Kościół

Franciszek będzie pielgrzymował do grobu biskupa marksisty – Oskara Romero

Oscar Arnulfo Romero (1917-1980) był arcybiskupem w Salwadorze.

 

 

 

 

 

 

 

Znany był ze swoich lewicowych poglądów. Zaangażował się bardzo w walkę z rządzącą juntą wojskową m.in. przygotowując spis jej zbrodni. Kiedy został zamordowany o. Grande, także angażujący się w spór z rządem, Romero wydał absurdalną decyzję, że w ramach protestu w najbliższą niedzielę w całym kraju nie będzie Mszy świętej. W ten sposób sprowadził liturgię do polityki i pozbawił wiernych dostępu do sakramentu.

Został zastrzelony w 1980 r.  podczas odprawiania Mszy Świętej przez, jak się uważa, salwadorskie komando śmierci, zbrojną rękę junty wojskowej.

Za pontyfikatu Jana Pawła II próby beatyfikacji abp Romero kończyły się fiaskiem. Papież Polak prawdopodobnie rozumiał, że Romero jest związany z heretycką teologią wyzwolenia i nie umarł za wiarę, ale za swoją ideologię.

To czego nie udało się zrobić wtedy, udało się za papieża Franciszka, który przeforsował na siłę jego beatyfikację.

W styczniu 2019 r. w drodze na Światowe Dni Młodzieży do Panamy Franciszek zamierza zatrzymać się w San Salvadorze i odbyć pielgrzymkę do grobu bł. Arcybiskupa Oskara Romero.

W pewien sposób ten nowy błogosławiony jest dobrym symbolem tego pontyfikatu. Jest to bowiem „polityczny święty”, który odpowiada w pełni politycznemu pontyfikatowi Franciszka, który wprost opowiada się po stronie lewicy, wspiera demokratów w USA, walczy w jednej linii z lewakami ze zmianami klimatu i z używaniem węgla itd.itp.

 

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

26 komentarzy

26 Komentarzy

  1. syringa

    18 lipca 2018 at 14:45

    Piszę ad hoc -bez sprawdzania w swych materiałach ale o ile pamiętam, został zastrzelony przez mafię narkotykową z która walczył (być może przy okazji powiązana z juntą)
    Chyba nie byl lewakiem
    Pamiętam jego nekrolog w jednej z polskich gazet -bardszo chrzscijański podpisany przez działaczy katolickich

  2. Miszcz Yoda

    18 lipca 2018 at 15:28

    Kurwa! Pierdolony tępaku, Krajski! Oscar Romero został zamordowany na stopniach ołtarza, podczas odprawiania Mszy Św. Upominał się, o prawa najubozszych w świecie, gdzie nikt inny, o nich nie chciał pamiętać. I Ty, gnoju żałosny, smiesz nazywać go marksistą? Jeśteż żałosną, zaczadzoną bredniami psudokonserwatystów o łżenarodowców, szmatą! Eh, gdybym Cię tak , śmieciu spotkał…Odszczekałbyś swoje brednie w 3 minuty! ChWDK!

    • prawo

      18 lipca 2018 at 15:59

      100/100

    • Maryśka

      18 lipca 2018 at 16:11

      Miszczu yoda opamiętaj się , po co ten rynsztokowy język.

      • prawo

        18 lipca 2018 at 16:28

        W tej sytuacji – dopuszczalny.
        Józef Mackiewicz pisał podobnie w „Lewa wolna”, ale trzeba trochą znać naszą największą literaturę, żeby to wiedzieć.

        • stan

          18 lipca 2018 at 16:32

          Co w sercu, to na języku.

      • Miszcz Yoda

        18 lipca 2018 at 16:46

        Może coś dotrze do nieojebańca Krajskiego?

  3. Piotrx

    18 lipca 2018 at 16:17

    Nawet tutaj go chwalą
    http://www.1917.net.pl/node/1811
    ale uwypuklając tylko jego element „walki o sprawiedliwość społeczną”
    a tak na marginesie jakoś nikomu nie przeszkadza „sianie nienawiści na tle..” oraz „propagowanie ustroju totalitarnego” na wskazanej stronie internetowej chyba, że to ich zdaniem jest tylko „działalność artystyczna”

    ale w innym miejscu już bardziej „tradycyjnie” czyli „o klechach , faszystach i neonazistach” (czytaj: socjalistach) – artykuł pt. „Klechy i faszyści razem! Rydzyk chwali neonazistów”

  4. stan

    18 lipca 2018 at 16:17

    „Arcybiskup Romero – duchowny uchodzący początkowo za konserwatywnego – dokonał wolty i stanął po stornie lewicowych rewolucjonistów, chcących doprowadzić do zmiany istniejącego wówczas w Salwadorze porządku społecznego. Hierarcha często krytykował dyktaturę wojskową i rządzącą oligarchię. Znajdował się równocześnie pod dużym wpływem teologa wyzwolenia Jona Sobrino, którego pisma zostały zakwestionowane przez Kongregację Nauki Wiary.”
    – za BIBUŁA
    Jest tego więcej.

    • Miszcz Yoda

      18 lipca 2018 at 20:00

      No tak…Nie docenił dobrodziejstw szwadronów śmierci i systemowej nędzy, w której żyli jego diecezjanie…

  5. Piotrx

    18 lipca 2018 at 16:20

    Cenckiewicz o arcybiskupie Romero: „męczennik inaczej”
    https://www.pch24.pl/cenckiewicz-o-arcybiskupie-romero–meczennik-inaczej,34469,i.html

    Sławomir Cenckiewicz skomentował w najnowszym numerze tygodnika „Do Rzeczy” decyzję o beatyfikacji arcybiskupa Romero. Według historyka decyzja ta jest zgodna z pomysłami lewicowych i liberalnych katolików i świadczy o rewolucyjnym kierunku pontyfikatu papieża Franciszka.

    Publicysta przypomina, że decyzję o uznaniu arcybiskupa Oscara Romero za męczennika za wiarę podjął osobiście papież z Argentyny. Cenckiewicz przypomina zaś, że „przez blisko 35 lat było oczywiste”, że duchowny z San Salwadoru „zginął za społeczno-polityczną ideologię, której służył, nie zaś za sprawę Bożą i wiarę katolicką. Wszystko zmieniło się 3 lutego 2015 r. kiedy to Franciszek wznowił proces dokonując jednoznacznej kwalifikacji postawy i śmierci abp. Romero(…)

    Korzystając z autorytetu głowy Kościoła papież swoje stanowisko polecił Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, czyniąc tym samym z Romero męczennika wiary!”. Stąd już tylko krok do beatyfikacji lub nawet kanonizacji – w przypadku męczeństwa nie trzeba bowiem stwierdzenia cudu.

    „Trzeba przyznać, że sytuacja w jakiej w związku ze sprawą abp. Oscara Romero znalazł się obecnie Kościół katolicki, jest wynikiem posoborowego kryzysu oraz blisko 40 lat zaniedbań i niekonsekwentnej walki Stolicy Apostolskiej z marksistowsko-humanistyczną teologią wyzwolenia w Ameryce Południowej” – czytamy w tekście Cenckiewicza. Historyk przypomina też dość niezdecydowaną walkę Watykanu z herezją teologii wyzwolenia.

    Wspomina też kim w rzeczywistości był arcybiskup Romero. Opisał postawę duchownego gdy ten był stronnikiem poglądów „groźnego rewolucjonisty, awangardzisty teologii wyzwolenia i jezuity Rutilio Grande, który w ramach opcji na rzecz ubogich (…) wokół idei aktywizacji społecznej według wizji Chrystusa-wyzwoliciela z niesprawiedliwości i ucisku bogatych”.

    Jako ordynariusz San Salwador Romero zradykalizował się, ogłosił nawet dokument w którym zabronił księżom odprawiania w całej archidiecezji mszy świętej z wyłączeniem jednej mszy w katedrze. Według autora tekstu decyzja ta była absurdalna, bowiem odmawiała możliwości uczestniczenia we Mszy Świętej tysiącom katolików. Cenckiewicz przypomina również iż Romero na potęgę tępił konserwatystów w swej archidiecezji, a także wszedł w spór z nuncjuszem apostolskim „na stanowisku rozdzielenia dyplomacji i liturgii”, by wkrótce spierać się buńczucznie z najważniejszymi kardynałami z Watykanu, co kończyło się licznymi upomnieniami. Romero jednak nadal entuzjazmował się komunistyczną rewolucją, szukając nawet uzasadnień dla stosowania przez uzbrojonych lewaków przemocy. Został w końcu zastrzelony podczas wygłaszania kazania.

    Cenckiewicz przypomina, że arcybiskupa żegnali na pogrzebie między innymi „postępowe i liberalne duchowieństwo z całego świata, lewica i komuniści”. Historyk przytaczając życiorys Oscara Romero zdaje się wyrażać zwątpienie, czy decyzja o uznaniu go za męczennika jest słuszna. „Rok później Jan Paweł II tragiczną śmierć i ofiarę abp. Romero słusznie zredukował w istocie do nadziei na lepszą przyszłość, dodając przy tym, ze należy się modlić, by jego ofiara nie była daremna. Modlitwa potrzebna jest każdemu, również błądzącemu arcybiskupowi.

    W każdym razie Oscar Romero służył złej sprawie i niewątpliwie życia za wiarę katolicką nie oddał, nawet jeśli któryś z hierarchów w swojej niemądrej wypowiedzi postara się go przyrównać do świętych Stanisława Biskupa czy Tomasza Becketa, których oddanie wobec Kościoła i obrona wiary katolickiej zaowocowały wieńcem prawdziwego męczeństwa” – kończy swój artykuł publicysta „Do Rzeczy”.

  6. Piotrx

    18 lipca 2018 at 16:30

    Czym jest teologia wyzwolenia?

    https://www.pch24.pl/czym-jest-teologia-wyzwolenia-,60049,i.html

    Teologia wyzwolenia nie jest teologią. Nie ma też nic wspólnego z wolnością i poprawą sytuacji ubogich. Jej prawdziwym celem jest stworzenie nowego Kościoła i – jak przyznają sami animatorzy tego ruchu – skłonienie katolików do wprowadzenia komunizmu.

    Teologia wyzwolenia narodziła się w latach sześćdziesiątych XX wieku i została wielokrotnie potępiona przez Jana Pawła II, przede wszystkim w instrukcji Libertatis nuntius z roku 1984. Potępił ją również Benedykt XVI. Jednak wraz z pontyfikatem papieża Franciszka teologia wyzwolenia odnotowała wielki powrót: jej przedstawicieli przyjmuje się w Watykanie, a ich prace prezentują w Rzymie wysokiej rangi kardynałowie. Rzecznik Stolicy Apostolskiej, ksiądz Federico Lombardi stwierdził nawet, że teologia wyzwolenia stała się częścią życia Kościoła.

    Wybór na Stolicę Piotrową kardynała z Ameryki Łacińskiej zwrócił światową uwagę na teologię wyzwolenia i jej niedaleką krewną – „teologię ludu” – którą kieruje się sam papież Franciszek. Tymczasem w Europie o teologii wyzwolenia wiadomo niewiele, poza tym, co zaprezentować chcą lewicowe media.

    Długa historia „pojednania”
    Teologia wyzwolenia nie jest teologią, a jej celem bynajmniej nie jest wyzwolenie. Narodziła się ona dzięki połączeniu dwóch europejskich nurtów intelektualnych: lewicującego „katolicyzmu społecznego” (znanego później jako chrześcijański socjalizm) i katolicyzmu liberalnego (czyli późniejszego modernizmu). Czynnikiem łączącym obydwa te ruchy była chęć pogodzenia Kościoła ze światem współczesnym. A właściwie z tą wizją świata, która narodziła się dzięki rewolucji francuskiej i rozwijała wraz z kolejnymi rewolucjami: roku 1870, 1917 i 1968.

    Zasadę towarzyszącą chęci wspomnianego „pojednania” wyłożył już Charles de Montalembert, inicjator ruchu katolików liberalnych, pisząc: Katolicy są gorsi od swoich oponentów, ponieważ dopiero muszą dołączyć do wielkiej Rewolucji, która dała początek nowemu społeczeństwu. Akceptujemy i odwołujemy się do wolności proklamowanych przez rewolucję w roku 1789. Z kolei notoryczny włoski modernista Ernesto Buonaiutti deklarował: Jesteśmy prostymi katolikami, którzy chcą żyć w harmonii z duchem czasów.

    Cel modernistów był prosty: zniszczyć Kościół we wszystkich jego aspektach. W tej epoce cała katolicka teologia, także jej fundamentalne zasady, ogólna filozofia religii, prawo objawione i każde prawo rządzące naszą wiedzą o Bogu staje przed trybunałem nowoczesności – podkreślał ksiądz Alfred Loisy, sztandarowa postać modernizmu.

    Święty papież Pius X wielokrotnie potępił modernizm, określając go równocześnie mianem syntezy wszystkich herezji. Moderniści odpowiedzieli na to zejściem do podziemia. Musimy stworzyć katolicką masonerię – wzywał w roku 1907 Antonio Fogazzaro. W kolejnych latach owa „katolicka masoneria” wykonała – jak pisał inny modernista, George Tyrell – cichą i tajemną pracę, kładąc fundamenty nowej, dwudziestowiecznej teologii. Błędy potępione przez świętego Piusa X, zaczęto jawnie prezentować w latach trzydziestych i czterdziestych jako nouvelle théologie. Te właśnie tradycje kontynuuje teologia wyzwolenia, wyciągając z ich błędów ostateczne konsekwencje filozoficzne i teologiczne.

  7. Piotrx

    18 lipca 2018 at 16:35

    Oscar Romero, czyli teologia wyzwolenia w praktyce duszpasterskiej
    https://homodei.pl/oscar-romero-czyli-teologia-wyzwolenia-w-praktyce-duszpasterskiej-p-479.html

    „…Książka jest refleksją nad teologią wyzwolenia w nauczaniu abpa Oscara Romero. …”

    A tutaj znowu mydli się ludziom oczy „….Głębsza analiza pokazuje jednak, że teologia wyzwolenia nie jest zjawiskiem jednorodnym i nie musi być inspirowana ateistycznym światopoglądem. Książka pokazuje to na przykładzie nauczania abpa Oscara Romero…”

    I robią to duchowni katoliccy …

  8. Miszcz Yoda

    18 lipca 2018 at 16:41

    ,,Znany był ze swoich lewicowych poglądów. Zaangażował się bardzo w walkę z rządzącą juntą wojskową m.in. przygotowując spis jej zbrodni.” Więc debil, będący autorem tych bredni wie, że junta popełniała zbrodnie! I nie neguje tego! ,,Romero wydał absurdalną decyzję,”. Nie Jego Eminecja, nie arcybiskup, ale po prostu, Romero! A kim Ty jesteś, synu swojego tatusia, by tak się spoufalać? Co osiągnąłeś, poza ,,publicystyczną” sraczką, którą zanieczyszczasz internet? ,,Papież Polak prawdopodobnie rozumiał”…I zadzwonił, by Ci to pajacu powiedzieć? A może wróżka Ci powiedziała? Przypominam, że Krajki-jak sam się chwali-pisze doktorat! I-jeśli uda mu się obronić to ,,dzieło”-będzie na pokazywanym tu ,,poziomie” edukował studentów! Nie wiem, czy temu ciulowi bliżej do bełkotu Środy czy Hartmana? Jak widać lewica nie ma monopolu na debilizm i kłamstwa…Tandetne zresztą.

  9. Piotrx

    18 lipca 2018 at 16:41

    „Teologia zniewolenia” – Sławomir Cenckiewicz

    Zaledwie kilka miesięcy po wstąpieniu na tron św. Piotra papież Franciszek przyjął na audiencji prywatnej ojca Gustavo Gutiérreza, jednego z ideologów tzw. teologii wyzwolenia, którego w czasach Jana Pawła II spotkały kościelne kary. Dziś heretyckie dzieło Gutiérreza – „Teologia wyzwolenia. Historia, polityka i zbawienie” – chwali nawet „L’Osservatore Romano”, a on sam swoimi teoriami zatruwa „katolickie” uczelnie, w tym papieski Angelicum w Rzymie. Jeden ze zwolenników „teologii wyzwolenia” i rewolucji w Nikaragui abp Oscar Romero 23 maja został beatyfikowany jako męczennik za wiarę. W kolejce są już następni podobni mu „męczennicy”. Również ostatnie spotkanie Franciszka z komunistycznym dyktatorem Kuby Raulem Castro jest elementem nowego spojrzenia Rzymu na latynoski bolszewizm – pisze Sławomir Cenckiewicz.

    To, czym w rzeczywistości była teologia wyzwolenia, ujawnił niedawno rumuński generał komunistycznego wywiadu Ion Pacepa. W lipcu 1978 r. uciekł on na Zachód i stał się konsultantem CIA w sprawach związanych z komunizmem i sowiecką dezinformacją. Teraz przerwał milczenie i w wywiadzie dla Catholic News Agency Pacepa ujawnił, że teologia wyzwolenia była dziełem KGB.

    „Pomysł stworzenia nowej teologii – powiedział – zrodził się w ramach supertajnego programu dezinformacyjnego z lat 60. i zatwierdzony został przez szefa KGB Aleksandra Szelepina. Sowiecki wywiad powołał do życia Chrześcijańską Konferencję Pokojową (WPC) z siedzibą w Pradze. Podporządkowana całkowicie KGB instytucja wydawała dwa pisma w języku francuskim: ‚Nouvelles Perspectives’ i ‚Courrier de la Paix’. Środki na jej funkcjonowanie płynęły z Moskwy. WPC manipulowała lewicowymi biskupami południowoamerykańskimi wchodzącymi w skład Konferencji Episkopatu Ameryki Łacińskiej w Medellín. Konferencja ta zaakceptowała wymyśloną przez sowieckich speców od dezinformacji ‚teologię’, która zachęcała ubogich Latynosów w Ameryce Łacińskiej do zbrojnego buntu”.

    Soborowy owoc

    Wystarczy przyjrzeć się temu, jak nasi rodzimi komuniści w PRL postrzegali „teologię wyzwolenia”, by przekonać się, że świadectwo Pacepy jest prawdą. Z błogosławieństwem partii i bezpieki książki oraz teksty wspomnianego Gutiérreza, a także jemu podobnych komunizujących progresistów katolickich (Leonarda Boffa, Juana Alfaro, Camilo Torresa, Ernesto Cardenala, Heldera Camary i Oscara Romero) były wydawane i propagowane w PRL.

    W propagandę tę angażował się nie tylko Instytut Wydawniczy Pax, lecz także postępowcy ze „Znaku”, z „Więzi” czy „Tygodnika Powszechnego”, PZKS i pomniejszych oficyn zakonnych. Wszystkich ich od wielu lat łączyła idea dialogu z wrogami Kościoła katolickiego, której służyli w istocie już od 1945 r., czyli zanim jeszcze nastała epoka „soborowej odnowy” i umizgiwanie się niewierzącym, Moskwie, socjalizmowi oraz komunizmowi.

    Stąd też tak ważne było zaniechanie podczas Soboru Watykańskiego II potępienia komunizmu jako systemu groźnego dla człowieka i społecznego porządku. To był niejako warunek podjęcia dialogu. Nieprzypadkowo w MSW z satysfakcją pisano później, że soborowe „nieogłoszenie potępienia komunizmu jako systemu politycznego, społecznego i ekonomicznego zapoczątkowało otwarty dialog między katolikami a marksistami. Kościół przyjął, że ustrój socjalistyczny jest zjawiskiem trwałym, a nie przejściowym, więc rozpoczął tym samym przygotowania do współżycia z nowym ustrojem”.

    Komuniści wiedzieli, że rozwój „teologii wyzwolenia” w Ameryce Łacińskiej i jej atrakcyjność na Zachodzie nie byłyby możliwe, gdyby nie rewolucja Soboru Watykańskiego II. Warto podkreślić, że czołówka awangardy „teologii wyzwolenia” to studenci europejskich fakultetów katolickich zafascynowani liberalnymi teologami i ukrytymi ojcami soboru (formalnie byli jedynie ekspertami) pokroju Karla Rahnera, Edwarda Schillebeeckxa, Yvesa Congara czy Henri de Lubaca.

    Francuski historyk Jean Madiran ujawnił, że w 1962 r. w Metz została zawarta tajna umowa między Watykanem a Kremlem. Kardynał Eugčne Tisserant w imieniu papieża złożył obietnicę wysłannikowi Kremla i agentowi KGB o pseudonimie Adamant abp. Nikodemowi, że sobór powstrzyma się od krytyki komunizmu.

    Nieprzypadkowo tacy ojcowe „teologii wyzwolenia” jak Joseph Comblin, Gustavo Gutiérrez, Hugo Assmann, Leonardo Boff czy Juan Segundo studiowali w ośrodkach soborowo-liberalnego katolicyzmu bądź blisko z nimi współpracowali. Stąd też uznali później, że „teologia wyzwolenia” jest jedynie konsekwencją i uzupełnieniem Soboru Watykańskiego II.

    W takim przekonaniu utwierdzał ich zresztą początkowo sam papież Paweł VI, dzięki któremu „odnowa” soborowa wkroczyła w rewolucyjną fazę realizacji. Ekumeniczna wizja Kościoła, w której kwestia zbawienia duszy człowieka została już na zawsze rozstrzygnięta i nie jest już ściśle zależna od bycia katolikiem, pozwalała na dalsze eksperymenty teologiczne i poszukiwanie sensu chrześcijaństwa w doczesności i trosce o sprawiedliwość społeczną.

    Kiedy Paweł VI w encyklice „Ecclesiam suam” z sierpnia 1964 r. nawoływał do wsłuchania się w „przeróżne głosy świata współczesnego”, niezależnie od intencji papieża postępowcy otwierali szeroko okna Kościoła, by – jak określił to kiedyś w plastyczny sposób ks. Józef Tischner – wpuścić do niego trochę światowego powietrza. Już po soborze Paweł VI napisał encyklikę „Populorum progressio” („O popieraniu rozwoju ludów”), którą lewicowcy, progresiści i Sowieci odebrali jako krytykę kapitalizmu, własności prywatnej, dysproporcji w gromadzeniu dóbr oraz ucisku biednych przez bogatych.

    W lipcu 1968 r. z podobnie odbieranym przesłaniem Paweł VI udał się z wizytą do Kolumbii, gdzie otworzył II Konferencję Episkopatu Ameryki Łacińskiej w Medellín. Konferencja wyznaczyła oficjalną drogę realizacji „odnowy” i była uzupełnieniem Soboru Watykańskiego II na kontynencie południowoamerykańskim.

    W obecności papieża, zgodnie z ideą kolegializmu, biskupi przystąpili do „demokratycznego poprawienia” soboru: walki z zacofaniem i nędzą oraz uczestnictwem Kościoła w rewolucji. Spiritus movens konferencji w Medellín był ks. Gutiérrez, który ogłosił porzucenie tzw. teologii rozwoju jako nieskutecznej i nieadekwatnej do współczesności oraz proklamował ideę wyzwolenia ludów Ameryki Łacińskiej z niesprawiedliwości i nędzy poprzez zniszczenie kapitalizmu.

    Dopiero wówczas – tłumaczył Gutiérrez – na gruzach „zinstytucjonalizowanej przemocy” miał się urzeczywistnić prawdziwy sens chrześcijańskiego zbawienia i wyzwolenia. Pod jego wpływem biskupi ustalili, że Chrystus „uwolnił wszystkich ludzi od wszelkiego poddaństwa”, i zainicjowali „oświatę wyzwalającą” zmierzającą do „przejścia od mniej ludzkich warunków życia do bardziej ludzkich”. Liberalni katolicy na łamach pisma „Concilium” ogłosili swój kolejny sukces: „W Medellín teologia wyzwolenia zdobyła sobie prawo obywatelstwa. Może przesadą byłoby stwierdzenie, że tam się narodziła, możemy natomiast uznać, że to spotkanie oznaczało oficjalne jej przyjęcie i dało impuls dla przyszłego ruchu”.

    Rewolucja teologiczna

    Od tego momentu nastąpiła prawdziwa eksplozja idei „teologii wyzwolenia”. Wspierany przez biskupów Gutiérrez objaśniał jej sens, tłumacząc, że jest ona w istocie ubogaconą marksizmem refleksją nad działalnością i aktywnością społeczno-wyzwoleńczą wiary chrześcijańskiej. „Dzięki wpływowi marksizmu teologiczna myśl – pisał – szukając swych własnych źródeł, zaczęła się interesować tym, jakie znaczenie ma kształtowanie tego świata i działanie człowieka w historii”. Gutiérrez doszedł do przekonania, że działanie rewolucyjne jest niezbędnym wprowadzeniem do orędzia wiary.

    Gutiérrez świadomie uciekał od rozważań na temat boskiej natury Jezusa Chrystusa. Nie bał się tego z kolei franciszkanin o. Leonardo Boff. Zredukował on Chrystusa do rewolucjonisty i wyzwoliciela, który oddał życie za własne idee społeczne – prawdę, sprawiedliwość, ideał powszechnego braterstwa, nieograniczoną dobroć Boga. Boff doszedł do wniosku, że Zbawiciel szanował wolność innych ludzi i nie wymagał wcale poddania się Jego nauce.

    Niemal w całej Ameryce Łacińskiej i Południowej „teologia wyzwolenia” w swoich różnych formach – radykalnej i bardziej umiarkowanej – zaczęła obowiązywać, zatruwając naukę katolicką. Odejście od hierarchicznej struktury Kościoła i dyscypliny, kolegializm w podejmowaniu decyzji, reinterpretacja doktryny katolickiej, poparcie dla komunizmu, idea struktur podstawowych zamiast parafii, eksperymenty w liturgii, nowa symbolika, prześladowanie tradycjonalistów (zwłaszcza w Brazylii), a wreszcie ogłoszenie powstania „Nowego Kościoła”, Kościoła „biednych i słabych” – oto cechy niemal całego południowoamerykańskiego katolicyzmu.

    Prawie każde seminarium i każdą diecezję poszczególnych krajów południowej Ameryki szturmowali apostołowie „Nowego Kościoła” cieszący się poparciem większości hierarchów. Jednym z nich był brazylijski pacyfista, społecznik i liberalny kapłan abp Hélder Câmara. Walczył o „socjalizm z ludzką twarzą”, uznając, że Związek Sowiecki wypaczył idee socjalistyczne, które nie mają nic wspólnego z przemocą, brakiem wolności i ze zbrojeniami. Za największego wroga człowieka Câmara uznał kapitalizm, twierdząc jednocześnie, że marksizm jest najbliższy chrześcijaństwu. Z czasem abp Câmara wpadł na szalony pomysł przeprowadzenia marksistowskiej inkulturacji orędzia chrześcijańskiego, postulując jego przekład na kategorie systemu marksistowskiego. „Marks, nawet on, a dlaczego by nie? Ma w swoim systemie pewne prawdy, które na pewno mogłyby pomóc rozwinąć się myśli chrześcijańskiej” – pisał Câmara.

    Stolica Apostolska szybko dostrzegła zagrożenia związane z „teologią wyzwolenia”, choć nigdy nie chciała dostrzec soborowych implikacji tego zjawiska. W walce z radykałami Watykan starał się wykorzystać tych biskupów i księży, którzy nie przekreślali idei „teologii wyzwolenia” w całości, ale krytykowali jedynie jej najbardziej zradykalizowane wersje. Pojawiły się też pierwsze kary, na ogół mało surowe, z których suspendowanie kolumbijskich kapłanów z Ruchu Księży na rzecz Ameryki Łacińskiej w 1976 r. było najbardziej radykalną formą napomnienia buntowników.

    Owemu „wypędzaniu diabła Belzebubem” towarzyszyły trafne napominania Pawła VI. Już w liście apostolskim „Octogesima adveniens” z maja 1971 r. przestrzegał przed rewolucyjnym zaangażowaniem chrześcijan, podkreślając niezgodność ateistycznego i materialistycznego marksizmu z nauką Kościoła.

    Papież powtórzył swoje zastrzeżenia w 1975 r. w adhortacji „Evangelii nuntiandi”. Przestrzegał w niej przed sprowadzaniem chrześcijaństwa do „doczesnego przedsięwzięcia”, a zbawienia do „pomyślności materialnej”. „Jeśliby rzeczy tak się miały – pisał – to Kościół straciłby całe swoje główne znaczenie. Głoszenie wyzwolenia, jakie on niesie, straciłoby właściwą sobie naturę i łatwo mogłoby zostać naginane i przekręcone przez inne systemy doktrynalne i partie polityczne”.

    I dalej: „Podczas naszej kolumbijskiej podróży powiedzieliśmy wyraźnie: przestrzegamy was przed pokładaniem nadziei w gwałcie czy w rewolucji, bo ten zwyczaj myślenia i działania sprzeciwia się duchowi chrześcijańskiemu, a także zamiast pomóc, może zahamować ten społeczny rozwój, o który słusznie się staracie. Trzeba nam stwierdzić i jeszcze raz stwierdzić, że przemoc nie jest chrześcijańska ani ewangeliczna oraz że nagłe i gwałtowne zmiany struktur będą złudne i ze swej natury nieskuteczne, a bez wątpienia nielicujące z godnością narodu”.

    Z nabrzmiałym przez lata problemem musiał się zmierzyć Jan Paweł II, krótko po wyborze na Stolicę Piotrową. W styczniu 1979 r. papież uczestniczył w III Konferencji Episkopatu Ameryki Łacińskiej w Puebla, podczas której przypomniał sens służby pasterskiej w Kościele. „Czuwanie nad czystością doktryny – pisał – jest podstawą budowy wspólnoty chrześcijańskiej i jest, wraz z głoszeniem Ewangelii, pierwszym i niezbywalnym obowiązkiem pasterza, nauczyciela wiary. A przecież, istniejące dziś w wielu kręgach ‚nowe odczytanie’ Ewangelii, będące raczej wynikiem spekulacji teologicznych niż autentycznego przemyślenia Słowa Bożego i prawdziwego zaangażowania ewangelicznego, powoduje zamieszanie, gdy oddala się od centralnych kryteriów wiary Kościoła i gdy z odwagą przekazuje się, jako katechezę, wspólnotom chrześcijańskim. W innych przypadkach usiłuje się ukazać Chrystusa jako kogoś zaangażowanego politycznie, walczącego przeciwko panowaniu rzymskiemu i przeciwko możnym, a nawet biorącego udział w walce klasowej”.

    Bez zwycięstwa

    Papież z Polski próbował posprzątać po poprzednikach. Kiedy na czele Kongregacji Nauki Wiary stanął kard. Joseph Ratzinger, Stolica Piotrowa zaczęła działać energiczniej. W 1979 r. wszczęto postępowanie wobec ks. Leonarda Boffa, ale przed poważniejszymi karami uratowali go latynoscy kardynałowie. Dopiero w 1985 r. Boff został zawieszony w czynnościach kapłańskich, ale już w 1986 r. kara została uchylona, bo znów w jego obronie stanęły setki franciszkanów, wielu biskupów i kardynałów (ostatecznie Boff porzucił kapłaństwo w 1992 r.).

    Problemów było znacznie więcej. Po zwycięstwie komunistów w Nikaragui do rządu sandinistów weszli trzej księża: Ernesto Cardenal (minister kultury), jego brat Fernando Cardenal (minister oświaty) i Miguel d’Escoto Brockmann (minister spraw zagranicznych). Rzym znów grzmiał, że kapłani nie mogą angażować się bezpośrednio w politykę i godzić katolicyzm z marksizmem. Były wizytacje apostolskie w Ameryce Południowej, listy, spotkania i niekończący się dialog, dalsze badanie pism Boffa i Gutiérreza, pozbawianie ich funkcji nauczycielskich oraz wizyta Jana Pawła II w Salwadorze i Nikaragui w 1983 r. W czasie tych spotkań próbowano upokorzyć papieża, manifestując poparcie dla księży-komunistów. Podczas powitania w Managui papież odmówił prawa do ucałowania pierścienia rybaka postępowemu ks. Ernesto Cardenalowi i grożąc palcem, publicznie go strofował: „musisz uregulować swoje stosunki z Kościołem!”.

    Niewiele z tego wynikało. Dopiero dokumenty wydane przez Kongregację Nauki Wiary – „Instrukcja o niektórych aspektach teologii wyzwolenia” z 1984 r. i obszerniejsza „Instrukcja o wolności chrześcijańskiej i wyzwoleniu” z 1986 r. – przecięły spekulacje, trafnie zdiagnozowały zjawisko i zobligowały biskupów do działania. Zabrakło jednak konsekwencji, co – może poza konsekwentną walką z „integrystami” i „tradycjonalistami” – jest dość charakterystycznym sposobem postępowania Stolicy Apostolskiej po Soborze Watykańskim II.

    Postawą Rzymu nie przejmowali się za bardzo główni aktorzy „teologii wyzwolenia”. Ciesząc się z poparcia hierarchów, Ernesto Cardenal powiedział wprost: „Rewolucja jest w Ameryce Łacińskiej nieunikniona. Może dokonać się przeciw Kościołowi, obok Kościoła lub z Kościołem. My robimy rewolucję z Kościołem i jest to jego jedyna szansa”.

    Niestety, rację miał wielki znawca „teologii wyzwolenia” ks. Michał Poradowski, który jako duszpasterz Narodowych Sił Zbrojnych przed komunistami uciekł aż do Chile. Tam doświadczył tego, co nazwał później „bolszewizacją Kościoła”. Z bólem pisał o tym w maju 1984 r. do ks. Józefa Warszawskiego: „obecnie w wielu krajach Kościół oddaje wszystkie swoje siły (instytucje, szkolnictwo, parafie, budynki, prasę, wydawnictwa, zakony itd.) na usługi rewolucji kierowanej z Moskwy.

    Opór w Kościele przeciwko tej sytuacji zmniejsza się z każdym rokiem, natomiast wzrasta świadoma i dobrowolna, a nawet entuzjastyczna współpraca z bolszewicką rewolucją. Sytuacja ta jest jedną z przyczyn tzw. samozniszczenia się Kościoła (wyrażenie Pawła VI), gdyż w miarę jak oddaje się na usługi bolszewizmu, sam się bolszewizuje i przestaje być sakramentem uświęcenia i zbawienia ludzi i ludów, stając się narzędziem zepsucia i potępienia: siewcą nienawiści, zawiści, walki klas, rewolucji i terroru.

    Ten proces bolszewizacji Kościoła przejawia się w teologii, liturgii i w duszpasterstwie. W teologii głównie przez tzw. marksistowską ‚teologię wyzwolenia’, w której w rzeczywistości chodzi o wyzwolenie człowieka z wiary w istnienie Boga i życie pozagrobowe oraz wyzwolenie z ustroju społeczno-gospodarczego, opartego na własności prywatnej, a więc doprowadzenie do ateistycznego komunizmu. A także przez ‚teologię rewolucji i gwałtu’, którą usiłuje się usprawiedliwić terror i zniszczenie całej chrześcijańskiej przeszłości kulturalnej i cywilizacyjnej”.

    Dobrze, że ten przenikliwy kapłan nie doczekał beatyfikacji rewolucji i „teologii wyzwolenia”, która dokonuje się właśnie na naszych oczach.

  10. Hania

    18 lipca 2018 at 18:43

    @Miszczu

    Twój knajacki jęzor swiadczy o tobie.
    Biskup, który zabrania odprawiania Mszy w ramach wyrażania swojej dezaprobaty, nie godzien jest szat biskupich!
    Kościół to nie partia dla ubogich tylko Sakramenty!
    Jeszcze trochę a usłyszymy o beatyfikacji ojca Arppe, kolejnego lewaka.

    • Miszcz Yoda

      18 lipca 2018 at 18:59

      Twoja ,,wiedza” zwalnia mnie z dalszej dyskusji…Nie podoba Ci się, nie czytaj! Może wizyta w fawelach uruchomołaby Twój trzeci zwój mózgowy? Choć i w to wątpię, idiotko!

    • Miszcz Yoda

      18 lipca 2018 at 19:09

      Rozumiem tępa dzido, że to dobrze, że junta popełniała zbrodnie? I ża zabili abp.Romero? Podczas odprawiania Mszy? Nie dość, że jesteś żałosna, to moralnie masz poziom ścierki do sracza…

  11. Hania

    18 lipca 2018 at 19:56

    @miszcz

    Powaliłeś mnie swoją mundrością, miszczu pisz więcej demonie intelektu 🙂

    • Miszcz Yoda

      18 lipca 2018 at 20:01

      To nie jest trudne! Jesteś typowym przykładen turboendeckiego leminga, któremu zamiast mózgu wystarczą dzieła Dmowskiego i Giertychów.

  12. Hania

    18 lipca 2018 at 20:20

    spieprzaj dziadu!

    • Miszcz Yoda

      18 lipca 2018 at 23:41

      Masturbuj się dalej, tępa wyznawczyni kremlowskiego boga…

  13. TZ.

    19 lipca 2018 at 19:05

    Miszcz Yoda prezentuje osobliwy sposób obrony świętości abpa Romero. Na każdym katolickim forum juz by go wypie…li za takie odzywki, bez względu na wartość argumentacji.

  14. Soplica

    20 lipca 2018 at 11:45

    Chamstwem i wulgarnością niektórzy chcą poświadczyć „świętość teologii wyzwolenia” i ich „wyznawców”. Jakość dyskusji z takowymi znawcami tematu staje się poziomem dorównywać krawężnikom drogowym wiodących do nikąd. Kościół poprzez takich ludzi jak J.P II i B XVI w sposób definitywny odrzucił teologię wyzwolenia jaką naukę KK. Pontyfikat ( kontrowersyjny i to bardzoooo ) Franciszka niczego tu nie zdziała. A abp. Romero do końca swego żywota nie spotkał się z J.P. II bo ten dał mu wyraźnie do zrozumienia że dopóki … to nie ma mowy o audiencji. Ale kto by takie rzeczy brał pod uwagę. Ważne co lewicowa propaganda pisze na temat „wielkiego obrońcy ludzi tragicznie zmarłego podczas odprawiania Mszy Świętej”.

  15. polin

    22 lipca 2018 at 14:41

    Miszcz Yoda 18 lipca 2018 at 15:28
    Kurwa! Pierdolony tępaku, Krajski! Oscar Romero został zamordowany na stopniach ołtarza, podczas odprawiania Mszy Św. Upominał się, o prawa najubozszych w świecie, gdzie nikt inny, o nich nie chciał pamiętać. I Ty, gnoju żałosny, smiesz nazywać go marksistą? Jeśteż żałosną, zaczadzoną bredniami psudokonserwatystów o łżenarodowców, szmatą! Eh, gdybym Cię tak , śmieciu spotkał…Odszczekałbyś swoje brednie w 3 minuty! ChWDK!.
    To są groźby karalne wobec autora,dlatego zostało zgłoszone na policje, oczekuj wizyty najlepiej o 6 rano, lewactwu trzeba dać odpór, dowidzenia „miszczu yoda”

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra