Kultura i historia

Dlaczego ojciec Romualda Szeremietiewa nie zdążył wstąpić do oddziału kpt. Romualda Rajsa „Burego”?

Romuald Szeremietiew jest znaną osobą publiczną, był opozycjonistą i więźniem politycznym w PRL oraz ministrem Obrony Narodowej już w wolnej Polsce. W latach 70 i 80 XX wieku był członkiem i współtwórcą wielu nielegalnych organizacji m.in.: NN (Nurt Niepodległościowy), ROPCiO (Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela), KPN (Konfederacja Polski Niepodległej), PPN (Polska Partia Niepodległościowa). Działalność opozycyjną rozpoczął od rozprowadzania biuletynu organizacji konspiracyjnej „Ruch”. Był współzałożycielem KPN w 1979 r., partii politycznej działającej jawnie, zgodnie z prawami człowieka, a więc w ramach obowiązującego ówcześnie porządku prawnego.

Za tą działalność w procesie kierownictwa KPN, który trwał od 15 czerwca 1981 r. do 8 października 1982 r. został skazany przez sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego na 5 lat więzienia za „próbę obalenia ustroju PRL”. Po odsiedzeniu wyrok i rozłamie w KPN utworzył partię polityczną PPN, działającą w konspiracji. Z powodu swojej działalności niezależnej i opozycyjnej był stale inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa, w aktach SB występuje pod nazwą figurant „Taktyk”. Represjonowany, wielokrotnie aresztowany i pozbawiony pracy.

W swoim życiorysie dostępnym na stronie internetowej www.szeremietew.pl podaje, że urodził się 25 październiku 1945 roku we wsi Olmonty koło Białegostoku, na terenie gminy Juchnowiec Kościelny. Jest porucznikiem rezerwy Wojska Polskiego, doktorem habilitowanym nauk wojskowych, profesorem Akademii Obrony Narodowej, szefem Biura Inicjatyw Obronnych przy AON, publicystą i politykiem.

Jego rodzice Irena z domu Lubowicka i Mikołaj Szeremietiew, porucznik Ludowego Wojska Polskiego w 1945 roku wzięli ślub katolicki w białostockiej farze. Ojciec Rosjanin, z zawodu felczer weterynarii, obywatel ZSRR, z przekonania antykomunista, po wybuchu wojny z Niemcami został wcielony do Armii Czerwonej. Następnie jako oficer sowiecki został skierowany do I Armii Ludowego Wojska Polskiego generała Zygmunta Berlinga i razem z nią przyszedł do Polski.

W Białymstoku poznał przyszłą żonę, przyjął katolicyzm, ożenił się i zdezerterował z wojska nie chcąc przyczyniać się do niewolenia Polski. Nawiązał kontakt z podziemiem i zetknął się z kpt. Romualdem Rajsem „Burym”. Ukrywał się, poszukiwany przez NKWD został na początku listopada 1945 roku aresztowany i potem wywieziony do ZSRR skąd nie wrócił.

W książce „…Polska nie zginęła…my żyjemy…” wydawnictwo Nobilis, Warszawa 2014r. w pierwszym wywiadzie-rzeka z cyklu „Rozmowy o Polsce” z Romualdem Szeremietiewem rozmawiał Leszek Szymowski, poznajemy tragiczną historię jego ojca. W niej to na stronach 81 – 84 Romuald Szeremietiew opowiada o historii swojej rodziny:

„Piękne tradycje. Z jakiej rodziny wywodzi się Pan?

Nazwisko Szeremietiew, jak bez trudu można spostrzec, jest rosyjskie. A hrabiowie Szeremietiewowie w dawnej Rosji to był obok Golicynów czy Trubeckich jeden z najpotężniejszych rodów. Byli tak samo wpływowym rodem w Rosji, jak w Rzeczypospolitej Zamoyscy, Lubomirscy lub Radziwiłłowie. Z przekazu rodzinnego wiem, ze mój ojciec, Mikołaj Szeremietiew, wywodził się z „tych” Szeremietiewów, ale nie zgłaszam żadnych roszczeń do tytułu hrabiowskiego. To dziś nie ma praktycznie żadnego znaczenia.

Z racji pochodzenia ojciec był przez bolszewików prześladowany. Jako były arystokrata (takich jak on władza sowiecka nazywała „byłyje ludi”) znał się na koniach, więc w Sowietach był weterynarzem.

Po wybuchu wojny z Niemcami wcielono go do wojska, następnie został skierowany do 1 Armii gen. Berlinga. W Białymstoku jako porucznik „berlingowiec” poznał moją przyszłą matkę. Przeszedł na katolicyzm i ożenił się. W kilka tygodni później zdezerterował z wojska, wybierając służbę niepodległej Polsce. Ojciec poszedł w ślady innego Szeremietiewa. W czasie powstania styczniowego 1863 roku z wołgodzkiego pułku tłumiącego powstanie zdezerterował Stefan Szeremietiew. Walczył następnie w szeregach powstańczej żandarmerii narodowej, został pochwycony przez Moskali i powieszony na rynku w Ostrowcu.

Dziadek wspominał, że pomógł memu ojcu nawiązać kontakt z podziemiem. Zanim jednak ojciec poszedł do oddziału, chciał jeszcze mnie zobaczyć – urodziłem się w październiku 1945 roku. Matka była ze mną u swoich rodziców w Olmontach pod Białymstokiem. Ojciec przyszedł po kryjomu w nocy, ale dom był obserwowany przez Smiersz i go aresztowano. Odtąd wszelki słuch po nim zaginął. Nadano mi imię Romuald, bo taka była jego ostatnia wola. Imię mam na cześć zamordowanego przez UB kapitana Romualda Rajsa „Burego”, ojciec miał służyć w jego oddziale.

To już wiemy o pochodzeniu Pańskiego ojca. A matka?

Matka wywodzi się z Lubowickich, z dobrej podlaskiej szlachty. Kiedyś familia była dość zamożna, jednak głównie z racji rosyjskich represji za udział w powstaniach majętność stopniała do dużego gospodarstwa rolnego, które było własnością moich dziadków we wspomnianych Olmontach. Moje dzieciństwo i szkoła podstawowa to Olmonty. Tam się wychowałem i dorastałem”.
Ciekawe są też wspomnienia Romualda Szeremietiewa z okresu dzieciństwa spędzonego w Olmontach, zawarte na kartkach książki na stronach 85 – 86:

„Dorastał Pan – jak rozumiem – w atmosferze patriotycznej.

Podlasie jest przesiąknięte polskim patriotyzmem. Po 1945 roku był to rejon intensywnych walk podziemia z komunistami. Kiedy w 1952 roku poszedłem do szkoły podstawowej, zaczęły do mnie docierać opowieści o niedawnych starciach z ubekami i enkawudzistami. Sporo wiedziałem. W szkole uczyła nas pani Białkowska, która była przedwojenną nauczycielką i mimo stalinizmu jakoś trwała w naszej wiejskiej szkółce. Pani profesor starała się zaszczepić nam patriotyzm. Podsuwała dzieła Henryka Sienkiewicza, Adama Mickiewicza, pisarzy i poetów, których dziś zdaje się usuwa z programów nauczania. Czytałem dużo książek – sporo ich było w domu dziadków. Przy czym wiele razy przeczytałem Trylogię Sienkiewicza, która rzeczywiście działała i nadal działa na mnie krzepiąco. Na pewno Sienkiewicz w znacznym stopniu ukształtował mnie jako Polaka.

Ale jeszcze w młodym wieku dał już Pan o sobie znać aparatowi bezpieczeństwa.

Zdarzenie o którym Pan wspomina miało miejsce zdaje się jesienią 1957 roku. Kierownik szkoły (pani Białkowskiej już nie było) wydał polecenie, aby wszyscy chłopcy ścieli włosy do gołej skóry, na zero. Odmówiliśmy, a on nas wyrzucił z lekcji. Byłem prowodyrem buntu i uznałem, że powinienem zagospodarować uzyskany nagle czas wolny. Wymyśliłem więc, że w pobliskim lesie zbudujemy naszą tajną bazę.

I urządziliśmy tam dość udatnie taki bunkier-ziemiankę. W pobliżu lasu mieszkał miejscowy ormowiec, który to zauważył i przestraszony doniósł, że w lesie są partyzanci. Sprawa była poważna, bowiem bezpieka tropiła resztki podziemia – ostatni partyzant Podlasia por. Stanisław Ryba „Marchewka”, kawaler orderu Virituti Militari i Krzyża Walecznych, zginął w walce otoczony przez UB w marcu 1957 roku.

Bezpieka na Podlasiu była bardzo wyczulona na wszelkie wiadomości o partyzantach. Tak wiec pewnego dnia o świcie, to była niedziela, na nasz „bunkier” napadła gromada ubeków i milicjantów. Byli w hełmach i mieli broń maszynową. Nawet przyjechał jakiś wóz opancerzony. Dzieci o tej porze są jeszcze w łóżkach, więc ubecy w bunkrze nikogo nie zastali.

Miał Pan problemy z tego powodu?

Po pewnym czasie ustalono, że to było moje dzieło. Przyszedł do mnie jakiś milicjant, ale wykręciłem się, nie pamiętam dziś jak. W każdym razie w ten sposób w wieku kilkunastu lat zacząłem moją walkę z PRL. Wtedy udało mi się zmobilizować bezpiekę i milicję z połowy województwa”.

W tym miejscu należy wspomnieć, że nie tylko ojciec Romualda Szeremietiewa zdezerterował w 1945 roku z Ludowego Wojska Polskiego. W latach 1945 – 1948 z szeregów „ludowego” WP uciekło 24109 żołnierzy i oficerów, z czego w samym 1945 roku 13950 osób. Przyczyna masowej dezercji wynikała m.in. z faktu przymusowego wcielania do komunistycznego Wojska Polskiego żołnierzy z rozbrojonych przez Armię Czerwoną oddziałów Armii Krajowej uczestniczących w akcji „Burza”. Ponadto oddziały LWP były kierowane do walki z polskim podziemiem niepodległościowy.

Przykładem jest udział dwóch kompanii 1 Praskiego Pułku Piechoty LWP razem z oddziałami Armii Czerwonej, NKWD i UB w akcji wyłapywania osób podejrzanych o kontakt z partyzantką niepodległościową z terenów okolic Puszczy Augustowskiej przeprowadzonej w dniach 10 – 25 lipca 1945 roku. Efektem Obławy Augustowskiej było aresztowanie a następnie zamordowanie około 600 osób przez rosyjski kontrwywiad wojskowy Smierz.

W nocy z 12 na 13 października 1944 roku z II Armii LWP zdezerterował cały 31 Pułk Piechoty, 3 marca 1945 roku ze szkoły oficerskiej w Chełmie uciekło 300 żołnierzy, a dzień później doszło do dezercji batalionu zapasowego 9 Dywizji Piechoty. 22 kwietnia podobnie postąpił inny batalion zapasowy stacjonujący w Lubaczowie. Stał się on zalążkiem trzech leśnych oddziałów AK, a po rozwiązaniu Armii Krajowej żołnierze ci znaleźli się w Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość (WiN).

Nocą z 3 na 4 maja zbuntował się batalion z 6 zapasowego Pułku Piechoty, a jego żołnierze wraz z dowódcą dołączyli do operującej na Białostocczyźnie V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej dowodzonej przez majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”.

Fala masowych dezercji wynikała również z przekształcania jednostek frontowych Ludowego Wojska Polskiego w formacje KBW. Na wzór sowieckich wojsk wewnętrznych NKWD powołano 24 maja 1945 roku Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), formację wojskową podległą ministrowi bezpieczeństwa publicznego. Jego trzonem była 4 Dywizja Piechoty. Przejście do KBW nie wzbudziło entuzjazmu wśród oficerów i żołnierzy dywizji. Pacyfikowanie własnego społeczeństwa jest czymś innym niż walka z Niemcami na froncie.

Na przykład o fali buntów i dezercji w 3 Brygadzie KBW (powstały z Polskiego Samodzielnego Batalionu Specjalnego) możemy się dowiedzieć z książki „Z walk przeciwko zbrojnemu podziemiu 1944 – 1947”, pod red. Marii Turlejskiej, Warszawa 1966: „1 maja z Biłgoraja zdezerterował samodzielny batalion operacyjny KBW. Również 2 samodzielny batalion w Lubaczowie 23 kwietnia 1945r. zdezerterował z bronią (…) Te wypadki przyspieszyły reorganizację 3 Brygady i jej rozwiązanie”.

Większość oficerów i żołnierzy liczyło, że po zakończeniu wojny zostaną zdemobilizowani i wrócą do domów.
Porucznik Mikołaj Szeremietiew w trakcie służby w 1945 roku w jednostce I Armii Ludowego Wojska Polskiego stacjonującej w Białymstoku mógł zetknąć się w tym czasie z kpt. Romualdem Rajsem „Burym”.

Po akcji „Ostra Brama”, która wyzwoliła Wilno z rąk Niemców „Bury” uniknął rozbrojenia i aresztowania przez Sowietów. W Wilnie od struktur polskiej konspiracji działającej już w realiach powtórnej okupacji sowieckiej uzyskał fałszywe dokumenty, umożliwiające ewakuację na tereny dzisiejszej Polski. Następnie pod koniec 1944 roku kpt. Romuald Rajs pod fałszywym nazwiskiem Jerzego Górala zgłosił się do Ludowego Wojska Polskiego generała Zygmunta Berlinga. Transportem wojskowym dotarł do Białegostoku i został skierowany początkowo do jednostki zapasowej LWP w Dojlidach pod Białymstokiem. 27 grudnia 1944 roku został mianowany dowódcą plutonu w samodzielnym batalionie ochrony lasów państwowych.

Od lutego 1945 roku jego pluton stacjonował w Hajnówce. Zadaniem tej jednostki było zwalczanie kłusownictwa i ochrony przed nielegalnym wyrębem i kradzieżą drzewa. W maju 1945 roku zbiegł „do lasu” wraz z dowodzonym przez siebie plutonem. Oprócz jego plutonu do operującej na Białostocczyźnie odtworzonej V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” dołączył również jeden batalion z 6 zapasowego Pułku Piechoty. Powyższe zgrupowanie partyzanckie podlegało wówczas Komendzie Białostockiego Okręgu Armii Krajowej – Armii Krajowej Obywatelskiej. „Bury” pełnił w tym oddziale funkcję dowódcy 2 szwadronu.

We wrześniu 1945 roku, po rozformowaniu 5 Brygady Wileńskiej w związku z zarządzoną przez Delegaturę Sił Zbrojnych operacją „rozładowywania lasów”, przeszedł do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Otrzymał stopień kapitana i funkcję szefa Pogotowia Akcji Specjalnych Białostockiego Okręgu NZW. W 1946 roku dowodził największym zgrupowaniem partyzanckim NZW na Białostocczyźnie pod nazwą 3 Wileńska Brygada NZW.
Porucznik Mikołaj Szeremietiew z pochodzenia Rosjanin, nie był jedynym żołnierzem innej narodowości, który miał styczność z kpt. Romualdem Rajsem „Burym”.

W okresie walki toczonej przez „Burego” z reżimem komunistycznym u jego boku stali, pełniący odpowiedzialne funkcje, także żołnierze innych narodowości. Do nich należał zastępca „Burego” z 1945 roku podporucznik Mikołaj Kuroczkin ps. „Leśny”. Prawosławny Kuroczkin skończył białoruskie gimnazjum w Wilnie, jego rodzina wywodziła się z „białych”, porewolucyjnych emigrantów. Następnie dowódcą 1 plutonu 3 Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego był prawosławny, także pochodzącym z Wilna, Władysław Jurasow ps. „Wiarus”. Obaj ci żołnierze zginęli, walcząc o niepodległość i całość Polski. W szeregach zgrupowania „Burego” Pogotowia Akcji Specjalnych NZW spotykamy także szeregowych żołnierzy prawosławnych, w tym miejscowych pochodzenia białoruskiego.

Trzeba tutaj wymienić Antoniego Michalczuka ps. „Szpak”, Mikołaja Kostarowa czy Czesława Głuszuka. Ponadto w niektórych jednostkach terenowych NZW w powiecie Bielsk Podlaski służyli żołnierze wyznania prawosławnego. Tu w grę wchodził stosunek do Polski oraz sowieckiego okupanta.

Na marginesie należy zauważyć, że nieprawdziwa jest informacja wykreowana przez propagandę komunistyczną w okresie PRL, która niestety nadal jest powtarzana przez nieżyczliwe żołnierzom wyklętym media liberalno – lewicowe oraz finansowane przez polskiego podatnika Telewizja Biełsat i Białoruskie Radio Racja, że oddział „Burego” na przełomie stycznia i lutego 1946 roku w trakcje przeprowadzonej akcji likwidacji agentury komunistycznej mordował niewinną ludność cywilną w tym kobiety i dzieci. Należy odnotować, że osoby formułujące te zarzuty najczęściej odwołują się do błędnej oceny sformułowanej przez prokuratora IPN w toku śledztwa sygn. akt S 28/02/Zi, prowadzonego w okresie od 4 lutego 2002 r. do 30 czerwca 2005 r., zakończonego postanowieniem o umorzeniu postępowania.

Prawda jest taka, że w trakcie rajdu po terenie powiatu bielskiego na przełomie stycznia i lutego 1946 roku oddział „Burego” wykonywał wyroki śmierci, ale tylko na agentach Urzędu Bezpieczeństwa i aktywistach partii komunistycznej, członkach Polskiej Partii Robotniczej stwarzających zagrożenie dla polskiego podziemia niepodległościowego. W czasie przeprowadzonej akcji likwidacji agentury komunistycznej doszło do przypadkowej śmierci niewinnych ludzi w tym kobiet i dzieci.

Nietrafione są również zarzuty, że pacyfikacja wiosek zamieszkałych przez Białorusinów na Podlasiu, dokonane przez żołnierzy 3 Brygady Wileńskiej NZW miały podłoże narodowościowe i religijne, jak powszechnie formułuje się zarzuty. W szeregach „Burego” służyło wielu partyzantów prawosławnych, pochodzenia białoruskiego, ba nawet dowódcy plutonów byli prawosławni, zatem dziwne było by, gdyby kierowali się tym kryterium i zabijali swoich pobratymców. Żołnierze oddziału „Burego” walczyli z wrogiem Rzeczypospolitej tj. z agentami NKWD, UB, zarówno polskiego, jak i białoruskiego pochodzenia.

Często przywołuje się błędne wnioski sformułowane przez prokuratora Dariusza Olszewskiego z białostockiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, który prowadził śledztwo dotyczące pacyfikacji białoruskich wsi w 1946 roku przez oddział Pogotowia Akcji Specjalnej NZW kpt. Rajsa. Prokurator Olszewski we wnioskach z protokołu końcowego napisał, że „zabójstwa furmanów i pacyfikacje wsi w styczniu-lutym 1946 roku nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa”. Prokurator IPN przy formułowaniu klasyfikacji prawnej czynu zabronionego pomylił zarzut podejrzenia popełnienia zbrodni wojennej z ludobójstwem.

Zarzucanego czynu nie można uznać za ludobójstwo gdyż ilość osób jest za niska (mówimy tutaj o śmierci 79 osób w tym o przypadkowych ofiarach – kobietach i dzieciach). Według Konwencji z 1948r. w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa (Dz.U. z 1952r. Nr 2, poz. 9 ze sprost.) ludobójstwem jest czyn popełniony w zamiarze zniszczenia w całości lub w części grup narodowych etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich, a polegających na zabójstwie członków grupy lub na innych, wymienionych w art. II Konwencji, działaniach. Dzieje ludzkości znają przykłady ludobójstwa, do których zalicza się m.in.: wymordowanie 1,5 miliona Ormian przez Turków na początku XX wieku, zgładzenie kilku milionów Żydów przez Niemców w czasie II wojny światowej, wymordowanie ponad 100 tysięcy Polaków przez Ukraińców w czasie II wojny światowej, czy też rzeż około 1 miliona osób pochodzenia Tutsi dokonana przez ekstremistów Hutu w 1994 roku w Rwandzie.

Z czarną legendą o działalności na Białostocczyźnie kpt. Romualda Rajsa „Burego’ i jego 3 Brygady Wileńskiej PAS NZW rozprawił się pracownik warszawskiego IPN, doktor historii Kazimierz Krajewski i Grzegorz Wąsowski w swoim artykule naukowym „Kpt. Romuald Rajs „Bury” a Białorusini – fakty i mity” opublikowanym w 2016r., w 33 numerze pisma naukowego „Glaukopis”. Niniejszy artykuł jest dostępny w internecie pod linkiem: http://podziemiezbrojne.blox.pl/2016/03/Kpt-Bury-a-Bialorusini-czesc-13.html

Na koniec należy przywołać słowa majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” o żołnierzach niezłomnych zamieszczone w ulotce z marca 1946 roku: „Nie jesteśmy żadną bandą, jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród. (…) Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków”.

 

Na zdjęciu od lewej por. Kazimierz Chmielewski „Rekin”, kpt. Romuald Rajs „Bury”, ppor. Mikołaj Kuroczkin „Leśny”, Józef Bandzo „Jastrząb”.

Przedruk: za zgodą Autora

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

15 komentarzy

15 Komentarzy

  1. Tomek

    13 marca 2018 at 13:52

    „Prawda jest taka, że w trakcie rajdu po terenie powiatu bielskiego na przełomie stycznia i lutego 1946 roku oddział „Burego” wykonywał wyroki śmierci, ale tylko na agentach Urzędu Bezpieczeństwa i aktywistach partii komunistycznej, członkach Polskiej Partii Robotniczej stwarzających zagrożenie dla polskiego podziemia niepodległościowego. W czasie przeprowadzonej akcji likwidacji agentury komunistycznej doszło do przypadkowej śmierci niewinnych ludzi w tym kobiet i dzieci.”

    Tak, to by można pisać, jeśliby ofiar w postaci kobiet czy dzieci było kilka – np. przypadkowe ofiary strzelaniny itp. Tymczasem:

    – Zaleszany – 14 osób spalonych żywcem, w tym 7 dzieci (one pewnie też współpracowały z UB…albo „przypadkiem” ich żołnierze „Burego” nie zauważyli)

    – inne wsie – zgwałcenie kobiety przez żołnierzy „Burego” to pewnie też „przypadek” przy okazji wykonywania wyroków śmierci, podobnie jak zastrzelenie 18-letniej dziewczyny co przed gwałtem się broniła. Zastrzelenie ojca trzymającego na ręku niemowlę… Zabicie dziewczyny, która podbiegła do zastrzelonego ojca – takich przypadków jest więcej i są po prostu przerażające.

    – co do zabitych „metodą katyńską” 30 furmanów – czy jest jakikolwiek dokument, jakikolwiek ślad, który by potwierdzał, że którykolwiek z tych furmanów był zaangażowany w działalność komunistyczną? Nie. Równie dobrze mogli być zabici za to, jak i za to np., że byli niewygodnymi świadkami pacyfikacji Zaleszan.

    Ci, którzy „Burego” bronią, po prostu „gdybają”, nie mając żadnego oparcia w dokumentach. Usprawiedliwianie na siłę zbrodni tak naprawdę tylko szkodzi pamięci Żołnierzy Wyklętych.

    „Prokurator IPN przy formułowaniu klasyfikacji prawnej czynu zabronionego pomylił zarzut podejrzenia popełnienia zbrodni wojennej z ludobójstwem.Zarzucanego czynu nie można uznać za ludobójstwo gdyż ilość osób jest za niska (mówimy tutaj o śmierci 79 osób w tym o przypadkowych ofiarach – kobietach i dzieciach).”

    Czyli przyznaje jednak pan, że „Bury” dopuścił się zbrodni. Tyle, że przypadek jest tu zupełnie nieprawdopodobną ich przyczyną. Znacznie bardziej prawdopodobnym jest, że żołnierzy „Burego” poniosło, albo że chcieli jednak dokonać czystki etnicznej (w kontekście choćby trwających w tym czasie wymian ludności z ZSRR), co oczywiście nie było działaniem na rozkaz przełożonych „Burego” z NZW.

    „Z czarną legendą o działalności na Białostocczyźnie kpt. Romualda Rajsa „Burego’ i jego 3 Brygady Wileńskiej PAS NZW rozprawił się pracownik warszawskiego IPN, doktor historii Kazimierz Krajewski i Grzegorz Wąsowski w swoim artykule naukowym „Kpt. Romuald Rajs „Bury” a Białorusini – fakty i mity” opublikowanym w 2016r”

    Owi panowie nie „rozprawili się z żadną czarną legendą”. Nie znam żadnego historyka, także wśród apologetów „Burego”, który by zaprzeczał, że „Bury” wymordował niewinnych ludzi (a więc, który by zaprzeczał owej „czarnej legendzie”). Co najwyżej, „gdyba” się, jakie mogły być przyczyny takiego działania albo podaje się tę sprawę w szerszym kontekście, tego, co działo się na tych ziemiach w latach 1939-46.

    • Lechosław

      13 marca 2018 at 15:20

      https://www.youtube.com/watch?v=vSaiAXzf4ZI&t=612s
      Furmanów zamordowało UB, swoim zwyczajem strzelając w tył głowy. Dowody referuje Pochylski. 9:40.

      • Tomek

        13 marca 2018 at 19:59

        Serio wierzysz w te bzdury z tego filmiku?:) Przecież to się kupy nie trzyma. Zresztą, pan Pochylski, nie wiem czy wiesz, ale ma tzw. „żółte papiery” (sięgnij do jego sprawy sądowej z 2002 roku).

        Nie ma żadnych wątpliwości, że furmanów zabili żołnierze „Burego”. Potwierdza to każdy historyk, nawet wychwalający „Burego” – sięgnij do Żebrowskiego, Ostapiuka, Krajewskiego czy filmu „Podwójnie wyklęty”. Zresztą, sami żołnierze „Burego” w latach 90-tych potwierdzili to (sięgnij do zeznań w IPN).

        Ci, którzy „Burego” bronią próbują jedynie twierdzić, że mord na furmanach nie miał podłoża narodowościowego i że pewnie furmani w jakimś zakresie współpracowali z komunistami. Nikt nie błaźni się takimi twierdzeniami, jak ów pan na YouTube.

      • fiesta

        21 marca 2018 at 18:36

        re: Lechoslaw

        Pochylski mowi logicznie i przekonywujaco.
        Natomiast lewacka propaganda (Gazeta Wyborcza, Tygodnik Przeglad etc) milczy i nie podaje szczegolow n/t oblaw Berlinga i LWP w rejonie dzialan odzialow polskiego podziemia niepodleglosciowego i w ten sposob probuje przerzucic wine na oddzial „Burego”.
        Historyk L.Zebrowski, ktory dokladnie bada wydarzenia II w.s. stwierdzil, ze raporty GL-AL, UB-ckie etc byly konfabulowane i zabarwione ideologia komunistyczna.
        Istotne rowniez jest kto prowadzi sledztwo w tej sprawie, poniewaz jesli sedzia lub historyk wywodzi sie z rodziny o lewackich przekonaniach lub zydowskim i agenturalnym rodowodzie, wowczas bedzie probowal ukryc niektore fakty, zeby zmienic wersje wydarzen – tak bylo m.inn. w przypadku prezesa IPN L.Kieresa (zyda i komunisty), ktory oskarzyl Polakow o wspoludzial w zamordowaniu Zydow w Jedwabnem, poslugujac sie aktami sprawy prowadzonymi przez UB.
        Tymczasem w niemieckich archiwach byly akta plutonu H.Schapera, ktory dopuscil sie zbrodni na Zydach z Jedwabnego, ale L.Kieres nawet do nich nie zajrzal.
        A co ciekawsze, ze L.Kieres milczy o wymordowaniu 2 tysiecy Zydow przez Niemcow w Bialymstoku 2 tygodnie wczesniej niz w Jedwabnem, w dniu przybycia H.Himmlera z wizyta do Bialegostoku i byla to celowa pokazowka.

        Nalezy rowniez wziac pod uwage fakt, ze w momencie potepienia zbrodni komunistycznych i wziecia pod lupe komunistycznych organizacji kombatanckich, ktore m.inn. zwalczaly zolnierzy polskiego podziemia niepodleglosciowego, wowczas rozpoczal sie zajadly wrzask, w ktorym przodowalo zydostwo i lewactwo i do dzisiaj tak jest.

    • Leszek1

      14 marca 2018 at 02:36

      @ Tomek
      Nie interesuje mnie, czy jestes Bialorusinem, Zydem, Ruskim, czy potomkiem UBekow. Wiem tylko, ze specjalizujesz sie w oczernianiu Polski i Polakow. Jestes naszym wrogiem i dlatego rozumiem, ze bedziesz bronil zaklamanych propagandowych racji. Oczywiscie klamiesz mowiac o tym, ze kpt. Bury kazal mordowac ludnosc cywilna w Zaleszanach. Bury nie chcial przeprowadzac tej pacyfikacji, mimo ze mial osobiste porachunki z Bialorusinami z tamtej okolicy. We wrzesniu 1939 roku, kiedy w stopniu sierzanta dowodzil konnym zwiadem 19 Dywizji piechoty, zostal podstepnie rozbrojony przez bialorusinskich komunistow i po skatowaniu oddany Sowietom. W 1939 Bialorusini z tamtych okolic zamordowali okolo 60 ziemian, grabiac ich mienie.
      Bury zgodzil sie wykonac rozkaz pacyfikacji dopiero po kilku miesiacach. Przez Zaleszany przechodzili idac na Hajnowke. Wracajac, juz jechali na powodach, bo kpt. Rajs zarekwirowal w Lozicach 40 – 50 furmanek z woznicami, zebranymi tam do robot publicznych w ramach szarwarku.
      Jego 3 Brygada Wilenska NZW, poruszajac sie po bardzo skomunizowanym terenie udawala oddzial 9 Pulku KBW scigajacy lesna „bande”.
      Po bitwie w Hajnowce, powracajacy oddzial zatrzymal sie w Zaleszanach. Spotkali sie z wrogim przyjeciem, mimo ze udawali Kabewiakow.
      Odmowiono im owsa dla koni, gospodynie odmowily przygotowania posilkow, nasmiewano sie z nich, Rekin oberwal kamieniem.
      Skomunizowana wies wiedziala, ze Ludowe Wojsko Polskie nic im nie moze zrobic, bo ponioslo by za to surowa kare.
      Kpt. Bury postanowil wies ukarac palac ich gospodarstwa. Zeby uchronic od ognia ludzi, kazal im wszystkim zebrac sie w duzym domu posrodku wsi, lecz nie zezwolil ich zabijac za wyjatkiem wyznaczonych PPRowcow. Ppor. Chmielowski – Rekin mial powiadomic ludzi, ze za wroga postawe ich gospodarstawa zostana spalone i kierowac podpalaniem wsi. Po wydaniu tych dyspozycji kpt. Rajs ruszyl z z taborem. Ppor. Rekin powiadomil zebranych o karze i kazal zabic drzwi gwozdziami, oraz podpalic strzeche. Dopiero kiedy dach zaczal plonac, uwolnil zebranych poganiajac ich strzalami w powietrze. Tam nikt z mieszkancow nie zginal. W Zaleszanach zginelo czternascie osob. W pozarach siedem osob, ktorzy sie ukryli w gospodarstwach. W tym dwoje lub troje dzieci. Siedmiu pozostalych zastrzelono. Wsrod nich, sekretarz PPR z innej wsi. Bury jadac z taborem zarzadzil postoj w lesie w oczekiwaniu na reszte oddzialu. Jeszcze w czasie jazdy z Lozic jego „Kabewiacy” badali nastroje woznicow. Szczegolnie interesowal ich stosunek do „wladzy ludowej” i „bandytow” z lasu. Na podstawie ich raportow, kpt. Bury kazal rozstrzelac trzydziestu z nich, a dziesieciu puscil wolno. Prawdopodobnie wowczas mial okazje rozprawic sie z jednym ze swoich znajomych z 1939 – bo tak tlumacze sobie fakt rozstrzelania Bialorusina za „jakis spor z sierzantem”.
      Dalej Bury spalil czesc zabudowan wsi Wolka Wygonowska i Koncowizna gdzie rozstrzelano kilka osob za wspolprace z okupantem.
      Pacyfikacja zarzadzona przez Kotwicza obejmowala rowniez i katolickie gospodarstwa, ale to juz inna historia
      Trzeba zaznaczyc, ze Bialorus po 1939 roku przez dwa lata pozostawala pod panowaniem sowieckim. Ten czas zapoznal ich z prawdziwa natura sowieckiego systemu. Mimo, ze wielu z nich dalej slepo wierzyla (ba, do tej pory wierza) w dobre strony tzw. „komunizmu”, duza czesc z nich sprzyjala i pomagala Polakom w czasie okupacji niemieckiej. Kontrastowalo to z postwa Litwinow i Ukraincow. Rowniez po zakonczeniu Drugiej Wojny – Bury, Mlot i inni oficerowie Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, mogli sie opierac na Bialorusinach. Tak, ze nie wszyscy Bialorusini to komunisci.
      Jeszcze jedno. Twierdzisz ze byly wypadki gwaltu w czasie pacyfikacji. Rzeczywiscie takie byly, jednak sprawcy zostali rozstrzelani. Znam dwa takie wypadki, jeden z Litwy. Jednak zaden w wykonaniu oddzialu, ktorym dowodzil kpt. Rajs. W jego oddziale panowala zelazna, chociaz kolezenska dyscyplina. On kazal rozstrzelac podwladnego za rabunek. Nie wiem co by z nim zrobil za gwalt.

      • Tomek

        14 marca 2018 at 12:10

        Leszek1, zamiast się unosić i rzucać argumenty w stylu, że jestem Białorusinem czy Żydem, które raczej za dobrze o tobie bardziej nie świadczą, to może jednak skupisz się na merytoryce. Bo trochę rzeczy przeinaczyłeś i polemizujesz trochę z samym sobą, a nie ze mną.

        Piszesz: „Oczywiscie klamiesz mowiac o tym, ze kpt. Bury kazal mordowac ludnosc cywilna w Zaleszanach.”

        Nie kłamię, bo nigdzie tak nie napisałem. Nie twierdzę, że „Bury” „kazał” mordować ludzi w Zaleszanach, bo nie ma na to żadnego dowodu. A mało tego, akurat tam, gdzie „Bury” bezpośrednio później nadzorował kolejne po Zaleszanach pacyfikacje, nie było ofiar cywilnych. Mówię, że jego żołnierze to zrobili (w Zaleszanach celowo lub przypadkowo, w innych wsiach ewidentnie celowo), z przyczyn na ten moment nieznanych. Co nie zmienia faktu, że do zbrodni doszło, a nie, jak niektórzy tu piszą właśnie kłamliwie, że „zbrodnie były rzekome” albo że zrobiło to UB. O winie „Burego” nie pisałem, chociaż jako dowódca nie kazał ukarać tych żołnierzy, co się zbrodni dopuścili, co jest na pewno dużym cieniem na nim. „Bury” natomiast kazał rozstrzelać owych furmanów, a to, dlaczego tak zrobił, to tylko gdybanie – nie ma żadnego dowodu czy poszlak, że oni byli jakoś uwikłani we współpracę z komuną czy wywózki na Wschód. Owszem, mogło tak być, ale rzucanie hipotez jakoby „Bury” miał niby dowiedzieć się tego od nich, bo przypadkowo wszyscy Białorusini się wygadali nagle myśląc, że mają do czynienia z KBW, jest mocno naiwna.

        Potem szeroko się rozpisujesz, jakie były przeżycia „Burego”, co się działo na Białorusi czy Podlasiu, tylko pytanie po co, bo ja to wszystko wiem i przecież sam o tym piszę, że na zbrodnie w Zaleszanach czy w innych wsiach należy też patrzeć w tym kontekście. Co nie zmienia jednak prawdy, że były to zbrodnie wojenne. Więc gdzie tu niby kłamię?

        • fiesta

          21 marca 2018 at 15:07

          re: Tomek
          Jestes lewakiem i uprawiasz lewacka propagande.

          „Bury” nie wstanie z grobu, wiec nie moze sie bronic. Wobec tego mozna mu przypisac rozne brednie.

          Faktem jest, ze gdy „Bury” pracowal w nadlesnictwie to mial dostep do dokumentacji UB-ckich i natrafil na liste wspolpracownikow UB, wiec ja skopiowal, zwazywszy na fakt, ze w jego oddziale tez byli Bialorusini, ale nie komunisci.
          Byl rowniez taki przypadek, ze „Bury” zabil oficera NKWD na bialoruskiej wsi i znalazl przy nim liste bialoruskich konfidentow.
          To swiadczy, ze obszar dzialania „Burego” byl nafaszerowany bialoruskimi konfidentami, zwazywszy na fakt, ze na Kresach Wschodnich II RP dzialala przed wojna KPZB (bialoruscy komunisci)- analogicznie bylo w przypadku KPZU (ukrainscy komunisci) i KPP (polska z nazwy partia komunistyczna nafaszerowana glownie zydami)
          Wszystkie 3 partie komunistyczne powstaly w Moskwie i byly sowieckimi agenturami dzialajacymi na szkode II RP.
          Klimat wojenny sprawil, ze kazdy podejrzany o wspolprace z niemieckim lub sowieckim okupantem dostawal w czape na miejscu i slusznie, i ja zrobilbym to samo, zeby nikt na mnie nie doniosl – takie sa reguly na wojnie; Niemcy i Sowieci byli bezwgledni.

          Powolujesz sie na historyka L.Zebrowskiego, ktory faktycznie wymienil ofiary cywilne, ale nie napisales, ze w czasie pozaru bialoruskich domow dochodzilo do wybuchow, o czym tez mowil L.Zebrowski.
          Jak myslisz, co wybuchalo ? Przeciez Zebrowski mowil o wybuchach, a tobie ten szczegol…. uciekl z pamieci(?)…. czy przeszkadzal w twojej wersji opowiadan ?

          Tu chce jeszcze poruszyc przypadek chowania sie bialorusinow w domach przed oddzialem „Burego”, o czym napisal Leszek 1.
          Jak mylicie towarzyszu Tomek ? Dlaczego Bialorusini chowali sie w domach przed „Burym” ? Przeciez „Bury” nie byl Niemcem ?
          Psychologia towarzyszu Tomek, psychologia.
          Ukrywa sie ten, ktory ma nieczyste sumienie, towarzyszu Tomek.
          „Bury” nie byl glupi, ani nie byl szalony i nie mordowal ludzi w kazdej wsi dla zabawy.
          Z kolei wy towarzyszu Tomek manipulujecie informacjami, poniewaz nie podaliscie, ze „Bury” i jego oddzial poruszali sie po obszarze wrogim i nafaszerowanym bialoruskimi komunistami, agentami NKWD i Smiersz oraz UB-akmi.
          A to jest bardzo wazny szczegol, ktorego wy unikacie towarzyszu Tomek, poniewaz wam nie zalezy na prawdzie, ale na podrzymywaniu polprawd i klamstw, zeby oczernic „Burego” wtaki sam sposob jak to zrobili towarzysze z UB w swoich raportach.

          • fiesta

            22 marca 2018 at 01:48

            Dodatkowa informacja.

            12 lipca 1945 r. oddziały NKWD i SMIERSZ rozpoczęły na Suwalszczyźnie operację, w której zginęło co najmniej 592 działaczy podziemia niepodległościowego. Operacja zwana Obławą Augustowską jest największą niewyjaśnioną zbrodnią popełnioną na Polakach po II wojnie światowej.
            Wiecej szczegolow jest w artykule na stronie:
            http://www.kworum.com.pl/art7605,oblawa_augustowska.html

  2. prawo

    13 marca 2018 at 19:49

    Ludobójstwem jest czyn mordu popełniony na żydach, choćby jednym żydzie. W przypadku gojów jest to tylko zbrodnia bez względu na ilość. Ilość nie ma znaczenia.
    Tak jest.

    • Tomek

      13 marca 2018 at 20:42

      A już przestań znowu p….ć na tę samą modłę. O ludobójstwie na Ormianach, w Ruandzie itp. nie słyszałeś? A ludobójstwo Żydów, czyli Holokaust, to jest mord na jednym Żydzie, wg ciebie? Nie? To po co takie bzdury wypisujesz.

  3. Leszek1

    14 marca 2018 at 02:53

    Dziekuje Autorowi za przypomnienie sylwetki wspanialego czlowieka i Polaka jakim jest prof. Szeremietiew.
    Zeby wiekszosc wsrod rzadzacych byla takimi jak On – Polska wygladala by inaczej.
    Mam nadzieje doczekac czasu, kiedy Profesor zostanie Ministrem Obrony Narodowej Rzeczypospolitej.

    • fiesta

      21 marca 2018 at 17:21

      re: Leszek 1

      Ja rowniez uwazam, ze taki czlowiek jak R.Szeremietiew bylby przydatny Polsce, ale najpierw trzeba odsunac koczownikow plemiennych od wladzy i wplywow w Polsce, ktorzy zaprowadzili swoja dyktature w Polsce i realizuja interesy lokalne i globalne miedzynarodowego zydostwa.

      Prosze obejrzec program dr Z.Kekusia
      STRATEGIA SYJONU – D.Reed
      Dr Zbigniew Kekus (PPP 12)
      PiS – mafia zyda J. Kaczynskiego i jej pulapka „kwestii zydowskiej”
      https://www.youtube.com/watch?v=9GkhXW3Ck8E

  4. Kangur

    19 marca 2018 at 09:08

    Wyladowalem na wyspie kangurow. Tam tez uslyszalem i nawet rozmawialem z niejakim Szeremietiewem przez telefon. W tamtym czasie paru urodzonych w Polsce zydow z wielkimi fortunami okradadali tutejszych i uciekali to do Hiszpani ale tez jeden do Polski(wlasciceiel firmy Kolotex). W transporcie kasy sluzyli rodacy zydowscy ale takze nasze wladze w konsulacie Polskim w Sydney. Wtedy wlasnie natknalem sie na pana Szeremieitiewa ( tylko na 100% to nie wiem czy to On, ale ile Szeremietiewow w Polskim Konsulacie w Sydney pracowalo ?)i On rozumialem werbowal chlopa na przerzut kasy przez ocean. Nazwisko mocno brzmiaco rosyjskie odrzucalo. Chwile pozniej slyszalem ze zostal ministrem obrony. A kase ot tego zyda, bardzo chwalil Sikorski bo sie mocno nalowil za przekupstwa. Dobroczynce nazywal Misia. I pozniej jak Misiu umarl to Sikorski nadal czeka Na nastepnego Misia tylko juz chyba sie nie doczeka bo wiekszosc Misiow juz ponad 90 lat i chodzic juz nie moga a co dopiero krasc w biznesie. Corka Misia zmieniala oczywiscie nazwisko i mieszka na stale w Anglii z bilionami po ojcu.Na zmywaku napewno nie pracuje. Misio wykupil co lepsze w Warszawce, ale na poczatku kupil wiezowiec Poltegor.

  5. Kangur

    19 marca 2018 at 09:19

    W tym calym interesie bral czynny udzial inny jegomosc pan Opara, z zawodu lekarz, ale z zamilowania do pieniadza zyd. Opara zamieszkiwal w wielu nieruchomosciach Misia w Sydney i pomagal je kasowac czyli sprzedawac dla Misia, nawet jakis czas po ucieczce Misia z australii. Konsulat Polski w Sydney (w czasach rzadow P.O), krecil zlodziejskie interesy jak za komuny a moze i lepiej. Dopiero teraz za PiS, wszystko jest jak powinno i wyzszy standard zapanowal a nie szubractwo i zlodziejstwo.

  6. Kangur

    19 marca 2018 at 09:22

    Ot tacy to szlachcice, wielkie rody i moznowladcy. Banda zydow co zmieniala nazwiska jak rekawiczki a papiery zdobywali kryminalnie przez zabojstwa prawowitych osob, badz za miske strawy na wojnie.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra