Kultura i historia

„Kler” – Prymitywny antyklerykalizm

fot. materiały prasowe

25 września odbyła się uroczysta premiera najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego „Kler”. Pokaz zaszczycił swoją obecnością Jerzy Urban, który fotografował się, robiąc obraźliwy gest.

Nie zabrakło inny prominentnych celebrytów znanych ze swych antykościelnych przekonań.

Jeszcze wcześniej film wywołał burzę na festiwalu w Gdyni. Został uhonorowany nagrodą dziennikarzy i publiczności i odebrał nagrodę specjalną jury za „podjęcie ważnego społecznie tematu”. Jednocześnie prezes Radia Gdańsk zdecydował, że w tym roku nagroda Złotego Klakiera (mierzenie długości owacji) nie zostanie przyznana.

Środowiska prawicowe są zdumione dotacją, którą film otrzymał od państwa. W ten sposób ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wsparło Polski Instytut Sztuki Filmowej. Domagano się nawet dymisji ministra Piotra Glińskiego.

A Smarzowski odbierając splendory podczas uroczystej gali ubolewał, że nie dostał nagrody z rąk prezesa TV. Spotkało się to z celną ripostą Jacka Kurskiego, który stwierdził, że „nigdy telewizja nie nagrodzi tandetnej prowokacji, swoistej „Drogówki” dwa, w której pan Smarzowski poprzebierał policjantów w sutanny, a patologie marginesu rozciągnął i przypisał całej wspólnocie Kościoła.

Wybór jury, nagrody specjalnej dla takiej szmiry, w 40-lecie pontyfikatu Jana Pawła II i stulecie niepodległości, której nie byłoby bez heroizmu polskiego Kościoła uważam za moralną aberrację”. W skrócie to najwłaściwsza recenzja filmu. Nic dodać, nic ująć. Można się tylko pokusić o zastanowienie się nad samym tematem.

Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że awantura wywołana jest przez katolickich oszołomów, którzy nie chcą dostrzec ciemniej strony Kościoła i nie dopuszczają żadnej krytyki. Czy tak jest istotnie? Czy Smarzowski nie miał prawa skrytykować instytucji Kościoła, która jak każdy twór zarządzany przez ludzi ma sporo za kołnierzem. Oczywiście, że miał do tego prawo. Istotne jest, w jaki sposób tego dokonał. A zrobił to w niezwykle prymitywnie, wrzucając do wspólnego worka wszystkich duchownych i dając temu etykietkę: „zły kler”.

Konkluzja jest taka, że polscy duchowni to rozpasana, rozpita i niewyżyta seksualnie banda dewiantów, patrząca tylko, jak pomnożyć swój majątek. Aż dziwne, że mając takich urzędników, Kościół jeszcze się nie rozpadł.
A w wielowiekowej historii Kościoła były okresy, które nim wstrząsały, większe i poważniejsze niż film Smarzowskiego. Każda instytucja świecka, która przeżyła dotkliwe upadki, dawno by przestała istnieć. Kościołowi nic nie może zagrozić, bo powołał go Chrystus. I taki „jaskiniowy antyklerykalizm”, mówiąc słowami ks. Tischnera, szkodzi jedynie pewnej części społeczeństwa.

Uciechę mają ateiści, walczący z wszystkim, co związane jest z Kościołem. Wyjątkowo groźny jest jednak dla tych „nijakich’ którzy swoją wiarę utożsamiają z grzechami kleru. Deklarują się jako ludzie wierzący, sami do końca nie wiedząc w co, czy w kogo wierzą, ale stroniący od Kościoła, bo w nim panuje zły kler.

Film Smarzowskiego może dużo zła wyrządzić młodym ludziom, którzy jak gąbka nasiąkają podobną trucizną. Wśród młodych popularna stała się niewiara. Coraz więcej z nich nie chodzi na msze, nie mówiąc już o przystępowaniu do Eucharystii. Śluby kościelne są nierzadko organizowane dlatego, że tego pragną rodzice młodej pary, że tak wypada, że ładna tradycja. A sami nowożeńcy przyznają się, że są ludźmi niewierzącymi.

Słusznie zauważył prof. Grzegorz Kucharczyk, że film jest skierowany do młodego pokolenia, aby wywołać tzw. efekt irlandzki, aby zohydzić Kościół i po pewnym czasie przeprowadzić referendum, z którego wynika, że ludzie są za odrzuceniem moralnego porządku, który dotąd panował w kraju. Takie generalizowanie problemu z którego wynika, że wszyscy, może z małymi wyjątkami, księża to ohydni cyniczni rozpustnicy, nastawieni wyłącznie na kasę, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Pewien bulwersujący margines moralny został upowszechniony.

A trzeba pamiętać o wspaniałej roli księży w okresach trudnych, zagrażających narodowi, o ich heroicznej postawie podczas II wojny światowej, o ratowaniu wielu istnień ludzkich, o roli, jaką Kościół odegrał w naszej najnowszej historii; o roli Jana Pawła w obaleniu komunizmu, o kościołach, które były schronieniem dla wszystkich, którzy wypowiedzieli wojnę huncie Jaruzelskiego.

Źle się jedynie stało, że Kościół nie oczyścił się z wyczynów niektórych księży dotyczących pedofili, seksualnych molestowań. Opieszałość i brak w niektórych wypadkach radykalnych decyzji jest teraz pożywką dla takich twórców jak Smarzowski, który w swojej przewrotności mówi o uzdrowieńczym przesłaniu filmu „Kler”. Ma być on zdaniem jego twórcy, swoistym katharsis. Zapomina tylko o tym, że do tego trzeba wielkiego dzieła, które by wstrząsnęło ludzką moralnością. Prymitywny rechot nie jest w stanie tego uczynić.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

18 komentarzy

18 Komentarzy

  1. banita

    1 października 2018 at 10:56

    A ja się wciąż pytam kim jest GLIŃSKI. Ten anty Polak wspiera wszystko co działa na niekorzyść mojej ojczyzny. Wydaje setki milionów na żydowskie cmentarze, podczas gdy polskie – historyczne i zabytkowe rozsypują się w proch. Daje dziesiątki milinów na pseudo sztuki i filmy poniewierające moją ojczyzną, moją wiarą, moim patriotyzmem. Morawiecki wstydu nie masz udajesz Polaka a wrogów mojej ojczyzny obsadzasz w rządzie.

  2. internet

    1 października 2018 at 11:00

    Ile księża biorą za „darmową” mszę intencyjna. Youtuber postanowił to sprawdzić.

    • Marian

      1 października 2018 at 18:45

      To kompletnie bez znaczenia.

  3. marek

    1 października 2018 at 11:18

    to „klasyczny” film propagandowy;tego rodzaju agitki robiono w czasach komunizmu czy nazizmu, by walczyć z Kościołem.Szokuje fakt,że mając wolnorynkową Polskę, antykościelny paszkwil został wyrpodukowany,tak jak w ustrojach totalitarncyh, za pieniądze państwowe i to pod rządami podobno chadeckiego PiSu /i nie ma tłumaczenia,że w Instytucie siedzieli ludzie z PO,bo Gliński rządzi 3 lata i a dotacja była bodajże w zeszłym roku, i ci ludzie albo mogli by tam już nie pracowac,albo musieliby wykonywać polecenia ministra/

  4. hania

    1 października 2018 at 14:32

    No, nareszcie Janek Kos wysiadł z tego czołgu
    Ale dlaczego zaraz polazł na placówkę UB?

    • klioes vel pislamista

      1 października 2018 at 19:02

      10/10!

      • klioes vel pislamista

        1 października 2018 at 19:10

        Kto na księdza szczeka, ten księdza nie doczeka

        Gajos czyli Janek Kos,
        Jak Mikulski, czyli Kloss,
        Podlizywał się komunie.

        I na koniec, życia kres,
        Też mu miły jest wciąż bies…
        A więc doń do piekła runie!

  5. klioes vel pislamista

    1 października 2018 at 18:59

    Zacytuję w całości komentarz Piotrxa:

    Piotrx

    30 września 2018 at 18:35

    Antykatolicki „Kler” w polskich kinach.

    http://www.pch24.pl/antykatolicki-kler-w-polskich-kinach–zobacz-raport-pch24,63102,i.html#ixzz5SbTtYYo1

    W piątek, 28 września, na ekrany polskich kin wszedł film Wojciecha „Wojtka” Smarzowskiego pt. „Kler” – obraz wywołujący emocje jeszcze przed premierą. Powód jest jeden: fanatycznie antyklerykalny przekaz obecny zarówno w zwiastunie, jak i wypowiedziach reżysera.

    Polecamy Państwu raport PCh24 na temat filmu „Kler”.

    Rzeczpospolita Smarzowska
    Polaków przez niezliczone pokolenia wychowuje Kościół, logicznie przeto – wedle smarzowskiej optyki – należy wnioskować, iż nie skądinąd, jak z kościelnej kruchty wynoszą oni całe właściwe sobie zło. I tak oto domyka się realizowany od piętnastu lat projekt „Zelżyj Polaka, napluj na Polskę”. A rodzimy podatnik cały czas ciepłą rączką buli na to grube miliony swych ciężko wypracowanych złotych – skąd bowiem w przeciwnym wypadku miałby się dowiedzieć, jakie z niego bydlę.

    Cała prawda o Smarzowskim! Twórca „Kleru” w rozmowie z „Wyborczą” ujawnił swoje poglądy
    Czego można spodziewać się po dotykającym tematyki kościelnej filmie, którego reżyser deklaruje w rozmowie z lewicowo-liberalnym pismem znanym z antyklerykalnych fobii, że jest ateistą? Agresywnej indoktrynacji ideologicznej czy obiektywnego podejścia do tematu?

    Lekcje religii w szkole, liczba Mszy, wysokie krzyże i egzorcyści – to oburzyło Smarzowskiego
    Wojciech Smarzowski stwierdził, że do stworzenia filmu „Kler” zachęciły go m.in. lekcje religii w szkole jego dzieci, wysokie krzyże, które mijał na co dzień, oraz zbyt duża jego zdaniem liczba egzorcystów. Reżyser „ubolewał” także nad finansami Kościoła i liczbą Mszy w kościołach. Przyznał również, że jest ateistą.

    Smarzowski i turbosłowianie? Z dusznej Polski do czasów Światowida
    Jest szansa, że kolejny film „Wojtka” Smarzowskiego okaże się wyjątkiem i nie pokaże mieszkańców krainy położonej nad Wisłą jako pijaków, chciwych prymitywów i ogólnie – moralnych degeneratów. Z bardzo lakonicznej wypowiedzi, odnoszącej się do kolejnych planów autora „Wesela”, „Drogówki”, „Domu złego” czy – przede wszystkim – „Kleru” wywnioskować można, że zajmie się on, i to w pozytywnym świetle, ludami, które żyły na terenie Polski przed początkiem naszej państwowości.

    Urbanowi po drodze z „Klerem”. Rzecznik reżimu Jaruzelskiego pojawił się na premierze filmu
    Symboliczny fakt: postkomunistyczny weteran walki z Kościołem – były rzecznik reżimu Jaruzelskiego i założyciel zjadliwie antykatolickiego tygodnika „Nie” pojawił się na premierze „Kleru”.

    Szkoła odcina się od wicedyrektora – scenarzysty „Kleru”: to prywatna działalność Wojciecha Rzehaka
    Zarząd Krakowskiej Fundacji Edukacyjnej im. J.S. Bandtkiego oraz Dyrekcja Szkół Reja w Krakowie wydała komunikat, w którym zdecydowanie odcięła się od prac Wojciecha Rzehaka nad scenariuszem do filmu „Kler”. Ich zdaniem, zaangażowanie dyrektora w produkcję filmu nie reprezentuje w żaden sposób wartości promowanych przez edukacyjną placówkę.

    Tak było z dofinansowaniem „Kleru”. Krzysztof Zanussi ujawnił motywy działań PISF
    Wchodzący niebawem na ekrany film „Kler” Wojciecha Smarzowskiego otrzymał w 2017 r. dofinansowanie w wysokości 3,5 mln zł. Dotację przyznało poprzednie kierownictwo Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej – poinformowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

    Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy wzywa do bojkotu filmu „Kler”
    „Skoro nie udało się wmówić nam, że Pana Boga nie ma, trzeba nam zohydzić tych, którzy nas do Niego prowadzą. Bez których nie będziemy w stanie w pełni korzystać z Bożego Miłosierdzia”, napisali w specjalnym oświadczeniu przedstawiciele Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, którzy wezwali do zbojkotowania najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego pt. „Kler”.

    Protest w miejskiej radzie przeciwko projekcjom „Kleru”
    Radny z Ełku zaprotestował przeciwko wyświetlaniu w należącym do miasta kinie antykościelnego „Kleru”.

    Ostrołęka rezygnuje z wyświetlania „Kleru” w miejskim kinie
    W miejskim kinie „Jantar” w Ostrołęce nie będzie można zobaczyć nowego filmu Wojciecha Smarzowskiego pt. „Kler”. Wszystko wskazuje na to, że decyzję o braku akceptacji dla wyświetlania ekranizacji wydało kierownictwo miejskiego ośrodka kultury, który jest nadzorowany przez władze miejskie.

    Polecamy również:

    Od „zbrodniczego zabobonu” do „pijaka i pedofila”. Historia antyklerykalizmu
    Zwykle zaczynało się niewinnie – postępowi filozofowie krytykowali „ciemnotę kleru”, wąskie horyzonty, a Wiarę traktowali niczym zabobon. Intelektualiści sugerowali oczyszczenie duchowieństwa i całego Kościoła z błędów. I zawsze kończyło się tak samo. Historia nowożytnego antyklerykalizmu to historia zakrojonych na szeroką skalę ludobójstw, tworzenia ubrań z ludzkich skór, topienia, ścinania, profanacji cmentarzy i Najświętszego Sakramentu oraz prób łamania sumień. Ostrze nienawiści do Świętej Wiary w pierwszej kolejności kierowane było wobec katolickich kapłanów.

    Jesień 2018. Preludium do ostatecznej rozprawy z Kościołem
    To nie będzie „złota polska jesień” jaką znamy i kochamy. I wcale nie chodzi o prognozy pogody. Na jesień Anno Domini 2018 przedstawiciele antychrześcijańskiej rewolucji przygotowali bowiem dla naszego kraju coś wyjątkowego – brutalne preludium do ostatecznej rozprawy z Kościołem.

    • Marian

      1 października 2018 at 22:20

      „Brutalna rozprawa z Kościołem” trwa już od śmierci Prymasa Wyszyńskiego. Śmierć Popiełuszki to nie był pojedynczy epizod. Wielu uczciwych księży dziwnym trafem nie dożywało 50-tki

  6. bobik

    1 października 2018 at 19:41

    @klioes,
    Nie będzie „ostatecznej rozprawy z Kościołem”. Nie da się bez metod totalitarnych, również tych z czasów *chrystianizacji* zwalczyć na siłę jakiejś wiary. To niemożliwe.
    Natomiast na metody totalitarne nikt nie ma ochoty.
    Podejrzewam, że z czasem ludzie sami zaczną rozumieć, że Kościół zszedł na manowce i zaczną wierzyć w co innego a mała grupa die-hardów zostanie przy Kościele i nikt im nie będzie przynajmniej w Polsce tego zabraniał.
    Taki proces ma miejsce już teraz.
    Po co nam Kościół z papieżem i biskupami nawołującymi do sprowadzania Arabów do Polski?

  7. hania

    1 października 2018 at 22:15

    Po co nam Kościół z papieżem i biskupami nawołującymi do sprowadzania Arabów do Polski?

    Ano po to szanowny panie byśmy mogli odejść z tego świata opatrzeni w Sakramenty Święte
    Które dane są tylko w ręce kapłańskie
    Nawet pijącego czy głupiego….
    ( Lemański też jest szafarzem sakramentów, choć nie do końca zdaje sobie sprawę, cóż…za mały móżdżek)

    • bobik

      1 października 2018 at 23:08

      @hania,
      Ale jak posłuchamy takich „nauk” to będziemy odchodzić nie z Sakramentami Świętymi tylko ze łbami pościnanymi maczetą przez jakiegoś Araba.

      • hania

        2 października 2018 at 16:04

        @Bobik

        A kto ci każe słuchać idiotów czy szubrawców, którzy za wszelką cenę chcą być cool i ględzą nieprzytomnie o ” krucjacie miłosierdzia”?
        I dlaczego pozwolisz sobie urwać łeb?
        Zabrakło ci odwagi do walki?

  8. Piotrx

    1 października 2018 at 22:21

    To nie jest antyklerykalizm tylko po prostu antykatolicyzm

    z reguły prześladowanie wiary katolickiej zaczynało się właśnie od ataku na kapłanów

    jak mówi stare ludowe porzekadło:

    „Kto na księdza szczeka ten się Go przy śmierci nie doczeka”

    Oby ci którzy teraz plują na ogół kapłanów nie znaleźli się u kresu swojego życia w takiej sytuacji

  9. Piotrx

    1 października 2018 at 22:33

    Bronię polskiego księdza – Mariusz M.Czarniecki
    /Fragmenty/

    …Księży zawsze zabijali ci, których drażniła nieustępliwość duchownych wobec zakusów szatana i knowań wszelkich Destruktorów. Albo oblatywał ich zwyczajny strach przed społecznymi konsekwencjami szerzenia Dobroci i Ładu. We Francji, w czasie rewolucji 1789 i latach, które po niej nastąpiły, z ponad stu tysięcy księży pozostało przy życiu pięć tysięcy. Podobnie na początku wieku w Portugalii, kiedy rządy objęli masoni, a w 1936 w Hiszpanii, w trakcie komunistycznej dywersji, zamordowano dziesiątki tysięcy księży. Jestże więc bezpodstawne zastanawianie się: czy to nie ta sama ręka? Wykonawca inny, lecz przecież wiadomo: Rękę karaj, a nie ślepy miecz… U nas, w Polsce, w latach 1991-1994 zamordowano siedmiu księży, 2848 razy dokonano kradzieży z włamaniem na plebaniach, 81 razy podjęto próby napadów, w tym również na rezydencję biskupią. W ostatnich kilkudziesięciu latach wzniecono trzy tysiące pożarów w budynkach kościelnych, a spłonęło w całości prawie sześćset świątyń. Kto to robi? „Nieznani sprawcy” – tak poinformowano opinię. Czy to możliwe, żeby Polacy?! Ale kto jest ową ręką? No, chyba się domyślamy……..

    W pajęczynie Mediów Obcego Ducha

    „Kto w Polsce lekceważy kler, ten nie nadaje się do naszej pracy”

    Z tajnej instrukcji NKWD, sowieckiej zbrodniczej organizacji polityczno-wojskowej i wywiadowczej.

    „Gdy wszystkie światła dla Polski zgasły, to wtedy zawsze jeszcze była święta z Częstochowy i Kościół. Nie należy nigdy o tym zapominać”

    Hans Frank, hitlerowski zwierzchnik tzw. Generalgouvernement, nie włączonej po 1939 r. do Rzeszy jednostki administracyjno-politycznej, obejmującej województwa: kieleckie, krakowskie, lubelskie, część łódzkiego i warszawskiego, przeznaczonej do zgermanizowania.

    Specjalnie utworzone do walki z Kościołem i duchowieństwem polskim komórki czy oddziały służb bezpieczeństwa ZSRR i Niemiec posługiwały się dywersją, prowokacją także opartą na kłamstwie i ludzkich słabościach, socjo- i psy-chotechniką. Przecież nawet potocznie myśli się tak: zawód lekarza -bardzo ważny dla życia biologicznego, zawód pedagoga – bardzo ważny dla naszej formacji umysłowej, kapłan – to lekarz i pedagog dusz. W języku tamtych służb duchowny – a zwłaszcza ksiądz polski – to najniebezpieczniejszy „pracownik polityczno-wychowawczy”.
    Wystarczyłoby przejrzeć (gdyby ocalały!) sowieckie archiwa z czasów Berii-Mołotowa-Andropowa, hitlerowskie – Goebbelsa, wreszcie odpowiednich wydziałów osławionego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – Fejgina, Bermana, Brystygierowej, z ponurych lat pięćdziesiątych, a potem, już tak niedawnych – bezpieki Kiszczaka. Płatka, Ciastonia. Naprawdę chyba nikt nie może mieć wątpliwości co do zamiaru wyniszczenia, a co najmniej zneutralizowania polskiego kapłana. To zrozumiałe, ksiądz zawsze był dla nich, w niszczeniu Polski, największą przeszkodą.

    Obecnie działające komórki dywersji antykościelnej i antyklerykalnej w partiach postkomunistycznych i lewicowo-liberalnych posługują się metodami żywcem wziętymi z NKWD i gestapo. Wymienię tylko dwie z tych metod. Jedna to operowanie w propagandzie medialnej, a ta najsugestywniej kształtuje mózgi nieodpornych ludzi, stereotypem księdza siedzącego na dolarach. Inny stereotyp: ksiądz to pasibrzuch i społeczny pasożyt, który w dodatku podburza lojalnych obywateli przeciwko tym, którzy mają cudowne recepty na szczęście, przedtem socjalistyczne, teraz liberalno-ateistyczne. Dzięki tym prostym schematom socjo- i psychotechnicznym osiąga się różnorakie korzyści propagandowe, osłabia poczucie wspólnoty, więź społeczną, zaufanie, sieje nienawiść. Słusznie też, mówiąc o tych rzeczach, używamy czasu teraźniejszego, gdyż to wszystko w pewnych zakresach i oczywiście poddane rozmaitym modyfikacjom, jest aktualne. Pozwolę sobie przytoczyć za księdzem Mieczysławem Malińskim, z jego książki „Nasze dziwne stulecie”, fragment wypowiedzi hitlerowskiego wielkorządcy, Hansa Franka:

    „Kościół jest dla umysłów polskich centralnym punktem zbornym, który promieniuje stale w milczeniu i spełnia przez to funkcję jakby wiecznego światła… Kościół w Polsce nie ma potrzeby być czynnym. Katolicyzm bowiem nie jest w tym kraju żadnym wyznaniem, tylko koniecznością życiową”.

    Ta policyjna analiza Franka, odnosząca się do istoty polskości, świadczy o tym, iż tamci propagandyści i oprawcy, drążąc organizm naszego społeczeństwa, doskonale znali naszą psychikę. Właśnie w tym ujęciu można mówić o ich mistrzowskiej socjo-i psychotechnice zbrodni. Gdy w listopadzie 1948 roku młody, 48-letni biskup lubelski Stefan Wyszyński obejmował arcybiskupstwo gnieźnieńsko-warszawskie, a tym samym stanowisko prymasa Polski, sytuacja w kraju była nadzwyczaj skomplikowana. Wzmagał się terror antypolski, także z celową zajadłością wymierzony przeciwko polskiemu księdzu. Od 1944 ziemie polskie stały się terenem zbrodni i manipulacji NKWD. Czy w grę mógł wchodzić wariant bolszewicki, polegający na fizycznym zlikwidowaniu świątyń i kleru? Znane są, z dokumentów i literatury, przerażające sceny burzenia cerkwi i eksterminacji popów, mordowania tysięcy duchownych prawosławnych, przybijania ich do desek i obnoszenia po wsiach. Był to klasyczny holocaust rosyjskiego prawosławia. Ten wariant trudny był do zrealizowania na taką skalę w Polsce. Mało prawdopodobne, żeby w Polsce był w ogóle -wtedy – do przeprowadzenia. Dzisiejsze społeczeństwo polskie – w przeciwieństwie do przeszłości – katastrofalnie rozmiękczone opaczną demokracją i liberalizmem łatwiej przełyka policzki i prowokacje. Wróćmy jednak do lat pięćdziesiątych. U nas położono nacisk na manipulację socjo- i psychotechniczną. Jej skutki widzimy i odczuwamy również dzisiaj. Na czym to polegało? Choćby na próbach rozbicia polskiego duchowieństwa.

    W 1949 powołano Komisję Księży przy Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. To byli tak zwani księża-patrioci. Chodziło o skłócenie hierarchii kościelnej, wbicie w nią klina, który miał rozdzielić „reakcyjną konserwę”, „sługusów Watykanu”, od „patriotów” przyjmujących bez zastrzeżeń dyktat Moskwy. Przeciwstawiono „szarą brać kapłańską” kościelnej hierarchii. Nierzadko w rekrutacji księży-patriotów stosowano metody szantażu i przekupstwa. Kolejnym ciosem dla Kościoła katolickiego było odebranie mu Zrzeszenia „Caritas”. Na jego miejsce utworzono nową organizację o tej samej nazwie, państwową, uległą. Może świadczyć o tym fakt zlikwidowania ogromnej większości zakładów opiekuńczych. Chodziło zatem nie o opiekę, miłosierdzie, caritas, lecz o sianie zamętu. Owa perfidna metamorfoza „Caritasu” była rzekomo spowodowana… defraudacją pieniędzy przez biskupów polskich! Tu już wprost zastosowano styl NKWD. Prostactwo tych metod, gdy dziś się o tym człowiek dowiaduje, bywa szokujące.

    Prócz „Caritasu” był jeszcze m.in. zamach na ojców Bonifratrów, na ich zakłady opiekuńcze we Wrocławiu. Tu zastosowano efekt współczującego oburzenia! Zakonnicy biją w swych zakładach dzieci! – alarmowano – nie pozwalają im wstępować do… Związku Młodzieży Polskiej. Wprost klasyczna stylistyka podłej propagandy: kłamstwo, im bardziej drastyczne, tym skuteczniej wpływa zwłaszcza na pozbawionych krytycyzmu ludzi. Któż wątpi, że zamysł był taki: zdyskredytować Kościół w społeczeństwie, poróżnić kler polski między sobą i ze społeczeństwem (nic nie robią, siedzą na dolarach, a lud ciężko pracujący ledwo wiąże koniec z końcem)…

    Tak oto hitlerowcy i komuniści chcieli zepchnąć Kościół na margines. Tu zapytajmy jednak, czy i dzisiaj, w światowych mediach, tych najpotężniejszych, ta tendencja nie kwitnie?

  10. Piotrx

    1 października 2018 at 22:47

    „Współcześni uczniowie Hitlera” – Grzegorz Musiał (2013 r)

    Jedyna w dziejach encyklika papieska napisana po niemiecku – „Mit brennender Sorge” („Z palącą troską”) – została wydana przez Papieża Piusa XI z datą 14 marca 1937 roku. Dotyczyła sytuacji Kościoła w III Rzeszy, rozwiewając raz na zawsze podejrzenia o popieranie przez Watykan nazistowskich Niemiec.

    Pius XI poddał krytyce politykę prowadzoną przez Hitlera, radykalnie odcinając się od narodowego socjalizmu, potępiając jego pogańskie korzenie oraz ideę wyższości rasy i państwa nad nauką Kościoła, a także wzywając niemieckich katolików do oporu wobec hitlerowskiej ideologii.

    Encyklikę odczytano w Niedzielę Palmową 21 marca 1937 r. w 11 500 katolickich kościołach w Niemczech, co wywołało represje policyjne, jak również poważne reperkusje polityczne. Z początku władze przyjęły taktykę milczenia. „Jedynie w Monachium policja zarekwirowała 4000 egzemplarzy encykliki, co nie przeszkodziło w odczytaniu jej w kościołach” – pisze ks. Waldemar Kulbat.

    Wściekła nagonka

    Joseph Goebbels, poinformowany o treści encykliki wieczorem, w przeddzień jej ogłoszenia, zareagował wybuchem wściekłości, ale już Reinhardowi Heydrichowi, który zamierzał „ostro wkroczyć”, zalecił, aby „udawać obojętność i zignorować”. Zamiast fali represji, „na razie” zlecono konfiskatę drukarń, które wydały 300 tys. egzemplarzy encykliki, i przeprowadzono aresztowania wśród osób ją rozpowszechniających. Hitler, który o przyjętej taktyce został poinformowany następnego dnia, zaaprobował tę strategię – umiarkowaną, jak na możliwości policyjnego państwa – sam jednak polecił represje zaostrzyć. Goebbels zapisał w swoim „Dzienniku” pod datą 2 kwietnia, że Hitler „zamierza dobrać się do Watykanu”, gdyż „klechy nie doceniają naszej cierpliwości i łagodności”. Niech więc „poznają naszą surowość, twardość i nieubłaganie”.

    Nastąpiły naloty na mieszkania, rekwizycje i zatrzymania wśród osób nie tylko świeckich, ale i duchownych. Policja oświadczyła, że encyklika stanowi akt zdrady państwa i z tego paragrafu przystąpiono do montowania procesów przeciw osobom biorącym udział w jej rozpowszechnianiu. „Typowe” działania represyjne, jakie „dla zachowania ładu i porządku” wdraża każdy reżim totalitarny, zagrożony w swym stanie posiadania.

    O wiele dotkliwszy instrument ukryto pod powierzchnią tych działań – co również jest znamienne dla totalitarystów, którzy zawsze, prędzej czy później, muszą znaleźć „wroga publicznego”, psującego szyki państwu we wprowadzaniu kolejnego „świeckiego raju” dla obywateli. Ma się rozumieć – tylko dla obywateli posłusznych obowiązującej ideologii. Zamierzano zohydzić Kościół i ukazać środowisko duchownych katolickich jako społecznie szkodliwych wykolejeńców, którym przeciwstawiono „prawowitą” i „broniącą ładu publicznego” władzę.

    Działo pedofilii

    Pośród działań zaleconych przez Hitlera szczególną rolę miały odegrać kampanie oszczerstw przeciw duchownym, oparte na schemacie starym jak gestapowsko-ubecki świat: zniesławianie przez nałogi, chciwość dóbr lub złe prowadzenie się ofiar. Wadą pierwszych dwóch „haków” było ich rozpowszechnienie także w środowisku partyjnych bonzów. Pozostała rozpusta, ze szczególnym naciskiem na homoseksualizm – ale i tu znalazłaby się niejedna plama na honorze „czystej i nieskalanej moralnie” aryjskiej partii, jak choćby „noc długich noży” z 29 na 30 czerwca 1934 r., gdy „wyeliminowano z gry politycznej”, czytaj – zamordowano – nieukrywających swego homoseksualizmu przywódców SA, w tym głównego konkurenta Hitlera Ernsta Röhma, wraz z 400 uczestnikami zlotu w hotelu Hanselbauer koło Monachium. Za najpewniejszy fundament antykatolickiej kampanii uznano więc „pedofilię” – zjawisko na tyle egzotyczne, aby nie chciał go zanadto zgłębiać poddawany praniu mózgów obywatel, a z drugiej strony – przez obecność krzywdzonego dziecka – wywołujące natychmiastową reakcję wstrętu i oburzenia u każdego „prawowitego Niemca”. Goebbels w swoim „Dzienniku” bez osłonek określa tę akcję jako „nagonkę”, nazywając ją „wielkim natarciem” z użyciem „najcięższej artylerii” przeciw „czarnemu lęgowi”.

    Natychmiast „specjalny sprawozdawca” z Ministerstwa Propagandy wyruszył do Belgii, aby zrelacjonować odbywający się tam proces duchownego oskarżonego o mord na tle homoseksualnym. W Niemczech wznowiono procesy duchownych na tle obyczajowym, czasowo wstrzymane w 1936 roku. Z polecenia Goebbelsa gestapo ponownie przejrzało teczki katolickich księży, wzywano też na przesłuchania potencjalnych świadków oskarżenia, nakłaniając ich szantażem lub zastraszeniem do składania fałszywych zeznań – nawet gdy były to małe dzieci, rzekome ofiary „zboczeńców w sutannach”. Dbano, aby każda dopiero wykluwająca się sprawa była nagłośniona w mediach, dla wywołania w społeczeństwie „paniki moralnej” oraz wywarcia psychologicznego nacisku na prokuratorów i sędziów. Wielu dziennikarzy reżimowych – czyli praktycznie sto procent, gdyż niezależnych właściwie nie było – gorliwie wysługiwało się tej kampanii; szczególnie chamskie nagonki prasowe prowadził faworyt Goebbelsa i specjalista od prowokacji Alfred-Ingemar Berndt.

    Potęga prowokacji

    Zwieńczeniem akcji stała się masówka, zwołana 28 maja 1937 r. w berlińskiej Deutschlandhalle, którą właściwiej byłoby nazwać sabatem antykatolickim. Sprawozdanie z tego „piekielnego koncertu” przeciwko Kościołowi transmitowały wszystkie rozgłośnie, a przemówienie Goebbelsa zamieściła nazajutrz cała prasa pod wybitym wielkimi literami tytułem „Ostatnie ostrzeżenie”. Goebbels, z pozycji „zatroskanego ojca czworga dzieci” piętnował „wołające o pomstę do nieba” skandale „kaznodziejów moralności”. Przedstawiając duchownych jako „zezwierzęconych i pozbawionych skrupułów deprawatorów młodzieży”, zapowiadał, że ta „zaraza musi być wytępiona ogniem i mieczem”. Nie omieszkał wyrazić wdzięczności führerowi, że „jako opiekun niemieckiej młodzieży” zajął się „deprawatorami i zatruwaczami naszego ducha narodowego”.

    „Wychodzą na światło dzienne przypadki molestowania seksualnego – krzyczał z trybuny przyszły morderca własnej żony i sześciorga dzieci – których dopuszcza się ogromna część katolickiego duchowieństwa. I nie są to przypadki sporadyczne, ale obejmująca cały kler katolicki fala zgnilizny moralnej, jakiej w takim przerażającym nasileniu świat dotychczas nie widział. Ujawniane są sprawki niezliczonej ilości księży i zakonników i nie ulega wątpliwości, że tysiące tych spraw, które rozpatruje dziś nasz system sprawiedliwości, są zaledwie ułamkiem całości, obejmującej także wszystko to, co hierarchowie Kościoła próbują zamieść pod dywan”.

    Tylko w 1937 r. aresztowanych zostało z oskarżenia o „pedofilię” 276 katolickich księży oraz 49 zakonników. Aresztowania przeprowadzono we wszystkich diecezjach, w sposób gwarantujący nieustanną obecność tych skandali na pierwszych stronach dzienników Trzeciej Rzeszy. W sukurs gazetom szło wszechobecne niemieckie radio – pozbawione fal krótkich i posługujące się niezwykle w Niemczech rozpowszechnioną siecią głośników nastawionych na jeden główny kanał i umieszczonych w miejscach publicznych oraz w zakładach pracy. Fala „oburzenia społecznego” wywołana „występnością kleru katolickiego” była więc zagwarantowana. I – jak to dzieje się również dzisiaj – tylko mała cząstka obywateli zadawała sobie pytanie: jakim cudem pedofilia dotyczy tylko duchowieństwa katolickiego? Wśród „zezwierzęconych i pozbawionych skrupułów deprawatorów młodzieży” nie było innych grup społecznych: pedagogów, psychologów ani jednego duchownego niekatolickiego. Nie było słychać nic o rabinach, choć w innej sytuacji nie omieszkano by oskarżyć ich o wszelkie zbrodnie… Jednak tym razem chodziło o zachowanie „jasności przekazu”: „zaraza”, którą „opiekunowie niemieckiej młodzieży” powinni jak najszybciej wytępić „ogniem i mieczem”, obejmuje wyłącznie Kościół katolicki.

    Kurier Canarisa

    W tym czasie szefem Abwehry – niemieckiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego (od 1935 do 1944 r., kiedy to został zgładzony za udział w spisku na życie Hitlera), był admirał Wilhelm Canaris – jedna z najbardziej enigmatycznych postaci Trzeciej Rzeszy: wysoki dygnitarz aparatu, a zarazem ukryty przeciwnik Hitlera. Obserwując kampanię rozpętaną przez Goebbelsa, zdecydował się on przesłać Papieżowi plik dotyczących tej sprawy dokumentów, które przeszły przez jego ręce. Jako kurier posłużył katolicki adwokat Josef Müller – w następnych latach aresztowany i zesłany do obozu w Dachau, który przeżył, aby po wojnie zostać ministrem sprawiedliwości Bawarii.

    Dokumenty wręczono ks. Eugenio Pacellemu – sekretarzowi stanu Stolicy Apostolskiej, a niebawem (od lutego 1939 r.) Papieżowi Piusowi XII. Ten przekazał je, wraz z aprobatą Sekretariatu Stanu, do opracowania i edycji przebywającemu w Brazylii niemieckiemu jezuicie o. Walterowi Mariaux. Po dwóch latach jego pracy, w 1940 r. ukazały się w 700-stronicowym wydaniu z komentarzami i w podwójnym tłumaczeniu: w języku angielskim w Londynie i hiszpańskim w Buenos Aires, dokumenty z antykatolickich prześladowań w Trzeciej Rzeszy, obejmujące również kampanię przeciw „pedofilom w Kościele”. Wywołały one ogromny odzew w całym myślącym świecie – ukazując, jak łatwo jest, dysponując nowoczesną technologią, wywołać stan „paniki moralnej” w społeczeństwie. Termin ten – tu po raz pierwszy użyty – został w latach 70. XX wieku przyswojony przez socjologów na określenie stanu wzburzenia publicznego, wygenerowanego za pomocą inżynierii społecznej. Do repertuaru manipulatorów należy zwłaszcza gra liczbami rzeczywistych i rzekomych ofiar, gdy na bazie jednego czy dwóch udowodnionych przypadków – wyolbrzymionych do rozmiarów „straszliwego zagrożenia” – manipuluje się danymi i statystykami sądowymi, mieszając kazusy zakończone wyrokiem z postępowaniami zamkniętymi lub dopiero wdrożonymi, a także statystyki przeszłe z aktualnymi, żonglując kategoriami prawnymi i przedziałami czasowymi.

    Bez dowodów

    Zapewne do tych curiosów pseudosądowych, na które nie wpadł nawet sam Goebbels, należałoby zaliczyć obecnie nagłaśnianą w Polsce kampanię „antypedofilską” wokół dwóch polskich duchownych z Dominikany.

    Nazwiska tych zwęszonych przez hieny dziennikarskie ofiar ogłasza się publicznie przed postawieniem im zarzutów prokuratorskich, a jako dziwaczny „świadek oskarżenia” – niedysponujący najmniejszym dowodem, poza gołosłownym bajaniem o „materiałach pedofilskich w komputerze” – występuje rzekomo „przypadkiem w Polsce obecna” w związku „z reportażem o Polsce” – dziennikarka z Dominikany, Alicia Ortega. O jej politycznym uwikłaniu milczą polskie media, przedstawiając ją jako „niezależną” dziennikarkę „śledczą” – choć jest obecna na politycznym świeczniku Dominikany jako związana z lewacko-progresistowską partią Alianza País i politykiem Guillermo Moreno Garcią, który kandydował w wyborach prezydenckich 2008 r. z ramienia lewicowego Movement for Independence, Unity and Change.

    I znów tylko garstka Polaków o jeszcze niewypranych przez telewizję mózgach zadaje sobie pytanie o rzeczywisty stopień zainteresowania Polską czytelników na Karaibach, którzy widocznie tak są spragnieni reportaży znad Wisły, iż pani Ortega wybrała się na własny koszt w podróż przez Atlantyk i kontynent europejski, aby jak najszybciej zaspokoić ciekawość swoich czytelników.

    A że do Polski „wpadła” akurat w czasie „afery pedofilskiej na Dominikanie”, do tego dotyczącej „znanych sobie polskich księży…”. Cóż, przypadek. Również „przypadkiem” miała przy sobie materiały wideo, „na których widać między innymi całujących się chłopców. I choć nie widać na nich księdza G., dziennikarka jest przekonana o jego winie. Mają o tym świadczyć krzesła i obrazy widoczne na nagraniach, które znajdują się w pokoju księdza…”. Wbrew zapewnieniom tej pani podczas zwołanej w tym celu konferencji prasowej – iż prokuratura na Dominikanie „niezwłocznie wyśle” do Polski „dowody winy” obu księży – do dziś tak się nie stało. Z zapisu twardych dysków wynika bowiem, że mogły nimi manipulować postronne osoby.

    W świetle tej obrzydliwej i nieudolnie maskowanej nagonki – tym bardziej odrażającej, że prowadzonej przeciw polskim duchownym przez rodzime media, nie wzdragające się, aby w sprawę spotwarzającą polski Kościół wciągać środowiska międzynarodowe – należałoby się zastanowić, czy słowa Goebbelsa o „fali zgnilizny moralnej”, jaka miała toczyć kler katolicki w Niemczech pod rządami NSDAP, lepiej nie pasują dziś do dziennikarzy w Polsce, wysługujących się korporacjom lewacko-postmarksistowskim i wszelkiej maści nihilistycznej „ideologii”.

    Klęska prowokatorów

    Zaznaczyć trzeba – na co zwrócił uwagę Massimo Introvigne z Ośrodka Badań Nowych Ruchów Religijnych w Turynie w swoim niezwykle przenikliwym artykule opublikowanym w „L’Avvenire” w 2010 r., że w ówczesnych Niemczech nie wszystkie przypadki czynów pedofilskich w środowiskach katolickich były wymyślone. Sam ks. Walter Mariaux podaje znane sobie przypadki dotyczące jednego zakonnika, jednego świeckiego nauczyciela w szkole zakonnej, ogrodnika i woźnego, którzy w oparciu o przekonywające dowody zostali skazani w 1936 roku. Jednak ogłoszone wówczas wyroki – w postaci cofnięcia prawa nauczania aż czterem instytutom zakonnym – uznaje on za rażąco niewspółmierne do przewinień i będące częścią represji Ministerstwa Nauczania Publicznego wobec szkół katolickich w Niemczech. Wymienia też obejmujący parę osób przypadek z Waldbreitbach w Nadrenii, który – choć zakończony prawomocnym wyrokiem – jest przez późniejszych historyków cytowany jako przykład wymierzonej w Kościół katolicki histerii „antypedofilskiej”.

    Każde z tych wydarzeń spotkało się z poważną reakcją Episkopatu Niemiec. „2 czerwca 1936 r. – podaje Introvigne – biskup Münster, bł. Clemens August von Galen (1878 -1946), który był duszą katolickiego oporu wobec nazizmu i który w 2005 r. został beatyfikowany przez Benedykta XVI – wydał oświadczenie, odczytane podczas niedzielnych nabożeństw, o swym ’bólu i smutku’ wobec tych ’odrażających przestępstw’, które ’okrywają hańbą nasz Święty Kościół’. Zaś 20 sierpnia 1936 r., po wydarzeniach w Waldbreitbach, niemiecki Episkopat opublikował wspólny list pasterski, w którym potępiono winnych i wyrażono wolę współpracy Kościoła z organami państwa”. Tyle oświadczeń publicznych, bo nieoficjalnie niejeden z niemieckich biskupów podkreślał, o ile częstsze aniżeli wśród księży, i znacznie lepiej udokumentowane są przypadki seksualnych nadużyć wobec młodocianych, popełniane przez nauczycieli szkół świeckich i działaczy organizacji młodzieżowych, w tym Hitlerjugend.

    Czas przyjrzeć się owocom tej odrażającej kampanii. Spośród 325 aresztowanych zdołano dowieść winy zaledwie 21 duchownym! – co daje nikły odsetek spraw wdrożonych z urzędu, z maksymalnym zaangażowaniem propagandy i aparatu potężnego państwa policyjnego. Wszystkich skazanych zesłano do obozów koncentracyjnych, gdzie zmarli. Do dziś nie ma pewności, ilu z nich rzeczywiście ciężko zgrzeszyło przeciw szóstemu przykazaniu, a ilu było ofiarami sfingowanych oskarżeń. Również w skali międzynarodowej ta próba wytarzania Kościoła katolickiego w pedofilskim ścieku spaliła na panewce. Dzięki odwadze Canarisa i determinacji jezuity Mariaux świat jeszcze w czasie wojny dowiedział się o plugawych machinacjach Goebbelsa, a jedynym efektem jego trudu była jeszcze większa pogarda dla niego samego i dla hitlerowskiego reżimu, który wkrótce upadł…

    Oby pamięć o tamtej prowokacji – będącej jedną z mniej znanych prób wykorzystania jednostek zaślepionych nienawiścią do Chrystusa, a także machiny państwowej do zdyskredytowania Kościoła katolickiego przez „ojca wszelkiego kłamstwa”, i to metodami, w których natychmiast rozpoznaje się odcisk jego kopyta – stała się przestrogą dla działającej dziś w Polsce nieszczęsnej świty jego orędowników.

  11. POklos

    8 października 2018 at 14:00

    W Niemczech nie pokazywano nigdy zadnego polskiego Filmu w kinach. Kler jest juz we wszystkich kinach w Niemczech po dwoch tygodniach od jego ukazania sie w Posce. W Niemczech film ten wspisuje sie doskonale w rzadowa walke z kosciolem katolickim. Starsza siostra Merkel zaciera rece. Oj durni, wy durni !!!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra