Z kraju

Kilka refleksji wakacyjnych o Mszy świętej

Od 1 lipca 2018 r. jesteśmy już w Nałęczowie.

 

 

 

 

 

 

Zaczynamy nasz wakacyjny pobyt w tym uzdrowisku. Do kościoła parafialnego docieramy na Mszę Św. o 17,00. Odprawia jeden z wikarych. To Mistrz dykcji. Mówi i czyta z prędkością sprawozdawcy sportowego relacjonującego mecz piłki nożnej, w którym sytuacje podbramkowe są co chwila.

A jednak wszystko rozumiemy. Niedzielna Msza św. trwa z tego powodu 31 minut wraz z kazaniem. Mistrz? Nie. W porównaniu z proboszczem jest jak żółw. Proboszcz potrafi odprawić Mszę św. W 19 (słownie: dziewiętnaście) minut. Na prawdę. Sam bym nie uwierzył, gdym nie był tego świadkiem. O tym jednak za chwilę.

W piątek, 6 lipca (pierwszy piątek miesiąca) udajemy się do kościoła parafialnego sugerując się informacją zamieszczoną na stronie internetowej parafii i na tablicy przed kościołem, pod hasłem „Msze Święte i nabożeństwa w Kościele Parafialnym”: „Pierwsze czwartki i piątki miesiąca; 17.30”.

Przybywamy do kościoła o 17.15. Do dwóch konfesjonałów przy wejściu stoi kilkudziesięcioosobowa kolejka wiernych. O godzinie 17.30 nikt się nie pojawia. Dopiero o godz. 17.44 w konfesjonałach tych zasiadają wikary i proboszcz. Organisty nie ma. Cisza w kościele jak makiem zasiał. Sytuacja bardzo niekomfortowa. Wierni napierają na konfesjonały. Słychać wiele z tego co mówią spowiadający się i co mówi kapłan. Spowiedź chłopca (10-12 lat) słychać nawet pod ołtarzem.

Kiedyś byłem na Mszy św. niedzielnej w małej parafii pod Grodziskiem Mazowieckim. W parafii był tylko jeden kapłan: proboszcz. Usiadł w konfesjonale na kilkanaście minut przed Mszą Św.. W kościele było już sporo ludzi. Organisty nie było. Proboszcz z konfesjonału inicjował pieśni. Ludzie śpiewali. Sytuacja dla spowiadających się była komfortowa.

W tej ciszy nałęczowskiego kościoła słychać też było pukanie oznaczające, że jeden z wiernych zakończył spowiedź. Słychać je było tak często, że zacząłem mierzyć czas od jednego pukania do drugiego biorąc oczywiście pod uwagę, że są dwa konfesjonały. Jedna spowiedź trwała z reguły 40-50 sekund. Były i dłuższe nawet do 90 sekund.

Organista zaczął grać o godz. 17.59. W tym momencie proboszcz opuścił swój konfesjonał. Już o 18.00 był w szatach liturgicznych przy ołtarzu.

W Wydawnictwie Instytutu Teologicznego Księży Misjonarzy można nabyć karton zalaminowany w folię o wymiarach 30×42 cm przeznaczony do powieszenia w zakrystii, na którym są trzy modlitwy, które kapłan powinien odmówić przed Mszą Św.: „Modlitwa św. Tomasza z Akwinu”, „Wzbudzenie intencji”, „Modlitwa do Maryi”.

Ich pobożne odmówienie musi zając dobrych kilka minut. W Brewiarzu czytamy jednak (pod „modlitwą św. Tomasza z Akwinu”): „Przygotowanie do Mszy świętej i dziękczynienie po niej nie są obowiązkowe, lecz wynikają z pobożności osobistej”. Znajomy ksiądz bezpośrednio przed odprawieniem Mszy św. odmawia jeszcze cały różaniec.

O godz. 18.01 Proboszcz zaczął odmawiać „Koronkę do Miłosierdzia Bożego”. Wyraźnie się spieszył, ale ludzie odpowiadali wolno i modlitwa trwała 10 minut. O 17.10 rozpoczęła się Msza św., którą Proboszcz odprawiał w koncelebrze z drugim kapłanem. W tym czasie wikary cały czas spowiadał w ekspresowym tempie.

Dlaczego ten drugi wikary nie zasiadł wcześniej (lub nawet o 18,00) w konfesjonale? Bez niego Msza św. i tak byłaby odprawiona. Nic do niej nie wniósł.

Jedna uwaga na marginesie. Jeszcze kilkanaście lat temu polscy kapłani odprawiali Mszę św. codziennie, tak jak to było zawsze w kościele,gdy wielu kapłanów na Zachodzie w tym czasie odprawiało Mszę Św. tylko w niedzielę i święta. Te kilkanaście lat temu Msze św. tak zwane koncelebrowane miały miejsce wyłącznie przy szczególnych, bardzo uroczystych okazjach. Teraz w wielu polskich parafiach, gdzie jest więcej niż jeden kapłan Msze św. koncelebrowane są codziennością.

Przez wiele lat (w latach dziewięćdziesiątych) miałem częsty kontakt z ks. prof. Lucjanem Balterem, wielkim autorytetem w dziedzinie dogmatyki eklezjologii, w tym liturgii. Ks. Balter był bardzo „postępowym” teologiem, ale przy każdej okazji powtarzał, że Mszą Św. jest jedna i obecność i udział drugiego kapłana nie oznacza, że ten kapłan również odprawił Mszę św. Wynikałoby z tego, że wielu polskich kapłanów oszukuje samych siebie przyjmując, że codziennie odprawiają Mszę Św.

I w jakimś sensie oszukując wiernych, od których przyjmują intencje mszalne, a potem te intencję ogłaszane są na Mszy św., która ten kapłan „odprawia”, ale np. „na trzeciego”. Niekiedy słyszy się jednak przed Msza św. , że ks. Tomasz (który „odprawia” Mszę Św. „na drugiego”) będzie modlił się w intencji Kowalskiego, a ks. Andrzej (który odprawia Mszę Św. „na trzeciego”) będzie się modlił za Malinowskiego. Słowa „Msza św. w intencji” już tu zatem nie padają.

Msza Św. niesie za sobą wiele łask dla parafii, kraju, świata. Mszy św. jest coraz mniej na świecie, bo coraz mniej jest kapłanów, a ci którzy jeszcze są odprawiają coraz mniej Mszy św. Mszy św. jest coraz mniej w Polsce, bo coraz więcej polskich kapłanów ich w istocie nie odprawia codziennie.

Powracając do kościoła parafialnego w Nałęczowie. Proboszczowi odprawienie Mszy św. zajęło 19 minut (z jednym czytaniem i bez homilii). Następnie odmówił jeszcze, w błyskawicznym tempie, „Litanię do Serca Jezusowego” z wystawieniem Najświętszego Sakramentu.

Rozmawiałem z miejscowymi obecny mi na tej Mszy św. Mówili, że to nie był ewenement. Takie Msze św. nazywane są w tej parafii, przez wiernych, „galopkami”.

A co z tak ważnym przecież zawsze duszpasterstwem w konfesjonale?

Co z nieuwrażliwianiem sumień w trakcie spowiedzi?

Co z przewodnictwem duchowym?

Te spowiedzi były farsą.

Ta Msza św. była farsą.

Zaniedbanie, lekceważenie sakramentów, Boga i ludzi, zgorszenie.

W ilu polskich parafiach jest to codziennością?

Co się dzieje z polskim Kościołem, z polskimi kapłanami i wiernymi?

Wierni przecież powinni na to zdecydowanie i masowo reagować, rozmawiać z proboszczem, udawać się do biskupa, pisać oficjalne pisma do kurii w tej sprawie.

Obudźmy się nim będzie za późno.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

14 komentarzy

14 Komentarzy

  1. Julia

    12 lipca 2018 at 15:51

    Takich sytuacji ,jakie opisuje Pan dr St.Krajski w naszych kościołach jest
    niestety bardzo dużo.Z jednej strony nie ma się co dziwić.Bezustanna walka z Kościołem Katolickim trwa mimo odzyskania rzekomej wolności.Ale co to za wolność.Dla zdrajców,agentów,katów,geszefciarzy.Większość Polek i Polaków nie widzi żadnych znaczących zmian.PIS mówi ,obiecuje ,a robi całkiem co innego.
    Bardzo dużą winę ponoszą hierarchowie prowadzący Kościół w Polsce.To co wyrabiają Pieronek, Nycz,Ryś,Polak,Gądecki ,czy Markowski zakrawa na zdradę stanu.Jest bardzo mało prawdziwych kapłanów,pasterzy z prawdziwego zdarzenia. Wielu dobrych księży boi się publicznie wypowiadać.Bardzo szkoda.Żyjemy w bardzo trudnych czasach.

  2. Lucjan

    12 lipca 2018 at 16:10

    Pan dr opisuje prawdziwe sytuacje.Niestety coraz mniej jest księży zaangażowanych, aktywnych,chętnych,”prawdziwych „. Księża wywodzą się ze społeczeństwa,które się laicyzuje.Winę za to ponoszą rządzący , którzy promują lewactwo ,jak i przywódcy kościelni.Wybiórcza wmówiła kapłanom,że powinni ograniczyć się do kościoła.Bardzo mało jest wypowiedzi mądrych,zatroskanych, prawdziwych księży.Sytuacja jest coraz gorsza.

  3. Sopica

    12 lipca 2018 at 16:22

    Też byłem świadkiem kiedyś takiej „galopki”. Po słowach o przekazaniu sobie znaku pokoju nagle okazało się iż … zginęła zakonsekrowana hostia! Ksiądz zaglądał pod ołtarz, za mszał, wykonywał nerwowe ruchy i w geście rozpaczy znalazł pod … korporałem! Uśmiech przemknął mu po twarzy i … wtedy się zaczęło bo było opóźnienie!!!
    A wracając do tematu – księża nie wymagają od siebie, biskupi żyją w innym świecie, wiernym to zwisa ( w większości ) i jakoś się kręci …

  4. Tomasz

    12 lipca 2018 at 17:06

    Jedynie porządnie celebrowana jest Forma Nadzwyczajna Rytu Rzymskiego jest chór organista ,W celu skrócenia Formy Zwyczajnej Rytu Rzymskiego wprowadzono Nadzwyczajnych Szafarzy Komunii Św przecież w Polsce nie brakuje Kapłanów jest to zasługa Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego ,

  5. Rybus

    12 lipca 2018 at 17:21

    W Nałęczowie polecam Kościół rektoralny pw. św. Boromeusza na Armatniej Górze,powyżej parku zdrojowego.Tam Mszę św. odprawia wielki patriota, ks.Emil. Jego mądre kazania zawsze wychodzą z nauczania Ewangelii , by potem odnieść przekaz Ewangelii do naszego dziś, pokazując jak się nie pogubić w dzisiejszym świecie,jak walczyć o prawdę i o Polskę. Taki kapłan to skarb.

  6. stan

    12 lipca 2018 at 17:23

    Pan Doktor raczył opisać Msze święte „Zrób to sam”, Adam Słodowy.
    Jesteśmy na równi pochyłej o kierunku ruchu – z górki.
    Tylko Msza święta wg mszału sprzed 1962 r. jest ratunkiem. Niestety ten najwiekszy skarb Kościoła wśród wielu decydentów wywołuje przerażenie i odrazę.

  7. Piotrx

    12 lipca 2018 at 17:43

    Co ciekawe nawet po II SW Mszał zmieniał się bodaj kilkanaście razy

    np. jeszcze niedawno na końcu Mszy św. (nagminnie nazywanej teraz przez wielu Eucharystią) ksiądz wypowiadał słowa „Idźcie ofiara spełniona” a teraz „Idźcie w pokoju Chrystusa” jak widać komuś nadal bardzo przeszkadza słowo „ofiara”.

  8. Piotrx

    12 lipca 2018 at 17:48

    W obronie Mszy Świętej i Tradycji Katolickiej – ks. Dariusz J.Olewiński
    /fragmenty/

    O kierunku celebracji

    Przed niespełna dziewięcioma laty (1987) ukazała się objętościowo niewielka, lecz o doniosłej treści książka niemieckiego liturgisty z Instytutu Liturgicznego w Ratyzbonie, ks. Klausa Gambera, pl. Zum Herrn hin!, co można by przetłumaczyć: Zwróćmy się ku Chrystusowi!. W międzyczasie ukazało się drugie wydanie, a także tłumaczenia na języki francuski i angielski. Obecny Prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Joseph Ratzinger, napisał słowo wstępne do wydania francuskiego tej książki, w którym mówi: „Argumenty historyczne, przytaczane przez autora opierają się na głębokich studiach źródłowych, których on sam dokonał. Zgadzają się one jednak z wynikami tak wielkich uczonych jak F.J. Dolger, J. Braun, J. A. Jungmann, E. Pelerson, C. Vogel i L. Bouyer, by wymienić tylko kilka wybitnych nazwisk”. Bardzo dla nas istotne są również następujące – dość mocne – słowa o zreformowanej liturgii jako „płytkim produkcie chwili”: „Temu fałszerstwu przeciwstawiał się Gamber z przytomnością rzeczywiście widzącego i z nieustraszonością prawego świadka, a za to pouczał nas niezmordowanie o żywotnej pełni prawdziwej liturgii na podstawie swoich niesłychanie bogatej znajomości źródeł. Dla zaznaczenia rangi tej książki trzeba także wspomnieć, że w następnych wydaniach swoje słowa umieściło trzech innych kardynałów, którzy z największym uznaniem wyrażają się o dorobku badań liturgicznych ks. Gambera i ich znaczeniu dla Kościoła. Kard. Silvio Oddi pyta: „Czyż nie nadszedł czas refleksji nad pismami tego wielkiego uczonego i pytania wraz z nim, czy te ostatnie lata, jak się wydaje, nic wprowadziły do modlitwy Kościoła elementów, które nic odpowiadają jej naturze, i które w konsekwencji powinny być zmienione? .”

    (…)
    Prefekt Kongregacji Liturgicznej w piśmie z 3 maja 1986 r. wyjaśnia, że „co do ustawienia celebransa przy ołtarzu, tzn. czy przed ołtarzem czy za ołtarzem, nie ma przepisu, jedno i drugie jest dozwolone i możliwe”. Równocześnie „fakt, że w jednym kościele stoją dwa ołtarze, jeden za drugim, na pewno nie odpowiada duchowi liturgii.” Kongregacja dla Duchowieństwa przypomniała w dokumencie z 11 kwietnia 1971 r. o obowiązku utrzymania kościelnych dziel sztuki: „Stare dzieła sztuki muszą być zawsze i wszędzie chronione.”

    Z dokumentów tych wynika jasno: Gdzie jest ołtarz główny, lam powinien pozostać używany, i nic należy dostawiać dodatkowego „ołtarza ludowego”. Sporządzanie takiego mebla jest prawnie dopuszczalne (aczkolwiek teologicznie i liturgicznie fałszywe) tylko w przypadku budowania nowego kościoła, a także wtedy nie jest – ściśle biorąc – prawnie nakazane.

    Wobec takiego stanu rzeczy narzuca się w ogóle pytanie: skoro celebracja przodem do ludzi nie ma ani słusznych podstaw teologicznych, ani zobowiązujących prawnych, to jak mogło dojść do wydarzeń ostatnich dziesięcioleci w dziedzinie budownictwa kościołów i urządzenia ołtarzy?

    Najogólniej można odpowiedzieć, że powodem tego jest przebicie się innej niż tradycyjna koncepcji Mszy, mianowicie już nie Mszy św. jako aktu adoracji, oddawania czci i wielbienia Boga, lecz jako spotkania wspólnoty pod przewodnictwem księdza. Spotkanie to ma głównie charakter pouczenia, szczególnie dzięki rozbudowanej tzw. liturgii słowa oraz różnym komentarzom i wyjaśnieniom. Do tego dochodzi jeszcze element konsumpcyjny, kiedy to z reguły wszyscy obecni podchodzą, żeby, jak to sami najczęściej ujmują, otrzymać (ostatnio najczęściej do ręki) po kawałku opłatka. W ten sposób Msza św. stała się imprezą slowno-przekąskową.

    Różnorodne są czynniki, które umożliwiły i sprzyjały temu nieszczęsnemu „tryumfowi”. Nie sposób w tym miejscu zająć się ich szczegółową analizą. Na pewno trzeba jednak uznać długoletnie pilne wysiłki modernistycznych teologów, kształtujące umysły przyszłych księży i inteligencji kościelnej. Oddziaływały one nie tylko drogą studiów (pseudo-) teologii. Zresztą solidne studia teologiczne, oparte na poznawaniu wielkich klasyków, byłyby najlepszą odtrutką na rozpowszechniane herezje i niedorzeczności. Moderniści tylko pozują na naukowość, w rzeczywistości jednak ich ideologie są płytkie i niespójne. Także różnego rodzaju tzw. ruchy młodzieżowe były i są ulubionym kanałem przekazu fałszywych ideologii oraz kształtowania świadomości wiernych, począwszy od młodego pokolenia. W końcu sprzymierzeńcem tej kampanii antymszalnej okazała się także zwykła słabość ludzka. Jest przecież zrazu łatwiej i przyjemniej posłuchać pana opowiadającego od stolika jakieś mądrości czy nawet dowcipy (owszem zdarza się, nawet nie tak rzadko), niż uczestniczyć w Ofierze Chrystusa, która wymaga przecież choć odrobinę wiary i wysiłku duchowego w modlitwie. Również niekiedy księża lepiej się czują w roli, która ich samych stawia w centrum uwagi, niż wtedy, gdy swoją postawą powinni całą uwagę wiernych skierować ku Chrystusowi. W tym wszystkim u większości zarówno duchownych jak też świeckich zawiniła bardzo niewiedza odnośnie zarówno racji teologicznych i historycznych tradycyjnej liturgii, jak też co do faktycznych postanowień ostatniego soboru i aktualnej sytuacji prawnej. Tylko świadomych szerzycieli tych przewrotnych pomysłów liturgicznych nie można usprawiedliwić, gdyż dla przeforsowania swoich ideologii nie wahali się posługiwać nawet kłamstwem, podstępami i naciskami.

    (…)

    O szafarstwie i przyjmowaniu Komunii Świętej.

    Sam Sobór nic mówi nic o zmianach w sposobie przyjmowania Komunii św. Jednak równocześnie z reformą liturgii zaczęto praktykować, wbrew wyraźnym zakazom, przyjmowanie Komunii św. na rękę. Taka praktyka została rozpoczęta w Holandii, a odnotowano ją tam w 1967r. Nic jest to przypadek, gdyż właśnie teologowie holenderscy wyprzedzili innych w „nowych” koncepcjach odrzucających katolickie rozumienie Eucharystii, zawartych chociażby w tzw. Katechizmie holenderskim. Stamtąd rozprzestrzeniła się ta praktyka na Niemcy, Belgię i Francję, w dużej mierze dzięki pilnemu poparciu prasy i telewizji, które przedstawiały ją jako nowoczesną i chlubną. Mimo kłamliwego propagowania i systematycznego rozpowszechniania, nie udawało się do niej przekonać większości wiernych, lecz pozostawała ona tylko sekciarskim wybrykiem kręgów skrajnie modernistycznych. Jest bezsprzecznym faktem, że ta nowa forma nie pochodziła z życzenia rzesz wiernych, lecz że forsowana była przez pewne grupy nacisku, posługujące się wyrafinowaną propagandą. Dochodziło nawet do ekscesów w czasie samej Mszy św.. gdy niektórzy „wierni” stojąc przy balaskach wobec odmowy ze strony kapłana wręcz głośno żądali położenia im Komunii św. do ręki. co niekiedy kończyło się tym. że byli usuwani ze świątyni przez normalnych wiernych. Owszem nie wszyscy zwolennicy nowej formy negowali rzeczywistość obecności Chrystusa w Eucharystii, lecz ulegali po prostu najczęściej powtarzanemu argumentowi, że chodzi o powrót do praktyki Kościoła pierwotnego. Jest to jednak bardzo podstępne uzasadnienie. Przytacza się bowiem fragment z katechez sakramentalnych św. Cyryla Jerozolimskiego , który mówi o faktycznej ówczesnej praktyce przyjmowania Komunii św. do rąk. Słowa jego wzywają jednak do jak największej czci wobec Ciała Chrystusowego i do jak największej troski, by nic dopuścić do zbezczeszczenia nawet okruchów świętej postaci: „Zbliżając się zaś nie podchodź z wyciągniętymi dłońmi ani ze sterczącymi palcami, lecz uczyniwszy z lewej ręki tron dla prawej, jako że ma ona przyjąć Króla, i otworzywszy dłoń przyjmij Ciało Chrystusa, mówiąc Amen… Przyjmij, uważając pilnie, byś nic z Niego nie utracił; gdybyś jednak utracił, to tak jakbyś odniósł szkodę na swoich własnych członkach. Powiedz mi zaś: gdyby ci ktoś dal pył złota, czyż nie trzymałbyś go z całą pilnością i nic uważałbyś, byś nic z tego nic utracił i nie doznał szkody? Czy więc nie będziesz jeszcze troskliwiej pilnował tego, co jest droższe nad złoto i drogie kamienic, aby ani okruszynka nie upadła?” Jest więc w tych słowach oczywiste, że św. Cyryl, odnosząc się do istniejącej praktyki, nawołuje i napomina do jak największego szacunku i staranności w obchodzeniu się z cząsteczkami Hostii, gdyż wymaga tego wiara w realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Praktycznie wyglądało to tak, że na podniesionych rękach wiernego przyjmującego Komunię rozpostarta była specjalna chusta (dominicale), na którą kapłan kładł Hostię- a wiemy przyjmował ją z chusty do ust. Wierni nie dotykali więc Hostii samą ręką. Także już wcześniej Orygenes przypominał: „Wy, którzy zwykliście brać udział w Bożych tajemnicach, wiecie, jak przyjmując Ciało Pańskie z całą starannością i czcią zważacie, żeby wam nawet najmniejsza cząstka nic upadla na ziemię, by nic z konsekrowanych darów nic zostało utracone. Uważacie to za grzech, gdy z niedbałości coś upadnie na ziemię. Ta wasza wiara jest słuszna.” Domyślać się można, że już wtedy istniały pod tym względem zaniedbania, a może nawet nadużycia, przeciwko którym zwracają się te napomnienia. Tak więc powyższe cytaty świadczą nawet przeciwko powrotowi do tamtej praktyki. Jakiż bowiem miałby być sens takiego powrotu? Na pewno nic wymaga tego głębsze zrozumienie tajemnicy Eucharystii. Skąd się wzięło u „postępowców” pragnienie powrotu do czegoś wstecznego? Kościół mianowicie z czasem doszedł do wniosku, że najlepszym zabezpieczeniem wiary w obecność Chrystusa pod cząsteczkami postaci eucharystycznych jest forma przyjmowania Komunii św. z ręki kapłana prosto do ust. Już od początku forma ta była powszechnie stosowana w Komunii św. dla chorych i dzieci. Wkrótce stalą się ona jedynie obowiązującą normą, gdy już od V-VI w. wydawano zakaz udzielania Komunii św. do ręki. Jedynie na niektórych terenach u trzymał się co najwyżej do IX w. zwyczaj kładzenia Komunii św. na rękę przykrytą specjalną chustą. Tak Synod w Kordobie (z r. 839) odrzucił jednoznacznie udzielanie osobom świeckim Komunii na rękę, uzasadniając to niebezpieczeństwem zbezczeszczenia Ciała Pańskiego przez żydów i heretyków. Ostatecznie w roku 878 sobór w Rouen w kanonie 2 wyraźnie zabronił udzielania Komunii św. na rękę. uważając te formę za ubliżającą Bogu i obraźliwą, i zarządzając za to karę odsunięcia od służby ołtarza. W końcu praktyka Komunii św. do rąk całkowicie zanikła w całym Kościele, we wszystkich jego obrządkach oraz we wszystkich obrządkach wschodnich także poza Kościołem katolickim. Przyczyna tego jest oczywista: „Właściwego powodu należy doszukiwać się w tym, że były niedobre doświadczenia z Komunią do rąk… Byłyby to te same doświadczenia, które znowu dzisiaj mamy i które będziemy mieli w jeszcze większym stopniu: od braku czci przy przyjmowaniu Komunii aż do bezpośredniego bezczeszczenia święte) Eucharystii do celów zabobonnych i satanistycznych (tzw. msze satanistyczne!).” Kościelny zakaz udzielania i przyjmowania Komunii św. do ręki trwa do dziś. Natomiast zaniechanie dzisiaj sprawdzonej przez wieki praktyki Komunii św. do ust i powracanie do formy już dawno z ważnych powodów przez Kościół odrzuconej jest równoznaczne z atakiem na katolickie rozumienie Eucharystii. Przypuszczalnie u źródeł tych dążeń leży sprzeczne z nauką Kościoła subiektywistyczne mniemanie K. Rahnera. jakoby w odłączonych od Hostii cząsteczkach, upadających na ziemię i deptanych, nie był obecny Chrystus.

    ….

    Najczęstszym kanałem wprowadzania wynaturzeń są również i w tym wypadku pewne grupy i ruchy sekciarskie, szczególnie neokatechumenat. Czyż nic dość jest przykładów profanacji Ciała Chrystusowego? Czyż nie wzruszają pasterzy takie fakty, jak sprzedawanie przyjętych w Komunii do ręki Hostii satanistom, którzy używają ich do swych świętokradczych celów? Czyż nic obchodzi nikogo wynikający z tej praktyki zanik szacunku i wiary w Chrystusa obecnego w Eucharystii? Fakty mówią same za siebie, sprawa jest oczywista, a jednak odbywa się wszędzie, na całym świecie, stopniowo i konsekwentnie ten sam proces, jakby według tego samego planu. Francuskie czasopismo Vers demain opublikowało w r. 1970 następującą wiadomość:

    Są trzy fazy masońsko-diabelskiego planu:

    l. Wszystkimi środkami należy osiągnąć- żeby w rzymskokatolickich kościołach przyjmowano Komunię stojąco.

    2. Należy osiągnąć, by „chleb” był kładziony komunikującym do ręki, żeby powoli zanikała wiara i pobożność, i tak dążyć do trzeciego etapu.

    3. Tak przygotował wierni zostaną doprowadzeni do wiary, że Eucharystia jest tylko symbolem posiłku i w końcu symbolem powszechnego braterstwa.

    Skąd taka zbieżność z faktami? Czyżby to była tylko fantazja dziennikarska?

  9. Piotrx

    12 lipca 2018 at 17:55

    „Uniżenie przed Bogiem centralną kwestią kultury.
    Przemilczany aspekt pontyfikatu Benedykta XVI” -ks. Jacek Bałemba

    /fragmenty/

    Kardynał Ratzinger, podsumowując swoją refleksję na temat postawy klęczącej i prostracji w kontekście wiary i kultury, pisze:

    „Można by tu jeszcze przywołać wiele innych tekstów, na przykład poruszającą opowieść, którą – jako tradycję sięgającą Hegezypa (II w.) – przytacza w swojej Historii Kościelnej Euzebiusz z Cezarei. Otóż czytamy tam, że św. Jakub, «brat Pański», pierwszy biskup Jerozolimy i przywódca Kościoła judeochrześcijańskiego miał kolana zgrubiałe jak wielbłąd, gdyż stale klęcząc, uwielbiał Boga i błagał o przebaczenie dla swojego ludu. Wspomnieć także można opowiadanie zaczerpnięte z apoftegmatów Ojców Pustyni o tym, jak to diabeł został zmuszony przez Boga do pokazania się niejakiemu opatowi Apollonowi. Diabeł był czarny, brzydki, o przerażająco wątłych członkach, przede wszystkim jednak nie miał kolan. Niezdolność klęczenia okazuje się zatem istotą elementu diabolicznego.

    Nie będę się tu jednak zagłębiać w szczegóły. Chciałbym dodać jeszcze tylko jedną uwagę. Wyrażenie, za pomocą którego św. Łukasz opisuje klęczenie chrześcijan (theis ta gonata) nie jest znane klasycznej grece. Chodzi tu o termin specyficznie chrześcijański. Wraz z tą uwagą zataczamy koło i docieramy do początku naszych rozważań. Być może zatem postawa klęcząca jest rzeczywiście czymś obcym dla kultury nowoczesnej, skoro jest ona kulturą, która oddaliła się od wiary i wiary już nie zna, podczas gdy upadnięcie na kolana w wierze jest prawidłowym i płynącym z wnętrza, koniecznym gestem. Kto uczy się wierzyć, ten uczy się także klękać, a wiara lub liturgia, które zarzuciłyby modlitewne klęczenie, byłyby wewnętrznie skażone. Tam, gdzie owa postawa zanikła, tam ponownie trzeba nauczyć się klękać, abyśmy modląc się, pozostawali we wspólnocie Apostołów i męczenników, we wspólnocie całego kosmosu, w jedności z samym Jezusem Chrystusem”.

    Rozpoczynamy, ogłoszony przez Ojca Świętego Benedykta XVI, Rok Wiary. Jeśli nie klękniemy przed Panem Bogiem, Rok Wiary będzie mnożeniem słów. Kwestia elementarna. Wiara i klękanie przed Panem Bogiem. Dwa elementy. Synteza nierozłączna.

    Kto wierzy – klęka.

    Kto nie wierzy – nie klęka.

    Kto uczy klękać – prowadzi do wiary.

    Kto eliminuje klękanie – prowadzi do niewiary.

    Jeśli nie klękniemy przed Panem Bogiem, Rok Wiary będzie mnożeniem słów.

  10. Piotrx

    12 lipca 2018 at 17:56

    Ksiądz Jacek Bałemba – …uniżenie przed Chrystusem – kilka wykładów video

    http://www.eprudnik.pl/ksiadz-jacek-balemba-unizenie-przed-chrystusem-kilka-wykladow-video/

  11. Pingback: Horror w parafii w Nałęczowie | Ku Konfederacji Barskiej

  12. syringa

    15 lipca 2018 at 16:26

    Ja tez po sposobie sprawowania Eucharystii oceniam „jakość ” kapłana. I zawsze mi sie to zgadza!
    W moim mieście nie jest źle -przynajmniej tam, gdzie ja chodzę a często w czasie wakacji chodzę do róznych parafii. Najpiękniej odprawia sie u Oo. Bernardynów przy Pl Bernardynskim po Akademickich GOrzkich Żalach na ktore przychodzą TŁUMY!
    Wszystko tak jak trzeba -z wyjatkiem łaciny.
    ALe i może do tego dojdziemy…

  13. syringa

    15 lipca 2018 at 16:36

    A mna opisany przykład jest tylko jedna rada: pisać i pisać do Kurii, protestować!
    Miałam kiedys w mojej parafii wikariusza,ktory ciągle „modernizował ” Mszę sw. DOszedł nawet do zmiany slow Kanonu Mszy Sw. Był pupilkiem proboszcza wiec rozmowy nic nie dawały
    Więc listy do Kurii i to ZANOSZONE BO NA „BRAMCE” był taki też dość dziwny oblat.
    Oczywiscie nie mozna liczyć na odpowiedz ale trzeba zrobić wszystko, aby doszły do rąk Metropolity.

    ALe zrobiły swoje
    …tylko że wytresowano spolecznstwo że to pieniactwo, że po co etc.
    A przeciez to NASZ KOŚĆIÓŁ i musimy zadbać o niego bo laicyzacja postepuje. Nioe walczą jak kiedyś wprost, ale bardzo podstępnie.

  14. lt

    14 sierpnia 2018 at 13:35

    Mala uwaga do P. Dr Krajskiego: `…jezeli Twój brat Cię zgorszy, idź i powiedz mu …’

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra