Polskość

Agentura GRU. Zasady z czasów ZSRR aktualne i dziś w Polsce

Choć rozwija się technika, to rosyjska imperialistyczna geopolityka i pragmatyka działań rosyjskiego wywiadu nie zmienia się od czasów ZSRR. Dlatego też warto poznać podstawy rzemiosła wywiadu wojskowego GRU z czasów sowieckich, bo na podobnych zasadach działa on i współcześnie w Polsce. Wiedzę o rosyjskich szpiegach przybliża polskiemu czytelnikowi wydana nakładem wydawnictwa Rebis najnowsza książka Wiktora Suworowa „Szpieg, czyli podstawy szpiegowskiego fachu”.

Według sowieckiej nomenklatury agentem jest cudzoziemiec pracujący w swoim kraju dla sowieckiego wywiadu. Agent nie musi tylko zajmować się zdobywaniem informacji. Może wykonywać też inne zadania, np. zlecone przez swoich przełożonych w Moskwie lub propagandę (tak, jak to robili i robią niektórzy przedstawiciele środowisk prorosyjskich w Polsce).

Najbezpieczniejsze było dla szpiegów  werbowanie w danym kraju nie jego obywateli, ale cudzoziemców z innych krajów zachodnich (np. współcześnie polskich emigrantów w krajach zachodnich). Agenci często pracowali w ramach grup agenturalnych, których tylko kierownik kontaktował się z szpiegiem. Często grupę agenturalną łączyły związki rodzinne. „Samodzielnie działający agenci, niezwiązani z rezydenturą i grupami agenturalnymi, utrzymywali łączność tylko z Moskwą”.

„GRU zawsze preferowało werbowanie jako źródeł informacji ludzi, którzy zajmowali stosunkowo niewysokie, „pomocnicze” stanowiska (posiadających przy tym dostęp do pożądanych informacji, a nie ich przełożonych”). W zainteresowaniu radzieckiego wywiadu wojskowego były „maszynistki, referenci, operatorzy kopiarek, szyfranci, kurierzy dyplomatyczni, operatorzy komputerów, łącznościowcy”.

W dyspozycji GRU była też agentura bojowa specjalnego znaczenia, składająca się z Rosjan i cudzoziemców. Jej celem było prowadzenie walki „narodowowyzwoleńczej” w Azji, Afryce i Ameryce Południowej, dokonywanie zabójstw oraz aktów terroru.

Agentura zabezpieczająca i pomocnicza składała się z: właścicieli lokali konspiracyjnych (mieszkań i innych pomieszczeń służących szpiegom jako kryjówki, magazyny, punkty charakteryzacji), prowadzących szeroką korespondencję i mieszkających w neutralnych państwach właścicieli adresów konspiracyjnych (którzy odbierali i przekazywało dalej korespondencję), właścicieli telefonów konspiracyjnych, właścicieli punktów przesyłowych (przekazujących materiały od agentów do szpiegów, by agenci i szpiedzy nie mieli  ze sobą styczności), pracujących zazwyczaj dla nielegałów agentów legalizatorów (zatrudnionych w administracji, polityce, w związkach wyznaniowych i dzięki temu mających możliwość dokonywania zmian w dokumentach i rejestrach, fałszowania oraz legalizowania sfałszowanych dokumentów), agentów zdobywających dokumenty legalizacyjne i dostarczających je szpiegom (wywiad interesowały formularze, wzory druków i paszportów, pieczątki, puste paszporty).

Część dokumentów znajdujących się w dyspozycji GRU pochodziła z kradzieży, część od fałszerzy, a część  – była kupowana od cudzoziemców, którzy potem w swoich placówkach dyplomatycznych zgłaszali zaginiecie tych dokumentów.  Pracujący w instytucjach państwowych na zlecenie wywiady dokonywali zlecone czynności na granicach czy w urzędach. Agenci kurierzy (kierowcy, obsługa pociągów i statków) przez wiele krajów tranzytowych przewozili na zlecenie szpiegów zdobyte materiały.

W działaniach sowieckich szpiegów najbardziej przeszkadzał wywiad Wielkiej Brytanii, Francji, RFN, Belgii, Holandii, najmniej Finlandii, Irlandii i Austrii. Szpiegom sowieckim na Zachodzie pomagali członkowie towarzystw przyjaźni z ZSRR (dziś jawne środowiska prorosyjskie w Polsce). Sowieci między sobą nimi gardzili i bardziej szanowali agentów działających za pieniądze.

„Werbunek oznaczał zmuszenie (przekonanie, nakłonienie, zachęcenie) drugiej osoby, żeby zrobiła to, czego od niej oczekujemy”. Dla służb każdy agent jest użyteczny. Najważniejsze było dla GRU zdobywanie informacji. Kiedy agent przekazał już wszelkie informacje jakie mógł zdobyć, wykorzystywany był do werbowania kolejnych agentów, jako kierownik grupy agenturalnej, albo agent zabezpieczający”. Przed pozyskaniem agenta GRU rozpracowywało wszystkich pracowników interesującej instytucji. By móc rozpracowywać jak najwięcej osób szpiedzy musieli nieustanie poznawać nowych ludzi.

Kandydat na agenta musiał mieć: potencjał agenturalny (czyli możliwość dotarcia do interesujących danych), motyw do współpracy (niezadowolenie z władzy, motywy polityczne, kłopoty finansowe czy osobiste), pozytywny stosunek do komunizmu. Służba zbierała wszelkie informacje o kandydacie na agenta, pogłębiała motywy, które mogły skłonić go do współpracy (jak miał problemy finansowe to służba je zwiększała). Takie typowanie trwało ponad rok.

By zwerbować agenta trzeba było go przekonać, że werbujący jest dla niego bratnim duchem. Potrzeba akceptacji jest jedna z podstawowych potrzeb człowieka, „każdy człowiek ma problemy i niezaspokojone potrzeby, należy je odkryć”. Werbujący musi poznać, tą dziedzinę, która pasjonuje agenta by się z nim zaprzyjaźnić. „Werbowanie odbywa się na dwa sposoby, złożenie propozycji wprost i stopniowe angażowanie”, które jest częstsze. Stopniowe angażowanie jest tak przeprowadzane, by znajomi i rodzina agenta nie dostrzegli, że jest on angażowany, a on sam dostawał coraz trudniejsze zadania, płatne coraz hojniej. Gdy agent już jest całkowicie zaangażowany proponuje się mu współpracę oraz jednoznacznie ogranicza wypłaty.

Na Zachodzie sowiecki wywiad  kupował od właścicieli prywatnych film technologię objętą embargiem płacą za nią kilkadziesiąt razy więcej niż rynek. Po jednokrotnym hojnym zakupie GRU szantażowało producenta i kolejne urządzenia objęte zakazem wywozu do sowietów kupowało po zaniżonych cenach. Z czasem szantażowany szef prywatnej firmy miał werbował dla sowietów kolejnych agentów.

Motywy ideologiczne kierujące agentem nie były ważne, mogły być różnorakie. Ważne, by były silne (np. obecnie Rosjanie w Polsce werbują prawicowców nie podkreślając – jak sami wierzą – wyższości cywilizacji rosyjskiej, tylko potrzebę obrony cywilizacji Zachodu, przez Rosjan znienawidzonej). Fanatyków „łatwo się werbuje, łatwo się z nimi współpracuje, można na nich polegać i wykorzystywać ich dla swoich celów”. Nielegałowie nigdy nie działali w imieniu ZSRR, werbowali agentów rzekomo dla przedstawicieli tej ideologii czy narodu, którą reprezentował werbowany (udając prawicowców, antykomunistów, czy narodowców).

Szantaż w werbunku był niemile widziany, bo to nieskuteczna oraz niebezpieczna metoda, skuteczna tylko wobec słabych, którzy są mało interesujący dla służb. Agent efektywny, to taki agent, który jest zadowolony, że donosi. Jednak z powodów bezpieczeństwa sowieci nie chcieli współpracować z osobą, która sama się do nich zgłaszała.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

4 komentarze

4 Komentarzy

  1. jok

    17 lutego 2018 at 17:39

    A kiedy wznowienie książki Voctora Ostrovsky’ego „Wyznanie szpiega”, wydanej chyba na początku lat 90-ch?
    Nie wiem co kierowało wydawcą, czy chęć „otwarcia oczu” czytelnikom na działania mossadu, czy raczej wydanie fajnej, sensacyjnej książki o skutecznym wywiadzie „nowego sojusznika”. W każdym bądź razie nie wykluczam tego drugiego. Czyli bez wiekszych podtekstów. Tak mi się wydaje, że mimo „bezkonkurencyjności” gw, jeszcze nie wszyscy czuli/byli nastawieni, że są tematy w zakresie „których należy siedzieć cicho”. Dziś wydanie tej książki – jak sądzę – byłoby swego rodzaju wydarzeniem, może nie aż tak, że świadczącym o odwadze, ale „politycznym”. Szczególnie jeśli wydawnictwo nie byłoby jakieś z tych najmniejszych i potrafiło się przebić do większych księgarni….
    Trzeba przypomnieć, że książka pokazywała dość szczegółowo korzystanie przez mossad z usług tzw. diaspory ż-skiej. I raczej nie było to sporadyczne ani realizowane z małym zaangażowaniem – o ile pamiętam.
    Tak mi się jakoś zdaje, że ten wywiad dziś ma nieco silniejszą pozycję nad Wisłą niż gru czy kgb (pod zmienioną nazwą). Czy ktoś wznowi książkę? Albo wznowi – w zauważalny sposób?

  2. warszawiANKA

    17 lutego 2018 at 20:32

    Panie Bodakowski sugeruję udać się na korki z języka polskiego, bo to jest żenujące, iż osoba, która mieni się patriotą nie potrafi dobrze pisać w języku ojczystym. Jakim cudem uzyskał Pan tytuł magistra???

  3. Qiu Qiu Online

    18 lutego 2018 at 09:00

    sehat selalu ya

  4. Pingback: c3wm54no7tebcomvvnwecttv54t

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra