJI. Publicznie ujawniałem to w wielkonakładowym tygodniku już dwadzieścia lat temu (!), później wielokrotnie na piśmie i podczas spotkań. Po raz pierwszy zrobiłem to już w 1997 roku, gdy lustracja jeszcze mało komu się śniła i nie miałem wiedzy, że w aktach SB zostałem tak zarejestrowany. Gdy się dowiedziałem, że osobnik, który dokonał rejestracji, czyli tow. ppor./kpt. Witold Gerałt, ujawniłem jego ponurą rolę z przeszłości, wówczas przecież niezbyt odległej. Po jakimś czasie już wówczas major Policji (tak! – oni na przełomie lat 1989/1990 „uciekali” do Milicji Obywatelskiej, zacierając za sobą część śladów, i łagodnie przeszli do „nowej” formacji, czyli Policji) tow. Gierałt został w niej wyróżniony stanowiskiem… rzecznika Komendy Wojewódzkiej Policji w Warszawie.

Po ujawnieniu przeze mnie jego przeszłości, zniknął bardzo szybko. Jak się okazało z jego wypowiedzi-skargi dla „Gazety Wyborczej”, został przedwcześnie przeniesiony na sowitą emeryturę, oczywiście bez żadnych innych konsekwencji. Przez lata tow. Gierałt służył dodatkowo jako… „konsultant” w filmach z epoki, w tym w osławionych „Psach” Pasikowskiego. Któż lepiej mógłby bowiem doradzać w proubeckim filmie, jak nie ubek?

Dziwi mnie, że wielu dzisiejszych krzykaczy (lansujących się jako nadzwyczajni opozycjoniści), którzy doskonale znali jego przeszłość i rolę (dużo lepiej ode mnie), nie zdobyli się na zdemaskowanie Gierałta, co przecież nie było już żadnym aktem odwagi. Widocznie jeszcze nie wiedzieli, czy „już można”.

Tym razem internetowy pajac posunął się znacznie dalej. Oto próbka jego (nie)wątpliwych talentów: „Żebrowski, który BYŁ DOPUSZCZONY DO ARCHIWÓW KC PZPR, teraz wiemy dlaczego – BO WSTĄPIŁ DO TW, jak głoszą dokumenty IPN sekcja walki przeciw, SEKCJA TROPIENIA ZBRODNI PRZECIW NARODOWI POLSKIEMU, tak jest tam napisane”. Nigdy nie byłem w archiwum KC PZPR, co zresztą JEST zrozumiałe. Nie można było „wstąpić do TW” – ten bełkot trudno tłumaczyć na język polski, widocznie osobnik ów do dziś nie nauczył się nim sprawnie posługiwać. „Dopuszczony” zaś to bywa Olszański do koni, które zajeżdża (lub odwrotnie, wszystko jedno).

„Nikt nie napisał tylu takich książek jak pan Żebrowski. Mogę teraz powiedzieć okrutnie – bo MIAŁ GLEJT NA TE KSIĄŻKI. KTOŚ INNY NIE MÓGŁ TEGO NAPISAĆ, ale pan Żebrowski jak jest w dokumentach WSTĄPIŁ DO SB PRL w marcu 1982 roku, środek stanu wojennego. Maluczkim przypominam, chłoptasiom. A wasz idol WSTĄPIŁ DO SB w marcu 82 niedługo czekał, niedługo”.

Dobre sobie – pierwsza moja książka (w zasadzie album) była wspólnym moim dziełem razem z dr. Rafałem Sierchułą. To był rok 1994! Jaki mogliśmy mieć glejt z SB, zresztą już wówczas nieistniejącej? Później były moje publikacje własne i wraz z innymi autorami, m.in. z prof. Markiem J. Chodakiewiczem, dr. Piotrem Gontarczykiem, czy prof. Januszem Kurtyką. Każdy mógł pisać, ale do tego potrzebne są dwie rzeczy: wiedza i umiejętność pisania. Tych dwóch cech pozbawiony jest idol internetowych trolli, których nie zastanawia fakt, że on mówiąc (to jest istny słowotok), nie ma nic do powiedzenia, plecie trzy po trzy, nie znając określeń, używając ich w absurdalnym kontekście (jak np. „ludzie podejrzanej koniunktury”).

Czyli o mnie: „wstąpił do SB PRL w marcu 1982 roku”. „Dokumenty są przykre, przeczytajcie jakich to zadań sie imał pan Żebrowski, jak inwigilował takie społeczeństwo”. Przykre jest to, że on po prostu nic nie rozumie, jest to stan, medycznie określany jako debilizm, czyli lekkie upośledzenie umysłowe, które nie zwalnia go z odpowiedzialności (na szczęście) za wypowiadane słowa. A skoro tak, BĘDZIE MUSIAŁ ZA NIE ODPOWIEDZIEĆ. CHYBA, ŻE UDOWODNI TO, CO MÓWI, ale o wynik jestem całkowicie spokojny.

Nie wiem, gdzie był i co robił Wojciech Olszański od 1978 roku (poza kilkoma epizodycznymi rólkami w stylu aktora-statysty), gdy osiągnął status osoby dorosłej. Czy był związany z jakąś grupą opozycyjną? Co robił w okresie „Solidarności” 1980-1981? W stanie wojennym i później? Czy ktoś coś wie? Proszę o takie informacje, bo nigdzie nie figuruje, sam nic o tym nie mówi, czyli tylko aktor – widmo? Niech się wreszcie odezwą świadkowie jego postaw heroicznych.

Dla zainteresowanych: osobnik ten nigdy nie był nazwany przeze mnie „sowieckim agentem”. Wszystko można powiedzieć o sowieckich służbach, ale nie to, że opierały się na pospolitych dupkach. To określenie deprecjonowałoby osiągnięcia sowieckie a jego – znacznie by nobilitowały, bo przecież „sowiecki agent” to brzmi naprawdę dumnie (w kategoriach tamtego systemu).

Do niedawna uważałem, że Olszański vel Jabłonowski to „pożyteczny idiota” i pospolity dupek. Biorąc jednak pod uwagę całokształt jego wypowiedzi i działalności, muszę zweryfikować swój pogląd. To jest niewątpliwie zaledwie pół-dupek i nic więcej.

Był kiedyś w znienawidzonej przez niego Ameryce konkurs w jednym ze stanów, na największego pierdołę (Ameryka lubi takie zabawy). Żona takiego nadzwyczajnego pierdoły wysłała go na ten konkurs, bo była przewidziana sowita pieniężna nagroda. A później użalała się do sąsiadki – „mój mąż to jest taka pierdoła, że nawet w tym konkursie zajął drugie miejsce, zostając zaledwie wice-pierołą”. Podobnie jest z Olszańskim – w takim konkursie na największego dupka zostałby zaledwie pół-dupkiem…

Jednak nawet ktoś taki jak on ma niewątpliwe osiągnięcie, co należy w tym przypadku podkreślić z prawdziwym uznaniem. To KANALIZACJA (w jednym nurcie) wszelkiego rodzaju EKSTREMENTÓW (tak, proszę tego nie przekręcać), które dzięki temu nie pływają rozproszone i nie zanieczyszczają środowiska jeszcze bardziej. Nie ma tego dużo, co uwidocznił sabat czarownic, czyli „kongres założycielski FNP”. Na szczęście. W dodatku są to polityczne eunuchy, więc się już nie rozmnożą.

W jednym ze swoich nagrań osobnik ów szczerze stwierdził, że nasza konfrontacja w sierpniu ub. roku w Łodzi to było „zderzenie taksówki z gównem”. Tak, jest coś na rzeczy, bo po tym uderzeniu g… jabłonowskie rozlewa się po internecie i śmierdzi. Ale g… ma to do siebie, że jednak spływa, przysycha i szybko znika. Tak będzie i tym razem”.

Już 28 kwietnia 2016 temu pisałem o stend-uperze występującym pod pseudonimem Aleksander Jabłonowski w artykule „Możliwe, że stałem się ofiarą manipulacji o znamionach gry operacyjnej” http://prawy.pl/30586-mozliwe-ze-stalem-sie-ofiara-manipulacji-o-znamionach-gry-operacyjnej/.

Fot. Jan Bodakowski

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

77 komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra