Rodzina

Popularny mit: małżeństwo zabija miłość

Głęboko ugruntowany w kulturze mit mówi, że małżeństwo zabija miłość.

Promuje go wiele dzieł literackich i filmowych. Za tym twierdzeniem kryje się oskarżenie Kościoła, który podniósł małżeństwo do rangi sakramentu i uczynił je czymś nierozerwalnym. Oskarżyciele twierdzą, że w ten sposób miłość jako chwilowe uczucie musi ustępować małżeńskiej rutynie. Jest to mit bazujący na prymitywnej koncepcji miłości, którą ukazuje się jako coś czysto zmysłowego. Tymczasem całe nauczanie Kościoła ukazuje znacznie głębszą wizję miłości. Przykładem jest K. Wojtyła, który także jako papież Jan Paweł II pisał o miłości małżeńskiej. Nazwał ją „miłością oblubieńczą”.

Aby zrozumieć wielkość i nowość nauczania Papieża Polaka trzeba zwrócić uwagę na przedsoborowe, katolickie ujęcia miłości małżeńskiej. Pierwsze z nich opierało się na słowach św. Pawła, który pisał że relacja męża do żony powinna przypominać relację między Chrystusem i Kościołem: „Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić” (Ef 5, 25-26). Św. Jan Chryzostom zauważył, że słowa te mówią o granicach miłości, a w zasadzie ich braku.

Chrystus troszczy się o Kościół, zabiega o jego dobro i uświęcenie. Zbawiciel cierpiał za niego i oddał życie chociaż Kościół Go odtrącił, gardził Nim, odwrócił się od Niego, a wręcz Go nienawidził. Podobnie mąż ma miłować żonę zabiegając o jej dobro nawet jeśli ona odwraca się od niego, nie jest mu życzliwa, sprawia mu ciągle przykrość. Ma kochać ją choćby to wiązało się z cierpieniem i choćby żona postępowała źle.

Drugie z ujęć miłości małżeńskiej było prezentowane przez wielu teologów, również polskich. I tak chociażby ks. K. Michalski (w 1936 r.), o. J. Woroniecki (1948 r.), czy o. Felix Bednarski (w 1958 r.) opisywali miłość małżeńską jako przyjaźń. O. J. Woroniecki wyjaśniał, że w małżeństwie upodobanie zmysłowe, ani pożądanie rozkoszy zmysłowych nie może odgrywać naczelnej roli. Najważniejsze jest bowiem pragnienie duchowej przyjaźni, wzajemnego zrozumienia i pomaganie sobie w zmierzaniu do doskonałości. Przyjaźń ta jest jednak przemieniana przez łaskę. Jest to bowiem ostatecznie miłość bliźniego w Bogu i dla Boga. O. J. Woroniecki podkreślał, że cnota miłości Boga i bliźniego to właśnie przyjaźń.

K. Wojtyła, jako profesor filozofii, ujmował miłość w perspektywie natury. Oznacza to, że postanowił skupić się na tym, co przyrodzone ludziom i nie pisał o miłości łaski, jak św. Paweł. W swojej książce „Miłość i odpowiedzialność” opisał różne stopnie miłości według nauczania św. Tomasza z Akwinu. Przytoczył miłość jako upodobanie, jako pożądanie, jako życzliwość i jako przyjaźń. Zaprezentował w sposób klasyczny przyjaźń dodając jedynie, że musi jej towarzyszyć sympatia, czyli uczuciowe współodczuwanie, bo inaczej przyjaźń staje się zimna i niekomunikatywna.

Następnie uznał, że wszystkie przedstawione formy miłości nie są wystarczające dla ukazania prawdziwej miłości osób. Stąd zaproponował koncepcję miłości oblubieńczej, która polega na oddaniu swojej własnej osoby drugiej osobie. K. Wojtyła podkreślił, że jest to coś więcej niż to, o czym mówiła starożytna definicja miłości: „kochać to chcieć dla kogoś dobra”.

K. Wojtyła w swojej książce „Miłość i odpowiedzialność” zauważył, że rozumienie oddania swojej osoby drugiej osobie nasuwa pewne problemy. Z istoty swojej osoba jest bowiem nieprzekazywalna. Osoba nie może być własnością drugiej osoby, bo nie można traktować jej jako rzeczy. Mimo to takie oddanie jest możliwe w porządku miłości i w znaczeniu moralnym. K. Wojtyła tłumaczył: „Miłość polega na zaangażowaniu wolności, jest ona wszak oddaniem siebie, a oddać siebie to właśnie znaczy: ograniczyć swoją wolność ze względu na drugiego”. Miłość sprawia, że takie ograniczenie nie jest negatywne i przykre, ale radosne i twórcze.

K. Wojtyła uznał, że tradycyjna nauka o miłości jest niepełna. Zaproponował jej uzupełnienie o personalistyczne ujęcie miłości. Chociaż zwracał uwagę, że przyjaźń, jak często wcześniej definiowano miłość małżeńską, jest czymś niewystarczającym to podkreślał, że jest ważnym elementem miłości oblubieńczej. W ten sposób połączył stare i nowe ujęcie. Już jako papież Jan Paweł II w swojej teologii ciała i w swoich wypowiedziach o miłości małżeńskiej promował przede wszystkim miłość oblubieńczą.

Warto zwrócić uwagę, że słowa „oblubieniec, oblubienica, oblubieńczy” to archaiczne terminy oznaczające po prostu państwa młodych i ich relację do siebie. W języku polskim słowo to nabrało znaczenia religijnego. Nie używa się go bowiem na co dzień. Kojarzy się natomiast z „Pieśnią nad pieśniami”, biblijną księgą Starego Testamentu i ze słowami Zbawiciela, który określał siebie mianem oblubieńca. W innych językach użyte zostały terminy oznaczające po prostu miłość małżeńską (łac. „amor coniugalis”, „amor sponsalis”; ang. „spousal love”; fr. „l’amour nuptial”; niem. „bräutlichen liebe”).

W swoich katechezach środowych Papież pisał o tym, że miłość polega na oddaniu siebie w bezinteresownym darze. Afirmacja osoby polega zaś na przyjęciu tego daru. Dar ten angażuje wolność. W swojej teologii ciała Jan Paweł II skupił się na tym, że w miłości tej uczestniczy także ciało, które ma charakter oblubieńczy. Oznacza to, że poprzez ciało człowiek także może okazywać miłość.

Wzajemna wymiana daru ciała tworzy autentyczną wspólnotę. Prowadzi do osobowej komunii (łac. „communia personarum”), a więc do jedności. Taka wizja miłości oblubieńczej była prezentowana w oficjalnym nauczaniu Kościoła.

Wydaje się ża największym atutem w koncepcji „miłości oblubieńczej” jest jej integralność. Jan Paweł II nieraz pisał o problemie integracji miłości. Polega ona na tym, żeby nasza miłość do drugiej osoby angażowała wszystkie nasze władze, cielesne i duchowe. W miłości pojętej jako dar z siebie dość łatwo można ukazać tę jedność cielesno-duchowego charakteru miłości. Poznając tradycyjne ujęcia miłości można odnieść wrażenie, że brak tam tej spójności. Często mowa jest o tym, że miłość duchową należy przekładać nad miłość cielesną, co tworzy wrażenie, że nie można ich pogodzić. Z drugiej jednak strony można się zastanawiać, czy opis tradycyjny nie oddaje lepiej sytuacji człowieka po grzechu pierworodnym.

Niewątpliwie Jan Paweł II starał się o to, by nauka o miłości małżeńskiej bardziej odpowiadała wyobrażeniom współczesnych ludzi. Nie można jednak przeciwstawiać sobie miłości małżeńskiej rozumianej jako łaska, przyjaźń, czy relacja oblubieńcza. Wszystkie te koncepcje uzupełniają się wzajemnie i stanowią wielki wkład Kościoła w pojmowanie miłości i jej szerzenie.

Poradnia Zdrowego Rodzicielstwa zaprasza >>

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

9 komentarzy

9 Komentarzy

  1. marju73

    21 lipca 2018 at 19:45

    Mity są tworzone aby coś zdeprecjonować jak w tym przypadku lub przeciwnie aby z łajdaków zrobić bohaterów : Bolesław Wałesa czy Piłsudski alias Ziuk.

  2. Soroka

    21 lipca 2018 at 21:32

    „Głęboko ugruntowany w kulturze mit mówi, że małżeństwo zabija miłość.”
    Tak mówią ci, którym miłość pomyliła się z popędem seksualnym, albo tacy, którzy nie mają pojęcia o miłości, czyli wyznawcy materializmu.
    Miłość małżeńska, to dar Boga dla ludzi, objawiający się w postaci czystej, nierozerwalnej i uszczęśliwiającej więzi duchowej, która jeżeli jest obopólna, z biegiem czasu jest coraz silniejsza i ważna szczególnie wtedy, gdy dzieci dorosną i zaczną swoje życie, bo wtedy małżonkowie znowu zostają sami ze sobą, tak jak przed przyjściem na świat ich dzieci.

    • Soroka

      22 lipca 2018 at 10:00

      Koniecznie należy dodać, że mimo starzenia się i w związku z tym uroda ulega korozji, to małżonkowie dale widzą siebie takimi jakimi widzieli siebie w okresie największej szczęśliwości, a obraz ten jest jeszcze pozytywnie wzmocniony doświadczeniem wzajemnego oddania w minionym życiu.

  3. Bobik

    21 lipca 2018 at 23:14

    Cytat: „Podobnie mąż ma miłować żonę zabiegając o jej dobro nawet jeśli ona odwraca się od niego, nie jest mu życzliwa, sprawia mu ciągle przykrość. Ma kochać ją choćby to wiązało się z cierpieniem i choćby żona postępowała źle.”

    Czasami można wiele darować ale postępowanie jw na dłuższą metę to jednak propozycja dla frajerów. Nielojalną żonę należy opuścić i znaleźć sobie drugą.

    Swoją drogą to jestem z żoną już ponad 25 lat i małżeństwo nie zabiło miłości.
    Powiedziałbym, że teraz jest znacznie większa niż na początku.
    No ale w kościele byliśmy w tym czasie może z 10 razy a może i to nie – tutaj należy upatrywać źródeł sukcesu.

    • Bób

      22 lipca 2018 at 10:28

      A gdzie go należy upatrywać?

  4. West

    22 lipca 2018 at 14:40

    Tyle filozofii, a sprawa jest prosta. Miłość i małżeństwo to pojęcia z zupełnie innych sfer. Ich porównywanie jest nieporozumieniem. To jak z wiarą i religią. Miłość i wiara to pojęcia „duchowe” obrazujące uczucia, a małżeństwo i religia o sprawy z zakresu prawa i organizacji. Oczywiście jedne i drugie mogą iść wespół i dobrze jak idą, ale to inna rzeczywistość. Małżeństwo jest instytucją prawną, dzięki której regulowane są stosunki prawne, w tym majątkowe pomiędzy dwojgiem ludźmi, oraz ich potencjalnym potomstwem. Małżeństwo ma swoje skutki prawne niezależnie czy małżonkowie się kochają, czy nie.

    • Soroka

      22 lipca 2018 at 17:36

      Pomyliło Ci się małżeństwo ze spółką!

      • West

        22 lipca 2018 at 22:34

        Małżeństwo jest spółką. Podobną do spółki cywilnej. Powołano je by były jasny prawa i obowiązki członków rodziny. Dlatego inne prawa przysłygują małżonkom, a inne konkubentom. Inne dzieciom zrodzonym w małżeństwie, a inne tym z nieprawego łoża.

        • Soroka

          23 lipca 2018 at 11:34

          Takie wyobrażenie o małżeństwie mają wyznawcy materializmu, bo są niezdolni do miłości, a potrzeby cielesne muszą jakoś zaspokajać. W spółce zawsze jest łatwiej, ale tylko wtedy, gdy spółka dobrze funkcjonuje.
          Ciekawe tylko dlaczego materialiści te swoje spółki usiłują nazywać małżeństwami?
          To jest kolejne zakłamanie w życiu społecznym, wyprowadzające dzieci młodzież w błąd. Obok małżeństwa powinno funkcjonować określenie „spółka egzystencjalno-seksualna”, które oddaje prawdę o wszelkich związkach pozamałżeńskich.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra