Z kraju

GRU i rola kobiet w sowieckim wywiadzie wojskowym. Szpiegowski „fach” według Wiktora Suworowa

Nakładem wydawnictwa Rebis ukazała się najnowsza książka Wiktora Suworowa „Szpieg, czyli podstawy szpiegowskiego fachu”. Autor pracy zdradzającej arkana pracy radzieckiego –  dziś rosyjskiego –  wywiadu wojskowego GRU, Wiktor Suworow – właściwie Władimir Bogdanowicz Riezun – to znany rosyjski pisarz i historyk. „Ukończył Wojskową Akademię Dyplomatyczną w Moskwie, a następnie był rezydentem GRU w Genewie. Po ucieczce do Wielkiej Brytanii został zaocznie skazany na karę śmierci” -czytamy.

Odmienność sowieckich służb wywiadowczych polegała na tym, że tylko sowiecki wywiad głównie zajmował się szpiegowaniem swoich obywateli, a nie innych państw. Komuniści traktowali własnych obywateli jako wrogów, bo przejęli i utrzymywali władze w ZSRR wbrew mieszkańcom tego państwa. Sowiecka wojna z własnymi obywatelami pochłonęła miliony ofiar w ZSRR. Inwigilacja własnych obywateli była dla ZSRR równie kosztowna jak utrzymanie Armii Czerwonej.

Podczas gdy czekiści – w tym i ci z KGB – głównie zajmowali się szpiegowaniem mieszkańców ZSRR, to GRU zajmowało się normalnym wywiadem. „W normalnych państwach kontrwywiad łapie szpiegów i terrorystów, policja ściga morderców i złodziei, a wywiad zbiera i przetwarza informacje na temat nieprzyjaciela”.

Wywiad agenturalny zbiera informacje o zamierzeniach wroga, podczas gdy wywiad satelitarny zbiera informacje o poczynaniach wroga. Zasługą wywiadu agenturalnego jest zdobywanie bardzo szczegółowych danych, najważniejszych danych, których nie można znaleźć w zasobach internetu.

Istnienie w kraju kilku konkurujących ze sobą służb ma na celu niedopuszczenie do stworzenia monopolu jednej służby i zdobycia przez nią nienależnej służbom pozycji w państwie. Dzięki istnieniu kilku służb informacje są weryfikowane z kilku niezależnych źródeł.

Celem sowieckiego wywiadu wojskowego było nie tylko zebranie informacji o wojskach krajów demokratycznych, ale także informacji niezbędnych do przygotowania sowieckiej agresji na wolny świat.

Do pracy w GRU powoływani byli żołnierze bez dewiacji, silnie związani z rodziną pozostającą w ZSRR. Nie mogli mieć ojca ani w GRU ani we władzach (w KGB chętnie zatrudniano dzieci czekistów) – by nie myśleli o ucieczce z ZSRR i byli w służbie nie z powodu znajomości tylko fachowości. Przy przyjmowaniu do GRU premiowano inteligentnych, np. tych, którzy mieli poczucie humoru oraz interesowali się science fiction.

Podczas szkolenia żołnierze GRU poznawali prócz marksizmu i leninizmu, także języki obce, uzbrojenie państw kapitalistycznych oraz sowieckie (by wiedzieć, co szpiegować), techniki operacyjne, historie stosunków międzynarodowych i rzeczywistość krajów do których mieli być wysłani na misje.

Właściwie wszyscy obywatele sowieccy pracujący za granicami ZSRR pracowali albo dla KGB albo dla GRU. Żołnierze GRU na Zachodzie występowali pod przykrywką pracowników innych sowieckich instytucji, albo przedstawicieli attaché wojskowych. „W krajach zachodu zdecydowana większość obywateli była tak łatwowierna i naiwna, że traktowała radzieckich attaché  wojskowych nie jako szpiegów, tylko jako dyplomatów wojskowych”.

Odrębną kategorią radzieckich szpiegów na zachodzie byli  szpiedzy pracujący za granicą pod fałszywym nazwiskiem i z fałszywą legendą operacyjną. Zawsze pary małżeńskie, bo samotni mężczyźni wzbudzają większe podejrzenia. Na swej drodze do kraju docelowego przez kolejne lata budowali swoją legendę w krajach tranzytowych, gdzie mieli za zadanie zdobyć jak najwięcej znajomych i doświadczenie zawodowe do uwiarygodnienia swojej legendy operacyjnej (polskim przykładem  są rzekomi Polacy z Kresów,  funkcjonariusze rosyjskich służb z fałszywymi dokumentami o rzekomym polskim pochodzeniu, którzy przybywają do Polski ze Wschodu na parę lat w celu zbudowania legendy operacyjnej, a potem wyruszają, przez kolejne kraje tranzytowe na zachód, do kraju docelowego, gdzie prowadzą swoją działalność szpiegowską jako osoby z Polski).

Nielegowanie w kraju docelowym by mieć swobodę działania występują jako osoby z wolnym zawodem np. artyści. Otwarcie granic bardzo ułatwiło plasowanie nielegowanie, setki tysięcy imigrantów stanowi doskonały kamuflaż dla „nielegałów”.

Głównym zajęciem „nielegałów” było werbowanie wśród tubylców agentury. Dowództwo GRU nie ograniczało szpiegom ich aktywności do jakiegoś jednego konkretnego działania. Szpiedzy mieli robić wszystko by zdobyć jak największą ilość informacji. To, że informacje się dublowały było korzystne bo dzięki temu dowództwo mogło informacje weryfikować i kontrolować prace siatki szpiegowskiej.

Nie ograniczanie się w działalności szpiegowskiej tyko do kraju pobytu i do jednego tematu, pozwalało GRU kontrolować sytuacje we wszystkich krajach, nawet gdy kraj zachodni wywalał całą rezydenturę ze swojego kraju za szpiegostwo. Dodatkowo pozwalało to dowództwu GRU kontrolować prace szpiegów i weryfikować nadsyłane przez nich informacje.

Pracujący na zachodzie sowieccy szpiedzy musieli mieć żony (pracujący w krajach bloku sowieckiego i w ZSRR już nie). Żony przyszłych szpiegów były przez GRU sprawdzane przez wydaniem zgody na małżeństwo. Musiały być zdrowe. Mieszkania małżeństw były na podsłuchu, kłótnie małżeńskie pokazywały zaangażowanie emocjonalne małżeństwa w związek. Sprawdzano też podsłuchami, kto w związku jest liderem, jeżeli była nim żona to dyskwalifikowało kandydata na szpiega. Brak dzieci w związku uniemożliwiał wyjazd za granicę.

Żony szpiegów też były szkolone. Żony były przez prowadzących skłaniane do prokreacji, a potem gdy dziecko miało 4 miesiące do oddania dziecka babci i zajęcia się nauką na szkoleniach dla żon szpiegów (na których poznawały podstawy marksizmu leninizmu, wojskowego wywiadu strategicznego, pracy agenturalnej w tym i szkolenia terenowego, wiedzy niezbędnej do zagranicznej służby).

Żony po dwu letnim szkoleniu, z wychowywanym do tej pory i nie mającym kontaktu z matką dzieckiem, wysyłane były na Zachód. Na Zachodzie żony szpiegów zajmowały się: nasłuchem łączności radiowej zachodniej policji i kontrwywiadu, opieką i wspieraniem męża, uwiarygadnianiem legendy operacyjnej np. towarzyszeniu mężowi, gdy odbierał informacje agenturalne od agentów, samodzielnym wykonywaniu zadań operacyjnych.

Rodziny szpiegów służyły za granicą jako legenda operacyjna. Matka mając małe dzieci miała uzasadniony powód do długich spacerów po mieście i przejmowania informacji od agentury. Żony szpiegów w czasie spędzania czasu z dziećmi miały okazje do nawiązywania znajomości i przyjaźni z żonami osób, które sowiecki wywiad chciał uczynić swoimi agentami.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

6 komentarzy

6 Komentarzy

  1. PRT

    19 stycznia 2018 at 19:46

    Bodakowski piszesz bardzo topornie i bez polotu. Ciezko sie czyta twoje wypociny, probujesz podsumowac to co w ksiazce a wychodza siermiezne urywki bez skladu i ladu!

    • Obserwator

      19 stycznia 2018 at 22:08

      Niestety prawda

  2. prawo

    19 stycznia 2018 at 20:32

    Wiktor Suworow – właściwie Władimir Bogdanowicz Riezun stary sowiecki agent dalej miesza ludziom w głowach w ramach operacji TRUST.
    Kto by tam chciał czytać to badziewie.
    Ostatnio przeczytałem „Sarmację. Obalanie mitów. Podręcznik bojowy” Jacka Kowalskiego. Polecam innym.

  3. jok

    19 stycznia 2018 at 21:14

    Warte byłyby chyba wznowienia książki Wiktora (Victora) Ostrowskiego (Ostrovsky’ego) na temat mosadu.
    Szczególnie ciekawe jest opisane prze niego:
    korzystanie przez agencję z usług diaspory w innych krajach, w tyn „sojuszniczych”,
    działalność organizacji ży-skich w USA,
    postępowanie w zakresie przeciwstawienia się zamachom, gdy istnieje ryzyko ujawnienia źródła wiedzy o zamachu. Różniące się w zależnosci jaka narodowość (także „sojusznicza”) ma paść ofiarą zamachu (rozumiem tu, ze miał na mysli „prawdziwe” zamachy, a nie te inspirowane czy organizowane przez jego agencję, bo chyba takowe bywały:) )

  4. Zona

    20 stycznia 2018 at 09:22

    Ten wasz „redaktor” jest niezawodny. Niedługo będzie z 30 lat jak Związku Sowieckiego już nie ma a tu pełna ekstaza. Czy to jakaś tęsknota?

  5. Soroka

    20 stycznia 2018 at 15:06

    Odezwała się pełna lista ruskich trolli, czy jeszcze jakiś zaspał?
    To nie jest nic nowego. Każdy, kto choć trochę interesuje się historią doskonale wie, że Rosja jest państwem działającym w oparciu o terror.
    Gdyby ktoś chciał Rosję załatwić, to wystarczyłoby zgładzić cara i całe państwo przestanie istnieć, bez interwencji z zewnątrz.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra