Kościół

Kard. Zen: Watykan daje błogosławieństwo nowemu schizmatycznemu kościołowi stworzonemu przez komunistów

Stojący niegdyś na czele hierarchii Kościoła katolickiego w Chinach kard. Joseph Zen alarmuje, że Watykan „sprzedał Kościół katolicki w Chinach”, i że „daje błogosławieństwo nowemu, schizmatycznemu kościołowi” stworzonemu przez komunistów.

„Zatem, czy sądzę, że Watykan sprzedaje Kościół katolicki w Chinach? Tak, definitywnie, jeżeli idzie w tym kierunku, jest to oczywiste jeżeli weźmiemy pod uwagę co oni w ostatnich latach i w ostatnich miesiącach robili” powiedział 86-letni hierarcha, emerytowany biskup Hong Kongu w specjalnym liście datowanym na 29 stycznia, a zaadresowanym do „Przyjaciół w mediach”, w którym potwierdza, iż Watykan poprosił legalnych chińskich biskupów, aby ustąpili ze stanowisk na rzecz nowych biskupów wybranych przez komunistyczne władze.

Kardynał Zen podkreślił, że kapitulacja Watykanu wobec reżimu komunistycznego w Chinach doprowadzi jedynie do jeszcze większych prześladowań wiernych Kościoła katolickiego.

„Rząd komunistyczny przygotowuje nowe, mocniejsze regulacje ograniczające wolność religijną. Obecnie będą wdrażane te rozwiązania, które dotychczas były jedynie na papierze (od 1 lutego 2018 roku uczestnictwo w Mszy świętej w podziemiu nie będzie więcej tolerowane)” napisał.

Hierarcha napisał swój list wkrótce po ujawnieniu, że Watykan poprosił legalnych biskupów, aby ustąpili ze swoich stanowisk w celu powołania na nie nielegalnych biskupów, wybranych osobiście przez chińskie władze komunistyczne.

Kardynał wspomina w swoim liście, że kiedy biskup Chin Zhuang, został poproszony przez Watykan o ustąpienie ze swojej stolicy, aby jego miejsce mógł zająć zatwierdzony przez rząd, a ekskomunikowany biskup Huang Bingzhang, Zhuang zwrócił się do kard. Zena o pomoc.

Ten ostatni, nie mając pewności, czy jego listy dotrą do papieża Franciszka, udał się na początku stycznia do Rzymu, „aby mieć pewność, że nasz głos dotrze do Ojca Świętego”.

Kardynał Zen wylądował w Rzymie rankiem 10 stycznia i udał się prosto na środową publiczną audiencję papieża w Sali Pawła VI, licząc na to, że nadarzy się sposobność osobistego przekazania listu w ręce papieża. Kiedy tylko nadarzyła się okazja powitania Franciszka, wyjaśnił powód swojego przyjazdu do Rzymu.

Dwa dni później kard. Zen został zaproszony do Domu Św. Marty, gdzie osobiście spotkał się z papieżem. „Byłem tam w obecności Ojca Świętego reprezentując moich cierpiących braci w Chinach” wspomina kard. Zen w swoim liście. Papież Franciszek obiecał przyjrzeć się sprawie.

Kard. Zen powiedział, że po tym, jak wyłożył papieżowi swoje obiekcje, usłyszał od niego te słowa: :Tak, powiedziałem im (jego współpracownikom w Stolicy Apostolskiej negocjującym z Chinami), aby nie tworzyli kolejnej sprawy Mindszenty’ego”.

„Myślę, że bardzo znaczące i właściwe ze strony Ojca Świętego było uczynienie tego historycznego odniesienia do kard. Josefa Mindszenty’ego, jednego z herosów naszej wiary (kard. Josef Mindszenty był arcybiskupem Budapesztu, prymasem Węgier za czasów reżimu komunistycznego w tym kraju. Cierpiał wiele lat w więzieniu. Podczas krótkotrwałego powstania 1956 roku został uwolniony z więzienia przez powstańców zanim Armii Czerwonej udało się stłumić rewoltę, i uzyskał status uchodźcy w amerykańskiej ambasadzie. Pod naciskiem rządu Stolica Apostolska poleciła mu opuszczenie kraju i natychmiast powołała na jego miejsce innego kardynała, mającego powiązania z rządem komunistycznym)” stwierdził.

Kardynał Zen jako pierwszy poinformował o porozumieniu Watykanu z chińskim, ateistycznym, komunistycznym rządem i oskarżył papieża Franciszka o wspieranie „fałszywego kościoła w Chinach”.
„Cała sprawa to jeden wielki fałsz. Oni [Watykan] dają moc decyzyjną rządowi… jak może inicjatywa wyboru biskupów należeć do ateistycznego rządu? Niewiarygodne, wprost niewiarygodne” mówił wówczas.

Obok listu kard. Zen w punktach nakreślił powagę sytuacji:

  • Problemem nie jest sama rezygnacja prawowitych biskupów, ale żądanie zastąpienia ich nielegalnymi, a nawet ekskomunikowanymi.
  • Jeżeli chodzi o obecną sytuację Kościoła katolickiego w Chinach, to jestem pesymistą, jednakże mój pesymizm ma swoje oparcie w wieloletnim doświadczeniu Kościła w Chinach. Od 1989 do 1996 roku spędzałem rocznie sześć miesięcy na wykładaniu w poszczególnych seminariach oficjalnej katolickiej społeczności. Bezpośrednio doświadczyłem niewolnictwa i upokorzenia, jakim poddawani są nasi bracia biskupi
  • Biorąc pod uwagę ostatnie informacje nie ma żadnego powodu, aby zmieniać pesymistyczne nastawienie. Rząd komunistyczny wprowadza nowe, ostrzejsze regulacje ograniczające wolność religijną
  • Niektórzy mówią, że wszystkie wysiłki w celu osiągnięcia porozumienia, są podejmowane, aby uniknąć kościelnej schizmy. Jakie to jest absurdalne tłumaczenie! Schizma już się dokonała w Niezależnym Kościele! Papieże unikali zastosowania słowa „schizma”, ponieważ wiedzieli, że wielu oficjeli z katolickiej społeczności było tam nie z własnej woli, ale pod silnym naciskiem. Zaproponowana „unifikacja” zmusiłaby każdego wejścia do tej społeczności. Watykan będzie dawał błogosławieństwo nowo wzmocnionemu schizmatycznemu kościołowi
  • Odnośnie do prób zasypania głębokiej przepaści między Watykanem a rządem Chin, czy może być cokolwiek „wspólnego” z totalitarnym reżimem?
  • Czy możecie sobie wyobrazić porozumienie między św. Józefem a królem Herodem?
  • Czy uważam, że Watykan sprzedaje Kościół katolicki w Chinach? Tak, definitywnie, jeżeli pójdą w tym kierunku, jest to oczywiste jeżeli weźmiemy pod uwagę co oni w ostatnich latach i w ostatnich miesiącach robili

Rzecz jasna oskarżenia ze strony kardynała Zena nie spotkały się z przychylną reakcją Watykanu, który jednak nie był w stanie im zaprzeczyć.

Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej wydało oświadczenie, w którym stara się zapewnić katolików, że papież i członkowie kurii są w bliskim kontakcie i razem pracują w tej materii. „Papież jest w stałym kontakcie ze swoimi współpracownikami, w szczególności w sekretariacie stanu, w kwestiach chińskich, i jest informowany przez nich w pełnej wierze i w szczegółach odnośnie do sytuacji Kościoła katolickiego w Chinach oraz odnośnie do kroków poczynionych w dialogu trwającym między Stolicą Apostolską a ChRL, którym to przygląda się ze szczególną uwagą. Jest zatem zaskakujące i godne ubolewania, że coś zupełnie przeciwnego jest utrzymywane przez ludzi w Kościele, tym sposobem siejąc zamęt i kontrowersje”.

Widać zatem wyraźnie, że oświadczenie milczy odnośnie do informacji o proponowanym transferze biskupów, a już na pewno nie zaprzecza informacjom podanym przez kard. Zena. Co więcej, nie odpowiada na najbardziej palące pytania zawarte w jego liście do przyjaciół w mediach.

W opinii obserwatorów chiński rząd zamierza zniszczyć resztki religijnej wolności wiernych Kościoła katolickiego, ponieważ stanowią oni zagrożenie dla istnienia reżimu komunistycznego.

„Chińscy komuniści przestudiowali upadek Związku Sowieckiego w 1989 roku oraz wyzwolenie narodów znajdujących się za Żelazną Kurtyną, jakie dokonało się dzięki św. Janowi Pawłowi II, Ronaldowi Raeganowi, Margaret Thatcher i wielu innym na Zachodzie, którzy naciskali na Moskwę” wyjaśniał Robert Royal na łamach „The Catholic Thing”. „Oni doceniają siłę religii i najwyraźniej wierzą, iż mogą powstrzymać chrześcijaństwo w Chinach od tego, czego dokonało w Polsce, czy gdziekolwiek indziej” dodał.

„Katolicy, mimo że stanowią zaledwie niewielki odsetek populacji Chin, liczą ok. 60 mln wiernych” przypomina Royal, dodając, że „bezpiecznie jest powiedzieć, że więcej chrześcijan jest w kościele w niedzielny poranek w Chinach niż w całej Europie”.

„Watykan wydaje się potykać na swoich relacjach z reżimem, co do którego może być pewien, że nie będzie szanował wolności Kościoła, jako że nie szanuje wolności i godności własnego narodu” zauważa Royal.

„Watykańscy negocjatorzy powinni pamiętać lekcje z okresu komunistycznej ery w Europie, w szczególności ostrzeżenia Sołżenicyna, że musimy w pełni zrozumieć naturę komunistycznych reżimów i nie poddawać się złudzeniu, że rozłam między nami a nimi <<może być przezwyciężony dzięki skutecznym negocjacjom dyplomatycznym>> ponieważ rozłam jest duchowy w swej istocie, nie zaś polityczny” zaznacza.

Kardynał Zen pod koniec listu pyta: „Czy jestem główną przeszkodą w procesie osiągnięcia porozumienia między Watykanem a Chinami?” i stwierdza: „Jeżeli to złe porozumienie, to byłbym szczęśliwy będąc więcej niż tylko przeszkodą.”

Źródło: LifeSiteNews

Fot. EWTN

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

3 komentarze

3 Komentarzy

  1. frate

    3 lutego 2018 at 16:01

    Musimy podjąć stanowcze kroki i przenieść centrum katolickiego świata z już straconego dla chrześcijaństwa watykanu wraz z antychrystem BIrgolio na czele w nowe bardziej katolickie rejony np. Częstochowa i tam wraz z małą prawowitą trzódką ostatnich wiernych Kościołowi rzymskich-katolików oczekiwać na ponowne przyjście Chrystusa na ziemię!!! MY JAKO PRAWOWITY KOŚCIÓŁ MUSIMY TAK DZIAŁAĆ JAK W OBLICZU ŚMIERTELNEGO ZAGROŻENIA ZANIM ŻYDO-MASOŃSKIE SIŁY ZNISZCZĄ JUŻ OSTATNIE OKRUSZKI KATOLICYZMU W POLSCE!!!

  2. klioes vel pislamista

    3 lutego 2018 at 16:33

    Żydowskie obozy śmierci

    Kto był w nich? Oraz kto cyklon B
    Zsyntetyzował? Niech świat to wie!
    A Reinhard Heydrich i Hitler sam…
    Co genetyka dziś mówi nam?
    Na Umschlagplatzu, kto ziomków bił,
    I do obozów ich pchał co sił?
    I komu stało się głównie zło?
    Żydom!… ŻYDOWSKIE obozy są!!!
    *
    Naftaly Frenkel z NKWD
    Kim był? Niech także świat o tym wie!…

  3. m

    3 lutego 2018 at 19:27

    „Polacy, jesteśmy na wojnie z Żydami”. Dziennikarz RMF FM zawieszony za wpis na Facebooku
    Bogdan Zalewski
    1 lutego o 11:21 ·
    Wiem, że ryzykuję bardzo wiele. Najmniej dotkliwa jest dla mnie utrata „znajomych” na Facebooku, którzy zrywają ze mną kontakty, „nie mogąc czytać moich tekstów, i to bynajmniej nie ze względu na ich długość”. Czniam to. W swoim życiu zawsze kierowałem się zasadą odwagi cywilnej. Nigdy nie bałem się iść pod prąd obowiązujących propagandowych klisz i medialnych dezinformacji, powtarzanych przez większość tzw. nadawców i odbiorców fałszywych komunikatów. Tak jest i tym razem. Mówię więc wprost, nie bawię się w bojaźliwy język ezopowych zagadek, nie klękam przed polityczną poprawnością: Polacy, jesteśmy na wojnie! Jesteśmy na wojnie z Żydami! Nie pierwszy raz w naszej historii. Ryzykując przesadną wzniosłością, dodam: jesteśmy na wojnie z Żydami być może już po raz ostatni. Stawką tej śmiertelnie groźnej batalii być może nie będzie totalna fizyczna Zagłada naszego narodu. Wierzę w to, że czasy rozbiorów Rzeczypospolitej i epoka holocaustów (ormiańskiego, żydowskiego, kambodżańskiego) jest już za nami. Jednak zagrożenie nadal pozostaje śmiertelne. Możemy jako państwo znaleźć się w absolutnej izolacji, która wyczerpie całkowicie nasze siły cywilizacyjne, aż do anihilacji. Moim zdaniem należy to Polakom uświadamiać, pracować nad rozwojem narodowego ducha: dumy i walki. Walki na wszystkich polach. Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić: wiedza to władza. Ja już wybrałem: w życiu prywatnym, rodzinnym, duchowym. Jestem gotowy podnieść rzuconą mi jako Polakowi rękawicę. Szukam ludzi ducha i czynu. Odkreślając grubą krechą hitlerowską, barbarzyńską ideę „ostatecznego rozwiązania” i wszelkie pomysły czystek etnicznych, zajmuję się czystą myślą obronną. Wyciągam wnioski z przeszłych sukcesów i błędów. Czytam właśnie recenzję biografii amerykańskiego XX wiecznego radykała i pseudomistyka Williama Dudleya Pelleya na portalu counter-currents.com.
    Książka profesora Scotta Beekmana nosi tytuł: „William Dudley Pelley: Życie skrajnego prawicowca i okultysty.” Artykuł CF Robinsona jest z kolei zatytułowany „Człowiek ducha, prorok i przywódca Srebrnych Koszul”. Robinson w pierwszych zdaniach swego tekstu wraca do zdarzenia w1945 roku. Bess Myerson wygrała wtedy konkurs Miss America. Stała się pierwszą i jak dotąd jedyną Żydówką, która została wybrana najpiękniejszą Amerykanką. Podczas swojej trasy po kraju jako laureatka turnieju pań, Myerson żaliła się, że była dyskryminowana przez obsługę w hotelach z powodu swego pochodzenia. Szybko zakończyła tournee, aby występować … razem z Anti-Defamation League (żydowską Ligą Przeciwko Zniesławieniu) przeciw szerzeniu „nienawiści”. Pytanie, czy Żydzi faktycznie byli aż tak dyskryminowani po 1945 roku? Autor tekstu słusznie zaprzecza i podaje dowody, że działania Myerson były niczym innym jak działaniem pijarowym, jakbyśmy to dzisiaj określili. No bo, cóż? Hitler zmarł w kwietniu owego roku, jeszcze niedawno antyżydowski Berlin legł w gruzach, a jego antysemiccy mieszkańcy padli na twarz przed aliantami. Żydowscy komisarze Związku Sowieckiego rządzili wschodnią Europą w tym okupowaną Polska żelazną pięścią. W brytyjskiej Palestynie Żydzi zaangażowali się w kampanię terroru przeciwko Brytyjczykom i rodowitym Palestyńczykom. We władzach USA było pełno Żydów na wielu kluczowych stanowiskach. Wielu z tych Żydów aktywnie zaangażowało się w szpiegostwo na rzecz Sowietów. Podczas gdy panna Myerson krążyła po kraju, ukazując żydowską potęgę wpływu, a jednocześnie grając rolę ofiary, jeden z pierwszych amerykańskich antyżydowskich proroków gnił w więzieniu. Nazywał się William Dudley Pelley. Jego życie zostało udokumentowane przez Scotta Beekmana, profesora historii na Uniwersytecie Rio Grande w Ohio. Pelley urodził się w 1890 r. w Lynn w stanie Massachusetts. Pochodził z rodu arystokratów, którzy w miarę upływu czasu byli rugowani z najwyższych stref władzy przez finansowych żydowskich nuworyszy. Ojciec naszego bohatera twierdził, że wśród jego przodków był szlachcic królowej Elżbiety I- Sir John Pelley. Rodzina ojca Williama Dudleya Pelleya przybyła do USA z Anglii przez Nową Fundlandię. Przodkowie jego matki przybyli zaś do Nowej Anglii. Ojciec tytułowej postaci -William G. A Pelley- był przez pewien czas ministrem, ale popadł w finansowe tarapaty w czasach kryzysu w latach 90. XIX wieku. W końcu stał się dobrze prosperującym pracownikiem w firmie produkującej … papier toaletowy. Oto symbol szlacheckiej pauperyzacji. W czasie swojego dzieciństwa William Dudley Pelley zdał sobie sprawę, że ma dar pisania i zaczął publikować swoje pierwsze prace. Ostatecznie przeniósł się do Vermont, gdzie został dziennikarzem i literatem. Był autorem popularnej serii opowieści o życiu w małej mieścinie. To ciekawy przyczynek do jego biografii – zainteresowanie tym, co pogardzane przez żydowskich intelektualistów z metropolii, ich akolitów i naśladowców. Pelley w ten sposób spopularyzował literacki gatunek małomiasteczkowych nowel, które stały się potem kanwą dla popularnych programów telewizyjnych takich jak The Waltons i The Andy Griffith Show. W 1918 Pelley został odnoszącym sukcesy redaktorem i właścicielem gazety z Vermontu, zwanej Evening Caledonian. Latem 1918 r. kościół metodystów zaproponował, że zafunduje Pelleyowi wizytę w Japonii, Korei i innych częściach Azji, aby opisał pracę misyjną. Gdybyż Palley trzymał się linii kościoła, zamiast zbłądzić potem na manowce ezoteryzmu i okultyzmu! Jednak na razie wraz z żoną udał się Kraju Kwitnącej Wiśni. Trasa ta została przerwana z powodu ekspedycji amerykańskich żołnierzy na Syberię po wybuchu rewolucji bolszewickiej. Pelley zmienił więc plany i dołączył do Ekspedycji Syberyjskiej jako członek Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Na Syberii Pelley uświadomił sobie, że rewolucja bolszewicka była przerażającym przykładem tego, co dzieje się z ludźmi, którzy podlegają rządom wrogiej elity, składającej się z rewolucyjnych Żydów. Warto podkreślić, że do czasu swojej podróży na Syberię Pelley nigdy nie napisał niczego negatywnego na temat Żydów, potem był zaangażowanym antysemitą. To przełomowy moment w jego biografii. Symptomatyczne jak rewolucja bolszewicka uaktywniła antysemityzm u wielu jej świadków. Wielu nieżydowskich uczestników tej tragedii zareagowało w podobny, antyżydowski sposób. W Estonii późniejszy nazistowski pisarz Alfred Rosenberg rozpoczął karierę jako autor kilku znaczących antysemickich dzieł właśnie po bolszewickim puczu w Rosji. Przywódca Finlandii Carl von Mannerheim także wypowiadał się antysemicko podczas sowieckiej rewolucji, chociaż nie wystąpił przeciwko fińskim Żydom podczas II wojny światowej. Winston Churchill napisał klasyczny artykuł o żydowskim rdzeniu bolszewizmu. Służby wywiadu armii USA również informowały o żydowskiej roli w rządzie Lenina i udokumentowały fakt, że Żydzi w Ameryce wspierają Sowietów. W rzeczywistości każdy naród, który uległ komunistycznej rewolcie, albo stanął jej naprzeciw po I wojnie światowej – Hiszpania, Polska, Węgry, Niemcy, Austria, kraje bałtyckie- cechował się oficjalnym lub półoficjalnym antysemityzmem do lat 30. XX wieku. „Autor biografii Pelleya –prof. Beekman- nie umieszcza jednak jego przemiany w kwestii żydowskiej w wyżej wspomnianym kontekście historycznym” – wyraża żal autor recenzji na portalu counter-currents. Podczas gdy Pelley był przecież świadkiem historycznego wydarzenia na skalę światową, które –na podstawie własnych obserwacji- interpretuje jako sprawę żydowską. Beekman świadomie jednak nie łączy kropek, które tworzą rysunek tytułowej postaci. Po zakończeniu syberyjskiej ekspedycji, Pelley wraca do Vermont, a następnie wyjeżdża do Kalifornii i zostaje scenarzystą w Hollywood. Napisał scenariusze do kilku filmów, a także kilka powieści. Żadna z jego prac nie stała się wprawdzie klasykiem wszechczasów, ale według standardów większości współczesnych scenarzystów odniósł wielki sukces. W kilku jego filmach wystąpił legendarny aktor Lon Chaney. Jednak w Fabryce Snów Pelley czuł się sfrustrowany, drażniła go nasilająca się żydowskość Hollywoodu. Gdyby był Polakiem, załamałby się skalą polakożerstwa żydowskich władców masowej wyobraźni. W 1929 roku Pelley miał doświadczenie, które przyniosło mu sławę i stało się zarzewiem jego aktywności mistyczno-politycznej. Będąc w domku letniskowym w Pasadenie w Kalifornii, Pelley przeżył „doznanie poza ciałem” i napisał o nim relację, która wywołała duży odzew. Niestety od tego czasu zaczęło się jego duchowe zbłądzenie. W 1930 roku opuścił Hollywood i przybył do Asheville w Północnej Karolinie, aby założyć tam uniwersytet, na którym będzie nauczał i publikował swoje dzieła dotyczące duchowości. Poglądy religijne Pelleya w dużej mierze opierały się na pojęciach z Teozofii. Dzisiaj można by określać jego wierzenia jako wyraz ruchu New Age. Według mnie o klęsce jego metapolitycznych projektów i politycznej działalności zdecydował właśnie ten okultystyczny rys. W 1933 roku założył organizację „Srebrne Koszule”. Skopiował w niej elementy faszystowskich „ruchów koszul” w Europie. Jej elementem był jawny antysemityzm. „Srebrne Koszule” prawdopodobnie nigdy nie przekroczyły 15 000 członków. Jednak to skala, o której ja mógłbym pomarzyć jako niszowy, radykalny publicysta. Ruch miał swoje rozproszone przyczółki w przemysłowych miastach Północy, ale większość członków wywodziła się regionów na zachodnim wybrzeżu. Działalność „Srebrnych Koszul” Pelleya przyciągała sporo uwagi. Powieściopisarz Sinclair Lewis napisał książkę o amerykańskim faszyzmie pod tytułem „To tu nie może się zdarzyć” (1935), czerpiąc inspirację z działań „Srebrnych Koszul”, a także z innych podobnych organizacji politycznych z lat 30. XX wieku. Komitet do Spraw Działań Wrogich Ameryce żydowskiego kongresmena Samuela Dicksteina (jak się potem okazało szpiega sowieckiego) badał działalność Pelleya w latach trzydziestych. Nasz bohater miał jednak jeszcze poważniejsze kłopoty. Jedna z grup Srebrnych Koszul w Kalifornii nielegalnie zdobyła spory arsenał broni palnej. Grupa ta zatrudniała dwóch sierżantów w celu szkolenia mężczyzn w używaniu broni. Sytuacja szybko została odkryta przez rząd Stanów Zjednoczonych. Pelley miał też duże problemy z powodu podejrzanych praktyk biznesowych. Chociaż winę za to ponoszą bardziej jego nieuczciwi współpracownicy niż on sam. Poza tym, gdyby nie Komitet Kongresu, który szukał „pod każdym kamieniem”, aby wyeliminować Srebrne Koszule, przekręty pewnie nie zostałyby odkryte. W 1942 r., kiedy USA przystąpiły do II Wojny Światowej, Pelley został oskarżony przez rząd. Ława przysięgłych złożona z białych, mieszczańskich biznesmenów i rolników z Indiany uznała go winnym. W więzieniu przebywa do 1950 r. Warunkiem wyjścia na wolność było powstrzymanie się od publikowania materiałów antysemickich. A przecież przez większą część życia Pelley zajmował się głównie kwestią żydowską. Kontynuował też niestety swoje ezoteryczne poszukiwania. Spopularyzował ufologię oraz badania nad przekazami o epokach duchowych zawartymi w egipskich piramidach. Interesował się także kalendarzem Majów, wskazując na koniec świata w 2012 roku. Popularność tej idiotycznej koncepcji jest pokłosiem pomysłów Pelleya. Zmarł on w 1965 roku. Jedna z jego córek kontynuowała jego pseudoduchową pracę przez wiele lat. Ruch New Age wiele zawdzięcza założycielowi Srebrnych Koszul. Skąd się brała ta jego predylekcja do magii i przesądów? Wiele poglądów Pelleya można przypisać jego etnicznemu pochodzeniu. Amerykanie mający rodzinne korzenie w radykalnych angielskich sektach protestanckich, które przybyły do Nowej Anglii w latach 1620-1660, kontynuowali często zainteresowania ezoteryzmem i spirytyzmem. Historyk David Hackett Fischer nazywa to „obsesją na punkcie czarów”. Może gdyby był katolikiem byłby bardziej odporny na fałszywe objawienia. Warto też pamiętać, kreśląc sylwetkę Pelleya i tło jego działań, że jednym z głównych konfliktów etnicznych tego czasu w Ameryce był spór pomiędzy białymi protestantami a Żydami. Pelley był pierwszym Amerykaninem, który naprawdę rzucił wyzwanie żydowskiej potędze. Jego odwaga była po prostu niesamowita. Pelley zdołał z powodzeniem przekazać swoje opinie sporej liczbie osób, bo miał świetne pióro. Jego czasopisma były profesjonalnie wydawane, wolne od błędów drukarskich czy pomyłek ortograficznych i stylistycznych. Pelley był także znakomitym mówcą. Mimo to nie zmienił on w sposób wystarczający klimatu metapolitycznego, ani nie wytworzył aż takiego klimatu kulturowego, aby uświadomić społeczeństwu amerykańskiemu, jak wielki jest żydowski wpływ na społeczeństwo w krytycznej dekadzie lat trzydziestych. Autor recenzji biografii Pelleya zwraca uwagę jak potężnym wrogiem są Żydzi. Tylko Rzymianie, Hiszpanie i Portugalczycy były mocarstwami, które naprawdę i na długi okres pokonały Żydów. Żydowscy przeciwnicy Pelleya rzeczywiście byli mocarni i kompetentni. Byli w stanie uwięzić tego wybitnego przywódcę i ograniczyć jego prawa do Pierwszej Poprawki po wyjściu z więzienia. Zakneblowali mu usta. Mając to na uwadze, jeśli ktoś prowadzi podobną krucjatę, polegającą na podnoszenie świadomości w kwestii żydowskiej, musi dbać o standardy postępowania w życiu prywatnym i zawodowym, musi być jak żona Cezara. (Ja taką osobą nie jestem, stąd jestem łatwym celem dla wrogów. Mimo to nie uchylam się od walki.) Pelley i wielu jego wyznawców z ruchu Srebrnych Koszul nie ustrzegli się błędów, nie byli krystalicznie uczciwi. Williama Dudley Pelleya należy uważać za jednego z pierwszych amerykańskich proroków, który wskazywał na rosnącą żydowską kontrolę rządu USA i amerykańskiego społeczeństwa na początku XX wieku. Krucjata Pelleya miała miejsce w czasach, gdy Amerykanie w większości sympatyzowali z racjami żydowskimi w Europie i w Palestynie. „Większość proroków nie idzie z nurtem swojego czasu i jest ignorowana, więziona, a nawet mordowana. Dopiero później ludzie dostrzegają ich mądrość.” –ocenia autor recenzji jego biografii. Bardzo ciekawy wydał mi się fragment dotyczący ruchu #metoo z 2017. W ocenie CF Robinsona ma on charakter „Pelley’owski”. Ja zwracałem na to uwagę w swoich pogłębionych analizach, mimo że bezpośrednio nie nawiązywałem do publicystyki Pelleya. W latach 30-tych, świeżo po zakończeniu dziesięcioletniej pracy w Hollywood, Pelley ostrzegał publiczność przed żydowskimi potentatami filmowymi, nadużywającymi aryjskich kobiet. Jego ostrzeżenia zostały zignorowane. Dzisiaj, dzięki ruchowi #metoo, jeden Żyd za drugim stracił pracę lub ucierpiał w jakiś sposób za seksualne gwałty. W tym postępowaniu nie tyle chodzi o seks, ile o poczucie władzy. Niemniej jednak żydowska moc i przemoc wciąż są przepotężne. Śmiertelnie raniona potęga-bestia może działać bardzo gwałtownie i skutecznie na koniec atakować swych wrogów. Niezależnie od tego, krucjata Williama Dudleya Pelleya jest warta nauki. Złamany za życia, może po swej śmierci pomóc przełamać żydowski monopol. A jeśli chodzi o Miss America 1945, Bess Myerson, która tak „dzielnie” stawiała czoła „nienawiści”? Jej życie osobiste było serią toksycznych związków i rozwodów. W latach osiemdziesiątych została ujawniona jako oszustka i już nigdy nie odzyskała swojej dobrej reputacji. Mam nadzieję, że to alegoria ostatecznej klęski moralnej i politycznej polakożerczej żydowskiej armii.
    https://web.facebook.com/bogdan.zalewski.568/posts/875890472571394

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra