Kościół

Bp Czaja: Jesteśmy u początku rozeznawania – rozmowa o pentekostalizmie i pentekostalizacji

Bardzo proszę, by mieć oczy szeroko otwarte, serce wrażliwe, ale nie podejrzliwe. (…) Przed nami trudne zadanie wypracowania jasnych kryteriów weryfikacji chrześcijańskiej tożsamości w różnych środowiskach i wspólnotach Kościoła w Polsce. (…) Nie przedkładajmy też własnych działań i pomysłów duszpasterskich ponad to, co jest nam wprost dane z niebios. Mam na myśli sakramenty święte – powiedział bp Andrzej Czaja, przewodniczący Komisji Nauki Wiary KEP w rozmowie z ks. Pawłem Rytel-Andrianikiem, rzecznikiem KEP o pentekostalizmie i pentekostalizacji.

Publikujemy całość rozmowy:

Ks. Paweł Rytel-Andrianik (BP KEP): Ksiądz biskup w jednej z konferencji nt. pentekostalizacji stwierdza: „To sytuacja, o której mówi Jezus w Ewangelii w obrazie kąkolu posianego na dobrym polu. Stąd nie chodzi o piętnowanie, ale odsłanianie tego co chore i o cierpliwe uzdrawianie; nazywanie schorzeń po imieniu, bez arbitralnego potępiania”. Żeby odróżnić kąkol od pszenicy, proszę powiedzieć czym jest pentekostalizacja, jak ją można zdefiniować?

Bp Andrzej Czaja: Aby zrozumieć to bardzo zróżnicowane zjawisko religijne trzeba uwzględnić szerszy jego kontekst i genezę. Stanowi je pentekostalizm – protestancki ruch religijny, który zrodził się na początku XX wieku w Stanach Zjednoczonych, w nurcie ewangelikalnego protestantyzmu. Ruch ten przyznaje centralne miejsce wydarzeniu Pięćdziesiątnicy, tajemnicy wylania Ducha Świętego na apostołów zgromadzonych w Jerozolimie; stąd nazwa: „ruch zielonoświątkowy”. Mówi się o „chrzcie w Duchu”, „drugim chrzcie” i początku nowego życia naznaczonego osobistym nawróceniem.

Zgodnie z zasadami chrześcijaństwa ewangelikalnego, pentekostalizm przyznaje centralne miejsce Biblii, preferuje ofiarniczą interpretację krzyża, podkreśla znaczenie osobistego nawrócenia. Znamionuje go akcentowanie skuteczności Bożego działania, objawionego w świecie przez cuda, uzdrowienia, mówienie językami i proroctwa. Nade wszystko wartościuje doświadczenie i emocje. Nieufny wobec racjonalnego podejścia do wiary, nie jest specjalnie zainteresowany refleksją teologiczną i nie dba o jej rozwój. Natomiast bliska mu jest perspektywa millenarystyczna. Mam na myśli oczekiwanie rychłego powrotu Chrystusa i przekonanie o bliskości nadejścia końca świata, które narzucają potrzebę świadectwa i silny prozelityzm.

Pentekostalizm nie jest zjednoczonym ani scentralizowanym ruchem. Charakteryzuje się wielką różnorodnością i ogromną zdolnością przystosowania się. Najczęściej mówi się o trzech falach jego rozwoju (pierwsza – do mniej więcej połowy XX wieku, druga – lata 60-70 XX wieku, trzecia – od lat 80. XX wieku), z których każda przyniosła powstanie wielu nowych wspólnot chrześcijańskich. Wspólnoty te wzięły i dalej zapożyczają elementy od tradycyjnych kultur i religii, dostosowują je do siebie, swoich założeń i potrzeb. Rozwijają się na trzy sposoby: jako ponadnarodowe „Mega-Kościoły”, jako swego rodzaju „Kościoły elektroniczne” (tzw. telewangelizm), a także w formie mnóstwa małych wspólnot, niekiedy mieszczących się w domach prywatnych.

Charakterystyczną cechą rozwoju trzeciej fali ruchu zielonoświątkowego, czyli współczesnego neopentekostalizmu jest mocne wyeksponowanie roli osobistego charyzmatu kaznodziei, założyciela lub „przywódcy” wspólnoty. Wskutek tego bywa, że lider doprowadza do nadania wspólnocie schizmatyckiego ukierunkowania i „wyjścia z protestantyzmu”, kiedy jego słowo dominuje nad tekstem biblijnym. Tak doszło do powstania i rozwoju wspólnot, które odbiegają od Ewangelii i jako takie nie mogą być uznane za chrześcijańskie; są zagrożeniem dla tożsamości wiernych poszczególnych Kościołów i wspólnot chrześcijańskich, także zielonoświątkowych.

BP KEP: Czym zatem jest pentekostalizacja?

– Dosłownie „pentekostalizacja” oznacza uzielonoświątkowienie chrześcijaństwa, a przyjęło się tym słowem wyrażać dwojaki proces. Po pierwsze, proces ciągłego powstawania i szybkiego rozwoju w świecie różnego rodzaju wspólnot neopentekostalnych, od których wielokroć odżegnują się wspólnoty zielonoświątkowe powstałe w pierwszej połowie XX wieku. Mówi się już dziś o liczbie co najmniej 600 milionów wyznawców Chrystusa w tej formie. Żyją przede wszystkim w Afryce, Korei Południowej, Chinach i Ameryce Łacińskiej.

U nas, niektóre z tego typu wspólnot są zgrupowane i przynależą do oficjalnie zarejestrowanych związków wyznaniowych, takich jak: Kościół Boży w Chrystusie, Zbór Stanowczych Chrześcijan, czy Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej.

Po drugie, przez pentekostalizację rozumie się swego rodzaju „inwazję” i przenikanie zdeformowanego pentekostalizmu w tradycyjne Kościoły chrześcijańskie. Mam na myśli proces, którego skutkiem mogą być i są różne formy deformacji tożsamości wiary członków i wspólnot tychże Kościołów, zarówno w sferze jej wyznawania, jak i praktykowania, na poziomie liturgii, duchowości, pobożności.

Nie chodzi tu zatem o platformę spotkania ze światem chrześcijaństwa ewangelikalno-pentekostalnego. Tego typu rzeczywistością jest Globalne Forum Chrześcijańskie. Angażuje się w nie Papieska Rada ds. Popierania Jedności Chrześcijan, z zamiarem rozwoju dialogu z tym światem i podejmowania wspólnych inicjatyw w różnych sferach życia, jak choćby przeciwdziałanie różnorakiej biedzie ludzkiej w świecie, czy prześladowaniom chrześcijan.

Tymczasem pentekostalizacja we wskazanym znaczeniu prowadzi do przekształcania i zafałszowywania wyznaniowej tożsamości poszczególnych wiernych i wspólnot w tradycyjnych Kościołach chrześcijańskich. Jako taka stanowi duże zagrożenie dla zdrowia i dobrego funkcjonowania tychże Kościołów. U źródła może być prozelityzm niektórych środowisk pseudo-chrześcijan neopentekostalnych, ale także brak solidnej formacji wiernych, nie wykluczając pasterzy. Bywa bowiem tak, że w dobrej wierze dla zdynamizowania życia parafii, czy wspólnoty i w odpowiedzi na potrzeby duchowe wiernych, dopuszcza się formy religijności nie do pogodzenia z naszą wyznaniową tożsamością.

BP KEP: Czy mógłby ksiądz biskup wskazać jakieś konkretne objawy i przejawy pentekostalizacji w naszej rzeczywistości Kościoła katolickiego w Polsce? Jak rozpoznać obecność tego procesu pośród nas?

– Mamy do czynienia z procesem, który jest bardzo trudny do uchwycenia i zdiagnozowania. Znamionuje go rozwój czegoś pośredniego między pszenicą a kąkolem. Niepostrzeżenie dochodzi do zmutowania tożsamości poszczególnych jednostek i konkretnych wspólnot w tradycyjnych Kościołach chrześcijańskich, a gorzkie tego owoce nie są nam jeszcze znane. Nie da się więc zastosować zasady: „po owocach poznacie ich” i wydać jednoznaczną opinię. Zadanie nie jest łatwe do wykonania nawet wówczas, gdy już widać zły wpływ przenikania zmutowanych treści do naszych serc i wspólnot.

Jest kilka fenomenów, dziwnych zjawisk oraz zachowań wiernych, których przenikanie w nasze wspólnoty i życie Kościoła katolickiego w Polsce budzi coraz większy niepokój. Rzecz jasna nie wszystko jest wyrazem, czy skutkiem procesu pentekostalizacji. Wiele trudnych następstw rodzi kryzys wiary i szeroka fala laicyzacji, także inne jeszcze wielorakie i szybkie przemiany społeczno-kulturowe.

Coraz bardziej niepokoją przeróżne praktyki nabożeństw, a nawet Mszy świętych z modlitwą o uzdrowienie, tudzież z modlitwą o uwolnienie od złego ducha, złych mocy, nawet w formie egzorcyzmowania, którego dokonuje się nieraz bez posiadania misji do tej posługi. Kongregacja Nauki Wiary wydała w 2000 roku instrukcję na temat modlitwy o uzdrowienie pt. Ardens felicitatis desiderium, celem uporządkowania sytuacji, już wówczas nabrzmiałej w niektórych środowiskach Kościoła katolickiego. Niestety dokument jest słabo znany i ciągle wielu prowadzących nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie postępuje po swojemu, według swego uznania, lekceważąc głos Magisterium Kościoła. Szczególnie eksponuje się cudowne uzdrowienia. Ogłasza się je bez weryfikacji ich prawdziwości. Temu towarzyszy narracja, w której nietrudno doszukać się elementów psychomanipulacji. Owocem jest nade wszystko silne przeżycie emocjonalne, które wiąże z daną wspólnotą i dokonującymi cudów, a niepostrzeżenie deformuje wiarę i obraz Boga w człowieku. Dochodzi do lekceważenia parafialnej liturgii i rozwoju niedowiarstwa w skuteczność łaski sakramentalnej. Trzeba dodawać szczególne modlitwy do Mszy św., czy do sakramentalnej formuły rozgrzeszenia, by były lepsze owoce, a wskutek tego sakramentalia zyskują na znaczeniu tak bardzo, że stają się ważniejsze od sakramentów.

U podstaw, czy w tle tego typu działań widać niebezpieczną tendencję do „robienia” chrześcijaństwa i sprowadzania go na poziom terapii, albo zaspokajania podstawowych ludzkich pragnień i potrzeb: zdrowia, szczęścia, przebaczenia. Zasadniczym narzędziem są nasze modły i samozwańcze dysponowanie boskimi zdolnościami. Wskutek tego eliminuje się coraz bardziej Boga i odniesienie do rzeczywistości nadprzyrodzonej, a to oznacza wynaturzenie, które papież Franciszek określa „duchowością bez Boga”.

Tu i tam w zgromadzeniach modlitewnych pojawiają się fenomeny i zachowania, których toksyczność (dla zdrowego rozwoju duchowego) nietrudno uchwycić na drodze zwykłego używania rozumu; weryfikuje je zdrowy rozsądek. Mam na myśli zwłaszcza tzw. Toronto Blessing, błogosławieństwo, które po raz pierwszy w 1994 roku stało się udziałem małej wspólnoty zielonoświątkowej w Toronto i które uznano za nowe wylanie Ducha Świętego. U nas pojawia się zazwyczaj w zgromadzeniach, którym przewodzą zapraszani pastorzy, misjonarze wspólnot neopentekostalnych. Na stronie Zwiedzeni.pl można przeczytać o ich poczynaniach.

Ludzie padają, mówią językami, wpadają w euforyczne stany śmiechu, płaczu, drżenia ciała, omdlewają, wykonują nietypowe ruchy i wydają różnego rodzaju dźwięki, w tym odgłosy zwierzęce.

BP KEP: Rozumiem, że Komisja Nauki Wiary KEP przygotuje i wyda jakieś orzeczenia czy opinie teologiczne, jak wcześniej na temat tzw. spowiedzi furtkowej, czy grzechu pokoleniowego i uzdrowienia międzypokoleniowego.

– Jesteśmy u początku rozeznawania tego bardzo złożonego zjawiska religijnego, jakim jest przenikanie w nasz Kościół, w niektóre nasze wspólnoty i środowiska, dziwnych zachowań, postaw, obrzędów, także nauczania, które są obce naszej duchowości i destrukcyjne dla tożsamości naszej wiary. Potrzeba rzetelnego rozeznania wszystkiego, także przyczyn szybkiego rozwoju tego procesu, wypracowania kryteriów oceny, solidnych diagnoz i opinii, aby z cierpliwością i skutecznie naprawić powstałe szkody, uporządkować i rozwinąć rzetelną formację duchową, wskazać drogi właściwego rozwoju konkretnych wspólnot. Chcę przy tym bardzo mocno podkreślić, że nie zamierzamy nikogo piętnować, ani stygmatyzować.

BP KEP: A co ksiądz biskup już teraz, na obecnym etapie diagnozowania pentekostalizacji chciałby powiedzieć naszym wiernym i duszpasterzom?

– Najpierw bardzo proszę, by mieć oczy szeroko otwarte, serce wrażliwe, ale nie podejrzliwe. Myślą przewodnią niech nam będą słowa Pana Jezusa: „uważajcie, czuwajcie”, które bynajmniej nie są wyzwaniem do rugowania, czy likwidowania wszystkiego, co nowe i nieznane. Gdy we wspólnocie pojawiają się słowa, postawy, zachowania, które rodzą obawy, niepokój w sercu, powinien o tym wiedzieć pasterz. Gdy trudniej rozeznać i zaradzić jakiejś biedzie dobrze jest zwrócić się do kompetentnego autorytetu. Stara zasada mówi, że w sytuacji pojawienia się wątpliwości nie powinniśmy działać.

Nie wolno lekceważyć ani głosu pasterza, gdy zgłasza zastrzeżenia, ani nauczania Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Szczególnie zalecam, zwłaszcza pasterzom i liderom grup i wspólnot, zapoznanie się z dwoma dokumentami Kongregacji Nauki Wiary: ze wspomnianą już instrukcją z 2000 roku na temat modlitwy o uzdrowienie pt. Ardens felicitatis desiderium oraz z Listem Iuvenescit Ecclesia na temat relacji między darami hierarchicznymi a charyzmatycznymi dla życia i misji Kościoła. Ten drugi, z 2016 roku, powstał w trosce o owocny i uporządkowany udział nowych zrzeszeń eklezjalnych w komunii i misji Kościoła.

Kongregacja mówi wyraźnie, że stanowią cenny wkład w odnowę życia i misyjnego zaangażowania Kościoła i dlatego tym bardziej powinniśmy się troszczyć o ich zdrowe funkcjonowanie, którego podstawą jest przynależenie wspólnoty do Kościoła lokalnego, posłuszeństwo pasterzom oraz misyjna otwartość.

Pierwszorzędna jest w tym dziele rola pasterzy-opiekunów poszczególnych wspólnot i grup kościelnych, nie tylko charyzmatycznych. Przede wszystkim pasterz nie może zaniedbywać odpowiedzialnego bycia w powierzonej mu wspólnocie, czyli towarzyszenia jej, formowania członków i rozeznawania tego wszystkiego, co składa się na jej życie i funkcjonowanie oraz ewangelizacyjną aktywność. Braki w formacji duchowej stanowią pierwszą przyczynę wielu deformacji wiary na poziomie duchowości, pobożności i świadectwa.

Wszyscy musimy uważać na wieloraki i nieraz bardzo zgubny wpływ dzisiejszej kultury, obcej chrześcijaństwu. Papież Franciszek przestrzega nas zwłaszcza przed rozwojem duchowej światowości w naszym życiu, która prowadzi do pielęgnowania dobrego samopoczucia i rozwoju duchowości bez Chrystusa. Bardzo niebezpieczne jest też absolutyzowanie prywatnych objawień i mieszanie doczesnego porządku z eschatycznym. Jezus nie obiecał nam łatwego życia na ziemi, wręcz zapowiadał prześladowania. Natomiast obiecał niebo. Błogosławieństwa Bożego nie wiążmy więc z ziemskim bogactwem, czy zdrowiem, z doczesnym szczęściem.

Nie przedkładajmy też własnych działań i pomysłów duszpasterskich ponad to, co jest nam wprost dane z niebios. Mam na myśli sakramenty święte. W żadnym środowisku Kościoła katolickiego nie można się godzić ani na lekceważenie czy deprecjonowanie życia sakramentalnego, ani na rozwój niedowiarstwa w skuteczność łaski sakramentalnej. Gdy chcemy być bardziej jeszcze napełnieni Duchem Świętym, pamiętajmy, że Eucharystia jako misterium uobecnienia Chrystusowej Paschy i Pięćdziesiątnicy, stwarza najlepszą możliwość ciągłego napełniania się Duchem Świętym. W adhortacji Ecclesia de Eucharistia (nr 17) św. Jan Paweł II przypomina, że w Komunii św. Pan Jezus daje nam swoje Ciało, Krew i Ducha. Podobnie w innych sakramentach Duch Święty jest nam dany i sam się udziela. Nie ma bardziej zobiektywizowanej i skutecznej formy przyjmowania Ducha Świętego. Naszym wielkim zadaniem – mam na myśli kapłanów – jest podnoszenie jakości celebrowania świętych sakramentów, aby w ten sposób pomóc wiernym otworzyć się i czerpać z Bożych tajemnic.

I jeszcze jedna, zasadnicza uwaga. Nie wiążmy zagrożenia pentekostalizacji wyłącznie ze środowiskiem odnowy charyzmatycznej. Nie można też podejrzewać każdej wspólnoty z tego środowiska o jakiś rodzaj deformacji i postulować, czy domagać się zastosowania wobec nich jakichś nadzwyczajnych środków ostrożności. Przed nami trudne zadanie wypracowania jasnych kryteriów weryfikacji chrześcijańskiej tożsamości w różnych środowiskach i wspólnotach Kościoła w Polsce. Bardzo więc proszę wszystkich kompetentnych w sprawie o otwarty dialog i współpracę.

Źródło: BP KEP

Fot. Pixabay

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

6 komentarzy

6 Komentarzy

  1. Piotrx

    7 marca 2018 at 19:13

    Rozłam – charyzmatyczna specjalność?
    https://rzymski-katolik.blogspot.com/2015/04/ks-andrzej-siemieniewski-rozam.html

    „….1. Czy Odnowa charyzmatyczna ma problemy?

    Każdy, kto rozejrzy się po mapie wyznaniowej naszego kraju, zauważy grupy, które kiedyś były katolickie, a od kilku lub kilkunastu lat nie są już katolickie, gdyż wystąpiły z Kościoła. Co ciekawe, chociaż takich grup jest dużo i są rozsiane po całej Polsce – od Wrocławia przez Warszawę, Kraków, Kielce, Kalisz, Nowy Sącz i wiele innych miejscowości po Szczecin i Gdynię – to zjawisko nie jest rozsiane równomiernie po wszystkich ruchach kościelnych w Polsce. Problem występowania z Kościoła jest skoncentrowany w jednym ruchu – i jest to niestety szeroko pojęty ruch odnowy charyzmatycznej.

    Charyzmaty są wielkim błogosławieństwem i ciągle trzeba nam wracać do Pierwszego Listu świętego Pawła do Koryntian, żeby odkrywać, jakim wielkim darem są dla budowania Kościoła. Trzeba jednak wracać do tego listu, żeby odkrywać również, iż obdarowanie charyzmatyczne jest rodzajem ryzyka ze strony Pana Boga. Bóg swój dar składa w ręce grzesznych ludzi, a grzeszni ludzie miewają pokusy. Często przyczyną takiej pokusy są trudności z trwaniem w jedności w Kościele. Ktoś, kto otrzymał nadzwyczajne dary duchowe jest podatny na pokusę, aby przebywać wyłącznie wśród ludzi podobnie obdarowanych.

    Dlatego trzeba rozmawiać o rozłamach w Odnowie charyzmatycznej i o trudnej jedności wśród charyzmatyków. Nie ma dzisiaj specjalnej potrzeby wygłaszania katechez na temat rozłamów podczas parafialnych rekolekcji, bo takich zjawisk w parafiach raczej nie ma. Nie ma naglącej potrzeby poruszania tematu rozłamów i odejść całych grup z Kościoła katolickiego w Neokatechumenacie albo w duszpasterstwach akademickich, albo wśród członków Akcji Katolickiej. Natomiast w środowisku Odnowy w Duchu Świętym – owszem, trzeba mówić o rozłamach: z takiego samego powodu, z jakiego temat ten poruszał św. Paweł lat prawie dwa tysiące temu w 1 Kor. Otóż nie jest to „problem katolicki” (w sensie: ogólnokatolicki) – jest to problem ruchu odnowy charyzmatycznej. Tak wyglądają realia wyznaniowe w Polsce ostatnich kilkunastu lat.

    Znamienne, że ludzie skądinąd bardzo zaangażowani i rozmodleni potrafią nie zauważać wymagań dotyczących dobra i zła spisanych w Piśmie Świętym. Spójrzmy na katalog grzechów z Listu do Galatów:
    „Jest rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą” (Ga 5,19-21).
    Bardzo często polski charyzmatyk jest nieświadomy istnienia takiego grzechu jak rozłam. Kiedy jego wzrok pada w Piśmie Świętym na słowo „rozłam”, kojarzy mu się ono raczej z problemem sprzed dwudziestu wieków, ale nie z czymś, z czym można się spotkać dziś. Nie trzeba daleko szukać, żeby wśród członków odnowy charyzmatycznej znaleźć ludzi, którzy dobrze się czują w gronie tych, którzy odeszli od Kościoła katolickiego, a nawet często razem z nimi świętują. Nie rozumieją, dlaczego nie mieliby świętować i chwalić Boga z tymi, którzy dokonali rozłamu i odeszli z Kościoła – bo przecież łączy ich charyzmatyczny sposób uwielbienia!

    Zróbmy sobie rachunek sumienia. Rozłam, jak wskazuje rozejrzenie się po panoramie wyznaniowej w Polsce ostatnich kilkunastu lat, jest niestety specjalnością charyzmatyczną. To jest zjawisko, które rzadko występuje poza odnową. Może zdarzyć się w Ruchu Światło-Życie (ale raczej wówczas, gdy dotarły tam specyficzne formy zachowań i modlitwy charyzmatycznej). Może zdarzyć się we wspólnotach niezrzeszonych w Koordynacji Ruchu Odnowy w Duchu Świętym (ale jeśli te wspólnoty praktykują duchowość charyzmatyczną). Poza tym środowiskiem taki grzech rzadko się zdarza. Jest to więc nasz problem, problem charyzmatyków, a więc to my powinniśmy się zabrać za jego rozwiązanie.

    Weźmy przykład Wrocławia: o ile przeciętny wrocławianin, który nie miał kontaktu z odnową charyzmatyczną, zapewne nawet nigdy nie słyszał o żadnych odejściach grup modlitewnych z Kościoła, o tyle wśród członków Odnowy jest inaczej. Wśród ludzi z odpowiednio długim stażem charyzmatycznym praktycznie wszyscy mają znajomych z dawnych lat, kolegów, przyjaciół, z którymi utrzymują kontakty koleżeńskie – ale już nie w jednym Kościele. Świadczy to o tym, że rozłam jest problemem charyzmatycznym. Aby być wiernym językowi biblijnemu, nie powinno się nawet określać tego jako problem charyzmatyków, lecz jako grzech charyzmatyków. W listach Apostoła Pawła próżno by szukać takich określeń, jak „problem”, „kłopot”, „zjawisko”, „fenomen”, „nurt”, „prąd” czy „trend”. Święty Paweł nazywał rzecz po imieniu: rozłam jest grzechem, a „ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą”.

    * * * * * * * * * * * * * * * * * * * ** * * *

    Poniżej załączono garść przykładów problemów środowiska odnowy charyzmatycznej w Polsce. Przy dalszej lekturze trzeba pamiętać, że w żadnym sensie nie jest to lista, spis ani wykaz takich problemów: są to tylko przykłady, jakie może zdobyć każdy, siedząc za biurkiem przy komputerze. Po obraz całościowy trzeba się zwrócić do kompetentnych osób zajmujących się Odnową charyzmatyczną na poziomie ogólnokrajowym…..

  2. Piotrx

    7 marca 2018 at 19:17

    cd…

    ..2. Od Bałtyku po gór szczyty…

    Gdynia

    Rozpoczynamy nasz przegląd od Gdyni. Oto co się tam wydarzyło 10 lat temu:
    „Kościół Chrześcijański „Nowe Przymierze” – wyodrębnił się po ostrym konflikcie liderów świeckich z hierarchią Kościoła katolickiego w 1995 r. […]. Liderzy postanowili zerwać swoją zależność od Kościoła i wraz ze swoimi zwolennikami opuścili jego struktury. Od tego czasu grupa nieprzerwanie działa na terenie Trójmiasta. Członkowie kościoła organizują chrześcijańskie festyny, imprezy w domach dziecka, w szpitalach dziecięcych, prowadzą działalność wśród młodzieży”[1].
    Kościół został zarejestrowany w 1996 r.[2].
    „[Zaproszony na początku lat dziewięćdziesiątych przez katolików w ramach współpracy z ruchem Młodzież z Misją] Jerry Dean pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. W Polsce mieszka od 11 lat. Założyciel „Misji Barnaba” [niekatolickiej organizacji w Gdyni], autor książek i nauczyciel słowa Bożego”[3].
    „Organizacja ekumeniczna „Barnaba” z Gdyni organizowała w różnych miejscach Polski spotkania, których szczytnym celem było zjednoczenie rozproszonych chrześcijan w Duchu Świętym niezależnie od wyznania. Czas pokazał, że wielu katolików poprzez te spotkania skłoniło się ku Kościołowi zielonoświątkowemu, a rzekomy ekumenizm okazał się prozelityzmem. Ofiarą tak pojętego „ekumenizmu” padła grupa z [dzielnicy Pabianic] Bugaju”[4].
    Kalisz

    Szczególnie interesujący jest przypadek Kalisza, a to ze względu na niezwykła liczbę ludzi, którzy odeszli od Kościoła katolickiego (początkowo podawano nawet liczbę 500 osób):
    „Kaliska wspólnota Odnowy w Duchu Świętym „Emmanuel” w czerwcu 1997 r. opuściła Kościół rzymskokatolicki”. Lider grupy od 1995 r. był etatowym pracownikiem Odnowy w Duchu Świętym[5]. Lider mówi: „Moje poglądy religijne zawsze różniły się od doktryny katolickiej, ale na początku nie wiedzieli o tym ani członkowie Odnowy, ani księża nią kierujący”[6].
    „Teraz [wspólnota] odprawia nabożeństwa w sali wynajmowanej od Kościoła zielonoświątkowego. Liczy blisko 500 osób. Zarejestrowała się [14 stycznia 1998 r.] w departamencie wyznań MSW jako Kościół Chrześcijański „Miecz Ducha”[7].
    Obecnie kongregacja liczy 352 członków, w spotkaniach zboru uczestniczy około 450 osób[8].
    „Miecz Ducha” reprezentuje nurt ruchu wiary związany z Ulfem Ekmanem z Upsali”[9].
    Kamienna Góra

    To przykład mniejszej miejscowości: odejścia od Kościoła zdarzają się nie tylko w metropoliach!

    Z grupy Odnowy w Duchu Świętym w Kamiennej Górze w połowie lat dziewięćdziesiątych doszło do dwóch odejść członków tej grupy: raz do Kościoła zielonoświątkowego, drugi raz założono „wolny kościół”. W końcu były duszpasterz grupy sam został pastorem Kościoła zielonoświątkowego[10].

    Kielce

    Przypadek kielecki jest szczególnie ważny ze względu na nadzwyczajną aktywność w następnych latach powstałej tam w 1992 roku grupy.
    „Od 1992 roku działa i ewangelizuje w Kielcach wspólnota religijna nosząca dziś nazwę „Wieczernik”. Członkowie tej wspólnoty odłączyli się od Kościoła katolickiego i pozostają poza Kościołem. Wyrośli ze wspólnoty modlitewnej Odnowy w Duchu Świętym. Wykorzystują istniejące struktury Kościoła. Wchodzą do wnętrza wspólnot modlitewnych i najbardziej aktywnych wprowadzają do swojej wspólnoty”[11].
    Jeden z liderów „Wieczernika”
    „przez wiele lat związany był z Ruchem Światło-Życie i Odnową w Duchu Świętym. Przez 12 lat był liderem wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Od samego początku istnienia Kościoła Chrześcijańskiego „Wieczernik” jest jego członkiem i współzałożycielem. Obecnie jest starszym Kościoła Chrześcijańskiego „Wieczernik” w Kielcach”[12].
    Koszalin

    Także w Koszalinie działa z wielką aktywnością wspólnota powstała wskutek odejścia od Kościoła Katolickiego:
    „Centrum Chrześcijańskie „Woda Życia” wyłoniło się z katolickiego ruchu oazowego przy kościele św. Krzyża w Koszalinie. Inicjatorem wyjścia z grupy z Kościoła katolickiego był obecny pastor wspólnoty”[13].
    A oto wrażenia z wizyty w Koszalinie:
    „[…] odwiedzamy w Koszalinie zaprzyjaźniony Kościół. Siedziba imponująca – w odremontowanym pofabrycznym baraku wspaniały kompleks konferencyjny. Sala na 200 osób ze sceną, księgarnia, bilard. Plus profesjonalny zespół muzyczny”[14].
    Kraków

    Dzisiejszy pastor niezależnego kościoła wolnych chrześcijan w Krakowie wyznaje:

    „Należałem do takiej właśnie grupy, która powstała w 1985 roku na bazie wspólnoty dominikańskiej. „Miriam” na początku była wspólnotą w pełni katolicką. Przeszła przez cztery różne parafie – kiedy była usuwana z jednej, szła do drugiej – aż do momentu, kiedy w 1991 roku wyszła z Kościoła katolickiego, bo nie mogła znaleźć opiekuna kościelnego.

    Gdy pada pytanie do pastora: „Czy kiedy wspólnota charyzmatyczna, do której Pan należał, znalazła się na zewnątrz Kościoła katolickiego, przekształciła się ona w obecny Kościół Jezusa Chrystusa?” – pastor wyjaśnia:
    „Rozeszła się w trzech kierunkach. Jedna grupa po latach wróciła do Kościoła katolickiego. Druga grupa przyłączyła się do Kościoła zielonoświątkowego. Trzecia to ta, w której jestem obecnie pastorem [Kościół Jezusa Chrystusa w Krakowie]”[15].
    Skutek duchowych przemian tego typu jest następujący:
    „Kościół Wiary z siedzibą w Krakowie (dawniej Kościół Jezusa Chrystusa, zarejestrowany w 1996) tworzy obecnie 7 zborów. Kościół ten zainicjowała grupa osób z Odnowy w Duchu Świętym, która w 1991 roku podjęła decyzję o wyjściu z Kościoła rzymskokatolickiego”[16].
    „Kościół Jezusa Pasterza” z Krakowa [należy do wspólnot], które poddane swoim „charyzmatycznym” liderom opuściły Kościół, by stworzyć własne, niezależne struktury organizacyjne oraz własną doktrynę wiary”[17].
    Kuźnia Raciborska

    Miejscowy duszpasterz katolicki wspomina:
    „Kiedy przyszedłem do Kuźni [w 1996 r.], świeży był u nas problem wystąpienia z Kościoła grupy parafian, którzy wcześniej należeli do wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Osoby te założyły własną grupę religijną i spotykają się do dziś. Jest to tragedia i wielka rana na naszej wspólnocie parafialnej, ale ona zmobilizowała nas do jeszcze intensywniejszej pracy duszpasterskiej, zwłaszcza z młodzieżą na terenie szkoły i parafii”[18].
    Kwidzyń

    Kwidzyń może reprezentować liczne mniejsze miejscowości, gdzie wydarzyły się odejścia od Kościoła katolickiego, których nikt na piśmie nie odnotował. Tu jednak można znaleźć notkę, w której opisano „Kościół w Kwidzynie [zarejestrowany w 1998 r.], którego twórcy wywodzili się z ruchu oazowego”[19].

    Lublin

    W Lublinie istnieje jedna z najstarszych wspólnot utworzona przez byłych katolików zaangażowanych w ruch odnowy Kościoła, którzy później opuścili swój Kościół:
    „Wspólnota Chrześcijańska „Pojednanie” ma swoje korzenie w Ruchu Światło-Życie, działającym od 1982 przy kościele akademickim w Lublinie. Animatorzy ruchu nawiązali kontakt z protestancką grupa misyjną Campus Crusade for Christ. […]
    W Polsce Campus został zarejestrowany jako Ruch Nowego Życia w 1992 r. Początkowo, nim uzyskał samodzielność legislacyjną, wspomagał działalność katolickiego Ruchu Światło-Życie”[20].
    „Zalążek Wspólnoty Chrześcijańskiej „Pojednanie” w Lublinie stanowiły osoby należące do Ruchu Światło-Życie działającego przy duszpasterstwie akademickim. W 1989 roku część grupy odeszła od Kościoła rzymskokatolickiego i założyła niezależną wspólnotę religijną [zarejestrowaną w 1991 r.]. W 1996 roku ze wspólnoty „Pojednanie” wyłonił się Kościół Nowego Przymierza”[21].
    Nowy Sącz

    W diecezji krakowskiej dochodziło do odejść nie tylko w stolicy diecezji:
    „Nowosądecka wspólnota Odnowy w Duchu Świętym „Filadelfia” […] w ciągu 20 lat istnienia przechodziła różne koleje – od entuzjastycznego rozwoju, gdy na spotkania modlitewne przychodziło ok. 400 osób, po bolesne doświadczenie rozłamu, gdy duża część grupy w 1992 r. odeszła do Kościoła zielonoświątkowego”[22].
    „Grupa „Nowe Jeruzalem” z Nowego Sącza [należy do wspólnot], które poddane swoim „charyzmatycznym” liderom opuściły Kościół, by stworzyć własne, niezależne struktury organizacyjne oraz własną doktrynę wiary”[23].
    Pabianice

    Przykład wspólnoty pabianickiej stał się ostatnio głośny, po tym jak trafił na łamy prasy ogólnopolskiej:
    „Chrześcijański Kościół „Dobra Nowina” – [został] zapoczątkowany przez ośmioosobową grupę wiernych z Pabianic, wywodzących się z Ruchu Światło-Życie oraz wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Grupa ta rozpoczęła działalność w roku 1993. […] Ostateczna rejestracja nastąpiła w 1997 roku. Obecnie grupa liczy około 50 osób”[24].
    „Pastor Mariusz – dziesięć lat temu jako młody kleryk prowadził przy pabianickiej parafii grupę oazową. Tuż przed święceniami zrzucił sutannę i odszedł z Kościoła katolickiego. Pociągnął za sobą całą grupę – ok. 30 osób. Część została z nim do dziś […]. Przez trzy lata przez „Dobrą Nowinę” przeszło ok. 100 osób. Zostało ok. 50 […]. Pabianicka „Dobra Nowina” współpracuje z bliźniaczymi [wspólnotami] w Kaliszu i Koszalinie”[25].
    Byli członkowie grupy wspominają:
    „25 marca 1992 r. założyliśmy grupę Odnowy w Duchu Świętym w Pabianicach, nadając jej nazwę „Zwiastowanie” […]; odbyło się pierwsze seminarium Odnowy w Pabianicach w październiku 1992 […]. Pojawił się [animator], który wyszedł z inicjatywą utworzenia grupy Odnowy na [pabianickim osiedlu] Bugaju w parafii p.w. Miłosierdzia Bożego. Nowa grupa szybko zdobyła popularność. Niektórzy chodzili równocześnie na dwa spotkania. Cała grupa uczestniczyła w spotkaniach Kościoła zielonoświątkowego bez żadnych konsultacji ze swoim proboszczem. To sprawiło, że fałszywy ekumenizm zniszczył katolicki charakter tej grupy. Zaczęło się od odrzucenia kultu obrazów, a później również dogmatów katolickich. Grupa coraz bardziej skłaniała się ku Kościołowi zielonoświątkowemu. […] Po latach założyli jeden z tzw. wolnych kościołów, któremu nadano nazwę Dobra Nowina”[26].

  3. Piotrx

    7 marca 2018 at 19:17

    cd..
    3. Kto pyta, nie błądzi

    Obok szczegółowych wspomnień lub obserwacji dotyczących odejść z Kościoła w konkretnej wspólnocie charyzmatycznej znaleźć można uwagi ogólniejsze, podsumowujące zjawiska typowe dla takich odejść z Kościoła katolickiego.

    a. Czy właściwie prowadziliśmy ekumenizm?
    „W [protestanckich] zborach ewangelikalnych i zielonoświątkowych można spotkać wiernych, którzy wcześniej byli katolikami i zetknęli się z RŚŻ [Ruchem Światło-Życie] lub nawet pełnili w nim funkcje animatorów. Brak jest dokładnych danych statystycznych, wiadomo jednak o przypadkach „dezercji” z katolicyzmu w Warszawie, Wrocławiu, Bielsku-Białej, Gliwicach, Krakowie, Lublinie i wielu innych ośrodkach. Obok pojedynczych konwersji zdarzały się też grupowe wystąpienia z Kościoła katolickiego. Znany jest kazus postoazowej grupy […] Lubelskie Stowarzyszenie Chrześcijańskie „Pojednanie”. Wydarzenia te rzucają jakiś cień na ekumenizm, który był realizowany w RSŻ”[46].
    b. Głosy duszpasterzy
    „Głos kościelnego asystenta szkoły ewangelizacji (Kraków 1982/83) oddaje klimat, jaki panował w RŚŻ [Ruchu Światło-Życie] wokół współpracy z ruchem CCC [Campus Crusade for Christ] […]: „Zwracam uwagę na pewne niebezpieczeństwa […]: całość przygotowanych przez [braci odłączonych] materiałów drukowanych, pogadanek, atmosfery, miała wydźwięk protestancki, w niektórych momentach obcych katolickiej tradycji. Mogło to powodować niepokój. Dla młodych zachłystujących się oryginalnością i nowością mogło to spowodować podświadomie nawet odrzucenie pewnych tradycji katolickich, np. form duchowości, modlitwy, przekazu wiary””[47].
    c. Niepokój wewnętrzny ruchu Odnowy w Duchu Świętym
    „Charyzmat w Kościele poddany jest posłudze pasterzy. Lekceważenie tej zasady przynosiło w przeszłości i przynosi współcześnie bolesne dla Kościoła skutki rozdarcia, odpadania grup i jednostek od jedności Kościoła”[48].
    „Zdarza się, że grupy Odnowy w Duchu Świętym powodują podziały i zamieszanie, stają się zarzewiem zgorszenia […]. Są też grupy, które już odpadły od Kościoła […]. Tworzenie własnej wizji „Kościoła otwartego”, ponadkonfesyjnego, dla wielu wspólnot stało się początkiem ich upadku. […] Krytykowanie Kościoła hierarchicznego (księży, biskupów, papieża), wprowadzanie indyferentyzmu religijnego, brak właściwej katechezy oraz uprawianie ekumenizmu „na własną rękę” zaprowadziło już kilka grup charyzmatycznych do zerwania więzi z lokalną wspólnotą parafialną, a co za tym idzie, z całym Kościołem.
    Przykładem takiego postępowania mogą być byłe grupy Odnowy, znane dziś jako wolne kościoły, do których należą m.in. Kościół Chrześcijański „Nowe Przymierze”, wspólnota „Wieczernik”, Apostolski Kościół Wolnych Chrześcijan „Kanaan”, Kościół Chrześcijański „Miecz Ducha” w Kaliszu, Wspólnota Chrześcijańska „Pojednanie” czy Chrześcijański Kościół „Dobra Nowina””[49].
    W Ruchu Odnowy w Duchu Świętym „wylicza się jeszcze jedno [zagrożenie]. Polega ono na odejściu od Kościoła katolickiego. Nie ma wprawdzie szczegółowych danych statystycznych co do osób, które opuściły Kościół katolicki. Przyznaje się jednak, że zjawisko takie istnieje”[50].

    d. Refleksje Ruchu Światło-Życie
    „Można nadto z bólem wykazać, że odejściom niektórych wspólnot najpierw z ruchu oazowego, a później nieraz nawet z Kościoła – towarzyszyła niechęć do czci maryjnej”[51].
    e. Spojrzenie z zewnątrz, spoza Kościoła katolickiego
    „Liczne zarejestrowane obecnie wspólnoty protestanckie to byłe wspólnoty ruchu Odnowy w Duchu Świętym. […] Choć biograficzne korzenie wielu liderów ewangelikalnych zborów tkwią w katolickiej Odnowie charyzmatycznej, to nie tylko ona jest „źródłem” dla nowych ewangelikalnych wspólnot. Wiele z nich działało aktywnie także w Ruchu Światło-Życie”[52].
    „Zaangażowani [w Ruch Światło-Życie i w ruch Odnowy w Duchu Świętym] katolicy często czytają ewangelikalną literaturę pobożnościową, przejmują często najnowsze nowinki religijne, o czym świadczy tło wielu z przytaczanych podziałów, jak i fakt, że odłączone wspólnoty katolickie znajdujemy wśród najnowszych przebudzeń ewangelikalnego świata (np. Toronto czy Ruch Wiary)”[53].
    „Choć ze środowiska oaz wywodzi się minimalna liczba konwersji (można mówić o liczbie od pięciuset do tysiąca „oazowiczów”, którzy przeszli na protestantyzm różnych konfesji), jednak zjawisko to potraktowane zostało jako kluczowy argument przeciwko kontynuacji związków z protestantami”[54].
    „Można by się spodziewać, że członkowie społeczności ewangelikalnych będą kształtować swoją tożsamość przez odwołanie się do tradycji protestanckiej. Okazuje się jednak, że znacznie częściej budują ją jedynie w oparciu o negację Kościoła katolickiego”[55].
    f. Próby uchwycenia dynamiki wydarzeń prowadzących do odejścia od Kościoła
    „Kilka osób pojechało na spotkanie „ekumeniczne” [do Gdańska]. Po kilku latach od tych wydarzeń, z perspektywy czasu widać zarówno pozytywne, jak i negatywne strony takiego ekumenizmu. Wiele osób z różnych katolickich grup Odnowy pod wpływem charyzmatyków pochodzących z tzw. wolnych kościołów lub zielonoświątkowców opuściło Kościół katolicki. W połowie lat 90. słynne były rozłamy i odejścia całych grup katolickiej Odnowy. Ci, którzy zostali, zrewidowali swoje poglądy i zrozumieli, że odnowa polega nie na protestantyzacji katolicyzmu, ale na odnowie, umocnieniu i pogłębieniu dziedzictwa wiary i Tradycji Kościoła”[56].
    „Powstałe podczas trzeciej fali przebudzenia także w naszym kraju nowe Kościoły charyzmatyczne zrzeszają najczęściej byłych gorliwych katolików, którzy odeszli z Kościoła pod wpływem natarczywej propagandy ukazującej katolicyzm jako niebiblijny. […] W mentalności tych ludzi opuszczenie Kościoła nie jest niczym dramatycznym ani nawet specjalnie niestosownym, odbierają to jak katolik zmianę parafii albo przejście z jednej wspólnoty przyparafialnej do innej. Uważają takie postępowanie za krok postępu na drodze duchowego rozwoju. Jeżeli macierzysty Kościół nie odpowiada już ich oczekiwaniom, zakładają sobie nowy! […] Ekumenizm odnosi się do wyznań powstałych setki lat temu i winni podziałów dawno już nie żyją. Jeśli jednak mamy do czynienia z grupami, które całkiem niedawno opuściły Kościół katolicki i beztrosko zgłaszają swój akces do kontaktów ekumenicznych, to słowo „ekumenizm” jest w tym przypadku dość niestosowne”[57].
    „Dostrzegłem, czemu służą tzw. konferencje ekumeniczne. Praktycznie są one adresowane (przynajmniej w Polsce) głównie do nawróconych, ale jeszcze niedojrzałych w wierze katolików (młodzież katolicka jest na takich spotkaniach większością). Te konferencje głoszą Jezusa, który żyje i uzdrawia, ale jednocześnie zaszczepiają nieufność wobec Kościoła, hierarchii, dogmatów i całego nauczania katolickiego. Zamiast umocnić, osłabiają więc gorliwość w pracy dla Kościoła. Młodzi, nie ugruntowani w wierze ludzie, oddalają się wówczas od nauczania Kościoła, od jego dogmatów, które są fundamentem ciągłości Kościoła, i zwracają się ku nauczaniu ludzi, za którymi nie stoi żaden duchowy autorytet”[58].
    „Niektórzy nawet zaczęli przezywać nas sektą w Kościele. [W 1993 r. ] coraz bardziej zaczęło nas niepokoić to, co dzieje z grupą. Matka jednej z dziewcząt przyszła z awanturą, że na spotkaniach naucza się, by zdejmowano obrazy itp. Stopniowo ujawniały się niekatolickie poglądy lidera i animatorów tej grupy […]. Nikt jednak nie zdobył się na wyraźny sprzeciw i upomnienie, gdy dało się jeszcze coś zaradzić. Późniejsze próby ugody nie przyniosły żadnych owoców”[59].
    „W Polsce „Odnowa w Duchu Świętym” oderwała od Kościoła w ciągu kilku lat prawie tysiąc młodych, pobożnych katolików, którzy z kolei poważyli się na szaleństwo utworzenia swojego własnego kościoła”[60].
    4. Czy ktoś wie dlaczego?

    Nie jest łatwą rzeczą stwierdzić, czy w ruchu Odnowy w Duchu Świętym tkwi coś, co sprzyja odchodzeniu niektórych uczestników od Kościoła katolickiego. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze, granice ruchu „odnowy charyzmatycznej” są często nieformalne, a więc płynne. Po drugie, wszędzie zdarzają się odejścia od Kościoła, więc dlaczego nie miałyby zdarzać się także wśród ludzi z Odnowy w Duchu Świętym?

    Najpierw więc powód pierwszy: odnowa charyzmatyczna rozpowszechniła się w Polsce początkowo głównie przez Ruch Światło-Życie. Do dzisiaj istnieją grupy oazowe o typowo charyzmatycznym sposobie modlitwy: w tym sensie też są w odnowie w Duchu Świętym. Są też charyzmatyczne zrzeszenia innego rodzaju, które także trzeba by zaliczyć do szeroko rozumianej odnowy.

    A teraz powód drugi: jeśli na przykład w Polsce mamy około dwustu tysięcy Świadków Jehowy, to znaczy, że jakiś ułamek procenta katolików tak czy inaczej odchodzi od Kościoła, a przecież trudno powiedzieć, by w samym Kościele tkwiło coś, co do tego zachęca. A jednak, chociaż ruch Odnowy w Duchu Świętym nie jest liczebnie specjalnie imponujący (liczy obecnie ok. 20 tys. osób zaangażowanych w grupach modlitewnych), to w tysiące można liczyć byłych katolików, którzy obecnie są członkami tzw. wolnych kościołów lub zborów zielonoświątkowych. Gdyby były charyzmatyk katolicki był tam, powiedzmy: jedną osobą na sto, cóż, problemu by nie było, to się zawsze może zdarzyć. Ale jeśli często w takim zborze większość stanowią byli członkowie katolickiej Odnowy charyzmatycznej, to rodzi się pytanie o przyczynę. Skoro byli charyzmatycy katoliccy bywają tam tak licznie nadreprezentowani, to może przyczyna tkwi w sposobie, w jaki odnowę charyzmatyczną przedstawiano im w ruchu Odnowy w Duchu Świętym albo w jaki ją praktycznie przeżywali?
    Powyższa garść przykładów wskazuje na to, że charyzmatycy katoliccy mają znacznie większe szanse znaleźć się w niekatolickim (a często wyraźnie antykatolickim) zborze niż przeciętny parafianin nie należący do ruchu charyzmatycznego. A przecież dodatkowo trzeba doliczyć jeszcze tych katolików-charyzmatyków, którzy nie utworzyli żadnych nowych zrzeszeń kościelnych, ale po prostu zasilili istniejące już wcześniej parafie zielonoświątkowe, baptystyczne i inne im podobne. W skali Polski liczba ta idzie w tysiące.

    Co więc robić? Oto jest pytanie. Mam nadzieję, że usłyszymy głosy naszych czytelników, którzy mają w tej sprawie wartościowe opinie…..

  4. Piotrx

    7 marca 2018 at 19:31

    Charyzmatycy
    http://www.antyk.org.pl/wiara/charyzmatycy.htm

    /fragment/

    Abp Robert J. Dwyer „Kilka gorzkich słów”

    Ruch charyzmatyczny jest nam obcy. Jak miał powiedzieć Joseph McKinney biskup pomocniczy Grand Rapids, hierarchia amerykańska, choć powstrzymując się od udzielenia oficjalnego błogosławieństwa, wyraża jednak zadowolenie z rozwoju ruchu charyzmatycznego. Chociaż jestem przedstawicielem tej hierarchii to jednak wcale mi się to nie podoba.

    Mówiąc do Was w liczbie mnogiej, otwarcie uważamy ten ruch za jeden z najbardziej niebezpiecznych trendów w Kościele w naszych czasach. Duchowo, jest on ściśle powiązany z innymi dzielącymi Kościół ruchami, które wyrządzają poważną szkodę dla jego jedności i niosą zgubę niezliczonym duszom. I wcale nie jesteśmy odosobnieni wśród biskupów, myśląc w ten sposób.

    Należy z naciskiem podkreślić, że nie istnieje podstawa do tego aby twierdzić, że biskupi wyrażają zadowolenie z rozwoju ruchu charyzmatycznego. Biskupi jako jedno ciało nigdy nie wypowiadali się w tej sprawie.

    Kiedy ruch ten zaczął się rozwijać w późnych latach 60-tych, problem ten został poddany pod osąd Komisji Teologicznej Rady Biskupów. W swoim czasie, jej przewodniczący, biskup Alexander Zaleski ujawnił, że Rada Biskupów, nie omawiając w ogóle kwestii udzielenia aprobaty temu ruchowi, zaleciła aby czekać i przyglądać mu się w duchu Gamaliela, dla stwierdzenia, czy jest on dziełem Boga.

    Rewolta

    Raport został przyjęty, po czym nie podejmowano żadnych innych działań w tej sprawie. Podkreślamy jeszcze raz z naciskiem, biskupi kolektywnie nie byli proszeni o wyrażenie swojej opinii na ten temat. Bez wątpienia są tacy, którzy z entuzjazmem popierają ten ruch. Są również tacy, którzy, nie wypowiadając swojej opinii, uważają go za szkodliwy i dzielący. Większość prawdopodobnie przyjmuje postawę czekać i przyglądać się.

    Powstaje pytanie, czy długo jeszcze będzie można zachowując wstrzemięźliwość i unikać wypowiadania swojego zdania, zwłaszcza przy coraz śmielszym rozwoju ruchu, który idzie dokładnie ta sama droga, co podobne tendencje istniejące w przeszłości i potępione przez Kościół.

    Ruch pentekostyczny1 nie jest niczym nowym. Rzecz jasna, nie pojawił się on od razu w pełni ukształtowany, nie wyskoczył z głowy Jowisza, na podobieństwo Ateny ( w tym przypadku głową Jowisza mógłby być Uniwersytet Duquesne w Pittsburghu w roku 1967 ). Nurt ten jest znacznie starszy od samego chrześcijaństwa, jest on immanentną tendencją wewnątrz każdej religii.

    Bardzo wyraźnie występował on u starożytnych Greków, w ich misteriach Eluzyjskich . Spokojny i rozważny lud uległ wówczas szaleństwu i dopuścił się najróżniejszych występków i niegodziwości. Wszystko co uczynił miało być wyrazem uwolnienia się od formalizmu oficjalnego kultu. Orgie miały się rzekomo kończyć częstymi przypadkami duchowych lub psychicznych uzdrowień.

    Podobnie braminizm miał i ma swoje aberracje, swoje okresy histerii, i chociaż wóz z podobizną Juggernauta nie przetacza się już po ciałach zwariowanych wyznawców, miażdżąc je na śmierć, to jednak szaleństwo w dalszym ciągu szuka tam dla siebie ujścia.

    Każdy badacz kultury Ameryki Łacińskiej, zarówno z okresu przed- jak i po-Kolumbijskiego, wie, jak znacząca rolę odgrywała euforia, jak różne, czasami przerażające były jej przejawy, gdzie wpływ szamana był zarazem szkodliwy i korzystny.

    Rozwój

    W historii chrześcijaństwa pojawienie się ruchu charyzmatycznego często powodowało utratę zdolności do trzeźwej oceny faktów. Przedstawiciele wczesnej Gnozy zawłaszczali sobie prawo do szczególnego, ezoterycznego rozumienia objawienia, lub też do pojmowania tego objawienia w jedynie słuszny sposób, który miał im zapewnić sam Bóg. Przekonanie o owym ekskluzywizmie było zresztą podstawą rozwoju pentekotystów. Ludzie ci przywykli do ulegania religijnemu podnieceniu, kulminującemu się w wynaturzeniach promowanych w III wieku przez Montana wspomaganego przez swoją podejrzaną towarzyszkę życia, tancerkę, która potrafiła omotać tego człowieka o umyśle na miarę Tertuliana.

    Zmarły kardynał Knox byłby chyba zadowolony gdyby żył; mógłby uzupełnić swoje opracowanie zatytułowane Euforia, niedokończone wskutek przedwczesnej śmierci. Z rozwagą i zaangażowaniem opisał tam najbardziej znamienne przykłady historyczne tego ruchu, bazując na średniowiecznych aberracjach Katarów i Albigensów, którzy byli w gruncie rzeczy charyzmatykami. Dokonali oni wielkich spustoszeń w religijności południowej Francji doprowadzając w ostateczności do odrzucenia instytucjonalnego Kościoła ( czy nie brzmi to znajomo? ) na rzecz osobistego natchnienia.

    Pouczająca i zarazem niepokojąca jest analiza tych ruchów oraz tego, jak niewinne były ich początki, jak ich założyciele i zwolennicy głośno i uroczyście zapewniali o swojej całkowitej lojalności wobec Kościoła. Później jednak, krok po kroku przechodzili do ostrej i wściekłej nienawiści, odrzucając duchowieństwo jeżeli tylko jego zdanie nie zgadzało się z ich własnym.

    Reformacja

    Możemy wyrażać ubolewanie z powodu surowości, z jaką krucjata Szymona de Monfort stłumiła te herezje, ale niebezpieczeństwo, przed jakim stanęła wówczas cywilizacja było bardzo realne.

    Reformacja przyniosła ze sobą rozprzestrzenienie się sekt pentekostycznych i pietystycznych, skupionych głównie w Niemczech. Były one w niemałym stopniu odpowiedzialne za duchową i polityczna anarchię, w którą popadł ten nieszczęsny kraj na ponad dwa wieki.

    Ale nawet katolicka Francja miała swoją odmianę religijnej euforii. W czasach, gdy gasła już gwiazda Króla Słońce, na przełomie XVII i XVIII wieku, pojawił się jansenizm i kwietyzm, którego przedstawicielką była Madame Guyon. Co zastanawiające, zdołały one przyciągnąć do siebie nawet tak wrażliwego dostojnika kościelnego, jakim był arcybiskup Fenelon.

    Od czasów Wielkiego Przebudzenia, na początku XIX w., protestantyzm w Stanach Zjednoczonych doświadczał odżywających co jakiś czas przejawów ruchu charyzmatycznego. Ich spotkania na obozach ze wszystkimi swoimi uniesieniami i emocjami, ławką lamentu, ścieżką prochu, szalonymi twierdzeniami o nagłych uzdrowieniach, odbierają ostatniemu świętu matki Bożej najmniejsze nawet prawo do oryginalności i pierwszeństwa.

    Ale nawet w najgorszych snach nie sądziliśmy o tym, że będziemy czytać o uczestnictwie w takich wydarzeniach księcia Świętego Kościoła, kardynała Suenensa, osoby jednak dość kontrowersyjnej, czy biskupów, księży i zakonnic. Naglące staje się udzielenie odpowiedzi na pytanie: czy w Kościele Katolickim postradano rozum ?

    Krótkie spięcie

    Rzecz nie idzie o prostą niechęć wobec przesadnego emocjonalizmu w ruchu pentekostycznym, odnawiania się tych samych jego przejawów, które miały już miejsce w przeszłości, złych manier, czy ogólnej głupoty. Są one niewątpliwie złe, ale chodzi o zarzuty znacznie poważniejsze. Ruch charyzmatyczny, czy to otwarcie, czy podświadomie, doprowadza do wewnętrznego napięcia w Kościele.

    W istocie rzeczy, nie potrzebuje on Kościoła bardziej niż jakiejś formy medytacji pomiędzy Bogiem i pojedynczą duszą. Może to doprowadzić do bardzo poważnych pytań o rzeczywista rolę Chrystusa we wszystkich żarliwych wyznaniach miłości. Nie jest to wyłącznie teoretyczny zarzut. Ruch pentekostyczny wytworzył swój substytut sakramentu chrztu i bierzmowania w postaci głoszonego przez siebie chrztu w Duchu Świętym. Ma również swoją alternatywę dla sakramentu namaszczenia chorych, którymi są poddawane przez nich przykłady masowych uzdrowień, jak to miało się odbyć kilka dni temu na pobliskim stadionie. Posiada wreszcie ersatz dla modlitwy liturgicznej czyli zielonoświątkowe mówienie językami, gdzie duch ma zastępować mówienie logicznym językiem. Koniec końców, nie pozostaje już w tym ruchu prawie nic co można identyfikować jako katolickie.

  5. Piotrx

    7 marca 2018 at 19:50

    Źródła współczesnego ekumenizmu i Trybalizm
    Ks. prof. Michał Poradowski
    /fragmenty/

    „…Z artykułu tego także dowiadujemy się, że wszystkie te idee i projekty zostały już przyjęte przez judaizm i przez synkretyzm sekt protestanckich na zjeździe w Pittsburghu w roku 1885, a potwierdzone to zostało w Chicago w roku 1893 przez tak zwany „the World Parliament of Religions” (s. 40), a nieco później przy okazji Międzynarodowej Wystawy w Nowym Yorku w roku 1939-1940. w formie „Świątyni Religii” (the Temp/e of Religion) i w rok później przez Światowy Parlament Religii z okazji Wystawy Kolumbijskiej. Autor przypomina także poprzednie ważne spotkania ekumeniczne, jak np. w roku 1908 założenie Federalnej Rady Kościołów (the Federal Councii of Churches-FCC), która to Rada unowocześnia dawną instytucję z roku 1905, zwaną” pan Christian coalition” (s.40) i ustanowienie Krajowej Konferencji Chrześcijańsko-Żydowskiej z roku 1928, Ale co najważniejsze, że w tymże roku „Ruch Międzywyznaniowy” (the Interfaith Movement) nawiązuje ścisłe stosunki z masonerią żydowską, a więc z B’nai B’rith i z Centralą Konferencji Rabinów Amerykańskich. Niestety, ten „Ruch Międzywyznaniowy” został poparty przez szereg organizacji katolickich w Stanach Zjednoczonych, a mianowicie przez Calvert Association, the Kinghts of Columbus, the National Cathoilic Welfere Conference, a nawet przez czasopismo księży jezuitów Commonweal.

    Autor przypomina, że ten ekumenizm żydowsko-masoński spotkał się z odrzuceniem ze strony Watykanu, a nawet papież Pius XI wydał specjalną encyklikę, „Mortalium Animos”(1928), w której kategorycznie zabrania katolikom jakichkolwiek stosunków z tym „Ruchem Międzywyznaniowym” i potępił ów ekumenizm, jako heretycki i synkretyczny, i to dopiero Drugi Sobór Watykański uznał istnienie wspólnego dziedzictwa Żydów i chrześcijan. Autor także przyznaje, że antykatolicyzm był drożdżami owego „Ruchu Międzywyznaniowego.

    Tak to ekumenizm, jak również „inkulturacja”, przeszły do nas, a więc do Europy, dzięki współpracy i współżyciu wspólnot żydowskich z sektami protestanckimi w Stanach Zjednoczonych, w ciągu prawie dwustu lat. Niektóre z tych sekt same to wyznają i na to się powołują, jak zobaczymy później. Przypominany powyżej „Ruch niedzieli-sabatu” jest tutaj przedstawiony na podstawie studium rabina Kerry M. Olitzky, który jest dyrektorem szkoły wychowania religijnego Kongergacji Beth Israel, West Hartford, Connecticut. Praca tego autora opublikowana w czasopiśmie American Jewish Archives, Aprii 1982, s.75-88, a więc w tym samym . czasopiśmie co i poprzednie tematy.

    Otóż jedna z sekt, które najściślej były związane z The Interfaith Movement, czyli z „Ruchem Międzywyznaniowym”, który jak widzieliśmy, był dziełem rabinów-pastorów w Stanach Zjednoczonych głównie w wieku XIX , jest tzw.”Nowa Pięćdziesiątnica”. Sekta ta działała w Polsce od dawna poza Kościołem Katolickim aż do czasów Drugiego Soboru Watykańskiego i była znana raczej jako Ruch Charyzmatyczny. Kiedy jednak po Drugim Soborze Watykańskim przyszła moda w Kościele Katolickim na ekumenizm, w niektórych krajach, także i Polsce, niektóre sekty zostały „przygarnięte” przez Episkopat i odtąd działają wewnątrz Kościoła , korzystając z kaplic, sal, a nawet kościołów parafialnych, a jedną z takich sekt jest właśnie „Ruch Charyzmatyczny”, który otrzymał nową nazwę „Odnowy w Duchu Świętym”.

    Rozprowadzane książki, wydane przez ów Ruch Charyzmatyczny (dawniej zwany Ruchem Pentakostalnym, a obecnie „Odnową w Duchu Świętym”), podają wiele ciekawych informacji. I tak np. Monique Hebrard, w swej książce „Charyzmatycy” (Kraków 1994), pisze, że grupa studentów w Stanach Zjednoczonych, w roku 1967 „modliła się żarliwie o odnowienie wiary. Zostali wysłuchani w sposób nieoczekiwany : modlący się wraz z nimi zielonoświątkowcy włożyli na nich ręce i zstąpił na nich Duch Święty” (s. 10). Ciekawe, że ci Wszyscy studenci teologii protestanckiej, prawie wszyscy pochodzenia żydowskiego (widać to z ich nazwisk), tak niespodziewanie otrzymali Ducha Świętego i zaraz zaczęli żyć jak pierwsi chrześcijanie: „Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne” (D.A.4,32), cytuje autorka (s. 10). Ale czy w tym wypadku nie pachnie to nieco komunizmem ?

    Przypomina też autorka, że Ruch OCh (Odnowy Charyzmatycznej) nie jest czymś nowym wśród protestantów, bo już w roku 1703, a więc w początkach wieku XVIII, Wesley, pastor anglikański, doświadczył daru Ducha Świętego (według niego) i tak powstał Ruch Metodystów, a z ich inicjatywy powstał Ruch Charyzmatyków w roku 1901 w Illinois (Stany Zjednoczone). Autorka też stwierdza, że to pod wpływem Ducha Świętego powstały nowe Kościoły, czyli nowe sekty protestanckie, czyli według niej to rozbicie na tysiące sekt w Stanach Zjednoczonych jest dziełem Ducha Świętego. Co do katolików, to według autorki „wylanie Ducha Świętego” nastąpiło dopiero w czasie Drugiego Soboru Watykańskiego, a to głównie dzięki kard. Suenens (s. 14), który – jak wszyscy pamiętamy – z radością nazwał DSW rokiem 1789 w Kościele, czyli Rewolucją Francuską w Kościele. Trudno mi jest pogodzić się z tą opinią autorki, gdyż Rewolucja Francuska miała charakter zdecydowanie antychrześcijański, czego nie można przypisać Duchowi Świętemu, lecz raczej szatanowi. Niemniej jednak autorka uważa kardynała Suenensa za głównego twórcę Odnowy Charyzmatycznej. Według autorki, socjolog misyjny David Barrett obliczył, że już 332 miliony osób otrzymały dary Ducha Świętego i przewiduje, że w roku 2 tysięcznym będzie ich 562 miliony, nadto, jeśli brać pod uwagę osoby, które nie przynależą do żadnego Kościoła , cyfra ta dojdzie do 619 milionów osób(s.l5). Takich obliczeń podaje na kilku stronnicach.

    Czy można brać na serio taką publikację chociaż ma Imprimatur Kurii Metropolitanej w Krakowie? A także i długi „wstęp” jednego z biskupów polskich. Jeszcze trudniej jest uwierzyć, że – jak twierdzi autorka – „Bóg podpisał pakt (convent) z Ameryką, by uczynić z niej państwo teokratyczne”(s.l6). Autorka także stawia na równi objawienia Matki Bożej w Fatimie z wydarzeniami w Medjugorie, a przecież objawienia w Fatimie zostały urzędowo uznane przez Kościół jako autentyczne, a co do Medjugorie jeszcze się Kościół nie wypowiedział, a jednak charyzmatycy pielgrzymują do Medjugorie, a nie do Fatimy.

    Autorka uznaje, że Ruch Charyzmatyków ma powiązania z Żydami w Stanach Zjednoczonych, a zwłaszcza z organizacją „Jews for Jesus” i z około piętnastoma innymi organizacjami przynależnymi do Union of Messianic Jewish Congregation, które także uważają się za charyzmatyczne(s. 18). Autorka pisze .”Wylanie Ducha Świętego może nastąpić albo przez modlitwę i wyłożenie rąk osób trzecich (jakich „trzecich” : chrześcijan, żydów czy pogan ? ), albo spontanicznie” (s. 19). „Zasadniczymi owocami są: „smak” Słowa Bożego? „Smak” to przecież zmysłowość, a nie duchowość. Jakie to dalekie od katolickiego „fides quaerit intellectum;intellectus ąuaerit fidem”; umysł, duchowość, a nie zmysły. Także według autorki, istnieją „…charyzmaty bardziej widowiskowe: mówienie językami, dar proroctwa lub uzdrawiania”(s.20).

    Co do tego „mówienia językami”, to moi znajomi, którzy od wielu lat uczestniczą w zebraniach charyzmatycznych, twierdzą, że chodzi tutaj tylko o jakieś „mruczenie”, którego nikt nie rozumie, nawet owa osoba mrucząca. O otrzymaniu daru proroctwa jeszcze nie słyszałem. Natomiast dar uzdrawiania jest bardzo dyskusyjny, bo w wyjątkowych warunkach, gdzie zbierają się wielkie tłumy ludzi, mogą zachodzić zjawiska uzdrowień, które nie mają nic wspólnego z nadprzyrodzonością, nie mówiąc już o zbiorowej histerii, lub jakiś oszustwach, co zresztą nie wyklucza, że mogą także zdarzać się uzdrowienia nadprzyrodzone. Że cudowne, a więc nadprzyrodzone uzdrowienia istnieją jest to fakt niezaprzeczalny, o czym świadczą uzdrowienia w Lourdes i innych cudownych miejscach, gdzie ukazywała się Matka Boża, ale są one surowo kontrolowane przez ekipy lekarskie, czego jednak nie ma jeśli chodzi o wspólnoty charyzmatyczne. Ktoś tam w tłumie krzyczy, że został uzdrowiony, ale nie wiadomo, czy był uprzednio rzeczywiście ciężko chorym.

    Autorką wspomina jako wielki cud przypisywany działaniu Ducha Świętego odnośnie opactwa benedyktyńskiego w Meksyku, a to dzięki jak pisze „harmonijnemu współistnieniu pomiędzy duchowością kontemplacyjną i psychologią Junga” (s. 26). Otóż sprawa tego klasztoru była bardzo głośna, gdy po zastosowaniu psychoterapii Junga wszyscy benedyktyni pożenili się i tak skończyło się owe opactwo i jego problemy. Było to wydarzenie sensacyjne dla prasy meksykańskiej i nie potrzeba przypisywać tego wydarzenia Duchowi Świętemu.

    Autorka informuje, że od roku 1984, główna centrala kierownictwa katolickiego Ruchu Charyzmatycznego, który oficjalnie nazywa się International Catholic Charismatic Renewal Office, znajduje się w Sekretariacie Stanu w Watykanie, będąc pod opieką bpa Cordesa. Dowiadujemy się także, że w roku 1993 Ruch ten otrzymał osobowość prawną w Kościele Katolickim. Ta „gałąź” katolicka Ruchu Charyzmatycznego jest bardzo skromna, w porównaniu z „gałęziami” protestanckimi. To przyłączenie się owej „gałęzi” katolickiej formalnie do Kościoła Katolickiego i oddanie się pod opiekę nastąpiło w roku 1975, a to z polecenia papieża Pawła VI.

    Autorka przypomina też, że jednym z najgorliwszych promotorów ruchu Charyzmatycznego w Kościele Katolickim jest ks. kardynał Lustiger, arcybiskup Paryża, oddając do jego dyspozycji jeden z największych kościołów w Paryżu – kościół Trójcy Przenajświętszej. Kościół ten znam doskonale od czasów moich pięcioletnich studiów w Paryżu i miałem wówczas zwyczaj w nim się spowiadać, gdyż zawsze, o każdej godzinie, od rana do późnej nocy, było wielu księży spowiedników, tak iż nigdy nie było potrzeba czekać w „ogonku” przed konfesjonałem, jak w innych kościołach. Otóż niedawno będąc w Paryżu także poszedłem do tego kościoła w nadziei, że szybko się wyspowiadam. Niestety, kiedy wszedłem do wewnątrz z przerażeniem spostrzegłem, że wszystkie konfesjonały zostały wyrzucone i nie było ani jednego księdza-spowiednika, natomiast szybko zbliżyła się do mnie jakaś panienka w krótkiej spódniczce i zapytała czego sobie życzę, na co odpowiedziałem, że przyszedłem, aby się wyspowiadać. Jej zdumienie było ogromne i powiedziała mi, że przecież po Drugim Soborze Watykańskim spowiedź została zniesiona, a raczej zastąpiona przez psychoanalizę, stąd też nie ma już konfesjonałów, ale są biurka i psychoanalityczki. I rzeczywiście cała lewa nawa kościoła była zajęta biurkami, gdzie siedziały owe psychoanalityczki. Na jej zaproszenie, abym także skorzystał z ich usług, odpowiedziałem że jestem tradycjonalistą i mam zwyczaj spowiadać się, a do psychoanalityków nie mam zaufania, gdyż uważam się za człowieka normalnego, a nie za psychopatę. Tak to ta wspaniała świątynia parafialna została zamieniona na przychodnię dla neurasteników, czy też osób „umysłowo chorych” bo jeszcze wierzących w sakrament pokuty.

    Ale wróćmy jeszcze do książki „Charyzmatycy”. Autorka, Monique Herbard pisze: „Wszyscy twierdzą, że to właśnie księża stawiali największy opór wobec Odnowy Charyzmatycznej. Owszem, istnieją wyjątki: włoski klerykalizm, spowolniona tolerancja Szwajcarów, aktywna rola Anglików czy zdolność do ewolucji u Belgów. Jednakże niemal wszędzie już dzisiaj biskupi żałują, iż kapłani nie chcą szerzej towarzyszyć charyzmatykom, pozostawiając ich czasami w konieczności szukania podpory duchowej w innych Kościołach” (s.52).”Ken Metz zgłasza pewien niepokój wobec dążenia niektórych charyzmatyków, zniechęconych powolnością zmian w Kościele” (s. 54).

    A więc o to chodzi, aby Kościół Katolicki dostosował się do Ruchu Charyzmatycznego, a nie odwrotnie. Co więcej, autorka pisze: „jeden z jezuickich charyzmatyków irlandzkich, O’Donnell, stwierdza ze swej strony, iż niepokoją go ostatnie objawy niezdrowego rozwoju mariologii, co z czasem może doprowadzić Odnowę Charyzmatyczną do oddalenia się od właściwej jej roli w Kościele”(s.54). Czyli, że Ruch Charyzmatyczny jest przeciwny kultowi Matki Bożej i pragnie go wyrugować z Kościoła. Odnową Charyzmatyczna jest często nazywana „Odnową w Duchu Świętym”, czyżby Duch Święty był przeciwny mariologii ? Przecież mariologia katolicka twierdzi, że Najświętsza Dziewica Maria jest świątynią Ducha Świętego, a skoro Odnowa Charyzmatyczna jest antymaryjna, nie można jej nazwać „Odnową w Duchu Świętym”, bo jest to sprzeczność.

    Autorka uznaje przestrogę Jana Pawła II w dokumencie „Christifideles”, że „charyzmaty mogą siać zamęt”(s.56). Także niektórzy biskupi uważają, że „przyznanie sobie charyzmatu znaczy przyznanie sobie niezależności wobec Jurysdykcji biskupa „(s. 57). Powstaje też obecnie problem pogodzenia owych rozmaitych ruchów charyzmatycznych i innych z odnowioną Akcją Katolicką, co omawiał Synod w Rzymie w roku 1987….

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra