Rodzina

Powinność małżeńska

Z nauki o „remedium concupisciantiae” wyrastała nauka o powinnościach małżeńskich. Pisał już o nich św. Paweł: „Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie” (1 Kor 7, 3-5).

 

Jan Paweł II odrzucił ją razem z nauczaniem o „uśmierzaniu pożądliwości”, z którego ona wynika, uznając, że jest skutkiem błędnej interpretacji listów św. Pawła. K. Wojtyła już w 1960 r. wyraził pośrednio pewną krytykę nauki o powinnościach małżeńskich, pisząc o zmysłowości i czułości. Zauważył wówczas, że lepiej nie pisać o obowiązku czułości, ale o prawie do czułości, którą także rozumiał w określonym znaczeniu. Stwierdził przy tym, że istnieje czasem obowiązek okazywania czułości, ale względem ludzi słabych, chorych itd.[1].

Pobrzmiewa w tym zarzut, który stawia wiele osób, mówiąc, że nie można nakazać miłości. Jest to prawdą jeśli chodzi o miłość rozumianą jako uczucie. Nikt nie może wzbudzić w sobie na siłę takiej miłości. Jeżeli jednak rozumiemy miłość jako akt woli to taka miłość może być nakazana. Pokazuje to Chrystus, który pozostawił nam przykazanie miłości Boga i bliźniego. Akt małżeński jest aktem woli, aktem miłości małżonków. Pożądanie zmysłowe nie zawsze rozpoczyna akt małżeński. To pożądanie małżonkowie często w sobie nawzajem dopiero wywołują i nie ma w tym żadnej sztuczności czy zakłamania.

Papież Polak komentując „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24), odniósł się do tak często powtarzanego sformułowania w miłości „mój, moja”. Komentarz ten można także odnieść do uwag św. Pawła, który mówił o tym, że małżonkowie „rozporządzają” wzajemnie swoimi ciałami.

Papież podkreślił, że w miłości następuje wzajemna przynależność osób do siebie. Określenie „mój, moja” jest szczególnym wymiarem zjednoczenia osobowego. Wyraża ono jednak dosłownie stosunek rzeczowy, stosunek posiadania. Jan Paweł II napisał, że nie można tego rozumieć w ten sposób, bo byłoby to jakimś rodzajem przywłaszczenia sobie drugiej osoby i jej ciała. Należy więc uznać, że termin ten został użyty jedynie analogicznie, to znaczy, że w pewien sposób wskazuje na podobieństwo i jednocześnie zasadnicze niepodobieństwo. W ten sposób słowa „mój, moja” wyrażają jedynie oddanie się sobie osób, ale nie posiadanie, które natychmiast kojarzy się z używaniem i traktowaniem przedmiotowym[2].

Poradnia Zdrowego Rodzicielstwa im. Św. Jana Pawła II zaprasza >>>

Zupełnie inaczej interpretuje to ks. Jerzy Kułaczkowski, współczesny biblista. Zwraca uwagę, że kiedy mowa jest u św. Pawła o tym, że mąż rozporządza ciałem żony, a żona męża, użyte jest słowo greckie oznaczające posiadanie władzy nad czymś. Tłumaczy, że wprost tutaj chodzi o dysponowanie drugą osobą. To oznacza z kolei, że osoby te zrzekają się prawa własności do samego siebie. Przypomina, że w Biblii poprzez ciało rozumiany jest cały człowiek. Ks. J. Kułaczkowski nie ocenia jednak tego „prawa do ciała współmałżonka” negatywnie, ale uważa że jest to element ofiarności, która jest przejawem miłości[3].

Jan Paweł II wielokrotnie mówił o tym, że miłość jest przyporządkowaniem osób do siebie, ofiarnością, rezygnacją niejako z własnej wolności, ale ewidentnie obawiał się słów „mój, moja”, a także „rozporządzać”, „posiadać władzę”. Był to skutek uprawiania personalizmu, w którym zbyt dużą wagę przywiązuje się do słów i skojarzeń z nimi związanych.

Św. Tomasz tak wyjaśniał naukę o powinnościach małżeńskich:

 

Skoro żona ma władzę nad ciałem męża odnośnie do aktu małżeńskiego, a mąż ma taką samą władzę nad ciałem kobiety, oboje mają wzajemny obowiązek spełnienia tej powinności, jeśli w jakimkolwiek czasie w i jakiejkolwiek godzinie któreś z nich tego zażąda – oczywiście przy zachowaniu należnej przyzwoitości, gdyż nie należy spełniać jej publicznie i natychmiast[4].

 

Nauka ta mówiła nie tylko o obowiązku spełnienia aktu małżeńskiego, ale o tym, że należy go spełniać „na żądanie”, bez zwłoki. To wymaganie opierało się wprost na słowach św. Pawła (Por. 1 Kor 7, 5). Św. Tomasz ograniczał do minimum sytuacje, kiedy można odmówić spełnienia aktu małżeńskiego. To zalecenie może niektórych dziwić. Trzeba jednak pamiętać, że dotyczy ono obojga małżonków, którzy mają takie same prawa do żądania powinności małżeńskiej. Nauka ta płynie z realistycznej oceny ludzkiej kondycji i z faktu, że potrzeby seksualne kobiet i mężczyzn różnią się między sobą, a także często potrzeby konkretnych ludzi. Może być tak, że chociaż dwie osoby się kochają to jednak jednej z nich wystarczy okazywać tę miłość w akcie małżeńskim rzadziej, kiedy druga strona wolałaby to robić częściej. Takie sytuacje, które na pewno zdarzają się często, mogą powodować rozgoryczenie, smutek, kłótnie i wpływać negatywnie na małżeństwo. Stąd nauka o powinnościach przypomina, że nie można patrzeć tylko na siebie, ale uwzględniać wrażliwość i potrzeby drugiej osoby. Św. Tomasz taktownie zwracał także uwagę, że małżonkowie powinni spełniać powinność małżeńską nie tylko, kiedy współmałżonek tego zażąda, ale także kiedy w jakiś sposób okazuje, że tego pragnie. Akwinata zdawał sobie sprawę, że w żądaniu spełnienia powinności małżeńskiej jest coś poniżającego dla obu współmałżonków. Nauka ta nie tyle ma więc na celu takie ukształtowanie relacji małżeńskich, żeby małżonkowie formułowali wobec siebie żądania seksualne. Chodzi o wyczulenie małżonków na to, by pamiętali o sobie nawzajem i o tym, że ich wrażliwość i potrzeby się różnią.

Można w związku z tą nauką obawiać się wypaczenia polegającego na tym, że np. mężczyzna będzie wykorzystywał „powinność małżeńską”, aby żądać od żony aktu małżeńskiego nie przejmując się tym, że ona pragnie najwpierw życzliwości, troski i adoracji.

Pius XI widział także inne ryzyko błędnego odczytania tej nauki, dlatego przestrzegał, żeby „wskazanie Apostoła mąż niechaj żonie powinność oddaje, także i żona mężowi (1 Kor 7, 3), nie było wyrazem tylko prawa sprawiedliwości (iustitiae lex) , ale i miłości”[5].

Wiele osób może odrzucać tę naukę, nie zgadzając się na to, by traktować akt małżeński jako wyraz sprawiedliwości. Prawdopodobnie był to jeden z powodów, dla których Jan Paweł II nie rozwijał jej, uznając, że nie przystaje ona do wyobrażeń współczesnych ludzi o miłości i seksualności. Faktycznie nauka ta może dzisiaj budzić pewne nieporozumienia związane z tym, że obecnie przeciwstawia się sobie sprawiedliwość i miłość. Katolicka teologia zwracała jednak zawsze uwagę, że nie ma miłości bez sprawiedliwości, która jest jej nieodłączną częścią. Sprawiedliwość opiera się na tym, by oddawać każdemu to, co mu się należy. Miłość ujmuje w sobie pewną elementarną sprawiedliwość, ale ofiaruje coś więcej. Daje także to, co nienależne i niezasłużone. Nie uznamy za nienaganną miłość matki, która jest niesprawiedliwa dla swoich dzieci. Może być „nadsprawiedliwa”, karać ich mniej niż powinna i nagradzać bardziej niż wynikałoby to z zachowania jej dzieci. Nie może jednak być niesprawiedliwa. Św. Tomasz wyjaśniał, że przykazanie miłości nakazuje nam miłować bardziej rodziców, niż ludzi obcych, rodaków niż cudzoziemców, bo jesteśmy z nimi związani węzłami krwi i to jest bardziej sprawiedliwe. Oczywiście Akwinata dodawał, że jeżeli w danym momencie człowiek obcy, cudzoziemiec bardziej potrzebuje pomocy niż nasz bliski i możemy jej udzielić, to powinniśmy to zrobić.

Sprowadzanie powinności małżeńskiej do  obowiązku sprawiedliwości jest czymś smutnym. Tam gdzie jednak brakuje miłości, pozostają już tylko wymagania sprawiedliwości. Tam natomiast gdzie jest miłość, jest także sprawiedliwość i o wiele więcej.

[1]K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, Warszawa 2007, 220-221.

[2]Jan Paweł II, Audiencja środowa, 30 lipca 1980 r.

[3]Ks. K. Kułaczkowski, Jedność małżeńska w ujęciu Biblii, Lublin 2004, 423-424.

[4]św. Tomasz z Akwinu, Tamże, t. 32, 242.

[5]Pius XI, Casti connubi, I, 2.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

4 komentarze

4 Komentarzy

  1. Soroka

    4 czerwca 2018 at 14:00

    Niech na temat małżeństwa wypowiadają się ci, którzy z małżeństwem mieli cokolwiek wspólnego!
    To, co obecnie w Kościele nazywane jest małżeństwem, małżeństwem nie jest!
    Małżeństwo jest to kobieta i mężczyzna połączeni miłością małżeńską, która jest darem Boga dla ludzi, aby ludzie rozpoczynali życie w miłości stwórczej Boga. Miłość ta jest czysta, czyli dziewicza.
    Nic innego małżeństwem nie jest!
    Ludzie niezdolni do miłości oblubieńczej/małżeńskiej małżeństwem nazywają spółki egzystencjalno-seksualne, które nie są małżeństwami. Dochodzi do tego, że małżeństwami nazywa się już tych, którzy parę razy ze sobą kopulowali, a na podejściu mamy już „małżeństwa” ludzko zwierzęce.
    I to ludzie wykształceni pociskają taką ciemnotę. Uniwersytety obecnie są już tylko ośrodkami rozsiewającymi głupotę i zboczenie. Jest kasa, to się bawimy. Ciekawe do jakiego stanu to będzie mogło doprowadzić.

  2. Soroka

    4 czerwca 2018 at 14:03

    Słowo „powinność”jest niestosowne w małżeństwie. W małżeństwie stosowne jest słowo „wzajemne oddanie się sobie”

  3. okirex

    8 czerwca 2018 at 11:48

    „Miłość ta jest czysta, czyli dziewicza…” Jak sie ma do:
    „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24
    lub
    „Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie” (1 Kor 7, 3-5).
    Uslysze tu moze jeszcze „madrosc” na temat „wyzszosci dziewistwa” nad sakramentem Malzenstwa?!
    To mamy teraz 8 sakramentow, dziewictwo trzeba by bylo dopisac…
    Ja zgodze sie z przedmowca z teza,ze „Niech na temat małżeństwa wypowiadają się ci, którzy z małżeństwem mieli cokolwiek wspólnego!” a takze z teza ze:”To, co obecnie w Kościele nazywane jest małżeństwem, małżeństwem nie jest!” i „Ludzie niezdolni do miłości… małżeństwem nazywają spółki egzystencjalno-seksualne, które nie są małżeństwami.”
    „Dochodzi do tego, że małżeństwami nazywa się już tych, którzy parę razy ze sobą kopulowali…”
    Nie zgodze sie z „dziewictwem”…Milosc w malzenstwie jest bezwarunkowym oddaniem sie obojga malzonkow we wszystkim (nawet w seksualnosci)… A bezmysne kopulowanie w przeciwienstwie do milosci malzenskiej jest instynktem zaspokojenia swoich potrzeb i wynika z egoizmu. Inne formy jej wynikaja zas z dobrobytu i zboczenia natury ludzkiej….

    • Soroka

      24 czerwca 2018 at 14:54

      A jak może nastąpić pełne i szczere wzajemne oddanie się bez dziewictwa? Czy gdy ktoś kopuluje z byle kim, może później komuś innemu powiedzieć szczerze ja cię kocham i mu to w pełni okazać?
      Jeszcze raz powtarzam: Miłość małżeńska jest darem Boga dla ludzi, aby ludzkie życie poczynało się w tej miłości, tak jak przy stworzeniu człowieka, czyli stanowi ona ciągłość. Czy tak miłość może zaistnieć w nieczystości? Przecież to by urągało Panu Bogu!
      Miłość oblubieńcza, a po współżyciu płciowym oblubieńców, małżeńska, jest pierwsza i jedyna.
      Po to diabeł usilnie wprowadza ludzi w nieczystość, aby to dzieło Boże zniweczyć.
      Obrona nieczystości płynąca nawet ze struktur kościelnych, jest przykładem jak grzech zniewala, ponieważ obrońcy tezy, że po wejściu w nieczystość można jeszcze zawrzeć małżeństwo, to przeważnie ludzie, którzy już lekkomyślnie utracili dziewictwo.
      Człowiek otrzymuje od Boga zdolność do miłości oblubieńczej tylko jednorazowo w dziewictwie, oczywiście zdolność tą otrzymują tylko dzieci rodziców żyjących po Bożemu. Dzieci materialistów nie otrzymują takiej zdolności, bo egoizm rodziców blokuje u nich jej nabycie.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra