Z kraju

III RP, czyli debilizacja szkolnictwa powszechnego

Kiedy porozmawiamy  z emigrantami/reemigrantami z Wielkiej Brytanii i Ukrainy na temat szkoły usłyszymy, że polska szkoła jest za trudna dla „Anglika”, a łatwa dla „Ukraińca” (zwłaszcza matematyka). W tych niby nic nie znaczących odpowiedziach kryje się spisek elit przeciw narodowi, którą wyraża tytuł artykułu.

Problem reformy szkolnictwa po PRL znakomicie opisał Piotr Jaworski  w tekście zatytułowanym „Polska oświata pod presją utopii – u źródeł reformy edukacji”, drukowanym w periodyku ARCANA nr 31 (1/2000) s.159-177 (przedstawionym we fragmentach na konferencji „Podstawy ideowe reformy programowej szkolnictwa w Polsce”, organizowanej przez Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 8 maj 1999).

Pierwszy krok ku realizacji obecnie przeprowadzanych zmian (tj. reforma premiera Buzka) MEN uczyniło pod kierunkiem prof. Henryka Samsonowicza już w roku 1990. Efektem podjętych prac były dwa dokumenty przyjęte w lipcu 1991 roku: Koncepcja programu kształcenia ogólnego w polskich szkołach  oraz  Scenariusz ogólny zmiany programu kształcenia ogólnego.

Prace nad reformą, wspierane od początku i finansowano, i merytorycznie przez Unię Europejską zaowocowały kolejnymi dokumentami by ostatecznie być zatwierdzone 11 lutego 1999 przez Prezydenta RP i 23 lutego 1999 rozporządzeniem MEN.

Co dla opinii publicznej było nieczytelne, dla specjalistów stało się jasne, że cały proces programowy będzie niechrześcijański, posiłkując się dokumentami UNESCO (wyznaczający i monitorujący globalny kierunek edukacji), charakteryzując się pedagogiką naturalistyczną oraz liberalną. Biorąc za punkt wyjścia koncepcje wychowawcze J.J.Rousseau („Emil czyli o wychowaniu” z 1762 r.) oraz mało znanego w Polsce bliżej amerykańskiego pedagoga i psychologa Johna Dewey (1854-1952), ogólnie mieszcząc się w tzw. „ruchu nowego wychowania”.

Oto kluczowe składniki zmian programowych:

– obniżenie poziomu zdobywanej wiedzy i towarzyszące temu obniżenie wymagań (walka z encyklopedyzmem, szkoła radosna)

– deprecjacja, rozmycie, w w przyszłości prawdopodobne zniesienie ocen (w klasach I-III oceny wyłącznie opisowe, na pozostałych poziomach wprowadzenie wewnątrzszkolnych systemów oceniania, często bardzo infantylnych),

– kształcenie postaw za pomocą manipulacji, przy wykorzystaniu metody psychoedukacyjnych,

– dominacja pracy kolektywnej nad indywidualną,

– nauczanie zintegrowane, blokowe i między-przedmiotowe (zgodnie z teorią holistyczną, bazująca na ideologi New Age),

– wykluczenie z nauczania metod innych niż metody aktywne

– nacisk na umiejętności praktyczne i wiedzę tzw. niepoznawalną kosztem wiedzy i umiejętności teoretycznych (pragmatyzm),

– promowanie sceptycyzmu poznawczego i postawy krytycznej (relatywizm)

utwierdzenie uczniów w samozadowoleniu i przekonaniu, że wszyscy są dobrzy (utylitaryzm, subiektywizm, pajdocentryzm),

– ograniczenie i w perspektywie zniesienie systemu lekcyjnego na rzecz niesformalizowanych zajęć edukacyjnych,

– budowa tożsamości regionalnej i globalnej kosztem narodowej,
– sekcja młodzieży za pomocą testów predyspozycyjnych na mniej zdolny ogół i wąską grupę młodzieży bardzo zdolnej, dla której reforma przewiduje specjalne ścieżki edukacyjne (elitaryzm) .TU SIĘ ZATRZYMAM – CHODZIŁO O PODZIAŁ NA KONSUMPCYJNY MOTŁOCH I SAMOREPRODUKUJĄCĄ SIĘ MASOŃSKĄ GLOBALNĄ ELITĘ

– maksymalne zróżnicowanie programowe

Reformę taką przeprowadzano w latach 60/70 XX w prawie całym „zachodnim świecie” i efekt: czy to w Australii, Francji, USA czy Anglii (znakomicie opisał ją polityczny emigrant Jędrzej Giertych w londyńskiej „OPOCE”, zarabiający jako nauczyciel matematyki po przedwojennym gimnazjum sprzed sanacyjnej reformy Jędrzejewicza) jest zawsze taki sam: OBNIŻENIE POZIOMU WIEDZY, RELATYWIZM POZNAWCZY I ETYCZNY – inaczej mówiąc, analfabetyzm, tak wtórny, jak i moralny.

Kiedy w Polsce, zreformowana „gimbaza” dumnie pisała debilną maturę, a później przyprawiała o zawał kadrę uniwersytecką, skutki stały się publicznie widoczne. Jeśli nie nastąpiło całkowicie załamanie nauczania to tylko dlatego, że szkoły i nauczyciele wykazywali się ambicją, by zachować akceptowalny poziom nauczania, rodzice buntowali się żądając ocen, które pomagały im sprecyzować braki u dzieci.

Wystawienie bożonarodzeniowych „Jasełek” i z nowej potrzeby „Bale Wszystkich Świętych” nadwyrężyły liberalny paradygmat. Należy odnotować również pewien społeczny egalitaryzm sarmacko/peerelowski, który nakazywał równać w górę, a nie w dół.

W klasowo-kastowej Anglii plebs ma umieć czytać, pisać i liczyć na poziomie podstawowym, ale w Polsce wszyscy jesteśmy obywatelami Rzeczypospolitej z potrzebą wiedzy oraz moralności, by troszczyć się o Ojczyznę.

Podsumowując: Pani Minister Anno Zalewska, nie o takie cofnięcie reformy nam chodzi! Trzeba przywrócić dobre klasyczne nauczanie, które dały narodom Europy przewagę nad innymi i garściami czerpały z przeszłości. Wzór już jest. Szkoła Podstawowa im. Świętej Rodziny w Warszawie-Radości i Liceum im. św. Tomasza z Akwinu w Józefowie realizujące tzw. edukacją klasyczną.

Fot. ze zbiorów autora i Pixabay

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

18 komentarzy

18 Komentarzy

  1. frate

    6 lipca 2018 at 19:13

    Lol „zreformowana „gimbaza” dumnie pisała debilną maturę, a później przyprawiała o zawał kadrę uniwersytecką” – ta „gimbaza” jak ją pan tak obraźliwie określił i tak jest 100 razy mądrzejsza od tej dumnej kadry profesorskiej złożonej z hartmanów obirków z samym bolkiem,szechterem i środą na czele !!!

    • Polak

      6 lipca 2018 at 19:39

      No ale co to ma do rzeczy? Gimbaza wykazuje dokładnie takie same braki jak te występujące w Twojej wypowiedzi!

      • frate

        6 lipca 2018 at 20:01

        wpierajmy polską młodzież, żeby jeszcze z niej coś wyrosło, a nie gloryfikujmy starych karierowiczów masonów i żydów robiących doktoraty z bolszewizmu w PRLu, z których i tak nic już nie będzie!

    • Tomek

      7 lipca 2018 at 00:28

      Gimbazę chyba poprawnie po polsku pisać chociaż uczono… Ciebie, jak widać, nie. Że o innych rażących brakach edukacyjnych nie wspomnę. Ale wypowiadasz się z pozycji profesora katedry na Sorbonie. Co czyni twoje wypowiedzi jeszcze bardziej śmiesznymi…

      • elpiwo

        7 lipca 2018 at 09:56

        Gdzie uczono poprawnie pisać po polsku?

        • Tomek

          9 lipca 2018 at 20:54

          „Gimbazę” w gimnazjum. Przynajmniej część skutecznie.

  2. klioes vel pislamista

    6 lipca 2018 at 21:32

    Mikrocefale vel lemingi

    Mikrocefle vel lemingi
    Prenumerują wciąż „Wybiórczą”
    Stąd wiedzą, jakie Doda stringi
    Ubrała oraz jak się kurczą
    Mięśnie miednicy przy orgaźmie…
    Neurony są w postępu spaźmie!

    Lemingi vel mikrocefale
    Neuronów mają niezbyt wiele.
    A te, co mają, często wcale
    Myśleniem się nie męczą. Cele
    Wskroś postępowe są lemingów:
    Jak żreć i ciupciać się bez stringów.

    • klioes vel pislamista

      6 lipca 2018 at 22:37

      Rozmowa z milleniersem

      Widzę, że klika i klika wciąż.
      A rozkład jazdy mi przesłania.
      Z głowy mu włosów się snuje wąż.
      Nie lubię węży!… Trącam drania:
      „I beg your pardon!” I godzinę
      Odjazdu sprawdzam. Gość ma minę…

      Zrozumiał, że nie tylko net,
      Kiedy odjeżdża bus? mu powie…
      „Where are you from?” rzucając pet,
      Zapytał. – „Poland” – „Oh, na zdrowie!”
      Smartfon mu zagrał Eine kleine:
      „Mozart… melodie pisze fajne!” –

      „Tak, pisze… W Polsce on mieszka też.” –
      „Oh, it`s interesting.” – Zaskoczony
      Młodzian wydaje się. – „Może wiesz,
      Gdzie leży Polska?” – „Wschodnie strony…
      Rosja… Syberia niedaleko!” –
      „Yes. I wiesz, Sybir-Land is eco.” –

      „Nie ma przemysłu?” – „Nie ma ni ciut!
      Więc ja co weekend na rowerze
      Z Polski przez Rosję jadę na skrót.
      I wracam. Masz to w komputerze.” –
      „Znajdę!” Chciał kliknąć, lecz zaniechał.
      Bo właśnie busik mu przyjechał.

  3. michu

    6 lipca 2018 at 22:35

    Jest debilizacja i nic z tego nie wynika. Jak coś ma być konsekwentnie realizowane to będzie. Można by napisać nawet dlaczego tak ma być gdyby nie cenzura na prawy.pl. Dla tych co to realizują liczy się tylko wypłata, a na to składamy się wszyscy :).

  4. Ra

    7 lipca 2018 at 08:41

    Moja szkołą podstawowa i srednia ( polowa lat 70 i do konca 80 tych) to kucie, zapamietywanie, bez zrozumienia w wiekszosci. Tyle bylo przedmiotów i wiedzy teoretycznej bez podania : Gdzie j JAK MOGE TO UZYC w PRAKTYCE, ze takie nauczanie mozna sobie w …. wsadzic. Nauczyciel: masz sie tego nauczyc i koniec. Powszechne szacunek dla nauczyciela ( strach i mozliwosc dostania linijka, wyciagniecia za uszy, walenia glową o głowę, epitety). Studia podobnie. Profesorowie i doktorzy siedza po 10 20 30 lat w jednym miejscu, maja wiedze TYLKO ze swojego małego podwórka a zgrywali nie wiadomo kogo. MOim zdaniem : za duzo przedmiotów, przekazywac powinno siewiedze z naciskiem na wkorzystanie praktyczne ( co z tego ze nauczy sie jais wzorów jak nie wiem po co je wykorzystać – pytanie CO MI TO DAJE?). Uczyc sie na pamiec mozna wielu rzeczy ale uczyc sie na pamiec aby sie uczyć jest bez sensu.

    • Piotrx

      7 lipca 2018 at 09:08

      A moja szkoła z tego okresu była bardzo dobra – nikt nikogo nie bił , ale była dyscyplina i stawiano wysokie wymagania i to zarówno w zakresie zachowania jak nabywanych wiadomości i umiejętności. Najpierw trzeba poznać podstawy ucząc się np. wzorów i pewnych prawideł które znacznie mądrzejsi od nas już wcześniej odkryli a potem dopiero mając solidne podstawy można próbować odkrywać coś własnego. Teraz postawiono ten system na głowie.

      Praktyczne zastosowanie poznanych wzorów czy prawideł w przedmiotach ścisłych było przede wszystkim w rozwiązywaniu bardzo wielu zadań (matematyka, fizyka) – po kilka zbiorów zadań różnych autorów, tak że pisanie, że nic to nie dawało jest bzdurą . A teraz uczniowie nieraz nie potrafią rozwiązać najprostszego zadania tekstowego. Widać to także po poziomie dawnych i obecnych podręczników z nauk ścisłych.

      Szacunek dla konkretnego nauczyciela wynikał także z jego dużej wiedzy oraz z tego że stawiali wysokie wymagania (i mogli je egzekwować od uczniów). A dzisiaj totalny „luz” i nieraz brak możliwości egzekwowania od uczniów odpowiedniego zachowania czy wiadomości (bo szkolny psycholog zaraz postawi swoją diagnozę). Musi być zarówno system kar jak i nagród a mówienie tylko o „prawach ” ucznia a prawie nic o obowiązkach nie prowadzi do niczego dobrego.

      Strach owszem był ale wynikał z tego że się czegoś dość dobrze nauczyło i będzie kompromitacja wobec nauczyciela i kolegów.

      Zawsze po latach darzy się szacunkiem tych nauczycieli którzy wymagali i czegoś nauczyli niż tych którzy traktowali swój zawód i powołanie bardzo lekko.

      • Piotrx

        7 lipca 2018 at 09:10

        poprawka:
        ” że się czegoś dość dobrze nie nauczyło”

      • Miszcz Yoda

        7 lipca 2018 at 13:16

        Spośród swoich nauczycieli/ek z podstawówki nauczyły mnie czegoś, może 3? Z zakresu materiału…Inne nauczyły mnie kłamać, mataczyć, kombinować…Moja własna wychowawczyni dała mi pierwszą w życiu, poważną lekcję niesprawiedliwości, obłudy i ,,świadomosci klasowej”, jako syn robotnika z zasady dostawałem oceny niższe. niż dzieci inteligencji. Nie ja jeden zresztą…Nie ja jeden miałem nazwisko, gdy inteligenckie dzieci, imiona. W szkole średniej najwięcej nauczyła mnie nauczycielka – skrajnie wtedy nielubianego-języka rosyjskiego. Praktycznie musiała nauczyć mnie rosyjskiego od podstaw, bo po 4 latach w podstawówcze umiałem wydukać ze 3 zdania. Myslenia krytycznego, którego autor z jakichś przyczyn nie lubi, nauczyła mnie nauczycielka historii, skrajna marksistka! Przyjmująca jednak nawet ostre polemiki, jesli uczeń-na swoim poziomie-potrafił uzasadnić własne zdanie. Do tego świetna polonistka, fajna matematyczka, wyluzowana choć wymagająca chemiczka. Szanowałem może jeszcze z 3-4 nauczycleli/ki? Reszta to kretynki, które wyraźnie miały problem ze sobą i kończyły w szkole? Wychowawczyni z liceum, kontynuowała moją edukację z dziedziny ,,świadomości klasowej” dosłownie gnojąc mnie przy każdej okazji. Skutecznie zniechęciła mnie do biologii wymagając debilnego powtarzania formułek, bez wiedzy, o co w nich chodzi! Dopiero studia wspominam dobrze, bo tam kadra nie interesowała się ankietami personalnymi i podchodziła do nas indywidualnie. Nawet czerwona profesura jakoś nie tępiła nikogo za działalność w nielegalnych organizacjach typu NZS, KPN, SW, FA, WiP czy PPS. Szkoła po kolejnych reformach to faktycznie ściek i widać to na uczelniach. Nie znaczy to jednak, że przedtem wszystko było cacy.

  5. Piotrx

    7 lipca 2018 at 09:12

    Ewa Polak-Pałkiewicz
    Nasz Dziennik z 11 września 2003, Nr 212 (1708)

    Polskę obiegły wstrząsające zdjęcia pokazujące lekcję angielskiego w publicznej szkole. Kilkunastoletni uczniowie technikum w Toruniu napastują fizycznie swojego nauczyciela i znęcają się nad nim psychicznie. Wyzwisk, jakie padają w polskiej szkole, nie powstydziliby się recydywiści w kryminale.
    Szokujące jest to, co potrafią wymyślać uczniowie, by podeptać moralnie swojego nauczyciela. Jeszcze bardziej szokujące – ale i pouczające – jest to, że ujawniające sprawę media („Gazeta Wyborcza” i komercyjna TVN) nie usiłują nawet wyciągnąć żadnych sensownych wniosków, wskazać na rzeczywiste przyczyny patologii. W ich relacjach zajście sprowadza się do incydentu, który mógł zaistnieć w specjalnej, lokalnej atmosferze, wskutek zaniedbań miejscowych nauczycieli. To zupełnie jakby biec za kimś z okrzykiem: „Złodziej! Złodziej!”, podczas gdy samemu ma się kieszenie pełne kradzionych rzeczy.
    Prawda o wydarzeniu w toruńskiej szkole jest bolesna przede wszystkim dla mediów, bo to one – media liberalne – odpowiadają w największej mierze za niszczenie świata wartości. Jaka ma być polska młodzież, skoro wbija się jej do głowy, że jej duchowym przywódcą jest Jerzy Owsiak? Albo że doskonałymi filmami dla niej są „Urodzeni mordercy” czy „Skandalista Larry Flynt”? (W gorącą obronę obu obrazów zaangażowała się swego czasu „Gazeta Wyborcza”.) Czy młodzież, którą faszeruje się ideą „praw ucznia”, „praw dziecka” wyrastającą z ducha Pawki Morozowa, może normalnie zachowywać się w szkole? Szkoły stają się nieuchronnie środowiskami kryminogennymi, skoro nauczycielom, w instytucjonalny sposób, odbiera się należną im z definicji rolę autorytetu, sprowadzając do rzekomego „partnera” ucznia. Takimi samymi „partnerami” mają być ojciec i matka.
    Masowa rozrywka nosząca piętno „kultury młodzieżowej” spod znaku czystego zła nie niepokoiła nigdy ludzi z największej gazety, którzy dziś epatują nas zdjęciami przemocy w szkole. Kampanie tej gazety przeciwko duchowieństwu i miejscu Kościoła katolickiego w życiu publicznym były tu – i są – chlebem codziennym. Skąd więc to oburzenie i zdziwienie, że w końcu doszło do skandalu na dużą skalę w instytucji, która krok po kroku, zgodnie z wytycznymi i duchem reformy oświaty, zamienia się w ośrodek ideologicznej indoktrynacji, wyrzekając się funkcji przekazywania wiedzy, służenia prawdzie, wychowywania w klimacie tradycyjnych norm moralnych? Tradycyjnych, bo inne nie istnieją.
    Na tę obłudę wskazał swego czasu Pascal Bernardin, autor znakomitej książki poświęconej reformie oświaty, wyrastającej z kryptokomunistycznego, globalnego planu zniszczenia szkolnictwa – „Machiavel nauczycielem” (tytuł II wydania, z 2003 r.: „Unia Europejska – rewolucja w edukacji powszechnej”), wydanej przez oficynę Antyk. Bernardin wśród wielu dokumentów organizacji międzynarodowych upominających się o nowy, „postępowy” kształt oświaty w społeczeństwie globalnym, znalazł taki oto fragment jednego z materiałów UNESCO: „Wypadnie więc rozróżnić między wahaniem a obojętnością, między czasem potrzebnym do opanowania procesu zmian w systemie wartości, a z góry przewidzianym upadkiem moralności i edukacji moralnej” (S. Rassekh, G. Vaideanu, Les contenus de l’éducation). „Dzieło, z którego pochodzi ten cytat, cieszy się autorytetem” – dodaje P. Bernardin. „Autor przyznaje, że współczesna dekadencja moralna, która mogłaby mieć swoją przyczynę w ‚indyferentyzmie moralnym’ lub w ‚przewidzianym z góry upadku moralności’, tak naprawdę jest przyczynowo związana z ‚czasem potrzebnym do opanowania procesu zmian w systemie wartości’, a więc z rewolucją psychologiczną. I dalej, że ruina wartości moralnych nie jest niczym innym, jak rozmyślnie wybranym i świadomie przyjętym następstwem zamiaru przewartościowania wartości, co się nie może dopełnić w zbyt krótkim terminie. Tak więc narastanie kryminalnej przestępczości, poczucia zagrożenia, rozwiązłości, narkomanii, chorób psychicznych, to wszystko, co jest następstwem zapaści moralnej i rozpadu tkanki społecznej – nie jest niczym innym, jak konsekwencją świadomej polityki”.
    Dziś „Gazeta Wyborcza” i telewizja TVN głośno krzyczą o chorobie szkoły w Toruniu. Pokazują winnych, zastanawiają się, czy kara będzie skuteczna. Ale także przypominają – „Gazeta Wyborcza” – że opinie co do kar muszą jeszcze wyrazić reprezentanci uczniów. „Jest ona konieczna, aby decyzja rady (pedagogicznej – przyp. E.P.P.) była ważna, inaczej werdykt może być zaskarżony przez ukaranych” – oto, do jakiego absurdu prowadzą „prawa ucznia”. To dziś. A wczoraj? Kto podsumuje zniszczenia dokonane w sferze moralnych kanonów, w kulturze, kto nazwie po imieniu nieustanne branie w obronę przestępców przeciw ofiarom, nazywanie dobrem ewidentnego zła? To trwało lata. Rozpisane na wszystkie dziedziny życia. Uczniowie i bezradne grono pedagogów z Torunia to właśnie ci, którzy wyuczyli się na pamięć tej lekcji w szkole relatywizmu i liberalizmu. W szkole „tolerancji” i „luzu”. Wykuli ją na piątkę. I teraz wytyka się ich palcami na oczach całej Polski.
    „Manewr, podjęty dla zmiany systemu wartości – kontynuuje myśl Pascal Bernardin – można więc tak określić: najpierw zablokować przekaz, zwłaszcza rodzinny, wartości dawnych. A gdy z tego wyniknie chaos moralny i społeczny, nawrócić do edukacji etycznej, ale już kontrolowanej przez państwo i organizacje międzynarodowe, a w żadnym wypadku przez rodzinę – takie będzie ostateczne rozwiązanie.
    Można więc rozmyślnie wywoływać zmianę systemu wartości i zarazem ją kontrolować. Klasyczny schemat rewolucyjny: teza, antyteza, synteza, co nam wyjaśnia, dlaczego nadchodzi czas, kiedy rewolucjoniści czynią się obrońcami ładu moralnego”.
    Żeby więc dobrze zrozumieć i przyswoić sobie tę lekcję, nie wystarczy krzyczeć w chórze, piętnując sprawców napastowania nauczyciela i niemych świadków jego upokorzeń. Trzeba dostrzec ów, przemyślany w najdrobniejszych szczegółach, system, iście makiaweliczny. Oddzielić przyczynę od skutku. Pokazać prawdziwych sprawców nieszczęść trapiących szkołę, rodzinę, kulturę. Zacząć naprawę od mądrych praw, od powrotu na szlak zawsze aktualnych zasad. I nigdy nie robić tego razem z rewolucjonistami.

  6. Piotrx

    7 lipca 2018 at 09:15

    Rewolucja psychopedagogiczna
    http://www2.kki.pl/piojar/polemiki/novus/humanizm/rewolucja.html

    …Światowa rewolucja psychopedagogiczna poprzez realizację celów bliższych (przemiany w szkolnictwie) dąży do osiągnięcia celów dalszych (wprowadzenie trwałych zmian w zakresie etyki i kultury, przesunięcie paradygmatów i zmiany w mentalności dzieci). Poprzez wpływ na nadchodzące pokolenie, zamierza zdobyć władzę nad nim i wykreować nowe, tzw. lepsze społeczeństwo.

    W szkolnictwie chodzi o nowe zdefiniowanie roli szkoły, która będzie teraz prowadzić nauczanie wielowymiarowe ,a więc mniej intelektualne, przede wszystkim zaś etyczne, kulturalne, społeczne, praktyczno-życiowe czyli w swej istocie -polityczne i światopoglądowe. A przecież podstawowym, jeśli nie jedynym dotychczas, zadaniem szkoły jest nauczanie – KSZTAŁCENIE a nie WYCHOWYWANIE.

    Pierwszą, zasadniczą deformacją jaką zauważamy w proponowanych nam modelach „reformy” szkolnictwa wzorowanych na tym co postępowe w liberalnym świecie, jest odejście od kształcenia – klasycznej roli nauczyciela i szkoły, w przekazywaniu wiedzy i przemodelowanie tej powinności ku roli wychowywania. Dawniej szkoła mogła o tyle ingerować w sferę wychowania o ile postępowała w tym zakresie zgodnie z wolą rodziców i działała z mandatu rodzinnego. Teraz zaś zrewolucjonizowana pedagogika – działając z mandatu państwa opanowanego przez liberałów, czy socjalistów – ponad treści poznawcze i kształcenie wyniesie sprawy „poprawnego” wychowania nawet wbrew woli rodziców (o ile jeszcze napotka w ogóle opór rodziców świadomych i tradycyjnie pojmujących swą odpowiedzialność i prawa). Niestety ponieważ robota rewolucyjna trwa już od jakiegoś czasu, państwo coraz częściej powołuje się na wolę tych rodziców, którzy sami, w imię spokoju i wygody, chętnie zrzekają się swych obowiązków wobec dzieci na rzecz instytucji zewnętrznych. Sceneria życia codziennego rodziny tak jest zaaranżowana, by zmęczeni i wykończeni pracą rodzice, chętnie zgodzili się na tę nową rolę WYCHOWYWANIA (rozwydrzonej) młodzieży. „Ktoś musi przecież nad tym kryzysem wychowawczym zapanować, ktoś przecież musi tę młodzież wychować”. Umyka jakoś obserwatorom to, że wcześniej wyreżyserowano ten kryzys wychowania w rodzinie, którą po prostu „postępowe” państwo niszczyło z wszelkich sił. Idzie w niepamięć i to, że rolę ojca i matki zdegradowano przy jednoczesnym popieraniu dezercji rodziców z pola bitwy o wychowanie dzieci.

    Ta ucieczka ojca i matki od jedynie im przynależnej roli WYCHOWYWANIA, umyka i dziś w naporze świetnie zmanipulowanej „szarej” codzienności, która, jak w każdym rewolucyjnym kotle, musi nieść nowe problemy i lęki.Czy rzeczywiście mamy do czynienia z odgórnym wypieraniem rodziny z jej dotychczasowej i odwiecznej roli WYCHOWAWCZEJ? W dokumentach UNESCO, dokumentach najwyższej rangi, czytamy:

    „/…/ Rodziny czują się coraz mniej zdolne do podejmowania swych tradycyjnych zadań wychowawczych w obliczu złożoności problemów i nadmiaru niekontrolowanych informacji – pragną one, by edukacja publiczna kładła większy nacisk na zagadnienia etyczne, moralne i obywatelskie „.

    ” Wychowawca przyszłości będzie musiał (…) zaprowadzić i rozwijać w swojej klasie ludzkie stosunki i sieć społecznych powiązań i nie będzie mógł być nastawiony wyłącznie na kształcenie umysłów. (…) Treści przekazywane w nauczaniu powinny przygotowywać młodych łudzi do przyszłych ról życiowych: relacje seksualne, role rodzicielskie i zawodowe, obowiązki obywatelskie.”

    „Treści przygotowują do ról życiowych”… Widać tu rodowód lewicowy – kto pamięta przemówienia, podręczniki dla nauczycieli, teksty propagandowe z lat PRL-u od razu wychwyci nie tylko ten sam klimat, ale i nieudolne sformułowania. Ale nie tylko chodzi o związki z socjalizmem, czy komunizmem.

    Gdyby nie koszmarny język urzędowy, można by sądzić, że ten urywek pochodzi z jakiejś powieści science fiction: oto chyba zanikła instytucja rodziny, skoro placówki wychowawcze przejmują wychowanie dzieci. W dokumentach Rady Europy czytamy też:

    „Pomimo wszystko, skromne rezultaty nie powinny usposabiać nauczycielstwa do rezygnacji ani narzucać wniosku, że szkoła nie może mieć istotnego wpływu na idee polityczne i światopoglądowe dziecka. Nic podobnego, wpływ szkoły takie musi wzrastać aż do pełnej miary jej wartości”.

    Zamiast uczyć – indoktrynować. Nie dziwi przy tym negatywny stosunek, także w Polsce, do szkół prywatnych, trudniej poddających się manipulacjom. I znów ten wątek globalistyczny „wpływ szkoły… aż do pełnej miary jej wartości” określany na forum Rady Europy.

    Obniżenie się poziomu szkolnictwa jest nieuniknioną konsekwencją tego nowatorskiego zdefiniowania roli szkoły. Kształcenie przestaje być istotne, chodzi bowiem bardziej o wychowanie. Patrząc na osiągnięcia publicznych szkół amerykańskich, można już po latach działania tamtego systemu jasno wskazać na to, że produkuje się w nich wtórnych analfabetów, lecz za to „politycznie poprawnych” i „otwartych” obywateli W raporcie UNESCO z 1991 roku czytamy:

    „Ta poszerzona wizja zadań i obowiązków w sektorze wychowawczym (…) wymaga także radykalnej zmiany samych założeń systemu wychowawczego. Trzeba zerwać z koncepcją elitarności, głęboko zakorzenioną w umysłach tak nauczycielstwa. jak rodziców, która przyznaje pierwszeństwo nauczaniu ogólnokształcącemu i wedle której szkoła podstawowa przygotowuje do szkoły średniej, a ta z kolei przygotowuje do studiów wyższych. W tej kwestii okrągły stół uświadomił nam konieczność edukacji wielowymiarowej, uwzględniającej wszystkie potrzeby dziecka w jego środowisku, a nie ograniczającej się do dostarczenia samej tylko wiedzy mózgowej”.

    Są w dokumentach UNESCO sformułowania, których nie powstydziłby się żaden aparatczyk komunistyczny:

    – debata ma zakończyć się opracowaniem normatywów dla nauczycieli z określeniem funkcji, jakie powierza im społeczeństwo (personifikowanie społeczeństwa lub, do wyboru, ludu pracującego i kłamliwe powoływanie się na jego wolę – uwaga M.D., podobnie jak dalej w nawiasach);

    – należy sprawdzić czy profesorowie są świadomi swej nowej roli (i przeprowadzić czystkę ideologiczną, albo resocjalizację);

    – profesor odgrywa fundamentalną rolę w procesie utwierdzania w studentach światopoglądu naukowego (tak, naukowego!);

    – profesor powinien przewodzić i doradzać swoim wychowankom i ich rodzinom i organizować ich zajęcia w czasie wolnym;oril, Portugalia, 20-24 maja \99\,Rapportfmal, UNESCO, s. 55.

    – nauczanie wielowymiarowe zawiera w sobie dwa główne elementy: nauczanie etyczne, ukierunkowane na zmianę wartości, postaw i zachowań, i nauczanie wielokulturowe, z czasem międzykulturowe, które zrewolucjonizowaniem kultury ma poprzedzić rewolucję społeczną (a nie mówiłem, że sami się przyznają do swoich zamysłów);

    – zaprawianie do czynów społecznych (już oglądaliśmy Gierka w płaszczu i z łopatą w ręku, jeszcze nas to czeka?);

    – odczuwa się potrzebę ogólnonarodowej debaty na temat roli nauczyciela (mania lewicowców: nieustannie debatować);

    Takie są bliższe cele rewolucji. Cel dalszy ma osiągnąć dopiero pokolenie wychowane w nowej szkole. W przytoczonych cytatach wyczuwa się pewne zniecierpliwienie, ale to zrozumiałe: prawdziwy rewolucjonista chce natychmiastowych, radykalnych zmian. Jak dziecko, które najchętniej burzy. Tylko tu mamy do czynienia nie z dziećmi, lecz ze zwyrodnialcami. Toteż, przygotowując rewolucyjne kadry w nowym szkolnictwie, działają w innych obszarach, już dziś rozpoczynając:

    rewolucję etyczną.

    Dokumenty UNESCO wymieniają podstawowe elementy „nowej etyki”:

    – prawa człowieka (rozumiane jako prawa społeczne: prawo do mieszkania, do wyżywienia, do pracy itd.);

    – bioetyka;

    – prawa dziecka (groźna broń antyrodzinna);

    – wychowanie do pokoju, międzynarodowego porozumienia, rozbrojenia, pokojowego współistnienia, wszechludzkiego braterstwa, współzależności narodów (czyste, „szczytne” hasła wypełniane w praktyce treścią masońską);

    – wychowanie w poszanowaniu dla środowiska naturalnego (podwaliny dla globalizmu ekologicznego);

    – stworzenie „świata bardziej sprawiedliwego i solidarnego, który byłby filarem nowego ładu międzynarodowego ” (z Rządem Światowym?);

    – tolerancja (oznaczająca zakaz zakazywania i przyzwolenie na zło);

    – przejście od rywalizacji do współdziałania (będzie to brak rywalizacji w ogóle a szczególnie w tym co dobre a współpraca we wszystkim, co „postępowe”);

    – podniesienie świadomości politycznej (oczywiście w kierunku socjalizmu i liberalizmu);

    – naprowadzenie pokoju w umysłach ludzkich „.

    W cytowanym wcześniej dokumencie UNESCO rozpoznajemy, pod tą gładką, lukrowaną prezentacją, retorykę wolnomularzy. Znajdują się w niej postulaty żywcem wyjęte z ich tekstów programowych. Ciekawe jest to ostatnie: zaprowadzenie pokoju w umysłach ludzkich. Ale jak ten pokój wprowadzić: strzykawką? Pałką? Nie to zbyt drastyczne, techniki manipulacji na tyle są zaawansowane, że można łagodniej -indoktrynacją, po której umysł nie będzie niespokojnie poszukiwał wartości chrześcijańskich?….

  7. Piotrx

    7 lipca 2018 at 09:18

    Machiavel nauczycielem – manipulacje w szkolnictwie – reformy czy plan zniszczenia?
    Pascal Bernardin

    Przedmowa

    Gremia polityczne, sprawujące obecnie władzę, niemal wszechwładzę, w Polsce, naszej Ojczyźnie (w „tym kraju”!), przy każdej okazji, codziennie, dniem i nocą, wmawiają nam, jakoby najwyższą polską racją stanu, największą szansą dla naszego społeczeństwa (nie narodu, broń Boże!), było „wejście do Europy”, włączenie się do Unii Europejskiej, rozpłynięcie się (z nadmiaru szczęścia?) w Zjednoczonej Europie. Możemy być pewni, że ci ludzie, o których mowa, doskonale „wiedzą, co czynią”, do jakiego „raju” chcą nas wepchnąć, i jaką przyszłość, bynajmniej nie „świetlaną”, chcą nam zgotować (czy pamiętamy jeszcze sakramentalny zwrot: „świetlana przyszłość bratnich narodów”?). Nie mówią nam Te? wcale, na jakich warunkach to „zjednoczenie z Europą” ma nastąpić. Co najwyżej napomykają, że będziemy musieli dostosować się do „europejskich standardów” (jakich?) i że czekają nas długotrwałe „negocjacje” (zająca ze sforą brytanów?).Czy naród polski w swej podstawowej masie ze wszystkich warstw zdaje sobie sprawę, ku czemu tak naprawdę krok po kroku jesteśmy popychani? Nie, tego nie wie i o tym nie myśli, gdyż o tym się nie słyszy, o tym się milczy, żeby przypadkiem pacjent, przygotowywany od lat do operacji, nie zorientował się, co go czeka, nie zerwał się z półuśpienia i nie rozpędził pochylonych nad nim „autorytetów” (z własnej nominacji), zimnych speców od rytualnego uboju.

    Polskojęzyczne środki przekazu, „czwarta władza” sięgająca głębiej niż trzy pozostałe, nie służy bowiem bynajmniej polskim celom narodowym; sterowane z jednego tylko pulpitu, uprawiają precyzyjnie prowadzoną manipulację umysłami i pranie mózgów na wielką skalę, podkopują fundamentalne dla nas wartości, demoralizują naród zalewem nieobyczajności, ogłupiają młodzież pseudonowoczesnością, zachłystują się – oczywiście – „europejskością”, słowem zatruwają! rozmiękczają ducha narodu polskiego, aby gdy przyjdzie godzina prawdy, godzina katastrofy, zabrakło naszemu narodowi i jasnej świadomości, i determinacji, i siły do obrony niepodległości politycznej i gospodarczej, całości terytorium państwowego i chrześcijańskiej tożsamości duchowej.

    To wymuszane na narodach jednoczenie się Europy (na warunkach traktatu z Maastricht) nie jest bynajmniej zjawiskiem samorodnym i samoczynnym, jest natomiast od dawna zaplanowaną cząstkową realizacją podstawowego, tzw. Wielkiego Planu masonerii światowej, uknutego u samych jej początków, mianowicie planu zagarnięcia (przepraszam: zjednoczenia) całej ludzkości pod swoją wyłączną, „światłą” i „postępową” władzę. Po ostatniej wojnie światowej te masońskie tendencje mundialistyczne (od łacińskiego „mundus” – świat) zostały szeroko nagłośnione i przerosły w dominujący nurt polityczny. Narzucone ogłuszającą propagandą i wielorakimi naciskami, tego typu jednoczenie się Europy to tylko pierwszy etap – doświadczalny, a zarazem z wielu powodów bardzo ważny – całej globalnej reszty.Gdyby ten plan został do końca zrealizowany, jakie dziedziny życia narodów podlegałyby przyszłym strukturom władzy paneuropejskiej? Wszystkie, dosłownie wszystkie: polityczne, gospodarcze i duchowo-kulturowe. Suwerenność polityczną (niepodległość) narodów już dziś głośno ‚się piętnuje jako zgubny dla świata, reakcyjny przesąd i przeżytek. Samodzielność i samostanowienie gospodarcze narodów już dziś uznaje się za czystą fikcję wobec wszechpotęgi ponadnarodowej finansjery i międzynarodowych powiązań i uzależnień.Tożsamość duchowo-kulturowa narodów, tradycyjne, wiekami historii gromadzone i sprawdzane jakości rodzimych kultur narodowych, świadomość narodowa i przywiązanie do niej – tak, to jest jedyny prawdziwy szkopuł, ale masoneria uważa, że „czas” pracuje dla niej, bo jest już panią nawet czasu („Godzina masonerii wybiła”- niedawno obwieścił swym „braciom” jeden z jej najwyższych dostojników). Jakimi środkami zamierza się narzucić starym narodom europejskim dyktatorską, wszechobejmującą władzę jednego, i to takiego, centrum?

    Za najważniejszy, za decydujący czynnik tej batalii o przyszłość Europy i świata, o pełną realizację swych planów, masoneria uważa, i słusznie, opanowanie umysłów, powszechnej opinii, transformację idei, wierzeń, wartości, postaw życiowych, oczywiście w kierunku przez siebie wytyczonym.Tej rewolucyjnej, dogłębnej transformacji ludzkiej umysłowości i duchowości spodziewa się ona dokonać przez odpowiednie wychowanie następujących po sobie młodych pokoleń możliwie całego świata, przez wychowanie w zaprogramowanym przez siebie systemie ujednoliconej edukacji powszechnej. Temu właśnie zagadnieniu poświęcona jest książka Pascala Bernardina, Francuza, którą oddajemy w ręce polskiego Czytelnika. Autor próbuje w niej odsłonić pewne elementy zamierzeń i działań wysokich instancji międzynarodowych i państwowych, różnych czynników rządowych i pozarządowych, na tym ważnym odcinku.

    Mamy więc przed sobą dzieło wypełnione głównie mnóstwem cytatów z dokumentów, opublikowanych przez najwyższe instancje mundialistyczne, światowe i europejskie, jak UNESCO, UNICEF, Rada Europy, Parlament Europejski itd., także wypełnione cytatami z dzieł naukowców, pedagogów i psychologów, zwolenników duchowego przewrotu, opracowujących metody i narzędzia pracy dla zreformowanego w tym duchu systemu oświaty i wychowania.

    Autor skupił swą uwagę na „rewolucji psychopedagogicznej” głównie w szkolnictwie francuskim, ale jej przyczyny, cele, założenia i metody ukazuje w powiązaniu z polityką edukacyjną ONZ i Unii Europejskiej oraz różnych organizacji międzynarodowych, nie wymieniając zresztą – zapewne ze względów taktycznych – najważniejszej spośród nich, kierowniczej, jaką jest, zwłaszcza, w tej sprawie, masoneria. A więc opis i analiza „reformy” szkolnictwa francuskiego; lecz jest to reforma przeforsowana w procesie przystosowania się do „standardów międzynarodowych”, oprotestowana z wielu stron. Jeżeli Francja musiała ugiąć się wobec „standardów”, to czy my, Polacy, nie powinniśmy się tym „standardom” edukacyjnym przyglądnąć, i to uważnie?

    Jakież są więc najbardziej istotne, a mogące nas zainteresować, informacje zawarte w tym dziele? Oto one:

    1. Coraz bardziej narastają wpływy ofensywnego, agresywnego mundializmu, popieranego przez potężne siły już teraz w dużej mierze rządzące światem.

    2. Istnieje wyraźna zbieżność, nie przypadkowa i nie tylko taktyczna, pomiędzy masońskim mundializmem a kryptokomunizmem.

    3. Mundialistyczny, zjednoczony świat byłby światem absolutnie totalitarnym.

    4. Totalitarna władza mundialistycznych elit opierałaby się głównie na wszechobecnej kontroli i presji psychologicznej i propagandowej, na manipulacji urobioną już przez system umysłowością ludzi, na podstępnym uwiedzeniu, zubożeniu i na coraz głębszym (i coraz mniej odczuwanym) zniewoleniu ludzkiej psychiki.

    5. Głównym narzędziem duchowego uwiedzenia i zniewolenia ludzkości byłby monopol edukacyjny struktur władzy, laicka „l’ecole unique” w skali światowej, gwarantująca „właściwą” edukację następnych młodych pokoleń.

    6. Ponieważ przyszła społeczność ogólnoświatowa byłaby dwoista: elity i reszta, rządzący i rządzeni, systemowo od siebie odgrodzeni, edukacja z samego założenia byłaby również dwoista: jedna dla mas, druga dla elit.

    7. W ostatnich dziesiątkach lat w szeregu krajów, głównie europejskich, już się dokonuje ten zaplanowany przewrót w szkolnictwie publicznym: nastąpiła mianowicie redefinicja roli i zadań edukacji dla mas. Odtąd rola szkoły ma polegać nie na kształceniu umysłu, lecz na przygotowaniu uległych poddanych systemu, ludzi przystosowanych do Nowego Ładu Światowego, którzy otrzymają niezbędne minimum wiadomości, a maksimum indoktrynacji, przekazywanej również przy pomocy manipulacji psychopedagogicznej i prania mózgów. Szkolnictwo tak przeorientowane ma być przede wszystkim nośnikiem i sprawcą radykalnych zmian w dziedzinie wartości i postaw, eliminujących skutecznie dotychczas istniejące wierzenia, wartości, poglądy i styl życia całych społeczeństw.Jednocześnie już się daje zaobserwować nabór do elitarnych szkół spośród elit społecznych.

    Te szkoły będą oczywiście dawać prawdziwe, o wiele solidniejsze wykształcenie, niezbędne dla przyszłych elit kierowniczych.Tak więc dwoiste społeczeństwo i dwoista edukacja w wielu krajach stopniowo już stają się faktem.Prekursorem i modelem tych zmian w systemie edukacyjnym jest szkolnictwo w Stanach Zjednoczonych, według normalnych kryteriów znajdujące się właściwie w głębokim upadku, jego bowiem wychowankowie kończą wieloletnią szkołę obowiązkową i otrzymują odpowiednie świadectwa, wynosząc z niej bardzo skromne minimum wiedzy, w znacznym procencie zaledwie umiejąc, albo i nie, czytać i pisać. Ale to jest wtopione w system, to wynika z systemu.

    8. Tego rodzaju „reforma” szkolnictwa, żeby się mogła powieść, nieodzownie wymaga odpowiednio przygotowanych, zaangażowanych i nieustannie kontrolowanych i „dokształcanych” kadr nauczycielskich. Jest to problem centralny, którego wagę doceniają wysokie zainteresowane instancje i któremu poświęcają bardzo wiele uwagi.

    9. Ten model edukacji nie jest przeznaczony jedynie dla młodzieży i szkolnictwa, lecz ma objąć stałą i systematyczną pedagogizacją również dorosłych, to znaczy całe społeczeństwo.

    Do wyżej przedstawionych istotnych informacji, zawartych w prezentowanym dziele Pascala Bernardina, dodajmy jeszcze jedną: oto Autor uważa, zapewne zbyt optymistycznie, iż ten zgubny dla rozwoju społeczeństwa i antydemokratyczny trend mógłby (we Francji) być zahamowany i odwrócony, gdyby wszystkie tamtejsze siły polityczne, przywiązane do ideałów demokracji, wolności i godności człowieka, połączyły swe wysiłki, by nie dopuścić do nadużycia i degradacji szkolnictwa i zapobiec zaplanowanej przez mundialistów rewolucji kulturowej i społecznej.Nie od rzeczy będzie dla wyeksponowania pewnych spraw, również dla zilustrowania i potwierdzenia poglądów i tez Autora, zamieścić tu parę wymownych cytatów z jego książki.

    „Kształcenie nauczycieli wyłącznie lub rutynowo narodowe już nie wystarcza: ono nie jest już w stanie wykrzesać impulsów niezbędnych dla międzynarodowego porozumienia, o które UNESCO słusznie zabiega, w dziedzinie oświaty, jak również etyki i praw człowieka.” (UNESCO) (str. 88).

    „Kwestia najważniejsza to mieć plan uniwersalny, międzynarodowy i standardowy, ustalony pod auspicjami Organizacji Narodów Zjednoczonych. Podkreślmy, że ten standardowy plan powinno się upowszechnić dzięki seriom standardowych podręczników szkolnych, opracowanych pod auspicjami Narodów Zjednoczonych … To narzuca z kolei konieczność wydania serii podręczników standaryzowanych międzynarodowych i międzynarodowego standardowego planu, realizowanego przez nauczycieli, którzy otrzymali standardową formację. Dopóki całe pokolenie nie otrzyma wykształcenia opartego na międzynarodowym standardowym planie, wszyscy będą rozumować według starych schematów myślenia, które w końcu są fatalne dla ludzkości.” (UNESCO) (str. 88).

    „Wchodzimy w dwudziesty pierwszy wiek. Wyzwanie, jakiemu edukacja musi stawić czoło, jest poważne i globalne. Z tej też racji misja edukacji będzie zarazem trudna i chwalebna. W dwudziestym pierwszym wieku ten, kto będzie kontrolował wychowanie, będzie miał inicjatywę. Sama koncepcja wychowania będzie jeszcze odnowiona. Wychowanie będzie permanentne; całe społeczeństwo będzie mu się uważnie przyglądać; struktura wychowania będzie bardziej giętka i bardziej zróżnicowana; wychowanie stworzy sieć ogarniającą całe społeczeństwo.” (UNESCO) (str. 157).

    „Wychowanie jest pewnym modelem życia, który rozciąga się na wszystkie jego lata. Każdego roku, każdego miesiąca, każdego dnia, od kolebki do grobu, każdy będzie się uczył, będzie gotów do uczenia się i będzie miał możność uczenia się – w swoim domu, w szkole, na uniwersytecie, w fabryce, na farmie, w szpitalu, w biurze, w spółdzielni, w kościele, w kinie, w związku zawodowym, w swojej partii i w swoim klubie.” (UNESCO) (str. 157).

    I jeszcze parę wypowiedzi samego Autora:

    „Elity, które z zasady będą kooptowane – elegancki zwrot maskujący dyktaturę – pomimo pozorów demokracji, które zapewne przez jakiś czas się utrzymają – będą dobierane wyłącznie spośród mundialistów. Przyjęcie ideologii mundialistycznej będzie więc, a często już tak się dzieje, warunkiem sine qua non otrzymania paszportu uprawniającego do opuszczenia stada.” (s. 153).

    „Przed chwilą umyślnie użyliśmy określenia „stado”, gdyż takie jest pojęcie mundialistów o narodach, że są bydłem, które się zapędza do rzeźni. Wszyscy, którzy się zetknęli z międzynarodowymi urzędnikami lub z ich sobowtórami z klonowania, srożącymi się w niezliczonych rozgałęzieniach ponadnarodowych organizacji, byli zaszokowani ich pogardą, raczej nienawiścią, jaką wielu z nich okazuje narodom, a zwłaszcza ich duchowości. Rzeczywiście, to w obszarze duchowości, w psychice, rozpościera się rozziew między mundialistami a ludami. Ci pierwsi są zespoleni w ideale mesjanistycznym i mundialistycznym, przyswoili już sobie nowy system wartości, nową moralność i nową psychikę i wyrzucili na „śmietnik historii” dziedzictwo wcześniejszych cywilizacji, owoc tysięcy lat społecznego rozwoju, niezliczonych niepowodzeń i następujących po nich autopoprawek, ucieleśniających w sposób organiczny geniusz poprzednich pokoleń”, (s. 154).

    Czyż trzeba jeszcze dopowiedzieć, że ta nowa, zreformowana „według międzynarodowych standardów” edukacja jest laicka, bezwzględnie wroga chrześcijaństwu, że prowadzić ma młode pokolenia ku „Nowemu Wspaniałemu Światu” – bez Boga, bez Chrystusa, bez ojczyzny, bez tradycji, bez jakiegokolwiek oparcia dla człowieka, bezbronnego wobec potęg Zła? Tak, bezbronnego wobec potęg absolutnego Zła. Gdyż tam, gdzie się zwalcza i odrzuca Boga i prowadzi się politykę przeciw Bogu i przeciw Chrystusowi, nie powstaje wolna przestrzeń dla Wolnego Człowieka (z gruntu fałszywe jest hasło: „Ani Bóg, ani Szatan”); tam, gdzie się odrzuca Boga, nie powstaje próżnia – tam wchodzą demony, tam panowanie obejmuje Szatan.

    W Polsce również od szeregu lat – w dyskretnym milczeniu – przygotowuje się reformę edukacji narodowej, która podobno niebawem ma być stopniowo wprowadzona w życie. Jakie są założenia tej reformy? jaki jest jej program? jakie idee znajdą w niej swój wyraz? jaki ostateczny (zamierzony) kształt i duch szkolnictwa polskiego z tej reformy się wyłoni? w jakim duchu mają być wychowywane młode pokolenia Polaków i Polek? Uważna lektura tej książki może się okazać bardzo na czasie, jak na czasie jest sygnał alarmowy, gdy wybucha pożar, gdy ściany domu liżą pierwsze, nieśmiałe jeszcze języki ognia.

    Ks. Henryk Czepułkowski

  8. Piotrx

    7 lipca 2018 at 09:28

    Państwowa religia Ameryki i rewolucja w systemie oświatowym

    Kluczem do realizacji dalekosiężnych planów mających na celu wprowadzenie Nowego Porządku Świata jest takie przekształcenie systemu edukacyjnego, by stał się on narzędziem w rękach światowej oligarchii. Niemal klasycznym przykładem tego typu manipulacji jest sytuacja w amerykańskim systemie oświatowym. Ponieważ chrześcijaństwo, jest dla tych planów głównym zagrożeniem , więc z amerykańskiej oświaty publicznej usunięto wszelkie odniesienia do niego, tłumacząc to zasadami „wolności” i „tolerancji” . Jednak miejsce po chrześcijaństwie nie pozostało wcale puste. Wiele osób na postawione pytanie: „Jaka jest obecnie państwowa religia w Stanach Zjednoczonych?”, odpowiedziałoby z pewnością, że „żadna”, bo przecież jest to państwo neutralne światopoglądowo, szanujące przekonania religijne wszystkich swoich obywateli i pozostawiające im w tym zakresie zupełną swobodę. Czy jednak rzeczywiście jest to do końca pogląd słuszny? Okazuje się, że niezupełnie, gdyż w Stanach Zjednoczonych istnieje jednak państwowy system religijny, którego zasady są, poprzez amerykańskie szkolnictwo, wtłaczane do głów kolejnym młodym pokoleniom. Systemem tym jest „religia rozumu” towarzystw tajnych, znana obecnie pod ogólną nazwą „humanizmu”.

    Wiele cennych informacji na ten temat podaje Robert H.Goldsborough w swoich esejach poświęconych Nowemu Porządkowi Świata . Jeden z nich podejmuje właśnie ten problem. Wspomniany Autor pisze, iż amerykański sędzia okręgowy W.Brevard Hand w swoim orzeczeniu z dnia 4 marca 1987 r. dla zarządu pełnomocników rządowych ds. szkół w Mobile County, st. Alabama, stwierdził wyraźnie, iż:

    „Według pierwszej poprawki do Konstytucji świecki humanizm jest systemem religijnym, który ma prawo do ochrony i zarazem jest przedmiotem zakazu zasad religijnych.”

    Sędzia Hand napisał, że: „istnieją trzy kluczowe dokumenty na których opiera się ten system wartości: I Manifest Humanistyczny, II Manifest Humanistyczny oraz Deklaracja Świeckiego Humanizmu (Secular Humanist Declaration). Czynniki te wykazują charakter instytucjonalny świeckiego humanizmu.”

    Jak pisze dalej R.H.Goldsborough: „sędzia Hand orzekł, że 44 podręczniki zostały napisane z punktu widzenia świeckiego humanizmu, tworząc w ten sposób nielegalną religię pod opieką państwa. Zarządził, aby wszystkie te książki zostały usunięte ze szkół publicznych. Wprawdzie wskutek apelacji XI Sąd Okręgowy cofnął zakaz sędziego Handa dotyczący podręczników, ale nie cofnął jego zarzutu, że świecki humanizm w świetle zasad I poprawki jest religią.

    Decyzja Handa formalnie ukazała świecki humanizm we właściwym świetle: jako antychrześcijańską, ateistyczną religię, opartą na zwykłym hedonizmie i rozpasanym samouwielbieniu. Według świeckiego „Manifestu Humanistycznego”, chrześcijaństwo i wiara w osobowego Boga to niebezpieczny zabobon, który musi być usunięty z systemu państwowego. Chrześcijanie powinni pamiętać o zasadach owej religii, którą opiekuje się państwo – religii, która szerzy się poprzez amerykański system szkolny.

    W „I Manifeście Humanistycznym”, podpisanym w 1933 r. przez Johna Dewey’a i jego towarzyszy, świeccy humaniści w 15 punktach streścili potrzebę stworzenia religii, która byłaby siłą syntetyzującą i dynamiczną, zdolną sformułować potrzeby [nowej] ery.”

    Po pierwsze: Humaniści uważają, że kosmos istnieje sam z siebie, a nie, że został stworzony.

    Po drugie: Humanizm wierzy, że człowiek jest cząstką natury i powstał ..W wyniku ciągłego procesu.

    Po trzecie: Mając organiczny punkt widzenia na życie, humaniści uważają, że tradycyjny dualizm umysłu i ciała musi zostać odrzucony.

    Po czwarte: Humanizm uważa, że religijna kultura człowieka oraz cywilizacja… są produktem stopniowego rozwoju w rezultacie interakcji z jego naturalnym środowiskiem i jego społecznym dziedzictwem.

    Po piąte: Humanizm twierdzi, że natura wszechświata określona przez współczesną naukę sprawia, iż nie do przyjęcia są wszelkie ponadnaturalne lub kosmiczne gwarancje wartości ludzkich… drogą określenia egzystencji i wartości jakiejkolwiek rzeczywistości jest droga rozumowego badania… Religia musi formułować swe nadzieje i plany w świetle ducha nauki i metody.

    Po szóste: Jesteśmy przekonani, że czas teizmu i deizmu upłynął.

    Po siódme: Religia składa się z tych działań, celów i doświadczeń, które są znaczące dla ludzkości… Rozróżnienie między sacrum i profanum nie może dłużej istnieć.

    Po ósme: Religijny humanizm zakłada pełną realizację ludzkiej osobowości jako ostateczny cel ludzkiego życia i poszukuje swej drogi rozwoju i spełnienia tu i teraz. To jest [nasza] społeczna troska.

    Po dziewiąte: W miejsce starych przekonań dotyczących kultu i modlitwy humanista wyraża swe religijne emocje w wyższym sensie osobistego życia oraz poprzez wspólny wysiłek wspierania społecznego dobra.

    Po dziesiąte: Stąd też żadne wyłącznie religijne emocje i postawy tego rodzaju nie będą odtąd związane z wiarą w rzeczy nadprzyrodzone.

    Po jedenaste: Człowiek nauczy się stawiać czoło kryzysom życia w świetle wiedzy… Edukacja położy nacisk na rozsądne i odważne podejście do życia… Humanizm otwiera drogę społecznej i umysłowej higieny oraz nie zaleca sentymentalnych, nierzeczywistych nadziei i pobożnych życzeń.

    Po dwunaste: Humaniści mają zamiar umacniać w człowieku zdolności kreatywne.

    Po trzynaste: Humanizm utrzymuje, że wszelkie stowarzyszenia i instytucje istnieją dla spełnienia ludzkiego życia… Oczywiście instytucje religijne [tj. kościoły chrześcijańskie], ich rytuały, metody i wspólnotowe działania muszą zostać przekonstruowane jak najszybciej…

    Po czternaste: Humaniści są przekonani, że obecne społeczeństwo, zachłanne i nastawione na zysk, wykazało, że nie jest odpowiednie i że potrzebna jest radykalna zmiana kontroli metod i motywów. Należy utworzyć uspołeczniony i kooperatywny system ekonomiczny…

    Po piętnaste: Staramy się ustanowić warunki zadowalającego życia dla wszystkich…

    Tak więc jak konkluduje R.H.Goldsborough :

    „Świecki humanizm to religia, w której człowiek jest centrum i która całkowicie odrzuca wieczne zbawienie dokonane przez osobowego Boga; przyjmuje też szczerze możliwość raju na ziemi poprzez ewolucję, rewolucję i socjalizm. Oto jest droga zła. Tolerowanie zła nigdy nie było cnotą.”

    Można się zastanawiać jak mogło dojść do tego, że zasady tej będącej pod opieką państwa religii są oficjalnie szerzone przez amerykański system oświatowy . Przyczyny tego są zapewne wielorakie. Warto jednak zaznaczyć, że nie stało się to wcale w sposób przypadkowy. Niebagatelną rolę w tym dziele odegrały liczne fundacje takie jak choćby: Rockefellera, Gugenheima i Carnegiego. W 1954 roku specjalna komisja Kongresu badała sieć wyłączonych z opodatkowania fundacji, by stwierdzić jaki był wpływ ich darowizn („grantów”) na kształtowanie nowej mentalności Amerykanów. Komisja ta stwierdziła , że niektóre z tych grup podjęły się realizacji olbrzymiego zamierzenia – napisania na nowo historii amerykańskiej i włączenia jej do nowych podręczników szkolnych.

    Norman Dodd, dyrektor badawczy komisji, znalazł w archiwach Fundacji Carnegiego na rzecz Pokoju Międzynarodowego następującą deklarację jej celów :

    Jedynym sposobem utrzymania kontroli nad społeczeństwem było uzyskanie kontroli nad oświatą w USA. Rozumiejąc, że jest to ogromne zadanie, zwrócono się do Fundacji Rockefellera z propozycją stworzenia tandemu, tak by ta część oświaty, którą można by traktować jako zorientowaną krajowe, została przejęta przez Fundację Rockefellera, zaś część zorientowana na sprawy międzynarodowe została przejęta przez Fundację Carnegiego.

    Stwierdzono również, że Fundacja Gugenheima zgodziła się przyznać stypendia historykom rekomendowanym przez Fundację Carnegiego. Na przestrzeni 20 lat zebrano grupę kilkunastu naukowców i poinstruowano ich czego się od nich oczekuje, gdy zostaną wykładowcami historii amerykańskiej. Grupa ta stała się rdzeniem tego co stało się ostatecznie Amerykańskim Stowarzyszeniem Historycznym.

    W 1929 r. Fundacja Carnegiego podarowała temu stowarzyszeniu 400 000 dolarów na napisanie siedmiotomowego studium na temat kierunku jaki powinien obrać naród amerykański. Jak zauważył Norman Dodd – przesłanie tych książek było takie, że „przyszłość tego kraju należy do kolektywizmu i humanizmu.” . Tak więc włożono wiele wysiłku w napisanie na nowo amerykańskiej historii jak również w zmianę orientacji Ameryki z chrześcijańskiej na świecką, humanistyczną i socjalistyczną.

    Jak głosi raport z przesłuchań dokonanych przez tzw. Komisję Reece’a, poprzez wprowadzenie liberalnej filozofii Johna Dewey’a oraz odpowiednio przygotowanych nauczycieli dokonano „indoktrynacji młodzieży amerykańskiej, wywołując w niej pragnienie zmian kolektywistycznych, świecko-humanistycznych, popieranych przez wyżej wymienione fundacje.” Wykorzystano tutaj ukryte metody infiltracji mające doprowadzić do stopniowej rewolucji w świadomości kolejnych pokoleń. Istotną rolę w tym procederze odegrał także tzw. socjalizm fabianistyczny. Polegał on na ukrytej i stopniowej indoktrynacji zachodnich uniwersytetów i środowisk intelektualnych oraz szerzeniu „nowych” i „postępowych” idei :

    „Socjalizm fabianistyczny narodził się pod koniec XIX wieku, wewnątrz angielskiego nurtu marksistowskiego, w trakcie spotkań pewnych środowisk profesorów uniwersyteckich i intelektualistów. Jego pierwsze oficjalne koło zostało zawiązane 4 stycznia 1884. Znaleźli się w nim m.in.: Sidney i Beatrice Webb (przyszli piewcy ZSRR), Eleanor Marks (jedna z córek Marksa), pisarz George Bernard Shaw (który wyda w 1889 „Fabianistyczne eseje o socjalizmie” – jedno z niewielu źródeł o tym ruchu) i, od 1890, Edward Bernstein, który rozpowszechnił koła fabianistyczne wśród socjaldemokracji niemieckiej. Nazwę tego ruchu przyjęto od imienia wodza rzymskiego F a b i u s a Cunctatora, rzecznika działań powolnych i cierpliwych. Fabianiści postanowili wprowadzić tą taktyką, i „od góry”, socjalizm wszechświatowy. Zaczęto zakładać koła w szkołach i uniwersytetach, aby formować w ten sposób przyszłe kadry polityki, administracji, prasy, nauczania – kadry o określonym, „postępowym” światopoglądzie. Zwrócono się również w stronę ideologizacji środowisk finansowych i przemysłowych. Z ich inspiracji, w latach 1891-1910, zawiązywały się w siedmiu krajach Grupy Okrągłego Stołu (Round Table Groups) lorda Cecila Rhodesa i jego przyjaciół: lorda Rothschilda, Milnera, Balfoura i innych. Z inspiracji fabianistów lub przy całkowitej ich infiltracji powstały: „Liga na rzecz. Demokracji Przemysłowej” (USA), Amerykański Komitet Porozumienia między Wschodem i Zachodem (ACEWA), PUGWASH, Klub Rzymski, CFR, wreszcie sławetna Komisja Trójstronna (Trilateral Commission) Davida Rockefellera, która od 23 lat trzęsie polityką światową.” Tak więc fabianiści zostali wyszkoleni niejako na „agentów intelektualnych zmian”, a ich strategia, udoskonalona przez kolejnych następców nadal szerzy się w amerykańskich szkołach.

    I tak dla przykładu marksistowski świecki humanista Saul Alinsky szkolił nauczycieli, marksistowskich organizatorów i kler jak radykalnie zmienić przyszłość Ameryki. W swych książkach „Pobudka dla radykałów” [Reveille for Radicals] i „Zasady radykałów” [Rules for Radicals] Alinsky podawał takie oto oszukańcze zasady :

    „Prawda jest relatywna i zmienna; wszystko jest relatywne i zmienne. Organizator oddany zmienianiu stylu życia konkretnej społeczności musi najpierw rozniecić w tych ludziach stare urazy; podsycać utajoną wrogość, doprowadzając do otwartego wyrażania jej. Musi wyszukiwać kontrowersje. Każdą zmianę rewolucyjną musi poprzedzać pasywna aprobata, brak wrogości wobec zmian wśród mas. Ludzie muszą poczuć się tak sfrustrowani, pokonani, zagubieni, pozbawieni przyszłości w istniejącym systemie, że będą chcieli pozbyć się przeszłości i dać szansę przyszłości… Rewolucjonista musi agitować, rozwiewać złudzenia i tworzyć poczucie niezadowolenia z obecnych wartości, aby wywołać chęć zmiany”.

    Socjalizm fabiański wszedł do Ameryki już w 1898 r., gdy rektor uniwersytetu Johna Hopkinsa Daniel Coit Gilman, członek tajnego, elitarnego stowarzyszenia masońskiego na uniwersytecie Yale zwanego ‚Zakonem’ (The Order), które jest bardziej znane pod nazwą Skull & Bones , zaprosił państwa Webb, aby wdrożyli kadrę uczelni w metody wpajania socjalizmu w umysły studentów. Gilman był rektorem kalifornijskiego uniwersytetu w latach 1872-75, uniwersytetu Johna Hopkinsa w 1875-1901, dyrektorem Carenegie Institution w Waszyngtonie w 1902-05.

    Prof. Antony Sutton w swej książce pt. „Jak Zakon kontroluje edukację” (How the Order Controls Education) szczegółowo opisuje jak stowarzyszenie Skull & Bones poprzez swoich członków dokonało prawdziwej rewolucji w systemie edukacji w Stanach Zjednoczonych :

    „Trzech członków ‚Zakonu’ opuściło Yale i wspólnie pracując… wywołali rewolucję, która zmieniła oblicze, kierunek i cel amerykańskiej edukacji. Była to rewolucja cicha i szybka…” . Owi trzej członkowie Skull & Bones to: Timothy Dwigth – 12 rektor Uniwersytetu Yale, Andrew Dickson White – pierwszy rektor Uniwersytetu Cornella i pierwszy prezes Amerykańskiego Towarzystwa Historycznego [American Historical Association] oraz wspomniany już wcześniej Daniel Coit Gilman.

    Według Suttona ci dobrze ustawieni rewolucjoniści przesiąkli „teorią Hegla… według której państwo stoi wyżej od pojedynczej osoby”. Warto wspomnieć, że ‚Zakon’ poprzez swoich członków, bądź osoby przez nich zwerbowane, miał również duży wpływ na działalność takich instytucji jak: American Economic Association, American Historical Association, American Medical Association czy Union Theological Seminary. Również konstytucja UNESCO została w dużym stopniu napisana po kontrolą ‚Zakonu’, za pośrednictwem jego członka – Archibalda MacLeisha .

    Wspomniany Daniel Coit Gilman zaimportował metody psychologii eksperymentalnej fizjologa i filozofa Wilhelma Wundta do amerykańskiego systemu edukacji, tworząc na wielu uniwersytetach specjalne „laboratoria edukacyjne” , dzięki którym wyszkolono setki doktorantów mających uczyć kolejne pokolenia Amerykanów w oparciu o te rewolucyjne metody.

    Jednym z pierwszych był John Dewey , znany już wcześniej z przytaczanego „I Manifestu Humanistycznego”. Tenże Dewey pracował nad swoim doktoratem w latach 1882-86 na uniwersytecie Johna Hopkinsa pod kierunkiem innego hegeliańskiego filozofa Johna Morrisa. Wprawdzie ani Morris ani Dewey nie należeli formalnie do ‚Zakonu’ to jednak ich związki z tym tajnym stowarzyszeniem dają się zauważyć. Po pierwsze w tym czasie rektorem owego uniwersytetu był właśnie Gilman, a po drugie , jak się dalej okaże, propagowany przez obu ideologia zgadzała się całkowicie z celami tego tajnego stowarzyszenia.

    Wkrótce Dewey zostaje profesorem filozofii na uniwersytecie w Michigan (University of Michigan). W 1894 przechodzi do uniwersytetu w Chicago (University of Chicago) i tam zostaje zostaje mu zaofiarowane stanowisko dyrektora School of Education. Warto dodać, że obie te instytucje zostały założone z funduszy Rockefellera, stanowiąc główne ośrodki nowego systemu edukacji. Zdaniem Suttona patrząc z perspektywy ostatnich kilkudziesięciu lat, można stwierdzić, iż filozofia Johna Dewey’a odegrała ogromną rolę w „kolektywizacji” i „hegelianizacji” amerykańskiego szkolnictwa.

    Jak pisze M.Dybowski : „Dewey tworząc swoją pedagogiczną ideologię, bo mamy tu do czynienia z ideologią, szedł w kierunku skrajnie materialistycznym. Jego stanowisko ontologiczne najbliższe było behawiorystom, którzy traktują człowieka bardzo przedmiotowo, analizując jego zachowania od strony czysto biologicznej: bodziec – reakcja. Takie podejście sprzyja myśleniu o społeczeństwach jak o zwierzęcej masie, którą można w dowolny sposób manipulować poprzez odpowiednią stymulację fizycznymi bodźcami.” Jest to więc zbieżne z jednym z głównych celów ‚Zakonu’, którym było przejęcie całkowitej kontroli nad społeczeństwem. Należy podkreślić, iż ‚Zakon’, będący w pewnym stopniu spadkobiercą idei i celów Iluminatów, nie stanowi sam w sobie jakiegoś źródła władzy i nie działa jedynie na swój własny rachunek. Podobnie jak inne, pokrewne mu tajne stowarzyszenia, stanowi tylko jeden z przekaźników manipulowanych przez oligarchie finansowe. Tak więc jego cele pokrywają się z dążeniami tych oligarchii.

    Ten w zakresie edukacji w uproszczeniu sprowadza się do wychowania mało myślących ale za to posłusznych obywateli przyszłego globalnego superpaństwa. Podczas gdy klasyczny system edukacji koncentrował się na osobie dziecka i na poszerzaniu jego wiedzy czy też rozwijaniu umiejętności, to nowy system jest nastawiony głównie na jego indoktrynację. Opiera on na dwóch głównych hasłach: „wielowymiarowości” i „wielokulturowości” w nauczaniu. Wedle globalistów :

    ,, Nauczanie wielowymiarowe zawiera w sobie dwa główne elementy: nauczanie etyczne, ukierunkowane na zmianę wartości, postaw i zachowań, i nauczanie wielokulturowe, z czasem międzykulturowe, które zrewolucjonizowaniem kultury ma poprzedzić rewolucję społeczna.”

    W praktyce owo „nauczanie wielokulturowe” ma niewiele wspólnego z powszechnie rozumianym pojęciem kultury, a powyższe postulaty sprowadzają się do dwóch głównych celów:

    1. zmiana wartości, postaw i zachowań u ludzi,

    2. przygotowanie rewolucji społecznej poprzez zrewolucjonizowanie kultury.

    Innymi słowy dąży się do stworzenia nowego społeczeństwa, z nową etyką dostosowaną do wymogów oligarchów i ich Nowego Światowego Ładu. Dzięki temu uzyskają oni mało myślących, lecz za to „politycznie poprawnych” i „otwartych” obywateli. Z reguły krytyka obecnego systemu edukacji pomija zupełnie powyższy aspekt, a koncentruje się wyłącznie na zewnętrznych spostrzeżeniach, takich jak np. to, iż coraz więcej dzieci nie umie czytać, pisać, czy też wykonywać podstawowych obliczeń matematycznych.

    Jakoś dziwnie nie zauważa się tego, iż główną przyczyną obecnego kryzysu w oświacie jest zainicjowana przez tajne towarzystwa rewolucja psychopedagogiczna. Oczywiście problemy te nie dotyczą tylko i wyłącznie Ameryki Północnej, ale także wielu innych krajów Europy i świata ( w tym niestety także i Polski). Jednakże szkolnictwo Stanów Zjednoczonych stało się niejako prekursorem owych niszczycielskich zmian w systemie edukacyjnym i wedle normalnych kryteriów można stwierdzić że znajduje się ono w stanie głębokiego upadku.

    Oto co na ten temat pisze Pascal Bernardin:

    Najpierw powinniśmy przedstawić sytuację amerykańskiego systemu edukacyjnego, który, jeśli idzie o te reformy, wyprzedził nas o kilka lat. Chodzi nam, trzeba to podkreślić, o fakty — pewne, dobrze sprawdzone, nie zaś o projekty:

    — Wciąż wzrastająca a już znaczna liczba uczniów szkół podstawowych poddawana jest testom psychologicznym, których celem jest określenie ich profilu psychologicznego oraz samej ich psychiki.

    — Owe testy pozwalają również poznać postawy rodziców, odzwierciedlone w poglądach ich dzieci, jak również — przez porównanie między początkiem a zakończeniem roku — ułatwiają ocenę wpływu nauczycieli.

    — Na podstawie wyników testowania urządza się następnie dla uczniów „kursy specjalne”, oparte na książkach i filmach dobranych przez psychologów celem spowodowania zmiany w ich zachowaniu zgodnie z założeniami i metodami behawiorystów. Behawioryzm jest pewną szkołą (kierunkiem) psychologii, która pojmuje człowieka jako maszynę: wystarczy zdobyć „dobre wejścia” do niej — głównie przez wychowanie — by mieć „dobre wyjścia”: odpowiednie zachowanie. Te „kursy specjalne” nie są niczym innym, jak manipulacją psychologiczną o szkodliwych „pozostałościach”, obliczone na „wywołanie niechęci do pewnych postaw przekazywanych przez rodziców” Idzie tu więc o to, by wykorzystać „edukację jako siłę do sterowania wolą narodu”

    — Wspomnijmy mimochodem, że wedle teorii behawiorystycznych poziom szkoły jest wtedy najwłaściwszy, gdy daje „wykształcenie minimalne”. To się przekłada na fakty, mianowicie na katastrofalne obniżenie się poziomu szkolnictwa: w następstwie tych reform liczba analfabetów w Ameryce w ciągu kilku lat wzrosła z 18 do 25 milionów. Od tego czasu rząd nie ogłasza już danych statystycznych.

    — Wyniki testów psychologicznych są gromadzone w jedynym informatycznym banku danych, skupiającym wszystkie informacje z terenu Stanów Zjednoczonych.

    — Czynniki amerykańskie projektują powiązanie tego banku danych z innymi podobnymi bankami istniejącymi w świecie. Międzynarodowe organizacje nie widzą w tej kwestii żadnych przeszkód.

    — O tych faktach nie informowano narodu amerykańskiego, a zostały one ujawnione tylko dzięki przypadkowi.

    Zdaniem wspomnianego autora poziom szkół będzie się dalej obniżał, gdyż głównym zadaniem „nowej szkoły” nie jest już formacja umysłowa ucznia, lecz społeczna. Nie zamierza się dostarczać im narzędzi do rozwoju umysłowego, pragnie się natomiast podstępnie narzucać im z góry ustalone wartości, postawy i zachowania, posługując się technikami manipulacji psychopedagogicznej .

    Warto odkreślić choć głównym nośnikiem rewolucji psychopedagogicznej jest system edukacji, to do tego procesu zostało wprzęgniętych także wiele innych dziedzin życia takich choćby jak: środki masowego przekazu, menadżerstwo, polityka kadrowa, ruchy społeczne, a nawet instytucje religijne. Zresztą przewrót z systemie wychowawczym nie dotyczy wyłącznie dzieci, ale i ludzi dorosłych, gdyż „ogólnoświatowe pranie mózgów nie pominie nikogo.” .

    Konkludując Pascal Bernardin stwierdza, iż omawiana rewolucja psychopedagogiczna ma charakter totalitarny :

    Rewolucja psychopedagogiczna jest z samej swej istoty totalitarna. Wyrosła ze środowisk rewolucyjnych, które wraz z pierestrojką i reformą strukturalną zmieniły nie cel, lecz tylko strategię, zamierza ona doprowadzić do końca rewolucję psychologiczną, po której nieuchronnie nastąpi rewolucja społeczna. Mundialistyczna i kryptokomunistyczna, hegeliańska, chce ona człowieka podporządkować Państwu, zarówno jego zachowania, jak też duchowość i samą jego najgłębszą istotę.

  9. Tomek

    9 lipca 2018 at 20:59

    Jaskrawym przypadkiem upadku polskiego systemu szkolnictwa są choćby autorzy artykułów nie potrafiący poprawnie używać polskiego języka, tylko wymyślający nieistniejące w polskim języku słowa, pojawiające się najwyżej w jakichś wpisach internetowych produkowanych na portalach dla idiotów.

    „Debilizacja”…. Konia z rzędem temu, co kto mi wskaże, gdzie w słowniku języka polskiego znajduje się takie słowo. I autor chce kogoś pouczać, jak ma wyglądać edukacja…

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra