Kościół

Czy średniowiecze to coś złego?

Każdy, kto choć raz opublikował jakiś tekst na temat wiary,
Kościoła lub chrześcijańskiego postrzegania rzeczywistości,
spotkał się z określeniem: „średniowiecze”. Jest to wyrażenie,w którym lubują się znani krytycy chrześcijańskiego świata, a katolicyzmu w szczególności. Ma ono w oczywisty sposób obrazić to, co katolickie.Ale czy rzeczywiście średniowiecze było tak strasznym okresem w dziejach świata?

Na początku trzeba wyjaśnić dwie ważne kwestie, które dotyczą oceny historii rozumianej jako dzieje świata i ludzkości. Po pierwsze błędem metodologicznym jest ocenianie czasów dawnych przez pryzmat współczesności. To tak, jakby mieć pretensje do babci, że nie surfuje z zamiłowaniem po internecie, a przecież to banalnie proste. Kiedy posługujemy się tym typem myślenia, czasy średniowiecza wzbudzają w nas zgorszenie.

Jak to możliwe, że ludzie mogli być tacy naiwni i głupi? Myślę, że średniowieczni mieszkańcy Europy, widząc nasze życie w XXI wieku, zadaliby sobie to samo pytanie. Po drugie, każda epoka historyczna budowała na zanegowaniu czasu, który ją poprzedzał. W ten sposób wieki średnie określały starożytność jako czas pogański (żeby nie powiedzieć „średniowieczny”), w którym właściwie nic dobrego się nie działo. Tak samo renesans, który rozwinął się na średniowiecznych gruzach, określał ten okres jako ciemnogród i panowanie zabobonu. Ogólne spojrzenie na historię pozwala uniknąć błędu negowania wszystkiego, co nie jest współczesne lub dopasowane do mojego myślenia.

Współcześni historycy są zgodni, że określenie średniowiecza jako najgorszego czasu w dziejach jest krzywdzące i niesprawiedliwe. Oczywiście, były w nim dziedziny, w których dokonał się pewien regres, ale każda epoka takowe problemy przeżywała. Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że wieki średnie, na wielu płaszczyznach, przyczyniły się do rozwoju ludzkości.

Warto tu wspomnieć o rozwoju logiki, filozofii przyrody i scholastyki. Średniowieczna precyzja myślenia zachwyca każdego, kto choć raz zajrzał do dzieł Tomasza z Akwinu. Nauka, jako dziedzina aktywności ludzkiej, przeżywa rozkwit na powstających wówczas uniwersytetach. Tworzą w tych czasach naprawdę tęgie umysły i mimo braku środków społecznego przekazu, ich sława rozchodzi się po całej Europie. Także pod względem politycznym zachodzą poważne zmiany.

Rozwijają się państwa, które jeszcze do niedawna uważane były za barbarzyńskie i gorsze (chociażby Imperium Karolińskie). Architektura rozwinie skrzydła tak dalece, że do dzisiaj nikt nie przejdzie obojętnie obok gotyckiej katedry czy gotyckiego zamku. Rozwój średniowiecznej techniki przygotuje erę wielkich odkryć geograficznych i ostatnim tchnieniem wprowadzi je do nowej epoki, która jednak nie okaże średniowieczu wdzięczności. Renesans, jak obrażona córeczka, odwróci się na pięcie, i tylko słysząc słowo „średniowiecze”, wykrzywi usta i powie: „Ble!”.

Można by przytaczać tysiące innych przykładów w obronie średniowiecza i wiele mówić o tym, dlaczego nosi na sobie taką, a nie inną łatę. Pewne jest to, że nie jest to w żadnym wypadku najgorszy okres w dziejach świata. Zanim więc wyzwiesz kogoś od „średniowiecza”, zastanów się, czy nie prawisz mu komplementów.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

9 komentarzy

9 Komentarzy

  1. stan

    18 lipca 2018 at 17:53

    Określenie/mit „ciemne wieki”, ang. the dark agesi ukuto w Anglii. Ciemne wieki to zabobon o pozorach uczoności z cyklu „czarnych legend”, zgodnie z którym Średniowiecze, okres w dziejach ludzkości ok. V-XV w., przedstawiany jest jako okres zacofania, ciemnoty, ogłupiającej scholastyki, zabobonów, fanatyzmu religijnego, obskurantyzmu i prześladowań ze strony Kościoła katolickiego, który to Kościół odgrywał w owym czasie doniosłą rolę we wszystkich sferach życia narodów europejskich. Z reguły każdy, kto uważał się za wroga Kościoła, stawał się niemal automatycznie wrogiem kultury średniowiecznej, a i również władzy państwowej. Nienawiść do Kościoła inteligencji protestanckiej, która objęła także całą epokę średniowieczną przekazywana była z pokolenia na pokolenie, poprzez perfidną i zakłamaną propagandę osiemnastowiecznych, oświeceniowych, zaciekłych wrogów Kościoła i religii w ogóle (z Wolterem (1694-1778) i Encyklopedystami na czele), poprzez pozytywistów, scjentystów, materialistów (Feuerbach, Marks, Engels), i tak aż do czasów współczesnych. Mit ten jest mozolnie odkłamywany przez niezależnych historyków.

  2. stan

    18 lipca 2018 at 18:51

    „… Kiedy posługujemy się tym typem myślenia, czasy średniowiecza wzbudzają w nas zgorszenie.”
    A może jednak tęsknotę? Bo przecież pryzmat współcześności ma powazne defekty i przez to widzimy mniej niż tamci oni. Obrazy są mętne i zdeformowane/zboczone.

  3. Terebesz

    18 lipca 2018 at 23:35

    Zastanawiając się nad średniowieczem nie wolno zapomnieć, że podział na epoki historyczne jest absolutnie arbitralny i do tego wtórny. Nie było światowego rządu, który ogłosiłby „z dniem dzisiejszym zakończyło się niechlubne średniowiecze i rozpoczął się renesans”. Co było cezurą? Wystąpienie Lutra? Opierał się na 100 lat wcześniejszym Husie i mistykach średniowiecznych. Humanizm? Można poczytać polemiki Lutra i Erazma, bardzo pouczające – humanizm też narodził się w średniowieczu. Kolumb, Kopernik? Średniowiecze i to zatęchłe.
    W północnej Europie, a zwłaszcza na Wyspach Brytyjskich architektura gotycka była żywa aż do końca XVIII wieku, by zaraz potem płynnie przejść w neogotyk. Etos rycerski w takiej Polsce przetrwał do XIX wieku a może nawet dłużej. Wiele instytucji w średniowieczu stworzonych istnieje do dziś i ma się dobrze. Niektóre, jak banki na przykład, radzą sobie aż za dobrze, ale to już inna opowieść…

  4. Piotrx

    19 lipca 2018 at 17:39

    Poczucie winy

    Vittorio Messori tak pisze o „Poczuciu Winy” jakie propaganda antykatolicka usiłuje od lat wmówić ludziom wierzącym :

    „Po trzech dniach męczącej podróży, Leo Moulin, liczący sobie osiemdziesiąt jeden lat, jest wypoczęty, elegancki, skupiony i serdeczny jak zawsze. Moulin, przez pół wieku profesor historii i socjologii na uniwersytecie w Brukseli, autor wielu fascynujących książek, jest jednym z najbardziej znaczących intelektualistów w Europie. Chyba najlepiej zna średniowieczne zakony religijne i jak rzadko kto bardzo podziwia mądrość ówczesnych mnichów. Zaraz po odsunięciu się od lóż masońskich, których był aktywnym członkiem („Bardzo często — powiada — przynależność do nich jest nieodzowna, jeśli chce się zrobić karierę uniwersytecką, dziennikarską lub wydawniczą: wzajemna pomoc «braci masonów» nie jest mitem, jest rzeczywistością”), przyjął postawę świeckiego racjonalisty, którego agnostycyzm graniczy z ateizmem.

    Moulin radzi mi, abym powtórzył wierzącym jedną zasadę, która dojrzewała w czasie jego długiego życia, nauki i doświadczeń:

    „Posłuchajcie tego starego niedowiarka, który wie, co mówi: Mistrzowska propaganda antychrześcijańska zdołała wytworzyć u chrześcijan, zwłaszcza u katolików, złą świadomość, opanowaną niepokojem, jeśli już nie wstydem, z powodu własnej historii. Siłą stałego nacisku, od reformacji aż do naszych czasów, zdołała przekonać was, że jesteście odpowiedzialni za całe, albo prawie całe, zło na świecie. Sparaliżowała was na etapie masochistycznej auto krytyki, aby zneutralizować krytykę tych, którzy zajęli wasze miejsce”. Feminiści, homoseksualiści, tercermundyści , pacyfiści, reprezentanci najróżniejszych mniejszości, kontestatorzy i niezadowoleni z jakichkolwiek powodów, naukowcy, humaniści, filozofowie, ekolodzy, obrońcy zwierząt i świeccy moraliści: „Pozwoliliście, aby za wszystko, nawet za kłamstwa, bezdyskusyjnie obarczali was. Nie było w historii problemu, błędu lub cierpienia, którego nie przypisaliby wam. A wy, niemal zawsze nie znający swojej przeszłości, zaczęliście w to wierzyć, a nawet wspomagać ich w tym działaniu.

    Tymczasem ja (agnostyk, ale także i historyk starający się być zawsze obiektywnym) mówię wam, że macie przeciwstawiać się temu w imię prawdy. W rzeczywistości bowiem większość zarzutów jest nieprawdziwa. A jeśli któryś ma nawet jakieś uzasadnienie, to oczywiste jest, że w rozliczeniu dwudziestu wieków chrześcijaństwa światła zdecydowanie górują nad ciemnościami. Dlaczego więc nie żądacie odpowiedzialności od tych, którzy żądają jej wyłącznie od was? Czyż rezultaty ich pracy są lepsze od waszych? Z jakich ambon, skruszeni, słuchacie kazań?”

    Mówi też o średniowieczu, które studiował: „Owe wstydliwe kłamstwa o «ciemnych wiekach», czyżby były inspirowane wiarą płynącą z Ewangelii ? Dlaczego więc to, co pozostało nam z tamtych czasów, odznacza się tak fascynującym pięknem i mądrością ? Także w historii trzeba kierować się zasadą przyczyny i skutku…”

    Codziennie przemierzając samochodem peryferie Mediolanu, myślę o historyku z Brukseli. Tutaj, podobnie jak i na innych zurbanizowanych peryferiach, jakiś współczesny Dante mógłby umieścić jedną ze swoich sfer piekielnych: ogłuszający hałas, przykre zapachy, sterty śmieci i odpadów, zatrute wody, chodniki zatarasowane zaparkowanymi samochodami, szczury i myszy, zwariowany beton i źdźbła toksycznej trawy. Gdzie nie spojrzeć — tam gniew i nienawiść jednych wobec drugich: kierowców taksówek wobec kierowców ciężarówek, pieszych wobec zmotoryzowanych, klientów wobec sprzedawców, tych z Północy wobec tych z Południa, Włochów wobec obcokrajowców, robotników wobec właścicieli, dzieci wobec rodziców. Degradacja zaczyna gnieździć się dużo wcześniej w sercach niż w środowisku.

    Na końcu meta: wielki klasztor, starożytny dom zakonny. Uspokojony uwolnieniem się od samochodu przechodzę przez bramę. Nagle cały świat wokół mnie się zmienia. Wielki, liczący wieki dziedziniec, zamknięty ze wszystkich stron kolumnadami, podtrzymuje ducha harmonią swych łuków. Cisza, piękno fresków, spoistość budowli, chłód cieni. Nieco dalej, za dziedzińcem, znajduje się duży ogród, ostatnia ostoja drzew, w których schroniło się wszystko, co jeszcze żyje lub fruwa nad zdewastowaną, pobliską okolicą. Gościnność zakonników pozwala odczuć, że ci ludzie, mimo wszystko, starają się czynić dobro i jeszcze wierzą, że można kochać.

    Z odrobiną ironii i smutku myślę o zemście historii ostatnich dwóch wieków, w której brali udział różni ludzie, zjednoczeni pragnieniem zniszczenia chrześcijańskich znaków, zaczynając od zakonów. Chcieli koniecznie zniszczyć te miejsca pokoju i piękna, ponieważ uważali je za oazy obskurantyzmu, anachroniczne przeszkody na drodze do zbudowania wyśnionego „nowego świata”.

    Za ogrodem mamy owoc obiecanego świetlanego jutra. Nigdy jeszcze świat w imię humanitaryzmu nie stał się tak nieludzki. Pomylono się: rzeczywistość i nadzieja na świat bardziej ludzki przetrwają — jednak jak długo ? — w tych ostatnich religijnych ostojach, które przeżyły (dzięki cudowi, przypadkowi i uporowi chrześcijan, wzmagającemu się w chwilach trudności) furię „oświeconych”. Ich dzieci i wnuki także chronią się w tych miejscach, lamentując nad tym, co utracono i ciesząc się, że jednak coś ocalało przed wściekłością niszczycieli. Jeśli drzewo poznaje się po owocach, warto z tego, co powiedzieliśmy, wyciągnąć pewne wnioski, chociażby tylko dlatego, aby postępować zgodnie z zaleceniem Moulina, starego filozofa-agnostyka, skierowanym do wierzących, a dotyczącym „przyczyny i skutku…” My także mamy nasze wady i trzeba uważać z ukrywaniem ich. Rzeczywistość chrześcijańska zawsze miesza to, co boskie, z tym, co ludzkie.

    „Ecclesia — casta et meretrix” , jak nas pouczają Ojcowie Kościoła. I tacy zawsze byli jego synowie. Popatrzmy wokół nas z zawstydzeniem i onieśmieleniem. Miłość nie jest już możliwa bez prawdy, zarówno wśród nas, jak i wśród innych .”

  5. Piotrx

    19 lipca 2018 at 17:43

    „Wirus” fałszywego wstydu

    ……Wśród tych wirusów jednym z najbardziej niebezpiecznych i podstępnych jest wirus wyrzutów sumienia, poczucia winy, podsycanego bynajmniej nie bezinteresownie z zewnątrz i przyjmowanego, aklimatyzowanego również przez rozległe obszary kościelne, a więc od wewnątrz. W poprzednim artykule mówiliśmy o kampanii, prowadzonej od dziesiątków lat na sposób naczyń włosowatych, a polegającej na tym, by nieustannie wytwarzać i gdzie się da podsycać „zawstydzenie” chrześcijan z powodu ich postawy wobec Żydów. W połączeniu z przemyślna instrumentalizacją każdej „czarnej plamy” (prawdziwej lub domniemanej), jest to krecia robota, zmierzająca do tego, by pozbawić wierzących uczucia spokoju z powodu ich przeszłości, a więc zniechęcić ich, skłonić do kapitulacji, odebrać im wiarygodność w ich własnych oczach.Ta batalia jest decydująca. Chodzi w niej o samą przyszłość Kościoła, wielu bowiem chrześcijan nie uświadamia sobie tej podstępnej strategii…….

    W innym swoim tekście Vittorio Messori pisze tak:

    /…/ Kryzys ostatniego dwudziestolecia – który opróżnił kościoły i seminaria duchowne oraz doprowadził do masowych ucieczek, do porzucania chwalebnych tradycji – ma swoje przyczyny czysto wewnętrzne. Jest to kryzys zaufania do samego siebie; może raczej kryzys wiary, a nie struktur.Nic bardziej żywotnego natomiast, pomimo wszystko, nad Kościół z XIX wieku, atakowany zewsząd przez laicyzm, który chciał go wyrwać z korzeniami, ale mocny i trwały, ponieważ przekonany o swym słusznym prawie do istnienia, ożywiony pewnością, że Bóg jest z nim, a zatem portae Inferi nie zwyciężą go . Kościół rzymski okazał się na koniec zwycięski również w Europie Wschodniej, zaatakowanej i okupowanej przez marksistów rosyjskich. Są już jednak niepokojące znaki, że opór katolicyzmu wschodniego, nieugiętego, gdy przeciwstawiał się temu, co przychodziło z zewnątrz, skończy i rozpadnie się pod naporem wirusów wewnętrznych, które już zniszczyły chrześcijaństwo zachodnie.

    Wśród tych wirusów jednym z najbardziej niebezpiecznych i podstępnych jest wirus wyrzutów sumienia, poczucia winy, podsycanego bynajmniej nie bezinteresownie z zewnątrz i przyjmowanego, aklimatyzowanego również przez rozległe obszary kościelne, a więc od wewnątrz. W poprzednim artykule mówiliśmy o kampanii, prowadzonej od dziesiątków lat na sposób naczyń włosowatych, a polegającej na tym, by nieustannie wytwarzać i gdzie się da podsycać „zawstydzenie” chrześcijan z powodu ich postawy wobec Żydów. W połączeniu z przemyślna instrumentalizacją każdej „czarnej plamy” (prawdziwej lub domniemanej), jest to krecia robota, zmierzająca do tego, by pozbawić wierzących uczucia spokoju z powodu ich przeszłości, a więc zniechęcić ich, skłonić do kapitulacji, odebrać im wiarygodność w ich własnych oczach.

    Ta batalia jest decydująca. Chodzi w niej o sama przyszłość Kościoła, wielu bowiem chrześcijan nie uświadamia sobie tej podstępnej strategii. Inni zaś, także liczni, w przekonaniu, że postępują dobrze, uczestniczą żarliwie w oczernianiu historii swojego Kościoła. Dlatego proponujemy do zastanowienia się – i oczywiście także do dyskusji, gdyby diagnoza nie wydawała się prawidłowa – urywek nie dawno zmarłego pisarza francuskiego, Alexisa Curversa. Cytat jest długi, ale warto się z nim zaznajomić. Posłuchajmy:

    „Od dawna toczy się, a dziś wręcz nasila, kampania w wielkim stylu, zmierzająca do podkopania moralnej trwałości Kościoła przerostem chorobliwego i bezpożytecznego uczucia, jakim jest poczucie winy. Rzecz ma kapitalne znaczenie, ponieważ najpewniejszym środkiem, żeby skłonić każdy organizm do samobójstwa, jest zaszczepienie mu wyrzutów sumienia. Czym innym jest oczywiście konstruktywna skrucha, która przewyższa, naprawia i zastępuje zło dobrem, czym innym są natomiast wyrzuty sumienia, które zżerają człowieka, a niekiedy w ukryciu znajdują upodobanie w swoim piekle, zaludnionym widmami wstydu, który prowadzi do rozpaczy. Wyrzuty sumienia niczego nie rekompensują. Przeciwnie, wszystko niszczą. Dopełnia się dzieło grzechu, czyniąc go w jakimś stopniu wiecznym, odbierając grzesznikowi ufność i odwagę, konieczne do jego poprawy i do jego obrony”.

    Tak kontynuuje pisarz francuski:

    „Te wyrzuty sumienia są zasiewem śmierci, rzucanym od pewnego czasu, na setki sposobów, przez działalność wywrotową w duszę Kościoła i tej Europy, do której stworzenia przyczynił się sam Kościół. Dwa tysiące lat chrześcijaństwa nie są na pewno historia bez skazy. Ale są to skazy dawne, pomimo których chrześcijaństwo jawi się stale w nowym blasku. Jednakże te wyblakłe plamy są ciągle odświeżane, naznaczane niezmywalnym piętnem, pokazywane bezustannie oczom ludzi wierzących, i w ogóle Europejczyków o tradycji chrześcijańskiej, w taki sposób, że to, co powinno być jedynie godnym pożałowania wspomnieniem, osiada w sumieniach i staje się obsesją.

    Inkwizycja, kolonializm, podbój obydwu Ameryk, Galileusz, antysemityzm, ugody z faszyzmem – wciąż krzyczy się, że to wy jesteście odpowiedzialni za te zbrodnie lub co najmniej solidarni z ich sprawcami. Równoważne im zbrodnie, tyle że nie można ich przypisać Kościołowi i Europie, które właśnie były ich ofiarami, są traktowane z wielką pobłażliwością. Różne mity i «czarne legendy», wymyślone i sterowane przez osoby inteligentne, które bynajmniej nie kryją się ze swymi planami zniszczenia chrześcijaństwa, są rozpowszechniane przez tłumy głupców, ludzi źle poinformowanych, a także przez masochistów wewnątrz samego Kościoła i odnoszą tryumfy w jego organizmie, któremu wszczepiono zarazki wyrzutów sumienia. Wszystkie metody warunkowania, uzależniania umysłów przyczyniają się do dzieła infekcji moralne, po mistrzowsku wprowadzanej już od szkoły podstawowej i wspieranej przez system mass mediów, przemyślnie odciągających od ludzi od możliwości właściwego odczytania faktów i w konsekwencji – od myślenia. Tak uprawiana gleba jest gotowa przyjąć zasiew propagandy i go zwielokrotniać. Toteż siewcy kąkolu wyrzutów sumienia, widząc, że gra jest warta świeczki, próbują dziś (skutecznie wspomagani przez «chrześcijan», przez «katolików»,) wyrwać z korzeniami to wszystko, co jeszcze stawia opór ich dziełu rozbrajania umysłów, osłabiania resztek odporności wiary”.

  6. Piotrx

    19 lipca 2018 at 17:53

    Kościół i nauka
    http://www2.kki.pl/piojar/polemiki/kosciol/nauka.html

    Zachęcam zainteresowanych do zapoznania sie z bardzo ciekawą pracą księdza Jose Maria Moralesa, przedstawiającą w sposób niemal encyklopedyczny ogromny wkład ludzi Koscioła Katolickiego w rozwój nauki na przestrzeni wieków

    W wieku XVIII najznakomitszą postacią w Collegio Romano na polu astronomii jest bez wątpienia jezuita Chorwat Rudjer Josip Boscovich (1711-1787). Posługując się specjalnym przyrządem umieszczonym w lunecie, oblicza aberrację światła na 20 sekund. Czyni to na tyle precyzyjnie, że późniejsze, znacznie doskonalsze urządzenia korygowały jego pomiar zaledwie o dziesiąte części. Jest pomysłodawcą mikrometru pierścieniowego. Uprzedzając Laplace’a i Olbersa, wykazuje, że trzy dokładne i dokonane w odstępach pomiary pozycji komety wystarczą do wyznaczenia jej orbity. Wymyśla praktyczny system miar geodezyjnych. Zaangażowany przez Benedykta XIV do pomiaru długości południka ziemskiego w Państwie Kościelnym dokonuje wraz z angielskim jezuitą Christopherem Maire pomiaru łuku zawartego pomiędzy Rzymem i Rimini. Po dwuletnich, zakończonych sukcesem pomiarach obydwaj astronomowie piszą niezależne sprawozdania z badań, które wydają razem w pięciotomowym dziele “De expeditione… ad dimetiendos duos meridiani gradus” (1755).

    …Boscovich to nie tylko astronom i geodeta, jak widzieliśmy w poprzednim rozdziale, ale także matematyk, fizyk, inżynier, filozof…. W traktacie o pomiarze łuku południka (Rzym 1755) wykłada metodę szacowania powierzchni. Uważa się tę pracę za pierwszą, w której zastosowano prawdopodobieństwo do teorii błędów, a jej autora za prekursora Laplace’a, który zastosował tę metodę wielokrotnie. Gauss odwoływał się do pracy Boscovicha i włączył ją do jednego ze swych dzieł. Euler, Simpson i Jacobi również wiele mu zawdzięczali. W 1754 r. Boscovich wydał “Elementa universae matheseos”, jedno z 66 pism z zakresu matematyki, w którym doceniono przede wszystkim część poświęconą przekrojom stożkowym.

    Z kolei pięć tomów “Opera pertinentia ad opticam et astronomiam” (1785) zawiera najważniejsze jego dokonania na polu fizyki i astronomii.

    Aureola sławy otacza Boscovicha głównie za sprawą mistrzowskiego dzieła “Philosophiae naturalis theoria” (Rzym 1758), które o całe stulecie wyprzedza narodziny nowoczesnej teorii atomistycznej; uznany został za faktycznego odkrywcę teorii atomistycznej. Jak przypuszczał, elementarnymi cząstkami materii są niepodzielne punkty (atomy), nierozciągliwe, nieprzenikliwe, identyczne, skupiające energię. Siła oddziaływania pomiędzy atomami zmienia się w funkcji odległości; przy małych odpychająca, przy dużych staje się przyciągającą i zmienia się wraz z kwadratem odległości. Istotną cechą tej teorii jest jej prostota, w tym stopniu nieosiągalna przez współczesne teorie fizyczne.

    Wymaga niewiele założeń wstępnych, zakłada jedynie istnienie pewnych cząstek elementarnych do wyjaśnienia wszystkich wielorakich form materii, zależnych od względnego położenia i prędkości poruszania się punktów-atomów. Holliday pisze: “philosophiae naturalis theoria” Rudjera Boscovicha wywarła tak duży wpływ, okazała się na tyle ważna, że jeszcze 150 lat później Lord Kelvin mógł określić się mianem prawdziwego boscovichianina”.

    “Brytyjski fizyk J. H. Poynting zaliczył go (Boscovicha) do grona «najbardziej śmiałych umysłów w dziejach ludzkości»”. W zależności od wartości siły “punkt-atom otoczony jest przez szereg koncentrycznych warstw… Warstwy te odpowiadają zadziwiająco dokładnie orbitom elektronów w modelu atomu zaproponowanym przez Nielsa Bohra w 1913 roku”.

    F.M. Rinard “pisząc dla American Journal of Physics, podkreśla, że prawo siły Boscovicha mogłoby posłużyć do opisu którejś z interakcji kwarków”. Boscovich twierdzi ponadto, że jeśli dany obiekt znajduje się w ruchu, winny zmienić się jego rozmiary, gdyż względny rozkład atomów punktowych ulega zmianie; uprzedza tym samym, w pewnym sensie, nowości, jakie przyniosła teoria względności.

    Pośród uczonych, którzy wiele Boscovichowi zawdzięczają albo darzą go podziwem, wymienić można, oprócz wspomnianych już wcześniej, takie nazwiska jak: Priestley, Young, Davy, Faraday, Maxwell, J.J. Thomson, Clairant, Lalande, Gay-Lussac, Ampere, Cauchy, Veguin, Poisson, Fechner, Weber, Helmholtz, Hertz, Lorenz…

    Dla Mendelejewa “Boscovich jest, obok Kopernika, dumą narodów słowiańskich. Może być uważany za twórcę nowoczesnego atomizmu”.

    ….Jednym z założycieli i pierwszych członków paryskiej Akademii Nauk był francuski ksiądz Edme Mariotte (1620-1684), teoretyk i eksperymentator, fizyk, fizjolog, badacz w dziedzinie mechaniki, zderzeń ciał sprężystych, wahadła fizycznego, cieczy, właściwości gazów, kolorów. Jest też autorem znakomitych prac z fizjologii roślin i zwierząt. “Prace Mariotte’a zaskakują różnorodnością przeprowadzanych doświadczeń, często bardzo wyrafinowanych i pomysłowych”. Niezależnie od Boyle’a odkrył tak zwane “prawo Boyle’a-Mariotte’a”, opisujące relację pomiędzy ciśnieniem a zmianą objętości gazów…

  7. Piotrx

    19 lipca 2018 at 17:55

    cd..

    Franciszkanie w Oksfordzie

    Oksfordzkich franciszkanów cechuje zamiłowanie do nauk matematycznych i empirycznych. Widzimy ich tym samym w roli spadkobierców kierunku, który w poprzednim stuleciu przydał takiego splendoru szkole w Chartres. “Oksford zasłużył na miano pioniera nowożytnej nauki eksperymentalnej”.

    Za twórcę tzw. szkoły oksfordzkiej uważany jest Anglik Robert Grosseteste (ok. 1175-1253), kanclerz Oksfordu około 1221 r. i później, od 1235 r. do śmierci biskup diecezji Lincoln, do której należało miasto. Uchodził za znawcę greki, sam zresztą parał się i tumaczeniami. Szczególnym uznaniem darzył pracę translatorską franciszkanina Adama Marscha; to dzięki niemu w kulturze zachodniej poczęło krążyć wiele pism naukowych i filozoficznych tłumaczonych na łacinę z greki i arabskiego. Ten matematyk, astronom i fizyk dużą wagę przykłada do uprawiania nauk z ąuadrivium, wykazuje przydatność metod matematycznych do badania zjawisk przyrodniczych i dąży, nie szczędząc wysiłku, do osadzenia filozofii na gruncie wiedzy naukowej.

    Jego prace i pisma dotyczą najróżniejszych zagadnień z dziedziny m.in. astronomii, meteorologii, kosmogonii, optyki, fizyki, np.: O liniach, kątach i figurach, O świetle i powstawaniu form, O refrakcji i refleksji promieni, O tęczy, O kolorach, O powstawaniu dźwięków, O cieple słonecznym, O kometach, O ruchu ciał i światła, O granicach ruchu i czasu, itd.

    Całą spuściznę po Grosseteste przejął jego słynny i oddany mu uczeń, angielski franciszkanin Roger Bacon (ok. 1214-1292). Ten wszechstronny umysł “opracował teorię szkieł wypukłych, napisał instrukcję budowy luster parabolicznych, poznał zasadę camera obscura, badał mechanizm wzroku….”. “Przypuszczalnie jako jeden z pierwszych ludzi na Zachodzie poznał proch strzelniczy; nie wiemy, czy wynalazł okulary, z pewnością jednak, badając układy soczewek i luster, przyczynił się do wynalezienia mikroskopu i teleskopu”. “Udowodnił, że tęcza nie może powstać, gdy Słońce znajduje się wyżej niż 42 stopnie nad horyzontem”. “Przewiduje możliwość wytworzenia maszyn latających, łodzi bez wioseł, wozów samojezdnych, urządzeń do schodzenia na dno morza, mostów wiszących oraz aparatów do czytania na dużą odległość””. Zapowiada wynalazki, które dużo później urzeczywistnią się w postaci maszyn parowych, samochodów, samolotów, łodzi podwodnych itd.

    “Matematyka była dla Bacona kluczem i początkiem wszystkich nauk”. Mocno podkreśla, iż rozwój astronomii wymaga silnego wsparcia ze strony matematyki. Ta, zastosowana do obserwacji, jest jedyną drogą do poznania natury. Wzywa do rozwijania nauki na fundamencie eksperymentu, sam z zapałem oddaje się nauce doświadczalnej. W jego mniemaniu połączenie metody matematycznej z eksperymentalną otwiera uczonemu drogę do zdobycia wszelkiej wiedzy. Doceniono jego niezwykłą intuicję w dostrzeżeniu roli, jaką dedukcja w połączeniu z indukcją odgrywa w rozwoju nauki.

    Copleston, stawiając obok siebie Rogera Bacona i późniejszego o kilka wieków, choć równie sławnego, Anglika Francisa Bacona, tak pisze: “Jak zauważył profesor Adamson, «można zaryzykować twierdzenie, że kiedy mówimy o reformie nauki Bacona, winniśmy przywołać na myśl raczej zapomnianego mnicha z XIII niż błyskotliwego i sławnego kanclerza z XVII wieku». Bridges zauważa, iż o ile Francis Bacon był nieporównywalnie lepszym pisarzem, Roger Bacon cieszył się znacznie większą estymą i wykazywał dużo głębsze zrozumienie dla owego zespolenia naukowej dedukcji i indukcji, które cechuje prawdziwego uczonego”.

    Angielski franciszkanin John Peckham (ok. 1220-1292) przebywał w Paryżu i Oxfordzie, a potem piastował godność arcybiskupa Canterbury. Napisał między innymi wysoko cenioną pracę z optyki Perspectiva communis. Jego dzieła “wydawano jeszcze w XVI wieku, kiedy szeroko znane już były prace Keplera i Galileusza”. Inny angielski franciszkanin, uczeń Roberta Grosseteste współczesny Peckhamowi, Bartłomiej Anglik, pisze dziewiętnastotomową encyklopedię zatytułowaną Posiadacz wszystkich rzeczy, w której porusza zagadnienia z wielu nauk przyrodniczych. Przełożona z łaciny na języki włoski, francuski, hiszpański szybko zdobyła sobie w średniowieczu wielkie uznanie i popularność.

    Wśród wymienianych tu franciszkanów nie może zabraknąć Irancuza Pierre’a Olieu ( Olivi ok. 1248-1298), choć nie należał on do grupy oksfordzkiej. “Zasługą Oliviego jest duży wkład w rozwój dynamiki, a zwłaszcza jednej z jej podstawowych zasad: bezwładności”. Ogłasza teorię, w myśl której motor wprawia pocisk w ruch przekazując mu impuls; pod wpływem owego impulsu, nawet po jego ustaniu, ciało porusza się dalej, póki nie zatrzyma się na skutek siły oporu powietrza lub innej siły. XIV-wieczni fizycy łacińskim określeniem impetus nazywać będą ów impuls czy energię, która sprawia, iż rzucony kamień po opuszczeniu ręki leci dalej, aż zatrzyma go opór powietrza i siła grawitacji.

    Z pewnością do oksfordzkiej grupy franciszkanów zaliczyć należy Anglika Wilhelma Ockhama (ok. 1300-1349), który “stawiał na doświadczenie i rozumowanie; określił też zasadę akcji i reakcji”. Jego empirystyczne nastawienie oraz śmiałe koncepcje filozoficzne przyczyniły się do ożywienia badań naukowych. Często w swych rozważaniach stosował zasadę ekonomiki myślenia, znaną później jako “brzytwa Ockhama”, która głosi, że “bytów nie należy mnożyć bez potrzeby”. Warto przypomnieć, że to słynne średniowieczne hasło bliskie jest “zasadzie prostoty” stosowanej we współczesnych teoriach naukowych.

    W tym samym roku co Ockham umiera angielski duchowny Tomasz Bradwardine (ok. 1290-1349), wprawdzie nie franciszkanin, ale wykładowca w Oksfordzie. Ten arcybiskup Canterbury to typowy przedstawiciel matematycznej tradycji oksfordzkiej uczelni. “Napisał między innymi traktat o continuum, Tractatus de continuo, gdzie odnaleźć możemy ustępy jakby wyjęte z najnowszej teorii o zbiorach”. “Dochodzi do wniosków, które wywarły wpływ na późniejszy rozwój rachunku nieskończenie małych liczb”. Rozróżnia dwa rodzaje nieskończoności – potencjalną i nieosiągalną. Matematykę wzbogacił ponadto dwoma dziełami: Arytmetyka teoretyczna {Arithmetica speculativa) i Geometria teoretyczna {Geometria speculativa), w których położył fundamenty pod teorię wielokątów gwiaździstych. W Traktacie o proporcjach bada matematyczne zależności pomiędzy prędkością, siłą poruszającą i oporem.

    Do tego szacownego grona dodać jeszcze wypada hiszpańskiego franciszkanina, urodzonego w Palma de Mallorca, Rajmunda Llulla (Raimundo Lulio, ok. 1232-1316), męczennika i błogosławionego. Ten prawdziwie uniwersalny umysł posiada rozległą wiedzę w wielu dziedzinach, a na jego zróżnicowany dorobek składa się co najmniej 250 tytułów. Nie brak wśród nich dzieł poświęconych astronomii, geometrii, nawigacji, logice, itd. Pisze po łacinie, katalońsku i arabsku; na podkreślenie zasługuje zwłaszcza jego wkład w kształtowanie się naukowego języka katalońskiego. Przede wszystkim jednak jest autorem genialnej Ars magna albo Ars generalis, uniwersalnego, opartego na matematyce opracowania systemu logicznego dla wszelkich nauk. Jego Ars polega na mechanicznym ogarnięciu za pomocą symboli liczbowych, tabel i odsyłaczy wszystkich prawd i koncepcji naukowych. Konstruuje tablicę, której użycie wedle ściśle określonych reguł, przynosi logiczno-matematyczne rozwiązanie każdego rozważanego problemu. Ars magna jest przykładem “pierwszej próby wyrażenia myśli ludzkiej more geometrico, stając się tym samym zapowiedzią Ars combinatoria Leibniza oraz współczesnej logiki symbolicznej czy matematycznej”.

    Dominikanie w Paryżu

    Pozostawimy teraz franciszkanów, by zająć się dominikanami. W tym celu musimy opuścić Oksford i przenieść się na początek do Paryża. Jako pierwszemu przyjrzyjmy się Francuzowi Vicenle de Beauvais (ok. 1190-1264). Ten dominikanin o wielkiej erudycji streszcza w swym monumentalnym dziele – encyklopedii Speculum maius – całą ówczesną wiedzę; wiele miejsca poświęca zagadnieniom z fizyki i nauk przyrodniczych, ze szczególnym uwypukleniem alchemii. Z kolei o Belgu, profesorze paryskiej uczelni, pisze Beaujouan: “Dominikanin Tomasz z Cantimpre (ok. 1201-1270) zasługuje… na honorowe miejsce w historii zoologii”. W swej 20-tomowej encyklopedii De natura rerum gromadzi najróżniejsze dane o zwierzętach, roślinach, kamieniach i metalach.

    Św. Albert Wielki (ok. 1193-1280), niemiecki dominikanin, biskup Ratyzbony, wykładowca uczelni w Paryżu i Kolonii, któremu słusznie jego współcześni nadali znaczący tytuł doktora powszechnego {doctor universalis), ogarniał swym naukowym spojrzeniem cały wszechświat, od kamieni po gwiazdy. Jego sława erudyty jest w pełni zasłużona. Pozostawił dla potomności prace nie tylko z teologii i filozofii, ale również z matematyki, astronomii, meteorologii, fizyki, chemii, mineralogii, geologii, rolnictwa, zoologii, botaniki, medycyny… Wydanie jego dzieł przedsięwzięcie A. Borgneta – obejmuje 38 opasłych tomów w formacie in auarto. M. de Wulf powiedział o nim, że rozbudzał w swej epoce pragnienie, by wiedzieć wszystko. “Jako człowiek nauki jest jednym z prekursorów nauki doświadczalnej… Albert, podobnie jak Roger Bacon, głośno i często mówi o konieczności obserwacji, doświadczenia i dochodzenia do prawdy na drodze rozumowania, ucząc tym samym swych współczesnych kierować wzrok w stronę natury”. “Największy uczony swej epoki”, jak pisze o nim Singer, “zalicza się do wąskiego grona ludzi średniowiecza, którzy poświęcili się osobistej obserwacji przyrody”. Polegał na eksperymencie i obserwacji niemal bezgranicznie, dając impuls do bezpośredniej eksploracji przyrody we wszelkich jej przejawach. Głosił, że im więcej przeprowadzi się doświadczeń, tym przydatniejsze stają się do analizy badanych zjawisk i tym łatwiej wyeliminować przypadkowość i błędy. “Przyzwyczajony do podróżowania, odbywania długich spacerów wśród pól, podglądania pracy alchemików, rybaków, górników, umiał łączyć nieprzebraną wiedzę z upodobaniem do konkretów i – przede wszystkim -ze zdrowym rozsądkiem”. “Mimo uniwersalności swych zainteresowań, Albert Wielki jawi się nam jako największy przyrodnik epoki średniowiecza”.

    W swych pracach – O roślinach czy O zwierzętach – obok wiedzy zaczerpniętej od innych autorów zamieszcza wyniki własnych badań. “Skalą i jakością obserwacji przyrody zasłużył sobie na miano najlepszego botanika i zoologa epoki średniowiecza. Jeden z kastylijskich infantów, brat Alfonsa Mądrego, udał się nawet do Paryża, by bezpośrednio od Alberta czerpać wiedzę w tych dziedzinach… Trzeba podkreślić, że dzięki potężnemu impulsowi idącemu od św. Alberta nauka w chrześcijańskich państwach Zachodu ruszyła z miejsca”.

    “Carlos Jessen nazywa go «błyskotliwym chorążym nauk przyrodniczych na Zachodzie»…, który jako pierwszy w artystyczny sposób opisał przyrodę Niemiec…, jako pierwszy, i jedyny, wyjaśnił historię naturalną we wszystkich jej aspektach”. H.J. Stadler twierdzi: “Gdyby nauki przyrodnicze rozwijały się drogą obraną przez św. Alberta, zaoszczędzono by im gdzieś ze trzy stulecia”.

    G. Fraile pisał: “Franz Strunck uważa, iż wiedza św. Alberta na temat niemieckiej flory jest wprost niebywała. Jego traktat De animalibus, wydany przez H.J. Stadlera, stanowi nadzwyczaj kompletny opis europejskiej fauny, pełny osobistych obserwacji”. Jak przypomniał nam Garcia Figar: “Doktor Meyer pisał w 1836 roku: «Przed Albertem nie znajdziemy nikogo, kto mógłby się z nim równać, może poza Teofrastem, którego Albert nie znał. Po nim z kolei nie ma nikogo, kto tak żywo rozumiałby naturę roślin, nikogo, kto z taką uwagą by je badał, aż do czasów Conrado Gessnera i Cesalpiniego”.

    Do szkoły św. Alberta Wielkiego należy Dietrich von Freiberg (Theodoricus Teutonicus de Yriberg, ok. 1250-1313), także niemiecki dominikanin, i także wykładowca paryskiej uczelni. “Jako pierwszy we właściwy sposób wyjaśnił nam zjawisko tęczy, tłumacząc rolę kropelek wody zawieszonych w powietrzu”.

    Podkreśla duże znaczenie doświadczenia dla nauki. Jest, jak mówi Beaujouan, jednym z największych eksperymentatorów swej epoki. “Prawdziwym arcydziełem z dziedziny nauki doświadczalnej średniowiecza jest bez wątpienia De iride {O tęczy), praca napisana pomiędzy 1300 a 1310 r. przez Dietricha von Freiberga (Theodoricus Teutonicus). Aby wyjaśnić zjawisko tęczy w miejsce kropel, użył szklanych kul, które wypełnił wodą. Tym sposobem wykazał, dlaczego łuk wtórny ma promień zewnętrzny o 11 stopni większy niż łuk główny i odwróconą kolejność barw”. W dziele tym rozwija teorię, która ma wyjaśnić to zjawisko za pomocą eksperymentu, który kilka stuleci później zostanie powtórzony przez Kartezjusza.

    O Jordanusie Nemorariusie tak pisał Colerus: “Nie będziemy wchodzić w szczegóły obszernego dorobku tego dominikanina, mimo wielkiego pod każdym względem wpływu, jaki wywarł na swą epokę… W jego dziełach napotykamy definicje, które równie dobrze mogłyby zostać sformułowane w XIX wieku przez Bolzano czy Dedekinda… Definicje w takim stylu u zarania XIII stulecia budzą zdumienie, dowodzą bowiem, iż rachunek całkowy, ze wszystkimi jego trudnościami i sprzecznościami, już torował sobie drogę”. “Mówią, że (Jordanus) wykładał na uniwersytecie w Paryżu”. “Matematyk, dominikanin Jordanus Nemorarius (i jego szkoła) odkrył prawo dźwigni i sposób określania siły ciężkości działającej na ciało na równi pochyłej za pomocą doświadczenia, które później przeprowadzili Stevinus i Galileusz”.

    Podobno dominikanin Jordanus Nemorarius “pierwszy użył oznaczeń literowych w miejsce konkretnych liczb. Jego traktat o planisferii jest najstarszym, który omawia, w ogólnej jeszcze formie, własności rzutu stereograficznego”. Napisał wiele prac o astronomii Ptolemeusza, z geometrii (między innymi De triangulis, gdzie rozważa problem podwojenia sześcianu i trysekcji kąta) oraz dzieło Deponderibus, w którym porusza temat sprawności maszyn prostych”. Na zakończenie tej krótkiej informacji biograficznej, warto zapamiętać, iż nie należy raczej łączyć Jordanusa Nemorariusa z Jordanem z Saksonii (1190-1237).

    Inni duchowni ze świata nauki w XIII wieku

    Wielkie uznanie jako profesor matematyki i astronomii na Uniwersytecie Paryskim zyskał szkocki norbertanin, wykształcony w Oksfordzie, Jan z Holywood (ok. 1195-1256). Cytując go używano powszechnie nazwiska Jan z Sacrobosco, mając na względzie łaciński odpowiednik Holywood. Jego praca O algorytmie zajmuje się obliczeniami arytmetycznymi, inna z prac mówi O kalendarzu kościelnym, ale w dziejach nauki zapisał się głównie za sprawą dzieła O sferach, które wywarło ogromny wpływ w całej Europie. Stało się ono podręcznikiem astronomii, z którego uczono się przez cztery wieki, począwszy od połowy XIII, aż niemal do końca XVII wieku. Zanim tekst ukazał się w formie drukowanej w 1472 r., po świecie krążyły już tysiące jego ręcznych kopii. Z łaciny przełożono go na języki: francuski, angielski, włoski, hiszpański, niemiecki, hebrajski…

    W XIII wieku podziw wzbudza postać Erazma Witelona (E. Vitelo, ok. 1220-1285), również norbertanina. “Głównym dziełem tego polskiego matematyka i fizyka, najsławniejszego bez wątpienia w całych Wiekach Średnich, jest traktat o optyce Perspectiva”‚, oparty na aksjomatach, twierdzeniach i hipotezach matematyków greckich oraz arabskiego uczonego Al-Hazena. “Dzieło zawiera nowe spojrzenie na zjawisko refrakcji oraz oryginalne rozważania o naturze światła i psychofizjologii widzenia”. Kilka wieków później niektóre idee polskiego uczonego rozwinie w jednym z swych dzieł Kepler. Witelon jako badacz “konstruował lustra paraboliczne, a pewnym przyrządem własnego pomysłu zdołał dokonać pomiaru kąta refrakcji różnych kolorów w odmiennych środowiskach”.

    Kapłan Giovanni Campano z Novary (ok. 1215-1296), urodzony w Italii, matematyk i astronom, uważany za jednego z dwóch największych matematyków XIII wieku, przygotowuje łacińskie tłumaczenie i obszerne komentarze do Elementów Euklidesa. Praca będzie powszechnie używana w średniowieczu i szybko zaliczać się będzie do dzieł klasycznych. W swym najsłynniejszym dziele z zakresu astronomii, Teorii planet, opisuje budowę przyrządu astronomicznego, nazwanego później aeauatorium. W Traktacie o sferze zarysowuje kształt hipotezy wysuniętej w przyszłości przez Tycho Brahe. Jego i tak już wysoki prestiż wzmacnia się po opublikowaniu świetnego studium na temat kalendarza: De computo maiori.

    Lizbończyk Piotr Julian (ok. 1210-1277) przeszedł do historii nauki jako Piotr Hiszpan, arcybiskup, kardynał, papież (Jan XXI), matematyk, myśliciel i filozof; wykładał na uniwersytecie w Sienie, pisał komentarze do Hipokratesa, Galena, Arystotelesa (m.in. jego Historii zwierząt). Jest autorem traktatu zatytułowanego O oczach, czym zasłużył sobie na poczesne miejsce wśród sław okulistyki, oraz słynnej encyklopedii medycznej – Skarbiec ubogich.

    (….)

    Przedrenesansowi uczeni Kościoła

    Gdy bliżej przyjrzeć się ostatniemu okresowi średniowiecza, szybko daje się zauważyć, że historycy raczej zgodni są w określaniu go jako późnego średniowiecza, trudniej natomiast jest już z ustaleniem czasu jego trwania. Beaujouan zamyka go w okresie od połowy XIV do połowy XV wieku (1350-1450). L. Suarez, dla którego epoka ta zaczyna się znacznie wcześniej, pisze: “Przyjęło się określać mianem prerenesansu cały wiek XIV i pierwszą połowę XV”.

    Do epoki tej należy włoski augustianin Grzegorz z Rimini, urodzony w 2. połowie XIII wieku i zmarły w 1358 r., przełożony generalny zakonu i wykładowca paryskiej uczelni. Pisał Duhem, iż kiedy już zapoznamy się nawet z niewielką częścią jego twórczości, wtedy warto przeczytać “pierwsze strony Teorii zbiorów Georga Cantora. Uderza zbieżność myśli tych dwóch wielkich logików, choć dzieli ich ponad pięć długich stuleci”. “Grzegorz z Rimini przewidywał możliwość istnienia systemu, ujętego później przez Cantora; sądził, że obok matematyki liczb skończonych, wielkości skończonych, jest miejsce na matematykę mnogości nieskończonych, wielkości nieskończonych”6.

    Francuz Jean Buridan (ok. 1290-1360), duchowny z diecezji Arras, profesor i dwukrotny rektor Uniwersytetu Paryskiego, uprawia takie dziedziny nauki, jak fizyka, logika i psychologia. W fizyce sformułował sławną hipotezę, w myśl której ruch można wytłumaczyć przy założeniu, że motor, wprawiając w ruch ciało, przekazuje mu pewną energię albo impet (impetus), proporcjonalny do prędkości początkowej i “ciężaru właściwego” poruszanego ciała, i zachowywany przez to ciało w trakcie ruchu. Teoria tłumaczyć miała nie tylko swobodne spadanie ciał, ale również ruch ciał niebieskich.

    Niemiec Albert z Saksonii (ok. 1316-1390), profesor i rektor Uniwersytetu Paryskiego, pierwszy rektor uniwersytetu w Wiedniu, biskup Halberstadt, zasłynął przede wszystkim jako fizyk i matematyk. Przyjął poglądy Buridana wyrażone w jego teorii impetu. Bada przyspieszony ruch spadającego ciała i odkrywa zależność pomiędzy czasem, pokonywaną przestrzenią i prędkością. Podejmuje próby zdefiniowania tego, co rozumiemy pod pojęciem “ciążenia” i czyni rozróżnienie pomiędzy środkiem ciężkości a środkiem objętości ciała. Jego traktaty z zakresu matematyki przygotowały grunt pod teorię continuum.

    Francuz Mikołaj z Oresme (ok. 1320-1382), profesor uniwersytetu w Paryżu i biskup Lisieux, matematyk, fizyk, astronom, jest dla Rey Pastora i Babiniego “najważniejszym bez wątpienia matematykiem swego stulecia”, a dla Kistnera – “całego średniowiecza”. W opinii Beaujouan sięga matematycznych “wyżyn: suma nieskończonych szeregów, graficzne przedstawianie funkcji… i pierwsze kroki w kierunku geometrii analitycznej, zastosowanie wykładników ułamkowych”. “W swym Tractatus de latitudinibusformarum {Traktat o szerokości form) wprowadza po raz pierwszy pojęcie graficznego obrazowania funkcji albo inaczej – zjawisk zjedna zmienną”. “Równie oryginalna jest inna jego praca: Algorismus proportionum, gdzie przedstawia teorię operacji z wykładnikami ułamkowymi”. “Oresme bada sumę nieskończonego szeregu, co stawia go wśród zachodnich prekursorów rachunku całkowego”. Jak pisze Colerus: “Jego Traktat o szerokości form został gorąco przyjęty przez ówczesne kręgi naukowe. Rozchodził się najpierw w formie manuskryptu, potem, już po wynalazku Gutenberga, w postaci drukowanej, osiągając aż cztery wydania. W rzeczywistości owe «szerokości» to nic innego, jak obraz z pierwszego układu współrzędnych”. Oresme “dał początek prawdziwej geometrii analitycznej”.

    Ponadto jako matematyk Oresme “stosował już wykładniki ułamkowe, rozumiejąc ich znaczenie”. Jak uważa Bourbaki, pojawia się u niego “po raz pierwszy pojęcie wykładnika ułamkowego większego od zera, o znaczeniu zbliżonym do dzisiejszego, a także pewne reguły działań (zapowiedziane w ogólnej formie) odnoszące się do podnoszenia do potęgi o dodatnich wykładnikach ułamkowych”.

    Podobnie jak Albert z Saksonii, Oresme szuka potwierdzenia dla fizycznej teorii impetu w doświadczeniu. Bada zjawisko impetu podczas spadania ciał i wyrzucania pocisków. Carreras Artau dodaje: Oresme, “idąc za rozumowaniem Alberta z Saksonii, ogłosił prawo ciążenia, które odpowiedzialne jest za spadanie ciał”‚. Odkrył jednocześnie, że “czas, w którym ciało w ruchu jednostajnie przyspieszonym pokonuje określoną przestrzeń, jest równy czasowi, w którym ciało pokonałoby tę samą przestrzeń, poruszając się z prędkością równą połowie prędkości końcowej”.

    Ruch obrotowy Ziemi to jedno z tych zagadnień, które szczególnie frapowały Mikołaja z Oresme. W jednym ze swych najsławniejszych dzieł, Le livre du ciel et du monde, utrzymuje, iż bezpośrednia obserwacja nie przynosi nam dowodów na to, by Ziemia trwała nieruchoma, niebo zaś pozostawało w dobowym ruchu. Dochodzi do wniosku, że “żadnym sposobem nie można wykazać, by niebo znajdowało się w ruchu dobowym, a Ziemia w nim nie pozostawała”. Ponadto, zakładając obrót Ziemi, znacznie łatwiej “zachować pozory” niż przy odwrotnej hipotezie, ponieważ jeśli zaneguje się ruch obrotowy Ziemi, założyć trzeba cały ciąg innych ruchów, by wyjaśnić dane empiryczne”. “Wydaje się dość oczywiste – komentuje Copleston – że mimo jego ewentualnej akceptacji powszechnie [wówczas] wyznawanej teorii, uważał on, że hipoteza o dobowym obrocie Ziemi wokół swojej osi bardziej odpowiadała wymogom naukowym niż hipoteza odwrotna”. “To rzeczywiście najgenialniejszy filozof przyrody XIV wieku”. Mikołaj z Oresme pisał część swych dzieł w języku ojczystym, tłumaczył też nań Arystotelesa i O sferach Sacrobosco, stając się tym samym jednym z twórców francuskiego języka naukowego.

    Marsyliusz z Inghen (1330-1396), holenderski duchowny, rektor Uniwersytetu Paryskiego, pierwszy rektor uniwersytetu w Heidelbergu, w sposób szczególny popiera teorię impetu. Profesor matematyki i astronomii w Merton College na uniwersytecie oksfordzkim, cysters brytyjski Richard Swineshead, nazywany Rachmistrzem (Calculator), wyróżnia się w gronie XIV-wiecznych calculatores za sprawą wielokrotnie wznawianej Księgi kalkulacji {Liber calculationum), od której wziął nazwę charakterystyczny dla XIV-wiecznego Oksfordu ruch naukowy. “Cechą wyróżniającą owych «calculatores [oksfordzkich]» było analizowanie problemów, które wymagały ustalenia przedziałów dla zmiennych fizycznych (to jest maksimów i minimów, momentu początkowego i końcowego jakiegoś procesu), jak również matematycznych zależności pomiędzy dwoma parametrami (prędkość i opór stawiany ruchowi)”.

    Francuz Piotr z Ailly (ok. 1350-1422), profesor Uniwersytetu Paryskiego, biskup i kardynał, porusza w swych pismach kwestie z dziedziny astronomii, fizyki, kosmologii. Opowiada się za sferycznym kształtem Ziemi i jej rotacją wokół osi, a co za tym idzie – możliwością podróżowania na Daleki Wschód drogą morską. Jeden egzemplarz jego książki Imago mundi trafił do rąk Krzysztofa Kolumba.

    Jan Fusoris (1355-1436), kanonik z paryskiej Notre Dame, zajmuje się konstruowaniem przyrządów astronomicznych i pisze instrukcje ich wykorzystywania. Opracowuje tablice trygonometryczne, tablice cięciw, buduje astrolabia, udoskonala ekwatorium i konstruuje zegar astronomiczny dla katedry w Bourges. Swe dokonania naukowe uzupełnia publikacjami: Traite de cosmographie i Practiąue de l’astrolabe

    (….)

  8. Piotrx

    19 lipca 2018 at 17:58

    cd..

    Mikołaj z Kuzy

    W XV wieku dwaj geniusze – Mikołaj z Kuzy (1401-1464) i Leonardo da Vinci (1452-1519) rozświetlają drogą od średniowiecza do epoki nowożytnej. Niemiec Nicolaus Krebs albo Chrypffs (Mikołaj z Kuzy), biskup Brixen i kardynał, “jest świadkiem jesieni średniowiecza, a także wiosny czasów nowożytnych”. “Może uchodzić równocześnie za człowieka średniowiecza i człowieka renesansu…”. Wiele jest powodów, “aby w Mikołaju z Kuzy widzieć myśliciela epoki przejściowej i postać renesansową”.

    Jego bogaty dorobek obejmuje szereg prac matematycznych. Przeprowadza “pierwsze w średniowieczu wnikliwe badania nad długością okrągu. Najważniejszym jego dokonaniem jest podanie wzoru na przybliżoną rektyfikacją okrągu, ważnego dla rozwoju geometrii opisowej”. Colerus pisze: “Wystarczy podkreślić, że Kuzańczyk – i to zapewne jako pierwszy – w sposób jasny i oryginalny przedstawił okrąg jako wielokąt o nieskończonej liczbie boków”. Nieco dalej dodaje, że “nowoczesna geometria, ze swymi punktami i prostymi do nieskończoności, ani na jotą – przy zachowaniu odpowiednich proporcji – nie odchodzi od koncepcji Kuzańczyka i jej, rzecz jasna, nie przeczy”.

    Wedle słów Perroya: “W Niemczech narodził sią jeden z najprężniejszych umysłów tamtych czasów, Mikołaj z Kuzy”. “Kontynuując prace XIV-wiecznych uczonych odrzuca geocentryzm, na faktach opiera obserwacją, a na obliczeniach – nowożytną astronomią, w której wkrótce zasłynie jego uczeń Regiomontanus”. “Matematyka miała według niego być opoką wszelkiej nauki, metodą opisywania świata, którego jedność głosił”. “Podążając jego śladami, niemiecki humanizm przybrał charakter bardziej naukowy niż w innych częściach Europy”.

    Mikołaj z Kuzy utrzymuje, że Ziemia nie jest środkiem wszechświata; jest mniejsza od Słońca i większa od Księżyca, jak możemy się przekonać obserwując zaćmienia Słońca. Słońce, Ziemia i pozostałe ciała niebieskie znajdują się w ruchu i różnią się prędkością poruszania. Obserwator na naszej planecie może sądzić, że ta pozostaje nieruchoma, a inne ciała niebieskie są w ruchu, ale gdyby znalazł się na Słońcu, na Księżycu czy na Marsie, to wówczas te planety uznałby za nieruchome. Ziemia “przede wszystkim wykonuje w ciągu dwudziestu czterech godzin ruch obrotowy dookoła własnej osi”.

    “Mikołaj z Kuzy jest prekursorem Kopernika, a jego matematyczne metody obliczania, pomiarów i myślenia, które wprowadza do nauk przyrodniczych, zwiastują nadejście ery Keplera”. “Propagował mierzenie pulsu zegarem oraz badanie za pomocą wagi wydzielin ludzi chorych i zdrowych; zwracał także uwagę na ciężar właściwy metali”. “Pracował dużo z wagą, którą stosował do najróżniejszych pomiarów w fizyce, meteorologii i medycynie. Wiele z jego pomysłów zostało wprowadzonych w życie w czasach Galileusza”. “Mówił o gęstości powietrza, wynalazł barometr i pomysłową sondę, która pozwala w krótkim czasie oszacować głębokość rzeki lub jeziora”.

    Kepler często cytuje go w swych pracach. Te cytaty odnoszą się zarówno do astronomicznych hipotez biegłego w tej dziedzinie kardynała, jak i do jego teorii geometrycznych oraz matematycznych rozważań dotyczących nieskończoności. “Mikołaj z Kuzy wywarł niewątpliwie silny wpływ na Leonarda da Vinci, Giordana Bruna, Kopernika i Keplera; jego potwierdzenie absolutnej wartości zasady continuum w matematyce i formalne uznanie okręgu za wielokąt o nieskończonej liczbie boków stanowią fundament Stereometria doliorum vinariorum Keplera, początek geometrii niepodzielnych w XVII wieku”. “Leonardo swą matematyczną wiedzę zawdzięcza w dużej mierze Luce Paciolemu -przeczytał jego Summa, gdy tylko się ukazała, a później zaprzyjaźnił się z nim. Znał także Alberta z Saksonii, Jordanusa Nemorariusa oraz Mikołaja z Kuzy, który wywarł na niego niewątpliwy wpływ między innymi poprzez De transmutationibus geometricis”. Dynamika Leonarda da Vinci oparta jest na teorii impetu, a konkretna forma, jaką jej nadał, zdradza wpływy Alberta z Saksonii i Mikołaja z Kuzy. O Leonardzie da Vinci tak pisał Perroy: “Wiele czerpał z Kuzańczyka, ale korzenie jego nauki sięgają jeszcze głębiej, aż do XIV wieku”.

    Matematycy i astronomowie

    Mikołaj z Kuzy to nie jedyna znakomitość tamtych czasów. Franciszkanin Luca Pacioli (ok. 1445-1517), urodzony we Włoszech, wykłada matematykę na różnych uczelniach w swym kraju. W kręgu jego zainteresowań leżą logarytmy, rachunek prawdopodobieństwa oraz sporadycznie systemy numeryczne, w których podstawą jest cyfra 2. Zyskuje rozgłos publikując w 1494 r. Summa di arithmetica, geometria, proportione et proportionalita -encyklopedię, zawierającą ogół wiedzy matematycznej tamtej epoki oraz matematyczne podstawy buchalterii, w tym zasady podwójnej księgowości. W późniejszym dziele, zatytułowanym Divina proportione, bada zasadę złotego podziału w geometrii oraz budowę wielokątów regularnych i gwiazdowych.

    W opinii Wieleitnera “najpełniejsze studia na Zachodzie [na temat krzywych stożkowych] przeprowadził ksiądz z Norymbergii Johannes Werner (1468-1528), przedstawiając 22 twierdzenia o parabolach i hiperbolach”. Niemiecki duchowny “opublikował przed rokiem 1528 dzieło z trygonometrii wpięciu tomach”51. Jego metoda liczenia, która pozwala zastępować mnożenie dodawaniem i odejmowaniem, oddawała rachmistrzom takie same usługi, jak dzisiaj tablice logarytmiczne. Jako pierwszy opracował też metodę określania długości geograficznych na podstawie kątowej odległości pomiędzy Księżycem i niektórymi gwiazdami.

    Inny Niemiec, kartuz Grzegorz Reisch (ok. 1467-1525), wydał w 1503 r. słynną encyklopedię Margaritaphilosophica, wielokrotnie wznawianą w XVI stuleciu. Traktuje w niej między innymi o arytmetyce, geometrii (teoretycznej i praktycznej), astronomii, fizyce, historii naturalnej i fizjologii. Pojawiają się tu idee, które legną u podstaw systemu Galla opisującego funkcje mózgu. Aleksander von Humboldt stwierdził, że dzieło to było niezwykle użyteczne jako zestawienie, łatwe i szybkie do przekazania w najodleglejsze zakątki Świata, naukowego dorobku odrodzenia.

    Pacioli w swej Summie mianem księcia matematyki swych czasów ochrzcił Pawła z Middelburga (ok. 1455-1534), Holendra, biskupa Fossombrone, profesora matematyki i astronomii w Padwie. Jego dzieło O właściwym obchodzeniu Wielkanocy (1513) to wartościowa praca, ważny krok ku gregoriańskiej reformie kalendarza. “Gdyby jedno tylko wydarzenie symbolizować miało zmiany, jakie przyniosło nauce odrodzenie, wybór padłby bez wątpienia na dzieło polskiego kanonika Mikołaja Kopernika (1473-1543)”.

    Kopernik (Copernicus) to zlatynizowana forma jego nazwiska, które oryginalnie brzmiało Koppernigk. “To typowy renesansowy uczony”. Praktykował medycynę, ale z największą pasją oddawał się astronomii. Równocześnie z pisaniem swego najważniejszego dzieła z astronomii, które przysporzyło mu tyle sławy, pracował nad ambitnym projektem opracowania modeli matematycznych do badań medycznych. Wieże w Lidzbarku Warmińskim, Olsztynie i Fromborku służyć mu będą za kolejne obserwatoria astronomiczne. Dzieło, któremu poświęca wiele lat swego życia i które uczyniło go nieśmiertelnym, O obrotach sfer niebieskich {De revolutionibus orbium coelestium), ukazuje się drukiem dopiero zimą 1542-1543 r., choć ukończone zostało znacznie wcześniej.

    Dla zwykłego śmiertelnika w tamtych czasach musiało wydawać się oczywiste, że Słońce i planety przemieszczają się wokół Ziemi. XIV- i XV-wieczni uczeni próbują wyjaśnić ów pozorny ruch hipotezą o obrocie naszej planety wokół swojej osi. Kopernik dowodzi nie tylko tego ruchu, ale także poruszania się Ziemi dookoła Słońca (heliocentryzm).

    Oto system kopernikański. Ziemia obraca się wokół swej osi w kierunku z zachodu na wschód, z czego bierze się pozorny dobowy ruch ciał niebieskich w kierunku przeciwnym. Kula ziemska obiega Słońce z zachodu na wschód. Planety również okrążają Słońce, podobnie jak Księżyc Ziemię. Brak ruchu Ziemi dookoła swojej osi sprawiłby, że ciała niebieskie poruszałyby się każdego dnia wokół nas z zawrotną szybkością. Umieszczając Słońce w centrum, łatwiej można było zinterpretować widoczny na nieboskłonie ruch planet i Słońca w ciągu roku. Fazy Księżyca znajdowały wyjaśnienie poprzez jego ruch dookoła ziemskiego globu. Tak samo ruch Ziemi tłumaczony miał być przez “precesję równonocy”.

    “W wybitnych dziełach Mikołaja Kopernika… znajduje pełne zastosowanie trygonometria”. “Matematyczna strona systemu Kopernika stawia go w szeregu największych astronomów przeszłości”. Jego dzieło O obrotach “wyznacza jeden z najważniejszych przełomów w dziejach myśli: można by wymienić zaledwie dwie albo trzy prace o podobnej sile oddziaływania na ludzką umysłowość. Wraz z nim nastają czasy nowożytne…”. “Zbyteczne jest podkreślanie walorów naukowych dzieła Kopernika”. “Kopernik utkał kanwę, na której kładzie się wzorem całe nowożytne myślenie człowieka”. “Dokonał jednej z najbardziej transcendentnych rewolucji w historii ludzkiej myśli”. “Przez następców ochrzczony został mianem «odnowiciela astronomii» i «Ptolemeusza swej epoki»”. Jak powiedział o nim Tycho Brahe: “Nie wydała Ziemia człowieka równego mu geniuszem przez wiele stuleci”.

    Do wzbogacenia naukowego dorobku odrodzenia przyczyniło się w istotny sposób dwóch hiszpańskich dominikanów: Juan de Ortega (ok. 1480-1568) i Domingo de Soto (1495-1560). Ortega, matematyk, publikuje w 1537 r. pracę Reglas y modos de contar. W swym najważniejszym dziele Tratado subtilisimo d’aritmetica y geometria opracowuje nową metodę obliczania pierwiastków kwadratowych. Soto “w 1545 r. … jasno wykazał, że swobodne spadanie ciał odbywa siew ruchu jednostajnie przyspieszonym”. “Rozwijając kinematykę Oresme i Heytesbury’ego daleko poza obszar zbadany przez obydwóch poprzedników, sformułował -torując drogę Galileuszowi – prawo swobodnego spadania”. Potwierdzająte spostrzeżenia słowa L. Villena: “Domingo de Soto… poza uściśleniem dość niejasnych poglądów, jakie panowały na temat bezwładności, uprzedza Galileusza w sformułowaniu prawa spadania ciał. Odkrywa w tym zjawisku ruch jednostajnie zmienny i wykorzystuje jego średnią prędkość do pomiaru przebytej drogi”.

    Najważniejsi matematycy Italii odwoływali się do włoskiego duchownego Francesco Maurolico (1494-1575), wykładowcy na uniwersytecie w Mesynie, wymienianego pośród największych geometrów XV wieku. “Był jednym z najpłodniejszych umysłów swej epoki. Matematyk, inżynier, optyk i historyk zostawił po sobie imponujący dorobek naukowy”. “W Arytmetyce [ 1575] znalazło się systematyczne zastosowanie symboli literowych w miejsce liczbowych oraz jeden z pierwszych przykładów modelu rozumowania, nazywanego później indukcją matematyczną”.

    Należał do rodziny wywodzącej się z Konstantynopola, znakomicie znał język grecki i dbał o wydawanie tłumaczeń matematyków klasycznych. Ma na swoim koncie kilka wielkich odkryć, jak na przykład nową metodę badania przekrojów stożkowych, sposobu wyznaczania środka ciężkości piramidy lub konoidy parabolicznej, ujęcie siecznych w rachunkach trygonometrycznych.

    Maurolico jest autorem traktatu z gnomoniki (1553), której nadaje prawdziwie naukowy kierunek, kontynuowany później przez innych badaczy. Opublikował również Kosmografię (1543) i pracę poświęconą budowie instrumentów astronomicznych (1546). “Około 1550 r. F. Maurolico rozpoczął na Sycylii badania nad pryzmatami, lustrami sferycznymi i mechanizmem widzenia. Prace te… stanowią zapowiedź osiągnięć Keplera”. Zrobił krok w kierunku teorii powierzchni kaustycznych, którą sformułował później Tschirnhaus. Porównał także “soczewkę oka z soczewką szklaną”. “Znajdujemy tu trafną interpretację efektu, jaki dają okulary”64. “Soczewka oka – stwierdził Maurolico – zachowuje się jak szklana soczewka dwuwypukła”.

    W ostatnich dekadach XVI wieku sławę zyskują trzej matematycy i astronomowie, o których powiemy w następnych rozdziałach: Danti, Clavius i Ricci. Wraz z końcem wieku dokonuje żywota inny wybitny uczony: przyrodnik Jose de Acosta (ok. 1539-1600).

    Jose de Acosta

    Ten hiszpański jezuita po latach pracy misyjnej na kontynencie amerykańskim opublikował w 1590 r. monumentalne i nadzwyczaj rzetelne dzieło Historia natural y morał de las Indias, bardzo szybko przełożone na wiele języków europejskich. Składa się ono z siedmiu ksiąg: pierwsze trzy dotyczą kosmografii i geografii fizycznej Ameryki, czwarta – minerałów, roślin i zwierząt. Jose de Acosta, pionier w dziedzinie geofizyki, bada zjawisko magnetyzmu ziemskiego, mechanizmy powstawiania pasatów, prądów morskich; ustala związek pomiędzy przypływami morza a fazami Księżyca, bada wzajemne oddziaływanie wulkanów i trzęsień ziemi… Ma na swym koncie odkrycie związków pomiędzy różnymi zjawiskami przyrodniczymi, nawet, w niektórych przypadkach, z pozoru ze sobą nie związanych. Gromadzi olbrzymią ilość danych na temat flory i fauny Nowego Świata, porównuje je z przyrodą europejską i wskazuje na występujące różnice, które stara się wyjaśnić metodami naukowymi. Z powodu formułowanych przez Acostę hipotez w odniesieniu do zjawisk fizjologicznych zachodzących na dużych wysokościach w Andach, niektórzy widzieli w nim pioniera medycyny kosmicznej. A. von Humboldt wychwalał i często cytował Acostę. Rey Pastor napisał o hiszpańskim uczonym: “Ta samotna postać na polu nauk fizycznych, przyrodniczych, a nawet moralnych, słusznie nazywana jest «Pliniuszem Nowego Świata»”. Jak powiedział Humboldt: “Fundamenty tego, co dzisiaj nazywamy fizyką Ziemi, pomijając kwestie matematyczne, zawarte zostały w dziele jezuity Jose de Acosty, zatytułowanym Historia natural y morał de las Indias, a także w pracach Gonzaleo Fernandeza de Oviedo”.

  9. Tomek

    21 lipca 2018 at 12:08

    Kilka komentarzy:

    1. Średniowiecze jako określenie obrażające chrześcijan

    „Jest to wyrażenie,w którym lubują się znani krytycy chrześcijańskiego świata, a katolicyzmu w szczególności. Ma ono w oczywisty sposób obrazić to, co katolickie.”

    Proszę Księdza, może część osób tego określenia używa w celu obrażenia chrześcijan, ale ono ma znacznie dłuższą etymologię i powszechniejsze użycie. Co więcej, ono faktycznie oddaje fakt, iż wieki te w porównaniu do przeszłości i, oczywiście, przyszłości, stały na znacznie niższym etapie rozwoju (o czym, szerzej, w dalszych komentarzach). Co więcej, tego typu określeń używano nie tylko w odniesieniu do kultury chrześcijańskiej, bo mamy przypadki w historii, kiedy dane ludy podobnie określały okresy zastoju w swojej historii. Weźmy np. „ciemne wieki” w historii Grecji – po upadki Krety i Myken, a przed początkiem formowania się demokracji i kolonizacją grecką.

    2. Metodologia i dowody na regres cywilizacji w średniowieczu

    „Po pierwsze błędem metodologicznym jest ocenianie czasów dawnych przez pryzmat współczesności.”

    Owszem, tyle że nie oceniamy średniowiecza z perspektywy tylko późniejszych epok, ale przede wszystkim z perspektywy antyku. Oczywistym jest, że poziom cywilizacji w średniowieczu istotnie odstawał od cywilizacji antycznej niemal do samego końca, a świadczy o tym wiele rzeczy:
    – wyludnienie i upadek miast, zacofanie techniczne miast
    – zacofanie ustrojowe (powrót do królestw i despotyzmów)
    – zacofanie nauki (zasadniczo żadnych istotnych odkryć, o tym jeszcze dalej, a nawet
    zatracenie wiedzy antycznej)
    – zacofanie kultury, która aż do XIV wieku zasadniczo interesowała się wyłącznie religią
    lub spisywaniem kronik, tracąc wiele środków ekspresji (porównajmy sobie to z tym,
    jakich aspektów dotyczyła kultura w antyku i jak wówczas pisano, rzeźbiono, budowano)

    Ba, nawet ludzie w średniowieczu sami nawiązywali do antyku, jako do tzw. złotego okresu, nawiązywali do niego w różnej oficjalnej tytulaturze (choćby, Cesarstwo Rzymskie), stosowali łacinę (choć kulawo), próbowali odbudowywać prawo rzymskie (Bolonia) itp.

    3. „Odkrycia naukowe” w średniowieczu

    „Warto tu wspomnieć o rozwoju logiki, filozofii przyrody i scholastyki. Średniowieczna precyzja myślenia zachwyca każdego, kto choć raz zajrzał do dzieł Tomasza z Akwinu.”

    Owszem, tylko proszę zwrócić uwagę na trzy rzeczy:

    – ów rozwój pojawił się 700-800 lat po początku średniowiecza! Wcześniej mamy niemalże dziurę, totalny upadek w porównaniu z tym, co działo się wcześniej

    – nie nazwałbym tego rozwojem nauki, tylko rozwojem filozofii lub teologii. I to, w dodatku, w oparciu o starożytną filozofię a nie jako zupełnie oryginalny prąd – wszak wiele u św. Tomasza, czy Augustyna to zapożyczenia z Arystotelesa lub z nim polemika

    – i proszę teraz porównać sobie, na jakim poziomie rozwoju w tym czasie stały np. Chiny albo nawet kraje arabskie. To wystarczy, by uświadomić sobie, gdzie wtedy byliśmy

    4. Spuścizna średniowiecza dla teraźniejszości

    „Rozwijają się państwa, które jeszcze do niedawna uważane były za barbarzyńskie i gorsze (chociażby Imperium Karolińskie). Architektura rozwinie skrzydła tak dalece, że do dzisiaj nikt nie przejdzie obojętnie obok gotyckiej katedry czy gotyckiego zamku. Rozwój średniowiecznej techniki przygotuje erę wielkich odkryć geograficznych i ostatnim tchnieniem wprowadzi je do nowej epoki, która jednak nie okaże średniowieczu wdzięczności. Renesans, jak obrażona córeczka, odwróci się na pięcie, i tylko słysząc słowo „średniowiecze”, wykrzywi usta i powie: „Ble!”

    Każde istniejące dłużej niż 800-1000 lat ma za sobą barbarzyński etap rozwoju. Państwo Franków bez wątpienia było regresem do czasów rzymskich w prowincji Galia. A Karol Wielki był „Wielki” dlatego, że z tego regresu nieco się wybił, nawiązując zresztą dokładnie do dawnych, lepszych czasów (skąd tytuł cesarza bowiem?). Ale porównajmy sobie państwo Karola do Cesarstwa Rzymskiego i osiągnięcia tego drugiego z renesansem karolińskim. Nie ma porównania.

    Tzw. wielkie odkrycia geograficzne – znowu, porównajmy. Tacy Portugalczycy gdzie w średniowieczu dopłynęli? Do Senegalu, może trochę dalej. A dwa tysiące lat wcześniej Egipcjanie opłynęli całą Afrykę… Ameryka? Jasne, tyle że 500 lat wcześniej byli już tam Wikingowie, bez owych genialnych wytworów techniki średniowiecznej. Kulistość Ziemi – o tym mówił już Eratostenes 1600 lat wcześniej, czy nawet, jeszcze wcześniej, pitagorejczycy (ba, oni nawet mówili, że Ziemia nie jest centrum Wszechświata, do czego potrzebowaliśmy później dopiero Kopernika). Odkrycie Magellana, już nie w średniowieczu, to wejście na dobre tory po setkach lat ciemnej wiary, że jak wypłynie się za daleko na Atlantyk, to wpadnie się w otchłań.

    Gotyckie katedry? Owszem, piękne i może to jest jedna z niewielu oryginalnych akurat rzeczy, jakie średniowiecze wniosło. Ale znowu – dopiero 200 lat przed schyłkiem, no i porównując do architektury antycznej to też nie jest jakiś wielki wyczyn.

    A renesans, bynajmniej, nie jest „obrażoną córeczką” średniowiecza. To raczej antyk, z którego kulturą Europejczycy na nowo szerzej mogli zetknąć się po krucjatach (bo Arabowie tę spuściznę przechowali) jest tutaj ojcem. Inaczej mówiąc, antyk przyprawił średniowieczu rogi na wyjeździe:)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra