Rodzina

Małżeństwo jako „remedium concupisciantiae”

Ojcowie Kościoła zwracali uwagę, że jednym z celów małżeństwa jest „remedium concupisciantiae”, a więc „uśmierzanie pożądliwości”, jak się najczęściej tłumaczy to wyrażenie. J.-C. Larchet był nawet zdania, że większość z nich uważała, że był to jeden z pierwszych celów współżycia małżeńskiego[1].

 

 

Małżeństwo jest w tym ujęciu więc, chociaż na pewno nie tylko, lekiem na pożądliwość. Takie ujęcie przedstawiał chociażby św. Augustyn, ale było ono powszechne. Opierało się na przytaczanej już nauce biblijnej św. Pawła. Nauka ta znalazła swój wyraz w oficjalnym prawodastwie Kościoła. KPK z 1917 r. stwierdzał że drugorzędnym celem małżeństwa jest wzajemna pomoc i uśmierzanie pożądliwości.

Na Soborze Watykańskim II mowa była już jednak tylko o wzajemnej pomocy. Tak samo było w nowym KPK z 1983 r. To już świadczy o tym, że tradycyjna nauka o „remedium concupisciantiae” została porzucona. Jan Paweł II w swoim bogatym nauczaniu na temat małżeństwa pomijał tę kwestię. W swoich wystąpieniach podczas audiencji środowych poruszył ten temat dwukrotnie i to niejako z konieczności, komentując nauczanie św. Pawła. Podczas audiencji środowej 7 lipca 1982 r. Papież Polak zadał pytanie, czy Apostoł Narodów sprowadzał  małżeństwo tylko do „remedium concupisciantiae”. Odpowiedział na to pytanie negatywnie, powołując się na fragment: „Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja [czyli bezżenni – dop. M. K.] lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki” (1 Kor 7,7). Papież wyciągnął z tych słów następujący wniosek:

Można przeto powiedzieć, że o ile Apostoł w swej charakterystyce małżeństwa od strony „ludzkiej” (a bardziej jeszcze może od strony lokalnej sytuacji panującej w Koryncie) bardzo mocno uwydatnia w motywacji małżeństwa wzgląd na pożądliwość ciała, to równocześnie z nie mniejszą siłą przekonania uwydatnia też jego charakter sakramentalny i „charyzmatyczny”. Tak samo wyraziście, jak widzi sytuację człowieka w związku z pożądliwością ciała, widzi też działanie łaski w każdym człowieku[2].

Jan Paweł II słusznie zauważył, że dla św. Pawła małżeństwo nie sprowadza się do „remedium concupisciantiae”. Jednocześnie próbował przy tym osłabić znaczenie tej nauki, podkreślając, że jest to charakterystyka od strony „ludzkiej” i została podana w znacznej mierze ze względu na lokalną sytuację w Koryncie. Tym samym Papież, wbrew Tradycji, uznał, że słowa te nie są tak istotne dla rozumienia celów małżeństwa, jak poprzednio sądzono. Nie są opisem jakiejś obiektywnej sytuacji człowieka, ale raczej wiążą się ściśle z konkretnymi problemami Koryntian.

W katechezie z 1 grudnia 1982 r. Papież poszedł jeszcze dalej, uznając, że błędem było pojmowanie małżeństwa w kontekście „remedium concupisciantiae”:

Utworzyło się wokół tych Pawłowych wypowiedzi przekonanie, że małżeństwo stanowi swoiste remedium concupiscentiae. Jednakże autor Listu do Koryntian, który — jak widzieliśmy — uczy wyraźnie, że małżeństwu odpowiada szczególny „dar”: że w tajemnicy odkupienia jest ono dane mężczyźnie i kobiecie jako łaska, wyraża w swych słowach zarazem sugestywnych i paradoksalnych tę po prostu myśl, że jest ono im zadane jako etos[3].

Jan Paweł II uznał, że dla Apostoła Narodów małżeństwo oznaczało po prostu ład etyczny. Jego słowa o pożądliwości należy więc traktować jako stwierdzenie faktu, że małżeństwo wprowadza ład w tę dziedzinę. Małżeństwo jest sakramentem biorącym moc z Odkupienia, także z odkupienia ciała. To odkupienie daje małżonkom nadzieję, że mogą „żyć według Ducha”. Dzięki temu małżonkowie nie muszą już myśleć o zaspokajaniu pożądliwości:

Na gruncie takiej to właśnie nadziei zostaje przezwyciężona pożądliwość ciała jako źródło dążenia do egoistycznego zaspokojenia, a samo „ciało” w sakramentalnym przymierzu męskości i kobiecości staje się swoistym „tworzywem” trwałego i nierozerwalnego zjednoczenia osób (communio personarum) w sposób godny osób[4].

Papież w ten sposób doszedł do wniosku, że tradycyjna nauka o małżeństwie była błędna, bo wynikała z niewłaściwej interpretacji Pisma Świętego. Jan Paweł II odrzucił ją ze względu na to, że pochwala ona „egoistyczne zaspokojenie”, co jest niegodne osób.

Taka interpretacja nauki o „remedium concupisciantiae” jest za wąska i przez to niesprawiedliwa. Jej celem nie było danie przyzwolenia na „egoistyczne zaspokajanie”, chociaż z pewnością niektórzy mogli ją tak odczytywać. Chodziło jednak o uwzględnienie sytuacji człowieka po grzechu pierworodnym. Pomimo, że dokonało się Odkupienie skutki grzechu pozostały. Pożądliwość stała się tak „rozbuchana”, że stała się powodem tego, że człowiek nieustannie „płonie”. Małżonkowie muszą sobie to uświadamiać i przychodzić sobie nawzajem z pomocą w celu uśmierzania pożądliwości. Jest to czynność wzajemna, wynika z miłości i ze zrozumienia dla ludzkiej seksualności.

Jest to tym bardziej interesujące, że w książce „Miłość i odpowiedzialność” K. Wojtyły kwestie te były postawione inaczej. Była tam akceptacja tradycyjnej hierarchii celów małżeństwa łącznie z „uśmierzaniem pożądliwości”. K. Wojtyła ostrzegał tylko przed tym, by prokreacji jako pierwszorzędnego celu małżeństwa nie traktować w sposób typowy dla wypaczenia rygorystycznego, tak jakby każdy akt małżeński musiał prowadzić do zrodzenia potomstwa. Ostrzegał także przed wypaczeniem „libidystycznym”, jakie może pojawić się przy interpretacji „remedium concupisciantiae” jako przyzwoleniu na rozpustę. Bronił jednak zasadniczo tej nauki krytykując tych, którzy tłumaczyli wyrażenie „mutuum adiutorum” jako „miłość i wzajemną pomoc”. Słusznie K. Wojtyła zwracał uwagę, że należy tłumaczyć je po prostu jako wzajemną pomoc. Wszystkie cele małżeńskie mają u swoich podstaw miłość, w tym także „uśmierzanie pożądliwości”.

Poradnia Zdrowego Rodzicielstwa im. Św. Jana Pawła II zaprasza >>

 

[1]J.-C. Larchet, Terapia chorób duchowych, tł. m. N. Aleksiejuk, Hajnówka 2013 r., 502.

[2]Jan Paweł II, Audiencja środowa, 7 lipca 1982 r.

[3]Jan Paweł II, Audiencja środowa, 1 grudnia 1982 r.

[4]Tamże.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

1 komentarz

1 Komentarz

  1. Soroka

    1 czerwca 2018 at 18:50

    Z małżeństwem to jest tak, a wszystko inne, to jest mącenie sprawy małżeństwa!
    Obrona życia.
    Obecnie obrona życia jest prowadzona tylko w niektórych jego obszarach, a obrona życia poczętego przypomina zatykanie palcem lejącej się wody z otwartego kranu, ponieważ prawie cała aktywność w tej sprawie jest kierowana na prawo zakazujące zabijania dzieci żyjących już w łonach matek. Mało jest budowania ludzkiej świadomości w zakresie niszczenia ludzkiego życia w ogóle. Obecnie żyjemy w mocnym zakłamaniu i nie uświadamiamy sobie otaczającej nas rzeczywistości. Przez nieznajomość rzeczywistości (prawdy), nieświadomie bardzo szkodzimy życiu ludzi . Wielu z zażartych zwolenników tzw. aborcji, nie zdaje sobie sprawy, na jak wielkie zło się porywa. Głównym źródłem takich postaw jest złe wychowanie, które jest wstępnym ukształtowaniem świadomości młodego człowieka. Wychowanie człowieka jest też bardzo zaniedbane przez Kościół, można powiedzieć że wcale go nie ma.
    Główną przyczyną mordowania dzieci w łonach matek, jest brak miłości matek do swoich dzieci z powodu niezdolności do miłości spowodowanej grzechami przeciwko Szóstemu Przykazaniu Bożemu. Gdy usuniemy tą przyczynę, to przestaną być mordowane dzieci w łonach matek w ogóle, bo ich matki nigdy na to nie pozwolą.
    Szóste Przykazanie Boże : NIE CUDZOŁÓŻ!
    Obecnie już chyba mało kto wie co ono znaczy, a młodzi ludzie nie mają o tym zielonego pojęcia.
    Cudzołóstwo jest to pozamałżeńskie obcowanie płciowe , zwane seksem (kopulacja dla przyjemności) spowodowane popędem seksualnym.
    Aby zrozumieć co to jest pozamałżeńskie obcowanie płciowe, trzeba najpierw wiedzieć co to jest małżeństwo.
    Małżeństwo jest to kobieta i mężczyzna złączeni miłością małżeńską. Nic innego małżeństwem nie jest. Miłość małżeńska jest czysta, czyli pierwsza i jedyna.
    Warunki tworzenia się małżeństwa.
    Fundamentem małżeństwa jest miłość oblubieńcza, która jest czysta, czyli pierwsza i jedyna. Ta miłość jest darem Boga dla ludzi żyjących po Bożemu. To jest miłość niebiańska, taka sama jaka jest pomiędzy tymi, którzy są w Niebie.(W Piśmie Świętym Chrystus jest przedstawiony jako oblubieniec, a Kościół jako oblubienica.) Jest ona nierozerwalna. Małżonkowie złączeni tą miłością nigdy się nie rozejdą. Do niej odnoszą się słowa Jezusa: „Co Bóg złączył”. Ta miłość jest tym nierozerwalnym łączem Bożym. Małżonkom (prawdziwym) łatwiej jest zrozumieć szczęśliwość panującą w Niebie. Ta miłość przejawia się tym, że obdarzający się tą miłością, bez przerwy chcą ze sobą być. Sami dla siebie wystarczają . Wszystko co drugie zrobi jest najlepsze i kochane. Są całkowicie oddani sobie. Są ze sobą szczęśliwi.
    Aby miłość oblubieńcza zaistniała, musi być najpierw zdolność do niej. Początek kształtowania się tej zdolności ma miejsce w sercu matki i pod jej sercem, gdzie rozpoczęło się nowe życie. Już stosunek matki do wzrastającego tam dziecka wypływający z jej miłości , zaczyna tą zdolność budować. Po urodzeniu się dziecka, musi ono wzrastać w cieple matczynej szczerej miłości, bo udawaną dziecko od razu wyczuwa i pomiędzy matką a dzieckiem powstaje dystans obcości, który uniemożliwia rodzenie się w dziecku zdolności do miłości oblubieńczej. Wychowanie dziecka w konsumpcjonizmie, blokuje budowanie zdolności do miłości oblubieńczej, bo buduje w nim egoizm. Najważniejsze pod tym względem jest pierwszych sześć lat życia dziecka. W tym czasie dziecko nigdy nie może odczuć odrzucenia przez matkę. Musi odczuwać jej bliskość, okazywaną troskę o nie, okazywaną pieszczotami, przytulaniem, szczerością. Dziecko nigdy nie może się czuć zdradzone przez matkę. Oddawanie dziecka do żłobka jest dla dziecka zdradzaniem go.
    Matkę w tym procesie może zastąpić inna kobieta (mężczyzna nie!), ale musi to zrobić tak jak kochająca matka i od niemowlęctwa. Taka kobieta musi mieć świadomość tego na czym polega jej rola. Chyba dlatego Pan Bóg obdarzył kobiety zdolnościami doskonałego udawania, gdy tylko chcą.
    Dalsze życie dziecka musi się odbywać w środowisku, w którym stosunki oparte są na sprawiedliwości, co obecnie jest prawie niemożliwe, bo nasze życie całkowicie opanowane jest przez zakłamanie, fikcję, konsumpcjonizm, złodziejstwo, a nawet zakamuflowaną zbrodnię. Dlatego bezzwłocznie należy budować lokalne środowiska katolickie, najlepiej zakładając katolickie szkoły, koniecznie z rozdziałem na męskie i żeńskie, bo przecież szkoła ma przygotowywać dzieci do życia, a kobiety i mężczyźni mają w nim inne role. Szkoły koedukacyjne niszczą właściwe stosunki pomiędzy kobietami i mężczyznami, w najbliższym kręgu całkowicie, bo traktują się jak rodzeństwo i w dalszym kręgu też, bo blokują wzajemny szacunek pomiędzy kobietami i mężczyznami .
    Gdy dziecko zaczyna dojrzewać biologicznie, powinno też dojrzewać do samodzielności w życiu za sprawą wychowania. W tym okresie dziecko zaczyna odczuwać potrzebę zbliżania się do płci przeciwnej. Przed tym okresem dziecko powinno wiedzieć wszystko o małżeństwie, aby zbliżanie do osoby płci przeciwnej odbywało się w pełnej świadomości konsekwencji takiego zbliżania. W tym zbliżaniu młodzi ludzie muszą mieć całkowitą swobodę. Nie może być w nim żadnej ingerencji dorosłych, bo ingerencja ta może zniszczyć to, co Bóg chce złączyć. Młodzi ludzie zbliżają się do siebie pod wpływem odczuwanej wzajemnej sympatii, której źródła nie da się wytłumaczyć. Gdy młodzi ludzie zdolni do miłości oblubieńczej zbliżają się do siebie, czyli ze sobą zaczynają „chodzić”, to miłość oblubieńcza zaczyna w nich się rozwijać i w pewnym momencie są gotowi powiedzieć sobie „tak”. Aby zminimalizować ryzyko złego dobrania się, bo młodzi w okresie zakochania są ślepi na ewentualne wady kochanego, ludzie dorośli powinni zadbać o to, aby młodzi ludzie byli odpowiednio wychowani, przygotowani do małżeństwa i samodzielnego życia, mieli optymalne warunki do odnajdywania i dobierania się przez organizowanie szerokich spotkań, oraz mieli możliwość założenia rodziny i samodzielnego życia, czyli możliwość oddzielnego zamieszkania i zdobywania środków do życia.
    Człowiek traci czystość po obdarzeniu kogoś miłością oblubieńczą nawet wtedy, gdy nie doszło do współżycia płciowego, a nie doszło do zawarcia małżeństwa, ponieważ miłość jest z ducha osoby. Miłością oblubieńczą można obdarzyć tylko raz, bo ta miłość jest nierozerwalna, więc obdarowuje się nią raz na zawsze. Jest na to trochę dowodów w otaczającym nas świecie.
    Miłość oblubieńcza przeradza się w miłość małżeńską po odbyciu przez oblubieńców współżycia płciowego. Od tego momentu w oczach Boga są już małżeństwem i to małżeństwem nierozerwalnym, w którym małżonkowie stanowią jedno ciało. Zdolność do miłości oblubieńczej mają ludzie w okresie dojrzewania i krótko po nim. Później ta zdolność zanika i zawarcie małżeństwa jest już niemożliwe. Później można zawrzeć jedynie spółkę seksualno-egzystencjalną, w której nie ma już stanowienia jednego ciała małżonków, a współżyją oni jak dwoje obcych sobie ludzi, no i potem często się rozwodzą a dzieci cierpią i są odarte z możliwości bycia szczęśliwymi, a księża w kościołach i innych miejscach nawołują te spółki do wytrwałości, kłamliwie nazywając je małżeństwami . Jest tak dlatego, ponieważ dzieci w okresie dojrzewania noszą w sobie potrzebę bycia w bliskości z drugą osobą zaszczepioną im przez kochającą matkę, a pod wpływem odczuwania pociągu do płci przeciwnej, kierują ją na wybraną osobę i pragną się do niej zbliżyć i gdy to następuje zaczyna się rozwijać miłość oblubieńcza.
    Zdolność do miłości oblubieńczej wytwarza w człowieku wielkie pragnienie bliskości drugiej osoby płci przeciwnej od początku wykształcenia się tej zdolności, aż do śmierci. Nawet gdy ta miłość oblubieńcza nie zaistnieje, to pragnienie tej bliskości pozostaje, no a gdy zaistnieje, a zostanie rozerwana (vide Jacek Soplica), to pragnienie bliskości się potęguje.
    Gdy człowiek jest już dorosły, zaczyna uczestniczyć w życiu społecznym, traci stopniowo dziecięcą otwartość na drugą osobę , a tą potrzebę bliskości obrasta egoizm, który nie pozwala na całkowite, szczere i pełne oddanie się drugiej osobie.
    Jak działa miłość oblubieńcza, gdy zostanie rozerwana przez ludzi złych, opisane jest w „Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza w dziesiątej księdze w której Jacek Soplica spowiada się przed Gerwazym.
    Jak działa miłość oblubieńcza pomiędzy oblubieńcami wzajemnie się nią obdarzającymi, opisane jest w ”Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, pomiędzy Ligią i Markiem. Ten fragment Mickiewiczowego dzieła i opis miłości Ligii i Marka z „Quo vadis” powinny być lekturą obowiązkową na lekcjach religii.
    Istnieją też półmałżeństwa. Półmałżeństwo jest wtedy, gdy jedno ma miłość małżeńską, a drugie nie ma. Gdy miłość małżeńską ma kobieta, to dzieci wychowa dobrze, ale jeżeli mężczyzna nie zachowa się przyzwoicie, to dzieci będą miały wstręt do małżeństwa i z jednej strony będą czuły potrzebę bycia w bliskości z druga osobą płci przeciwnej, ale będzie ona często skutecznie blokowana przez ten wstręt.
    Gdy miłość małżeńską ma mężczyzna, to kobieta nie wychowa dzieci w miłości, ojciec będzie przez te dzieci lekceważony, a przez kobietę poniewierany i odrzucany w pożyciu płciowym. Taki związek ma wielkie szanse na rozpad. Stanowi bardzo poważną przyczynę pijaństwa, a nawet samobójstw mężczyzn.
    Gdy ludzie wiążą się ze sobą tylko z powodu popędu seksualnego, to dzieci ich są w tragicznej sytuacji, bo nie są kochane i nie mają żadnej szansy na bycie w życiu szczęśliwymi. To jest jeden z najgorszych skutków grzechu przeciwko Szóstemu Przykazaniu Bożemu.
    Nieczystość całkowicie niszczy zdolność do miłości oblubieńczej. Nieczystość całkowicie uniemożliwia zaistnienie małżeństwa! Dlatego diabeł tak zaciekle atakuje czystość.
    To, że małżeństwo zostało zniszczone, ma ogromnie złe następstwa. Jak życie pokazuje, ludzie wychowani w egoizmie (zamiast w miłości małżeńskiej), są zdolni do najgorszej zbrodni, jaką jest morderstwo dziecka w łonie matki, a jak słusznie zauważyła Matka Teresa z Kalkuty, do wszelkiej zbrodni i właśnie to zniszczenie małżeństwa, jest przyczyną zdolności ludzi do czynienia wszelkiej niesprawiedliwości z wojnami i terroryzmem na czele.
    Aby małżeństwo mogło stać się rodziną, musi mieć do tego odpowiednie warunki. Tymi warunkami są : Samodzielne mieszkanie, możliwość zdobywania środków do życia rodziny i odpowiednie środowisko do życia i wychowania dzieci.
    Takie warunki (optymalne) są możliwe jedynie w sytuacji kiedy życie społeczne zbudowane jest na sprawiedliwości, czyli na Dekalogu, który jest kodeksem sprawiedliwości.
    Aby odrodzić małżeństwo, należy na temat małżeństwa najpierw zacząć uświadamiać ludzi dorosłych. Wyjaśniać im przyczyny zła spowodowanego zniszczeniem małżeństwa, aby rozumiejąc sprawę małżeństwa, zaczęli postępować w kierunku odrodzenia małżeństwa.
    Oprócz Szóstego Przykazania Bożego, bardzo jest też zakłamane Siódme Przykazanie Boże, od przestrzegania którego, zależą warunki zaspokajania potrzeb materialnych rodziny w zakresie normalnego życia, a więc życia w ogóle.
    Siódme Przykazanie Boże: NIE KRADNIJ!
    Kradzież jest to zabieranie cudzego, bez jego dobrowolnej zgody.
    Aby wiedzieć, że nie zabiera się cudzego, trzeba wiedzieć co jest czyje. Aby się tego dowiedzieć, trzeba przyjąć (uwierzyć), że Bóg chrześcijan istnieje i stworzył świat materialny. Bez takiego założenia nie da się ustalić co się komu należy i wtedy” właściciela” danej rzeczy, lub osoby wyznacza przemoc . Tak jest obecnie na świecie i było od zamierzchłych czasów. Przyjście na świat Jezusa miało to zmienić, ale ludzie nie przejrzeli i nadal pożądania cielesne ich zaślepiają.
    BEZ UZNANIA BOGA CHRZEŚCIJAN NIE MA SPRAWIEDLIWOŚCI !!!
    Gdy przyjmiemy że Bóg chrześcijan istnieje, to przyjmujemy też treść Pisma Świętego, a z niego wynika, że wszyscy ludzie są równi jako osoby wobec Boga, a więc są równi także wobec siebie nawzajem. To jest podstawa sprawiedliwości.
    Pan Bóg dał każdemu człowiekowi życie, wolność i świat materialny do wspólnego równoprawnego używania dla swoich potrzeb. Wynika z tego, że ziemią nie wolno handlować , bo ona należy do wszystkich ludzi w równym stopniu, a każdemu człowiekowi należy się na niej miejsce do zamieszkania, a także do bytności w jej zasobach przyrodniczych i równoprawnego korzystania z nich. Wszelkie niszczenie zasobów przyrodniczych też jest kradzieżą, a nawet czasami zabijaniem.
    Przy wspólnym wytwarzaniu dóbr i usług też wszyscy pracujący są sobie równi jako osoby. Wynagrodzenie za pracę musi odzwierciedlać wartość wykonanej pracy potrzebnej, a nie zdolności wykonującego, czy jego stanowisko. Wykonaną pracę potrzebną ludziom należy mierzyć jednostką jednakową dla wszystkich pracujących . Dotychczas takiej jednostki nikt nie ustanowił i dlatego „zarobek” najczęściej nie ma niewiele wspólnego z wartością wykonanej pracy potrzebnej.
    Państwo, jako organizm społeczny , ma obowiązek zapewnić wszystkim rodzinom i osobom samotnym, możliwość zdobywania środków do życia w wielkości przypadającej z ogólnej puli na osobę lub rodzinę. Pozbawienie kogoś tej możliwości jest złodziejstwem.
    Złodziejstwem jest też wszelka lichwa i inflacja.
    Inflacja jest skutkiem manipulowania podażą towarów i ilością pieniądza w posiadaniu ludzi.
    Inflacji nie ma, gdy ilość towarów i usług odpowiada ilości pieniądza w posiadaniu ludzi, a tak jest , kiedy cena towaru i usługi jest sumą kosztów pracy tego towaru i usługi.
    Tzw. zysk jest kradzieżą.
    Grzechy przeciwko Siódmemu Przykazaniu Bożemu, umożliwiają niewolenie ludzi, prowadzenie wojen, masowe okłamywanie ludzi, powodowanie śmierci głodowej około 100 tys. ludzi dziennie i wiele innego zła, finansowanego z pieniędzy zrabowanych ludziom.
    Gdy Przykazania Boże będą przestrzegane w tworzonej rzeczywistości życia ludzi, to wtedy będzie ochraniane życie w całej rozciągłości i jako Stowarzyszenie Obrońców Życia winniśmy tą zasadę głosić i dążyć do jej zrealizowania metodami też wynikającymi z Dekalogu, bo wtedy będzie to najskuteczniejsze.
    Wierzę że Pan Bóg zechce obronić Polskę, jeżeli świadomie zaczniemy żyć wg Jego Prawa, jeżeli tego nie zrobimy, to po co miałby ratować obłudników, którzy ciągle ogłaszają Chrystusa swoim królem, a żyją dalej wg wskazań diabła.
    Wszystko co tu napisałem , pozwolił mi poznać Pan Bóg i gdybym tego nie przekazywał innym, bardzo bym zgrzeszył. Dlatego gdzie mogę, a moje możliwości są małe, staram się o tych sprawach mówić.
    Składam teraz ten ciężar odpowiedzialności także na Stowarzyszenie Obrońców Życia, bo myślę że Stowarzyszenie ma większe możliwości w tym zakresie. Jeżeli nie zaczniemy głosić znaczenia Prawa Bożego w praktyce, to będziemy wielkimi obłudnikami, a gdy staniemy przed Majestatem Boga, to ogarnie nas trwoga i zasłużymy na wieczne potępienie.
    Bądźmy skutecznymi obrońcami ludzkiego życia w pełnym zakresie i nie bądźmy obłudnikami.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra