Polskość

Twarze marca

W tym roku przypadła pięćdziesiąta rocznica wydarzeń marcowych. Odbywała się ona na tle zaostrzonych stosunków z Izraelem i wiadomo było, że tylko ten akcent antysemicki będzie eksponowany. Po raz kolejny dala o sobie znać grupa „komandosów” z Adamem Michnikiem na czele Po raz kolejny wyeksponowano akcenty antysemickie nadając im wymiar rozgrywek wewnątrzpartyjnych jak i antysemityzmu oddolnego. „Komandosi” przez tyle lat tak skutecznie zawłaszczali sobie zajścia marcowe, że ta rocznica dla większości ogranicza się tylko do ich działalności.

A marzec 68 ma również inne twarze. Oczywiście nikt nie neguje, roli grupy Michnika. Byli nią młodzi kontestatorzy marksizmu, którzy zarzucali panującej ekipie Gomułki odejście od ideałów Października 56. Oprócz lidera grupy, najbardziej znane postacie to: Seweryn Blumsztajn, Jan Lityński, Barbara Toruńczyk, Teresa Bogucka, Józef Dajczgewand. Rewolta zaczęła się od protestów przeciwko zdjęciu z afisza „Dziadów” Kazimierza Dejmka. Spektaklowi zarzucano, że mickiewiczowską krytykę caratu nagiął do aktualnej krytyki ZSRR. Młodzi ludzie protestowali przeciwko cenzurze. Protesty miały swoją kulminację 8 marca na wiecu na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego. Protestowano przeciwko relegowaniu ze studiów „komandosów”.

Zamieszki uliczne, które rozpoczęły się na dziedzińcu UW szybko ogarnęły inne ośrodki studenckie i rozlały się na Polskę. W nich już nie uczestniczyli „komandosi”, których wsadzono do więzienia. Zamieszki w Polsce trwały jeszcze trzy tygodnie, a ich bohaterami byli dziś bezimienni uczniowie, studenci, robotnicy.

To dzięki publikacjom IPN dowiedzieliśmy się, że marzec to nie tylko UW i Politechnika Warszawska, ale również wiece i strajki na uczelniach Krakowa, Wrocławia, Gdańska, Lublina, Łodzi. Mało kto w Polsce wiedział, że demonstracje odbyły się w miastach, które nie były ośrodkami życia studenckiego. W Legnicy demonstracje trwały trzy dni od 15 do17 marca z udziałem ok. 2 tys. ludzi, głównie robotników.

Podobnie było w Tarnowie 20-23 marca. Z tym nurtem związane jest nazwisko Antoniego Macierewicza i braci Kaczyńskich.
Dzięki silnej pozycji lidera lewicy michnikowskiej, marzec kojarzy nam się z hasłami nawiązującymi do rewizji gomułkowskiego marksizmu, odżegnaniu się od filiacji z ideałami narodowymi, patriotycznymi. I tak jest do dziś. Przy każdej okazji narodowo-patriotycznej Michnikowi „marzec się przypomina”.
Marzec 68 to również antysemickie czystki. Były wyrazem polityki zagranicznej.

W wojnie izraelsko- arabskiej ZSRR opowiedziało się po stronie Arabów i my jako wasal Sowietów również musieliśmy popierać palestyńską stronę. Inny aspekt czystek żydowskich związany jest z wewnętrznymi wojnami w PZPR miedzy dwoma wrogimi sobie frakcjami: grupą puławian i frakcją Natolina.

Z Polski wyrzucono wtedy wiele tysięcy Żydów. Dominowali wśród nich aparatczycy partyjni. W ten sposób przewietrzono KC, jak i rząd oraz uczelnie. Przy okazji odżyły tragiczne wspomnienia z okresu II wojny i na ich fali wyemigrowali także Żydzi nie mający nic wspólnego z karierami marksistowsko-leninowskimi. Wyjechali wówczas znani oprawcy wymiaru sprawiedliwości z Heleną Wolińską i Stefanem Michnikiem na czele.
Do tego doszła jeszcze czystka antysemicka w Ludowym Wojsku Polskim, która od polowy lat sześćdziesiątych miała za zadanie odsunąć od władzy ludzi nazywanych „rewizjonistami”. W lutym 1971 roku podczas VIII Plenum KC PZPR podsumował tak tę akcję szef Głównego Zarządu Politycznego WP gen. Józef Urbanowicz: „Potrafiliśmy zlikwidować szereg schorzeń, niedomagań, pozbyć się z naszych szeregów ludzi ideowo obcych, choć nie przychodziło to łatwo. Był to proces trwający całe lata. Ich resztki usunięte zostały z wojska pod naporem wydarzeń 1967 i 1968 roku”.

Wydarzenia marcowe 68 roku miały na fundamencie rewizjonizmu marksistowsko-leninowskiego zbudować silną lewicową opozycję. Temu miał służyć KOR. Wydarzenia powstania Solidarności, a później wprowadzenie reżimu stanu wojennego spowolniło trochę ten proces, który był kontynuowany po 1989 roku.

Tegoroczna okrągła rocznica tych wydarzeń pozwoliła na postawienie Polakom kolejnych zarzutów antysemickich. I pod tym kątem przebiegały te obchody z pokrętnym przemówieniem prezydenta Andrzeja Dudy, który raz nie miał za co przepraszać, aby za chwilę kajać się za te akcenty antysemityzmu.

Za co mamy przepraszać? Polska nie była wtedy suwerennym krajem, była sterowana przez sowietów. I to oni oraz ich polscy wasale ponoszą za te wydarzenia odpowiedzialność. A my, nie dajmy się zwariować. Bo niedługo będziemy przepraszali za to, że żyjemy i jesteśmy dla wielu, jako naród solą w oku.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

39 komentarzy

39 Komentarzy

  1. Adam

    9 marca 2018 at 14:55

    • prawo

      9 marca 2018 at 21:33

      „Wypędzono” Stefana Michnika mordercą sądowego a jego brata Aadasia, matkę i ojca jakoś nie wypędzono. Mówi to Państwu coś? Przestań pisać bzdury. Nikogo nie wypędzano tylko mordercom żydowskiego pochodzenie umożliwiono wyjazd.
      Że nikt Żydów z Polski nie wyrzucał dlatego, że byli Żydami potwierdza i to, że w Polsce pozostało ich jeszcze wiele tysięcy, jak np. setki czołowych komunistów żydowskich, jak również i UB-owców. Ostatecznie, gdzie zmarli np. Jakub Berman, Hilary Minc, Roman Zambrowski, bandyci Romkowski czy Różański?
      Tak, w PRL po Marcu 1968. Przecież w Polsce mieszkał aż do 1992 roku stalinowski ludobójca Salomon Morel, który uciekł do Izraela dopiero jak w wolnej Polsce groziło mu aresztowanie. A jeśli PRL opuścili wszyscy Żydzi, jak głosi żydowska antypolska propaganda, to skąd się wzięli w Polsce po 1968 roku np. Adam Michnik, Jerzy Urban, Bronisław Geremek i setki innych znanych dzisiaj Żydów polskich?

  2. Kuba

    9 marca 2018 at 15:04

    Duda ma podobno korzenie żydowskie,więc nie ma się co dziwić.Skala obrzucania Polki i Polaków błotem,pluciem na naszą Ojczyznę,chamskie wypowiedzi Żydów i ich pomagierów z kraju to antypolonizm.Rząd pozwala Żydom na wszystko.Hańba.

  3. Art

    9 marca 2018 at 16:39

    Kędryna pisze przemówienia dla PADa,a ten nie ma prawa opuścić nawet przecinka.Pokaż jakimi ludźmi się otaczasz,albo ciebie otoczyli,a powiem ci kim jesteś.Przepraszanie za 68 z głupią miną to kolejny policzek dla Polaków.Bandyci pozwolili bandytom spokojnie oddalić się z miejsca mordu,a PAD za to przeprasza.

  4. wolna-polska.pl

    9 marca 2018 at 16:50

    Grzegorz Braun – komentarz n.t. ostatnich wydarzeń w Polsce.

  5. www.o2.pl

    9 marca 2018 at 16:54

    Jest reakcja Niemiec na przemówienie Dudy.

  6. Hania

    9 marca 2018 at 16:55

    ” Polska święta, zapita, skurwiona, sprzedajna, z gęba wypchaną frazesem, antysemicka, antyniemiecka, antyrosyjska, antyludzka.”

    Autor Andrzej Szczypiorski
    Cytat z książki ” Początek”
    Od czasów wolnej demokratycznej IIIRP, lektura obowiązkowa licealisty….

    Andrzej Szczypiorski

    Pod koniec lat 70. związał się z opozycją demokratyczną (KOR). Był też współpracownikiem Polskiego Porozumienia Niepodległościowego.
    Po politycznych zmianach w Polsce w latach 1989–1991 jako reprezentant Unii Demokratycznej, sprawował mandat senatora I kadencji.

    Współczesne autorytety.

  7. Jan

    9 marca 2018 at 17:19

    A czy autorka to Iwona Galińska Wildstein, czy inna?

  8. z-k

    9 marca 2018 at 17:24

    „Z Polski wyrzucono…..” Proszę nie ogłupiać młodzieży i nie podpowiadać kolejnych argumentów szachrajskiej propagandzie

  9. m

    9 marca 2018 at 18:14

    „Pierwszy marzec” – to antykomunistyczny bunt młodzieży akademickiej i szkolnej. Bunt pierwszego pokolenia urodzonego i wychowanego w PRL. Studenckie wiece i strajki położyły kres nadziei komunistów, iż polscy patrioci „wymrą jak dinozaury”, a ich miejsce zajmą wytresowani makarenkowską pedagogiką Polacy sowieccy, socjalistyczni. Marzec 1968 pokazał im, że szykowane elity „prylu” nadal wcale się z nim nie utożsamiają. A skoro podjęły sztandary po, wydawało się, wytępionej już „reakcji”, i podnieśli bunt przeciwko socjalizmowi studenci, czyli przyszłe elity, to co będzie z „masami”?

    Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-kazdemu-jego-marzec,nId,2552711#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

  10. m

    9 marca 2018 at 18:15

    Kontekst był taki, że niewiele wcześniej, w roku 1967, wspierany przez Amerykę Izrael spuścił łomot wspieranym przez ZSSR państwo arabskim. Tak zwana „wojna sześciodniowa” była dla Moskwy szokiem, bo pokazała wyższość amerykańskiego sprzętu i doktryny wojennej nad sowiecką – trzeba było znaleźć kozła ofiarnego, i tym kozłem uczyniono w Moskwie komunistów żydowskiego pochodzenia. Z kremlowskiej centrali pomknęła do prowincjonalnych stolic iskrówka: jewreje okazali się elementem niepewnym, usuwać, relegować, czyścić do samego spodu. Ta dyrektywa weszła w życie najpierw w najbardziej newralgicznych obszarach peerelu, w bezpiece i wojsku. W wojsku, mówiąc nawiasem, wcielał ją z właściwą sobie karnością i energią Wojciech Jaruzelski, ale ponieważ potem, jak wiadomo, zaprzyjaźnił się z Adamem Michnikiem, nikt mu nigdy tej antysemickiej gorliwości w III RP nie wypominał.

    Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-kazdemu-jego-marzec,nId,2552711#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

  11. m

    9 marca 2018 at 18:16

    Z moskiewską dyrektywą „odżydzenia” partii zbiegło się wspomniane już pogardliwe wyobrażenie komunistów o Polakach. Łatwo to zrozumieć, bo mentalność nomenklaturowej „elity” PRL niewiele się zmieniła do dziś. Całkiem niedawno jeden z jej typowych przedstawicieli, Tomasz Lis, chcąc uderzyć w Andrzeja Dudę, „zdemaskował” jego żonę jako Żydówkę, głęboko przekonany, że w oczach antysemickiego, jak go sobie „elita” wyobraża, elektoratu PiS ta demaskacja zniszczy kandydata na prezydenta doszczętnie. Dokładnie na tej samej zasadzie 40 lat temu towarzysz Moczar i jemu podobni uznali, że łatwo się wkupią w łaski narodu, jeśli całe dotychczasowe zło komunizmu zwalą na Żydów, rozpętają przeciwko nim pogromową nienawiść, a sami przedzierzgną się w komunistów „narodowych”, „polskich”.

    Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-kazdemu-jego-marzec,nId,2552711#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

  12. m

    9 marca 2018 at 18:17

    Częścią tej strategii było przedstawienie młodzieżowego buntu jako żydowskiego spisku, zorganizowanego w dodatku rękami dzieci komunistycznych prominentów z czasów stalinowskich. Represje dotykały wielu, ale większość prześladowanych pozostała anonimowa. Natomiast propagandę skierowano przeciwko tym spośród uczestników zajść, którzy pasowali do założonego wzorca. Stąd na centralną postać Marca wyrósł w niej Michnik i jego „komandosi”. Nazwisko takie jak Szechter, Szlajfer, Dajczgewand czy Blumsztajn gwarantowało intensywny hejt, którego skutek był odwrotny od zamierzonego. Przypisana „komandosom” rola sprawcza w buncie zamiast obrzydzić go społeczeństwu, uczyniła z nich w oczach tegoż społeczeństwa bohaterów, otwierając im drogę do dominacji w antykomunistycznej opozycji, a potem, po 1989 – do władzy.

    Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-kazdemu-jego-marzec,nId,2552711#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

  13. m

    9 marca 2018 at 18:21

    ELŻBIETA MORAWIEC | Polska odważyła się na przydanie narodowi godności. To się nie podoba wielu „kupcom”, bo za wiele tracą.

    Z tej wojny – rozpętanej przez Izrael przeciwko Polsce – nasz kraj ma małe szanse, aby wyjść zwycięsko (oby Bóg i los sprawiły inaczej). Jesteśmy Dawidem w starciu z Goliatem. Sprzysięgli się przeciwko nam przede wszystkim byli współobywatele Żydzi. A z nimi – tzw. cały świat: wszystkie „Guardiany”, „Le Monde” etc. Słyszę w głowie słowa Mickiewicza z „Dziadów” i z „Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” – jak to nas Gall traktuje, a Rakus żółcią poi. Słyszę te prorocze słowa z „Ksiąg…” o europejskim, umownie mówiąc, „porozumieniu pieniądza”, kupiectwie, językiem wieszcza mówiąc.
    https://dorzeczy.pl/58342/Boje-sie-ze-Polska-przegra.html

    • m

      9 marca 2018 at 18:22

      PIAST KOŁODZIEJ IP dzisiaj 13:39
      JAK TO POWIEDZIAŁ GRZEGORZ BRAUN…..nastąpiło OSTATECZNE ROZWIĄZANIE >

      • michu

        9 marca 2018 at 21:25

        O co chodzi?

  14. Zbigniew

    9 marca 2018 at 18:28

    Pani Iwono!
    „Z Polski wyrzucono wtedy wiele tysięcy Żydów”
    Co za bzdurę Pani palnęła. Nikt Żydów wtedy nie wyrzucał. Nagonka medialna była i to na tzw syjonistów ale to zupełnie co innego niż wyrzucanie. Mieli powiedziane że jak ktoś się czuje Żydem i nie chce być w Polsce to może wyjechać z tego więzienia który sami Żydzi w większości byli współtwórcami ale do Izraela jako że chodziło o syjonistów. Każdy Żyd co wtedy wyjeżdżał pisał w podaniu kraj docelowy Izrael bo do innego by nie zezwolono tak jak i miljonom Polaków. Warunkiem drugim było zrzeczenie się polskiego obywatelstwa co było w pewnym sensie logiczne. Skoro ktoś się nie czuje Polakiem a Żydem i jako syjonista chce jechać do swojej ojczyzny to droga otwarta ale konsekwentnie bez obywatelstwa Polskiego bo wtedy Polska nie zezwalała nikomu na posiadanie dwóch obywatelstw. Olbrzymia większość z emigrujących Żydów i innych im towarzyszącym (jak w rodzinach mieszanych) deklarowała jako kraj pierwszego tranzytu Szwarcarię, Anglię, Szwecje itp kraje zachodnie gdzie pozostawali wcale nie jadąc do Izraela. Reszta i inne detale można poczytać u innych świadków tamtych wydarzeń.
    Taka jest PRAWDA Pani Iwono. Co za wsyd że tego Pani nie wiedziała!

    • jok

      10 marca 2018 at 04:11

      Zrzekanie się obywatelstwa przy „legalnym wyjeździe”, było i w 1948 r., gdy rządziły Bermany, tj. etnicznie ci sami co wyjeżdzajacy….
      Warto to zauważać…

  15. m

    9 marca 2018 at 18:43

    Żartem, żartem, ale wpływy osób pochodzenia żydowskiego w III RP były i są ogromne. I w polityce i w mediach, a nawet w świecie artystycznym gdzie przez lata swobodnie dominował przekaz niekorzystny dla Polaków. Realizowane są tutaj krociowe interesy, które z pewnością też przynoszą ogromne dochody firmom z kapitałem żydowskim.

    I nagle się okazuje, że to wszytko za mało, to wszystko na nic. Postanowiono nam wreszcie uzmysłowić jakie jest nasze miejsce we własnej Ojczyźnie i co jest nam dozwolone.

    W skrócie, cała działalność państwa polskiego musi być taka, żeby największe korzyści miał Izrael, a i tak jesteście godnymi pogardy antysemitami.

    Tak to niestety brutalnie wygląda.

    https://wpolityce.pl/polityka/385235-czemu-nie-ma-reakcji-polskich-wladz-na-kolejna-prowokacje-pani-ambasador-izraela

  16. m

    9 marca 2018 at 18:44

    Tegoroczne obchody Marca’68 były kolejnym bolesnym doświadczeniem. Pani ambasador Izraela nas bezpodstawnie oskarżała, a pan prezydent przepraszał. Niby sprytnie, bo nie w swoim imieniu tylko Rzeczypospolitej, której w marcu 1968 roku nie było. Ale co gorsze dodał jeszcze, że w imieniu Polaków i to już jest nie do zaakceptowania. To jest potwierdzenie pedagogiki wstydu i wpędzania nas w poczucie winy, aplikowane nam od 1989 roku, choćby przez gazetę tylko złośliwie nazywana „koszerną”. A tu doszliśmy do takiego absurdu, że nawet uczestnicy tamtych wydarzeń związani z tą gazetą, podkreślali, że winni są komuniści, a nie Polacy.
    https://wpolityce.pl/polityka/385235-czemu-nie-ma-reakcji-polskich-wladz-na-kolejna-prowokacje-pani-ambasador-izraela

  17. m

    9 marca 2018 at 18:46

    Zresztą atak medialny na Polskę robi się momentami niespójny. Z jednej strony mnożą się oskarżenia, że jesteśmy krajem szmalcowników, wrogo nastawionych do Żydów, a z drugiej strony robi się traumę z tego, że trzeba było stąd wyjeżdżać do tych zdecydowanie lepszych krajów. Jedna teza ewidentnie przeczy drugiej.
    https://wpolityce.pl/polityka/385235-czemu-nie-ma-reakcji-polskich-wladz-na-kolejna-prowokacje-pani-ambasador-izraela

  18. m

    9 marca 2018 at 18:46

    Nie dość, że taktyka przymilania się do władz Izraela okazała się nieskuteczna, to pojawia się pytanie o pełną suwerenność Polski. Brak reakcji na prowokacyjną wypowiedź pani ambasador nie służy odbudowaniu relacji polsko – żydowskich, a potęguje poczucie podporządkowania się Izraelowi. I to jest groźne, bo rzeczywiście może prowadzić do napięcia w stosunkach między naszym narodami, gdyż nie ma zgody na bycie pod niewidzialną okupacją.
    https://wpolityce.pl/polityka/385235-czemu-nie-ma-reakcji-polskich-wladz-na-kolejna-prowokacje-pani-ambasador-izraela

  19. tuszyn

    9 marca 2018 at 19:34

    Są dwie twarze „marca”. Jedna to twarz polskiej ogłupionej młodzieży (też tam byłem), która sądziła, że walczy o wolną Polskę i która jako jedyna zapłaciła wysoką cenę z udział w antykomunistycznym proteście. Druga twarz to twarz stalinowsko-trockistowskiej żydobolszewii, która zachęcona sukcesami wojny sześciodniowej postanowiła odzyskać utracone w 1956 roku wpływy i stanowiska i urządzić Polakom krwawy Budapeszt („studenci potem robotnicy potem żołnierze) i całe szczęscie im się nie udało a uzyskali co chcieli bo: uzupełnili armie izraelską w rekruta i oficerów, zbrodniarze mogli bezkarnie wyjechać uzyskując odszkodowania od państwa Polskiego oraz wywożąc dobra zrabowane w okresie stalinizmu a reszta też jak chciała to wyjeżdzała z biednej Polski przez siebie okradzionej. Niech te postaci wymienione przez panią ogarnie mrok zapomnienia, niech ich szlag… to antypolska hołota najgorszego sortu. Wypędził ich ktoś? Wypędził Bermana, Minca? Zostali na nasze utrapienie.
    Pani tekst jest ogłupiający. Proszę pisać do wyborczej

    • prawo

      9 marca 2018 at 21:30

      Cyt. za Kolegą z tego portalu:
      Prawda o Marcu 1968 roku…tzw. „Wydarzenia Marcowe” – Marian Kałuski /fragmenty/
      ….Nikt Żydów nie wyrzucał z Polski w 1968 roku. Po prostu komunistom żydowskim, którzy przegrali walkę o władzę w PZPR z polskimi komunistami, dano okazję wyjazdu z Polski. Nie wiadomo dokładnie ilu ich wyjechało, ale przyjmuje się że od 12 do 20 tys. osób.
      Wyjechali głównie młodzi Żydzi, w tym prawie 1000 studentów wyższych uczelni polskich.
      Wyjechało także 18 wysokiej rangi dygnitarzy partyjnych, aż 729 innych wyższych urzędników partyjnych i rządowych (w tym jeden minister – Fryderyk Topolski, kilku wiceministów, szereg dyrektorów departamentów ministerialnych), 28 dyplomatów, 176 UB-owców, 55 oficerów (politycznych) Ludowego Wojska Polskiego, 28 sędziów, ponad 200 dziennikarzy prasowych (w tym 15 redaktorów naczelnych) i 61 redaktorów i wyższych urzędników komunistycznego radia i telewizji.
      Niejeden z tych żydowskich komunistów, ubeków i oficerów w każdym państwie prawa nie otrzymałby prawa wyjazdu z kraju, a tylko stanął by przed sądem za popełnione zbrodnie na narodzie polskim. Chyba nikt z patriotów polskich nie opłakiwał czy nie opłakuje ich wyjazdu z Polski! Np. wyjazdu Heleny Wolińskiej, która w 1953 roku brała udział w zamordowaniu gen. Emila Fieldorfa czy brata Adama Michnika Stefana – także stalinowskiego prokuratora, którego ręce są zbroczone w polskiej krwi. Dzisiaj o ekstradycję Wolińskiej z Anglii stara się polski wymiar sprawiedliwości.
      Czy Polacy mieli i mają płakać, że wyjechało z Polski setki stalinistów – agentów Kremla i izraelskiego Mosadu (Victor Ostrovsky „By way of deception” London 1991) i np. aż 261 dziennikarzy żydowskich, którzy byli na usługach propagandy PZPR i rządu komunistycznego? …
      ….Że nikt Żydów z Polski nie wyrzucał dlatego, że byli Żydami potwierdza i to, że w Polsce pozostało ich jeszcze wiele tysięcy, jak np. setki czołowych komunistów żydowskich, jak również i UB-owców. Ostatecznie, gdzie zmarli np. Jakub Berman, Hilary Minc, Roman Zambrowski, bandyci Romkowski czy Różański?
      Tak, w PRL po Marcu 1968. Przecież w Polsce mieszkał aż do 1992 roku stalinowski ludobójca Salomon Morel, który uciekł do Izraela dopiero jak w wolnej Polsce groziło mu aresztowanie. A jeśli PRL opuścili wszyscy Żydzi, jak głosi żydowska antypolska propaganda, to skąd się wzięli w Polsce po 1968 roku np. Adam Michnik, Jerzy Urban, Bronisław Geremek i setki innych znanych dzisiaj Żydów polskich?…..
      Wszak po 1968 roku były w Polsce nadal organizacje i pisma żydowskie oraz działał Państwowy Teatr Żydowski w Warszawie, a wielu Żydów zajmowało nadal różnego rodzaju wysokie stanowiska; np. Jerzy Urban był 1981-89 ministrem propagandy za gen. Jaruzelskiego. Mówienie więc o Polsce bez Żydów i o „polskim antysemityzmie w Polsce bez Żydów” to nie tylko kłamstwo, ale i potwarz!
      Marzec 1968 to celowo zakłamane po dziś dzień wydarzenie z dziejów PRL. Antypolsko nastawieni Żydzi na całym świecie wykorzystali dobrowolny wyjazd polskich Żydów do walki z narodem polskim – jako rzekomy objaw polskiego antysemityzmu. I to nie komunistów polskich tylko całego narodu polskiego, który z walkami frakcyjnymi w łonie PZPR nie miał nic wspólnego. Ta wyjątkowo podła kampania antypolska dużo zaszkodziła Polsce i Polakom w świecie.
      I tutaj mam rewelacyjne wprost wiadomości, w ogóle nieznane przez Polaków. Otóż według „Encyclopaedia Britannica. 1969 Book of the Year” po zdławieniu Praskiej Wiosny 1968 szereg czołowych działaczy żydowskich było zmuszonych uciekać z Czechosłowacji, jak np. Eduard Goldstuecker i Frantisek Kriegel. Natomiast „Encyclopaedia Britannica. 1971 Book of the Year” podała, że po 1968 r. w wyniku antysyjonistycznej propagandy wyjechało z Czechosłowacji ponad 5000 Żydów. Z kolei wychodzący w Melbourne dziennik „Herald Sun” („List fears” 19.7.1995) podał wiadomość, że czechosłowacka bezpieka po 1968 roku przekazała zagranicznym organizacjom antysyjonistycznym obszerną listę czeskich Żydów, narażając ich tym samym na osobiste niebezpieczeństwo. Są to duże grzechy Czechosłowacji i Czechów wobec Żydów.
      A teraz pytanie: kto słyszał czy czytał o oskarżaniu Czechów o antysemityzm przez Żydów? Nikt! Natomiast, jak już wspomniałem, z Polaków – całego narodu polskiego (co jest zwykłym rasizmem!) zrobiono zwyrodniałych antysemitów.
      Dlatego Marzec 1968 nie jest czarną plamą w historii Polski i Polaków, a tylko czarną plamą w historii żydowskiego antypolonizmu. Tak kłamliwych i niemoralnych jest wiele innych żydowskich oskarżeń Polaków o antysemityzm.

  20. ja-da

    9 marca 2018 at 21:54

    Wymienione „twarze” to jak zły sen> Nikogo nie wyrzucono. Co pani czyta?…. Pani tekst „nie przechodzi przez żadna rubryka”

  21. jok

    10 marca 2018 at 03:56

    Autorka, pani IG aspiruje do do grona gw? No powiedzmy, do „prawicowego” „odłamu gw”?
    Jakie „wypędzenie”? Wyjazd w wygodnych (przynajmniej na ówczesne czasy) wagonach na zasobny Zachód, tych co chcieli (Berman, Różański nie wyjechali np.) jako „ofiary antysemityzmu”. A więc wyjazd nie w ciemno, lecz „już czekała pomoc”.
    I jeszcze zdaje się otrzymali, może niewielkie, ale zawsze „odszkodowania” od władz PRL, za „utracone mieszkania”, z których chyba żadne, no może nie żadne, ale nie było tego wiele, nie było nawet w sposób socjalistyczno-spółdzielczy kupione, lecz przydzielone ileś lat wcześniej.

    Tym co wyjeżdżali 10 lat później, na mocy porozumienia Gierek-Schmidt, jako „ofiary polskiego antygermanizmu”:), choć nikt tak tego nie nazywał:)), nie dawano raczej „odszkodowań”, no, ale też czekała na nich pomoc niemiecka. I nikt nie narzekał na wyjazd:)).

    Byli zmuszeni zrzekać się obywatelstwa w 1968? Ale tak samo musieli ci, co legalnie osiągnęli szczęście nieosiągalne dla Polaków w najkrwawszych latach komuny, tj. wyjechali właśnie legalnie w roku 1948 czy 1949 r. Nie wymyśliły tego Gomułki/Moczary, lecz Bermany/Bieruty (Polak, nie Polak, ale na pewno „wrażliwy na sprawy nacji”)/Mince…..

  22. jok

    10 marca 2018 at 04:07

    I jeszcze
    Takie mam wrażenia:
    Żadnej refleksji o chęci rozpętania krwawych zamieszek przez „puławian” w celu zdobycia władzy politycznej. Żadnego zdziwienia, że „protestujący” na przedstawieniach Dziadów ciągle zdobywali bilety i nikt im nie przeszkadzał w uczęszczaniu na spektakle. Że „protestujący patrioci polscy” na Dziadach, to głownie Ż-dzi, w innych przypadkach niespecjalnie miłujący polski patriotyzm. Że spektakl zdjęto pono bez żadnej interwencji ze strony sowieckiego ambasadora – jednak pogłoskę o tym ktoś uporczywie forsował. Żadnej refleksji że „nagonka” polegał w dużym stopniu na tym, że komunowe media – po raz pierwszy w historii, dotychczas to było tabu – przypominały, jaka nacja stanowiła jądro i „wierchuszkę” UB oraz to, ze wśród oficerów uciekinierów/tych co zmienili stronę, dominowali ci z „pochodzeniem” – nawet jeśli rozumiemy chęć wyjechania/ucieczki na Zachód, to trzeba zauważyć, że „nagonka” głównie wypominała im brak peerelowskiego patriotyzmu. Żadnej refleksji na temat demonstrowania ży-skiego szowinizmu z okazji „zwycięstwa Izrela”.
    … No i żadnej refleksji, że „wystąpienia antykomunistycznych studentów” to wystąpienia polskich naiwniaków (no i niepolskich prowodyrów), powodowane/wywołane przez prowokacje sił „marca puławsko-komandosowego”. No wspomina tylko Autorka, ze „wystąpienia” były przeciw relegowaniu „komandosów”.

    Zgodzę się, że czy było jakieś minimalne choćby „wypędzenie” czy nie (dla nich być może było, bo najmniejszy dyskomfort odczuwają lub raczej udają, że odczuwają, jako „falę prześladowań”), to była to decyzja ówczesnych władz, od których „dzisiejsi rządzący” odcinają się jako od systemu. Dlaczego więc przepraszają, i to w imieniu Polaków?:) Pytanie retoryczne….

  23. Piotrx

    10 marca 2018 at 09:26

    W komunistycznej bezpiece Żydzi zajmowali niemal połowę stanowisk
    Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk – Nasz Dziennik, 28.01.2011

    Nie tylko Morel.
    Przez lata w historiografii polskiej obowiązywał powszechny pogląd, zgodnie z którym teza o nadreprezentacji Żydów w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa jest mitem. Gdy jednak podjęto badania nad narodowością kadr “bezpieki” w oparciu o przechowywane w Instytucie Pamięci Narodowej akta osobowe funkcjonariuszy, i opublikowano dane statystyczne, okazało się, że blisko 40 proc. kierowniczych stanowisk Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zajmowali oficerowie pochodzenia żydowskiego.
    Wynik naukowych ustaleń nie spotkał się jednak z uznaniem środowisk opiniotwórczych, dla których uzyskany efekt badań świadczył jedynie o… antysemityzmie ich uczestników.
    Równolegle z analizą kadr aparatu bezpieczeństwa prowadzono studia nad obsadą personalną innych struktur tworzących stalinowski aparat represji: wojskowego i powszechnego wymiaru sprawiedliwości, Informacji Wojskowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Milicji Obywatelskiej czy wchodzącego w skład MBP więziennictwa. W każdym przypadku liczba oficerów pochodzenia żydowskiego w sprawowaniu funkcji kierowniczych wynosiła od kilku do kilkudziesięciu procent, a badań dokonano w odniesieniu do czasu, gdy Żydzi stanowili niespełna 1 proc. ludności Polski.
    Od początku budowy systemu komunistycznego tworzący go napotkali ogromne problemy związane z koniecznością sformowania obsady personalnej powstających stanowisk aparatu władzy. Bazą kadrową dla rządzących stały się środowiska partyzantów Gwardii i Armii Ludowej oraz przedwojennych działaczy komunistycznych, wśród których znaczny odsetek stanowili Żydzi. Część z nich okres wojny przeżyła w Związku Sowieckim i po 1944 r. z silnym zaangażowaniem usiłowała przeszczepić nad Wisłą tamtejszą ideologię. Ich liczbę zwiększyli ci spośród ocalałych z holokaustu, którzy w nowym ustroju politycznym widzieli szanse na realizację własnych – prywatnych i narodowych – interesów. Nagrodą za akces znacznej części społeczności żydowskiej do procesu budowy systemu komunistycznego były eksponowane etaty w aparacie władzy i systemie represji oraz związane z nimi profity. W powszechnej opinii symbolem udziału Żydów w tworzeniu stalinizmu w Polsce stała się służba wielu z nich w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa.
    Wbrew intencjom przypisywanym historykom zgłębiającym to zagadnienie, badania nad narodowością kadr “bezpieki” nie obejmują jedynie jednej nacji. Stanowią element szeroko zakrojonych studiów nad całością budowy i funkcjonowania tajnej policji politycznej komunistycznego państwa polskiego, w tym nad jej obsadą personalną, gdzie pochodzenie narodowościowe funkcjonariuszy jest tak samo ważne, jak ich pochodzenie społeczne czy wykształcenie. Dająca się już dziś zdefiniować teza o “internacjonalistycznych kadrach bezpieki” w Polsce powstała w oparciu o analizę głównie ich akt osobowych, z których wynika, że w latach 1944-1956 obok oficerów sowieckich pracowali przedstawiciele narodowości: polskiej, żydowskiej, białoruskiej, ukraińskiej, litewskiej, a nawet niemieckiej i greckiej.
    Polityczna poprawność a statystyka
    Wstępujący do UB Żydzi nie ukrywali swego pochodzenia. We własnoręcznie wypełnianych ankietach personalnych w rubryce “narodowość” wpisywali zazwyczaj “żydowska”. Dane takie ujawniali nawet ci, którzy już w okresie międzywojennym zerwali związki ze środowiskiem żydowskim i stali się gorącymi zwolennikami idei komunistycznej. Deklarację światopoglądową ujawniano natomiast w rubryce “wyznanie”, gdzie obok powszechnie używanego terminu “niewierzący” nie brakowało określenia “mojżeszowe”.
    O pozycji funkcjonariuszy pochodzenia żydowskiego w ministerstwie, ale też o ich postrzeganiu w społeczeństwie decydowały dwa zasadnicze czynniki. Pierwszy dotyczył ich liczby w “bezpiece”; drugi zaś zajmowania przez nich eksponowanych stanowisk. Jesienią 1945 r. doskonale zorientowany w sprawach “bezpieki” w Polsce sowiecki doradca przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego płk Nikołaj Seliwanowski w raporcie do Moskwy informował, że połowę stanowisk kierowniczych w MBP zajmują Żydzi, a w całym ministerstwie ich odsetek sięga 18,7 procent. Zapewne nawet on się nie spodziewał, że tak duża liczba oficerów pochodzenia żydowskiego w centrali aparatu bezpieczeństwa będzie się nadal zwiększać. W kolejnych latach udział Żydów polskich w kierowniczych strukturach MBP stale rósł, ostatecznie przekroczył 37 procent. Wśród 450 osób pełniących najwyższe funkcje w MBP (dyrektorów i zastępców dyrektorów departamentów, kierowników samodzielnych wydziałów) pochodzeniem żydowskim legitymowało się 167 oficerów.
    Na czele ministerstwa stał gen. Stanisław Radkiewicz, wspomagany m.in. przez wiceministrów: Romana Romkowskiego (Menasze Grynszpana) i Mieczysława Mietkowskiego (Mojżesza Bobrowickiego). W okrytej ponurą sławą centrali “bezpieki” wyżsi oficerowie o żydowskich korzeniach kierowali: kadrami – Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), śledztwami – Józef Różański (Goldberg), finansami – Edward Kalecki (Ela Szymon Tenenbaum), ochroną zdrowia – Kamil Warman, Leon (Lew) Gangel, Ludwik (Salomon) Przysuski, cenzurą – Michał Rosner, Hanna Wierbłowska, Michał (Mojżesz) Taboryski, Biurem Prawnym – Zygmunt Braude, Witold Gotman, konsumami – Feliks (Fiszel) Goldsztajn, Centralnym Archiwum MBP – Jadwiga Piasecka, Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Biurem Wojskowym – Roman Garbowski (Rachamiel Garber) oraz Departamentami: I – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Julian Konar (Jakub Julian Kohn), II – Leon (Lejba) Rubinstein, Michał (Mojżesz) Taboryski, III – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), IV – Aleksander Wolski (Salomon Aleksander Dyszko), Józef Kratko, Bernard Konieczny (Bernstein), V – Julia Brystiger, VI (więziennictwem) – Jerzy Dagobert Łańcut, VII – Wacław Komar (Mendel Kossoj), Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Marek Fink (Mark Finkienberg), X – Józef Światło (Izaak Fleischfarb), Henryk Piasecki (Chaim Izrael Pesses).
    Niższymi strukturami MBP – wydziałami, kierowali wówczas m.in.: Anatol (Natan) Akerman, Marian Baszt, Mieczysław (Mojżesz) Baumac, Jan Bernstein, Adam Bień (Bajn), Ignacy Bronecki, Izrael Cwejman, Tadeusz (Dawid) Diatłowicki, Michał Holzer, Maurycy (Aron) Drzewiecki, Michał (Mojżesz) Fajgman, Leon Fojer (Feuer), Tadeusz Fuks, Edward (Eliasz) Futerał, Artur Galewicz (Glasman), Henryk Gałecki (Natan Monderer-Lamensdorf), Łazarz Gejler, Jakub Glidman, Leon Goryń, Karol Grabski (Hertz), Helena (Gitla) Gruda, Borys (Boruch) Grynblat, Józef Gutenbaum, Herman Halpern, Henryk Jabłoński (Chaim Grinsztajn), Michał Jachimowicz, Zbigniew Józefowicz, Bronisława Juckier, Leon Kesten, Abram Klinberg, Leon Klitenik, Ignacy Krakus, Michał-Emil Krassowski, Mieczysław Krzemiński (Mojżesz Flamenblaum), Icek Lewenberg, Mieczysław Lidert (Erlich), Juliusz Litoczewski, Kazimierz Łaski (Cygier), Samuel Majzels, Ignacy Makowski, Aleksander Marek (Markus) Malec, Walenty Małachowski, Ignacy Marecki, Marian (Mojżesz) Minkendorf, Bronisław Nechamkis, Artur Nowak (Abraham Lerner), Jerzy Nowicki (Lipszyc), Dawid Oliwa, Róża (Gina) Poznańska, Stanisław Rothman, Mieczysław (Moralich) Rubiłłowicz, Irena Siedlecka (Regina Reiss), Michał (Mowsza) Siemion, Wolf Sindel, Zygmunt Skrzeszewski (Salomon Halpern), Marceli Stauber, Józef Stępiński, Ernest Szancer (Schanzer), Ignacy Szemberg, Antonina Taube-Knebel, Juliusz Teitel, Adam (Abram) Wein, Salomon Widerszpil, Józef Winkler (Szaja Kinderman), Stanisław Witkowski (Samuel Eimerl), Roman Wysocki (Altajn), Edward Zając, Marek Zajdensznir, Maria Zorska, Emanuel Żerański.
    W tym samym czasie, w rozbudowanym systemie więzień i obozów liczącym 179 więzień i 39 obozów pracy, stanowiska naczelników i komendantów zajmowali: Salomon Morel – komendant obozów w Świętochłowicach-Zgodzie (1945) i Jaworznie (1948-1951), naczelnik więzień m.in. w Opolu (1945-1946), Katowicach (1946-1948) i Jaworznie (1951); oraz Mieczysław (Moszek) Flaum – komendant obozu we Włocławku (1945-1946) i Mielęcinie (1946); Beniamin Glatter – naczelnik więzienia w Goleniowie (1949); Franciszek (Efroim) Klitenik – naczelnik więzienia we Wrocławiu (1946-1947), Dzierżoniowie (1947-1951) i Łodzi (1951-1958), Henryk Markowicz – naczelnik więzienia przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu (1945-1946), Sewer Rosen – naczelnik więzienia w Barczewie (1947-1951), Oskar Rozenberg – naczelnik więzienia w Potulicach (1951-1954), Kazimierz Szymanowicz – naczelnik więzienia w Rawiczu (1945-1947) i Saul Wajntraub – naczelnik więzienia w Kłodzku (1948-1951) i więzienia nr III w Warszawie (1951-1954).
    Znaczący procent (13,7) oficerów pochodzenia żydowskiego znalazł się także wśród szefów i zastępców szefów Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego/ Wojewódzkiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego. Najwięcej z nich znalazło zatrudnienie w wojewódzkim UB we Wrocławiu, gdzie wśród osiemnastu zastępców szefów WUBP/ WUdsBP sześciu (33 proc.) było Żydami: Władysław Wątorek (Adolf Eichenbaum), Jan Stesłowicz (Lemil Katz), Adam Nowak (Adaś Najman), Adam Kornecki (Dawid Kornhendler), Eliasz Koton i Karol Grad, a w niektórych wydziałach i sekcjach urzędu przedstawiciele tej narodowości stanowili niekiedy 1/3 ich całego stanu osobowego. Zjawisko takie występowało np. w Wydziale ds. Funkcjonariuszy, Wydziale V, VIII i Gospodarczym.
    W latach 1945-1956 poszczególnymi wydziałami kierowali: personalnym – Leonarda Opałko (Lorka Nadler) (1945-1946); I – Roman Wysocki (Altajn) (1950-1951); V – Józef (Jefim) Gildiner (1951-1952); X – Józef (Jefim) Gildiner (1952-1954); “A” – Edward Last (1946); śledczym – Antoni Marczewski (1946-1947), Feliks Różycki (Rosenbaum) (1950-1952); Wydziałem ds. Funkcjonariuszy – Bronisław Romkowicz (Maks Bernkopf) (1946-1947); Sekcją Finansową – Stanisław Ligoń (Lemberger) (1949-1954); Służbą Mundurową – Arnold Mendel (1949-1950). Stanowili oni także trzon istniejącej przy WUBP komórki partyjnej PPR/PZPR (Jefim Gildiner, Karol Grad, Zygmunt Kopel, Henryk Lubiński, Grzegorz Rajman, Felicja Rubin) – 26 proc. w 1954 roku.
    Podobną, wynoszącą 30 proc. statystykę, można dostrzec w gronie kadry kierowniczej powiatowego UB w Dzierżoniowie. Na jej wielkość wpływ miało piastowanie urzędu szefa przez: Artura Górnego (1946-1947); Michała (Mojżesza) Wajsmana (1947-1948) i Adama Kulberga (1951-1954). Jeszcze wyższy odsetek wystąpił na stanowiskach ich zastępców, wśród których trzy z ośmiu etatów zajmowali oficerowie żydowscy: Edward Last (1945-1946), Adam Kulberg (1950-1951) i Izaak Winnykamień (1952).
    Od sprawcy do ofiary
    Łącznie w latach 1945-1956 we wszystkich komórkach tylko wojewódzkiego UB na Dolnym Śląsku pracowało ponad 500 osób pochodzenia żydowskiego. Pytanie o pełną liczbę zatrudnionych w aparacie bezpieczeństwa Polski Ludowej/ PRL pozostaje nadal otwarte, podobnie jak problem związany z próbą określenia świadomości narodowej oficerów “bezpieki”, wśród których część już przed wojną manifestacyjnie odcinała się od swych żydowskich korzeni. Oderwani od rodzimego środowiska deklarowali swą polskość i światopogląd materialistyczny, w których wiarę głęboko zachwiały dopiero wydarzenia 1968 r., gdy w wyniku antysemickiej nagonki 1968 r. kilkanaście tysięcy polskich Żydów zostało zmuszonych do opuszczenia kraju. Ich wyjazd upowszechnił na świecie pogląd o ksenofobicznej Polsce i rzekomym antysemityzmie jej mieszkańców. Milczeniem pomija się przy tym fakt, że całą operację przeciwko Żydom zorganizowali ich niedawni towarzysze z “bezpieczeństwa”, a pośród wyjeżdżających do Izraela znalazło się kilkuset niedawnych sekretarzy partii, stalinowskich sędziów i prokuratorów, oficerów Informacji Wojskowej, Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa.
    Żaden z nich nigdy nie poniósł odpowiedzialności za dokonane czyny, a nieliczne próby doprowadzenia do ekstradycji osób oskarżonych o zbrodnie stalinowskie każdorazowo kończyły się niepowodzeniem. Wymownym komentarzem do tej sytuacji może być fragment uzasadnienia sporządzonego przez Ministerstwo Sprawiedliwości Izraela z 5 czerwca 2005 r., odmawiającego zgody na ekstradycję do Polski Salomona Morela: “…uważamy, iż nie ma żadnych podstaw do przedstawienia Morelowi zarzutów popełnienia poważnych przestępstw, nie mówiąc już o ‘ludobójstwie’ czy ‘zbrodniach przeciwko narodowi polskiemu’. Jeżeli już, to wydaje się nam, że Morel i jego rodzina byli ewidentnie ofiarami zbrodni ludobójstwa popełnionych przez hitlerowców i Polaków z nimi współpracujących”.

  24. Piotrx

    10 marca 2018 at 09:28

    Znalezione w internecie:
    ***
    Wlecze sie za Polonią wszystkich krajow wywiadowczy i kontrwywiadowczy „Ogon” zydowskich funkcjonariuszy UB, wywiadu, kontrwywiadu, wszystkich ogniw wojskowych, partyjnych i administracyjnych, z ktorych wiekszosc wybrala wolnosc na zachodzie. Wszyscy potem wlaczyli sie do akcji szkalowania Polakow, polskosci, dmiac ze szczegolnym wigorem w surmy antysemityzmu Polakow. Przygnebiajacy jest w tej materii spacer Stanislawa Wysockiego w ksiazce „Zydzi w dziejach Polski”, po tych sciezkach wladzy, ktore byly i pozostana nieznane ogolowi polskich „antysemitow”. Warto odzalowac troche miejsca na obszerne fragmenty ksiazki, odwolujace sie do tego watku:
    „W akcji szkalowania Polakow wzieli aktywny udzial uciekinierzy z Polski, tacy zajadli syjonisci jak: M. Muszkat – byly profesor prawa UW; I. Iserles – byly sedzia Sadu Najwyzszego PRL; Jozef Swiatlo (I. Fleischfarb) – byly wicedyrektor Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego; W. Tykocinski (E. Tikhotyner) – byly szef polskiej misji wojskowej w Berlinie Zachodnim; S. Bialer – byly pracownik naukowy Instytutu Ksztalcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR i PAN oraz lektor KC PZPR; Stanislaw Wygodzki – pisarz; J. Muszkat – Jotem – dziennikarz; A.Donat – autor ksiazki pt. Krolestwo calopalenia, wydanej w USA w roku 1964; 0. Pinkus – autor ksiazki Dom popiolow wydanej w Izraelu w 1964 roku; J. Kosinski [Lewikopf – przyp. aut.] – autor ksiazki Malowany ptak wydanej w USA w 1965 r. oraz J. Grynberg – byly aktor Teatru Zydowskiego i autor ksiazki pt. Wojna zydowska wydanej w USA w 1968 roku ( … )”
    Dazenia Zydow do obejmowania kluczowych stanowisk z cala jaskrawoscia uwidocznily sie w ogniwach Wojska i
    Bezpieczenstwa. W samym tylko Wydziale Oswiatowym I Dywizji Kosciuszkowskiej latem i jesienia 1943 roku pracowato 21 oficerow pochodzenia zydowskiego. Byli to: A. Bromberg, J. Burgin, A. Ford, J. Gawronski, P. Hoffman, St. Kalinowski, A. Klos, W. Konopka, B. Marczewski, J. Putrament, L. Szenwald, M. Mietkowski, H. Minc, K. Naszkowski, St. Okecki, L. Pasternak, M. Wagrowski, E. Werfel, H. Wemer, R. Zambrowski i St. Zawadzki.
    Natomiast w aparacie ogwiatowym oddzialow i samodzielnych pododdzialow tej dywizji w tym samym czasie bylo zatrudnionych 60 pracownikow pochodzenia zydowskiego. Do nich m.in. nalezeli: L. Andrzejewski, S. Arkuszewski, N. Bajtner, F. Debski, J. Bengom, L. Bibrowska, Z. Bibrowski, K. Biernacki, J. Burgin, M. Czarnota, A. Fejgin, B. Gabara, J. Gorecki, M. Gruda, T. Gutt, P. Hoffman, M. Jekiel, J. Kole, J. Komar, J. Kowalski, A. Kostasznik, J.Krakowski, J. Kratko, W. Kuber, W. Ley, M. Ludwikowski, St. Lukasik, R. Mandel, W.Matwin, M. Mazur, M. Minor, Fr. Mroz, E. Ochab, Z. Okret, A. Paczkowski, H. Palka, R. Razinski, J. Perkowski, J. Prusak, St. Rozanski, M. Rybicki, J. Siedlecki, J. Sigalin, St. Sobczak, Wl.Stapor, A. Stock, W. Strasser,R. Stypula, A. Suchanek, L. Szybek, F.Swietlik, K. Swietlik, St. Wancerz, K. Witaszewski, M. Wodnar, E.Zadrzynski i J. Ziolkowski.
    Obiektem szczegolnego zainteresowania i duzej infiltracji Zydow staly sie organa kadrowe rozrastajacego sie Wojska Polskiego. I tak: w lipcu 1946 r. Szefem Departamentu Personalnego WP byl gen. bryg. Stanislaw Zawadzki scisle powiazany porzez zone z tym narodem. Zastepcami Szefa Departamentu Personalnego byli: plk Jakub Wachtel i plk Stefan Kuhl. Szefem Wydzialu I tego Departamentu zajmujacego sie oficerami piechoty, sztabow i instytucji byl pplk Julian Rotnicki; szefem Wydzialu Awansow i Odznaczen byl pplk Adam Brandel; szefem Wydzialu VII zajmujacegosie powolywaniem oficerow do sluzby wojskowej i zwolnien z tej sluzby, administracja rezerw oficerskich, obsada kadrowa WKR i sprawami zwiazanymi z przyznawaniem emerytur – byl ppik Edward Pfeffer; szefem Wydzialu Oficerow Kwatermistrzostwa byl pplk Mieczyslaw Wodnar. Po sierpniowo-wrzesniowym plenum KC Partii 1948 r. do Departamentu Personalnego WP przybyli nowi oficerowie pochodzenia zydowskiego, a takze nastapily pewne zmiany na kluczowych stanowiskach w tej instytucji umacniajace pozycje i wplywy oficerow narodowosci zydowskiej. Po przeprowadzeniu wiosna 1950 r. reorganizacji Departamentu Kadr pomimo -istniejacego szefa tego Departamentu plk. Turskiego i jego zastepcy oficera radzieckiego plk. Kozucha, wyloniono 3-osobowa kierownicza ekipe zydowskiego pochodzenia w osobach: plk. Ziemiana, plk. Mazura i plk. Wojnara. Te, trojke cechowala wynioslosc, arogancja, a nawet brutalnosc, przypisywanie sobie monopolu na madrose i nieomylnosc. W wyniku polityki personalnej realizowanej przez oficerow pochodzenia zydowskiego zajmujacych kierownicze stanowiska w Departamencie Kadr i terenowych organach kadrowych, powazna czesc waznych stanowisk w dowodztwach okregow wojskowvch i rodzajow Sil Zbrojnych, instytucjach centralnych MON, szefostwach rodzaju wojsk i sluzb, byla obsadzona przez oficerow zydowskiego pochodzenia, w stosunku do ktorych nie byly w zasadzie stosowane kryteria polityczno-moralne, ani wymogi kwalifikacyjne. Jesli chodzi o obsade szefow Wydzialow Personalnych okregow wojskowych, to przedstawiala sie, ona we wspomnianym okresie nastepujaco: szefem Wydzialu Personalnego DOWI (Warszawa) byl pplk Jan Wisniewski, pozniejszy kontradmiral, a po nim pplk Rosinski (Rosenberg); szefem Wydzialu Personalnego DOW2 (Bydgoszcz) byl pplk Adolf Kolb; szefem Wydzialu Personalnego DOW4 (Wroclaw) byl pplk Marian Mazur, a po nim mjr. Roman Domanski (Rosenband); szefem Wydzialu Personahiego DOW5 (Krakow) byl kpt. Bronislaw Lampel, a po rozformowaniu tego okregu objal on w maju 1952 r. takie samo stanowisko w DOW4. Szefem Wydzialu Personalnego DOW6 (Lodz) byl pplk Henryk Ziemian (Zysman), a po rozwiazaniu tego okregu objal takie samo stanowisko w DOW3 (Poznan); szefem Wydzialu Personalnego DOW7 (Lublin) byl pplk Jan Dolanowski (Dollinger);szefem Wydzialu Personalnego w Dowodztwie Wojsk Lotniczych byl pplk Leon Turski (Tannenbaum), a w Wojskach Ochrony Pogranicza – pplk Michal Rudawski. W aparacie politycznym WP przez wiele lat kluczowe stanowiska sluzbowe obsadzone byly przez oficerow zydowskiego pochodzenia. I tak: kolejno zmieniajacymi sie szefami Glownego Zarzadu Politycznego WP byli: gen. Wiktor Grosz (Izaak Medres), gen. Mieczystaw Wagrowski (Izaak Pustelman), gen. Swietlik, gen. Edward Ochab, gen. Naszkowski, gen. Janusz Zarzycki (Neugebauer). Zastepcami szefa GZP WP byli: gen. Malko i gen. Leszek Krzemien. Szefem Zarzadu Organizacyjnego GZP WP byl plk Jekiel, ktory po zwolnieniu go do rezerwy objal stanowisko zastepcy przewodniczacego Glownego Komitetu Kultury Fizycznej. Szefem Zarzadu Propagandy GZP WP przez dlugi okres byl plk, a pozniej gen. Blum. Ponadto w GZP WP pracowali: plk. Alster, plk Fried-man, plk Szliferstejn, plk Lider, plk Brones, plk Hubert, plk Jegier, plk Gradlewski (Goldberg), plk Malczewski i inni. Analogiczna sytuacja istniala w Zarzadach Politycznych okregow wojskowych i rodzajow Sil Zbrojnych, Wojskowej Akademii Politycznej i Wojskowym Instytucie Historycznym. Interesujacym jest fakt, ze w celu zatarcia sladow zydowskiego pochodzenia, na wniosek okreslonej grupy oficerow owczesnego Departamentu Personalnego przeforsowano okoto 1947 r. wydanie odpowiedniego aktu normatywnego upowazniajacego Ministra Obrony Narodowej do przeprowadzania we wlasnym zakresie zmiany nazwisk oficerow. Formalnosci z tym zwiazane zatatwial Departament Personalny WP opracowujac odpowiednie rozkazy personalne. Sprawy takie byly zalatwiane bardzo operatywnie. Z tej mozliwosci skorzystalo wielu oficerow narodowosci zydowskiej. Zespol autorow organu teoretyczno-politycznego GZP WP „Nasza Mysl” skladal sie z oficerow pochodzenia zydowskiego. W sklad tego zespolu wchodzili: gen. Janusz Zarzycki, plk Leon Grosfeld, plk Henryk Werner, pplk Dorian Plonski, Roman Werfel, mjr Wlodzimierz Brus, mjr Wlodzimierz Baczko, mjr Julian Lider, pplk Zenon Welfeld, pplk Leon Sternik, mjr Zbigniew Safian, plk Adam Bromberg i pplk Ignacy Blum. Czesc z nich posiadala skompromitowana przeszloc jak np. mjr Safian, ktory w czasie okupacji hitlerowskiej byl policjantem zydowskim w getcie.
    Ludzie ci w swej dzialalnosci publicystycznej tendencyjnie pomniejszali role ruchu oporu w kraju (AK, BCh, GL i AL), w sposob niezwykle uproszczony oceniali kampanie wrzesniowa oraz wytwarzali sztucznie klimat podejrzliwosci wobec oficerow polskich przebywajacych w kraju w czasie okupacji. Ich artykuly staly sie wybitnie nihilistyczne wobec tradycji naszego narodu, a nawet jego wkladu w druge wojne swiatowa. Natomiast reportaze St. Daleckiego z Bliskiego Wschodu po 1948 r. gloryfikowaly walke organizacji syjonistycznych w Palestynie. Byla nawet mowa o ich „misji cywilizacyjnej” w tej czesci swiata. Walka zas krajow arabskich zdecydowanie okreslana byla jako niesprawiedliwa.

  25. Piotrx

    10 marca 2018 at 09:28

    cd..
    Od 1950 roku czasopisma i prasa wojskowa opanowana w dalszym ciagu przez ludzi zydowskiego pochodzenia z wyjatkowa pasja podjely problem tzw. „odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego”, a calosc wychowania politycznego kadry i zolnierzy zostala sprowadzona do walki z owym odchyleniem. Pominieto sprawe patriotycznego wychowania. W programach szkolenia ideowo-politycznego niebywale wyeksponowano historie WKPB, programy zas historii Polski wyprane z politycznego tla wekslowaly ja na tory historii gospodarczej. Historia polskiego ruchu robotniczego pozbawiona faktow, a zwlaszcza nazwisk, przerodzila sie w dociekania istoty bledow i wypaczen tego ruchu. W tego rodzaju programach prym wiodla Wojskowa Akademia Polityczna, dla ktorej starannie dobrano kadre wykladowcza w duzej czesci zydowskiego pochodzenia z gen. Uzieblo, Plk. Hoffmanem, Plk. Piaseckim, Plk. Haliczem, Plk. Pawlowskim, Plk. Pirko, Plk. Wachtlem, Plk. Ochockim, mjr. Lewandowskim, Plk. Malczewskim, Plk. Grotem, Plk. Sokolowskim i mjr. Zillbersteinem. Na szefow katedr powolywano nawet ludzi nie posiadajacych zadnego przygotowania (m.in. kpt. Dworniaka), czy tez posiadajacych trudnosci w poslugiwaniu sie jezykiem polskim (m.in. mjr Zillberstein). Zasadniczym kryterium przydatnosci nie byla wiedza, ani umiejetnosci zawodowe lecz przynaleznosc do narodowosci zydowskiej. Po wydarzeniach pazdziernikowych 1956 r. grupa zydowskich dzialaczy zajmujaca eksponowane stanowiska w Wojsku i odpowiedzialna za wypaczenia i bledy lat 1948-1956 postanowila zrzucic z siebie odpowiedzialnosc i przedstawic sie jako ofiary kultu jednostki i glowni rzecznicy odnowy. Wykorzystali do tego narade wyzszych dowodcow i oficerow politycznych, ktora odbyla sie 27.10.1956 r. przy udziale Gomulki, Spychalskiego, Zawadzkiego i Cyrankiewicza. Na tej naradzie specjalnie przygotowani przez Bluma i Malczewskiego polemisci przypuscili ostry atak na wojsko pod plaszczykiem troski o jego demokratyczne oblicze. Domagano sie odwolania ludzi skompromitowanych z wojska, ale o jakich ludzi chodzi, tego nie precyzowano. Chodzilo im bowiem o tych dowodcow i oficerow politycznych, ktorzy zachowali rozwage i nie dali sie poniesc emocjom. Chodzilo im takze o rozbicie zwartego kierownictwa wojskowego postulujac utworzenie Ministerstwa Spraw Wojskowych i odrebnego stanowiska naczelnego dowodcy (plk Mojsiejewicz). Postulowano zastapienie jednoosobowego dowodzenia dzialnoscia rad wojskowych i rad wojennych na wzor chinski (gen. Frey-Bielecki). Domagano sie takze otwartego pisania w prasie o sprawach wojskowych bez cenzury. Podobne postulaty zglosili gen. Hubner i inni. Te rewizjonistyczne tendencje spotkaly sie z krytyka kierownictwa partii i rzadu. Objecie przez gen. Janusza Zarzyckiego (Neugebauera) stanowiska szefa GZP WP powaznie wzmocnilo pozycje i wplywy zydowsko-rewizjonistycznej grupy w tej instytucji. W sklad tej grupy wchodzili: Fryderyk Malczewski, Ignacy Blum, Zygmunt Hofman, Michal Friedman, Stanislaw Nadzin, Miroslaw Nadelwicz, Jan Zamoyski, Bronislaw Bednarz, Eugeniusz Kuszko i Piotr Borowy. Korzystajac z opieki Zambrowskiego, Morawskiego i Ochaba grupa ta zaczela lansowac wyraznie tendencje rewzjonistyczne. Ukazaly sie w pismiennictwie wojskowym odpowiednie w tym duchu artykuly plk.J.Bluma, cykl artykulow Z. Baumana. Publikowal sie tez W. Gornicki – juz znany wowczas jako syjonista i rewizjonista.
    Organ teoretyczny GZP WP „Wojsko Ludowe” i prasa wojskowa podjely tez nader szkodliwa dyskusje o „bohaterszczyznie”, ktora zapoczatkowal plk Janusz Przymanowski piszac m.in.: ,Skonczmy z gloryfikacja bohaterstwa pustych rak! „ „Dosyc juz wyslawiania bohaterstwa, ktore bylo bezuzytecznym szalenstwem lub nastepstwem glupoty czy balaganu”. Podjeto takze walkae z urojonym przez zydow rzekomo pleniacym sie wsrod Polakow antysemityzmem. Z inicjatywy szefa GZP WP gen. Zarzyckiego wydano w marcu 1957 r. broszure poswiecona antysemityzmowi w Polsce, w ktorej usilowano wykazac, ze Polska to kraj zagorzalych antysemitow. Dla uzasadnienia tego domniemania przedrukowano prace J. Marchlewskiego pt. Antysemityzm a robotnicy, szkic E. Orzeszkowej pt. O Zydach i kwestii zydowskiej, esej J. Tuwima pt. My zydzi polscy oraz paszkwilancki artykul z „Po prostu” pt. Gdy budza sie upiory piora J.Ambroziewicza, E. Gonczarskiego I J. Olszewskiego. Na naradzie aktywu partyjnego 27.05.1957 r. owczesny szef GZP WP gen. J. Zarzycki przestrzegal oswiadczajac wprost: „pod-daje sie w watpliwosc nasz sojusz ze Zwiazkiem Radzieckim… Ten antyradziecki nurt wiaze sie czesto z antysemityzmem, ktory jakkolwiek rzadko manifestuje sie otwarcie, wystepuje jednak w ukryciu zazwyczaj pod postacia falszywych hitlerowskich niemal plotek”.
    W latach 1957-1958 na lamach „Zolnierza Wolnosci” ukazywac sie zaczely alarmujace artykuly i reportaze pietnujace ostre przejawy rzekomego polskiego antysemityzmu. G1owny Zarzad informacji WP od samego Poczatku swego istnienia obsadzony byl przez oficerow zydowskiej narodowosci. I tak: szefami GZJ byli: plk Jan Rutkowski, a po nim oslawiony ,,krwawy” Stefan Kuhl. Zastepcami szefa GZL byli: plk Adam Gajewski, plk Eugeniusz Zadrzynski, plk Anatol Fejgin, plk Antoni Skulbaczewski i plk Jerzy Dobrowolski. Obsade zarzadow i oddzialow GZJ stanowili: Plk Ignacy Krzemien, plk Jerzy Szerszen, plk Wincenty Klupitiski, pplk Eugeniusz Wyszkowski, pplk.Aleksander Synaj, pplk Aleksander Andruszewicz, plk Neumian Lewandowski, pplk Stefan Sarnowski, pplk Stefan Lewkowicz, mjr Jerzy Fonkiewicz, mjr Mateusz Frydman, pplk Wincenty Klupinski, pplk Robert Knap, pplk Jozef Wargin-Slomenski, pplk Andrzej Szydlowski, mjr Edward Umer, mjr Stanislawa Sowinska, plk Wladyslaw Halbersztadt, pplk Anatol Leszczynski, plk Isser Rabinowicz.
    Podobnie obsadzone byly kierownicze stanowiska w Zarzadach Informacii Okregow Wojskowych. Po rozwiazaniu G1owneg Zarzadu Informacji, zostala powolana w lutym 1957 r. Wojskowa Stulba Wewnetrzna. Zwolnieni z organow informacji oficerowie zydowskiego pochodzenia odpowiedzialni za lamanie praworzadnosci, bezprawie i terror, otrzymali
    eksponowane stanowiska w administracji panstwowej,dyplomacji itd. Do nich m.in. nalezli: plk Stefan Kuhl, ow znany ,,krwawy” oprawca zostal mianowany wiceministrem, plk Ignacy Krzemien zostal sekretarzem
    ambasady PRL w Sofii, plk Boleslaw Jelen zostat ambasadorem PRL w Meksyku, plk Jerzy Dobrowolski zostal szefem Departamentu Kadr MON, plk Jozef Maruszewicz i ppfk Madyslaw Godlewski zostali kierowniczymi
    pracownikami w Orbisie, pplk Leopold Cetkin zostil pracownikiem misji handlowej PRL w Moskwie; mjr Aleksander Mirecki i mjr Jerzy Zukowski zostali zatrudnienie w dziennikarstwie. Natomiast wielu innych zwolnionych z informacji oficerow narodowosci polskiej zostalo pozostawionych wtasnemu losowi i z trudem uzyskiwali oni prace i
    srodki do dalszej egzystencji. Szczegolne skoncentrowanie oficerow zydowskiego pochodzenia mialo miejsce w instytucjach centralnych MON. I tak: w Sztabie Generalnym WP glownym Inspektorem Techniki i Planowania byl w latach 1956-1967 gen. Marian Graniewski, szefem Zarzadu Operacyjnego byl w latach 1954-1960 gen. Jan Drzewiecki (Holzer), szefem Zarzadu II byl w latach 1946-1950 gen. Waclaw Komar, szefem Zarzadu Organizacyinego byl w latach 1952-1954 plk Cze-slaw Berman, szefem Zarzadu Planowania Materialowego byl w latach 1952-1967 gen. Edward Pfeffer, szefem Oddzialu Szyfrowego byl w latach 1946-1952 plk Joachim Erlich, szefem Oddzialu Cenzury byl w latach 1953-1963 plk Tadeusz Polanowski. Piastujac stanowisko Szefa Zarzadu II Sztabu Generalnego WP juz od 1946 r. gen. bryg. Waclaw Komar rozpoczal intensywne angazowanie do pracy w tym Zarzedzie osob pochodzenia zydowskiego, wsrod nich i takich, ktorzy nie posiadali odpowiedniego wyksztalcenia i niezbednych kwalifikacji, a nawet i takich, ktorzy nie mieli polskiego obywatelstwa. Pracownicy ci byli bezposrednio sciagani z Palestyny, Francji, Wloch i roznych instytucji krajowych. Tak zostali sciagnieci z Palestyny m.in. Bryn Trojan (Adler), Gineberg, Botwinska i inni.
    Obok szefa Zarzadu II gen. W, Komara, zydowskiej narodowosci byli dwaj zastepcy szefa Zarzadu – plk Stanislaw Flato i plk Wladyslaw Leder. Szefem Wydzialu Operacyjnego byl plk Stanislaw Bielski, szefem Wydzialu Informacyjnego – plk Adam Brandel, szefem Wydzialu I – plk Michal Bron (Bronstein), szefem Oddzialu III – plk Anatol Liberman, szefem Wydzialu Finansow kpt. Marcin Sochaczewski. Ponadto pracowali tam dalsi oficerowie tego samego pochodzenia jak plk Leon Herzog, plk Pawel Monat, plk Jan Rochwerger, plk Maksymilian Sznapf, mjr Boleslaw Wlodynger, mjr Maksymilian Berezowski i inni. Wszystkie wazniejsze stanowiska w podstawowych komorkach Zarzadu II byly obsadzone przez pracownikow tej narodowoeci, a np. w sekcji agenturalnej amerykanskiej na 9 pracownikow kadrowych 8 z nich bylo zydowskiego pochodzenia wraz z szefem tej sekcji plk. Leonem Zagorskim.
    Jezeli w latach 1945-1949 stanowiska w Misjach i Attachatach Wojskowych obsadzone byly oficerami przedwojennymi (m.in. gen. Modelski, gen. Kuropieska, gen. Mossor, plk Rozen-Zawadzki ‘ plk Krajewski. plk Bukowski i inni), to po tym okresie stanowiska te obejmuja stopniowo oficerowie zydowskiego pochodzenia w osobach: plk Tykocinski (Tykotyner), plk Herzog, plk Monat, plk Bron, plk Hirszowicz, pplk Kornecki, pplk Kofler, pplk Czarny i mjr Rochwerger. Aparat kadrowy pod przykryciem byl obsadzony przede wszystkim przez osoby narodowoeci zydowskiej. I tak np. w latach 1948-1953 w USA na 8 pracownikow pod przykryciem wszyscy byli zydowskiego pochodzenia (Zagorski, Klon, Groniewicz, Krakowski, Maliszewski, Heliman, Welker, Hamerlak). Podobnie przedstawiala sie sytuacja na terenie innych krajow. Jedynie do pracy pomocniczej angazowano mlodych oficerow narodowosci polskiej. Poczawszy od 1953 r. do pracy w attachatach wojskowych kierowani byli oficerowie polscy, a tylko nieliczni pochodzenia zydowskiego jak np. Monat do Waszyngtonu, a Bron do Jugoslawii. Do organizowania siatek agenturalnych w roznych krajach poczawszy od 1948 r. wysylano pracownikow wylacznie zydowskiego pochodzenia. m.in. zostali wystani: Trojan (Adler), Lubiejski (Zygielman), Rajski (Rajgrodzki), Kot (Szterenzys), Zagorski (Winter),Wolf, Hubner, Tykocinski (Tikotiner) i inni. Organizowali oni siatki wywiadowcze w oparciu o koneksje rodzinne i srodowiska zydowskie.
    Werbowali najczesciej osoby bezwartosciowe, skorumpowane, a w wielu wypadkach wykazywali fikcyjne werbunki w celu uzasadnienia nadmiernych wydatkow finansowych.
    W Inspektoracie Szkolenia wazne stanowiska zajmowali tacy oficerowie zydowskiego pochodzenia jak plk Szulczynski – Redaktor naczelny Przegladu Wojsk Ladowych; plk Welfeld – p.o. szefa Zarzadu Szkolnictwa Wojskowego, ktory kierowal caloksztaltem spraw organizacyjnych, programowych i personalnych w tym Inspektoracie i plk Sadykiewicz z-ca szefa Zarzadu I. W Akademii Sztabu Generalnego czolowe stanowisko zijmowali tacy oficerowie narodowogci zydowskiej jak: plk Broch, plk Berman, plk Demner, plk Bielawski, plk Makowski, plk Szlifersztejn i inni. W Biurze Studiow MON – plk Heistein i plk Speizer.
    W aparacie kwatermistrzowskim dzieki Glownemu Kwatermistrzowi WP gen.Komarowi i szefowi Wydzialu Kadr G1ownego Kwatermistrzostwa pplk. Tatarynowiczowi znaczna czesc kierowniczych stanowisk zajmowali oficerowie narodowoeci zydowskiej m.in.: plk Cukierman, pplk Zawadzki, pplk Pakier, pplk Haliliski, pplk Malachowski i pplk Weis, ktory w 1956 r. zdradzil Polske. Do osob, ktore byly specjalnie wyrozniane i przewidywane do objecia eksponowanych stanowisk nalezeli: plk Herc Antopolski, plk Henryk Flikielski, plk Henryk Ebensztejn, plk Jozef Guterman i plk Henryk Cukierman.
    W pionie technicznym wojsk pancernych wazniejsze stanowiska byly w latach 1950-1954 obsadzone przez oficerow zydowskiego pochodzenia takich m.in. jak plk Rotowski (Rotholtz), plk Szulc, plk Bochniewicz, plk Bergerson, plk Sztuhl, plk Krygier, plk Wohlmuth, plk Magler i pplk Neuberg. Po odwolaniu plk Rotowskiego ze stanowiska szefa Zarzadu Sluzby Techniczno Czolgowej, zgodnie z decyzja b. szefa Departamentu Kadr MON gen. Fonkowicza, na powyzsze stanowisko zostat wyznaczony plk Ludwik Szulc, mimo zgloszonych bardziej odpowiednich kandydatow.
    W wielu przypadkach oficerowie narodowoeci zydowskiej zajmujacy odpowiedzialne stanowiska w pionie technicznym tych wojsk nie posiadali nawet sredniego wyksztalcenia, jednak zawsze oceniani byli przez kierownictwo stuzby jako wybitni fachowcy. W sluzbie samochodowej MON jej kierownictwo w osobach: plk Pawel Solski (Pinkus) w latach 1948-1950 i gen. Nowicki od 1952 r. w sposob swiadomy i celowy obsadzali wazne stanowiska w tej sluzbie oficerami narodowosci zydowskiej, czesto o niskich wartosciach fachowych i moralnych jak np. b. plk Jozef Malagowski – zdegradowany za naduzycia i skazany na 6 lat wiezienia; plk Ukrainski, zdegradowany, porzucil zone i dzieci, szczegolna opieka otaczal go szef sluzby gen. Nowicki; plk Bolestaw Badian pelnil sluzbe do 1967 r. w pionie organizacyjno-mobilizacyjnym o przecietnych wartosciach; pplk Rafal Lekach nie posiadal w ogole wyksztalenia i praktyki w sluzbie samochodowej; pplk Henryk Majsiak – wyrzucony z informacii w 1967 r. zostal przyjety do sluzby samochodowej bez jakichkolwiek kwalifikacji; pplk Tadeusz Sarzycki – zwolniony z wojska za wroga dzialalnose w czasie okupacji. Po zabiegach gen. Nowickiego powtornie powolany do sluzby wojskowej; pplk Szymon Gladysz – posiadal zaledwie 7 klas szkoly powszechnej, wyjechal do Izraela w 1956 r. oraz plk Ignacy Rutkowski z wyksztalceniem 6 klas szkoly powszechnej, byl naczelnym dyrektorem WZ Mot. Zaciekly syjonista, wybieral sie do lzraela, lecz zmarl na zawal serca na krotko przed planowanym wyjazdem.

  26. Piotrx

    10 marca 2018 at 09:29

    cd..
    Szczegolnie duze skupisko oficerow narodowosci zydowskiej bylo w sluzbie zdrowia, a zwlaszcza w Departamencie Stuzby Zdrowia WP. Stalo sie tak dzieki temu, ze przez wiele lat szefowal temu Departamentowi plk, a poiniej general Leo Samet, ktory do 1958 r. nie posiadal Dyplomu lekarza, aczkolwiek przez caly czas swego szefowania tytulowat sie ,doktorem”. Jego nastepca gen. Kowalski z pochodzenia rowniez Zyd, wyznaczony na to stanowisko po pazdzierniku 1956 r. nie zrobil nic aby uzdrowiec sytuacje kadrowa w podleglej mu sluzbie. Powazna koncentracja pracownikow narodowogci zydowskiej wystaipila w Departamencie Sluzby Sprawiedliwogci, Najwyzszym Sadzie Wojskowym, Naczelnej Prokuraturze Wojskowej oraz w sadach i prokuraturach terenowych. Nie bylo takiego sadu ani prokuratury w wojsku, w ktorej oficerowie zydowskiego pochodzenia nie piastowaliby kluczowych stanowisk. W Departamencie Sluzby Sprawiedliwogci stanowiska szefa Departamentu, szefow Wydzialow, Radcow i Inspektorow piastowali oficerowie tegoz pochodzenia w osobach:
    Henryk Holder, Winawer, Mieczyslaw Halski, Jakub Lubowski (Chasze Smen), Helena Wolinska, Borys Olomucki, Mieczyslaw Freudenhaym, Leopold Kielski, Marian Malinowski, Arnold Rak, Franciszek Szelinski, Jan Zaborowski i Ludwik Fals. W Najwyzkszym Sadzie Wojskowym funkcje zastepcow Prezesa badz sedziow NSW pelnili: Marian Muszkat, Oskar Karliner, Marcin Dancyg, Leo Hohberg, Roman Rawicz (Vogel), Marian Rozenblit, Marian Berton, Jozef Warecki. W Naczelnej Prokuraturze Wojskowej stanowiska zastepcow Naczelnego Prokuratora, szefow Wydzialow i Prokuratorow pelnili: Henryk Podlaski, Maksymilian Lityliski (Lifsches), Stanislaw Lex-Majewski, Marian Frenkel, Mieczyslaw Bogucki, Feliks Aspis, Edward Gol, Witold Grodzinski, Adam Masz, Jerzy Modlinger, Tadeusz Miernik, Mojzesz Ponarski, Zenon Rychlik, Feliks Slonimski, Rubin Szweig, Wlodzimierz Winawer, Emil Ziegler i Henryk Zelnik.
    W terenowych prokuraturach i sadach wojskowych funkcje szefow bedz zastepcow szefow pelnili oficerowie tejze narodowosci m.in. tacy jak: Kazimierz Graf, Arnold Zaleski (Zalkind), Adolf Brunicki, Marek Szauber, Stanislaw Sliwa, Piotr Smolnicki, Jozef Fledman, Maks Auster, Jerzy Tranier, Jozef Rajch, Filip Berski (Badner), Mieczyslaw Fajnsztajn, Antoni Mamrot, Eugeniusz Landsberg, Jan Orlinski (Unterweiser), Jan Kant, Roman Bojko, Julian Wilf, Edward Milewski, Juliusz Surozki, Ryszard Wierciech, Jozef Rajch i Aleksander Warecki. Sposrod wymienionych wyemigrowali do Izraela: Marian Muszkat, Jan Kant (prokurator Marynarki Wojennej w Gdyni), Ludwik Fels, Marcin Dancyg, Edward Gol, Edward Milliblit, Eugeniusz Landsberg, Adolf Brunicki, Michal Salpeter, Mieczyslaw Mirski i Andrzej Makowicz.
    Na przelomie lat 40-50-tych oficerowie narodowosci zydowskiej zajmowali tez sporo odpowiedzialnych stanowisk dowodczych w tym: dowodcow pulkow i dywizji wprowadzanych w miejsce odkomnderowanych oficerow Armii Radzieckiej. Do nich m.in. nalezeli: plk Szulczynski (Szulcyger) – dowodca pulku, plk Izydor Helin – dowodca pulku czolgow, wyjatkowo nieudolny, o niskich wartosciach etyczno-moralnych, ktory juz w 1948 r. napisal raport o wyjazd do lzraela, co wcale mu nie
    przeszkadzalo w dalszym sprawowaniu swego stanowiska; dowodcy dywizji I korpusow: plk Sadykiewicz, plk. Gross, plk. Lech, plk. Heistein (szef sztabu korpusu), plk. Majtek, plk. Peste i plk. Garbowski (Caber).
    Dobor na studia w radzieckich akademiach wojskowych dokonywal sie u nas rowniez pod okreglonym katem narodowosciowym. Spora czesc oficerow kierowanych na te studia byla pochodzenia zydowskiego. Wsrod absolwentow tych uczelni znalezli sie m.in. tacy oficerowie tego pochodzenia jak: plk. Wisniewski (pozniejszy wiceadmiral), plk. Spajzer, plk. Drzewiecki (Holzer) poiniejszy general, plk Frey-Bielecki (pozniejszy general), plk. Lach, plk. Lapinski (pozniejszy general), plk. Grabowski i plk.Heinrich. Oficerowie narodowosci zydowskiej nie wykazujacy wystar czajacych wartosci umyslowych lub nie widzacy realnych mozliwosci objecia odpowiednich eksponowanych stanowisk w dotychczasowych ich pionach pracy, kierowani byl.i na kluczowe stanowiska w departamentach I biurach wojskowych ministerstw i urzedow centralnych. W 39 tego typu komorkach na kierowniczych stanowiskach bylo 40 oficerow pochodzenia zydowskiego, z tego 17 dyrektorow biur i departamentow.
    Przez okolo 10 lat procesem szkolenia i wychowania wojskowego w Ministerstwie Szkolnictwa Wyzkszego jako Dyrektor Departamentu Wojskowego kierowal plk. Bartkiewicz nie reprezentujacy soba zkadnych wartosci ideowo-moralnych. Dyrektorem Departamentu Wojskowego w Mi- nisterstwie Zeglugi byl plk. Horoszewicz, a w b. Ministerstwie Oswiaty – nadzor i opieke nad realizacja programu przysposobienia obronnego mlodziezy w szkolach srednich i technikach sprawowal p Woch. W Ministerstwie Zdrowia i Opieki Spcaecznej dyrektorem Departamentu Wojskowego przez ponad 10 lat byl plk. Wadlewski (Waldman). Podobnie byto z obsada kierownikow utworzonych na poczatku 1950 r. wojskowych studiach przy wyzszych uczelniach cywilnych. Kierownikiem takiego studium Uniwersytetu Jagiellonskiego byl plk Cynkin skazany wyrokiem sadu za sprzedaz dyplomow, a po nim na tymze Uniwersytecie plk. Jozef Morzycki. Wieloletnim kierownikiem Studium na Uniwersytecie Warszawskim byl plk Maksymilian Sznepf. Wielu z pracownikow studium bylo skorumpowanych i skompromitowanych na uprzednio zajmowanych stanowiskach. I tak np. plk Stanislaw Garder przed objeciem funkcji kierownika Studium Wojskowego zamieszany byl w naduzycia gospodarcze; plk Andrzej Liwocki obciazony byl odpowie dzialnoscia moralna za falszowanie dokumentow w wyniku czego zostal usuniety ze stanowiska Szefa Oddzialu Kadr SOW. Skom promitowani byli tez plk Helin, pplk Namedynski i pplk Szeremeta. Tolerowano na stanowiskach kierownikow Studiow Wojskowych ludzi, ktorzy nie mieli zadnych predyspozycji fachowych badz ideowo-moralnych. Do takich m.in. nalezeli: plk.Wiktor Szyszka z Politechniki Czestochowskiej, plk. Adam Gloca z Uniwersytetu Wroclawskiego, plk. Piotr Pioro z Uniwersytetu Lubelskiego, pplk Konrad Zywicki z Wyzszej Szkoly Wychowania Fizycznego w Poznaniu, plk Klemens Nusbaum z Politechniki Warszawskiej maz przewodniczacej Ligi Kobiet – Zawadeckiej. Dosc czesto przenoszono skompromitowanych oficerow narodowogci zydowskiej z jednej do drugiej uczelni jak mialo to miejsce m.in. z plk. Diduchem i pplk. Jurkowskim.
    W mlodziezowej organizacji „Sluzba Polsce” powolanej w 1948 r. skoncentrowala sie wiekszoge oficerow i pracownikow narodowooci zydowskiej. Zajmowali oni w tej organizacji kluczowe stanowiska. I tak: Komendantem G1ownym tej organizacji byli po sobie: plk. Edward Braniewski (Brandsteter) – pozniejszy general i plk Aleksander Slaw. Szefem sztabu byl do maja 1949 r. Otto Finski (Finkenstein), a od maja 1949 r. plk. Jerzy Siodmak. Kwatermistrzem – plk Herc Antopolski, szefem Zarzedu Polityczno Wychowawczego – mjr Michal Gorski, szefem Oddzialu Organizacyjnego sztabu – mjr Henryk Uminski (Keff), szefem Oddzialu Propagandy Zarzadu Politycznego – mjr M. Sawicki, szefem Wydzialu Wydawnictw – mjr Jozef Sliwinski (Flaumanbaum) i szefem Wydzialu Prawnego – dr Jerzy Lecki.
    Wielu z tych oficerow nie miato nie tylko wlasciwego przygotowania zawodowego, ale i czesto wartosci moralno-etycznych, co potwierdzaja nastepujace fakty: plk Otto Finski, kosmopolita, wyksztalcony w Austrii i Niemczech, matka na state mieszkala w Wiedniu; plk. Jerzy Siodmak – syn krakowskiego kamienicznika nalezal do 1939 r. do syjonistycznej organizacji „EI-Al „; mjr Henryk Uminski falszywie podawal w dokumentach, ze byl w KZMP. Rodzinnie powiazany z konfidentem policji w polskim ruchu robotniczym, czego nie ujawnil w dokumentach personalnych. Mjr Michat Gorski – aresztowany pod zarzutem wspolpracy z okupantem (byl policjantem w getcie zydowskim), pplk Henryk Nachsatz – bez zadnego przygotowania fachowego, w 1957 r. wyjechal do Izraela; pplk Albert Galina – syn bogatego kusnierza warszawskiego o bardzo niskim poziomie umystowym, w 1958 r. wyjechal do Francji; pplk Leon Blacharski – wrogo ustosunkowany do Polakow, w 1957 r. wyjechal do Izraela; mjr Jozef Sliwinski – o niezwykle niskim, poziomie umyslowym, nie potrafil poprawnie mowio po polsku; ppik Dawid Lerner – syn zydowskiego kapitalisty, nieprzyjaznie ustosunkowany do Polakow, kpt Samuel Lewin tyran swoich podwladnych, zastrzelil oficera, za co nie poniosl aadnych konsekwencji.
    Korpus Bezpieczeiistwa Wewnetrznego (KBW) byl przez sorodowisko zydowskie calkowicie opanowany. Dowodca KBW od 1946 r. byl gen. bryg. Konrad Swietlik, nastepnie gen. bryg. Juliusz Hubner. Po 1956 r. przez okres pobytu gen. Musia w rosyjskiej Akademii Sztabu Generalnego, obowiazki dowodcy KBW pelnil gen. bryg. Waclaw Komar – dowodca Wojsk Wewnetrznych. Na stanowisku zastepcy dowodcy KBW do spraw politycznych pozostawal plk Zdzislaw Bibrowski (delegowany w 1954 r. do Komisji Kontroli i Nadzoru w Korei wraz z zona Anna powolana specjalnie do sluzby czynnej, za naduzycia zwolnieni oboje z wojska w 1956 r; po nim plk Puteczny przekazany po 1956 r. do MON.
    Szefem sztabu KB byl plk Edward Koninski – syn fabrykanta, rzekomy dzialacz KZMP. Szefem Oddzialu Mobilizacyjnego KBW byl plk. Kocubej – zwolniony w 1958 r., wyjechal do Izraela. Szefem Oddzialu Lacznosci byl plk Oskar Weiss. Wieloletnim szefem Oddzialu Personalnego KBW byl plk. Niewiadomski. Stanowisko dowodcy Artylerii i Broni Pancemej KBW piastowal przez wiele lat (do 1964 r. ) plk. Leon Helfer, dowodca brygady byl plk Dymitr Pliskin nieudolny, nie umiejacy zyc z kolektywem. plk. Stanislaw Konar jako dowodca brygady bez sredniego wyksztalcenia i wojskowego wyszkolenia, dopuscil sie szeregu wykroczen. Plk Karol Glajcher jako dowodca pulku.byl nieudolnym, slabym organizarem. Podobnymi cechami charakteryzowali sie: plk. Hanski b. szef sztabu KBW, plk. Wasilkowski i plk. Dobrowolski – komendanci Oficerskiej Szkoly KBW. Pplk Resiur jako szef sztabu 2 Brygady KBW wzial w 1957 r. udzial w mundurze w zebraniu gminy zydowskiej w Bialymstoku z okazji przyjazdu przdstawiciela Zydow z Kanady. W 1958 r. zostal zwolniony ze sluzby. Rowniez Dowodztwo Wojsk Ochrony Pogranicza (WOP) stalo sie powaznym skupiskiem oficerow i pracownikow cywilnych zydowskiego pochodzenia. Zajmowali w nim kierownicze stanowiska tacy oficerowie jak: plk Roman Grabowski, plk. Stefan Sobczak, plk Adam Broda, plk August Bernard, plk. Aleksander Grylak, plk Oberhard, plk. Fuks, plk Tubak, pplk Jakub Margules, plk Michal Rajewski, pplk Marek Tempel, pplk Tadeusz Korobkow, plk. Stanislaw Banski i plk. Roman Wasilkowski.

    W Ministerstwie Bezpieczetistwa Publicznego i jego organach terenowych wszystkie kierownicze stanowiska obsadzone byly przez oficerow i pracownikow cywilnych narodowogci zydowskiej. jak wiadomo glownym zarzadca nad cala bezpieka w Polsce byl Jakub Berman, czlonek Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR. To on patronowal okrutnym, wciaz udoskonalanym ubeckim metodom znecania sic i mordowania polskich patriotow z AK i innych ugrupowan politycznych. To on ponosi za to, co wyrabiali ubowscy oprawcy z polskimi patriotami calkowita i niezmazalna wine.
    Sekundowali mu w tej zbrodniczej dziatalnosci tacy wiceministrowie tego resortu jak: gen. Roman Romkowski (Natan Grunspan – Kikiel), gen. Alster, gen. Bukojemski, gen. Matejewski (Kugelschwanz) – gangster od przemytu zlota i dukatow w MBP (fikcyjnie skazany na 5 lat, wyroku nie odsiedzial, zloto zas zostalo podzielone miedzy takimi jak on „kolezkami”); gen. Milewski- czolowy mafioso od przemytu I pozaprawnych zbrodni, szef afery „zelazo”, pozostal bezkamy; Mieczystaw Mietkowski (Mojzesz Bobrowicki) – byly policjant zydowski w gettcie; doradca Ministra Bezpieki – plk Gajewski i dyrektor gabinetu Ministra BP -Leon Andrzejewski (Lajb Wof Ajzen). W niczym nie byli gorsi od nich dyrektorzy departamentow MBP: Jozef Rozanski (Josek Goldberg) – dyrektor departamentu sledczego; plk Czaplicki – dyrektor departamentu III nazywany ,,Akowerem” gdyz specjalizowal sie w znecaniu sie nad Akowcami; plk. Galczewski – dyrektor departamentu IV; plk. Julia Brustygier (Brustiger) – dyrektor departamentu V (politycznego) zwana , krwawa „Luna”; plk. Duliasz – dyrektor departamentu VI; plk. Zabawski dyrektor departamentu VIII, do 1939 r. byl agentem NKVM na Polske; plk Gorecki (Goldberg) – dyrektor departamentu IX; plk. Anatol Fejgin – dyrektor departamentu X; plk. Orechwa – dyrektor departamentu Kadr MBP, plk. Stuczek dyrektor departamentu Lacznogci i Podsluchu; plk. Grzybowski dyrektor departamentu Ochrony rzadu MBP; plk. Kisielew – dyrektor departamentu finansowego MBP; plk. Jozef Kratko – dyrektor departamentu szkolenia; plk. Jarczewski – dyrektor departamentu, adwokat od prawa mojzeszowego i PRL-owskiego; plk. Modecki – dyrektor departamentu, specjalista od „zlotego Banku”; plk Kowalik – dyrektor departamentu , specjalista od ,Zlotego Cielca” oraz grupa pozostalych dyrektorow departamentow w osobach: plk Sienkiewicz (Lewi), plk Gangel, plk. Kalecki, Rubinsztejn, Sajewski, Krupski, Drzewiecki, inz. Wolski, Siedlecki, Zabludowski, Burgin, Tyborski ktory byl policjantem zydowskim w getcie oraz plk. Jozef Swiatlo (Izaak Fleischfarb) – zastepca dyrektora departamentu X……

  27. Piotrx

    10 marca 2018 at 09:30

    KTO I DLACZEGO WYJEŻDŻAŁ Z POLSKI PO 1968 ROKU? -Paweł Siergiejczyk
    /fragmenty/
    Lista „inteligentów”
    Spójrzmy na listę dziennikarzy i literatów, idąc alfabetycznie. Oto Andrzej Berkowicz z młodzieżowego tygodnika „Dookoła Świata”, wcześniej pracujący w „Nowej Wsi” i „Po Prostu”. Był synem Oskara Berkowicza, przed wojną sekretarza Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy we Lwowie oraz szefa Wydziału Wojskowego tej partii (czyli ekspozytury sowieckiego wywiadu). Oto Zygmunt Braude, występujący na liście jako redaktor, dawny działacz KPP, w latach 1944-1952 kierujący Biurem Prawnym resortu bezpieczeństwa oraz gabinetem ministra Radkiewicza, gdzie dosłużył się stopnia podpułkownika.
    Oto Józef Gruber, którego najlepiej scharakteryzowała jego córka, Wanda Rapaczyńska, do niedawna szefowa spółki Agora: Tata pochodził ze Stanisławowa. Przed wojną mieszkał we Lwowie. Zajmował się głównie robieniem rewolucji i siedzeniem w więzieniu, był bardzo ideowy. Kiedy weszli Niemcy do Lwowa, gonił za Armią Czerwoną, bo chciał się do niej zaciągnąć, żeby walczyć z Niemcami. I wylądował w kołchozie na Uralu, a potem obok Taszkientu. (…) Rodzice poznali się w 1945 roku w Saratowie. Mama po amnestii dla Polaków pracowała najpierw w delegaturze rządu londyńskiego w Krasnojarsku, a po jej zlikwidowaniu w Związku Patriotów Polskich. Tata w ZPP. (…) Ojciec był dyrektorem Polskiego Wydawnictwa Ekonomicznego, mama w Książce i Wiedzy prowadziła redakcję gospodarczą. I na zasadzie urawniłowki oboje w 1968 roku stracili pracę („Gazeta Wyborcza”, 24-26.12.2007 r.).
    Oto Filip Istner, ujęty na liście jako starszy redaktor w Polskiej Agencji Informacyjnej „Interpress”. Przed wojną związany z komunistycznymi młodzieżówkami, po powrocie z ZSRR w 1946 r. ważna postać w Polskim Radiu, m.in. kierował programem „Muzyka i Aktualności”. Z radia i z partii usunięty w 1956 r. za tzw. działalność rewizjonistyczną. Oto Krystyna Obozowicz, redaktor naczelna pisma „Żyjmy Dłużej”, w latach 50. wiceszefowa „Sztandaru Młodych”. Jej bratem był Józef Światło, sławny wiceszef X Departamentu MBP, który w 1953 r. uciekł na Zachód. Oto Arnold Słucki, poeta, publicysta, były żołnierz Armii Czerwonej i redaktor dywizyjnej gazety w armii Berlinga, potem jeden z czołowych oraz propagatorów socrealizmu. Jak stwierdził autor jego biogramu w „Polskim Słowniku Biograficznym”: Żarliwy wówczas aż do fanatyzmu komunista, był przy tym oderwany od rzeczywistości. Po przełomie 1956 r. pisał o rodzącym się faszyzmie i antysemityzmie w szeregach członków PZPR, pozostał jednak w partii aż do 1966 r.
    Oto Jadwiga Wełykanowicz, redaktor w PAP, przed wojną działaczka KPZU, walczyła w wojnie domowej w Hiszpanii, gdzie zginął jej pierwszy mąż. Drugim był płk Henryk Toruńczyk, pierwszy szef Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w 1945 r. Oto Edda Werfel, tłumaczka w PAI „Interpress”, zaraz po wojnie wiceszefowa „Rzeczpospolitej”, później tygodnika „Świat”. Była żoną Romana Werfla, czołowego ideologa PPR i PZPR w okresie stalinowskim, kierującego „Głosem Ludu”, „Nowymi Drogami” i krótko „Trybuną Ludu”.
    Warto przy tym zauważyć, że na liście emigrantów znalazło się czworo pracowników redakcji „Trybuny Ludu”, trzech z „Nowych Dróg”, a także dwóch autorów partyjnej „Polityki”: Józef Śmietański i Antoni Gutowski. Ten ostatni był jednocześnie rencistą MSW, gdyż do 1961 r. pracował w aparacie bezpieczeństwa, gdzie doszedł do stopnia podpułkownika. Dodajmy, że na tej samej liście – jako redaktor w Wydawnictwie MON – figuruje Stefan Michnik, sędzia wojskowy z lat 50., mający na sumieniu wiele wyroków śmierci na żołnierzy podziemia i oficerów WP.
    Znacznie krótsza lista pracowników filmu, którzy po 1968 r. opuścili Polskę, również zawiera ciekawe nazwiska. Najbardziej znany jest Aleksander Ford, powszechnie uważany za dyktatora polskiej kinematografii w okresie powojennym, reżyser „Krzyżaków”, ale także „Ulicy granicznej”, gdzie w sposób antypolski przedstawił tragedię Żydów w warszawskim getcie. Obok niego wyjechali z Polski Helena Lemańska, w latach 50. redaktor naczelna „Polskiej Kroniki Filmowej”, oraz Władysław Forbert, główny operator tej „Kroniki” i twórca wielu propagandowych dokumentów, w czasie wojny wraz z Fordem organizator Czołówki Filmowej przy I Dywizji Piechoty w ZSRR. Opuścił kraj także Józef Krakowski, szef produkcji zespołu filmowego „Kamera”, w latach 40. wiceszef Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi, Gdańsku i Warszawie, a później dyrektor biura podróży „Orbis”.
    Exodus „naukowców”
    Wśród ponad 400 pracowników nauki, jacy zdeklarowali chęć wyjazdu do Izraela, również znajdziemy wiele ciekawych postaci. Oto prof. Emanuel Halicz, pułkownik LWP i wykładowca Wojskowej Akademii Politycznej, wyjechał już jako cywilny historyk zajmujący się dziejami Powstania Styczniowego. Oto Juliusz Katz-Suchy, przed wojną działacz KPZU, od 1946 r. komunistyczny dyplomata, m.in. stały delegat Polski przy ONZ w Nowym Jorku i ambasador w Indiach. Był także dyrektorem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych oraz wykładowcą historii dyplomacji i stosunków międzynarodowych na UW.
    Oto Karol Lapter, kolejny były aktywista KPZU, po wojnie profesor Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, autor książki pod jednoznacznym tytułem „Pakt Piłsudski-Hitler”.
    Wyjeżdżali nie tylko historycy, także ekonomiści. Tacy, jak Gabriel Temkin, od 16. roku życia członek komunistycznej młodzieżówki, w czasie wojny żołnierz Armii Czerwonej, po powrocie do kraju wykładowca i wicedyrektor Dwuletniej Szkoły przy KC PZPR, później prodziekan w WSNS i doradca ekonomiczny wicepremiera PRL. Albo prof. Kazimierz Łaski, prorektor SGPiS, który – zanim rozpoczął karierę naukową – do 1950 r. był funkcjonariuszem MBP (służbę zakończył w stopniu majora). Co ciekawe, jeden z jego uczniów, Jerzy Osiatyński, w laurce z okazji 80-lecia urodzin Łaskiego (na łamach „GW” z 17.12.2001 r.) nawet się na ten temat nie zająknął, choć wspomniał, że w czasie wojny walczył on w Gwardii Ludowej.
    Nazwisk takich uczonych można by wymieniać znacznie więcej. Czynią to zresztą również osoby, których nie sposób oskarżyć o jakieś antysemickie uprzedzenia. Choćby prof. Andrzej Walicki, znany historyk idei, który podpisał się pod listem popierającym apel Gołdy Tencer, tak wspominał wczesne lata 50. na wydziale rusycystyki UW: Rządy „ideologiczne” sprawowały w grupie dwie wściekłe aktywistki partyjne: niejaka Mirosława Nowakowa, działająca na wyższych szczeblach hierarchii partyjnej, dużo od nas starsza, powiązana z przedwojennymi komunistami, oraz Nelli Widerszpil, jej pomocnica, która po roku 1968 wyemigrowała na papierach „syjonistycznych”. Nawiasem mówiąc, również pierwsza z tych „towarzyszek” była pochodzenia żydowskiego, wtedy jednak, przynajmniej w moim środowisku, zwracano uwagę tylko na różnice „ideologiczne” i „klasowe”; fakt żydowskiego pochodzenia obu aktywistek przedarł się do mej świadomości dopiero w związku z „antysyjonistycznymi” kampaniami lat sześćdziesiątych, wywołując rodzaj przykrego zdziwienia, iż teza o szczególnej gorliwości Żydów w stalinizacji Polski zgodna jest, niestety (co nie daje, oczywiście, podstaw do szerszych uogólnień) z moim osobistym doświadczeniem (A. Walicki, „Zniewolony umysł po latach”, Warszawa 1993, s. 48).
    Wyjeżdżali komuniści
    Z kolei znany polonista żydowskiego pochodzenia, prof. Michał Głowiński, wspominając 1968 r. w Instytucie Badań Literackich PAN mówił: Wyjechał mój kolega Samuel Sandler, historyk literatury. Z żoną i córką. W PRL-u był mocno partyjny. Komunistą został w łódzkim getcie, miał wtedy 18 lat. W łódzkim było chyba jeszcze gorzej niż w warszawskim. Mogę go zrozumieć. (…) Bał się. W Marcu strach był wieloraki. Mój – gdybym go porównał do strachu innych – był chyba dużo mniejszy. Jeśli uczucie strachu w ogóle podlega stopniowaniu. Mój ojciec był skromnym urzędnikiem na mało płatnej posadce, moja matka zajmowała się domem, a ja wprawdzie wydałem już dwie książki, ale były to książki naukowe: o poetyce Tuwima i o przemianach powieści w XX wieku. Byłem osobą mało znaną, niepartyjną, nosiłem polskie nazwisko. Najbardziej moim zdaniem bali się komuniści pochodzenia żydowskiego z przedwojennej KPP, ci, którzy aktywnie uczestniczyli w budowaniu stalinizmu w Polsce Ludowej, i ci, którzy w PRL-u zajmowali ważne stanowiska partyjne i państwowe („GW”, 23.05.2005 r.).
    To ostatnie spostrzeżenie Głowińskiego wydaje się kluczowe dla zrozumienia zjawiska marcowej emigracji. Bo wprawdzie była to emigracja inteligencka, jak twierdzi Eisler, ale objęła inteligencję szczególnego rodzaju. Niewielu było wśród niej przedstawicieli inteligencji przedwojennej, wrogo lub przynajmniej nieufnie nastawionej do komunizmu. Ta inteligencja albo zginęła w czasie wojny, albo znalazła się na emigracji, albo żyła stłamszona w PRL. Ważne posady w prasie, wydawnictwach, na uczelniach zajmowali tymczasem inteligenci z naboru komunistycznego, głównie przedwojenni KPP-owcy, a z czasem także ich dzieci. Wielu z nich zaraz po wojnie nosiło mundury wojskowe lub służyło w UB. W latach 60. niemal wszyscy byli już jednak cywilami i jako cywile wyjeżdżali z Polski.
    Tak, właśnie wyjeżdżali, a nie zostali wyrzuceni lub wygnani – jak to się często dziś słyszy. Decyzja o wyjeździe należała bowiem wyłącznie do wyjeżdżającego, choć zwykle spowodowana była upokarzającymi doświadczeniami – wyrzuceniem z pracy, napiętnowaniem na zebraniu partyjnym. To prawda, że praktyki te przypominały ponure czasy stalinizmu, tyle że Polska roku 1968 znacznie różniła się od tej sprzed kilkunastu lat, gdy wyrzucanym i piętnowanym groziło więzienie albo i śmierć. Dlatego swoista marcowa martyrologia, którą tak epatują zarówno emigranci, jak i ich adwokaci w Polsce, wydaje się stanowczo przesadzona.
    Starych komunistów wysyłano na renty lub emerytury, a ich dzieci co najwyżej wyrzucano ze studiów, przez co zmuszeni byli do podjęcia pracy fizycznej, jak np. Marek Borowski czy Stefan Meller. Dodajmy – nie na długo, bo wkrótce po przełomie grudniowym 1970 r. nowa ekipa darowała stare grzechy i większość młodego pokolenia tej przedmarcowej elity mogła spokojnie żyć i pracować.
    Członkowie KC nie wyjeżdżali…
    Powtórzmy więc jeszcze raz i dobitnie: w 1968 r. nikt nie zmuszał Żydów czy też Polaków pochodzenia żydowskiego do wyjazdu. Świadczy o tym fakt, jak niewielu wyjechało byłych funkcjonariuszy partyjnych, choć w pierwszym ćwierćwieczu PRL stanowili oni znaczący odsetek aparatu PPR i PZPR. Nie wyjechał żaden członek KC, żaden kierownik wydziału KC, żaden sekretarz wojewódzki ani żaden minister (jedynie dwóch byłych wiceministrów: hutnictwa – Ignacy Borejdo i budownictwa – Fryderyk Topolski).
    Wyjeżdżali natomiast ludzie ze średniego i niższego szczebla władzy (w tym aparatu bezpieczeństwa i sądownictwa wojskowego), a także pracownicy nauki, kultury i mediów, czyli frontu propagandowego.
    Na pewno dla wielu z nich – a zwłaszcza dla ich rodzin – opuszczenie Polski było osobistym dramatem. Ale jednocześnie stało się ogromną szansą na życie w zachodnim świecie, o czym przez cały okres PRL marzyły miliony Polaków. O tym też trzeba pamiętać, gdy słyszy się o niesprawiedliwości, jaka podobno dotknęła emigrantów z 1968 r. Bowiem to oni (albo ich rodzice) mieli niemały udział w narzuceniu Polsce systemu, który odbierał wolność, własność i godność nie tylko Żydom, ale wszystkim obywatelom. Nie-Żydom nawet w większym stopniu i to przez całe 45 lat.

    Trafnie spuentował to Stefan Kisielewski, cytując zasłyszany wówczas dowcip: W ogrodzie szkolnym siedzi Aronek, rozkoszując się słońcem, zielenią, śpiewem ptaków. – Aronek, czemu ty nie jesteś w klasie? – pyta przechodzący dyrektor. – Bo logiki nie ma, panie dyrektorze – odpowiada Aronek. – Jak to?! – No bo ja się zesmrodziłem i pan nauczyciel wyrzucił mnie z klasy. To oni teraz siedzą w moim smrodzie, a ja odpoczywam w ogródku! („Dzienniki”, s. 278).

  28. Piotrx

    10 marca 2018 at 09:31

    „Czerwoni Turyści” – Tadeusz M. Płużański
    Wielu komunistycznych oprawców uciekło za granicę. Tylko do Izraela wyjechało po marcu 1968 r. ok. tysiąc zagorzałych stalinistów. Niektórzy żyją do dziś. Trzeba ich ścigać i pokazywać ich zbrodnie.
    Do Szwecji
    Funkcjonariusze komunistycznego systemu bezprawia uciekali w różnych kierunkach. Szczególnie upodobali sobie Szwecję. Do tamtejszego soc-liberalnego raju dla zbrodniarzy wyjechał w 1969 r. ppłk Maksymilian Lityński (Lifsches), razem z żoną Pauliną i synem Adamem. Ten przedwojenny prawnik (w 1933 r. skończył prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie), w stalinowskiej Polsce był zastępcą Naczelnego Prokuratora Wojskowego do spraw szczególnych (1948-50), a następnie wiceszefem Zarządu Sądownictwa Wojskowego.
    Raport Mazura, badający na fali “odwilży” przejawy łamania “socjalistycznej praworządności” zarzucił mu szereg przestępstw, m.in. sankcjonowanie wniosków o tymczasowy areszt i zatwierdzanie aktów oskarżenia przygotowanych przez MBP, mimo wiedzy o stosowaniu brutalnych metod śledczych. Ten oprawca w mundurze zmarł w Göteborgu w 1982 r. Pytana o jego losy, Emilia Lityńska (druga żona?) stwierdziła, że dokumentów po nieboszczyku należy szukać w tamtejszej gminie żydowskiej.
    Po 1968 r. w Szwecji schronił się również i dożył spokojnej starości Józef Bik-Bukar-Gawerski, zastępca naczelnika Wydziału Śledczego WUBP w Gdańsku, a potem w Katowicach. Tak samo Stefan Michnik, krwawy sędzia warszawskiego Wojskowego Sądu Rejonowego, a nadto informator i rezydent Informacji Wojskowej. Ten emerytowany bibliotekarz żyje do dziś w Uppsali.
    Do ZSRS
    Żyć może do dziś w Rosji płk Hersz Podlaski, poprzednik Lityńskiego na stanowisku zastępcy Naczelnego Prokuratora Wojskowego ds. szczególnych, po 1948 r. kierownik Departamentu Nadzoru Prokuratorskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, a w latach 1950-55 zastępca Prokuratora Generalnego. Urodził się w 1919 r. w Suwałkach. Później zmienił imię na Henryk, ojciec Mojżesz został Maurycym, a matka Szprynca – Stanisławą. Wg oficjalnej wersji w 1956 r., kiedy chciano postawić mu zarzuty, popełnił samobójstwo. Naprawdę Podlaski zamieszkał w ZSRS u swojej siostry, która wyszła za mąż za wysokiego funkcjonariusza NKWD. Żona Hersza – Zyta wyemigrowała w 1974 r. do Danii. W tym samym roku, tyle że do Szwecji wyjechała ich córka Swietłana.
    Prawdopodobnie żyje także mjr Bronisław Szymański, ur. w Omsku, NKWD-zista, oddelegowany do polskiej armii w ZSRS, a potem centrali bezpieki w Warszawie, członek specjalnej grupy operacyjnej MBP likwidującej niepodległościowe podziemie. Do ZSRS został odwołany w 1954 r.
    Do “wyzwolonej” Polski przybyło jeszcze wielu sowieckich pomagierów. Ze względu na rok urodzenia najpewniej już zmarli. Wymieńmy tych najważniejszych. Pierwszy to płk Leonard Azarkiewicz, ur. pod Witebskiem. Z sowieckiego sądownictwa trafił do Warszawy na szefa Prokuratury Garnizonowej, a następnie do Gdyni, gdzie w latach 1950-52 był prokuratorem Marynarki Wojennej. Do ZSRS wrócił rok przed Szymańskim.
    Kolejnym jest płk Aleksander Tomaszewski, ur. pod Kamieńcem Podolskim. Po służbie już od lat 30. w Armii Czerwonej, wstawiono go na stanowisko zastępcy prezesa “polskiego” Najwyższego Sądu Wojskowego (1950-1954). W raporcie komisji Mazura, czytamy, że razem z innym oficerem sowieckim, swoim przełożonym w NSW płk Wilhelmem Świątkowskim (pochodzącym z rejonów Odessy) był “głównym inspiratorem wypaczeń w wojskowym wymiarze sprawiedliwości” i “bezpośrednim współsprawcą drakońskich wyroków w sfingowanych sprawach”.
    Z kolei przełożonym ppłk Lityńskiego był inny NKWD-zista, płk Antoni Skulbaszewski. Odwołany do ZSRS w 1954 r. z funkcji zastępcy szefa Głównego Zarządu Informacji WP, powrócił do rodzinnego Kijowa. Polska nie ma informacji o jego śmierci. W latach 90. Ukraina uznała, że jego przestępstwa uległy przedawnieniu, a powinien odpowiedzieć m.in. za brutalne śledztwa oraz wyroki dożywocia i śmierci w sfingowanych sprawach “spisku w wojsku”. Szefem Skulbaszewskiego w GZI był płk Dymitr Wozniesieński, ur. w Jarosławiu, od 1925 r. pracował w kontrwywiadzie Armii Czerwonej, w czasie wojny w jej aparacie sądowniczym. W 1953 r. wrócił do ZSRS, gdzie zmarł. Do “kraju powszechnej szczęśliwości” odwołano prawdopodobnie większość sowieckich funkcjonariuszy “polskiego” stalinizmu.
    Szokowała nawet po śmierci
    W Wielkiej Brytanii po 1968 r. schroniła się świetnie nam znana Helena Wolińska-Brus (Fajga Mindla Danielak). Zamiast ponownie opisywać jej szlak bojowy prowadzący z warszawskiego getta przez AL, MO do Naczelnej Prokuratory Wojskowej, przypomnijmy, co w grudniu ub.r. napisała o tej inkwizytorce „Rzeczypospolita”:
    “Wolińska nie przestała szokować nawet po śmierci. Zgodnie z oficjalnym komunikatem jej pogrzeb miał się odbyć wczoraj w miejscowym kościele. Ludzie, którzy przybyli na uroczystość, dowiedzieli się jednak, że o tej porze odbędzie się ceremonia pochówku kogoś innego. W ten sposób rodzina Wolińskiej zmyliła osoby postronne i dziennikarzy, którzy chcieli wziąć udział w pogrzebie. Wolińską pochowano w tajemnicy dwa dni wcześniej. W ceremonii w obrządku żydowskim wzięło udział ok. dziesięciu osób, między innymi prof. Kołakowski. Uroczystość miała przebiegać w bardzo spokojnej atmosferze. Nic nie zakłóciło pogrzebu komunistycznej prokurator”.
    Kilka miesięcy później prof. Leszek Kołakowski podążył za swoją przyjaciółką.
    Prokuratorskie małżeństwo
    Do Wielkiej Brytanii, tak jak Wolińska, wyjechała wraz z mężem po 1968 r. wiceprokurator Prokuratury Generalnej Paulina Kern. Zmarła tam w 1980 r. Dwa lata wcześniej na łono Abrahama przeniósł się jej mąż Karol, który też był prokuratorem, a potem adwokatem. Został nim mimo wytycznych władz, że nie może być małżeństw prokuratorsko-adwokackich. Paulina Kern, jako pracownica Departamentu Specjalnego, oskarżała przed Sądem Najwyższym gen. Fieldorfa. Zmaltretowanym przez bezpiekę potrafiła oświadczyć: “władze śledcze Polski Ludowej nie biją”.
    Komisja Mazura z 1956 r. postanowiła: “Zwolnić z pracy w Prokuraturze PRL, gdyż stawiane jej zarzuty wskazują na to, iż nie daje ona gwarancji należytego spełniania funkcji prokuratora”.
    Najlepiej w Izraelu
    We Włoszech w 1967 r. wylądował krwawy sędzia Józef Warecki. Do Australii wyjechała Estera Szenberg, lekarka z więzienia na Rakowieckiej, córka Izaaka i Mali. Z ul. Kazimierzowskiej w Warszawie wymeldowała się 12 maja 1961 r.
    Jednak drugim, po Szwecji, najpopularniejszym miejscem schronienia dla komunistycznych oprawców stał się Izrael. Zamieszkali tu m. in. prokuratorzy Maks Auster (wyjechał w 1970 r. razem z synem Zygmuntem), Edward Gol (1957) czy Rubin Schweig. Ten ostatni wraz z żoną Karoliną i synem Marianem Dawidem zamieszkał w Jerozolimie przy ul. Joel 7. W stalinowskiej Polsce był majorem Naczelnej Prokuratury Wojskowej, odpowiedzialnym – tak jak Henryk (Hersz) Podlaski – za sprawy szczególne. 10 lipca 1948 r. Szwajg napisał list do MON o zwolnienie ze służby wojskowej: “z uwagi na to, że zamierzam wraz z żoną wyjechać do Izraela, by tam połączyć się z naszą najbliższą rodziną. Mamy w Izraelu córkę naszą, rodziców i rodzeństwo”. Kilka lat temu Interpol, w ramach pomocy prawnej, dostarczył stronie polskiej jego dane: “Rubin Szwajg – Shatkay Reuben, s. Davida, ur. 15 listopada 1898 r., zm. 19 kwietnia 1992 r. w Izraelu”.
    Sąsiadem Szwajgów został Marian Meir Rozenblit (Rozenbluth), sędzia, w końcu kierownik sekretariatu w Najwyższym Sądzie Wojskowym, a zarazem obrońca, który był na specjalnej liście dopuszczonych do spraw szczególnej wagi. W tej ostatniej roli wystąpił na procesie generałów WP, oskarżonych o udział we wspomnianym już “spisku w wojsku”.
    W końcu – Salomon Morel, krwawy naczelnik powojennych, komunistycznych obozów w Świętochłowicach i Jaworznie, który w Jerozolimie nie doczekał biletu na proces w Polsce, ale za to wnuków.
    Trzech od Fieldorfa
    23 października 1951 r. Władysław Dymant, wicedyrektor Departamentu Specjalnego Prokuratury Generalnej, przesłał na ręce prezesa Sądu Wojewódzkiego m.st. Warszawy Ilii Rubinowa pismo (z klauzulą: “ściśle tajne”), w którym wnosił o prowadzenie rozprawy przeciwko generałowi Fieldorfowi przy drzwiach zamkniętych.
    Ten z zawodu ślusarz i górnik zabrał rodzinę do Izraela w styczniu 1957 r. Dwa lata później chciał wrócić, ale władze PRL nie pozwoliły, bo “brał osobisty i bezpośredni udział w łamaniu praworządności w minionym okresie”.
    W składzie Sądu Najwyższego, który 20 października 1952 r. podtrzymał wyrok śmierci wobec Fieldorfa, znaleźli się sędziowie sekcji tajnej: Igor Andrejew, Emil Merz i Gustaw Auscaler.
    – W świetle prawa żaden z nich nie był sędzią – nie spełniali wymaganych kryteriów zawodowych, a jedynie polityczne. Gustaw Auscaler nie skończył nawet studiów – mówi prof. Andrzej Rzepliński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
    Auscaler, po powrocie do Polski z ZSRR w 1946 r. pracował w handlu i przemyśle. Podobno jako jedyny miał wątpliwości w sprawie winy Fieldorfa. Z Sądu Najwyższego odszedł rok po wydaniu wyroku na “Nila”, by zostać dyrektorem Centralnej Szkoły Prawniczej im. Duracza. Nowa rola musiała mu się jednak średnio podobać, bo też postanowił emigrować do Izraela. Wyjechał, wraz z rodziną, rok po Dymancie – w grudniu 1957 r. W Izraelu Gustaw został Szmulem i pracował jako prokurator rejonowy w Tel Awiwie. Umarł 10 listopada 1965 r.
    W Izraelu może żyć jeszcze Jerzy Mering, obrońca “Nila” z urzędu. Do Janiny Fieldorf miał powiedzieć: “Pani mąż to człowiek ze stali, nie okazuje ani skruchy, ani żalu. Szkoda, że nie jest po naszej stronie”.

  29. Piotrx

    10 marca 2018 at 09:37

    Marzec 1968
    Leszek Żebrowski – Nasz Dziennik 8-9 marca 2008, Nr 58 (3075)
    /fragmenty/

    Według dokumentu MSW z 1969 roku, opublikowanego we fragmentach przez Krzysztofa Lesiakowskiego (K. Lesiakowski, „Emigracja osób pochodzenia żydowskiego z Polski w latach 1968-1969”, w: „Dzieje Najnowsze”, nr 2/1993), w okresie od stycznia 1968 r. do sierpnia 1969 r. wyjechało z Polski 11 tys. 185 osób, w tym 9570 osób dorosłych. Wśród nich było m.in.:
    525 osób piastujących kierownicze stanowiska w ministerstwach;
    200 osób z prasy i instytucji wydawniczych;
    217 pracowników naukowych;
    61 osób z Komitetu „Polskie Radio i Telewizja”;
    176 osób z resortu spraw wewnętrznych (b. MBP) – z tego 12 osób to byli dyrektorzy departamentów, szefowie WUBP;
    28 osób z sądownictwa, prokuratury i więziennictwa;
    55 osób z MON i LWP;
    998 rencistów, w tym 204 osoby pobierające renty z tytułu „szczególnych zasług dla PRL”.
    Nie są to informacje ścisłe, albowiem podawano na ogół ostatnie miejsce zatrudnienia, więc np. stalinowski sędzia kpt. Stefan Michnik mieścił się w kategorii „instytucje wydawnicze”, a wielu byłych funkcjonariuszy MBP to późniejsi pracownicy naukowi czy „renciści specjalni”. Krzysztof Lesiakowski pominął z powyższego dokumentu imienne wykazy osób emigrujących, arbitralnie uznając, że „ta część jest mniej ważna z naukowego punktu widzenia, dlatego zrezygnowano z jej publikacji”. A szkoda, bo zawód, stanowisko i miejsce pracy w tym przypadku – do oceny całości wydarzeń – mogłyby być przydatne.
    Podziały nie były wówczas tak jednoznaczne, że można sprawę postawić jasno: „Polacy wypędzili Żydów”. W wielu żydowskich rodzinach część osób wyjechała, część zaś została i nadal robiła w PRL karierę.
    „Otrzymaliśmy od rządu odprawy finansowe”
    Warto tu przytoczyć opinię marcowej emigrantki Krystyny Miller z jej listu otwartego do marszałka Senatu (opublikowaną m.in. w „Głosie Polskim” w Toronto 15-19 kwietnia 1998 r.):
    „Ja z rodziną wyjechałam w 1968 r., dostając zezwolenie na wyjazd do Izraela. (…) Pragnę z całą odpowiedzialnością przekazać informacje, które towarzyszyły tym wydarzeniom:
    1. Nikt ani nas, ani Żydów z naszej grupy liczącej około 250 osób z Polski nie wyrzucał. Była to nasza dobra i nieprzymuszona wola.
    2. Obywatelstwa polskiego zrzekaliśmy się dobrowolnie. Nie było żadnego przymusu. Postawiono jeden warunek, na który zgodziliśmy się: chcesz wyjechać z Polski – zabieramy ci obywatelstwo.
    3. Otrzymaliśmy od rządu odprawy finansowe.
    4. Byliśmy wszyscy wdzięczni rządowi polskiemu, że umożliwił tylko i wyłącznie Żydom opuszczenie Polski.
    5. Za wydarzenia marcowe jest odpowiedzialna partia i rząd komunistyczny, a nie naród polski. (…)
    Jaka to była kara dla wyjeżdżających, jaka to była krzywda, jakie to było poniżenie, jaka to była hańba, jakie cierpienie, że pozwolono Żydom na wyjazd z Polski do USA i na Zachód? Sądzę, że prezydentowi i premierowi zabrakło wyobraźni, a Ameryka pomyliła się im obu z Rosją komunistyczną, Sybirem, łagrami, do których setki tysięcy Polaków patriotów rządy komunistyczne deportowały na śmierć, na poniewierkę, na tortury w głąb Rosji. Jak również nie zabrakło dla nich miejsc w więzieniach i obozach na terenie Polski”.
    Na tle wcześniejszych fal emigracji osób pochodzenia żydowskiego z PRL emigracja marcowa wcale nie była największa. W latach 1956-1957, jak tylko pojawiła się możliwość „ucieczki” ze stalinizmu, wyjechało ponad 36,5 tys. osób. To także była bardzo zróżnicowana emigracja i pamiętajmy – że nie wszyscy posiadali polskie obywatelstwo.
    Czy można mówić, że marzec 1968 roku to wyjątkowa, przełomowa era w historii Polski? Każda przymusowa emigracja jest złem i ludzkim dramatem. Ale wówczas miliony ludzi, w ogóle nie uwikłanych w budowę i popieranie zbrodniczego systemu, marzyły o wyjeździe z sowieckiego raju, zwanego „Polską Ludową”. Dla nich taka okazja byłaby niezwykłym dobrodziejstwem. Dlatego na emigrację osób pochodzenia żydowskiego patrzyli po prostu z zazdrością, że „oni” mogą swobodnie wyjechać za „żelazną kurtynę”. Im to nie było dane. Czuli się jak obywatele drugiej czy trzeciej kategorii, dla których paszport (choćby w jedną stronę, z orzeczeniem „utraty” obywatelstwa PRL) był przywilejem nie do zdobycia. Co więcej, w wielu przypadkach wyjeżdżali ich wcześniejsi prześladowcy – przełożeni w miejscu pracy, aktywiści partyjni, funkcjonariusze UB, Milicji Obywatelskiej, ORMO, sędziowie i prokuratorzy. Dlatego ten fragment naszej historii budzi tyle emocji i jest tak kontrowersyjny.

  30. Piotrx

    10 marca 2018 at 09:39

    „Rewolta Marcowa – narodziny, życie i śmierć PRL” – J.Brochocki
    /fragmenty/
    Jedną z komórek zrodzonych przez to mafijne, antygomułkowskie sprzysiężenie była szkółka, taka sobie niewiele znacząca, wręcz śmieszna, wylęgarnia przyszłych przywódców, Klub Raczkujących Rewizjonistów, czyli Poszukiwaczy Sprzeczności. To dziecię Puławian zrodziło się gdzieś tam po obydwu stronach Alei Przyjaciół, prześlicznej, ślepej uliczki odchodzącej od Koszykowej. Po jednej stronie uliczki stał gmach, w którym mieściło się Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Po drugiej zamieszkiwali sobie w nowoczesnych, obszernych lub wręcz super luksusowych mieszkaniach najwierniejsi z wiernych, najpewniejsi z pewnych stalinizmu w Polsce. Takich osiedli za żółtymi firankami było w Warszawie kilka. Aleja Przyjaciół wyróżniała się tym, iż tu przeważali wysocy funkcjonariusze MBP z ministrem Radkiewiczem włącznie i oczywiście tym, że większość lokatorów tych mieszkań stanowiła narodowa mniejszość, więc była to rzeczywiście aleja przyjaciół. Takie getto na własne życzenie, czyli prawie sami swoi. Do Klubu Raczkujących Rewizjonistów należeli milusińscy nie tylko z Alei Przyjaciół, ale ta uliczka ze względu na swe usytuowanie i lokatorów urosła nieomal do rangi symbolu. W latach 90-rych telewizja publiczna wyemitowała nawet nostalgiczny, liryczny, słodki jak miód, film dokumentalny, w którym byli mieszkańcy wspominają swoją ulicę i dramat opuszczenia jej, gdy paskudni antysemici „wypędzili ich” z Polski. Nie wdając się w szczegóły, odnotujmy fakt, iż z Klubu Raczkujących Rewizjonistów wywiedli swój polityczny rodowód późniejsi Komandosi, m.in. Adam Michnik, a w dalszym biegu wydarzeń faktyczni twórcy KOR-u. Czy już wówczas marzyło im się powtórzenie w innym wariancie drogi ojców do władzy nad Polską, trudno orzec. Gdyby tak było i tak nikt z nich nigdy się do tego nie przyzna. Pewne jest, że byli od dzieciństwa przysposabiani do wielkich zadań właśnie na miarę historycznych dokonań ojców. W planach działań bezpośrednich nie liczyli się. Byli kadrą przyszłości, nie drugim lecz trzecim pokoleniem wybrańców, następcami może nie tronów ale bardzo wygodnych foteli. W połowie lat sześćdziesiątych w pierwszej linii pretendentów do władzy było ciągle pokolenie CBKP, byli, bezlitośni pogromcy „AK – zaplutych karłów reakcji”, „odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego”, „kułactwa” i innych ciężkich chorób toczących ten okropny, polski naród. Z tego źródła, wywodzi się nieustający antypolonizm części środowisk żydowskich w Polsce i nie tylko w Polsce. Stąd nieustająca fala kłamstw, oszczerstw i szyderstw. Składa się on zarówno z judejskiej teorii narodu wybranego jak też z pogardy wobec innych religii, ras, narodów. Żydzi polscy a przynajmniej ta ich część która aspirowała do rządzenia Polską, oczerniali naród polski, pomniejszali lub negowali nasz niemały wszak wkład w kulturę europejską, naszą powszechnie znaną, tolerancję, umiłowanie wolności, nasze „za waszą i naszą”. Jeśli czemuś trudno było zaprzeczyć przypisywali, to… sobie. Starali się dowodzić, że praktycznie bez kulturotwórczej roli Żydów nie powstałaby kultura polska. Przypisywali Polakom najbardziej haniebne cechy i najbardziej nikczemne czyny. Robiąc wszystko, aby nas pomniejszyć uważali, że w ten sposób siebie powiększą. Już w toku wydarzeń marcowych jeden z Komandosów oświadczył, że na każdych pięciu Polaków powinien przypadać jeden Żyd, który by nimi kierował. Tak myśleli. Jakże wielu z nich tak myśli. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych to myślenie w kręgach żydowskiej elity było dosyć rozpowszechnione. Nie było dziełem przypadku, że Raczkujący Rewizjoniści to prawie w komplecie dzieci żydowsko-stalinowskiej warstwy rządzącej, „nowej klasy”, czerwonej burżuazji. Butny, żydowski szowinizm sprawił, że uważali się za uprawnionych do rządzenia „tym narodem”. Pycha wyrosła z niesłychanych, niczym nie uzasadnionych karier „w tym kraju” sprawiła, że po raz kolejny zamierzali rozprawić się z „polskimi ciemniakami” i raz jeszcze stanąć za sterem. Czyż można się dziwić, że tę butę, pychę i żądzę władzy młodzi raczkujący, żyjący za żółtymi firankami (tak nazywano w tamtych czasach sklepy i domy dla uprzywilejowanych) przejęli po ojcach i starszych braciach? W miarę jak spadało zaufanie do Gomułki, rosło społeczne niezadowolenie, zwiększała się już nie nadzieja, ale pewność powrotu tych, których Gomułka od władzy usunął, zarówno w 1956 roku, jak i w latach późniejszych. Ich grono stale rosło. Jeszcze na fali październikowego wrzenia usunięty został ze stanowiska I sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR, ekwilibrysta polityczny, Stefan Staszewski. Nie był jedynym z grona skrajnych, stalinowskich aparatczyków partyjnych, którzy bardzo długo i stanowczo przeciwstawiali się rehabilitacji odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego w PZPR i powrotu do czynnego życia politycznego Gomułki i gomułkowców. Gdy okazało się to nieuchronne, z dnia na dzień, jak wszyscy Puławianie, został żarliwym demokratą, gomułkowcem, odnowicielem. Nawet niebywale wspaniałomyślny w stosunku do stalinowców Gomułka uznał jednak, że co za dużo to niezdrowo i przepędził Staszewskiego. Po kilku latach z Biura Politycznego i sekretariatu KC PZPR usunięty został Jerzy Morawski, kreowany przez Puławian na pierwszego po Zambrowskim, a wkrótce potem na pierwszego, po planowanym usunięciu Gomułki. Rozpuszczane w różnych warszawskich salonach wieści głosiły, że prawdziwym twórcą Października i Wielkiego Przełomu był nie Gomułka, jego towarzysze i zwolennicy, nie mówiąc o czymś tak „nieistotnym” jak bunt poznańskich robotników, lecz właśnie on, Jerzy Morawski. Ten sam typ rozumowania i ta sama bezczelna hucpa powtórzyły się po marcu 1968, gdy to samo towarzystwo kreowało na bohaterów narodowych Karola Modzelewskiego, Jacka Kuronia, Adama Michnika, Seweryna Blumsztajna, Jana Lityńskiego i innych Komandosów. Tak jak na karty historii Polski wciskano Jerzego Morawskiego jako twórcę Października, tak Komandosów przedstawiano jako mózg i siłę sprawczą polskiego Sierpnia 1980. I niech ktoś powie, niech ośmieli się powiedzieć, że to nieprawda, szalbierstwo i oszustwo. Niech ktoś zaprzeczy, że w historii Polski to nie Żydzi byli drożdżami postępu, twórcami wszelkich pozytywnych przemian. Będzie to niewątpliwie ohydny, zoologiczny, polski antysemityzm. Tak właśnie przez wiele lat przedstawiano usunięcie z kierownictwa „przewodniej i kierowniczej siły”, Jerzego Morawskiego. A prawda była taka, że Jerzy Morawski padł w wyniku nieustannie od narodzin PRL trwającej walki między narodowym a internacjonalnym, czyli anty-narodowym skrzydłem w ruchu komunistycznym. Suponowanie, że Gomułka usunął Morawskiego dlatego, że był on Żydem jest żałośnie śmieszne i głupie, tak jak w ogóle oskarżanie Gomułki o antysemityzm. Gomułka mimo naturalnych więzi z byłymi PPR-owcami oraz AL-owcami i zrozumiałej awersji do ekipy stalinowskiej długo manewrował między Puławianami a Partyzantami. Poczynając od ugody z Puławianami kosztem Natolińczyków, tworzenia własnego zaplecza kadrowego w aparacie partyjnym i państwowym aż do limitowanego, ale jednak wspierania nowej siły, Partyzantów, Gomułka zawsze starał się utrzymywać równowagę sił w rządzącej elicie. Dowodów na to jest mnóstwo. Wymieńmy niektóre z nich. Przez osiem lat po Październiku wódz Partyzantów Mieczysław Moczar pozostawał na stanowisku wiceministra Spraw Wewnętrznych. Utrzymywał Gomułka w składzie KC takich zaciekłych ludzi Kominternu, jak Leon Kasman czy Eugeniusz Szyr, nie mówiąc o czołówce Puławian. Gdyby Gomułka chciał pozbyć się Puławian definitywnie i ostatecznie, wystarczyło odpowiedzieć pozytywnie na powszechne oczekiwania Polaków w tym względzie. Gomułka nie chciał rozliczać i na pewno nie wynikało to z jego „miłosierdzia”. Nie chciał rozliczeń, bo w roku 1956 bardziej obawiał się Natolińczyków, niż obciążonych zbrodniami stalinowskimi Puławian.
    (…)

  31. Piotrx

    10 marca 2018 at 09:41

    cd ..
    Blitzkrieg i V kolumna

    O świcie dnia 5 czerwca 1967 roku, doskonale wyszkolona i wyposażona w najnowocześniejsze środki prowadzenia wojny armia izraelska uderzyła na trzy kraje arabskie: Egipt, Syrię i Jordanię. O godz. 8.30 rzecznik armii izraelskiej przekazał dziennikarzom następujące oświadczenie:
    Od rana toczą się ciężkie walki na południowym froncie pomiędzy lotnictwem Egiptu a naszymi siłami, które przystąpiły do akcji w celu powstrzymania napastników.
    Świat wstrzymał oddech. Wszyscy ludzie na globie wiedzieli, że za Izraelem stoi potęga Stanów Zjednoczonych Ameryki a kraje arabskie wspierane są przez państwa Układu Warszawskiego. Wszyscy wiedzieli, że w Egipcie jest nie tylko radziecka broń, ale także liczni radzieccy specjaliści wojskowi. Groźba globalnej konfrontacji zawisła nad światem. Oświadczenie rzecznika izraelskiej armii wielu ludzi na świecie uznało za prawdziwe: Arabowie napadli na Izrael. Szybko jednak bezczelne kłamstwo zostało zdemaskowane przez licznych korespondentów ze Wschodu i Zachodu. To nie Arabowie napadli na Izrael, lecz armia Izraela napadła na arabskich sąsiadów. Nie był to pierwszy akt agresji żydowskiego państwa przeciwko Arabom. Wojna arabsko-izraelska trwała od początku istnienia państwa Izrael, czyli od 1948 roku.

    Na mocy decyzji ONZ na terytorium Palestyny miały powstać dwa państwa: izraelskie i palestyńskie. Państwo palestyńskie nie powstało do dziś. Milionowe masy Palestyńczyków koczują od pół wieku w sąsiednich krajach arabskich, w niezwykle trudnych warunkach, pozbawione prawa do swych domów, swej ziemi, swej od tysięcy lat, Ojczyzny. Atak izraelski na kraje arabskie miał dwa cele: Po pierwsze – rozszerzyć w drodze ekspansji terytorium Izraela. Po drugie – zdruzgotać armie arabskie w takim stopniu, aby na długo nie mogły one wesprzeć siłą roszczeń Palestyńczyków. Obydwa te cele Izrael osiągnął. Wojna arabsko-izraelska znana jest do dziś jako wojna sześciodniowa. Nosi ona także inną nazwę „izraelski blitzkrieg”. Ten znany z historii II wojny światowej niemiecki termin był w Izraelu, i w prasie żydowskiej na świecie, często i z dumą używany. Państwo Izrael osiągnęło też cel trzeci. Blitzkrieg wywołał niesłychany, nie notowany w dziejach żydostwa wybuch radości, dumy z militarnej siły Izraela, z podboju rozległych terytoriów arabskich. Można by tę radość i dumę zrozumieć i akceptować, gdyby prawdą było to co w dniu agresji pisał premier Izraela Lewi Eszkol do premierów państw utrzymujących stosunki dyplomatyczne z Izraelem, w tym także do premiera PRL. Obciążył on Arabów odpowiedzialnością za wybuch wojny, metodą tak dobrze znaną Polakom, i nie tylko Polakom, z wystąpień Hitlera w 1939 roku: To nie napastnicy są winni, że wybuchła wojna, lecz ofiary napaści.

    W Polsce wojna bliskowschodnia przyjęta została z uczuciami rzec można mieszanymi. Przeciętny Polak o Izraelu i sytuacji na Bliskim Wschodzie wiedział bardzo niewiele. Reglamentowane informacje były w odniesieniu do tego regionu bardzo skąpe. W miarę jednak jak armia izraelska parła naprzód, polskie środki masowej informacji dostarczały coraz więcej wiadomości o prawdziwym przebiegu wydarzeń, jego przyczynach i możliwych do przewidzenia skutkach. Wzrosło zaniepokojenie Polaków. Relacje polskich robotników pracujących na budowach w Egipcie o bestialstwach soldateski izraelskiej wobec ludności podbitych terytoriów arabskich, wstrząsnęły polską opinią publiczną. W tej sytuacji zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem zostało przez Polaków przyjęte ze zrozumieniem. Zgodnie z odwieczną Polską tradycją za wolność waszą i naszą.

    Zaskoczeniem dla większości Polaków była nie tyle manifestacja poparcia dla Izraela ze strony środowisk żydowskich w Polsce, ale erupcja żydowskiego szowinizmu wśród Żydów należących do elity partyjnej i państwowej PRL. Puławianie jeszcze tak niedawno, bo w okresie Października 1956, prezentujący się Polakom jako polscy patrioci, zwolennicy socjalizmu z ludzką twarzą, nagle zademonstrowali swoje uwielbienie dla najbardziej zmilitaryzowanego, agresywnego i rasistowskiego państwa, jakim niewątpliwie był Izrael. To nie tylko wielki pianista Artur Rubinstein na klęczkach witał się z Mosze Dajanem, to wielu, można zaryzykować twierdzenie, większość Żydów na świecie, w tym także w Polsce, klęczała przed jednookim wodzem napastniczych hord Izraela. Czy byli inni Żydzi? Oczywiście, że byli. Wielu nie uległo psychozie triumfującego szowinizmu. Wielu rozumiało, że ta wojna ustokrotni nienawiść Arabów do Izraela, że Izrael będzie musiał żyć otoczony tym oceanem nienawiści i nie zazna spokoju przez dziesięciolecia, może przez wieki. Jednakże ci „sprawiedliwi wśród diaspory” milczeli sparaliżowani siłą szowinizmu swych współbraci.
    (…)
    Emigranci
    Od bez mała trzydziestu lat sprawa ta jest jednym z głównych argumentów szowinistów żydowskich przeciwko Polsce, kluczowym dowodem na „odwieczny, zoologiczny, polski antysemityzm”. Każdego roku postkomandosi, postpuławiame, znaczna część żydostwa polskiego w kraju i na świecie, z większym lub mniejszym rozgłosem, obchodzi rocznicę marcowej awantury jako dzień sławy i chwały, a także dzień żałoby i cierpienia. Czytając publikacje Komandosów i ich filosemickich chwalców, można odnieść wrażenie, że 8 marca 1968 roku jest jedną z najważniejszych lub wręcz najważniejszą datą w powojennej historii Polski. Niektórzy z apologetów marcowej rewolty dochodzą do tak obłąkańczo śmiesznych wniosków, że ośmielają się porównywać to wydarzenie do powstań narodowych i domagają się umieszczenia go w panteonie narodowej chwały. Narodowej? Chwały? Komentarz jest tu chyba zbyteczny. Inaczej trzeba jednak potraktować ową żałobę i cierpienie. Jeśli Polskę opuszczali wówczas Żydzi, którzy w rewolcie nie uczestniczyli ani jej nie popierali, na których nie ciążył uzasadniony zarzut udziału w bolszewickim zniewoleniu Polski, zwłaszcza działań zbrodniczych, przestępczych, Żydzi, którzy wyjeżdżali z Polski z żalem w sercu i naprawdę czystym sumieniem, to nad tym zwykłym, ludzkim żalem i bólem trzeba pochylić się z głębokim, ludzkim współczuciem. Ilu takich ludzi było wśród wyjeżdżających? Tego niestety nikt nie próbował policzyć. Apologeci marcowej rewolty twierdzą, że wszyscy wyjeżdżający byli niewinnymi ofiarami antysemityzmu, że zostali z Polski wyrzuceni. Zatrzymajmy się nad tym twierdzeniem. Badając sprawy marca 1968 roku i jego konsekwencji szukałem jakiegokolwiek dowodu, że ktokolwiek z ówczesnych emigrantów został do wyjazdu, zmuszony. Ani w relacjach ludzi czynnych wówczas po obu stronach, ani w dokumentach na taki przypadek nie natrafiłem. Wiem, że byli ludzie, którzy zostali usunięci z zajmowanych stanowisk, usunięci z PZPR, że niektórym zablokowano paszporty, które przed 1968 rokiem otrzymywali zawsze bez najmniejszych przeszkód. Rozumiem, że we własnym odczuciu ludzie ci mogli czuć się szykanowani. Nawet pozbawienie paszportu, który dla ogromnej większości Polaków był nieosiągalnym marzeniem, mogli odczuć niejako zrównanie w prawach (lub bezprawiu), lecz jako szczególne udręczenie i niezasłużone represje. Nie zmienia to w niczym faktu, że nikt dotychczas nie zaprezentował przypadku „wyrzucenia” Żyda z Polski ani w marcu 1968 roku, ani w którejkolwiek z poprzednich emigracji po II wojnie światowej. Kazimierz Kąkol w cytowanej już książce „Marzec 68 inaczej” publikuje liczby emigrantów żydowskich według danych Międzynarodowego Biura Pracy. Wynosiły one:
    w roku 1946 – 5800 osób
    w roku 1947 – 7700 osób
    w roku 1948 – 32200 osób
    w roku 1950 – 26500 osób
    w roku 1951 – 3500 osób
    w roku 1952 – 600 osób
    w roku 1953 – 200 osób
    w roku 1954 – 300 osób
    w roku 1955 – 400 osób
    w roku 1957 – 25500 osób
    Komentując te dane Kąkol pisze:
    Emigracja lat 45-48 była nielegalna acz tolerowana. Emigracja 1948-1951 odbywała się w zorganizowanych transportach. Biuro Polityczne KC PPR stwierdziło 28 maja 48 roku, że wyjazd PPR-owców do Palestyny dla walki o państwo żydowskie nie stoi w sprzeczności z ideologicznymi zasadami członków naszej partii (…) Partia nie zaleca i nie organizuje wyjazdów okazując jedynie indywidualne poparcie tym towarzyszom, którzy zdecydują się wyjechać.
    Według danych Żydowskiego Instytutu Historycznego tylko w drugiej połowie 1945 roku wyjechało z Polski około 25-30 tysięcy Żydów. Według tego samego źródła do końca lipca 1946 roku przybyło do Polski z terenu ZSRR 136 tysięcy Żydów obywateli polskich. Ludność żydowska w Polsce, według danych ŻIH, osiągnęła latem 1946 roku od 216 do 259 tysięcy osób. Pod koniec 1949 roku, a więc w pierwszym roku koszmaru stalinizmu, wyjechało z Polski 27,5 tysiąca Żydów. Rzecz znamienna, że wyjeżdżający wówczas otrzymywali dokument podróży, którego otrzymanie oznaczało rezygnację z polskiego obywatelstwa. Więc nie Moczar ani Gomułka wynaleźli te przepisy emigracyjne dla Żydów, lecz Jakub Berman, Stanisław Radkiewicz, Roman Romkowski, Mieczysław Mietkowski… I nikt nie protestował! Nikt nie mówił o antysemityzmie. Dokładnych liczb żydowskich emigrantów z Polski chyba nigdy nie uda się ustalić, podobnie jak nigdy zapewne nie uda się ustalić liczby Żydów obywateli polskich, którzy ocaleli z zagłady na terenie okupacji niemieckiej. Różne źródła podają liczby od 80 do 300 tysięcy. Według niektórych badaczy liczby te są bardzo zaniżone, a faktycznie ocalonych było około pół miliona. Według ŻIH tylko do lutego 1947 roku i tylko za pośrednictwem Koordynacji Syjonistycznej tzw. Birchy wyjechało z Polski 140 tysięcy Żydów. W marcu 1949 roku Centralny Komitet Żydów Polskich przeprowadził rejestrację Żydów w Polsce. Ich liczba wynosiła wówczas 110 tysięcy osób. Jeśli więc do 1947 roku wyjechało 140 tysięcy, a w 1949 roku było 110 tysięcy oznacza to, że w sumie w roku 1946 było ich w Polsce około 250 tysięcy. Dane te są na pewno także bardzo zaniżone, ponieważ wielu Żydów z różnych powodów nie rejestrowało się. Przede wszystkim nie rejestrowała się większość żydowskich komunistów, a tych gwałtownie po wojnie przybywało. Dane pochodzące ze źródeł żydowskich są często wzajemnie sprzeczne. Oto np. przywoływany wyżej „Biuletyn ŻIH” w artykule Piotra Wróbla pt.: „Migracja Żydów polskich. Próba syntezy” pisze, że w okresie od 1948 do końca 1950 roku przybyło do Izraela 106 125 polskich Żydów. To samo źródło podaje, że w latach 1945-1956 Stany Zjednoczone przyjęły 160 tysięcy Żydów z Polski. W tym samym okresie wyjechało ich do Kanady około 12 tysięcy, do Australii około 15 tysięcy i do Ameryki Łacińskiej około 30 tysięcy. Razem wszystkie wymienione kraje przyjęły w latach 1945-1956: 323 125 Żydów polskich. Trudno się w tych różnych liczbach połapać, ale jedno jest pewne, że liczba ocalonych z zagłady Żydów polskich była znacznie wyższa niż podawały to zarówno źródła żydowskie, jak i polskie….

  32. Irka

    10 marca 2018 at 10:29

    Niekomptenetny,pisany bez rozeznania i refleksji tekst. W dodatku wnioski Autorki niekonsekwentne. Skoro Pani pisze, że z „Polski wyrzucono kilka tysięcy Żydów”, to jest za co przepraszać. Prawda? Ale przecież ich nie wyrzucono, tylko wyjeżdżali dobrowolnie, korzystając z okazji że mogą wyjechać z tego raju, który sami Polakom jako zagorzali,szkoleni przez Ruskioch komuniści razem z Ruskimi urządzili. Pewnie o to również w Marcu chodziło, żeby uniknąć rozliczeń. Wyjechało z rodzinami sporo oprawców żołnierzy AK i oprawców „Wyklętych”.Taka jest prawda. I nie ma co zrzucać odpowiedzialności za Marzec na ZRRR bo były to rozgrywki wewnątrz partii, o czym piszą historycy tamtego okresu. O tym, że wydarzenia marcowe oprócz Warszawy objęły również Wrocław, Łodż,Gdańsk itp.podawano juz w 1968 roku. Wszyscy wiedzieli. Pani rewelacje,że „ujawnia” to IPN świadczą o płyciźnie wiedzy.

  33. m

    10 marca 2018 at 10:46

    To, czego jesteśmy świadkami, to jest tylko epizod batalii, która trwa już od setek lat. Nie zaczęła się przecież od II wojny światowej, ale co najmniej od XVIII w. Mam na myśli czarny obraz Polski świadomie budowany przez jej sąsiadów, życzących Rzeczypospolitej zagłady, czyli przez Prusy Fryderyka II i Rosję Katarzyny II. Ci władcy zamawiali we Francji czy Anglii publikacje prezentujące Polskę jako czarną dziurę na mapie Oświecenia, jako samo zło, które powinno być wykorzenione. Te stereotypy wciąż mają ogromną siłę oddziaływania. Na to wszystko od kilkudziesięciu lat nakłada się sprawa Holokaustu

    https://wpolityce.pl/polityka/385221-prof-andrzej-nowak-dla-sieci-nie-rozstrzygniemy-starcia-o-dobre-imie-polski-w-czasie-jednej-bitwy-potrzebujemy-spokoju

  34. m

    10 marca 2018 at 10:49

    „Wybaczcie Rzeczpospolitej,wybaczcie Polakom,ówczesnej Polsce”-lokator Pałacu może przepraszać w imieniu swoim i tych,których reprezentuje.Jak A.Duda nie jest moim prezydentem,tak PRL nie był Rzeczp.,a wypędzający żydowskich towarzyszy komuniści nie mieli nic wspólnego z Polakami
    https://twitter.com/SciosBezdekretu/status/971725322453479425

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra