Kultura i historia

Muzyk z orkiestry obozowej w Auschwitz

Czytając doniesienia polskiej prasy z ubiegłego weekendu, najpierw nie dowierzaliśmy, potem czytaliśmy w oryginalnych źródłach: Haaretz i Jeruzalem Post i nie mogliśmy uwierzyć, że można aż tak zakłamywać historię i robić to dla bliżej niesprecyzowanego celu.

Konkretnie mamy na myśli wypowiedź członka Knesetu izraelskiego Pana Ja’ira Lapida. Naszym zdaniem w całej tej awanturze chodzi oto, że my Polacy w końcu próbujemy zmieniać globalną narrację historyczną, w której Polska ma z góry przypisaną rolę narodu współwinnego Holocaustowi. To dlatego naszym zdaniem Izrael wywołał taką histerię, nie pozwalając nam na taki ruch. Wywołalibyśmy takim ruchem lawinę, którą trudno byłoby powstrzymać.

Faktem, jest również to, że Polska nie posiada żadnych narzędzi do realizacji polityki historycznej na świecie. Nie posiada systemu strategicznej komunikacji, to znaczy, że jakikolwiek polski przekaz ma charakter lokalny, nie posiada mediów anglojęzycznych, anglojęzycznej bazy eksperckiej ani propolskiego lobbingu w strategicznych dla Polski krajach. To, że my sobie pogadamy po polsku w internecie nie zmienia absolutnie nic w globalnej narracji historycznej. To, że polskie media zrobią wywiad z kolejnym polskim politykiem też nie zmieni tej narracji. Co ją zmieni? Przetłumaczenie ustawy na język angielski i upublicznienie jej w mediach zachodnich. To zmieni tę narrację. Zrobienie anglojęzycznego clipu takiego jak „Niezwyciężeni”, nie mówiąc o produkcjach fabularnych. Pilecki, Karski, Irena Sendler i rodzina Ulmów zmienią taką narrację. Zmieni ją propolska, profesjonalna i transparentna fundacja działająca w USA, promująca propolski lobbing i propolską narracje historyczną. Piszemy o tym od kilku lat bez rezultatu.

Mamy nadzieję, że Instytut Pamięci Narodowej uruchomi wkrótce program dokumentowania relacji świadków wszystkich zbrodni z okresu II wojny światowej i okresu komunizmu popełnionych na obywatelach polskich. Temu właśnie przyświeca idea naszego artykułu. Czas, aby opowiadać historię w sposób obiektywny w oparciu o metody naukowe, statystykę, badania i równe traktowanie wszystkich ofiar. Wszystkie ofiary mają prawo do pamięci o nich.

Pan Rudolf Danel 15 września 2015 roku skończył 100 lat. Mieszka w domu seniora w Chicago. Chodzi z pomocą laski, trochę wolniej. Musi skupić się, aby umiejscowić w czasie niektóre fakty ze swego pełnego tragicznych, ale i szczęśliwych wydarzeń życia. Urodził się w czasie trwającej jeszcze pierwszej wojny światowej w niewielkiej wiosce Łazy Księże niedaleko Bielska. Prawie wszyscy mówili tam po niemiecku i byli poddanymi cesarza Austro-Węgier. On sam wtedy nie bardzo wiedział kim jest. Rodzice byli zdecydowanie obywatelami Austrii. Na Śląsku znaleźli miejsce na swoje życie. Prowadzili piekarnię i żyli obok wielkich dziejowych wstrząsów. Gdy matka umarła miał 10 lat. Ojciec szybko znalazł sobie nową towarzyszkę i przestał interesować się swoimi dziećmi. Opiekę nad rodzeństwem przejęła najstarsza siostra, która w tym czasie pracowała w urzędach administracji i miała rozliczne powiązania z ludźmi mającymi wpływ na życie miejscowej społeczności. Gdy po odzyskaniu niepodległości na Śląsk wróciła Polska, Rudolf chodził do polskiej szkoły, ale doskonale mówił zarówno po polsku jak i po niemiecku. Miał wielu polskich kolegów. Jako chłopiec przyglądał się raz maszerującej orkiestrze i spróbował zatrąbić na trąbce, którą dla zabawy pokazał mu trębacz, członek owej orkiestry. Zauważył to dyrektor miejscowej szkoły muzycznej, obejrzał ręce Rudolfa i zaprosił go do grona uczniów. Rudolf zaczął grać początkowo na skrzypcach, a potem na altówce i oczywiście na trąbce. Ukończył gimnazjum i poszedł odbyć obowiązkową służbę w wojsku polskim. W tymże wojsku zastał go wrzesień 1939 roku. Kampania wojenna skończyła się szybko i razem z całym oddziałem dostał się do niemieckiej niewoli. Uważa, że miał w życiu dużo szczęścia. Takim szczęśliwym trafem była chwila, gdy kolumna jeńców, w której się znalazł, szła drogą na zachód, wiodącą z Bielska do Cieszyna. W Cieszynie zobaczył wśród stojących na ulicy swoją siostrę Jadwigę. Ona też go dostrzegła w kolumnie. Za dwa dni został z niewoli zwolniony. Zaczął pracować i dzięki siostrze, nikt z władz nie interesował się jego przeszłością.

Tereny Śląska, na mocy rozporządzeń władz okupacyjnych, zostały włączone do Rzeszy i Niemcy uważali Rudolfa za swojego obywatela. Wśród Polaków szybko zaczął się organizować podziemny ruch oporu. Rudolf był dokładnie we wszystko wtajemniczony i bardzo przydatny w działalności konspiracyjnej. Pamięta, że jego konspiracyjnym dowódcą był Adam Gaś. Wkrótce Gaś został zaaresztowany. Trudno powiedzieć, czy nie wytrzymał tortur, czy był niemieckim agentem. Po jego zeznaniach bardzo dużo członków ruchu oporu zostało aresztowanych. Aresztowano również Rudolfa. Oskarżono go o to, że wiedział i nie powiadomił władz niemieckich o przestępczej działalności Polaków. Został osadzony w areszcie, a w kwietniu 1942 roku w sądzie w Katowicach odbyła się rozprawa, w której oskarżono go o zdradę stanu. Za takie przestępstwo groziła nawet kara śmierci. Jakimiś sobie tylko znanymi drogami siostra Jadwiga wystarała się o adwokata, dzięki któremu sprawa zakończyła się skazaniem na pięć lat więzienia. Wszyscy byli pewni, że takiego wyroku nie będzie musiał odsiadywać. Mijał już rok 1942 i Niemcy byli zaangażowani na froncie wschodnim. Rudolf jako Niemiec, ich zdaniem, powinien służyć w Wermachcie, albo w inny sposób pracować dla Rzeszy.

W 1940 roku na terenach Oświęcimia i pobliskiej wioski Brzezinka, które znalazły się administracyjnie w Rzeszy, zaczęto budować obóz przeznaczony początkowo dla osadzania więźniów politycznych i opozycji, głównie Polaków.

Pierwsza grupa 30 więźniów niemieckich stanowiła zaczątek funkcyjnej kadry obozowej jako kapo i blokowi. Pierwszy masowy transport do Auschwitz odbył się 14 czerwca 1940 roku. Przywieziono wtedy wagonami kolejowymi drugiej klasy z więzienia w Tarnowie 728 więźniów politycznych – byli to Polacy oraz kilku polskich Żydów. Otrzymali oni numery od 31 do 758.

Więźniowie ciężko pracowali przy rozbudowie obozu. Do 22 bloków dobudowano ich siłami kolejnych osiem, a do bloków parterowych piętro. Wokół obozu utworzono mały i duży łańcuch straży oraz wyludniony obejmujący 40km2. obszar interesów obozu. Więźniowie byli podzieleni na grupy, czyli komanda i wykonywali wszystkie prace potrzebne do obsługi i rozbudowy obozu. Obóz funkcjonował jak fabryka. Były stanowiska dla zarządzających i dla administracji. Przybywających witał wykuty w obozowej kuźni słynny napis „Arbeit Macht Frei.” Trzeba te słowa rozumieć jako wolność przez śmierć, bo praca w obozie była zabójcza. Głód i zimno wyniszczały więźniów, powodując ich szybką śmierć, ale o to przecież chodziło, bo nowi więźniowie płynęli z całej Europy szerokim strumieniem.

W grudniu 1940 roku kilku polskim więźniom przyszedł do głowy pomysł założenia orkiestry jako sposobu na przetrwanie. W obozie przebywał sierżant 20 Pułku Piechoty Krakowskiej – Antoś Gargul. Zgłosił się do raportu z pomysłem, aby pozwolono mu sprowadzić kilka instrumentów, na których mógłby grać marsze. Na słowo marsze Niemcy stawali na baczność, więc dostał pozwolenie, a oni kpili z niego, że może sobie przed śmiercią podmuchać w trąbkę. Orkiestra zaczęła się od siedmiu muzyków. Grali na skrzypcach, kontrabasie, trąbce, akordeonie, perkusji. Brak było instrumentów, więc często były one rekwirowane okolicznym grajkom. Perkusję przywieziono nawet z czeskiego teatru narodowego z Pragi. Orkiestra miała swoją salę prób w piwnicach bloku 24. Po raz pierwszy zagrała w święto Trzech Króli w 1941 roku. Wkrótce rozrosła się do około stuosobowej grupy, z której siedemdziesięciu jeden muzyków stanowiło orkiestrę symfoniczną, a pozostałe trzydzieści – dętą. W takim momencie Pan Rudolf „wyjechał” z katowickiego więzienia do Auschwitz. Tak wspomina tamten czas:

„Krótko po rozprawie ja i jeszcze dwaj więźniowie, w asyście dwóch esesmanów, zostaliśmy przewiezieni do Auschwitz. Zobaczyłem grających wychodzącym do pracy komandom muzyków, a wśród nich znajomego ze szkoły muzycznej. Starałem się po apelu jakoś do niego zagadać, a on skierował mnie do kapelmistrza.
Pierwszym kapelmistrzem orkiestry obozowej w Auschwitz był Franciszek Nierychło. Przed wojną był wykonawcą sekcji muzycznej rozgłośni radiowej w Krakowie. Grał na oboju. Do obozu dostał się zaraz po klęsce w 1939 roku. Sam nie był zdecydowany, czy jest Niemcem czy Polakiem. Pamiętam, że był silnym mężczyzną i dobrze odżywionym więźniem. Miał szanse, bo był kapo w obozowej kuchni. Przesłuchał mnie i powiedział, że mógłbym grać, szczególnie na altówce, ale nie ma dla mnie instrumentów. Wtedy znowu bezcenną okazała się pomoc mojej siostry Jadwigi, z którą szybko nawiązałem kontakt, i która przysłała mi do obozu altówkę i trąbkę. Odtąd moja szansa na przetrwanie wydłużyła się. Wszyscy bardzo chcieliśmy żyć, mieliśmy przecież jeszcze tak mało lat. Była w obozie niepisana umowa, że członkowie orkiestry nie chodzili do pracy poza obozem, a to znaczyło, że pracowali w obozowej kuchni, w magazynach z odzieżą, pod dachem, nie marzli i dzięki kapelmistrzowi – kapo kuchni, mieli więcej zupy.

Orkiestra często grywała przed blokiem (gdzie odbywały się próby) dla więźniów, a zimą, ponieważ instrumenty marzły, grała w piwnicy przy otwartych oknach. Graliśmy przede wszystkim marsze dla więźniów wychodzącym do pracy i wracającym z pracy. Było to przeważnie cztery razy dziennie. Rano, gdy wszystkie komanda wychodziły do pracy poza obozem, w południe, gdy niektóre wracały i potem znowu wychodziły i wieczorem, gdy wszystkie wracały. Marsze miały pomóc utrzymać rytm wśród maszerujących więźniów i przyśpieszyć opuszczanie obozu choćby o kilka minut. Graliśmy marsze polskie, niemieckie, francuskie, amerykańskie, a kolejni kapelmistrzowie – Nierychło, a potem Kopyciński, skomponowali własne utwory. Podczas prób niektórzy esesmani stawali w rogu sali przyglądali się grającym i słuchali. Widocznie lubili muzykę. Były też koncerty specjalne. Często orkiestra grała dla niemieckich władz obozu i ich rodzin. Przychodziły żony funkcjonariuszy obozowych z dziećmi. Zaczynaliśmy wtedy utworem „Eine kleine Nachtmusik”, a potem graliśmy utwory klasyczne. Zastanawiałem się, co wtedy matki mogły powiedzieć swoim dzieciom, jak wytłumaczyły im, że muzycy byli tak dziwnie ubrani, tak dziwnie wyglądali w tych pasiakach, a tak pięknie grali. To było niepojęte, że obok siebie funkcjonowały dwa różne światy… Wracające wieczorem komanda potykając się w rytm radosnych marszów, niosły kilkunastu umarłych, a za murem młode matki śpiewały swoim dzieciom kołysanki. Niektórzy więźniowie nie lubili orkiestry. Mówili, że to był szatański pomysł, żeby grać w cieniu dymiących krematoriów. Pamiętam mdły zapach palonych ciał. Niektórzy nie wytrzymywali tej atmosfery i „szli na druty”, ale ja wierzyłem, orkiestra dawała strzęp nadziei na przetrwanie, a może z nią umierać było piękniej…?

Franz Nierychło został zwolniony w 1944 roku, kiedy podpisał listę Volksdeutscha i na ochotnika zgłosił się do Wermachtu. Gdy odchodził, 20 tysięcy ludzi gwizdało. Wszyscy gwizdali. Może mieli mu za złe, że poszedł do niemieckiego wojska…? Dziwny to był człowiek. Wielu Polakom pomógł, odkarmił, a potem do Wermachtu…?” Pan Rudolf zamyśla się i dodaje „tak, kacet zmieniał ludzi. Nie do poznania zmieniał.” Po chwili odpoczynku albo może psychicznej refleksji opowiada dalej.

„Po odejściu Franza, kapelmistrzem został Adam Kopyciński. Charakter orkiestry zmienił się trochę. Czasem grywaliśmy dla siebie, w ukryciu albo dla więźniów z poszczególnych bloków z różnych okazji, między innymi w dniach polskich świąt narodowych. Wtedy Adam Kopyciński grał na fortepianie rzewne polskie piosenki, a niejeden z nas ukradkiem ocierał łzy. Ta muzyka była wyłącznie nasza i dawała nam nadzieję na jutro, a przecież przeżyć jeszcze jeden dzień, to była wielka sprawa, bo jutro mogła skończyć się wojna, mogliśmy wyjść poza druty.

Od września 1944 roku zaczęły się marsze śmierci. Organizowano duże grupy silnych jeszcze fizycznie więźniów i kierowano je na zachód, do pracy w zakładach zbrojeniowych. Do przejścia było 20 – 30 km. dziennie. Wielu uczestników tych marszów zmarło z wycieńczenia, ale wielu, korzystając ze specyficznych warunków, uciekło. Ja byłem w grupie zimą 45 roku. Szliśmy, słanialiśmy się, spaliśmy po kilka godzin, gdzie się dało, zostawialiśmy po drodze umarłych i szliśmy. Dziś nie mogę sobie wytłumaczyć, ile człowiek może wytrzymać i jaka jest w nim chęć życia. Pamiętam, że koniec wojny zastał nas niedaleko Monachium 3 maja 1945 roku. Dla mnie był to szczególnie dziwny zbieg okoliczności. Po pobycie w obozie przejściowym, znalazłem się w Ameryce. Tu założyłem rodzinę i tutaj dożywam swoich dni”.

Rudolf zdołał ocalić z kacetu swoje instrumenty, które do dziś przechowuje pieczołowicie owinięte w miękką flanelę. Futerały, już prawie zmurszałe, rozsypują się, ale trąbka ciągle dźwięcznie brzmi, a altówka nastrojona płacze rzewnie. W tych instrumentach ukryta jest historia nie tylko jednego człowieka – ich właściciela – trębacza i altowiolinisty, więźnia numer 125 792, Austriaka z urodzenia, a Polaka z wyboru. Ukryta jest część poplątanej, bardzo tragicznej historii narodu polskiego.

Piszcie do nas:
Katarzyna Murawska, Wisconsin (murakate1@yahoo.com)
Waldemar Biniecki, Kansas (biniecki@gmail.com)

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

7 komentarzy

7 Komentarzy

  1. m

    3 lutego 2018 at 19:14

    „Polacy, jesteśmy na wojnie z Żydami”. Dziennikarz RMF FM zawieszony za wpis na Facebooku
    Bogdan Zalewski
    1 lutego o 11:21 ·
    Wiem, że ryzykuję bardzo wiele. Najmniej dotkliwa jest dla mnie utrata „znajomych” na Facebooku, którzy zrywają ze mną kontakty, „nie mogąc czytać moich tekstów, i to bynajmniej nie ze względu na ich długość”. Czniam to. W swoim życiu zawsze kierowałem się zasadą odwagi cywilnej. Nigdy nie bałem się iść pod prąd obowiązujących propagandowych klisz i medialnych dezinformacji, powtarzanych przez większość tzw. nadawców i odbiorców fałszywych komunikatów. Tak jest i tym razem. Mówię więc wprost, nie bawię się w bojaźliwy język ezopowych zagadek, nie klękam przed polityczną poprawnością: Polacy, jesteśmy na wojnie! Jesteśmy na wojnie z Żydami! Nie pierwszy raz w naszej historii. Ryzykując przesadną wzniosłością, dodam: jesteśmy na wojnie z Żydami być może już po raz ostatni. Stawką tej śmiertelnie groźnej batalii być może nie będzie totalna fizyczna Zagłada naszego narodu. Wierzę w to, że czasy rozbiorów Rzeczypospolitej i epoka holocaustów (ormiańskiego, żydowskiego, kambodżańskiego) jest już za nami. Jednak zagrożenie nadal pozostaje śmiertelne. Możemy jako państwo znaleźć się w absolutnej izolacji, która wyczerpie całkowicie nasze siły cywilizacyjne, aż do anihilacji. Moim zdaniem należy to Polakom uświadamiać, pracować nad rozwojem narodowego ducha: dumy i walki. Walki na wszystkich polach. Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić: wiedza to władza. Ja już wybrałem: w życiu prywatnym, rodzinnym, duchowym. Jestem gotowy podnieść rzuconą mi jako Polakowi rękawicę. Szukam ludzi ducha i czynu. Odkreślając grubą krechą hitlerowską, barbarzyńską ideę „ostatecznego rozwiązania” i wszelkie pomysły czystek etnicznych, zajmuję się czystą myślą obronną. Wyciągam wnioski z przeszłych sukcesów i błędów. Czytam właśnie recenzję biografii amerykańskiego XX wiecznego radykała i pseudomistyka Williama Dudleya Pelleya na portalu counter-currents.com.
    Książka profesora Scotta Beekmana nosi tytuł: „William Dudley Pelley: Życie skrajnego prawicowca i okultysty.” Artykuł CF Robinsona jest z kolei zatytułowany „Człowiek ducha, prorok i przywódca Srebrnych Koszul”. Robinson w pierwszych zdaniach swego tekstu wraca do zdarzenia w1945 roku. Bess Myerson wygrała wtedy konkurs Miss America. Stała się pierwszą i jak dotąd jedyną Żydówką, która została wybrana najpiękniejszą Amerykanką. Podczas swojej trasy po kraju jako laureatka turnieju pań, Myerson żaliła się, że była dyskryminowana przez obsługę w hotelach z powodu swego pochodzenia. Szybko zakończyła tournee, aby występować … razem z Anti-Defamation League (żydowską Ligą Przeciwko Zniesławieniu) przeciw szerzeniu „nienawiści”. Pytanie, czy Żydzi faktycznie byli aż tak dyskryminowani po 1945 roku? Autor tekstu słusznie zaprzecza i podaje dowody, że działania Myerson były niczym innym jak działaniem pijarowym, jakbyśmy to dzisiaj określili. No bo, cóż? Hitler zmarł w kwietniu owego roku, jeszcze niedawno antyżydowski Berlin legł w gruzach, a jego antysemiccy mieszkańcy padli na twarz przed aliantami. Żydowscy komisarze Związku Sowieckiego rządzili wschodnią Europą w tym okupowaną Polska żelazną pięścią. W brytyjskiej Palestynie Żydzi zaangażowali się w kampanię terroru przeciwko Brytyjczykom i rodowitym Palestyńczykom. We władzach USA było pełno Żydów na wielu kluczowych stanowiskach. Wielu z tych Żydów aktywnie zaangażowało się w szpiegostwo na rzecz Sowietów. Podczas gdy panna Myerson krążyła po kraju, ukazując żydowską potęgę wpływu, a jednocześnie grając rolę ofiary, jeden z pierwszych amerykańskich antyżydowskich proroków gnił w więzieniu. Nazywał się William Dudley Pelley. Jego życie zostało udokumentowane przez Scotta Beekmana, profesora historii na Uniwersytecie Rio Grande w Ohio. Pelley urodził się w 1890 r. w Lynn w stanie Massachusetts. Pochodził z rodu arystokratów, którzy w miarę upływu czasu byli rugowani z najwyższych stref władzy przez finansowych żydowskich nuworyszy. Ojciec naszego bohatera twierdził, że wśród jego przodków był szlachcic królowej Elżbiety I- Sir John Pelley. Rodzina ojca Williama Dudleya Pelleya przybyła do USA z Anglii przez Nową Fundlandię. Przodkowie jego matki przybyli zaś do Nowej Anglii. Ojciec tytułowej postaci -William G. A Pelley- był przez pewien czas ministrem, ale popadł w finansowe tarapaty w czasach kryzysu w latach 90. XIX wieku. W końcu stał się dobrze prosperującym pracownikiem w firmie produkującej … papier toaletowy. Oto symbol szlacheckiej pauperyzacji. W czasie swojego dzieciństwa William Dudley Pelley zdał sobie sprawę, że ma dar pisania i zaczął publikować swoje pierwsze prace. Ostatecznie przeniósł się do Vermont, gdzie został dziennikarzem i literatem. Był autorem popularnej serii opowieści o życiu w małej mieścinie. To ciekawy przyczynek do jego biografii – zainteresowanie tym, co pogardzane przez żydowskich intelektualistów z metropolii, ich akolitów i naśladowców. Pelley w ten sposób spopularyzował literacki gatunek małomiasteczkowych nowel, które stały się potem kanwą dla popularnych programów telewizyjnych takich jak The Waltons i The Andy Griffith Show. W 1918 Pelley został odnoszącym sukcesy redaktorem i właścicielem gazety z Vermontu, zwanej Evening Caledonian. Latem 1918 r. kościół metodystów zaproponował, że zafunduje Pelleyowi wizytę w Japonii, Korei i innych częściach Azji, aby opisał pracę misyjną. Gdybyż Palley trzymał się linii kościoła, zamiast zbłądzić potem na manowce ezoteryzmu i okultyzmu! Jednak na razie wraz z żoną udał się Kraju Kwitnącej Wiśni. Trasa ta została przerwana z powodu ekspedycji amerykańskich żołnierzy na Syberię po wybuchu rewolucji bolszewickiej. Pelley zmienił więc plany i dołączył do Ekspedycji Syberyjskiej jako członek Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Na Syberii Pelley uświadomił sobie, że rewolucja bolszewicka była przerażającym przykładem tego, co dzieje się z ludźmi, którzy podlegają rządom wrogiej elity, składającej się z rewolucyjnych Żydów. Warto podkreślić, że do czasu swojej podróży na Syberię Pelley nigdy nie napisał niczego negatywnego na temat Żydów, potem był zaangażowanym antysemitą. To przełomowy moment w jego biografii. Symptomatyczne jak rewolucja bolszewicka uaktywniła antysemityzm u wielu jej świadków. Wielu nieżydowskich uczestników tej tragedii zareagowało w podobny, antyżydowski sposób. W Estonii późniejszy nazistowski pisarz Alfred Rosenberg rozpoczął karierę jako autor kilku znaczących antysemickich dzieł właśnie po bolszewickim puczu w Rosji. Przywódca Finlandii Carl von Mannerheim także wypowiadał się antysemicko podczas sowieckiej rewolucji, chociaż nie wystąpił przeciwko fińskim Żydom podczas II wojny światowej. Winston Churchill napisał klasyczny artykuł o żydowskim rdzeniu bolszewizmu. Służby wywiadu armii USA również informowały o żydowskiej roli w rządzie Lenina i udokumentowały fakt, że Żydzi w Ameryce wspierają Sowietów. W rzeczywistości każdy naród, który uległ komunistycznej rewolcie, albo stanął jej naprzeciw po I wojnie światowej – Hiszpania, Polska, Węgry, Niemcy, Austria, kraje bałtyckie- cechował się oficjalnym lub półoficjalnym antysemityzmem do lat 30. XX wieku. „Autor biografii Pelleya –prof. Beekman- nie umieszcza jednak jego przemiany w kwestii żydowskiej w wyżej wspomnianym kontekście historycznym” – wyraża żal autor recenzji na portalu counter-currents. Podczas gdy Pelley był przecież świadkiem historycznego wydarzenia na skalę światową, które –na podstawie własnych obserwacji- interpretuje jako sprawę żydowską. Beekman świadomie jednak nie łączy kropek, które tworzą rysunek tytułowej postaci. Po zakończeniu syberyjskiej ekspedycji, Pelley wraca do Vermont, a następnie wyjeżdża do Kalifornii i zostaje scenarzystą w Hollywood. Napisał scenariusze do kilku filmów, a także kilka powieści. Żadna z jego prac nie stała się wprawdzie klasykiem wszechczasów, ale według standardów większości współczesnych scenarzystów odniósł wielki sukces. W kilku jego filmach wystąpił legendarny aktor Lon Chaney. Jednak w Fabryce Snów Pelley czuł się sfrustrowany, drażniła go nasilająca się żydowskość Hollywoodu. Gdyby był Polakiem, załamałby się skalą polakożerstwa żydowskich władców masowej wyobraźni. W 1929 roku Pelley miał doświadczenie, które przyniosło mu sławę i stało się zarzewiem jego aktywności mistyczno-politycznej. Będąc w domku letniskowym w Pasadenie w Kalifornii, Pelley przeżył „doznanie poza ciałem” i napisał o nim relację, która wywołała duży odzew. Niestety od tego czasu zaczęło się jego duchowe zbłądzenie. W 1930 roku opuścił Hollywood i przybył do Asheville w Północnej Karolinie, aby założyć tam uniwersytet, na którym będzie nauczał i publikował swoje dzieła dotyczące duchowości. Poglądy religijne Pelleya w dużej mierze opierały się na pojęciach z Teozofii. Dzisiaj można by określać jego wierzenia jako wyraz ruchu New Age. Według mnie o klęsce jego metapolitycznych projektów i politycznej działalności zdecydował właśnie ten okultystyczny rys. W 1933 roku założył organizację „Srebrne Koszule”. Skopiował w niej elementy faszystowskich „ruchów koszul” w Europie. Jej elementem był jawny antysemityzm. „Srebrne Koszule” prawdopodobnie nigdy nie przekroczyły 15 000 członków. Jednak to skala, o której ja mógłbym pomarzyć jako niszowy, radykalny publicysta. Ruch miał swoje rozproszone przyczółki w przemysłowych miastach Północy, ale większość członków wywodziła się regionów na zachodnim wybrzeżu. Działalność „Srebrnych Koszul” Pelleya przyciągała sporo uwagi. Powieściopisarz Sinclair Lewis napisał książkę o amerykańskim faszyzmie pod tytułem „To tu nie może się zdarzyć” (1935), czerpiąc inspirację z działań „Srebrnych Koszul”, a także z innych podobnych organizacji politycznych z lat 30. XX wieku. Komitet do Spraw Działań Wrogich Ameryce żydowskiego kongresmena Samuela Dicksteina (jak się potem okazało szpiega sowieckiego) badał działalność Pelleya w latach trzydziestych. Nasz bohater miał jednak jeszcze poważniejsze kłopoty. Jedna z grup Srebrnych Koszul w Kalifornii nielegalnie zdobyła spory arsenał broni palnej. Grupa ta zatrudniała dwóch sierżantów w celu szkolenia mężczyzn w używaniu broni. Sytuacja szybko została odkryta przez rząd Stanów Zjednoczonych. Pelley miał też duże problemy z powodu podejrzanych praktyk biznesowych. Chociaż winę za to ponoszą bardziej jego nieuczciwi współpracownicy niż on sam. Poza tym, gdyby nie Komitet Kongresu, który szukał „pod każdym kamieniem”, aby wyeliminować Srebrne Koszule, przekręty pewnie nie zostałyby odkryte. W 1942 r., kiedy USA przystąpiły do II Wojny Światowej, Pelley został oskarżony przez rząd. Ława przysięgłych złożona z białych, mieszczańskich biznesmenów i rolników z Indiany uznała go winnym. W więzieniu przebywa do 1950 r. Warunkiem wyjścia na wolność było powstrzymanie się od publikowania materiałów antysemickich. A przecież przez większą część życia Pelley zajmował się głównie kwestią żydowską. Kontynuował też niestety swoje ezoteryczne poszukiwania. Spopularyzował ufologię oraz badania nad przekazami o epokach duchowych zawartymi w egipskich piramidach. Interesował się także kalendarzem Majów, wskazując na koniec świata w 2012 roku. Popularność tej idiotycznej koncepcji jest pokłosiem pomysłów Pelleya. Zmarł on w 1965 roku. Jedna z jego córek kontynuowała jego pseudoduchową pracę przez wiele lat. Ruch New Age wiele zawdzięcza założycielowi Srebrnych Koszul. Skąd się brała ta jego predylekcja do magii i przesądów? Wiele poglądów Pelleya można przypisać jego etnicznemu pochodzeniu. Amerykanie mający rodzinne korzenie w radykalnych angielskich sektach protestanckich, które przybyły do Nowej Anglii w latach 1620-1660, kontynuowali często zainteresowania ezoteryzmem i spirytyzmem. Historyk David Hackett Fischer nazywa to „obsesją na punkcie czarów”. Może gdyby był katolikiem byłby bardziej odporny na fałszywe objawienia. Warto też pamiętać, kreśląc sylwetkę Pelleya i tło jego działań, że jednym z głównych konfliktów etnicznych tego czasu w Ameryce był spór pomiędzy białymi protestantami a Żydami. Pelley był pierwszym Amerykaninem, który naprawdę rzucił wyzwanie żydowskiej potędze. Jego odwaga była po prostu niesamowita. Pelley zdołał z powodzeniem przekazać swoje opinie sporej liczbie osób, bo miał świetne pióro. Jego czasopisma były profesjonalnie wydawane, wolne od błędów drukarskich czy pomyłek ortograficznych i stylistycznych. Pelley był także znakomitym mówcą. Mimo to nie zmienił on w sposób wystarczający klimatu metapolitycznego, ani nie wytworzył aż takiego klimatu kulturowego, aby uświadomić społeczeństwu amerykańskiemu, jak wielki jest żydowski wpływ na społeczeństwo w krytycznej dekadzie lat trzydziestych. Autor recenzji biografii Pelleya zwraca uwagę jak potężnym wrogiem są Żydzi. Tylko Rzymianie, Hiszpanie i Portugalczycy były mocarstwami, które naprawdę i na długi okres pokonały Żydów. Żydowscy przeciwnicy Pelleya rzeczywiście byli mocarni i kompetentni. Byli w stanie uwięzić tego wybitnego przywódcę i ograniczyć jego prawa do Pierwszej Poprawki po wyjściu z więzienia. Zakneblowali mu usta. Mając to na uwadze, jeśli ktoś prowadzi podobną krucjatę, polegającą na podnoszenie świadomości w kwestii żydowskiej, musi dbać o standardy postępowania w życiu prywatnym i zawodowym, musi być jak żona Cezara. (Ja taką osobą nie jestem, stąd jestem łatwym celem dla wrogów. Mimo to nie uchylam się od walki.) Pelley i wielu jego wyznawców z ruchu Srebrnych Koszul nie ustrzegli się błędów, nie byli krystalicznie uczciwi. Williama Dudley Pelleya należy uważać za jednego z pierwszych amerykańskich proroków, który wskazywał na rosnącą żydowską kontrolę rządu USA i amerykańskiego społeczeństwa na początku XX wieku. Krucjata Pelleya miała miejsce w czasach, gdy Amerykanie w większości sympatyzowali z racjami żydowskimi w Europie i w Palestynie. „Większość proroków nie idzie z nurtem swojego czasu i jest ignorowana, więziona, a nawet mordowana. Dopiero później ludzie dostrzegają ich mądrość.” –ocenia autor recenzji jego biografii. Bardzo ciekawy wydał mi się fragment dotyczący ruchu #metoo z 2017. W ocenie CF Robinsona ma on charakter „Pelley’owski”. Ja zwracałem na to uwagę w swoich pogłębionych analizach, mimo że bezpośrednio nie nawiązywałem do publicystyki Pelleya. W latach 30-tych, świeżo po zakończeniu dziesięcioletniej pracy w Hollywood, Pelley ostrzegał publiczność przed żydowskimi potentatami filmowymi, nadużywającymi aryjskich kobiet. Jego ostrzeżenia zostały zignorowane. Dzisiaj, dzięki ruchowi #metoo, jeden Żyd za drugim stracił pracę lub ucierpiał w jakiś sposób za seksualne gwałty. W tym postępowaniu nie tyle chodzi o seks, ile o poczucie władzy. Niemniej jednak żydowska moc i przemoc wciąż są przepotężne. Śmiertelnie raniona potęga-bestia może działać bardzo gwałtownie i skutecznie na koniec atakować swych wrogów. Niezależnie od tego, krucjata Williama Dudleya Pelleya jest warta nauki. Złamany za życia, może po swej śmierci pomóc przełamać żydowski monopol. A jeśli chodzi o Miss America 1945, Bess Myerson, która tak „dzielnie” stawiała czoła „nienawiści”? Jej życie osobiste było serią toksycznych związków i rozwodów. W latach osiemdziesiątych została ujawniona jako oszustka i już nigdy nie odzyskała swojej dobrej reputacji. Mam nadzieję, że to alegoria ostatecznej klęski moralnej i politycznej polakożerczej żydowskiej armii.

  2. m

    3 lutego 2018 at 19:18

    Mówię więc wprost, nie bawię się w bojaźliwy język ezopowych zagadek, nie klękam przed polityczną poprawnością: Polacy, jesteśmy na wojnie! Jesteśmy na wojnie z Żydami! Nie pierwszy raz w naszej historii. Ryzykując przesadną wzniosłością, dodam: jesteśmy na wojnie z Żydami być może już po raz ostatni. Stawką tej śmiertelnie groźnej batalii być może nie będzie totalna fizyczna Zagłada naszego narodu. Wierzę w to, że czasy rozbiorów Rzeczypospolitej i epoka holocaustów (ormiańskiego, żydowskiego, kambodżańskiego) jest już za nami. Jednak zagrożenie nadal pozostaje śmiertelne. Możemy jako państwo znaleźć się w absolutnej izolacji, która wyczerpie całkowicie nasze siły cywilizacyjne, aż do anihilacji. Moim zdaniem należy to Polakom uświadamiać, pracować nad rozwojem narodowego ducha: dumy i walki.
    https://web.facebook.com/bogdan.zalewski.568/posts/875890472571394

  3. m

    3 lutego 2018 at 19:52

    Wiesław 52 IP dzisiaj 18:44
    Na razie trwa wojna informacyjna i Izrael ze względu na zaskoczenie wygrywa. Ale to dopiero początek. Nie maco też robić tragedii. To tylko próba wciągnięcia nas w tzw. „odszkodowania”. Gdy damy się wciągnąć i zobowiążemy do wypłat, to dwa a może trzy pokolenia Polaków będą musiały ciężko pracować tylko na spłaty. To byłaby eksterminacja narodu, gospodarki, kultury poprzez zablokowanie możliwości rozwoju. A jak Polska nie mogłaby spłacać wyznaczonych kwot, to braliby w naturze: lasy, fabryki, nieruchomości. Tego należy się bać. Jeśli obronimy nasze dobra, w oparciu o prawo międzynarodowe, to będziemy normalnie rozwijać się i po 20 latach edukacji o polskiej historii, świat będzie wiedział jaki mieć stosunek. Zapamiętajcie jedną rzecz. Wojna informacyjna jest tylko przygotowaniem do właściwych działań, tylko przygotowaniem. Także najgorsze jeszcze przed nami. I nie chodzi tu o PiS, PO, PSL, SLD. Walczymy o przetrwanie naszego kraju – Polski. Pan redaktor ma całkowitą rację.
    https://dorzeczy.pl/kraj/55095/Polacy-jestesmy-na-wojnie-z-Zydami-Dziennikarz-RMF-FM-zawieszony-za-wpis-na-Facebooku.html

  4. klioes vel pislamista

    3 lutego 2018 at 21:33

    Nowa wersja do rozsyłania sms-ami:

    Żydowskie obozy śmierci

    Kto był w nich? Oraz kto cyklon B
    Zsyntetyzował? Niech świat to wie!
    A Reinhard Heydrich i Hitler sam…
    Co genetyka dziś mówi nam?
    Na Umschlagplatzu, kto ziomków bił,
    I do obozów ich pchał co sił?
    I komu stało się głównie zło?
    Żydom!… ŻYDOWSKIE obozy są!!!
    *
    Naftaly Frenkel z NKWD
    Kim był? Niech także świat o tym wie!…


    Polska w pilnej potrzebie, ślijcie e-maile!!!
    http://prawy.pl/65192-walcz-z-aktem-447-i-wyslij-list-do-amerykanskich-kongresmenow/#comment-6440176

  5. prawo

    3 lutego 2018 at 23:49

    O co tak naprawdę chodzi. Chodzi o zamach na największą z największych świętości! Polacy chcą być jak Żydzi, nie jak zwierzaki-goje! Stwierdzili, że chcą im zabrać HOLOKAUST! O to chodzi. Polacy chcą tego samego, co żydzi i nie chcą cicho siedzieć. Taki jest powód „agresji”, która jest skoordynowaną odpowiedzią na próbę ustawiania się na tym samym piedestale, gdzie stoi naród wybrany. Tego żydzi nie mogą wprost znieść i dlatego im puściły nerwy i zwieracze.
    I powtórzę: ekshumację w Jedwabnem zacząłbym już, w piątek, 2 lutego A.D. 2018. Prof. Szwgrzyk dostałby polecenie, aby zacząć NATYCHMIAST!
    Poza tym natychmiast zawarłbym jakąś poważną umowę z Chińczykami, żeby pokazać USA, że nie są jedyni na tym świecie. I tyle w tym temacie.

    Co do kary śmierci to Niemcy wprowadzili na terenie podbitej Polski karę śmierci za pomoc żydom w latach IIWŚ ponieważ wiedzieli, że Polacy będą im pomagać. Chodziło o odstraszenie od niesienia pomocy. To był powód.

  6. WJTK

    6 lutego 2018 at 01:50

    Bardzo nieufnie odbieram tę „muzyczną opowieść” pana Rudolfa (pod tytułem „Eine kleine Nachtmusik”), kreującego się na obozową ofiarę Auschwitz. Myślę, że gdyby dziś wysłuchać wszystkich folksdojczów i kapowców to brzmiałyby bardzo podobnie. Ta jego antyniemiecka konspiracyjna działalność w polskim ruchu oporu, w wyniku której nastąpiły aresztowania (prawdopodobnie i śmierci), w pierwszej kolejności jego dowódcy, moim zdaniem jest bardzo podejrzana. A rzucenie przez pana Rudolfa pomówienia, że to właśnie polski dowódca mógł być agentem niemieckim jest bardzo dziwna, tym bardziej, że Rudolf podobno też był aresztowany i nawet groziła mu kara śmierci, ale dzięki siostrze, niemal natychmiast po „procesie” wyjechał do Auschwitz by tam muzycznie zagrzewać do roboty więźniów i umilać wolne chwile esesmanom w atmosferze mdłego zapachu palonych ciał. Ciekawe, że pan Rudolf, z dokładnością księgowego podaje dużo szczegółowych informacji, nawet sprzed jego pobytu w obozie, w tym nazwiska poszczególnych kapelmistrzów. Jakoś tylko nie wspomina czy korzystał z miejscowego burdelu, bo przecież takowy tam też był, bodajże w baraku nr 8. Tymczasem w czasie jego pobytu Niemcy puścili z dymem milion osób. Pan Rudolf na szczęście, tuż przed wkroczeniem sowietów musiał opuścić obóz, by po strasznej tułaczce dotrzeć aż do Monachium i następnie wylądować w Ameryce i jak powiada „dla niego był to szczególnie dziwny zbieg okoliczności”

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra