Z kraju

Konferencja „Pomocniczość czy etatyzm. Państwo wobec rodziny i jej autonomii”

Chociaż autonomię rodzinie gwarantuje Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej (art. 18. i 48.), to jest ona dzisiaj wielokrotnie naruszana przez państwo. Powodem jest dwojakie rozumienie roli państwa przez osoby i instytucje decydujące o losach rodziny – nie tylko prawników i sędziów, ale także biegłych psychologów i pedagogów i in. Ich współpraca budzi wiele emocji – niemniej było ich podczas dyskusji na III Ogólnopolskiej Konferencji „Pomocniczość czy etatyzm. Państwo wobec rodziny i jej autonomii”, która odbyła się 16 lutego na Uniwersytecie Warszawskim pod patronatem Katedry Socjologii Prawa oraz Instytutu Ordo Iuris.

Dlaczego zajęliśmy się tym tematem? W dużej mierze jest to fundamentalna i podstawowa działalność Instytutu Ordo Iuris, który przeprowadza każdego roku ponad 150 postępowań w sprawach rodzinnych. I zawsze są to postępowania, w których istnieje ryzyko rozbicia rodziny, interwencji w strukturę rodziny. Nie zawsze te postępowania są bezzasadne, ale zawsze, gdy kończymy asystowanie rodzinie, nie ma już potrzeby ingerencji w jej autonomię. Jest to świadectwem tego, że procedura, która teraz obowiązuje, jest wadliwa. ­– powiedział otwierający konferencję adw. Jerzy Kwaśniewski, Prezes Instytutu Ordo Iuris.

Debatę konferencyjną zainicjował panel teoretyczny. Otworzyło go wystąpienie prof. Aleksandra Stępkowskiego z Katedry Socjologii Prawa, Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, który mówił o autonomii rodziny przyznanej jej przez polską Konstytucję oraz prawodawstwo. Szczególnie zaś zwrócił uwagę na usytuowanie polityki rodzinnej w obszarze ubóstwa, mylenie polityki rodzinnej z pomocą socjalną państwa – przez sytuowanie w tym obszarze np. rodzin wielodzietnych, które powinny być kluczowym elementem polityki rodzinnej państwa.

Na potrzebę uporządkowania polskiego prawa rodzinnego zwrócił uwagę prof. Tadeusz Jasudowicz (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu). Rodzina, jako fundament, powinna znajdować się w centrum zainteresowania twórców prawa. To ona jest podstawową komórką społeczną. Dziś za mało mówi się o godności i wartości rodziny, z których to niej wynikają wszystkie jej prawa. Są to kategorie słabo rozpoznane, tym bardziej dzisiaj, gdy od początku XXI wieku orzecznictwo sądów w precedensowych wyrokach wypacza właściwe rozumienie rodziny i małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.
Przemiany społeczne leżą także u narodzin etatyzmu – taką tezę zaprezentował słuchaczom prof. Jerzy Krzynówek z  Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Obecnie jesteśmy świadkami krystalizowania się nowego, ponowoczesnego modelu rodziny: partnerskiego. Jest to kolejny etap, po upadku modelu patriarchalnego, w którym głową rodziny był mężczyzna, oraz modelu egalitarnego, w którym funkcjonowała zasada równości małżonków (od początku XX wieku, gdy kobiety zaczęły zyskiwać prawa polityczne, po lata 70te, gdy w wielu krajach zaczęło to przekładać się na sferę prawa rodzinnego).
Rodzinę ponowoczesną charakteryzuje konflikt, niepewność relacji do świata, poszukiwanie wiedzy, czy zaspokajanie potrzeb na rynku, a nie w rodzinie. Jest to model wymagający troski, gdyż sił spajających go od wewnątrz jest coraz mniej. Stąd konieczność wsparcia z zewnątrz, np. sądu rozstrzygającego w sprawach spornych.

Ile państwa w rodzinie? – pytał prof. Marek Andrzejewski (Uniwersytet Szczeciński) w kolejnym wystąpieniu – Ile powinno go być? Ile jest? I czy to zbalansowanie jest rozsądne? Jest to pytanie aktualne i aktualne będzie zawsze. Od połowy lat 70. XX wieku w prawie pojawiły się przepisy dotyczące świadczeń socjalnych. Idea etatystyczna zderza się w polskim prawie z ideą pomocniczości, wprowadzoną do niego po 1989 roku. W moim odczuciu istnieje pilna potrzeba, żeby w sposób formalny ukształtować zasadę pomocniczości, aby się do niej nie odwoływać, jako do zasady filozofii, ale aby ją sformalizować, opisać i stosować. Dopóki nie jest ona sformalizowana, to być może wielu powołując się na zasadę pomocniczości, nie usamodzielnia, a uzależnia. – podsumował swoje wystąpienie prof. Andrzejewski, wzywając także do weryfikacji, czy świadczenie 500+ może być destrukcyjne dla funduszu alimentacyjnego.

W drugim panelu głos oddano praktykom. Pierwszą z nich była sędzia Ewa Rudnicka-Danielska, która zwróciła uwagę na rolę sędziego w sprawach o rozwód i wyraziła zaniepokojenie zbyt szybkim orzekaniem sądów w sprawach o rozwód. Sędzia stoi na straży trwałości i nierozerwalności małżeństwa, powinien zachować czujność i dogłębnie badać każdą sprawę, zanim orzeknie całkowity rozkład pożycia małżeńskiego. Nie jest zwolniony z odpowiedzialności nawet, gdy strony wnioskują o ograniczenie postępowania dowodowego. Gdy zaś rozkład pożycia jest całkowity, centralną kategorią powinno być wtedy dobro dziecka, które nie jest wyalienowane z rodziny, nie jest podmiotem autonomicznym. Wg sędzi Rudnickiej-Danielskiej kluczowa w sprawach o rozwód jest mediacja przed przystąpieniem do postępowania dowodowego, która jest w stanie zażegnać ok. 30-40% konfliktów.

Z ogromnymi emocjami spotkały się zaś trzy kolejne wystąpienia – adw. Olgierda Pankiewicza (Wrocław), dr. Krzysztofa Szczuckiego (Uniwersytet Warszawski) oraz adw. Jerzego Kwaśniewskiego, Prezesa Ordo Iuris. Dotknęły one miejsc styku prawa i nauk pomocniczych w orzekaniu wyroków sądowych, zwłaszcza psychologii i pedagogiki.

Mec. Pankiewicz skupił się na roli biegłych, zwłaszcza psychologów, w sprawach o ograniczenie władzy rodzicielskiej oraz rozwodowych, w których ich opinie są kluczowe. Zauważył, że próg interwencji sądu w sprawy wewnętrzne rodziny jest bardzo przesunięty, co jest niezgodne z Konstytucją. Funkcjonuje bowiem praktyka zadawania biegłym pytań sugerujących odpowiedź: czy jest zasadne umieszczenie dziecka w pieczy zastępczej? Czy rozwód byłby sprzeczny z dobrem dziecka? Co najbardziej niepokojące, bez odpowiedzi pozostają pytania o definicję pojęcia „dobra dziecka”. Często okazuje się, że pojęcie to definiowane jest przez pryzmat psychologii amerykańskiej po roku ’60. wg której władza w rodzinie nad dziećmi jest zła i opresyjna. Pozostaje to wprost w sprzeczności z polskim prawem. Pytania i wątpliwości prelegenta wywołały ożywioną dyskusję i polemikę.

Szerokim echem odbił się także referat dra Krzysztofa Szczuckiego nt. karnoprawnych aspektów karcenia małoletnich i pytania o status tzw. klapsa. Z jednej bowiem strony kodeks rodzinny i opiekuńczy zakazuje kar cielesnych. Natomiast doktryna prawa uważa go za jeden z „kontratypów zwyczaju karcenia małoletnich”. Kontratypami są okoliczności, w których czyn zabroniony nie jest traktowany jako przestępstwo – np. zabójstwo w obronie koniecznej. Z jednej strony prawo zakazuje kar cielesnych, z drugiej jego komentarze nie uznają np. klapsa za karę cielesną. Jest to tylko ilustracja pewnej niezgodności odnośnie interpretacji przepisu i pytanie jakie rodzaje karcenia są, a jakie nie są kontratypem.
Na problemy, które powstają na styku prawa i nauk towarzyszących zwrócił uwagę bardzo mocno mec. Jerzy Kwaśniewski. Oprócz niedoprecyzowanego pojęcia „dobra dziecka” funkcjonuje szereg innych pojęć, znajdujących się „w całkowitym nieładzie”, jak pojęcie wychowania, cały szereg pojęć związanych z przemocą (fizyczna, społeczna, kulturalna, ekonomiczna… etc.), pojęcie krzywdzenia, bicia, karcenia, przemocy psychicznej itd. Pojęcia te wywodzą się z różnych obszarów: psychologii, pedagogii, nauk społecznych, także z obszaru pomocy społecznej, włączane są do prawa karego.

Mec. Kwaśniewski opisując go mówił o „zamglonym obszarze niepewności” – z niego wywodzą się przesłanki do ograniczania prawa rodziny do wychowania dzieci. – Tam, gdzie pojęcia o bardzo ogólnym znaczeniu, wywodzące się z obszaru nauk społecznych mają charakter przesłanek ustawowych ograniczenia praw i wolności, tam powinniśmy dążyć do ich pełnej klarowności, jasności, dookreślenia i doprecyzowania. Trudno o tym mówić, bo mamy do czynienia z narastającym chaosem, który wdziera się w obszar stosowania norm prawnych, a to rodzi bardzo konkretne skutki np. dla praw rodzicielskich.

Doprecyzowania wymagają przede wszystkim pojęcia przemocy – czy każda przemoc jest działalnością bezprawną, czy istnieje tzw. „przemoc sprawiedliwa” np. w wychowaniu? Czym także jest wychowanie?
Dyskusję zamknął dr Błażej Kmieciak (Uniwersytet Medyczny w Łodzi, Koordynator Centrum Bioetyki Instytutu Ordo Iuris), przywołując przykłady spraw, w których styka się prawo, medycyna i rodzina – zwłaszcza gdy dotyczy to niepełnoletnich pacjentów. Konflikt i spór powstaje w momencie, gdy lekarz, nie mając zgody rodziców na leczenie, a widząc jego konieczność kieruje sprawę do sądu.  – Mamy tutaj istotę konfliktu – z jednej strony rodziców, a więc władzę rodzicielską, konstytucyjnie zagwarantowaną władzę matki i ojca, którzy są podstawowym gwarantem poszanowania praw dziecka, są oni także podstawowym gwarantem troski o jego zdrowie. A z drugiej strony troskę medyczną – troskę lekarza, który zobowiązany jest, na postawie przepisów ustawowych, do podjęcia interwencji w sytuacji, w której w sposób obiektywny obawia się o życie i zdrowie pacjenta. Dr Kmieciak postulował wprowadzenie instytucji mediacji medycznej na oddziałach, mogącej pomóc zażegnać większość pojawiających się konfliktów.

Trzeci panel, interdyscyplinarny, skupił się na perspektywie psychologów i pedagogów. Głos zabrali dr Szymon Grzelak, reprezentujący Instytut Profilaktyki Zintegrowanej, który podzielił się przykładami i badaniami ze swojej wieloletniej praktyki psychologicznej. Wynikało z nich, że rodzina pełni kluczową rolę w zapobieganiu wszelkim możliwym patologiom. Wynika z tego także, że państwo powinno nie tylko wspierać rodzinę, ale także szanować jej autonomię. Ingerencja w jej wewnętrzne sprawy powinna mieć miejsce przypadkach skrajnych i bardzo jasno określonych. Określenie granic tej ingerencji powinno mieć miejsce także w relacjach rodzice/rodzina a nauczyciele/szkoła, co podkreśliła w swoim referacie Anna Andrzejewska (socjolog, specjalista ds. problemów rodziny). Na warunek prawidłowego funkcjonowania tego systemu ma wpływ przede wszystkim współpraca rodziców i jednostek edukacyjnych. Do wdrożenia założeń polityki Family Mainstreaming jako realizacji zasady pomocniczości państwa jako odpowiedzi na niebezpieczeństwo, na które narażona jest rodzina wezwał zaś Marek Grabowski (Prezes Fundacji Mamy i Taty).

 

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

3 komentarze

3 Komentarzy

  1. Soroka

    25 lutego 2018 at 14:33

    Co tu mówić o rodzinie kiedy Polska jest w likwidacji!
    Właśnie jest oddawana przez rządzących Żydom.

  2. zbyszek

    25 lutego 2018 at 15:00

    Skad bierze sie okreslenie Lewactwo filozofujace w oderwaniu od realiow zycia?

    No ten art wyjasnia przecudnie!
    Dlaczego to jest z lewactwo?
    W Polsce 26 % mieszka w blokowiskach, ktore juz w tamtej dekadzie na biednej kiedys Litwie zostaly porzucone – kilka mln na emigracji – kilka w ogole nie ma mieszkan a milion splaty hipotek.
    Oczywiscie wg Z lewactwa z Z uniwersytetow to w ogole nie ma wplywu na rodzine. Alez oczywiscie dyskutowano o 500+ o alkoholizmie o trendach w psychologii – nie po to jest sie sedzia, aby dyskutowac o skutkach dla rodzin w stanie likwidacji spoldzielczosci mieszkaniowej – no przeciez po znajomosci ma sie kilka dzialeczek dla wlasnych dzieci – wystarczy na kilka pokolen – oczywiscie maja tez prac e sadzie i w windykacji zapewniona.

    Ale oczywiscie. ze w jednym maja racje: tradycyjny podzial rodziny na gostka zasuwajacego jak linoskoczek w Hiszpani razem z algierskimi robotnikami ale za pol ceny i zona probujaca przetrwac na wsi odcieta od szkolnictwa juz ginie wraz z likwidacja przyjmowania imigrantow i automatyzacja. Tak jak w Japonii i Korei Poludniowej konczy się zapotrzebowanie na tania, bo zabiedzona sile robocza.
    W koncu tej dyskusji będzie, ze zostana sami z krachem hipotecznym, firm, wysokimi cenami jak w Zach UE, wycinaniem tych nowych budynkow od Z developerow.
    Znowu będą mogli dyskutowac o zastapieniu rodziny jakims tworem kuzyn z kuzynem.
    Dodam, ze ten Z Lewacki rozum przypomnial mi pewnego kawalera co chciał się zenic, ale zona pracowala w Poznaniu w służbie zdrowia i on także” Mam mieszkanie, po babce, ale nie mam czym dojeżdżać a jak dojade to jestem już b. zmeczony”
    Mowimy mu, ze nie ma mieszkania – on ze ma.

  3. zbyszek

    25 lutego 2018 at 15:22

    Czy ci polscy, czy tez w Polsce lewacy nie moga pojac, zrozumiec, przyjac do siebie – czy tez w ich przypadku jakos inaczej okreslic zrozumienie, ze rezygnacja z przyjmowania imigracji z Afryki i Azji wymuszona polskim przykladem (slusznym) wiaze sie z likwidacji pracochlonnych galezi przemyslu – przemyslow nie poddajacych sie aztomatyzacji. Tym samym w tej dekadzie skonczy sie zapotrzebowanie na zewnetrznych pracownikow??
    Koszt zatrudniania zewnetrznych pracownikow i sciagania pieniedzy za pomoca inwestycji w np Aldi juz sie konczy z powodu niskich zarobkow w Polsce uniemozliwiajacych sciagniecie pieniedzy spowrotem bez negatywnego wplywu na gospodarke Polski a wiec dalsza obnizke zarobkow.

    Przeciez jestesmy na krawedzi przynaleznosci do UE jako zasobnik taniej sily roboczej. A to uniwersyteckie Lewactwo nie zada zmian, lecz dyskutuje udajac, ze nie widza iz topia sie razem z calym zadluzonym spoleczenstwem ponad PKB.
    Oni to sa kwiatki wyrosna wszedzie, ale na ruinach nie przetrwaja.
    Niech przypomna sobie Portugalie i Hiszpanie po wojnie – im UE duzo pomogla, gdyz zmielnil swoja mentalnosc.
    W Polsce nam zmieniaja sila mentalnosc z tej spoldzielczej wspolpracy (niejako w „Zamknietych Obiegach Finansowych” )ktora pomogla przetrwac zabory, wojny i ruska okupacje, bolszewickich lewakow.
    To jest decydujace dla polskiej rodziny a nie jakies trendy lewackie.
    Co z tego, ze sa te profesory, sedziowie, jak na te uniwersytety mlodziez bedzie plula przechodzac obok- niejako zwyczajowo.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra