Kościół

Komunia na rękę w Notre-Dame de Paris [FOTO]

Historyczna katedra Notre-Dame de Paris jest przykładem pseudo tradycjonalizmu katolickiego w świecie modernizmu posoborowego.

Komunia świeckiego szafarza w Notre-Dame de Paris Fot. Robert Wyrostkiewicz

Dlaczego? Na czym polega ten tradycjonalizm? Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież sprotestantyzowany rytuał mszalny odbywa się w katedrze paryskiej wśród gapiów i turytów, a w świątyni znajdują się czynne podczas liturgii sklepiki i do tego ludzie rozmawiają przez telefony komórkowe. Więc gdzie ten tradycjonalizm?

Tak, jednak tradycyjne wydanie Mszy w Notre-Dame de Paris polega na tym, że Komunia Święta udzielana świeckiemu szafarzowi pod dwiema Postaciami, udzielana jest już wiernym przez niego i kapłana pod jedną postacią, a celebrans nosi ornat…

Dziwne? Tak, jak na Francję dość konserwatywne, bowiem Msze w albie i w kręgu, gdzie rola kapłana ogranicza się praktycznie do Przemienienia, a Komunia na rękę trafia okruszkami na ziemię, do ust lub do książeczki dla męża, cioci, mamy… to standard reformy liturgicznej w kraju św. Ludwika. Wydanie z Notre-Dame de Paris na tle standardu… to tradycjonalizm. Pseudo, ale za takowy jest poczytywany przez liderów tzw. reformy liturgicznej.

Komunia na rękę w Notre-Dame de Paris Fot. Robert Wyrostkiewicz

Warto przypomnieć, że do starożytnego zwyczaju Komunii na rękę, wycofanego w pierwszych wiekach chrześcijaństwa ze względu na nadużycia eucharystyczne (obecny był np. zwyczaj chowania zmarłych z Ciałem Chrystusa) został przywrócony nielegalnie przez holenderskich kapłanów w XX w. w czasach pontyfikatu Pawła VI, o czym pisał szerzej Michael Davies w broszurze „O Komunii na rękę i podobnych nadużyciach”.

Robert Wyrostkiewicz

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

7 komentarzy

7 Komentarzy

  1. m

    3 października 2018 at 16:25

    Czy ambasada USA potępi podpalenie drzwi kościoła, tak jak potępiła wybicie szyby w synagodze?
    http://niewygodne.info.pl/
    Przypomnijmy – 20 września jakiś niezrównoważony facet wybił kamieniem szybę w gdańskiej synagodze. Już następnego dnia rano ambasada USA w Warszawie wydała oficjalny komunikat, w którym potępiła „ten pełen nienawiści, destrukcyjny akt”. Kilka dni później jakiś szaleniec wziął kanister z benzyną i podpalił drzwi do kościoła w Opolu Lubelskim. Jak do tej pory ambasada USA milczy. Nic nie wskazuje również na to, aby przy odsłonięciu nowych drzwi kościoła w geście solidarności miało dojść do podobnej ceremonii ekumenicznej, jak podczas odsłonięcia nowego okna w synagodze.

  2. Piotrx

    3 października 2018 at 16:58

    O Komunii na rękę i podobnych nadużyciach – Michael Davies
    /fragmenty/

    Wielkie oszustwo

    Apologetycy na rzecz przyjmowania Komunii na rękę przywołują argument uznawany przez nich za niekwestionowany, dla uzasadnienia tej innowacji, a mianowicie twierdzenie, iż taka była praktyka w pierwotnym Kościele. Upraszczając, mówią oni: „To musi być lepsze, ponieważ jest starsze”. Argument ten jest całkowicie fałszywy i z największą mocą był potępiony przez papieża Piusa XII, co wykażemy poniżej. Osoby pragnące zachowania tradycyjnej praktyki winny skoncentrować się na wykazywaniu fałszywości tego argumentu, a nie zbaczać na dyskusje typu czy praktyka Komunii na rękę kiedykolwiek była powszechna, jak długo trwała, na ile oryginalne są przytaczane teksty dowodzące, iż była ona kiedyś zwyczajem, a także o przyczynach jej zniesienia na rzecz Komunii na język dla świeckich. Tradycjonalistów oskarża się czasami o głoszenie statycznej koncepcji Wiary, jako przeciwieństwa rozwoju. Z drugiej strony, to właśnie liberałowie ignorują rozwój liturgii i doktryny, który nastąpił z inspiracji Ducha Świętego.

    Najlepszą odpowiedź dla współczesnych liturgicznych i doktrynalnych innowatorów znajdujemy u kard. Newman’a w The Deuelopment of Christian Doctrine (Rozwój Doktryny chrześcijańskiej). W książce tej wielki Kardynał ukazuje nam, jak naturalnym i nieuniknionym był rozwój w każdym aspekcie życia Kościoła. Pierwsi chrześcijanie wciąż jeszcze uczęszczali do synagog i w wielu przypadkach, przestrzegali żydowskich przepisów postnych. Wieki minęły zanim prawdziwa natura Trójcy Świętej oraz boska natura Chrystusa zostały w pełni wyjaśnione. Formy kultu Bożego stosowane w czasach prześladowań zupełnie nie były już adekwatne w momencie, gdy chrześcijanie wyszli z katakumb i pobudowali wielkie bazyliki. Podobnie jak w przypadku innych doktryn, nigdy nie zaprzeczając temu, w co uprzednio wierzono, natura Ofiary Mszy św. i Rzeczywistej Obecności Naszego Pana w Eucharystii stawała się coraz bardziej wyraźna, co miało swoje odbicie w liturgii.

    Zgodnie z zasadą Lex orandi, lex credendi (jaka modlitwa, taka wiara), sposób w jaki Kościół wyznaje wiarę odzwierciedla to, w co wierzy. Kardynał Newman słusznie zauważa, iż „taki rozwój doktryny, który idzie w kierunku przeciwnym, niż rozwój, który ją poprzedził, nie jest rzeczywistym rozwojem, lecz zepsuciem; a również, to co jest zepsuciem działa jako niezdrowy element przeciwko temu, co jest słuszne”. Trudno wyobrazić sobie bardziej trafne określenie natury i konsekwencji wstecznego rozwoju, który nastąpił wraz z wprowadzeniem Komunii na rękę. Co więcej, tej konkretnej innowacji, wraz z większością zmian liturgicznych wprowadzonych po Soborze Watykańskim II, nie można pogodzić z wiarą, że Duch Święty mieszka w Kościele i Go prowadzi. Jeżeli argumenty na rzecz Komunii na rękę i innych zmian liturgicznych są ważne, to najwyraźniej Duch Święty nie prowadził Kościoła przez z górą ponad 1000 lat.

    Najwyraźniej musiał być albo nieobecny, albo obojętny aż do czasów reformatorów protestanckich z XVI wieku, którzy przeprowadzili te same reformy, co wprowadzają neo-protestanci dzisiejszego Kościoła. Będziemy dowodzi poniżej, że, podobnie jak reformatorzy protestanccy wprowadzili Komunię na rękę, aby zaprzeczyć wierze w katolickie kapłaństwo i Rzeczywistą Obecność, zachowanie Komunii na język stało się kłopotliwą przeszkodą dla ekumenizmu od czasów Soboru Watykańskiego II.

    Ci, którzy dziś niszczą Ryt Rzymski, są przeciwni praktycznie każdemu aspektowi sposobu sprawowania Mszy św. używanego przez katolików obrządku łacińskiego przed Soborem. Jeżeli oni mają rację, to całkiem niepojętym wydaje się, iż Duch Święty prowadził papieży ostatniego tysiąca lat, pozwalając im na wprowadzenie szkodliwych form wyznania. A skoro Duch Święty nie kierował Kościołem przez ponad milenium, to całkiem jasne, iż nie jesteśmy jedynym prawdziwym Kościołem. Liberałowie odpowiadają czasami, iż to, co było właściwe aż do połowy tego stulecia, nie jest już dzisiaj adekwatne, gdyż mamy obecnie do czynienia z nowoczesnym człowiekiem, z humanizmem nadchodzącej ery, z dojrzałym katolicyzmem.

    W swojej książce The Devastated Vineyard (Spustoszona winnica) Dietrich von Hildebrand pokazuje w sposób przekonywujący, iż tak zwany „nowoczesny człowiek” jest mitem, stworzonym przez socjologów, że w istocie swej natury, w swych podstawowych potrzebach, pragnieniach, postawach, współczesny człowiek nie różni się od swych poprzedników z minionych wieków. Natura ludzka się nie zmienia.

    Praktyka Komunii na rękę

    Kluczowym zagadnieniem debaty dotyczącej coraz szerszego wprowadzania Komunii na rękę nie jest pytanie, czy było to kiedykolwiek rozpowszechnione we wczesnym Kościele, ale czy winno być wprowadzone obecnie. Aby uprościć dyskusję, załóżmy na chwilę, ze względu na przyjęty sposób argumentacji, iż wiele wieków temu księża uważali za dopuszczalne położenie Hostii na rękę komunikowanego. Są jednakże bezsprzeczne dowody, iż, przynajmniej w pewnych regionach, świeccy otrzymywali Komunię na język w końcu VI wieku. Ordo Romanus z IX wieku uznaje Komunię na język za normalną praktykę.

    Synod w Rouen w roku 650 potępił przyjmowanie Komunii na rękę przez świeckich jako nadużycie. Wskazuje to, iż przyjmowanie Komunii na język musiało przynajmniej już wówczas być ugruntowaną praktyką. Dla uczonych nie jest jasne czemu nastąpiła zmiana podaje się różne uzasadnienia i prawdopodobnie w każdym z nich jest jakaś cząstka prawdy. Faktyczna przyczyna nie jest jednakże ważna. To co jest ważne, to że zmiana musiała była nie dokonać dla ważnych przyczyn, pod wpływem Ducha Świętego. Zmiana na chleb nie kwaszony jest podawana jako jedna z przyczyn; obawa przed nadużyciami jako inna; O. Jungmann podaje „wzrastający respekt dla Eucharystii” juko przyczynę decydującą.

    Studium Ojców Kościoła i źródeł wczesnego średniowiecza ukazuje nam nie tylko ciągle wzrastające rozumienie Eucharystii jako prawdziwego Ciała i Krwi Chrystusa – nie tylko w celu jej przyjmowania, ale także adorowania – ale także rozumienie natury Mszy św. jako prawdziwej Ofiary, której podstawowym celem jest adoracja Wszechmogącego Boga. Istota aktu konsekracji wymagała ważnie wyświęconego księdza, pszennego chleba i wina. Była ona ofiarowana przez księdza działającego w osobie Chrystusa. Świeccy mieli przywilej bycia obecnymi przy Ofierze – ale liturgia w sposób naturalny i logiczny akcentowała pierwszorzędną rolę księdza i rzeczywistość Ofiary.

    Broszura propagująca Komunię na rękę, The Body of Christ (Ciało Chrystusa), wydana przez Komitet Biskupów Amerykańskich ds. Liturgii, pisze o tym jak o czymś, co miałoby być potępione:

    „W ósmym i dziewiątym wieku świeccy byli prawie zupełnie wykluczeni z celebracji Mszy. Nie zanosili już ofiar do ołtarza podczas Mszy, ale wymagano, aby czynili to wcześniej; śpiew był wykonywany tylko przez chór (schola); zaniknęły intencje ogólne; wierni nie mogli już widzieć co działo się na ołtarzu, ponieważ ksiądz stał przed ołtarzem, czasami zupełnie otoczony lub ukryty wśród ikonostasów; kanon odmawiano po cichu i wszystko działo się w milczeniu, albo w języku mniej zrozumiałym przez wiernych”.

    To się czyta, jak listę postulatów podaną przez reformatorów protestanckich w XVI w., a, w większości wymienionych przykładów, stanowi potępienie obecnych praktyk liturgicznych katolików ortodoksyjnych i rytów wschodnich. Jako przykład tandety naukowej w powyższej broszurze, jak i w całej propagandzie na rzecz Komunii na rękę, wystarczy tylko stwierdzić, iż idea wiernych pragnących widzieć „co dzieje się na ołtarzu” była zupełnie obca chrześcijanom tamtego czasu, jak wykazał to O. Charles Napier, przełożony Oratorium w Londynie.

    Podobnie, od czasów gdy chrześcijanie po raz pierwszy mieli kościoły, było prawie niezmiennym zwyczajem ofiarowanie Mszy twarzą na wschód, a więc kapłan stał przed ołtarzem, zwrócony plecami do zgromadzenia. Wyczerpujące dowody tego faktu podałem w innej pracy, więc nie będę tutaj powtarzać argumentów (zobacz broszury: The Tridentine Mass, oraz The New Mass). Jeżeli tylko rozumie się prawdziwą naturę Mszy św., gdy tylko posiądzie się prawdziwe rozumienie tego, co dzieje się, gdy kapłan Boży wypowiada słowa konsekracji, nietrudno zrozumieć dlaczego najistotniejsze momenty Ofiary dokonują się we wschodnich Kościołach za ikonostasami. W rzeczywistości to cud, że kapłan ośmiela się wypowiadać te słowa, albo że świeccy ośmielają się być obecni, gdy on to czyni. W starożytnej liturgii znajduje się wyjątek ze św. Jakuba, który dokładnie wyraża stosunek, jaki grzeszni ludzie winni mieć wobec tej tajemnicy, stosunek perfekcyjnie wyrażony w sposobie sprawowania Mszy św. pod koniec IX wieku, który do dziś znajduje się w opłakanym stanie za sprawą współczesnych wnioskodawców Komunii na rękę. Wyjątek ów mówi:

    „Niech wszelkie ciało śmiertelne zamilknie, i trwa tak w strachu i drżeniu, i nie rozważa żadnych rzeczy ziemskich: bo oto Król królów i Pan panów, Chrystus naszego Boga ma być ofiarowany i dany jako pokarm dla wiernych; a zastępy aniołów kroczą przed Nim, ze wszelkich potęg i zwierzchności, a wśród nich wieloocy cherubini, sześcioskrzydli serafini, zakrywając swe twarze, donośnym hymnem śpiewają Alleluja, Alleluja, Alleluja”.

    Wyrazem czci dla Najświętszego Sakramentu, a także wielkości i wspaniałości ceremonii Mszy św., są następujące szlachetne i wspaniałomyślne słowa Fryderyka Wielkiego:

    „Kalwiniści traktują Wszechmogącego Boga jako sługę, luteranie jako równego sobie, a katolicy jako Boga”.

    Dwa stosowane obecnie sposoby rozdawania Komunii św. symbolizują dwie sprzeczne ze sobą postawy stosunku do Mszy św. – tych, którzy uważają ją przede wszystkim za najwyższą Ofiarę ofiarowaną przez Wszechmogącego Boga, ze wszelką możliwą powagą i czcią; i tych z drugiej strony, którzy uważają ją za biesiadne zgromadzenie towarzystwa wzajemnej adoracji. Obecny konflikt można faktycznie widzieć jako symbol wewnętrznej walki Kościoła pomiędzy tymi, którzy widzą chrześcijaństwo jako kult Boga, oraz tymi, którzy uważają je za kult człowieka.

    Dietrich von Hildebrand zwrócił uwagę na kierunek mających nastąpić innowacji już w roku 1966. W artykule opublikowanym w październikowym wydaniu czasopisma „Triumph” w tym samym roku, odnotował:

    „Podstawowym błędem większości innowacji jest wyobrażenie, iż nowa liturgia przybliża świętą ofiarę Mszy do wiernych, że odarta ze swych rytuałów Msza staje się teraz bliższa naszemu życiu. Ale trzeba sobie postawić pytanie, czy bardziej spotykamy Chrystusa wznosząc się ku Niemu, czy też ściągając Go w dół do naszego codziennego świata? Innowatorzy chcieliby zastąpić świętą intymność z Chrystusem za pomocą niestosownej poufałości. Nowa liturgia grozi właśnie zerwaniem obcowania z Chrystusem. Umniejsza cześć w obliczu tajemnicy, wyklucza bojaźń, i przyćmiewa wszelki sens świętości”.

    Ostatnie zdanie mogłoby być użyte szczególnie do opisania efektów Komunii na rękę!

    Jaka była starożytna praktyka?

    Należy odnotować, iż praktyka wprowadzana przez naszych współczesnych liturgicznych komisarzy nie jest tożsama z praktyką opisaną przez św. Cyryla, lub praktykami opisywanymi w standardowych pracach, na które się oni powołują. Kobiety nie przyjmowały Hostii bezpośrednio na ręce, ale były zobowiązane do nakrywania ich szatą nazywaną dominicale, przynoszoną specjalnie w tym celu. Innowatorzy nie mogą więc nawet twierdzić, iż przywracają starożytny katolicki zwyczaj.

    Wprowadzają oni bowiem niczego nie podejrzewającym wiernym sposób przyjmowania Komunii wynaleziony przez reformatorów protestanckich w XVI w. Cytat przypisywany św. Cyrylowi Jerozolimskiemu jest tekstem najczęściej używanym dla uzasadnienia tej innowacji. Tekst ten był wyraźnie wymieniony w wielu materiałach propagandowych, artykułach i opracowaniach, których celem było wprowadzenie w błąd wiernych. Przykłady można znaleźć w artykule redakcyjnym z londyńskiego „The Universe”, który był już cytowany, a także w broszurze wydanej przez Stowarzyszenie Prawdy Katolickiej Anglii i Walii, a także w broszurach „Take and Eat” (Bierzcie i Jedzcie) wydanych przez Amerykańską Federację Diecezjalnych Komisji Liturgicznych. Pełny tekst zawarty jest jednakże w broszurze The Body of Christ (Ciało Chrystusa) wydanej przez Komitet Biskupów Stanów Zjednoczonych ds. Liturgii. Św. Cyryl był biskupem Jerozolimy w IV wieku i wyróżnił się głównie wielką liczbą wykładów (katechez) przeznaczonych dla kandydatów, którzy mieli przyjąć chrzest podczas Wielkanocy (prawdopodobnie w 350 r.). Wykłady wstępne oraz osiemnaście następujących po nich katechez są klasycznymi dokumentami teologicznymi, zawierającymi wyjątkowo jasne i dobrze uargumentowane przedstawienie głównych punktów katolickiej wiary. Niektóre z rękopisów, które dotrwały do naszych czasów, zawierają również pięć kolejnych wykładów, prawdopodobnie przeznaczone dla tych samych odbiorów podczas Wielkiego Tygodnia, podczas którego kandydaci byli Wprowadzani w wielkie sakramentalne tajemnice Chrztu, Bierzmowania i Eucharystii (stąd owe pięć wykładów określane jest mianem Katechez Mistycznych). Rękopisy w różny sposób przypisują Katechezy Mistyczne innym autorom niż św. Cyryl; późniejsi autorzy po prostu zaliczają je do wcześniejszego zbioru wykładów i traktują je jako autentyczne. Współcześni uczeni są podzieleni co do ich autentyczności. W każdym razie, to właśnie jeden z tych wątpliwego pochodzenia wykładów jest dziś tak często cytowany dla uzasadnienia Komunii na rękę. Mimo wszystko, dla przeprowadzenia wywodu, można go uznać za oryginalny. Co więcej, cechy opisywane przez św. Cyryla są, jak to wykażemy, potwierdzone przez innych Ojców Kościoła. Odnotujemy, po podaniu cytatu w całości, iż autor ukazuje nam jasno zdefiniowaną i przekonywująco uargumentowaną wiarę w istotę sakramentalnej natury Mszy i w pełną substancjalną rzeczywistość obecności Chrystusa w konsekrowanej materii (tak bardzo, iż wprowadził on w wielkie zakłopotanie reformatorów protestanckich w XVI wieku. Mówi on nawet o zmianie substancji materii na sposób przypominający doktrynę o transsubstancjacji).

    Oto cytat w całości (w oryginalnym przekładzie):

    „Zbliżając się więc, nie podchodź z wyciągniętymi dłońmi, ani z rozpostartymi palcami, ale z lewej (ręki) uczyń tron dla prawej, gdyż ta właśnie dłoń ma przyjąć Króla. Nadstawiając dłoń, przyjmij Ciało Chrystusa, dodając . Następnie, ostrożnie uświęcając swe oczy poprzez dotknięcie ich świętym Ciałem, spożyj Je, dbając o to, abyś nie utracił żadnej cząstki. Bo jeżeli utracisz jakąś cząstkę, to tak jakbyś poniósł stratę, tak jakby to był jeden z twoich członków. Powiedz, gdyby ktoś dał Ci złoty piasek, czyż nie troszczyłbyś się on ze wszelką ostrożnością, dbając o to, by nie stracić żadnej jego cząstki, ani ponieść żadnej straty? Czyż nie powinieneś być zatem dużo bardziej ostrożny dbając o to, aby żadna okruszyna nie wypadła z tego, co szlachetniejsze jest niż złoto i szlachetne kamienie?” „Tak więc, gdy już spożyjesz Ciało Chrystusa, podejdź także po kielich Krwi. Nie wyciągaj rąk, lecz trzymaj je nisko, tak jak miałbyś się pokłonić lub uczynić głęboki akt czci. Powiedz i uświęć się spożywając także Krew Chrystusa. Gdy wciąż jeszcze wilgoć czujesz na swoich wargach, dotknij ich rękoma i uświęć swoje oczy, swoje czoło i wszystkie pozostałe zmysły. Na koniec, czekaj na modlitwę i dziękuj Bogu, który uznał ciebie wartym takich tajemnic”.

    Praktyka dotykania Hostią organów zmysłowych oraz namaszczania ich drogocenną Krwią może się wydawać nieszkodliwa, jak nieznacząca błahostka, ale niosła za sobą nieodłączne niebezpieczeństwa. Mogła ona bowiem prowadzić do przesadnej, być może zabobonnej, czci dla konkretnej Hostii przyjętej przez komunikującego, oraz do późniejszej przesadnej pobożności. Tak faktycznie się działo, a praktyka całowania Hostii stała się powszechna. Św. Cyryl Aleksandryjski porównał namaszczanie organów zmysłowych Krwią Baranka ofiarowanego w Eucharystii do namaszczania drzwi frontowych przez Żydów w egipskiej niewoli krwią zarzynanych baranków. Uważał on, iż, podobnie jak ta właśnie praktyka uchroniła Żydów, podobnie namaszczanie organów zmysłowych powinno uchronić przed niszczącym złem pokus zmysłowych, przedostających się za ich pośrednictwem.

    Kolejnego dowodu znacznego geograficznego rozpowszechnienia tej dziwnej praktyki dostarcza inny biskup z pierwszej połowy V wieku – Teodoret – biskup Cyrrhus w Syrii, który potwierdza, iż praktyka całowania Hostii była już w użyciu:

    „Należy rozważyć, jak podczas świętego misterium bierzemy członki Oblubieńca, całujemy je, obejmujemy je i dotykamy nimi naszych oczu”.

    Ten przykład przesady nie jest odosobniony. Praktyka całowania Hostii, która stała się możliwa wskutek jej przyjmowania na rękę, a prowadziła do spaczenia teologii oczywistej Obecności, przetrwała przynajmniej do końca VIII wieku. Naszym świadkiem jest św. Jan Damasceński (675-749):

    „Przyjmujmy Ciało Ukrzyżowanego, dotykając nim naszych oczu, naszych ust i czoła, i spożyjmy boski płonący węgiel”.

    Trudno się dziwić, iż w obliczu takich niestosowności Duch Święty upomniał się o zmianę, tj. przyjmowanie Najświętszego Sakramentu na język, aby zagwarantować właściwą cześć i dobry obyczaj. W połowie XIII wieku było to już dobrze ugruntowaną tradycją, iż tylko to co było konsekrowane mogło kiedykolwiek wchodzić w kontakt z Najświętszymi Sakramentem. Św. Tomasz z Akwinu (1225-1274) pisze:

    „Rozdawanie dala Chrystusa należy do kapłana z trzech powodów. Po pierwsze, ponieważ, jak było powiedziane powyżej, dokonał on konsekracji w osobie Chrystusa. Ale tak jak Chrystus konsekrował Swoje Ciało podczas Ostatniej Wieczerzy, tak również dał je innym, aby je spożywali. Analogicznie, tak jak konsekracja Ciała Chrystusa należy do kapłana, podobnie i rozdawanie należy do niego. Po drugie, ponieważ kapłan jest wyznaczonym pośrednikiem pomiędzy Bogiem a ludźmi, więc tak jak do niego należy ofiarowanie darów człowieka Bogu, tak i do niego należy przekazywanie konsekrowanych darów ludziom. Po trzecie, ze względu na cześć dla tego sakramentu, nic nie może się z nim stykać, lecz tylko to, co jest konsekrowane, stąd też i korporał i kielich są konsekrowane, a podobnie i ręce kapłana. Nie jest zatem uprawnione, aby ktokolwiek inny tego dotykał, chyba że w stanie konieczności, gdyby np. miało upaść na ziemię, lub w innych nie cierpiących zwłoki przypadkach”.

    Propaganda na rzecz Komunii na rękę niesie ze sobą wiele twierdzeń, które mają dowodzić, iż święcenia kapłańskie nie nadają szczególnego przywileju kapłanom odnośnie prawa rozdawania Najświętszego Sakramentu. We wspomnianej już broszurze „Take and Eat” czytamy:

    „O ile w ostatnich czasach kładziono duży nacisk na, świętość dłoni kapłana, należy jednak podkreślić, iż namaszczenia rąk podczas wyświęcenia nie można łączyć ze szczególnym przywilejem do dotykania Eucharystii”.

    Jednakże, św. Tomasz z Akwinu w sposób oczywisty widział taki związek na wiele set lat zanim ktokolwiek mógł choćby wyobrazić sobie istnienie takiego kraju jak Ameryka – a było to już za jego czasów powszechnie przyjętą tradycją. Nie chcę powiedzieć, iż taka była główna bądź jedyna przyczyna uznawania tej praktyki, a tylko że twierdzenie, iż praktyka, której przypisywano szczególne znaczenie przez prawie tysiąc lat, nie posiada tego szczególnego znaczenia, to tak jakby pozbawić słowa jakiegokolwiek sensu. Należy także zauważyć, iż tradycyjny ryt święceń kapłańskich, zgodnie z Rzymskim Pontyfikatem (nawiasem mówiąc, ryt, który obecnie sprotestantyzowano jeszcze bardziej, niż samą Nową Mszę), zawiera następującą przestrogę przekazywaną przez biskupa wyświęcanym kapłanom:

    „Bądźcie świadomi tego co czynicie, skoncentrujcie się na tym co wykonujecie, a gdy sprawujecie tajemnicę śmierci Naszego Pana, niech wasze ciała będą całkowicie nieczułe na impulsy zmysłów i pożądliwości waszych”.

    Powyższe ma bezpośredni związek z faktem, iż wyświęcani będą wkrótce dysponować Ciałem Chrystusa, co nazywa się przywilejem. Gdyby każdemu katolikowi pozwolono na dotykanie Najświętszego Sakramentu, nie byłoby szczególnych powodów, aby wyświęcanym kapłanom dawać tę przestrogę. Dalej w broszurze „Take and Eat” czytamy:

    „Szczególne namaszczenie dłoni kapłana symbolizuje jego publiczne służenie innym” (!)

    Czy rzeczywiście? Dobrze byłoby dowiedzieć się, z jakiego źródła pochodzi ten nonsens. Listonosze, lekarze, śmieciarze, nauczyciele, służby drogowe i siły wojskowe – wszyscy oni czynią publiczną służbę na rzecz innych”. Być może winni również oni mieć swoje dłonie namaszczone?

  3. Piotrx

    3 października 2018 at 17:05

    W obronie Mszy Świętej i Tradycji Katolickiej – ks. Dariusz J.Olewiński
    /fragmenty/

    O szafarstwie i przyjmowaniu Komunii Świętej.

    Sam Sobór nic mówi nic o zmianach w sposobie przyjmowania Komunii św. Jednak równocześnie z reformą liturgii zaczęto praktykować, wbrew wyraźnym zakazom, przyjmowanie Komunii św. na rękę. Taka praktyka została rozpoczęta w Holandii, a odnotowano ją tam w 1967r. Nic jest to przypadek, gdyż właśnie teologowie holenderscy wyprzedzili innych w „nowych” koncepcjach odrzucających katolickie rozumienie Eucharystii, zawartych chociażby w tzw. Katechizmie holenderskim. Stamtąd rozprzestrzeniła się ta praktyka na Niemcy, Belgię i Francję, w dużej mierze dzięki pilnemu poparciu prasy i telewizji, które przedstawiały ją jako nowoczesną i chlubną. Mimo kłamliwego propagowania i systematycznego rozpowszechniania, nie udawało się do niej przekonać większości wiernych, lecz pozostawała ona tylko sekciarskim wybrykiem kręgów skrajnie modernistycznych. Jest bezsprzecznym faktem, że ta nowa forma nie pochodziła z życzenia rzesz wiernych, lecz że forsowana była przez pewne grupy nacisku, posługujące się wyrafinowaną propagandą. Dochodziło nawet do ekscesów w czasie samej Mszy św.. gdy niektórzy „wierni” stojąc przy balaskach wobec odmowy ze strony kapłana wręcz głośno żądali położenia im Komunii św. do ręki. co niekiedy kończyło się tym. że byli usuwani ze świątyni przez normalnych wiernych. Owszem nie wszyscy zwolennicy nowej formy negowali rzeczywistość obecności Chrystusa w Eucharystii, lecz ulegali po prostu najczęściej powtarzanemu argumentowi, że chodzi o powrót do praktyki Kościoła pierwotnego.

    Jest to jednak bardzo podstępne uzasadnienie. Przytacza się bowiem fragment z katechez sakramentalnych św. Cyryla Jerozolimskiego , który mówi o faktycznej ówczesnej praktyce przyjmowania Komunii św. do rąk. Słowa jego wzywają jednak do jak największej czci wobec Ciała Chrystusowego i do jak największej troski, by nic dopuścić do zbezczeszczenia nawet okruchów świętej postaci:

    „Zbliżając się zaś nie podchodź z wyciągniętymi dłońmi ani ze sterczącymi palcami, lecz uczyniwszy z lewej ręki tron dla prawej, jako że ma ona przyjąć Króla, i otworzywszy dłoń przyjmij Ciało Chrystusa, mówiąc Amen… Przyjmij, uważając pilnie, byś nic z Niego nie utracił; gdybyś jednak utracił, to tak jakbyś odniósł szkodę na swoich własnych członkach. Powiedz mi zaś: gdyby ci ktoś dal pył złota, czyż nie trzymałbyś go z całą pilnością i nic uważałbyś, byś nic z tego nic utracił i nie doznał szkody? Czy więc nie będziesz jeszcze troskliwiej pilnował tego, co jest droższe nad złoto i drogie kamienic, aby ani okruszynka nie upadła?”

    Jest więc w tych słowach oczywiste, że św. Cyryl, odnosząc się do istniejącej
    praktyki, nawołuje i napomina do jak największego szacunku i staranności w obchodzeniu się z cząsteczkami Hostii, gdyż wymaga tego wiara w realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Praktycznie wyglądało to tak, że na podniesionych rękach wiernego przyjmującego Komunię rozpostarta była specjalna chusta (dominicale), na którą kapłan kładł Hostię- a wiemy przyjmował ją z chusty do ust. Wierni nie dotykali więc Hostii samą ręką. Także już wcześniej Orygenes przypominał:

    „Wy, którzy zwykliście brać udział w Bożych tajemnicach, wiecie, jak przyjmując Ciało Pańskie z całą starannością i czcią zważacie, żeby wam nawet najmniejsza cząstka nic upadla na ziemię, by nic z konsekrowanych darów nic zostało utracone. Uważacie to za grzech, gdy z niedbałości coś upadnie na ziemię. Ta wasza wiara jest słuszna.”

    Domyślać się można, że już wtedy istniały pod tym względem zaniedbania, a może nawet nadużycia, przeciwko którym zwracają się te napomnienia. Tak więc powyższe cytaty świadczą nawet przeciwko powrotowi do tamtej praktyki. Jakiż bowiem miałby być sens takiego powrotu? Na pewno nic wymaga tego głębsze zrozumienie tajemnicy Eucharystii. Skąd się wzięło u „postępowców” pragnienie powrotu do czegoś wstecznego?

    Kościół mianowicie z czasem doszedł do wniosku, że najlepszym zabezpieczeniem wiary w obecność Chrystusa pod cząsteczkami postaci eucharystycznych jest forma przyjmowania Komunii św. z ręki kapłana prosto do ust. Już od początku forma ta była powszechnie stosowana w Komunii św. dla chorych i dzieci. Wkrótce stalą się ona jedynie obowiązującą normą, gdy już od V-VI w. wydawano zakaz udzielania Komunii św. do ręki. Jedynie na niektórych terenach u trzymał się co najwyżej do IX w. zwyczaj kładzenia Komunii św. na rękę przykrytą specjalną chustą.

    Tak Synod w Kordobie (z r. 839) odrzucił jednoznacznie udzielanie osobom świeckim Komunii na rękę, uzasadniając to niebezpieczeństwem zbezczeszczenia Ciała Pańskiego przez żydów i heretyków. Ostatecznie w roku 878 sobór w Rouen w kanonie 2 wyraźnie zabronił udzielania Komunii św. na rękę. uważając te formę za ubliżającą Bogu i obraźliwą, i zarządzając za to karę odsunięcia od służby ołtarza. W końcu praktyka Komunii św. do rąk całkowicie zanikła w całym Kościele, we wszystkich jego obrządkach oraz we wszystkich obrządkach wschodnich także poza Kościołem katolickim. Przyczyna tego jest oczywista:

    „Właściwego powodu należy doszukiwać się w tym, że były niedobre doświadczenia z Komunią do rąk… Byłyby to te same doświadczenia, które znowu dzisiaj mamy i które będziemy mieli w jeszcze większym stopniu: od braku czci przy przyjmowaniu Komunii aż do bezpośredniego bezczeszczenia święte) Eucharystii do celów zabobonnych i satanistycznych (tzw. msze satanistyczne!).”

    Kościelny zakaz udzielania i przyjmowania Komunii św. do ręki trwa do dziś. Natomiast zaniechanie dzisiaj sprawdzonej przez wieki praktyki Komunii św. do ust i powracanie do formy już dawno z ważnych powodów przez Kościół odrzuconej jest równoznaczne z atakiem na katolickie rozumienie Eucharystii. Przypuszczalnie u źródeł tych dążeń leży sprzeczne z nauką Kościoła subiektywistyczne mniemanie K. Rahnera. jakoby w odłączonych od Hostii cząsteczkach, upadających na ziemię i deptanych, nie był obecny Chrystus. Faktycznie jednak długo tolerowano to wykroczenie przeciwko obowiązującemu prawu. Gdy w niektórych parafiach pojawiała się zabroniona praktyka. tylko nieliczni biskupi reagowali natychmiast, jak np. uczynił to już w lutym 1965 r. biskup Trewiru. Biskupi niemieccy zdobyli się dopiero w lutym 1967 na przypomnienie obowiązującego zakazu Komunii św. do ręki.

    Jednak odnośne orzeczenie biskupów zostało opublikowane tylko w niektórych diecezjach i to częściowo nawet z rocznym opóźnieniem, przez co pozostało praktycznie bez konsekwencji. Także sam Watykan zaniedbał zdecydowanie oficjalnie potępić karygodne świętokradztwo i ewidentne nieposłuszeństwo Biskupi niemieccy chcieli w 1968 r. samowolnie wydać pozwolenie, zarządzono nawet opublikowanie odpowiedniej decyzji. W ostatniej jednak chwili Stolica Apostolska tego zabroniła. Stanowisko samego papieża Pawła VI jest dosyć niejasne, gdyż znane właściwie tylko za pośrednictwem A. Bugniniego, który najpierw 6 lipca 1968 r. doniósł biskupom, że Papież się zgadza, a w sierpniu odwołał to pozwolenie uzasadniając, że Ojciec św. pragnie jeszcze czas do namysłu.

    W końcu dopiero 29 maja 1969 r. Kongregacja Kultu Bożego wydala aprobowaną przez Pawła VI instrukcję (Instructio de modo sanctam Commnmonem ministrandi) „Memoriale Domini” traktującą o tej sprawie.

    (…)

    Instrukcja mówi bowiem: „Zbadawszy prawdę Tajemnicy eucharystycznej, jej moc oraz Obecność Chrystusa w niej (postquam mysterii veritas, eius virtus ac praesentia Christi in eoaltius explorato) idąc za wewnętrznym nakazem zmysłu czci (urgente sensu reverentiae) wobec tego Najświętszego Sakramentu, jak też dla pokory (humilitatis), zaprowadzono zwyczaj, że szafarz sam kładzie cząstkę konsekrowanej Hostii na języku przyjmującego Komunię św. Ten sposób udzielania Komunii św. ze względu na całą obecną sytuację Kościoła powinien zostać zachowany ( servari debet). Nie tylko dlatego, ze opiera się on na przekazanym przez tradycję wielu wieków zwyczaju, lecz szczególnie dlatego, że wyraża on szacunek wiernych wobec Eucharystii (revrentiam significat). (…) Zwyczaj ten należy do owego przygotowania, które jest konieczne do jak najbardziej owocnego przyjęcia (modo maxime frugifero) Ciała Pańskiego. (…) Ponadto przez ten obrzęd, który należy uważać za przekazany przez tradycję, zabezpieczone jest, że Komunia św. rozdzielaną jest z należną jej czcią, pięknem i godnością, oraz że postacie Eucharystyczne, w których jest obecny w jedyny sposób substancjalnie i trwale cały i niepodzielony (totus et integer) Chrystus. Bóg i człowiek, ochraniane są przed wszelkim niebezpieczeństwem profanacji, aby w końcu zachowana była pilna troska o okruchy konsekrowanej Hostii, której Kościół zawsze wymagał: .Gdybyś dopuścił, by ci coś upadło, to czuj się jakbyś stracił coś z twoich własnych członków”

    Dalej instrukcja podaje odpowiedzi biskupów całego świata na zadane przez papieża pytania, czy można pozwolić na wprowadzenie Komunii św. na rękę, jak sobie tego niektórzy życzą. Przy tym zaznacza się. że „zmiana w sprawie tak znaczącej, opartej na starożytnej i czcigodnej tradycji, dotyczy nie tylko dyscypliny kościelnej”, lecz samej wiary w Eucharystię. gdyż zmiana ta „może przynieść ze sobą niebezpieczeństwa, których obawiamy się, że wynikną z nowego sposobu udzielania Komunii św.” Spośród nadesłanych odpowiedzi przytłaczająca ich większość była przeciwko pozwoleniu na nową formę, czyli na udzielanie Komunii św. na rękę. Podsumowuje się więc stwierdzeniem:

    „Z tych nadesłanych odpowiedzi wynika więc jasno, że większość biskupów jest zdania, iż nie należy zmieniać dotychczasowej dyscypliny Są oni nawet zdania, że taka zmiana byłaby zgorszeniem zarówno dla odczucia jak też dla duchowego nabożeństwa samych biskupów i wielu wiernych. Z tego powodu Ojciec św. uznał (…) za niewłaściwe zmieniać dotychczasowa praktykę udzielania Komunii św. Dlatego Stolica Apostolska napomina biskupów, kapłanów i wiernych z całą stanowczością do przestrzegania obowiązującego i na nowo potwierdzonego prawa, czy to ze względu na sąd wydany przez większość Episkopatu katolickiego, czy ze względu na formę używaną w obecnym obrzędzie świętej liturgii, czy też w końcu ze względu na wspólne dobro samego Kościoła.”

    Jednak na tych słowach instrukcja się nie kończy. Następują mianowicie zaskakujące wobec poprzednich słowa: „Jeśli jednak przeciwny zwyczaj, tzn. kładzenia Komunii św. na rękę. już się gdzieś umocnił (invaluerit ), Stolica Apostolska udzieli (…) konferencjom biskupów ciężaru i zlecenia, by rozważyć szczególne uwarunkowania, aczkolwiek pod warunkiem zapobieżenia wszelkiemu niebezpieczeństwu czy to zmniejszenia szacunku czy też wtargnięcia do dusz fałszywych mniemań co do Najświętszej Eucharystii…”

    Jak wyjaśnić tę sprzeczność decyzji w obrębie tego samego dokumentu?

    Znamienne są tutaj daty. Otóż instrukcja podaje dzień 12 marca 1969 r. jako datę odczytania wyników ankiety skierowanej do biskupów. Należy przyjąć, że wkrótce po tej dacie zostały opracowane wnioski z tej ankiety, przedstawione w pierwszej części instrukcji. Sama instrukcja natomiast nosi datę dopiero 29 maja 1969 r. i zawiera w swej drugiej części decyzję sprzeczną z wnioskami pierwszej części. Cóż więc wydarzyło się w ciągu tych dwóch i pół miesiąca?

    Należy się domyślać, że gdy okazało się. iż wynik ankiety wypadł negatywnie dla zwolenników „komunii ręcznej”, podjęli oni gorączkowe starania i naciski w swojej sprawie, w wyniku czego opóźnione zostało wydanie instrukcji oraz dodano do niej drugą część, dopuszczającą to. co w pierwszej części zostało jednoznacznie odrzucone.

    Ta druga część, będąca raczej dodatkiem, zawiera w sobie zresztą wiele niejasności i sprzeczności. Cóż np. oznacza wyrażenie, że „przeciwny zwyczaj się umocnił” czy ..zakorzenił”. Nic może tutaj być mowy o prawie zwyczajowym, gdyż, według ówczesnego prawa kanonicznego- mogłoby to dotyczyć tylko zwyczajów trwających co najmniej 40 lat. W przypadku zaś „komunii ręcznej” wchodziło w grę najwyżej 6-7 lat. Jak można określić liczbowo to „zakorzenienie”? Wiadomo bowiem, że w momencie wydania instrukcji tylko w niektórych diecezjach i zaledwie nikły procent „wiernych” stosował tę przewrotną praktykę. Poza tym instrukcja nie zawiera pozwolenia na wprowadzenie „komunii ręcznej” tam, gdzie się ona do momentu wydania instrukcji nie „zakorzeniła”! Dokument ten odnosi się bowiem tylko do przypadków już istniejącej praktyki. Jako jedyne uzasadnienie tej pobłażliwości podaje się „trudność wykonywania urzędu pasterskiego z powodu dzisiejszego stanu rzeczy”. Wygląda więc na to, że idzie się ustępstwa dla własnego spokoju, żeby za wszelką cenę uniknąć trudu zaprowadzenia porządku.

    (…)

    Konferencje biskupów mogły więc podjąć decyzję i zwrócić się do Stolicy Św. o zezwolenie na nową praktykę dla swych terytoriów, czyli właściwie na zalegalizowanie wykroczenia. Tak też się stało w wielu krajach, choć nie od razu (…) I tym razem odniosła sukces taktyka faktów dokonanych: ewidentne nieposłuszeństwo wywrotowców zostało nagrodzone przez uległość odpowiedzialnych pasterzy. Czyż nic wynika stąd zachęta do dalszych aktów nieposłuszeństwa przez ignorowanie obowiązującego prawa także w innych dziedzinach, by przez wywieranie nacisku wymusić zmianę prawa? Praktycznie wyglądało to tak. że – jak opowiadają piszącemu te słowa świadkowie – już przed wydaniem tej instrukcji agitatorzy objeżdżali parafie, pouczając ludzi o nowym sposobie przyjmowania Komunii. W zależności od okoliczności albo kłamali wprost, mówiąc- że sposób ten już został zalegalizowany, albo przekonywali, wychwalając jego zalety i powołując się na jego starożytność. Wyszydzano przy tym bez skrupułów i wręcz bluźnierczo dotychczasową praktykę. W latach tych. gdy wszystko wrzało jak w rewolucyjnym kotle, taka perswazja nic była czymś nadzwyczajnym. Przecież już wiele znaczących zmian stało się faktem. Tymczasem omówiona instrukcja Memoriale Domini została i zostaje nadal przemilczana: nie publikuje się jej w językach narodowych, mimo że już od dawna znane są powszechnie inne nawet mniej doniosłe dokumenty liturgiczne. Dlaczego? Najwidoczniej dlatego, gdyż kompromituje ona kłamliwą propagandę na rzecz „komunii ręcznej”, przedstawiającą tę „nowoczesną” formę jako „zdobycz soboru”.

    W końcu dochodzi do tego, że zabrania się jedynej obowiązującej do niedawna praktyki Komunii św.: księża zakazują wiernym klękania na przyjęcie Komunii św. oraz przyjmowania prosto do ust. Trzymających się tej praktyki izoluje się i praktycznie usuwa z kościołów.

    Piszącemu te słowa znane są seminaria i klasztory, które pod zarzutem „braku ducha wspólnotowego” i „bojaźliwej pobożności” wydalają trzymających się dotychczasowego sposobu przyjmowania Komunii św. Dzieje się to zresztą nagminnie. Czyż można inaczej wytłumaczyć tę wrogość i zawziętość w rugowaniu oznak czci i szacunku w Komunii św., jak tylko niewiarą i nienawiścią do Najświętszego Sakramentu?

    Fakty te świadczą równocześnie o właściwych intencjach propagatorów nowości: ich ostatecznym celem jest najwidoczniej całkowite zastąpienie dawnej formy nową, i przez to usunięcie ze świadomości wiernych prawdy o Chrystusie obecnym w Eucharystii.

    Dowodem na to są także doświadczenia prawic trzydziestu lat od wprowadzenia tej nowej formy: jej konsekwencją jest zatrważający brak wiary w przyjmowaniu ; Komunii św.: przystępuje się jak do poczęstunku, a co najwyżej po bliżej nieokreślony „święty chleb”. Piszący te słowa, po kilku latach praktyki duszpasterskiej, wie o tym z własnego przykrego doświadczenia (…) Także w Polsce mnożą się ostatnio przypadki, że w niektórych kościołach zabrania się wiernym klękania do Komunii św.. gdyż rzekomo w ten sposób „zakłócają porządek”. Coraz powszechniejsze jest ustawianie .,kolejek” do Komunii św., praktycznie uniemożliwiających wiernym klękanie. Ci sami. którzy głoszą hasła tolerancji i pluralizmu, nic mają w tym wypadku żadnego wyrozumienia dla trzymających się tradycyjnej formy, i w bezwzględny sposób zmuszają wszystkich do praktykowania nowości. Różne grupy zagraniczne przyjeżdżające do Polski, szczególnie w miejscach pielgrzymkowych, „przyzwyczajają” Polaków do „komunii ręcznej”.

    Czy Kościół w Polsce potrafi się oprzeć tym nadużyciom? Niestety są już w Polsce diecezje, które podstępnie i stopniowo wprowadzają „komunię ręczną”. Tak np. według statutów diecezji włocławskiej nie należy odmówić położenia komuś Komunii św. na rękę, jeśli ktoś sobie tego życzy. Najczęstszym kanałem wprowadzania wynaturzeń są również i w tym wypadku pewne grupy i ruchy sekciarskie, szczególnie neokatechumenat. Czyż nic dość jest przykładów profanacji Ciała Chrystusowego?

    Czyż nie wzruszają pasterzy takie fakty, jak sprzedawanie przyjętych w Komunii do ręki Hostii satanistom, którzy używają ich do swych świętokradczych celów? Czyż nic obchodzi nikogo wynikający z tej praktyki zanik szacunku i wiary w Chrystusa obecnego w Eucharystii? Fakty mówią same za siebie, sprawa jest oczywista, a jednak odbywa się wszędzie, na całym świecie, stopniowo i konsekwentnie ten sam proces, jakby według tego samego planu. Francuskie czasopismo Vers demain opublikowało w r. 1970 następującą wiadomość:

    Są trzy fazy masońsko-diabelskiego planu:

    l. Wszystkimi środkami należy osiągnąć- żeby w rzymskokatolickich kościołach przyjmowano Komunię stojąco.

    2. Należy osiągnąć, by „chleb” był kładziony komunikującym do ręki, żeby powoli zanikała wiara i pobożność, i tak dążyć do trzeciego etapu.

    3. Tak przygotował wierni zostaną doprowadzeni do wiary, że Eucharystia jest tylko symbolem posiłku i w końcu symbolem powszechnego braterstwa.

    Skąd taka zbieżność z faktami? Czyżby to była tylko fantazja dziennikarska?

  4. Piotrx

    3 października 2018 at 17:50

    Ważna książka: Ks. Jacek Bałemba SDB,

    Uniżenie przed Bogiem centralną kwestią kultury. Przemilczany aspekt pontyfikatu Benedykta XVI.
    http://sacerdoshyacinthus.wordpress.com/nowa-ksiazka-ks-jacek-balemba-sdb-unizenie-przed-bogiem-centralna-kwestia-kultury/

    (…)

    Istnieją wpływowe środowiska , które próbują wyperswadować nam postawę klęczącą (…) Liturgia chrześcijańska (…) zgina kolana przed ukrzyżo­wanym i wywyższonym Panem. To właśnie jest centrum rzeczywi­stej kultury – kultury prawdy”

    – kardynał Joseph Ratzinger – „Duch liturgii”

    „Od wieków Krzyż towarzyszył Mszy Świętej. Wysoka stosowność, bo kieruje myśli kapłana i uczestników do Boga – fundamentalne ukierunkowanie akcji liturgicznej: versus Deum, ad Orientem – ku Bogu.

    Od wieków Krzyż towarzyszy Mszy Świętej. Wysoka stosowność, bo Msza Święta jest uobecnieniem Chrystusowej ofiary Golgoty. Krzyż w centralnym miejscu ołtarza przypomina: Boże sprawy tu się dzieją! Wielka Tajemnica Wiary – Mysterium Fidei! Patrz, człowiecze i rozważaj z czcią i pokorą!

    W ostatnich kilkudziesięciu latach stała się w Kościele rzecz niebywała (z czyjej inspiracji?): wbrew wielowiekowej tradycji, pod osłoną przepisów, w wielu miejscach wyrzucono Krzyż z centralnego miejsca ołtarza. Neodogmatem stało się, że „przewodniczący” musi patrzeć na zgromadzonych a oni na niego. Chrystusa usunięto w znaku Jego Krzyża, aby nie przeszkadzał. Mądry kardynał Ratzinger nazwał to dosadnie „prawdziwie absurdalnym zjawiskiem” (Duch liturgii). Jest poważny i zarazem pocieszający aspekt eklezjalny: w kwestię jest zaangażowany autorytet papieski – Ojciec Święty Benedykt XVI przywrócił Krzyżowi centralne miejsce na ołtarzu! ”

    (…) Słowo Kardynała Josepha Ratzingera oraz przykład praktyki li­turgicznej Benedykta XVI klarownie i lapidarnie ukazują – w per­spektywie katolickiej wiary – fundamentalne i nieusuwalne zna­czenie uniżenia przed Bogiem, wyrażające się w postawie klęczącej:

    „Kto uczy się wierzyć, ten uczy się także klękać, a wiara lub litur­gia, które zarzuciłyby modlitewne klęczenie, byłyby wewnętrznie skażone. Tam, gdzie owa postawa zanikła, tam ponownie trzeba nauczyć się klękać, abyśmy modląc się, pozostawali we wspólnocie Apostołów i męczenników, we wspólnocie całego kosmosu, w jed­ności z samym Jezusem Chrystusem”. Kwestia do pilnej realizacji – ad maiorem Dei gloriami

    (…)
    W pontyfikacie Ojca Świętego Benedykta XVI znajdujemy istotne elementy Tradycji – zawsze i wszędzie aktualne! Do nich należy Msza Święta w rycie klasycznym, czego wyrazem było opublikowanie 7 lipca 2007 roku motuproprio „Summorum Pontificum”. Dokument ten ze wspaniałomyślnością i hoj­nością otwiera każdemu kapłanowi katolickiemu i wszystkim wier­nym możliwość uczestnictwa w Najświętszej Ofierze Mszy Świętej celebrowanej w najdoskonalszej formie. Innym elementem jest skie­rowanie akcji liturgicznej ku Bogu (ad Orientem – ku Wschodowi), czego wyrazem jest centralne miejsce Krzyża. Jest on umiejscowio­ny – i powinien być! – w samym centrum ołtarza, na środku, pasyj­ką skierowany w stronę celebransa. W ten sposób przezwyciężone zostaje deformacyjne antropocentryczne zamknięcie akcji liturgicz­nej. Trzecim istotnym elementem jest wierność biblijnej postawie klęczącej przed Bogiem, zwłaszcza w tak szczególnym momencie, jakim jest przyjmowanie Komunii Świętej. Właśnie tę ostatnią kwe­stię uniżenia przed Panem Bogiem i postawy klęczącej porusza sze­rzej niniejsze opracowanie. Podstawowym źródłem jest praca Kardynała Josepha Ratzingera Duch liturgii. Z niej pochodzi większość cytatów, niekiedy rozbu­dowanych. Z niej zaczerpnięta została myśl przewodnia niniejszego wykładu: „Liturgia chrześcijańska (…) zgina kolana przed ukrzyżo­wanym i wywyższonym Panem. To właśnie jest centrum rzeczywi­stej kultury – kultury prawdy”.
    Fundamentalne i wystarczające motywacje do podjęcia niniejszej problematyki wypływają z dwóch źródeł.

    Pierwszym z nich jest pol­ski tysiącletni zwyczaj klękania przy przyjmowaniu Największego Daru Chrystusowej miłości: Komunii Świętej. Można wręcz mówić o polskiej kulturze przyjmowania Komunii Świętej. Zamieszanie wokół tej szlachetnej postawy to kwestia zaledwie kilkudziesięciu ostatnich lat.

    Drugim źródłem jest bogata i wieloaspektowa reflek­sja Kardynała Josepha Ratzingera oraz jego decyzja i stała prakty­ka, już jako Papieża Benedykta XVI, od uroczystości Bożego Ciała 2008 r. przywracająca pełne prawo obywatelstwa postawie klęczącej podczas przyjmowania Komunii Świętej. Wzór dla całego Kościoła.

    (…)
    W swoim dziele Duch Liturgii w rozdziale Ciało i liturgia Kardy­nał Joseph Ratzinger analizuje kwestię postaw, na pierwszym miej­scu postawę klęczącą i prostrację. Chodzi więc o gesty wyrażające uniżenie człowieka przed Bogiem. Są to gesty zakorzenione w tra­dycji biblijnej i integralnie – nieusuwalnie! – związane z katolicką wiarą. Głębsza analiza pozwala zrozumieć bogactwo i wieloaspektowość tej istotnej tematyki.

    Punktem wyjścia jest realistyczne stwierdzenie Kardynała: „Ist­nieją wpływowe środowiska, które próbują wyperswadować nam postawę klęczącą. Usłyszeć można, iż klęczenie nie pasuje do na­szej kultury (czyli właściwie do jakiej?), iż nie wypada to dojrzałe­mu człowiekowi, który staje naprzeciw Boga, lub też że nie wypada to człowiekowi zbawionemu, który dzięki Chrystusowi stał się wol­ny i dlatego też nie musi już klęczeć”.

    Problem jest aktualny w skali Kościoła Powszechnego, zwłaszcza w ostatnich kilkudziesięciu latach. Także w Polsce od kilkudziesię­ciu lat trwa i nasila się zaplanowana i szeroko zakrojona akcja syste­matycznego eliminowania znaków najwyższej czci wobec Pana Je­zusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie. Do tych systematycz­nie i z zagadkową gorliwością eliminowanych znaków czci należy postawa klęcząca, szczególnie przy przyjmowaniu Komunii Świętej. Kardynał Ratzinger pisze klarownie o wpływowych środowiskach za­angażowanych w niechlubną antymisję wyperswadowania ludziom wierzącym postawy klęczącej. Nie są to zatem działania przypadko­we, choć i takie się zdarzają. Ludzie zaangażowani w tę niechlubną antymisję są cierpliwi i zdeterminowani. Przyświeca im cel daleko­siężny, długofalowy a w jego osiągnięciu są gotowi sięgać po wszelkie dostępne środki. Byle zniszczyć zwyczaje zakorzenione w Tradycji. Byle wyeliminować to, co o niej przypomina.

    Do radykalnie i systematycznie eliminowanych, zakorzenionych w Tradycji, znaków najwyższej czci wobec Pana Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie należy postawa klęcząca, zwłaszcza przy przyjmowaniu Komunii Świętej. Jednym ze sposobów elimi­nacji jest niemówienie na ten temat. Nie mówmy nic. A tymczasem idzie naprzód – po cichu, z różnym natężeniem i z bezczelną zu­chwałością – rewolucyjna akcja prostowania ludziom kolan. Wpły­wowe środowiska! Innym sposobem jest nadużywanie posłuszeń­stwa do niszczenia i eliminowania gestów i postaw wynikających z szacunku i uniżenia przed Panem Jezusem utajonym w Najświęt­szym Sakramencie. Tu i ówdzie zdarza się, że ktoś poniesiony nie­zdrową antygorliwościę zakazuje wiernym klękania przed Najświęt­szym Sakramentem.

    Nikt mający rozeznanie w sytuacji Kościoła nie zaprzeczy, że eli­minacja postawy klęczącej prowadzi do osłabienia i utraty wiary!

    Św. Papież Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis pisał o lu­dziach zakażonych modernizmem:

    „Ulegając pewnym z góry posta­wionym sobie twierdzeniom, niszczą o ile mogą całkiem apriorycz­nie pobożne tradycje, będące w powszechnym użyciu” i jeszcze do­sadniej:
    „Ten ich duch nowatorski czepia się wszystkiego, co jest ka­tolickim”.

    Słowa dziwnej aktualności. Klękanie przed Najświętszym Sakramentem jest w Polsce tysiącletnim zwyczajem, jest pobożną tradycją, jest zwyczajem katolickim. Zagadkowa pozostaje gorli­wość destruktorów i tajemniczym pozostaje dziwne przyspieszenie, z jakim w ostatnich kilkudziesięciu latach dokłada się starań, aby postawa klęcząca zniknęła z naszych kościołów i domów, z polskiej ziemi, z polskiej kultury. Kto stanie w obronie tej fundamentalnej kwestii polskiej, katolickiej kultury?

    W związku z tym rodzą się pytania ważne i poważne. Nadszedł już czas, aby je postawić w szerokim gronie, publicznie – to są nasze sprawy i nasze pytania:

    Dlaczego zapanował strach przed mówieniem o sprawach najświętszych?

    Komu zależy na ujęciu czci Panu Jezusowi?

    Komu zależy w Polsce na ujęciu czci Panu Jezusowi?

    Kim są ci, którzy na polskiej ziemi ujmują czci Panu Jezusowi?

    Kim są ci, którzy lekceważą Pana Jezusa?

    Czy nonszalancja i bezczelność wobec Najświętszego Sakramen­tu to owoce Ducha Świętego?

    Kim są ci, którzy dyskryminują katolików klękających przed Pa­nem Jezusem?

    Kim są ci, którzy z „oświeconą” wyższością (illuminata superiorita) pogardzają katolikami przyjmującymi Komunię Świętą w postawie klęczącej?

    Co to są za ludzie? Co robią w Kościele?

    Jaka jest ich misja? Jakie mają cele? Co chcą osiągnąć?

    Do czego chcą doprowadzić Kościół? Do czego chcą doprowadzić Kościół w Polsce?

    Do czego chcą doprowadzić polską kulturę?

    (…)

    Kwestia elementarna. Wiara i klękanie przed Panem Bogiem. Dwa elementy.
    Synteza nierozłączna.

    Kto wierzy – klęka.

    Kto nie wierzy – nie klęka.

    Kto uczy klękać – prowadzi do wiary.

    Kto eliminuje klękanie – prowadzi do niewiary …..

  5. Piotrx

    3 października 2018 at 17:55

    Sprawy elementarne – ks. Jacek Bałemba SDB
    http://sacerdoshyacinthus.wordpress.com/

    Kardynał Joseph Ratzinger dywagował swego czasu o niebezpiecznej sprzedajności intelektu, która prowadzi do rozminięcia się z prawdą. W czasach pomieszania powszechnego dobrze jest poznawać to, co jest prawdziwe, najistotniejsze, nieprzemijalne, trwałe i pewne.

    W czasach pomieszania powszechnego, jakie wtargnęły w sam środek Kościoła, dobrze jest poznawać to, co jest prawdziwie katolickie, aby wytrwać w prawdziwej wierze i zdecydowanie odeprzeć jej zmutowane judeoprotestanckie i inne wersje.

    Dany nam jest przez Pana Boga dar najcenniejszy: Boże Objawienie.

    Przez Boże Objawienie Pan Bóg objawia nam Siebie.

    Przez Boże Objawienie Pan Bóg objawia nam prawdę.

    Przez Boże Objawienie Pan Bóg objawia nam prawdę o Sobie.

    Przez Boże Objawienie Pan Bóg objawia nam prawdę o nas.

    W Bożym Objawieniu znajdujemy prawdziwą odpowiedź na elementarne pytania człowieka:

    Kim jestem? Jak żyć? Co czeka nas po śmierci?

    Boże Objawienie przychodzi do nas w Duchu Świętym, przez Chrystusa, w Kościele.

    Centralną rzeczywistością Bożego Objawienia są: Osoba, czyny i słowa naszego Pana Jezusa Chrystusa – Persona, acta et verba Domini nostri Iesu Christi.

    W Bożym Objawieniu możemy wyróżnić m. in. aspekty dogmatyczne, liturgiczne, sakramentalne, moralne, duchowe i dyscyplinarne.

    Celem Bożego Objawienia jest uwielbienie Boga i zbawienie człowieka.

    Boże Objawienie zawarte jest w Piśmie Świętym i Tradycji.

    Czasy pomieszania powszechnego charakteryzują się tym, że odchodzi się od krystalicznej doktryny katolickiej – prawdziwej! Naucza się prawdy i naucza się błędu. Co więc mamy czynić? Błędom nauczanym nigdy nie powinniśmy być posłuszni. Mamy być posłuszni Prawdzie.

    Istnieją wpływowe środowiska, które zawzięły się, aby wykoślawić, zdeformować, odkształcić wiarę katolicką.

    Istnieją wpływowe środowiska, które upodobały sobie w pogardzie wobec tego, czego Kościół przez wieki nieomylnie nauczał, jak się modlił, jak żył.

    Istnieją wpływowe środowiska, które upodobały sobie w karmieniu katolików zmutowanymi nowymi – i wcale nienowymi – twierdzeniami i praktykami, które są zdradą krystalicznego depozytu wiary.

    Powtórzmy: Błędom nauczanym nigdy nie powinniśmy być posłuszni.

    Pan Bóg dopuszcza, że naucza się błędu po to, aby nas wypróbować, czy Go miłujemy prawdziwie.

    Tak na ten temat pisze św. Wincenty z Lerynu w swoim dziele Commonitorium:

    „Z tych licznych i innych tym podobnych, a ważkich przykładów z dziejów Kościoła, oraz ze słów Deuteronomium powinniśmy z bezwzględną jasnością wyrozumieć, że jeśli kiedykolwiek jakiś nauczyciel kościelny od wiary zboczy, to dzieje się to z dopustu Bożego dla doświadczenia nas, czy miłujemy Boga z całego serca i z całej duszy naszej czy też nie”.

    Przemieszano w Kościele prawdziwą doktrynę katolicką z jej szkodliwymi mutacjami. Stąd wielu jest dzisiaj katolików zagubionych, zdezorientowanych, zaniepokojonych.

    Zagubionym pośród tej sytuacji przemieszania prawdy i fałszu św. Wincenty z Lerynu z troską poleca – jak aktualne słowa sprzed kilkunastu wieków(!):

    „Wobec tego prawdziwym i szczerym katolikiem jest ten, kto prawdę Bożą, kto Kościół, kto Ciało Chrystusa miłuje, kto nad Boską religię, kto nad wiarę katolicką niczego wyżej nie ceni, ani niczyjej powagi, ani miłości, ani geniuszu, ani wymowy, ani filozofii, lecz gardzi tym wszystkim, i niewzruszenie trwa przy wierze, a postanawia tego tylko się trzymać i w to wierzyć, czego się powszechnie z dawien dawna Kościół trzyma. Prawdziwy katolik, jeśli spostrzeże, że ktoś później jakąś nową i nieznaną naukę zaprowadza, poza wszystkimi albo wbrew wszystkim świętym, to pouczony szczególnie słowami błogosławionego Pawła apostoła, widzi w tym nie nową religię, lecz pokusę. O tym bowiem pisze Apostoł w pierwszym liście do Koryntian: «Muszą być herezje, aby utwierdzeni ukazali się wśród was»; dlatego Bóg nie wykorzenia natychmiast twórców herezji, aby utwierdzeni na jaw wypłynęli, to znaczy, aby się pokazało, w jakim stopniu każdy jest wytrwałym, wiernym i niezachwianym miłośnikiem wiary. I rzeczywiście, jak tylko jakaś nowość wypłynie, zaraz odróżnisz ciężkie ziarno od lekkiej plewy; wtedy bez trudu wywiewa wszystko z klepiska, co na nim lekkiego leżało. Jedni natychmiast całkowicie odlatują; inni odwiani tylko, lękają się zagłady, ale wstydzą się wrócić, zranieni, półmartwi, półżywi, bo napili się trucizny w takiej ilości, że ich ani nie zabija ani się strawić nie daje; ani o śmierć nie przyprawia, ani żyć nie pozwala. Smutny to stan! Jakie fale niepokojów, jakie odmęty nimi miotają! To pędzą w wirze błędu, dokąd ich wiatr ponosi; to wszedłszy w siebie, niby fale odbite odskakują! Raz z lekkomyślną pewnością siebie rzeczy niepewne przyjmują; to znowu wzdrygają się z nierozumnym lękiem nawet przed tym, co pewne, niezdecydowani którędy iść, którędy wrócić; czego chcieć, czego unikać; czego się trzymać, a czego poniechać. Ale ta udręka zwątpiałego i chwiejnego serca może się stać dla nich lekarstwem z miłosierdzia Bożego, jeśli się opamiętają. Bo na to nimi poza bezpieczną przystanią wiary katolickiej miotają, smagają i niemal nie uśmiercają burze sprzecznych myśli, by rozpięte swobodnie żagle swej pychy, które rozdął wiatr nowości, zwinęli; by wycofali się w zaciszną przystań łagodnej i dobrej Matki [=Kościoła] i tam pozostali; by wyrzucili wprzód z siebie gorzkie męty błędów i mogli pić zdroje żywej i tryskającej wody. Niech więc ku swemu zbawieniu oduczą się tego, czego się ku zgubie nauczyli, a z całego dogmatu Kościoła niech to, co da się pojąć, pojmują, a co nie, w to niech wierzą”.

    W Liście do Biskupów z okazji publikacji motu proprio „Summorum Pontificum” Benedykta XVI, czytamy: „To, co przez poprzednie pokolenia było święte, również dla nas pozostaje święte i wielkie, i nie może być nagle całkowicie zabronione albo potraktowane jako szkodliwe”.

    Konkluzją pożyteczną i wzmacniającą na czasy pomieszania powszechnego niech będzie refleksja prosta i elementarna:

    Wymyślają różni różne – ciągle nowe – sposoby odnowy Kościoła. A przecież od dwudziestu wieków daje nam Pan Bóg – na tacy! – jedyny niezawodny program nie nowej, lecz Bożej odnowy Kościoła: wierność Bożemu Objawieniu zawartemu w Piśmie Świętym i Tradycji, wierność Prawdzie i łasce, czyli mądrość i świętość, w czym zawiera się także walka z błędem i grzechem.

    Zaszczytne zadania.

    Możliwe do realizacji w czasach pomieszania powszechnego.

    Zadania naglące!

  6. Janusz

    3 października 2018 at 19:26

    16:58
    17:05
    17:50
    17:55

    Idiota!

  7. Piotrx

    4 października 2018 at 16:42

    …jak widać „januszy” ci u nas dostatek…

    … a poziom wypowiedzi wprost proporcjonalny do poziomu umysłowego piszącego …

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra