Z kraju

Polska jako rekompensata dla Żydów. Grzegorz Braun analizuje sytuację międzynarodową

– Imperium amerykańskie nie włącza istnienia suwerennego państwa polskiego do swej racji stanu – uważa Grzegorz Braun, który w rozmowie z Agnieszką Piwar szczegółowo analizuje międzynarodową sytuację oraz zbliżającą się wojnę między światowymi mocarstwami. W tych rozgrywkach deserem dla Żydów ma być właśnie Polska.

 

Wielokrotnie wyrażał Pan przekonanie, że w państwo polskie nie istnieje, a na naszym terytorium, kosztem narodu polskiego realizowany jest całkiem inny projekt polityczny – ?

Owszem, tak to nazywam: „KONDOMINIUM ROSYJSKO-NIEMIECKIE POD ŻYDOWSKIM ZARZĄDEM POWIERNICZYM” – to jest scenariusz da nas przewidziany. Przez kogo? Przez międzynarodowe konsorcjum naszych tradycyjnych zaborców i okupantów. Że Moskwa i Berlin robią wszystko, by zgodnie układać wzajemną współpracę – to widać gołym okiem. Było by pół biedy, gdyby oba te kraje sięgały do głębi swych własnych najwspanialszych tradycji. Ale jedni i drudzy upierają się czerpać bardzo płytko – horyzonty ich racji stanu zakreślają więc z jednej strony Piotr i Katarzyna do spółki ze Stalinem, a z drugiej – paru kolejnych Fryderyków i Bismarck ze Stresemannem. Że ta współpraca jest ostatecznie zawsze po naszym trupie – to wiadomo z historii. Dlatego trafna była wstępna diagnoza pana premiera Jarosława Kaczyńskiego, który przed paru laty wspominał właśnie o istnieniu „kondominium rosyjsko-niemieckim” na naszym terytorium. Ja jednak czuję się w obowiązku tę diagnozę twórczo rozwinąć i uzupełnić o „żydowski zarząd powierniczy”. Bo jeśli dostrzegamy, że na post-peerelowskiej scenie politycznej działają niemal ostentacyjnie: partia ruska i partia pruska, to zachowując uczciwość intelektualną musimy też zauważyć partię interesów żydowskich. To jest oczywiście ten słoń w menażerii, którego większość uczestników życia publicznego usilnie stara się nie zauważać. Czemu? Bo jest oczywistym, że to w sposób szczególny zagraża śmiercią – co najmniej cywilną. Tymczasem bez uwzględnienia tego kluczowego, śmiem twierdzić, elementu, wszelkie dalsze dywagacje tracą spójność.

Wydaje się jednak, że dążenia Niemiec i Rosji do podporządkowania sobie Polski są nie do pogodzenia z silną obecnością USA w Europie Środkowej – ten konflikt interesów, to chyba dla nas okoliczność pomyślna?

Owszem, z jednej strony recydywa paktu Ribbentropp-Mołotow jest projektem priorytetowym zarówno dla Moskwy, jak i Berlina – i chodzi tu dziś nie tyle o wspólne plany militarne, ile o pakt gospodarczy, który był również podstawą sojuszu Hitlera ze Stalinem. Im chodzi zawsze o to samo – o wzajemną transfuzję rosyjskich surowców i niemieckich technologii. Z drugiej strony Amerykanie, chcąc zachować rolę „wujka” na kontynencie europejskim, muszą utrzymać rolę głównego i nieodzownego arbitra w Europie Środkowej. Dlatego m.in. zdecydowali się tak energicznie wkroczyć na Ukrainie – czego tu szerzej nie omówię. Zauważę tylko, że wobec wszystkich tu wymienionych graczy (zarówno Rosji z Niemcami, jak i USA), Żydzi mogą uchodzić za najlepszego mediatora i rzecznika międzynarodowego kompromisu, przy czym mogą się powoływać na bardzo solidne argumenty z historii. Nie było wszak bardziej lojalnych i konsekwentnych rzeczników niemczyzny na ziemiach polskich, niż Żydzi, którzy tradycyjnie okazywali się lepszymi Prusakami od samych junkrów pruskich (co możemy prześledzić na licznych przykładach z historii: od afery Lehmanna 1721, po np. żydowski pogrom Polaków w Buku 1848). A z drugiej strony nie było na ziemiach polskich elementu silniej rusyfikującego, a zatem deopolonizującego, niż Żydzi-litwacy (patrz np.: uwagi Józefa Piłsudskiego „Do towarzyszy socjalistów żydów”, czy inicjatywa Wolnego Miasta Białegostoku 1918). Jednych i drugich łączyła powszechna obojętność – w momentach próby posunięta do otwartej wrogości – wobec sprawy polskiej. W momentach dziejowej próby diaspora żydowska orientowała się z jednoznacznym dystansem wobec polskich aspiracji państwowych – tak było zawsze, gdy ważyła się sprawa istnienia i kształtu ustrojowego Rzeczypospolitej. Nie szukając już przykładów z poprzednich stuleci, widzimy zawsze to samo: w latach 1918-21 (we Lwowie, czy w Wersalu, a potem nawet w polskim Sejmie Żydzi walczą z zasadą suwerenności Polaków na własnym terytorium); w roku 1939-40 (elity żydowskie w znacznej większości traktują państwo polskie jako upadłe, swój los wiążąc wyłącznie z władzami okupacyjnymi, inwestując czy to w projekt sowietyzacji, czy gettoizacji, tak czy inaczej wypowiadając lojalność państwu polskiemu); i poczynając od roku 1944 (gremialnie opowiadając się za sowietyzacją Polski i uczestnicząc w akcjach prowadzących do pauperyzacji i eksterminacji polskich patriotów); a wreszcie znów od roku 1989 (Żydzi inwestują gremialnie w formacje polityczne i ideowe otwarcie kwestionujące ideę suwerenności narodu polskiego – najbardziej oczywisty przykład, to oczywiście „GWiazda śmierci”, jako jeden z centralnych ośrodków walki z polską tradycją i suwerennością). Tego wszystkiego śladu nie ma w świeżo otwartym Muzeum Historii Żydów Polskich, gdzie z jednej strony prezentuje się en gros antypolską, judeoidealistyczną narrację, a z drugiej – na otarcie łez – jak zwykle bierze się Polaków pod włos zafałszowanymi legendami „żydowskiego patriotyzmu” (z dyżurnymi: pułkownikiem Berkiem Joselewiczem, rabinem Berm Meiselsem i Jankielem z „Pana Tadeusza”), co jest oczywistym żerowaniem na ignorancji, jaką w tej tematyce cechuje się polska inteligencja. Ja zaś mając więc w tej historii jakie takie rozeznanie, a z drugiej strony śledząc bieżące doniesienia prasowe – w tym pojawiające się m.in. takie „balony próbne”, jak „RUCH RENESANSU ŻYDOWSKIEGO W POLSCE”, czy działania izraelskiego zespołu rządowego HEART – stwierdzam, że projekt instalacji żydowskiej suwerenności w Europie Środkowej jest bardzo realny. A aktualna aktywizacja agentury amerykańskiej u nas bynajmniej tego niebezpieczeństwa nie redukuje – wręcz przeciwnie.

Co Pan ma na myśli mówiąc o „aktywizacji agentury amerykańskiej”?

Że w Polsce działają oprócz agentur państw ościennych także agentury inne, np. amerykańska – tego trudno nie zauważyć. Pisał o tym zresztą bardzo otwarcie np. red. Tomasz Sakiewicz z „Gazety Polskiej” – tyle że wolał używać elegantszego kryptonimu: „alianci”. Niektórym polskim patriotom zdaje się, że wyłącznie niezłomna lojalność sojusznicza wobec Stanów Zjednoczonych dać może punkt oparcia dla jakiejkolwiek polityki niepodległościowej – ja ten pogląd pojmuję, ale nie podzielam. Problem bowiem w tym, że warunkiem sine qua non takiej polityki musi być pełny konformizm wobec roszczeń żydowskich i bezkrytyczny stosunek do państwa położonego w Palestynie. Taką politykę w jej najlepszym wydaniu realizował niewątpliwie z wielkim oddaniem ś.p. Prezydent RP Lech Kaczyński – i otóż horyzonty tej szkoły polskiego patriotyzmu wyczerpały się, ni mniej, ni więcej, 10 kwietnia 2010 roku w zamachu smoleńskim. „Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły” – tyle warta okazała się niezłomna lojalność ś.p. Prezydenta wobec Waszyngtonu i Tel-Avivu, że nawet na jego pogrzebie nikt stamtąd się nie pokazał. Warto więc oczywiście starać się o jak najlepszy PR i jak najskuteczniejszy lobbing na rzecz polski za Atlantykiem, ale warto widzieć horyzonty naszych możliwości na tamtym gruncie.

Pańska wizja zaangażowania USA w reaktywację „Judeo-Polonii” łatwo może być zaliczona do „teorii spiskowych”.

Ja po prostu realnie oceniam możliwości polskiego i żydowskiego lobbingu w Waszyngtonie. I wyobrażam sobie, że Żydzi bez większego trudu mogą przedstawiać się jako jedyni wiarygodni gwaranci utrzymania amerykańskiej obecności na kontynencie europejskim. Co zapewne nie przeszkadza im jednocześnie udzielać analogicznych gwarancji „ubezpieczeń wzajemnych” wobec Niemiec i Rosji. Komu się to wydaje księżycowe, ten najwyraźniej ma krótką pamięć historii, w której interesy diaspory i państwa żydowskiego nierozłącznie splatały się z interesami Anglosasów. I warto, by te lekcje przerobili ci, którym zdaje się, że polski lobbing może skutecznie rywalizować z żydowskim w Waszyngtonie, czy Londynie.

Gdzie szukać analogii?

Warto pamiętać, że np. Wielka Brytania (z czego większość polskiej inteligencji, nawet historyków nie bardzo zdaje sobie sprawę) była bodaj najbardziej konsekwentnym wrogiem polskiej niepodległości i rzecznikiem obcych interesów na naszym terytorium. Najpierw chodziło o interes pruski, bo to Prusy, pierwsze i największe państwo protestanckie na kontynencie były najważniejszym protegowanym Londynu. Nota bene: bezstronna historiografia powinna właśnie Wielką Brytanię wymieniać jednym tchem razem z Rosją, Austrią i Prusami, jako czwartego naszego rozbiorcę – Londyn domagał się cesji Torunia i Gdańska na rzecz Prus bardziej otwarcie, niż czynił to sam Berlin. Mówię, ma się rozumieć, o epoce rozbiorowej. A następnie Wielka Brytania staje się najpoważniejszym narzędziem realizacji politycznych aspiracji diaspory żydowskiej – co staje się zupełnie jawne już w połowie XIX wieku, gdy np. sir Mojżesz Montefiore odbywa misje polityczne w naszym regionie jednocześnie występując np. wobec władz rosyjskich jako dyplomata brytyjski, a zarazem jako oficjalny żydowski lobbysta. Dlatego nie jest dla mnie zaskoczeniem, że np. brytyjska Izba Lordów angażuje się teraz tak silnie w sprawę egzekwowania żydowskich roszczeń majątkowych wobec Polski. Otóż problem w tym, że nasi transatlantyccy sojusznicy, których niezawodnym „aliantem” stara się być np. red. Sakiewicz, pełnią obecnie wobec państwa położonego w Palestynie tę samą usługową rolę, jaką Wielka Brytania pełniła wobec diaspory żydowskiej w okresie przedpaństwowym. Nie wydaje mi się, by w aktualnych okolicznościach polska racja stanu mogła znaleźć w elicie amerykańskiej zrozumienie trwalsze i głębsze, niż znajdowała w elicie brytyjskiej. I nie sądzę, by na dłuższą metę mogło tu cokolwiek zmienić powoływanie się na życzliwość, jaką darzyli podobno Kościuszkę „ojcowie założyciele” Stanów Zjednoczonych. Co innego Jefferson z Waszyngtonem, a co innego Hilarzyca Clintonowa, której zaangażowanie w sprawę roszczeń żydowskich jest znane. Skoro mowa o roszczeniach majątkowych – sądzę, że roszczenia te, ujęte wspólnie ze zobowiązaniami dłużnymi, których tyle narobiło nam państwo peerelowskie, a następnie państwo post-peerelowskie dodało w postępie geometrycznym – wszystko to razem doprowadzi do powtórzenia operacji z przełomu lat 80. i 90: konwersji długu na wpływy polityczne. I jest to perspektywa bynajmniej nieodległa.

Jak bliska?

To się już dzieje. Ten sam minister Schetyna, który całkiem świeżo wypowiedział w naszym imieniu wojnę rezunom islamskim (po spotkaniu z sekretarzem Kerrym w Waszyngtonie w dniu masakry paryskiej) – parę miesięcy temu wyrażał przekonanie, że stać nas na wielomiliardowe „odszkodowania” dla Żydów. Słowo „odszkodowania” biorę w cudzysłów – bo chodzi przecież o brutalny szantaż, a nie żadne należne rekompensaty. Żydzi domagają się bowiem od Polski, by uznała dziedziczenie z mocy „prawa krwi” – aby organizacjom powołującym się na wspólnotę plemienną wypłacono haracz rekompensujący utracony majątek zmarłych osób fizycznych. To byłoby oczywiste złamanie zasad cywilizowanego prawa – ale establiszment III RP nie reprezentuje w tej sprawie ani cywilizacji, ani interesu narodowego. Pomijam już fakt, że niepodległe państwo polskie nie miało nic wspólnego z tymi stratami, powstałymi w wyniku przestępczych aktów mordu i grabieży popełnianych pod jurysdykcją narodowych lub międzynarodowych socjalistów okupujących nasze terytorium od roku 1939. Ale pan Schetyna tę antypolską i bezprawną logikę przyjmuje za swoją. I być może w tym szaleństwie jest metoda: może wciągnięcie Polski w „wojnę z terroryzmem” ma doprowadzić do aktów terroru, które posłużą jako doskonały pretekst do zaprowadzenia na naszym terytorium stanu wyjątkowego, pod którego osłoną warszawski reżim wywiąże się z wszelkich obietnic, jakie w naszym imieniu poczynił.

Jakich obietnic?

Sęk w tym, że nie wiemy dokładnie, jakich. Nie wiemy np., jaki był nadzwyczajnej cel wizyty rządu warszawskiego w Jerozolimie przed czterema laty. Nie wiemy, co miał na myśli pan Bobby Brown, przewodniczący rządowego zespołu ds. rewindykacji, gdy przed rokiem mówił o „przełomie” w sprawie. Nie wiemy, czego dotyczyły słowa prezydenta Izraela, Rubena Rywlina, który jesienią zaszczyciwszy swoją obecności otwarcie Muzeum Historii Żydów Polskich (gdzie nb prezentował jawnie zafałszowane, polonofobiczne pojmowanie przeszłości) przy okazji wspomniał, że co do „zwrotu mienia żydowskiego”, to on „zna obietnice i umowy, które zostały zawarte”. Na tym właśnie polega problem, że on je zna – a my nie. A patronat nad operacją egzekwowania tego wymuszenia rozbójniczego sprawują – o ironio – nasi przyjaciele z ambasady przy Pięknej.

Powątpiewa Pan o wartości zobowiązań sojuszniczych ze strony Stanów Zjednoczonych?

Problem w tym, że nie dostrzegam na razie żadnych poważniejszych zobowiązań. Zobowiązania – i to „stachanowskie” – podejmujemy w tej relacji wyłącznie my. I tylko my ponosimy realne koszta – zarówno polityczne, np. w sprawie kiejkuckiej, jak i finansowe, mając np. łaskawe przyzwolenie na zakup F-16, które w razie wojny i tak odlecą w siną dal (tj. zgodnie z planem NATO zostaną zawczasu przebazowane na lotniska niemieckie). Ostatnio znów ogłoszono jako wielki sukces w naszych stosunkach fakt, że Amerykanie sprzedadzą nam za 250 milionów dolarów system rakietowy JASSM – ale przecież wcale nie wiadomo, czy transakcja uwzględnia klucze do obsługi tego systemu, a zatem nie jest jasne, czy będziemy mieli możliwość autonomicznego dysponowania tą bronią. Poza tym jeszcze jesienią ubiegłego roku Senat USA zdecydował o wykreśleniu z planów na najbliższy rok wytycznych realnego dozbrojenia Wojska Polskiego. Mimo to z naszej strony, z ust ministra Schetyny znów padło zobowiązanie do głębszego zaangażowania w wojnę z muzułmanami. Co ma naprawdę z tego wynikać – poza zwiększeniem zagrożenia, że owi ekstremiści wezmą w końcu na celownik Polskę – to czas pokaże. Cokolwiek jednak obiecują Amerykanie – warto pamiętać, czym skończyły się obietnice legendarnego „off-setu” za nasze zaangażowanie w Iraku.

Proszę przypomnieć – czym?

Niczym. Dokładnie niczym. Owszem, sporo naszych żołnierzy nabyło niebagatelnego doświadczenia – ale to jest korzyść względna. Bo przecież za własne pieniądze zainwestowaliśmy tu również w rezerwy kadrowe potencjalnej amerykańskiej i izraelskiej agentury. Ale jeśli idzie od korzyści strategiczne, państwo polskie nie osiągnęło zaangażowaniem w te wojnę dokładnie nic. Na kolejnym zakręcie dziejowym Waszyngton odpłacił nam za naszą lojalność „resetem” – tj. po raz kolejny podał nas na tacy Moskalom.

Uważa Pan zatem, że kontynuacja sojuszu transatlantyckiego byłaby dla Polski szkodliwa?

W żadnym wypadku, nie zakładam niczego z góry. Zgódźmy się jednak, że przynajmniej do tej pory sojusz ten pozostaje dla nas rozczarowujący, bo w znacznej mierze bezowocny. Trzeba by więc i w tej rozgrywce wreszcie powiedzieć: „sprawdzam”. Trzeba, by i te stosunki wreszcie się urealniły. Przykładowa sprawa wiz jest tu najzupełniej elementarna, oczywista i dziecinnie prosta do rozstrzygnięcia. Póki obywatele Polski muszą znosić uciążliwości i upokorzenia związane z amerykańską procedurą imigracyjną (o kosztach nie wspominając) – nie widzę powodu, by obywateli amerykańskich nie miały dotyczyć identyczne zasady. Wyjątek uczyniłbym może dla obywateli USA legitymujących się polskim pochodzeniem.

Ale teraz jesteśmy przecież już po „resecie resetu” i Waszyngton energicznie wrócił do gry w naszym regionie – czy nie należy korzystać z tej okazji?

Proszę bardzo, ale na zasadach wzajemności. Pamiętajmy, że to Amerykanie są w tej sytuacji „na musiku” – jeśli chcą utrzymać się w roli globalnego hegemona, muszą zachować pozycję arbitra na kontynencie europejskim – a nie uda im się to, jeśli nie zachowają pozycji rozgrywającego w Europie Środkowej. Właśnie dlatego tak energicznie pogrywają z Rosjanami na Ukrainie. Ale to jest właśnie moment dla Polityki polskiej, by w końcu nieco zalicytować w górę. To jest czas, by do Ameryki dotarł jasny komunikat, że Polska nie zamierza do tego sojuszu dopłacać. Proszę porównać profity jakie ze „strategicznego partnerstwa” regularnie czerpie np. Turcja – nie wspominając już o Izraelu, dla którego „sojusz” ten jest po prostu głównym narodowym przemysłem, na którym opiera się egzystencja państwa położonego w Palestynie. Gdybyśmy dostawali jedną dziesiątą tego, co tamci – rozumiałbym, że Amerykanie rzeczywiście mają wobec nas poważne zamiary. Ale tak niestety nie jest. Wyciągam więc z tego logiczny wniosek, że imperium amerykańskie nie włącza istnienia suwerennego państwa polskiego do swej racji stanu. Że skłonne jest jedynie używać nas do podbijania stawki w rozgrywce z Moskwą – jak to ewidentnie miało miejsce w wojnie ukraińskiej, w którą nasi sojusznicy usiłowali nas minionego lata wepchnąć po uszy. Gdyby Waszyngton robił to „na poważnie”, to już pół roku temu poszłoby za tym realne dozbrojenie i zmodernizowanie Wojska Polskiego. Ale w rzeczywistości właśnie w tym samym czasie Senat USA, jak już wspomniałem, pracowicie wymazał z projektu polityki obronnej wszelkie konkrety nas dotyczące.

Czego zatem naprawdę chcą od nas Stany Zjednoczone?

Obawiam się, że niczego serio już do nas nie chcą. Najbardziej prawdopodobna zdaje mi się w tej sytuacji hipoteza pełnego przyzwolenia ze strony Waszyngtonu na instalację nowych enklaw suwerenności żydowskiej w Europie Środkowej – czyli realizację projektu, który ja nazywam właśnie: „KONDOMINIUM ROSYJSKO-NIEMIECKIE POD ŻYDOWSKIM ZARZĄDEM POWIERNICZYM”. Powiadam „enklaw suwerenności”, ponieważ projekt ten, jak przypuszczam, wcale nie musi mieć kształtu terytorialnie zintegrowanego i jednolitego. Inspirujące zdają mi się w tej mierze wynurzenia Beniamina Barbera, który w swoim zeszłorocznym tournee w naszym kraju wyrażał przekonanie, że przyszłość należy do miast – że to „duże miasta” powinny „przejąć władzę nad światem”. To właśnie, jak sądzę, dzieje się w Europie Środkowej – od Doniecka po Wrocław – gdzie suwerenność żydowskich oligarchii bierze tu górę nad suwerennością państw.

Kim jest Benjamin Barber?

To niegdysiejszy doradca prezydenta Clintona – dziś oddelegowany na front robienia maluczkim wody z mózgu i suflowania skorumpowanym elitom, jaka jest aktualna „mądrość etapu”. Takich ludzi nazywam „stroicielami fortepianów” – bo to oni ustalają ton i pierwsi podają nutę, którą później podchwycą kolejne „pudła rezonansowe”. W Polsce szczególnie fetowany był – żadna niespodzianka – przez „GWiazdę śmierci” z ulicy Czerskiej w Warszawie. Jego wizja jak ulał pasuje do obecnej sytuacji w Europie Środkowej – zwłaszcza po parcelacji Ukrainy. Pierwszy etap, już mocno zaawansowany, to suwerenność wyspowa – konsorcjum „wolnych miast”, które wzajemnie gwarantują sobie bezpieczeństwo i możliwość prosperowania przez utrzymywanie drożności kanałów komunikacyjnych na lądzie i w powietrzu. To taka „Neo-Hanza” – dlatego projekt ten ma niewątpliwie wiele uroku także dla Berlina, który dostrzegać w nim musi obiecujące perspektywy dla realizacji projektu Mitteleuropy.

Proszę jednak wyjaśnić, dlaczego w ogóle Żydzi mieliby dążyć do budowy nowego państwa – i to akurat w Europie Środkowej – skoro jedno już mają?

W telegraficznym skrócie: możliwości istnienia państwa położonego w Palestynie wyczerpują się. Po prostu: za mało jest chętnych, żeby tam mieszkać.

Przecież ostatnio, po masakrze paryskiej, premier Netanjahu wzywał Żydów do emigracji z Francji do Izraela. To stoi w sprzeczności z Pańską tezą o planach „przeprowadzki” Izraela.

Wręcz przeciwnie – to tylko potwierdza moją diagnozę o wyczerpaniu się resursu geopolitycznego państwa położonego w Palestynie. Tezę tę zresztą już od dawna głoszą ludzie, których skądinąd trudno podejrzewać o brak życzliwości wobec Izraela – w 2012 roku szeroko cytowana i dyskutowana była np. wypowiedź Henry Kissingera, który stwierdził, że „w ciągu 10 lat Izrael zakończy swoje istnienie”. Ale państwo Izrael nie jest przecież i nigdy nie było jedynym projektem geopolitycznym, na który stawiałyby elity żydowskie. Pamiętajmy, że dla tej formacji kluczowa była zawsze filozofia „mądrości etapu”.

Mimo wszystko, Polakom trudno chyba pogodzić się z wizją zgodnego zaangażowania w ten projekt wszystkich wymienionych przez Pana mocarstw. Jeszcze Niemcy i Rosja, ale Ameryka?

Amerykanie poniekąd spłacają w ten sposób dług za niewywiązanie się ze zobowiązania do pacyfikacji Bliskiego Wschodu. Trzy lata temu zamierzali po prostu zbombardować Teheran – i tym samym zapewnić Izraelowi „Lebensraum” na następne dekady. Miało się to oczywiście odbyć pod szyldem „międzynarodowej koalicji do walki z terroryzmem” – nawet nas już do tej koalicji zdążyli wmontować (patrz: udział polskich F-16 na manewry na pustyni Negev na początku 2012 r.). Ale sprawa się przedłużyła – bo okazało się, że najpierw trzeba zabezpieczyć rubieże wyjściowe i zaplecze przyszłego teatru wojny, tzn. „zaprowadzić demokrację” w Syrii. Sprawa ma oczywiście jeszcze szerszy kontekst – globalnej wojny imperiów, tj. przyszłej wojny USA z Chinami – nie sposób wszystko to tutaj omówić. Generalnie sprawa ma w moim przekonaniu taki efekt, że Amerykanie zdecydowali żydowskie oczekiwania niejako zrekompensować „w naturze” – tj. właśnie nami.

Czy prezentując tak jednoznacznie podejrzliwą interpretację i krytyczną ocenę relacji polsko-amerykańskich i polsko-żydowskich nie zamyka Pan przypadkiem oczu na inne problemy – np. zagrożenie rosyjskie?

No, oczywiście, takie rzeczy może mówić tylko przedstawiciel „rosyjskiej piątej kolumny” i „wielbiciel Putina” (śmiech). Słyszałem to już nie raz – zwłaszcza w minionym roku, kiedy to najwyraźniej nastąpiła pełna mobilizacja agentury amerykańskiej i żydowskiej u nas. Każdy, kto choćby tylko sceptycznie odniósł się do pomysłu wpakowania Polski w wojnę ukraińską, musiał być zaraz ogłoszony „agentem Putina”. Patrioci żoliborscy zrobili w ciągu tego roku wiele, by Polska znalazła się w tej wojnie w roli głównego winowajcy i kozła ofiarnego – na którego łatwo potem przyjdzie innym zwalić odpowiedzialność za wszystkie utrapienia i tragedie, jakie spadły na naszych sąsiadów. Sądzą oni, jeśli dobrze rozumiem, że trzeba korzystać z okazji wystąpienia w roli najwierniejszego wasala Amerykanów, by niejako „w bonusie” otrzymać promesę na rządzenie w Warszawie. Jak złudne to nadzieje – to wynika, mam nadzieję, z moich wcześniejszych wypowiedzi. A ludzie dobrej woli, których przecież nie brak ani w PiSie, ani w mediach pełniących dlań usługi propagandowe, warto by wzięli pod rozwagę fakt, jak często  zdarzało im się przemawiać jednym głosem z tymi, których przecież słusznie uważają za zaprzedanych nieprzyjaciół sprawy polskiej. Jeśli „Gazeta Polska” prezentuje w sprawie ukraińskiej koncepcje geopolityczne zbliżone czasem aż do identyczności z „Gazetą Wyborczą”, to chyba nie jest dobrze. Jeśli i inne media p.o. prawicowych konsekwentnie przemilczają dokładnie to samo, co media głównego ścieku – to oczywiście z każdego, kto do tej zmowy milczenia się nie przyłącza, łatwo zrobić oszołoma i obsesjonata.

To akurat nie na tych łamach. Dziękuję za rozmowę.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

27 komentarze(y)

27 Komentarzy

  1. jacek

    13 stycznia 2015 at 16:23

    Zgadzam się z Grzegorzem Braunem.

  2. KAROL NAWROZ

    13 stycznia 2015 at 16:31

    nie ma juz nawet czasu zeby byc pesymista.
    ________________________________
    SADZE ZE CZESC UKRAINY ROWNIEZ DOLACZY DO JUDEOPOLONI DLA WLASCICIELI KULCZYKA

    W CALOSCI ZGADZAM SIE JAK ZAWSZE ZE SLOWAMI GRZEGORZA BRAUNA DODAJAC ZE FRANCJA BARDZO ZLE ZASLUZYLA SIE DLA POLSKI W CZASIE DRUGIEJ WOJNY SWIATOWEJ

  3. Piotr36

    13 stycznia 2015 at 16:52

    Właśnie o to chodzi!
    Przecież „kupiec”, który będzie chciał podróżować z miasta Drohobycz do miasta Łódź, nie będzie za każdym razem czekał na odprawę graniczną. Zobaczymy czy O.Łukaszenko też nie długo, nie zmieni frontu i zacznie chwalić „zachodu” a „zachód” jego. Wszak wpomniany „kupiec” jak będzie chciał podróżować z miasta Homel do miasta Łódź lub Drohobycz, też nie będzie czekał na granicy.

  4. Stanisław

    13 stycznia 2015 at 16:56

    Trudno się z tym nie zgodzić. Pan G.Braun prezentuje bardzo logiczną konstrukcję myślową. Ja osobiście mam tylko nadzieję, że tak jak w przeszłości, ta misterna gra zakończy się przed czasem. Mimo wszystko Żydzi nie trzymają wszystkich sznurków.

  5. Piotr36

    13 stycznia 2015 at 17:08

    Jak z USA wyprowadzi się „kwiat narodu” w wiadomym kierunku, to wtedy możemy już współczuć dalszym losom mieszkańców USA. USA to kolos na glinianych nogach, a jeszcze jak te nogi się rozjadą, to marność nad marnościami.

  6. Jerzy Kleban

    13 stycznia 2015 at 17:28

    Tak właśnie mówi monarchista, nacjonalista, niepodległościowiec i prawicowiec – to nie jest bełkot JKM czy wypociny Winnickiego.
    Miejcie, proszę, to na uwadze.

  7. sally

    13 stycznia 2015 at 17:56

    „Kosmopolityczne elity sprzedały Polskę” -śp.J. Oleksy, niestety, odwazył się to powiedzieć tylko prywatnie i przy wódce.

  8. Barbara966

    13 stycznia 2015 at 19:22

    Narod wybrany trwa nadal w zawzietości, uporze i biblijnej już skłonności do kłótni i wzniecania sporów.Nasz Bóg Zbawiciel okrutnie został przez nich wydrwiony, wyszydzony,z nienawiści zabity a nasza wiara do tej pory traktowana przez nich jak sekta. Jedyna ich zdezaktualizowana świętość – świątynia Jerozolimska zgodnie z przepowiednią Pana Naszego legła w gruzach, lewici w pień wyrżnięci – ale o tym cicho sza!,dość, że dawnego kultu nie ma komu sprawować, strażnicy zmartwychwstania Pana Jezusa przekupieni by głosić kłamstwa – idą w zaparte z dawien dawna posługując się ciągle tymi samymi metodami. Bożych znaków nie przyjmują tylko nadal szydzą z Boga w Trójcy Jedynego! Pozostaje mieć nadzieję, że sprawdzą sie słowa św. Pawła z Gal. 6 (7-8): „Nie łudźcie się, Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim , jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu jako plon ducha zbierze życie wieczne”

  9. przesladowany

    13 stycznia 2015 at 22:49

    A ja co mogę teraz zrobić? Jakieś lobby syjonistyczne gejowskie podgląda mnie i podsłuchuje za pomocą jakichś urządzeń, na niebie je widać jako balony geodezyjne w każdym oknie są, w nocy tylko widać ich oświetlenie. Potem jacyś syjonisto homoseksualiści mi piszą co się u mnie w domu dzieje, co robię co im się udało podsłuchać. Jak z takim syjonistycznym gejowskim bandyctwem walczyć jak tu nie ma rządu, prawa, wszystko skorumpowane. Wszystkie media to ta sama banda zboczeńców i syjonistów, nawet media mają dostęp do tych podsłuchów, tak mnie chcą niszczyć i na żywo nieraz wypowiadali słowa które ja napisałem, cytowali je lub moje dane mówili podstępem bez nazwisk, aby mnie tak niszczyć. Mam te urządzenia wokół domu każdy je widzi i co można zrobić, i co można zrobić jak tu nie ma prawa dla Polaków tylko dla tych świrów prześladowców? Zgłosić się do partii prawicowej?

  10. Jaś

    13 stycznia 2015 at 23:58

    [quote name=”Jerzy Kleban”]Tak właśnie mówi monarchista, nacjonalista, niepodległościowiec i prawicowiec – to nie jest bełkot JKM czy wypociny Winnickiego.
    Miejcie, proszę, to na uwadze.[/quote]
    Ty Bracie nie deprecjonuj ani Winnickiego ani JKM bo tylko ściągasz na siebie podejrzenie że Twoje prawdziwe oblicze jest nie takie prawicowo polskie jakby się wydawało.
    Każdy z nich jest doskonały w tej roli którą pełnią. Winnicki jako młody człowiek z rosnącą dojrzałością polityczną z dnia na dzień a JKM mający wiele do wniesienia jako doradca i siła stabilizująco wypełniająca prawicę. Tak że uwagę będziemy skupiać raczej na Tobie a my po prawicy jesteśmy raczej zgodnymi typami i wszystkie ręce kochające Polskę nam są potrzebne. Szczególnie pana Brauna ale zaraz ponim właśnie Winnickiego i JKM oraz kilku innych.
    PS. Czy Twoja rola tutaj nie jest czasem aby Narodowców i JKM opluwać przy każdej okazji jak tylko się tu okazja do tego pojawi?

  11. LSED

    14 stycznia 2015 at 00:22

    @ Jaś – 100/100.

  12. Jerzy Kleban

    14 stycznia 2015 at 09:49

    [quote name=”Jaś”][quote name=”Jerzy Kleban”].[/quote]
    Każdy z nich jest doskonały w tej roli którą pełnią. Winnicki jako młody człowiek z rosnącą dojrzałością polityczną z dnia na dzień a JKM mający wiele do wniesienia jako doradca i siła stabilizująco wypełniająca prawicę…. Szczególnie pana Brauna ale zaraz ponim właśnie Winnickiego i JKM oraz kilku innych.
    PS. Czy Twoja rola tutaj nie jest czasem aby Narodowców i JKM opluwać [/quote]

    He,he,he…
    Pana, typowego dwu-otworowca, przyjmą do „unijnego” teatru „Komedia” nawet bez studiów aktorskich.
    JKM już tam występuje i gra nawet główną rolę bezczelnego, zidiociałego politykiera w sztuce, której scenariusz napisali Chazarzy.
    Bierze za to całkiem porządną forsę. Pan też taką może taką brać i być w tej „unijnej” trupie.

    Ja nie opluwam ludzi Prawicy ale… „prawicowców” czyli pseudo-prawicę. To zasadnicza różnica. Czy to moja wina, że Winnicki i JKM do niej należy?

  13. Jerzy Kleban

    14 stycznia 2015 at 10:14

    P.Jan Bodakowski, którego publicystykę oceniam (gdy trzeba) krytycznie, w jednym z felietonów(„Nowy lider Kongresu Nowej Prawicy”) zauważył, że niejaki Marusik „jest od blisko dwu dekad bliskim współpracownikiem Janusza Korwina-Mikke”
    Co mówi min. „prawa”(od „dwu dekad”) ręka JKM”?
    Ano „akceptuje ingerencje państwa tylko w ochronę bezpieczeństwa wewnętrznego, zewnętrznego, wymiar sprawiedliwości, ochronę środowiska i stosunki międzynarodowe”.- czyli jest zwolennikiem „niewidzialnej ręki wolnego, samo-reulującegi się rynku”. Ocenić to należy jako najwyższej klasy idiotyzm.
    Ale ten Marusik jest także za „legalizacją handlu narkotykami i prostytucji, zakazem publicznego eksponowania pornografii” oraz za „nawiązywaniem przez Polskę dobrych relacji ze wszystkimi krajami”. Ergo: także z Izraelem. Ale on tego nie mówi, bo wie czym to grozi.
    Dobra jest także całkowita legalizacja pornografii i nakotyków- dwóch ważnych, chazarskich gałęzi „wolnego rynku”.

  14. Jerzy Kleban

    14 stycznia 2015 at 10:20

    Jak mówił to Palikot i jego ludzie to „jasie”, właśnie podobni Panu „prawicowcy”, mieli mu to za złe.
    A jak mówi to „prawicowiec”, Marusik, „współpracujący blisko od dwóch dekad z JKM”, to dobrze.

    Jakoś nie zauważyłem Panów(i innych „prawicowców”) krytycznych wystąpienień na forum dyskusyjnym.
    To bardzo wymowne.

  15. probant

    14 stycznia 2015 at 11:09

    Moim skromnym zdaniem, wywiad ten ,jest najczystsza i najmniej wody zawierajaca, esensja, co do „polozenia Polski”.Nigdy nie przeczytalem czegos prawdziwszego,co w tak tresciwy i czytelny sposob zostalo podane Polakom na tacy.O ile kazdy Polak poznalby choc 30 procentach historie Polski, doszedlby z pewnoscia do takich samych wniskow.Co powinno nawet obowiazywac kazdego, kto czuje sie Polakiem.Nawet na emigracji,poniewaz nawet po opuszczeniu kraju,bedac wymanipulowanym gospodarczo na wyjazd z kraju
    nie konczy sie byc Polakiem.Najbardziej przykrym jest fakt,ze Polacy uwazaja,ze decyzje o opuszczeniu kraju pojeli sami i sa dumni ze swojej madrosci.
    Dodac moge malenka wskazowke o ktorej tu nie zostalo powiedziane.To nie Zydzi lobbuja.Oni nie musza lobbowac,poniwaz, „rzady” kazdego z wymienionych tu krajow, to jak i w Polsce, skladaja sie wiekszosciowo z Zydow i szabesgojow.Nalezy mowic nie o rzadzie amerykanskim tylko Zydach amerykanskich i innych.

  16. Jerzy Kleban

    14 stycznia 2015 at 11:24

    Poważnie uważam, że korwinowcom i niektórym z rukowoditjeli RN, bredzącym o „lesseferyźmie” i „nieograniczonym wolnym rynku” przydałaby się kuracja, jaką z pacjentem, cierpiącym na ból głowy,odprawiali szamani w Mozambiku. Ona pacjentowi chyba pomogła bo w końcu płakał:
    https://www.youtube.com/watch?v=ziaowqVsPk4&feature=youtube_gdata_player

  17. probant

    14 stycznia 2015 at 11:40

    Nalezaloby tez zauwazyc, ze Niemcy wbrew pozorom, sa nawet w gorszej sytuacji niz Polacy.Czy to w ramach zemsty za holokchaust,czy tez z racji tego, ze slepa wiara w subordynacje,czyni ich gospodarke „wydajniejsza” i az sie prosi ta slepota, o Zydowska „pomoc”,jak maloktora.Mysle, ze juz dawno, Niemcy nie prowadza zadnej wlasnej polityki a napewno nie w xx wieku.Nalezy tez rozpatrzec, na ile Zydowska lichwa wplynela na pierwsza i druga wojne, swiatowa, ktorej celem jak kazdej wojny nie jest w pierwszej kolejnosci zdobycie gruntow i bogactw wypracowanych, ale depopulacja innych narodow
    W calej rozciaglosci chyba jest to priorytet Zydow, takze w czasach „pokoju”.(fluor w pascie do zebow,chemia w jedzeniu i piciu,stan sluzby zdrowia,GMO,elektrosmog, pseudoleki,szczepionki z rtecia.jedzenie pakowane w aluminium i plastic,aborcja,drozyzna uniemozliwiajaca narodom rozwoj,tez jest czascia tego samego planu, co wynagradza sie niezrozumialymi dla nas nagrodami za dobra robote.

  18. probant

    14 stycznia 2015 at 12:03

    Malo kto wie,ze tak Hitler ,jak i Stalin, zostali wykreowani przez zydowskie lichwairskie rodziny
    zamieszkale w USA.Tak Hitler ,jak i Stalin maja korzenie chazarskie.Obaj w czasie wojny jadali razem obiadki podczas dzialan wojennych ich armii.Obaj przkazywali sobie najnowsze osiagniecia w dziedzinie likwidacji mas ludzkich i obaj ,dbali o jak najkrwawsze walki.Stalin dostarczajac armii niemieckiej zarcie,a przemysl niemiecki bron i amunicje armi czerwonej ktora „zdobywala” niemiecke transporty.Po wojnie Stalin zagwarantowal Hitlerowi dlugie i dostanie zycie w Argentynie.Dlaczego tez mordowali Zydow? By odpowiedziedziec na to pytanie nalezy poznac historie i roznice miedzy Chazarami, a Zydami.Zydami ortodoxyjnymi i Zydami ,ktorzy sa tylko Zydami dlatego,ze Talmud mowi o nich jako nadludziach.Ten konflikt miedzy Zydami tez jest znany od czasow Mojrzesza, gdzie jedni przytakneli 10 przykzaniom, a inni zlotemu cielcowi.

  19. przesladowany

    14 stycznia 2015 at 12:56

    Napisałem tu komentarz o syjonistach i lobby gejowskim i ktoś ten komentarz wykasował, pytanie kto?

  20. BHO

    15 stycznia 2015 at 02:45

    [quote name=”probant”]Malo kto wie,ze tak Hitler ,jak i Stalin, zostali wykreowani przez zydowskie lichwairskie rodziny
    zamieszkale w USA.[/quote]

    Potwierdza to książka „Wojna o pieniądz” Hongbinga. Jej inny tytuł to : „obuchem w łeb”. Dlaczego taki tytuł? Dowiecie się jak przeczytacie. Gorąco polecam każdemu kto nie odłożył mózgu do pudła z z niepotrzebnymi rzeczami.

  21. George

    15 stycznia 2015 at 09:13

    Jeśli prognozy Pana Brauna się sprawdzą, to miej nas Panie w swojej opiece. Znów pot, krew i łzy! W sumie to szkoda, że Hitler nie dokończył swojej roboty.

  22. LSED

    15 stycznia 2015 at 10:11

    @ BHO –
    Oprócz dwóch tomów „Wojny o pieniądz” Hognbinga polecam przeczytać pozycję G. Edwarda Griffina pt. „Finansowy potwór z Jekyll Island. Prawdziwa historia Rezerwy Federalnej”. Wszystkie w/w książki świetnie opisują mechanizm działania lichwiarskich aferzystów.

  23. Kamil

    15 stycznia 2015 at 16:36

    Polecam stronę polonus moje forum net. Można tam poczytać, co to za jeden Pan Kleban i z kim się kumał na emigracji. To konfident.

  24. Polak

    16 stycznia 2015 at 01:10

    [quote name=”George”]Jeśli prognozy Pana Brauna się sprawdzą, to miej nas Panie w swojej opiece. Znów pot, krew i łzy! W sumie to szkoda, że Hitler nie dokończył swojej roboty.[/quote]

    masz uposledzonych Polakow na mysli ?

  25. Czupur

    19 stycznia 2015 at 20:53

    Przerażające, że ludzie uważający się za patriotów robią tyle błędów! Chyba sami jesteście „polskojęzyczni”, bo średnio wykształcony Polak nie puściły takiego tekstu w obieg. Skandal!

  26. probant

    19 stycznia 2015 at 21:42

    [quote name=”Czupur”]Przerażające, że ludzie uważający się za patriotów robią tyle błędów! Chyba sami jesteście „polskojęzyczni”, bo średnio wykształcony Polak nie puściły takiego tekstu w obieg. Skandal![/quote]
    Byc moze oni(my) robia gramatyczne, albo ortograficzne, a Ty myslowe.Myslowe ,oznacza, ze nie umiesz sie jasno wyrazac, nie napisalas o jakie bledy Ci chodzi,trzba sie domyslac.

  27. JAWA

    5 lipca 2016 at 19:36

    Czy jeśli (mówiąc hipotetycznie) napiszę, że IHMO Braun za takie wypowiedzi (z których wynikałoby że jesteśmy obywatelami państwa nieistniejącego) powinien stanąć pod pręgierzem – to wyrażenie takiej myśli będzie dopuszczalne czy też trzeba będzie za myśl tę Brauna przepraszać, bo w końcu wolność słowa jest jednostronna. Braunowi przysługuje, mnie nie.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra