Polskość

Roman Dmowski, człowiek, Polak, syn Wincentego

Tytuł tego artykułu zaczerpnąłem częściowo z tytułu wspomnieniowej książki Izabeli z Lutosławskich Wolikowskiej, wydanej w 1961 roku nakładem Komitetu Wydawniczego w Chicago, USA.Z tej bogactwa tej wartej przypomnienia książnicy zacytujemy jaki był stosunek Romana Dmowskiego do swego Ojca.

Mało podnoszonym wątkiem jest szlacheckie pochodzenie rodziców Pana Romana: Ojca ze szlachty podlaskiej, Mamy – z mazowieckiej. Nie pochodzili z chłopstwa pańszczyźnianego z Kongresówki, które stawało się Polakami na przełomie XIX/XX ale z zubożałej – jednak szlachty. Mieli pełną świadomość, że są Polakami.

Bycie szlachcicem znaczyło „mieć obowiązki” nawet jak samemu uprawiało się rolę, zarabiało się na życie w manufakturze lub warsztacie. Obowiązki wobec Kościoła, Ojczyzny i Wspólnoty.

Nie napisałby Roman Dmowski słynnej frazy „mam obowiązki polskie”, gdyby nie rodzinny dom. W roku 1864 r. kiedy Pan Wincenty miał składać podpis po aktem urodzenia syna Romana, nie podpisał się po rosyjsku, a carski urzędnik wpisał złośliwie „niepiśmienny”, co było w tamtejszych realiach klasowych było wyjątkowo upokarzające (w roku 1862 r. bracia Romana, Julian i Wacław, nabyli urzędowego potwierdzenia szlachectwa). Mały akt narodowego oporu, ale dla rodzinnego wychowania wielki.

Dziś wiemy jak ważne jest wychowanie, albo anty-wychowanie w dzieciństwie. Śmiem twierdzić, że nierozpoznanymi Rodzicami Niepodległości są właśnie rodzice Romana Dmowskiego i szkoła życia jakie od nich otrzymał.

Osierocony w młodości (13 lat) przez swego ojca Wincenty Dmowski podjął pracę jako robotnik brukarski na Pradze, następnie otworzył własną firmę brukarską oraz stał się dzierżawcą jeziora Skaryszewskiego i Gocławskiego (zajmował się rybołówstwem).

Nawet po swej śmierci był błogosławieństwem dla żony i dzieci, gdyż za zaoszczędzone pieniądze kupił spory kawałek ziemi na Pradze, które po wzroście cen nieruchomości, dawały duży zastrzyk pieniędzy, po ich sukcesywnym sprzedaży. Patrząc dziś na fabrykę Wedla wiedzmy, że stoi na kawałku ziemi Wincentego Dmowskiego.

W roku 1854 zaślubia, podobną sobie społecznie i życiowo Józefę z Lenarskich. Też pół-sierota, od 11 roku życia utrzymująca szyciem schorowaną matkę. Józefa ma lat 21 lat, mąż 40, czyli różnica wieku 19. Po zamążpójściu rodzi im się 7 dzieci (czworo chłopców, trzy dziewczynki) z tego – 2 pochowane w dzieciństwie. Musiało być to małżeństwo udane, właśnie przez wspólne doświadczenie i poglądy.

Dzieci chowali po katolicku, surowo, ale miłością, poszcząc razem w dni nakazane. „Utworzyli rodzinę, o atmosferze przedziwnej. Dominującą nutę było surowe poczucie obowiązku. Dla państwa Dmowskich, to nie było ważne, jaką ma się pozycję społeczną, jakie ma się dochody, nawet jakie się ma wykształcenie. Ważne było tylko by żyć życiem uczciwym, by wierzyć w Boga i wykonywać Jego wolę, bu kochać ojczyznę i by sumiennie spełniać te obowiązku, jakie na nam w życiu przypadły”.

Stawiam tezę, że krytyka inteligencji i jej miękkości oraz rozchwiania ideowego, która periodycznie pojawia się w publicystyce Dmowskiego i jego wiary w witalność ludu polskiego jest pokłosiem surowej młodości.

Pan Roman wspominał swego ojca jako osobę interesującą się polityką i lubiącą czytać. Prawdziwe szlachecko-obywatelskie zainteresowanie sprawami publicznymi. Mając 6 lat, w roku 1870 mały Romek słyszy od ojca „Biedna Francja”. Zdanie to musiało zrobić na małym chłopcu wielkie wrażenie, skoro je zapamiętał na zawsze. Może wtedy nie wiedział co chodzi, ale zasiane ziarno polityki rozwinęło się później.

Stosunek do rodziców musiał cechować głęboki szacunek. Opatrzność dała wielką łaskę, że ojciec i syn mogli pracować razem. A robili to co czwartek, na dzierżawionych stawach ciągnąc niewód, na piątek dla katolików, i sobotę dla żydów. Ryby łowi się cierpliwie, ale konsekwentnie, znajdując czas na rozmowę ojciec-syn.

Czyż nie odkrywamy tego rysu w fundamentalnej książce Dmowskiego „Polityka polska i odbudowanie państwa”? Przy różnicy wieku 50 była to jak rozmowa z ojcem-patriarchą. Wincenty musiał być wnikliwym obserwatorem swego syna skoro przepowiedział mu przyszłość.

W gimnazjum Roman przeżywa młodzieńczy kryzys, nie uczy się, buntuje przeciw nauczycielom-rysyfikatorom. Repetuje klasę gimnazjum. Na docinki rodzeństwa Wincenty Dmowski powie profetyczne: „Ty się z niego nie śmiej. Zobaczysz, jeszcze Polska będzie miała z niego pożytek”. Słowa te głęboko wryły się w serce Romana. Nie mógł zawieść ojca.

Roman traci ojca mając 20 lat, kiedy  ów – skaleczony w nogę dostaje gangreny. Walenty Dmowski sprzeciwia się amputacji wypowiadając słynne zdanie:  „Życie przeżyłem uczciwie, śmierci się nie boję, a przed Panem Bogiem stanąć na jednej nodze nie chcę”.

Teraz rozumiemy dlaczego Dmowski nigdy nad sobą się nie użalał. Wszystko była dla niego obowiązkiem. To, co mógł dać ojcu po jego śmierci, to konsekwentna nauka i jasny cel w życiu. Zawsze o rodzicach mówił z miłością i czcią.

Pewnego razu będąc posłem do rosyjskiej Dumy, będącej na szczycie powodzenia, na przyjęciu u ordynata Adama Krasińskiego, wszedł Pan Roman na taras i długo patrzył na obszerne pałacowe podwórze gmachu Krakowskie Przedmieście 5. Na pytanie na co patrzy odpowiedział, że na podwórze, które brukował jego ojciec. Kiedy nadszedł ordynat dodał: ” – Proszę zobaczyć jaka porządna robota. Dmowscy solidnie wywiązują się ze swoich obowiązków”.  Jak powiedział tak później zrobił.

W 1919 r. składa własną herbową pieczęć szlachecką – „Pobóg” – pod Traktatem Wersalskim, zamykając pewną epokę historyczną swego narodu, a tym samym oddając cześć swoim przodkom.

Nowy kościół na Kamionku postawiono na dawnym cmentarzu, gdzie spoczywały prochy rodziców Pana Romana. Bywało, że przychodził do kościoła i klękał na posadce – w miejscu, gdzie hipotetycznie był grób rodziców.

W okresie mieszkania u państwa Niklewiczów w majątku w Drozdowie w pokoju pana Romana były drogie jego sercu pamiątki po rodzicach i dziadkach.
Jaki Ojciec, taki Syn.

Wieczne odpocznienie racz Mu dać Panie…

 

 

For. 1 – jedyne nagranie Romana Dmowskiego  ( ze zbiorów Autora)

Fot. 2 – Delegacje narodowe przyjeżdżają na podpisanie Traktatu

Fot. 3 – herb Pobóg

Fot.  4 ( w tekście)  – Grób rodzinny Romana Dmowskiego – fot. Marta Cywińska

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

4 komentarze

4 Komentarzy

  1. wolna-polska.pl

    8 lipca 2018 at 12:55

    Żydzi za tą apostazją: Polski kardynał proponowany do świętości oskarżany o antysemityzm.

  2. Marian

    8 lipca 2018 at 15:04

    Czekamy na porządny film o Romanie Dmowskim. Ale musieli by go zrobić Poznaniacy. 😉

  3. klioes vel pislamista

    8 lipca 2018 at 15:08

    Państwo prawa Macarosława
    czyli
    Ideał wolności, równości i braterstwa
    dedykuję Suwerenowi z ndie.pl

    Dzikie obozowiska – ideałowi bliska
    Wolności jest już Francja! Przybyszów elegancja
    To ideał równości. A pożary przez „gości”
    Wzniecone, doktrynerstwo niech uzna za braterstwo!

    • klioes vel pislamista

      8 lipca 2018 at 21:30

      Zielone ludziki
      czyli
      Wojna hybrydowa
      dedykuję kici kici z ndie.pl

      Zagraża nam wojna, wojna hybrydowa!
      U granic zielone ludziki już są!
      Nie spadły z kosmosu. (Choć on ponoć chowa
      Ich sporo.) Nie w foto-syntezie jest zło.

      Bardziej niebezpieczne zielone ludziki
      Są, co „spadły znikąd” i zajęły Krym.
      Nie o nie tu chodzi. (One wspomóc szyki
      Mogłyby! Lecz ufać bardzo trudno im.)

      Ludziki zielone wojnę hybrydową
      Prowadzą bez broni; bezbronność to broń!
      Proroka zielony sztandar oraz słowo,
      Że pójdą do nieba, namaszcza ich skroń.

      Tej wojny bez zdrajców nie mogą prowadzić.
      To inni zieloni wydają nasz ląd.
      Kto zielono w głowie ma, ten chce nas zdradzić.
      Weźmy – niedojrzałych czerwonych – pod sąd!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra