Kultura i historia

Czy sojusznikami lewicy w walce z katolicyzmem mogą być neopoganie?

Trwa właśnie kolejna antyklerykalna kampania lewicy. Zniszczyć katolicyzm wmawiając Polakom, że księża to pedofile. Są jednak w Polsce środowiska, które pomimo swojej nienawiści do katolicyzmu, wywołują w lewakach mieszane odczucia z racji na swój nacjonalizm. Choć lewicy, radykalna nienawiść do katolicyzmu neopogan może się podobać, to nacjonalizm środowisk odwołujących się do pogańskiej słowiańszczyzny jest dla neomarksistów niestrawny.

Na stronie lewicowego portalu „Krytyka Polityczna” ukazał się ciekawy artykuł „Wielka Aryjska Lechia, czyli nacjonaliści-neopoganie” Przemysława Witkowskiego, w którym autor lewicowego portalu opisał historię neopogan w Polsce. Artykuł ilustrowany między innymi kadrem z wideo wywiadu, jakiego udzielił mi jeden z polskich neopogan (autorem kadru według lewicowego portalu jest You Tube, więc pewnie sam artykuł z „Krytyki Politycznej” jest autorstwa Internetu i ukazał się w Internecie). Czuje się też zobowiązany przyznać, że tekst opisuje kilku moich znajomych z internetu czy też wspólnych patriotycznych manifestacji.

Zdaniem lewicowego portalu prekursorem polskiego neopogaństwa był Zorian Dołęga-Chodakowski, który dokumentował „piosenki i podania ludowe” bo „elementy pogańskie przetrwały jedynie w folklorze” z racji na to, że „chrześcijaństwo zatarło unikalne cechy Słowian i zniszczyło ich kulturę”. W XIX wieku pojawiają się sfałszowane rzekome słowiańskie pisma – „Kronika Prokosza czy Kronika Welesa”.

Według lewicowego portalu „mit Wielkiej Lechii” tworzyły też Kroniki Kadłubka, koncepcie „Macieja Miechowity czy wreszcie Nowe Ateny ks. Benedykta Chmielowskiego z ich listą 33 królów Polski”. Według lewicowego publicysty, atmosferę przed I wojną światową w Europie można nazwać „pra- new age’em” – „masowo pojawiają się ezoterycy, pseudonaukowcy, historiozofowie, bajkopisarze i fantaści od Feliksa Konecznego po Guido von Lista, od Heleny Bławackiej po Alfreda Rosenberga”. Moim zdaniem umieszczanie Konecznego razem z gejem, ideologiem nazizmu oraz babcią „new age” to zwykłe chamstwo.

Jak informuje lewicowy portal, najbardziej znanym polskim neopoganinem został wybitny artysta „Stach z Warty” – Stanisław Szukalski, twórca Szczepu Rogate Serce, i 42 tomów słownika pra mowy (ilustrowanego 14 tysiącami ilustracji). Według koncepcji Szukalskiego „przodkowie Polaków mieli mieszkać na Wyspie Wielkanocnej, skąd przez szwajcarski Zermatt dotarli do Polski. Swoją teorię nazywa „zermatyzmem”. Oznajmia rodakom, że musi nastąpić całkowita zmianę modelu polskości: nowy jej wzorzec ma powstać na bazie pierwotnej słowiańskiej wspólnoty rodowej, stąd nazwa ideologii – „rodosławizm”. Skompromitowaną nazwę „Polska” ma zaś zastąpić „Sławia”, która będzie częścią „Neuropy”, europejskiej słowiańskiej wspólnoty bez Anglii, Francji, Niemiec i Włoch”.

Szukalski stworzył „Toporła” – symbol polskiego neopogaństwa. W ramach walki z dominacją Żydów w polskim handlu i wsparcia dla polskich przedsiębiorców stworzył symbol Topkrzyża. Według lewicowego publicysty posłużył on „do znakowania nieżydowskich sklepów przez hitlerowskich kolaborantów z Narodowej Organizacji Radykalnej”. Lewicowy publicysta oczywiście nie wspomniał, że działacze tej organizacji zostali przez Niemców wymordowani podczas okupacji.

Lewicowy publicysta w swoim artykule opisał też rasistowsko-ariozoficzne „środowisko wydające pismo „Demiurg”” i łącząc „biały suprematyzm (…) z panslawizmem i kultem jednego tylko boga dla wszystkich Słowian – Swarożyca”. Kolejna postacią opisaną przez lewicowego publicystę jest Jan Stachniuk „endek wolnomyśliciel, (…) nacjonalistyczny antykapitalista”. Muszę jednak przypomnieć, że endecy byli wolnorynkowi więc określanie Stachniuka „endekiem” jest wyrazem braku wiedzy publicysty lewicowego portalu.

W artykule na „Krytyce Politycznej” Stachniuk opisany jest jako autor książek i wydawca „Zadrugi”. Jak informuje lewicowy publicysta „siatka stachniukowej filozofii – „kulturalizmu” – jest dość skomplikowana i wprowadza kilka nowych terminów, wyłącznie dla niej charakterystycznych. Po pierwsze – Wola Tworzycielska. To trochę Bóg panteistów, a trochę nietzscheańska „wola mocy”. Jeśli dodać do niej samoświadomość to powstaje człowiek, jej piastun i narzędzie ewolucji świata. Tym zaś, co pomaga twórczo przekształcać świat, jest kultura. Jeśli wzmacnia stagnację, apatię, wegetację – to jest to już „wspakultura”. Z kolei charakter narodu to źródło jego zwycięstwa lub klęski, kształtuje go „ideomatryca” – wychowanie narodowe, za którą odpowiada dominująca w społeczeństwie religia”.

Jak wskazuje autor tekstu z „Krytyki Politycznej” taką szkodliwą dla polski wspakulturą, według Stachniuka, jest katolicyzm, który zdaniem ideologa polskich neopogan „gloryfikuje, propaguje i utrwala eskapizm, spirytualizm i gnuśność, a tażkże faworyzuje kontemplację kosztem życia aktywnego”. Zdaniem Stachniuka efektem katolickiej wspakultury w Polsce ma być „materialne ubóstwo, cywilizacyjne zacofanie i liczne dziejowe klęski. Z rozbiorami włącznie. Sobór trydencki i kontrreformacja skazują w tej opowieści Polskę na zapóźnienie. Słowiańska jedność i rodzima wiara mają przywrócić Polakom wielkość i moc, jakie utracili wraz z chrztem. Zadaniem Zadrugi więc jest Polskę „odkatoliczyć”.

Wizja życia społecznego według neopogan Stachnkuka była zdaniem lewicowego publicysty – skrajnie kolektywistyczna. Polakami miał sterować „Centralny Organ Dyspozycyjny, mający rozporządzać siłami wytwórczymi „bezklasowego, scalonego narodu robotników”, zorganizowanego na wzór „społeczności mrówek lub termitów””. Polska miała być częścią imperium słowiańskiego. Jak przypomina lewicowy publicysta, środowisko Stachniuka po II wojnie światowej wspierało komunistyczną okupację Polski, tworząc Stronnictwo Pracy. Sam jednak Stachniuk był prześladowany przez komunistów.

W artykule z „Krytyki Politycznej” znajdują się ciekawe informacje na temat nurtów neopoganizmu w PRL. Jak informuje lewicowy publicysta „w Łodzi w 1954 roku powstaje Klan Ausran. Wraz ze swoim kapłanem – indyjskim wykładowcą UW Hiranmoyem Ghoshalem – wyznawcy chcą rekonstruować duchowe dziedzictwo Indoeuropejczyków, a także ich język, który nazywają ausrańskim. Drukują w nim kalendarze, piszą wiersze i pieśni religijne. Jest też używany jako język liturgiczny podczas obrzędów”.

Kolejnym nurtem neopogan opisanym w „Krytyce Politycznej” są Światowidowcy, ich założyciel były ksiądz katolicki, a następnie pastor metodystów Władysław Kołodziej wybrał okultyzm oraz pogaństwo. Światowidowcy uznają „wszystkich bogów słowiańskich za emanacje Światowida” i planowali stworzyć swoje sanktuarium na wyspie Rugia. W latach 50. byli prześladowani przez komunistów.

Zdaniem lewicowego publicysty niezwykle ważną postacią neopogan w PRL był Lech Emfazy Stefański, „legenda polskiego środowiska ezoterycznego: w latach 70. jeden z inicjatorów powstania Stowarzyszenia Radiestetów, a następnie Towarzystwa Psychotronicznego”. Stefański stworzy „Wyrocznię Słowiańską, system kart do wróżenia, podobnych do Tarota, w których warstwę symboliczną wpisano wizerunki zaczerpnięte ze znalezisk archeologicznych w Polsce”.

Jak podkreślił autor artykułu na łamach „Krytyki Politycznej”, dziś głównym zrzeszeniem polskich rodzimowierców jest Rodzimy Kościół Polski. Po śmierci Stefańskiego liderują mu – pisarz Konrad T. Lewandowski oraz Ratomir Wilkowski. „Lubią giezła, ulewają miód przodkom, Kościół Katolicki nachodzi ich nawet na ich świętej górze Ślęży”.

We współczesnej Polsce, w opinii Krytyki Politycznej „szczególnie aktywnie nacjonaliści-neopoganie działają na tzw. Ziemiach Odzyskanych”, co jest pokłosiem polityki PRL. We Wrocławiu, w latach 50. „Antonii Wacyk, Maciej Czarnowski oraz Józef Brueckman i zakładają nieformalne Towarzystwo Miłośników Kultury Słowiańskiej. Tu nawiązuje z nimi kontakt w latach 70. nowe pokolenie neopogan – Zdzisław Słowiński i Stanisław Potrzebowski. (…) Kiedy likwidacji ulega cenzura, Wacyk i Słowiński tworzą wydawnictwo Toporzeł, które wydaje książki Szukalskiego, Stachniuka i samego Wacyka, ździebko Nietzschego, krztynkę francuskiej Nouvelle Droite”.

Od czasu transformacji ustrojowej, według „Krytyki Politycznej” wydawane jest wiele neopogańskich nacjonalistycznych zniów. „W Olsztynie wychodzi „Poganin”, w Inwrocławiu „Odmrocze”; w Bydgoszczy „Błyskawica” i „Lechita”. Wrocławskiego satanistyczno-neopogańskiego „Menhira” wydaje przyszły lider gwiazdy NSBM – zespołu Graveland, Robert Fudali (ps. Rob Darken), a „Barbaricum” – archeolog i nacjonalista Tymon Wojnicki (ps. Wojgniew). „Lechię Stragona” drukuje Związek Jarotan z Jarocina. Pism wychodzi prawdziwe zatrzęsienie. Na skrajnie prawicowych koncertach i zlotach można nabyć „Watrę”, „Wieszcza”, „Dla synów tej ziemi”, „Zryw”, „Gniew Ludu” „Hedeby”, „Garazela”, „Przesilenie”,„Fimbrethil”, „Świt”, „Grom”, „Flame in wolf eyes”, „Feniksa” „Cyklon” (później: „Vril”), „Biały Głos”, „Wilczy Hak”, „Wehrwolf” i wiele, wiele innych”.

Według „Krytyki Politycznej” zadrużne rodzimowierstwo promują także „trzecio drogowcy – zwolennicy „sojuszu ekstremów” lewicy i prawicy Remigiusz Okraska, Jarosław Tomasiewicz i Janusz Waluszko. Ukazują się nowoprawicowy „Żaden” i „etnopluralistyczne” „Zakorzenienie”. Neopogańskie tematy poruszają także związane z anarchistycznym Ruchem Społeczeństwa Alternatywnego „Nierząd”, „Bestia” czy ekologiczne „Zielone Brygady””.

Zdaniem „Krytyki Politycznej” takie środowiska łączą satanizm, neonazim i antysemityzm. Jedną z takich grup ma być koszalińska Świaszczyca, z której powstała grupa Thule (potem Othala), wydająca ziny „Antychryst”, „Securius”, „Jesteśmy” (później „Żelazny Krzyż”) i „Żerca” – z której powstać miał Zakon Zadrugi Północy Wilk i Stowarzyszenie Młodzieży Patriotycznej Świaszczyca. Organizacje te miały głosić pogaństwo, rasizm, antysemityzm i narodowy socjalizm, oraz odpowiadać za rasistowskie ataki. Według „Krytyki Politycznej” z Zakonem Zadrugi Północy Wilk miało współpracować nazistowskie pismo z Szczecina „Odala” łączące poganizm, rasizm i panslawizm. Twórcami tego pisma był lider prorosyjskiej „Zmiany” Mateusz Piskorski, oraz Igor D. Górewicz i Marcin Martynowski. W opinii „Krytyki Politycznej” liderem neopogan w III RP został lider zrzeszenia Rodzimej Wiary Stanisława Potrzebowskiego, ps. Staszko, „były agent wywiadu PRL, pilot wojskowy, współpracownik białych suprematystów z RPA, jawny antysemita i rasista”.

Według lewicowego publicysty w 1996 roku Stanisław Potrzebowski „powołuje Zrzeszenie Rodzimej Wiary, które staje się platformą współpracy dla rozproszonych skinów nacjopogan. ZZPW i Świaszczyca, Odalowcy, Związek Jarotan, Drużyna Grodu Trzygłowa, wrocławska Zadruga, wszyscy znajdą się w Rodzimej Wierze. Ściśle współpracują z Wydawnictwem Toporzeł. Oficjalnym pismem RW staje się „Lechia Stragona” Jarotan, której kontynuatorką jest internetowa Sedruga – Zadruga Rodzimej Wiary, tworzona przez głównego autora „Lechii”, Michała Jakubiaka, ps. Gorazd Bróg-Bogdanowic. Do 1999 roku symbolem RW jest swastyka”.

Zdaniem lewicowego publicysty „w 1992 roku pojawia się pierwsza okołozadrużna partia – Unia Socjalno-Narodowa. Zakładają ją Andrzej Wylotek i Antoni Feldon tworzący bardzo oryginalny duet. Pierwszy bowiem to jeszcze niedawno antysemicki tejkowszczyk i współzałożyciel Polskiego Frontu Narodowego. Wydaje biuletyn „Żywioł” i prowadzi Narodowy Zespół Koncepcyjno-Studyjny, który promuje panslawizm i nowoprawicowy terceryzm w duchu GRECE. Drugi zaś to emigrant marcowy, spowinowacony z Lilpopami i Haberbuschami, który zajął się oprócz polskiego nacjonalizmu „odzyskiwaniem” nieruchomości. (…) Według akt Instytutu Pamięci Narodowej Feldon to także tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa w PRL, pseudonim Filel”. USN wydje pismo „Miltaria. Racja Stanu”. „Ideologia partii to prorosyjski panslawizm, antygermanizm oraz zadrugizm, a jej symbolem staje się znany nam już Toporzeł. Religijnym credo USN-u jest napisane przez Wacyka Wyznanie Wiary Polskiej”. Działaczami tej partii byli „Piskorski, Górewicz i Martynowski”. „Swoje łamy dla USN otwiera między innymi krakowski miesięcznik ekologiczny „Zielone Brygady”, gdzie teksty o neopoganach publikują wspominani już Okraska i Tomasiewicz. Po rozpadzie partii „niedobitki lądują na listach Ogólnopolskiego Komitetu Obywatelskiego „OKO”, pospolitego ruszenia organizacji postkapeenowskich i posttymińskich”.

Z artykułu na stronach „Krytyki Politycznej” można się dowiedzieć, że „w 1998 roku powstaje Stowarzyszenie na rzecz Kultury i Tradycji Niklot. (…) Do organizacji wstępują: Wylotek, Górewicz i Piskorski. W 2002 roku na łamach nazi-zina „Aryan Pride. Pismo Narodowych Socjalistów”, ubogaconego Totenkopfami i dużym fotosem Rudolfa Hessa, Górewicz opowiada, jak to ceni sobie Honor oraz Konkwistę88, wyrażając przy tym chęć działania w Niklocie by „tworzyć elity i próbować kształtować opinie dzięki „opanowaniu obszaru wewnętrznego, czyli kultury duchowej, w celu późniejszego przeniesienia akcji na obszar zewnętrzny, czyli życie społeczne, politykę”.

Według „Krytyki Politycznej” inni neopoganie działali w szeregach wielu partii politycznych: Stronnictwa Narodowego, PSL, Samoobrony i LPR-u. Zdaniem „Krytyki Politycznej”, zarówno Niklot jak i Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, otwarcie współpracują z neofaszystami z ruchu autonomicznych nacjonalistów i ich pismem „Szturm”, w którym znajdować się mają: odalizm, identytaryzm, Nouvelle Droite, naziolskie rapsy, narodowy bolszewizm, biały suprematyzm, strasseryzm, generalnie crem de la creme nowego eurofaszyzmu. To Niklot organizuje festiwal „Ku niepodległej”. Marszowi Niepodległości również towarzyszą rokrocznie koncerty nazistowskich i rasistowskich zespołów, takich jak Mistreat (…), a także Obłęd, Omerta, Nordica, Stalag, czy Legion Twierdzy Wrocław.

Wśród mniejszych organizacji polskich neopogan „Krytyka Polityczna” wymienia „Wrocławiu Ruch Słowiańskich Nacjonalistów Zadrugą. Również powiązany z Rodzimą Wiarą (…) Tej niewielkiej grupie liderował znany z bezkompromisowej stylówy i działalności w Zakonie Krwi Aryjskiej, Zakonie Swargi oraz ZZPW, Dariusz Petryk (…). Pansłowiańskie, antysemickie, nacjonalistyczne, antychrześcijańskie w swej estetyce i retoryce zmilitaryzowane i agresywne stowarzyszenie na kilka lat pokaźnie się rozrosło. Powstały „gniazda” wrocławskie, podlaskie, gorzowskie, zielonogórskie, częstochowskie, rybnickie, podkarpackie, małopolskie i pomorskie. Celem miała być „rewolucja panslawistyczna”, której rezultatem będzie powstanie „Zjednoczonej Sławii” (…) w 2011 roku organizacja padła”.

Jak wynika z artykułu „Krytyki Politycznej” „jednym z żelaznych punktów spotkań polskich neofaszystów jest coroczny Festiwal Wikingów na wyspie Wolin. Dla wielu – niegroźni hobbyści – okazują się przy bliższym oglądzie niekiedy zwolennikami politycznej ideologii, silnie okraszonej białym suprematyzmem i totalitarnymi ciągotami w duchu narodowo-komunistycznym”.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

24 komentarze

24 Komentarzy

  1. klioes vel pislamista

    10 października 2018 at 10:44

    Sport, zdrowie, homoseksualizm

    „Sport, zdrowie, homoseksualizm!”
    Taki transparent i okrzyki
    Wznoszą tęczowcy. (A „socjalizm!”? –
    Nie trzeba krzyczeć, jest!) Wybryki
    Chcą faszystowskie bandy czynić.
    I kogo potem będą winić?

    Winą za przemoc chcą obarczyć
    Gejów małżeństwa, lesb rodziny!…
    A czas uznanie im dostarczyć:
    Adoptowanym dzieciom chrzciny
    Świeckie urządzać w spermie. (Tęcza
    Chrzcielnicę dobrze tu wyręcza.)

    Idą w paradzie ręka w rękę
    Rodziny gejów. Są normalne!…
    A z boku czynią im udrękę
    Faszyści. (Antropoidalne
    Bandy z tatusia i mamusi
    Złożone, bachor „też być musi”!)

  2. GG.

    10 października 2018 at 12:43

    .
    „LEWICA”, „CENTRUM” I „PRAWICA” TO POJĘCIA I PODZIAŁ WEWNĄTRZSOCJALISTYCZNY.
    .
    Bodakowski prezentuje tu jakiś propagandowy obraz „środowisk odwołujących się do pogańskiej Słowiańszczyzny” (słowo „Słowiańszczyzna” piszemy z dużej litery, panie Bodakowski!), lecz chyba tylko w celu FAŁSZYWEGO UTOŻSAMIENIA SŁOWIAŃSKIEGO NARODU POLSKIEGO Z MARGINALNYM, DMUCHANYM NEOPOGAŃSTWEM I SPONSOROWANĄ (TAKŻE Z ZAGRANICY) KRYTYKĄ KATOLICYZMU I KOŚCIOŁA.
    .
    W rzeczywistości, Polacy-Słowianie to katolicy, nawet jeśli obecnie tylko co trzeci z nich chodzi regularnie do kościoła na Msze, a jeszcze mniej przystępuje do komunii.
    .
    Słowiańszczyzna, to obszar i zbiorowość ludzka ożywiona świadomością pradawnej i dzisiejszej wspólnoty krwi, ducha, kultury, mowy i losów. Słowiańszczyzna była i jest terytorium panowania religii chrześcijańskiej, ustanowionej przez władców Słowian na miejscu wierzeń pogańskich.
    .
    Żaden Polak-Słowianin nie będzie zwalczał słowiańskiego charakteru swojego narodu, ani wspaniałej idei Słowiańszczyzny jako wczorajszej, dzisiejszej i jutrzejszej duchowo-terytorialnej wspólnoty Słowian-chrześcijan, którzy świetnie zdają sobie sprawę, że podział na katolicyzm i prawosławie był najzupełniej sztuczny i niepotrzebny, i że chrześcijanie zachodni i wschodni – może za sprawą właśnie Słowian? – MUSZĄ SIĘ ZNOWU ZJEDNOCZYĆ.
    .
    .
    .

    • GG.

      10 października 2018 at 14:48

      .
      Dzięki p. Bodakowskiemu Polacy-Słowianie nie będący czytelnikami „Krytyki Politycznej” uzyskali możliwość zapoznania się również z innymi tekstami Przemysława Witkowskiego, na przykład z tekstem dopełniającym powyższy tekst o neopogańskich nacjonalistach:
      .
      .
      Przemysław Witkowski, Żywot Mateusza
      http://krytykapolityczna.pl/kraj/zywot-mateusza-witkowski-piskorski/ (30.05.2018).
      .
      „Kluczem do gwałtownego upadku Mateusza Piskorskiego [maj 2016] zdaje się być fakt, że Jarosław Kaczyński nie lubi konkurencji. Nie po to rozbił i wchłonął LPR i Samoobronę, żeby tolerować kolejne ugrupowanie o rysie prawicowo-socjalnym, do tego z młodym, ambitnym liderem mającym wyraźne poparcie Rosji. Środowisk takich w Polsce zawsze było wiele, im dalej od Polski Ludowej, tym więcej – ale siedzi tylko Piskorski. Tylko Zmiana natomiast zachowywała niezależność wobec Jarosława Kaczyńskiego. Można ją uznać za realizację koncepcji Jana Sowy: lewicową partię narodowo-patriotyczną, która nie bawi się w prawa kobiet czy mniejszości i orientuje się na Rosję, nie na Stany. I tak być może znalazła się na celowniku służb. TYMCZASEM BEKIER, CHRUSZCZ CZY KORWIN, KTÓRZY W NICZYM PIS NIE ZAGRAŻAJĄ, HULAJĄ SOBIE PO ŚWIECIE.
      .
      „Gazeta Wyborcza” straszy już scenariuszami powstania socjalnego prorosyjskiego ugrupowania na bazie popularności Antoniego Macierewicza i Radia Maryja. Nie uważam tych wizji za nieprawdopodobne. W logiczny sposób ekstrapolują one trendy, które są od lat znane osobom zainteresowanym skrajną prawicą w Polsce. KTÓRAŚ OPCJA W KOŃCU SIĘ POJAWI, ALBO NARODOWO-SOCJALNA, ALBO NARODOWO-KATOLICKA. NA RAZIE POTENCJALNEGO LIDERA PIERWSZEJ KACZYŃSKI TRZYMA W TIURMIE, A DRUGIEGO WE WŁASNEJ PARTII.”
      .
      .

      • GG.

        10 października 2018 at 14:58

        .
        A także z b. ciekawym tekstem:
        .
        Przemysław Witkowski, Polska jako Królestwo Niebieskie, czyli rzecz o monarchistach http://krytykapolityczna.pl/kraj/polska-monarchisci-witkowski/ (13.08.2018). (Artur Górski, Wielomski, Bartyzel, Nikiel, Łukasz Kluska, Danek, Lasecki, Adam Tomasz Witczak, Korwin-Mikke, Michalkiewicz).
        .
        Warto przeczytać ten i inne teksty P. Witkowskiego o nadwiślańskiej eklektycznej „prawicy”: krytykapolityczna.pl/autor/przemyslaw-witkowski/
        .
        .

        • GG.

          10 października 2018 at 16:06

          .
          O Korwinie-Mikke też jest:
          .
          Przemysław Witkowski, Polska lewica życzy Krulowi długiego prawitowania http://krytykapolityczna.pl/kraj/janusz-korwin-mikke-polska-prawica/ (19.01.2018).
          .
          „Dopóki JKM i jego organizacje, byłe i obecne, wypełniają niszę na skrajnej prawicy, oddzielając liberatriańskich kuców od nacjonalistycznych zwolenników wielkiej Polski katolickiej, demokracja w Polsce ma trochę mniej zmartwień. Życzmy więc JKM jak najdłuższego życia, bo to gwarantuje, że na prawej stronie nie wyrośnie nam zjednoczony neofaszystowski rak, przy którym obecny rząd i jego okolice to demokraci, wolnościowcy i euroentuzjaści.”
          .
          .

  3. bobik

    10 października 2018 at 14:00

    Sam jestem poganinem – rodzimowiercą i z tego co obserwuję to środowiska opisane przez Krytykę Polityczną są w polskim neopogaństwie rodzimowierczym marginalne.
    Środowiska neofaszystowskie zaliczono po prostu z głupoty bądź z prowokacji do neopogan.
    Osoby, które znam są tradycjonalistami stawiającymi rodzinę na pierwszym miejscu, odrzucamy Chrześcijaństwo jako twór obcy kulturze indoeuropejskiej i bardziej odpowiedni dla żydostwa niż dla cywilizacji białego człowieka.
    Również jako podstępny instrument służący niewoleniu Polaków i reprezentujący interesy obce.
    Tak samo odrzucamy idee lewackie/progresywizm.
    W żadne „satanizmy” i inne diabły nie wierzymy – wiara Słowian nie zawierała nigdy takich koncepcji. Nie ma żadnego piekła-nieba. Nawia (świat zmarłych) jet jedna.
    A jak Chrześcijanie myślą że jest inaczej to już ich ból.
    Na zarzuty, że my wierzymy w „diabły” odpowiadamy, że oni wierzą nie w Boga tylko w Żyda.
    Wierzymy w Najwyższego Boga zwanego często Światowid/Świętowit albo Jesse/Jasz. Inni bogowie są jego emanacjami.
    Wielu uzna Swaroga za bóstwo przewodnie (swastyki prawoskrętne w różnych odmianach to znaki dedykowane Swarogowi).
    Podejście do cudzoziemców nie jest wrogie, jak przedstawia to lewactwo, ale oczekujemy że powinni oni podporządkować się polskim obyczajom, jeżeli chcą tu mieszkać. Rodzimowiercą według wielu zrzeszeń może zostać cudzoziemiec wystarczająco spolonizowany, szczególnie jeżeli jest Słowianinem albo wywodzi się z innych kultur pogańskich (bogowie hinduistyczni są *nieco* podobni do tych słowiańskich i spuścizna wedyjska jest obecna ale nurty synkretyczne chcące unifikować słowiańskie rodzimowierstwo z hinduizmem są zwalczane).
    Kobiety – cudzoziemki-poganki z Azji będące żonami rodzimowierców (znam taki przypadek) są mile widziane.
    Poganki-rodzimowierki to dobry materiał na żony (coraz trudniej u nas o dobrą żonę).
    Obecny jest panslawizm i rusofilia. Osobiście nie jestem wielkim rusofilem ale wolę Rosjan od Niemców i lubię Rosjan jako ludzi o ile nie są zdegenerowani alkoholem.
    Do głupot należy zaliczyć twierdzenia, że rodzimowiercy mają poglądy skrajnie kolektywistyczne.
    Jesteśmy natomiast zwolennikami demokracji bezpośredniej, gdzie decyzje zapadają na wiecu słowiańskim.
    Rodzimowierstwo jest również raczej rozdrobnione, chociaż jest wiele starań aby jakoś to zjednoczyć.
    Rozwój rodzimowierstwa w Polsce wpisuje się w ogólne trendy globalne, gdzie ludzie odchodzą od Chrześcijaństwa widząc, jak bardzo jest zepsute.
    Drugi Sobór Watykański i skandaliczne prowadzenie się duchowieństwa mają w tym duży udział.

  4. Soroka

    10 października 2018 at 14:00

    Przecież „lewica” to materialiści, a materialiści to neopoganie!

    • bobik

      10 października 2018 at 14:17

      Soroka,
      Twój tok myślenia jest typu:
      1. Kto pije ten śpi.
      2. Kto śpi ten nie grzeszy
      3. Kto nie grzeszy ten Boga chwali,

      Czyli podsumowując:
      Kto pije ten Boga chwali… i wszystko jasne.

  5. Zbych

    10 października 2018 at 14:33

    Wielką lechię zmajstrowali ci, którzy z nią „walczą”. TYlko idiotom wydaje się to skomplikowane, bo to ograny, toporny schemat czerwonej propagandy. Szerzej:

    http://krajscytyjski.blogspot.com/2018/07/o-co-chodzi-z-wielka-lechia.html

    • bobik

      10 października 2018 at 14:54

      @Zbych,
      Nie wszyscy rodzimowiercy wierzą w „Wielką Lechię” przypominającą zasięgiem terytorialnym Związek Radziecki.
      Większość uważa, że mamy raczej do czynienia z konglomeratami mającymi charakter państwa.
      Odrzucamy koscielne głupoty gdzie dzielny Mieszko chrystianizował wilki i niedźwiedzie.
      Na terenach Polski żyło dawniej kilkanaście plemion, czasami skłóconych, czasami współpracujących, tworzących system o charakterze państwa.
      Żelazo na terenach Polski wytapiano od 3 tysięcy lat (np. w Górach Świętokrzyskich) a bandy dzikusów nie osiągnęłyby takiego rozwoju technologicznego.
      Pozostały również interesujące budowle na Łysej Górze albo na Wawelu i w okolicach (katole nie wszystko zniszczyli).
      Natomiast Scytowie to Słowianie a nie Hunowie.
      Wszyscy to haplogrupa R1a1.
      Z tego co czytałem to Węgrzy też zresztą nie byli Hunami.

      • Zbych

        10 października 2018 at 17:10

        czytałeś habsburską propagandę(o „słowianach” też). A teraz przewiń tą stronę kilka cm powyżej i przeczytaj mój tekst o prototeizmie.

        • bobik

          10 października 2018 at 20:00

          Wyznawanie bóstwa najwyższego (Świętowit, Jesse) można przynajmniej częściowo pogodzić z tezą o prototeiźmie.
          Wielu uważa solarnego Swaroga za bóstwo przewodnie i utożsamia go ze Świętowitem.
          Tak jak pisałem inne bóstwa są różnymi emanacjami Świętowita.
          Tym niemniej mamy również Matkę Ziemię (Mokosz)o bardzo silnej pozycji.
          Jest też pewien spór (a może podział ról?) pomiędzy Perunem a Welesem.
          No i oczywiście jest Marzanna reprezentująca hmm… czas.
          Zgadzam się z twierdzeniem, że Słowianie rzadko budowali posągi i robili to dopiero na niedługo przed chrystianizacją i modlili się zwracając się ku niebu lub w świętych gajach.
          Wierzymy również w dwie dusze lub duszę rozdwajającą się w momencie śmierci gdzie jedna z dusz ulegnie reinkarnacji a druga uda się do Nawii przebywać z duszami przodków.
          Motyw reinkarnacji i kilka innych wątków obecny jest również w hinduiźmie – wskazuje to na wspólne korzenie tych wyznań.
          Uważamy się mimo wszystko za pogan bo bóstwa, w tym to najwyższe, widzimy w otaczającej nas Przyrodzie.
          Chrześciaństwo nie było przez naszych przodków przyjęte ani łatwo ani z chęcią. Powstania, mnóstwo trupów i tego typu klimaty.

          • Zbych

            10 października 2018 at 20:20

            macie matkę ziemię ale Łowmiański udowodnił, że ta cała kokosza to był jakiś lokalny ruski demon, a weles to synkretyzm lub coś podobnego. Kult przyrody to polidoksja która nie przeczyła prototeizmowi.

            Wierzcie sobie i w setki dusz, ja ufam tylko Hunom-Węgrom z jednego powodu:
            – zawsze osiągali cel, podczas gdy słowianie sprzedawali swoich w niewolę ciapatym. Nie do pomyślenia dla Huna. Każdy Magyar wie, że Polacy to Sarmaci a nie Słowianie. Polacy są (czyli nie są) „słowianami” tak samo jak Bułgarzy. Ich kultura ludowa jeszcze w XX wieku była huńska. Huński był kult drzew(brak w źródłach podobnego kultu drzew u słowian.

            o złotym łuku z Jakuszowic pisałem: http://krajscytyjski.blogspot.com/2018/08/sarmaci-w-polsce.html

          • bobik

            10 października 2018 at 21:09

            @Zbych,
            Dane źródłowe dotyczące wiary Słowian są dosyć skąpe, a różne opracowania często sprzeczne. To dlatego, że ci sami bogowie występują wśród różnych plemion pod różnymi nazwami a często również szczegóły wiary między sobą się różnią.
            Do tego kościół wszelkimi możliwymi metodami niszczył wszelkie ślady tej wiary.
            Być może w archiwach Watykanu są jakieś ciekawe nieznane dotąd dane. Czas pokaże.
            Co do niewolnictwa to nie marudź. W tamtych czasach było powszechne nie tylko u Słowian.
            Jezus Chrystus wg Ewangelii nie miał żadnych problemów z niewolnictwem (to co Ewangelie tłumaczą jako „sługa” w rzeczywistości oznaczało niewolnika).
            Jezus w swoich naukach tłumaczył kiedy np niewolnika można było wychłostać.
            Co się tyczy Hunów to byli oni przedstawicielami bardzo rzadko spotykanej haplogrupy chromosomu Y, bodajże Q. Węgrzy nie są ich potomkami albo tylko nieliczni z nich są. Angielska nazwa Węgier (HUNgary) jest mylna.
            Oczywiście, że mamy więcej wspólnego z Ruskami czy z Czechami niż z Węgrami.
            I tak np od biedy ich zrozumiemy beż żadnej nauki języka a Węgrów już nie.
            To wskazuje na pokrewieństwo związane ze słowiańskim pochodzeniem.
            A że Słowianie byli kłótliwi i nie potrafili się często porozumieć aby prowadzić wspólną politykę to wszyscy wiemy.

  6. Piotrx

    10 października 2018 at 19:48

    Co do „problemu lechickiego” to nie można popadać w przesadę i go mitologizować (jak robią to np. niektórzy dzisiejsi neopoganie), ale nie można go także całkowicie zignorować . Nikt mądry i znający historię nie powinien kwestionować pozytywnej cywilizacyjnej i państwowotwórczej roli Kościoła Katolickiego w dziejach Polski oraz dziejowej roli „Chrztu Polski” w 966.

    Ale „fakt wyłonienia się z pomroki dziejowej w drugiej połowie X wieku, na obszarze zamieszkanym przez szczepy polskie, potężnego państwa, o organizacji opartej na wzorach organizacji frankońskiej czy też saskiej, a nie wykazującego śladów dawniejszej zależności politycznej od Niemców i w dodatku zdolnego do skutecznego przeciwstawienia się najpotężniejszemu podówczas państwu — cesarstwu rzymsko-niemieckiemu, wznowionemu przez utalentowaną dynastię saską — pozwala przypuszczać, że mamy tu do czynienia z rodzimym wytworem pracy organizacyjnej, która musiała pochłonąć dużo energii w ciągu wielu generacji, a nie mogła stanowić wyniku spontanicznego wybuchu czy też genialnej improwizacji” (cyt. za prof. Czekanowski)

    Temat „lechicki” był podejmowany np. przez dwóch dawnych wybitnych polskich kronikarzy (obaj duchowni katoliccy) w osobach Jana Długosza czy Wincentego Kadłubka oraz przez wybitnego ruskiego kronikarza zwanego Nestorem podającego pochodzenie Lachów/Lechów.

    W tym miejscu warto zauważyć iż niektórzy autorzy piszą np o „bajkowych fragmentach kroniki Kadłubka”. Przecież kroniki należą do literatury faktu a nie do bajek !!! . Swoją drogą żenujące jest nazywanie przez obecnych wydawców dawnych kronik np. Jana Długosza fragmentów dotyczących najdawniejszego okresu dziejów Polski mianem ”dzieje bajeczne” zamiast „dzieje legendarne”. Różnica jest zasadnicza bowiem legenda odnosi się do wydarzeń historycznych a bajka opiera się tylko na wymysłach.

    Faktem jest to, że nazwa “Polska/Polacy” w wersji łacińskiej występuje dopiero od XI-XII w. Wcześniej występowała nazwa Lechia i inne pochodne od niej. Nazwy te zostały nadane ludności polskiej z zewnątrz, przez sąsiadów. Jedna z tych nazw została adoptowana i przyjęta za rodzimą językowo. Była to nazwa Lech (Polak), w liczbie mnogiej Lesi (Polacy), podobnie jak nazwa Czech w liczbie mnogiej Czesi. Nazwa ta wywodzi się z rdzenia Lech; jak podają jedni badacze jest pochodzenia celtyckiego, a inni. greckiego. Nazwa w formie Lech (Leh), od IX w. występuje w Arabii, Bizancjum, Bośni, Bułgarii, Dalmacji, Iranie, Turcji i Turkmenii. W zmienionej formie od X w. jako Ledian w Serbii, a Lendizi w Bawarii, Lengiel na Węgrzech, Lenkas na Litwie i Łotwie oraz Lach w Albanii, Słowacji i Rusi . Modyfikacja tej nazwy nastąpiła w XIII w. przez jej latynizację z formy Lech w formę Lechita. a w liczbie mnogiej Lechici. Nazwy te nadawane przez sąsiadów Polakom, najlepiej oddają wielkość terytorialną.

    Przecież nazwa ta nie wzięła się znikąd tylko musi stać za tym jakaś długa tradycja. Jak słusznie napisał niegdyś Jan Czekanowski, wybitny polski antropolog, etnolog, statystyk, demograf, profesor uniwersytetów we Lwowie, Lublinie, Poznaniu, członek PAN., akcentując państwowotwórczą i narodowotwórczą rolę przedpiastowskiego hipotetycznego państwa lechickiego:

    „ Fakt wyłonienia się z pomroki dziejowej w drugiej połowie X wieku, na obszarze zamieszkanym przez szczepy polskie, potężnego państwa, o organizacji opartej na wzorach organizacji frankońskiej czy też saskiej, a nie wykazującego śladów dawniejszej zależności politycznej od Niemców i w dodatku zdolnego do skutecznego przeciwstawienia się najpotężniejszemu podówczas państwu — cesarstwu rzymsko-niemieckiemu, wznowionemu przez utalentowaną dynastię saską — pozwala przypuszczać, że mamy tu do czynienia z rodzimym wytworem pracy organizacyjnej, która musiała pochłonąć dużo energii w ciągu wielu generacji, a nie mogła stanowić wyniku spontanicznego wybuchu czy też genialnej improwizacji. Tylko przy tradycyjnie ustalonych podstawach organizacyjnych, opartych na zróżnicowaniu społecznym, nie paraliżowanym przez pozostałości już przemożnej organizacji rodowej, był możliwy potężny rozmach państwa Bolesława Chrobrego
    (…)
    Nie można przecież przejść do porządku dziennego ponad faktem, że nowsza nazwa Polaków nie wyparła dotychczas jeszcze innej nazwy, niewątpliwie dawniejszej, która występuje u ludów sąsiadujących z Polakami na północnym wschodzie, na wschodzie i na południu. Litwini oznaczają Polskę Lenkija a Polaków Lenkas, u ludu zaś ruskiego, obok starej, powszechnej, obecnie obraźliwej nazwy Ljach występuje nowa – Mazur, przenoszona też i na Małopolan, która świadczy o zetknięciu z kolonizacją mazowiecką, poprzedzającą małopolską. Nazwa Lechów musiała być żywotna jeszcze w X wieku, skoro Węgrzy używają nazwy Lengiel, która jest jej pochodną. Turcy natomiast do swego oznaczania Polski mianem Lechistanu doszli niewątpliwie za pośrednictwem Bizancjum. Bizantyjczyk Kinamos (1118—1179) używa formy Lechoi. Nazwa Lechitów nie jest zatem wymysłem Wincentego Kadłubka, jakkolwiek została przez niego użyta przed r. 1177. Zresztą tak bardzo krytyczny Gerard Labuda uważa, iż dokonana przez H. Gregoirea poprawka tekstu Konstantyna Porfirogenety, skażonego przez wydawcę Meursiusa, rozstrzyga ostatecznie jedną z bardzo ważnych kwestyj spornych. Uzasadnia ona wyjaśnienie P. Skoka, iż Wisłę zwaną Dicyke należy czytać Licyke, co z kolei może oznaczać tylko „Wisłę lechicką”
    (…)
    Jakkolwiek istnienie państwa lechickiego nie zostało stwierdzone przez źródła historyczne, nie miało ono bowiem swojego Fredegara, to jednak ściślejsza łączność języków lechickich, lechicki charakter antropologiczny ludności pierwotnego ośrodka państwowości czeskiej Przemyślidów, zachowanie się szczepu Lachów na południowej rubieży polskiego obszaru etnograficznego, a zwłaszcza oznaczanie tą nazwą Polaków przez sąsiadów nie tylko na południu, oraz wzmianka źródeł historycznych o Lachach-Licicavikach stanowią zespół poszlak uprawniających do wnioskowania, że istniało przed Piastami państwo lechickie….”

    Nikt rozsądny nie może kwestionować pozytywnej cywilizacyjnej i państwowotwórczej roli Kościoła Katolickiego w dziejach Polski oraz dziejowej roli „Chrztu Polski” w 966 r . Ale fakt iż Polska przyjęła w sposób “urzędowy” chrzest dopiero w połowie X wieku nie wyklucza wcale istnienia zaczątków chrześcijaństwa na tym terenie już w okresie wcześniejszym. Np. od dość dawna jest znane badaczom pewne greckie pismo polemiczne przeciw wyznawcom obrządku łacińskiego. Występuje ono w wielu opracowaniach i rękopisach ale najczęściej jest określane tytułem “Opusculum contra Francos”. Przy czym należy zaznaczyć, że “Frankowie” to w tym wypadku pojęcie obszerniejsze, obejmujące niemal wszystkie ludy zachodniej części Europy, znajdujące się pod wpływem chrześcijaństwa rzymskiego. Rękopisy są często anonimowe lub też noszą w nadpisach imię Focjusza (820-891), patriarchy carogrodzkiego (konstantynopolitańskiego). Omawiane pismo polemiczne jest zwrócone przeciw Rzymowi i kościołowi zachodniemu (łacinnikom) z 28 zarzutami dotyczącymi dogmatów oraz dyscypliny i karności kościelnej. Mowa jest w nim o różnych błędach jakie rzekomo miały zagnieździć się na Zachodzie i o tym , że jedynie kościół wschodni przechował jakoby czystą naukę kościoła pierwotnego. Najciekawszy jest zarzut 24 omawiający sposoby zachowywania Wielkiego Postu na Zachodzie. Wymieniono tam bliżej nieokreśloną krainę, której nazwa brzmi po grecku “Lechia” .

    Znany badacz dziejów kościelnych kardynał Hergenroether podjął się dokładniejszego rozpatrzenia tego problemu analizując tzw. rękopis watykański pochodzący z 1101 r. Trudność polegała miedzy innymi na tym, że niektóre zarzuty jakie są w “Opusculum” były rzeczywiście podnoszone przez samego Focjusza , inne zaś mogły pochodzić dopiero z czasów późniejszych. Istniała też możliwość, że było to dzieło jego uczniów, napisane pod okiem patriarchy. Hergenroether starał się przeanalizować poszczególne zarzuty i powiązać je z innymi pismami Focjusza, jednak nie zawsze z pozytywnym skutkiem. Wysnuł więc przypuszczenie, że pierwotny tekst “Opusculum”wyglądał nieco inaczej niż w formie jaka zachowała się w rękopisie watykańskim. Ponadto rozbiór poszczególnych zarzutów i ich ilość i treść budziła wątpliwości i sugerowała raczej wiek XI jako datę powstania “Opusculum”, co wykluczałoby autorstwo samego Focjusza. Wspomniany badacz szczególną uwagę poświęcił zarzutowi 24 ze względu na zawartą w nim wiadomość o “Lechii” . Ponadto zarzut ten uważał za jeden z najważniejszych przy ocenie czasu powstania “Opusculum”. W tym przypadku stwierdził on, że podnoszone w tym punkcie zarzuty Greków co do różnej długości trwania Wielkiego Postu w rozmaitych krainach kościoła łacińskiego z kolei doskonale odpowiadają czasom Focjusza. Ponadto Hergenroether doszedł do wniosku, że wspomniana w tym zarzucie kraina występująca pod nazwą “Lechia” oznacza Polskę. Uznał jednak, że ponieważ Polska przyjęła wiarę chrześcijańską dopiero w połowie X wieku, więc nie może być mowy o zachowaniu tutaj postu czterdziestodniowego za czasów Focjusza.

    Niezależnie od tego czy nazwa “Lechia” z “Opusculum” odnosi się do wieku IX czy też okresu późniejszego, jest ona jedną z najstarszych wzmianek bizantyjskich o Polsce. Ponadto sama forma “Lechia” ma też duże znaczenie.

    Niektórzy utrzymują, że po raz pierwszy nazwa „Lechia” pojawiła się u Wincentego Kadłubka (1150-1223) i że on właśnie jest jej twórcą. Kronikarz użył wprawdzie formy “Lechia” jeden jedyny raz w znaczeniu ogarniającej wszystkie księstwa Polski, natomiast wielokrotnie na określenie Polaków używał terminu „Lechici” (w zlatynizowanej formie Lechitae). Według tego przekonania Kadłubek miał wyprowadzić słowo „Lechia” jako nazwę kraju zamieszkanego od jego mieszkańców czyli „Lechitów” (podobnie jak np. Miechowita od Miechowia, czy Mazowita, od Mazowia). Jednak z przedstawionych wcześniej faktów wynika , że nazwa “Lechia” nie jest wymysłem Kadłubka, gdyż była w Bizancjum już wcześniej dobrze znana i popularna, znajdowała się bowiem w pismach polemicznych. Istnieje też w tamtejszych źródłach wiadomość o Lechach. Historyk bizantyjski Kinnamos żyjący w XII wieku pisząc o przebiegu drugiej wyprawy krzyżowej w roku 1147 wspomina o udziale dwu książąt słowiańskich, z których jeden był władcą Lechów (Lechoi) – czyli jak objaśnia kronikarz – ludu scytyjskiego , który sąsiadował i graniczył z Węgrami zachodnimi. Niektórzy historycy upatrują w owym władcy osobę Władysława Wygnańca, czyli najstarszego syna Bolesława Krzywoustego. Tak więc faktem jest, że w Bizancjum Polaków zwano już wcześniej “Lechami” , a Polskę “Lechią”.

  7. Piotrx

    10 października 2018 at 20:25

    „Według lewicowego portalu „mit Wielkiej Lechii” tworzyły też Kroniki Kadłubka …”

    Nie jest to prawdą, że nazwa “Lechia” nie jest wymysłem Kadłubka, gdyż była w Bizancjum już wcześniej dobrze znana i popularna, znajdowała się bowiem w tamtejszych pismach polemicznych.

    We wspomnianym wyżej „Opusculum contra Francos” z 28 zarzutami dotyczącymi jakoby różnych błędów jakie rzekomo miały zagnieździć się na łacińskim w zarzucie 24 omawiającym sposoby zachowywania Wielkiego Postu na Zachodzie wymieniono bliżej nieokreśloną krainę, której nazwa brzmi po grecku “Lechia”.

    24: “post czterdziestodniowy obchodzą kraje ich (łacinników) i ludy sąsiednie nierówno: Lechia bowiem pości dziewięć tygodni z pozostałych zaś jedne osiem, drugie więcej, inne mniej. Włosi zaś tylko sześć”

    Jakkolwiek trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie jak w średniowieczu na Zachodzie rozumiano “Lechię” z tego dokumentu, w każdym razie kiedy przełożono “Opusculum” na język łaciński, pozostawiono w przekładzie ten wyraz w brzmieniu greckim. Dopiero późniejsi wydawcy zamieszczali stosowne objaśnienia. I tak Cotelierus (XVIII w) dodaje w objaśnieniach do tekstu greckiego “Lechia est Polonia, Lechi Poloni, ut ad Cinnamum docuit magnus Interpres” , również Catiforus tłumaczy Lechię przez Polonia. Podobnie czynią to późniejsi badacze.

    Ponadto istnieje w źródłach bizantyjskich wiadomość o Lechach. Historyk bizantyjski Kinnamos żyjący w XII wieku pisząc o przebiegu drugiej wyprawy krzyżowej w roku 1147 wspomina o udziale dwu książąt słowiańskich, z których jeden był władcą Lechów (Lechoi) czyli jak objaśnia kronikarz – ludu scytyjskiego , który sąsiadował i graniczył z Węgrami zachodnimi. Niektórzy historycy upatrują w owym władcy osobę Władysława Wygnańca, czyli najstarszego syna Bolesława Krzywoustego.

  8. Piotrx

    10 października 2018 at 20:57

    Słowianie bez sielanki
    http://www.taraka.pl/slowianie_bez_sielanki

    ….Była tam też mowa o śladach ofiar z ludzi podczas rytuałów żniwnych u Słowian, którzy w tej mierze nie różnili się od Celtów, czy Germanów. Aleksander Gieysztor w swej „Mitologii Słowian” wyraźnie pisze, przy okazji opisu rytuałów kupalnych, o wynikach badań rosyjskiej antropolog Natalii N. Wieleckiej, która: „W cyklu kalendarzowym świąt podstawowych upatruje ślady ofiar ludzkich zastąpionych przez ich symboliczne znaki, jak kukły topione w wodzie lub palone w ogniu.” (str.212). Oczywiście były też ofiary zakładzinowe.

    Najciekawsze znalezisko ofiary z człowieka w Polsce pochodzi z IX-X w. z kulminacji tumskiej w Płocku ok. 50 m. nad poziomem Wisły. Okryto tam uroczysko słowiańskie z czaszką 12-letniej dziewczynki otoczoną przedmiotami kultowymi (czaszka końska, 3 gliniane misy, falliczny przedmiot z poroża, ślady znicza ofiarnego oraz słup i kamienny tłuk, którą ją prawdopodobnie zabito w nieznanym nam rytuale). Okryto też kolekcję czaszek ludzkich ze Srebrnego Wzgórza w Wolinie. Wiemy również z kronik niemieckich, że w 1066 plemię Obodrytów ofiarowało Radogostowi (prawdopodobnie to przydomek Swarożyca) głowę biskupa Jana zatkniętą na włócznię. Nie podobał im się niemiecki bóg i jego misjonarze.

    Tym, którzy jeszcze uważają, że „my Słowianie, my lubim sielanki” i okrucieństwami się nie plamimy, polecam dwie prace: Jana Tyszkiewicza „Jady bojowe Słowian Zachodnich we wczesnym średniowieczu” (kwartalnik Historii Kultury Materialnej, 1961, Nr 1 oraz Jarosława Kolczyńskiego „Ofiara z człowieka. ….

    ………….

    Dość sporo informacji o składaniu ofiar z ludzi wśród Słowian mamy w odniesieniu do plemion połabskich na przełomie X i XI w. Wspomina o tym Thietmar z Merseburga.

    Kult Swarożyca miał charakter powszechny i ogólnosłowiański , a jednym z głównych jego ośrodków była świątynia w Radogoszczy. Świadczyć o tym może może pochodzący z kroniki Thietmara (początek XI wieku), fragment opisu głównego ośrodka kultowego Luciców w tym właśnie grodzie należącym do plemienia Redarów , gdzie mieściła się główna świątynia Swarożyca :

    ” Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących zwany Radogoszcz … . Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia, od strony wschodniej , jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę , która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń … wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką, w strasznych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy pośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary, których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Dla strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów. Kiedy zbierają się tutaj by składać bożkom ofiary lub gniew ich przebłagać …” Jak podaje dalej kronikarz, przed tymi bóstwami dokonywano wróżb, jak również składano ofiary z ludzi i zwierząt: „… Niemy gniew bogów łagodzą ofiary z ludzi i bydła …”

  9. bobik

    10 października 2018 at 21:49

    @Piotrx,
    Poczytaj dyskusję pod artykułem, który zapodałeś.
    Wiele stawianych tam tez jest podważanych, w tym teza o mordzie rytualnym 12-latki (również z powołaniem się na prace archeologiczne).
    Co do głowy biskupa Jana na włóczni, to mamy tu raczej zwykły odwet niż mord rytualny.
    Nie wiadomo również *kim* były ofiary według niektórych składanych słowiańskim bogom.
    Może to jeńcy z podbitych wrogich plemion albo Chrześcijanie?

    Zresztą JHWH, Bóg Chrześcijan i Żydów, też przyjmował ofiary z ludzi.
    I tak np pewien wojownik po powrocie z wyprawy złożył mu ofiarę z własnej córki-dziewicy.
    Przed wyjazdem na wyprawę obiecał, że po powrocie złoży w ofierze cokolwiek pierwsze ukaże się na posesji. Pech chciał, że była to jego jedyna córka.

    • Zbych

      11 października 2018 at 10:40

      już mówiłem: wszystko, co czytałeś o Wegrach to niemiecka, w tym habsburska propa. To ona podbija Polakom bębenek „słowiańskości” od XIX w a nie rosja. Nie powtarzaj bzdur o archiwum watykańskim i nie bluźnij – Hunowie swoich nie sprzedawali żydom i arabom. Hungari to nie angielska tylko własna nazwa Węgrów od 463. Pewnie wziąłeś to z wikiśmietnika. Wszystko, co mam na blogu, opiera się na źródłach i rzetelnych autorach:
      https://krajscytyjski.blogspot.com/2018/09/wegrzy-w-v-x-wieku.html

  10. Piotrx

    10 października 2018 at 21:57

    Słowian sekrety alkowy
    http://slowianolubia.blogspot.com/2013/10/sowian-sekrety-alkowy.html

    …Cudzołóstwo, rozumiane jako współżycie kobiety zamężnej z osobą nie będącą jej mężem, było od najdawniejszych czasów jednym z głównych występków przeciwko ładowi seksualnemu u większości ludów. U źródeł tego stanu rzeczy leżała zapewne niemożność bezpośredniego i pewnego w stu procentach stwierdzenia przez mężczyzn, czy potomstwo ich partnerek jest zarazem ich potomstwem. Surowe karanie cudzołożnic miało środkami zwyczajowo-prawnymi zwiększyć prawdopodobieństwo, że mężczyzna będzie inwestować czas i środki w wychowanie dzieci posiadające jego geny.

    Taka sytuacja miała miejsce również wśród pogańskich Słowian. Arabski pisarz Al-Gardizi pisał o nich: „Jeśli ktokolwiek cudzołoży z kobietą zamężną zabijają go, nie przyjmując żadnego usprawiedliwienia” (według tłumaczenia W. Bartholda) lub: „Jeżeli zamężna kobieta popełni cudzołóstwo zabijają ją i nie przyjmują żadnego usprawiedliwienia” …

    …Z czasem, jak się wydaje, kara śmierci mogła być zastąpiona innymi, równie okrutnymi karami. Thietmar z Merseburga, opisując w swojej kronice obyczaje w Polsce, podał, że „jeśli znaleziono nierządnicę jakową, obcinano jej srom, by ją w ten szpetny i okrutny sposób pokarać, następnie zaś – jeśli godzi się o tym mówić – wieszano ów wstydliwy okrawek nad drzwiami domu, by uderzając w oczy każdego wchodzącego, do opamiętania na przyszłość go przywiódł oraz ostrożności”….

  11. Piotrx

    11 października 2018 at 20:14

    „Niewolniczy rozdział”- Stanisław Zając
    /fragmenty/

    Kiedy plemiona słowiańskie zaistniały w Europie powoli organizującej się po upadku Cesarstwa Rzymskiego, na południu i zachodzie kontynentu postrzegane były jako barbarzyńskie. Zwłaszcza autorzy bizantyjscy ze zgrozą relacjonowali ich niszczycielskie najazdy i branie w niewolę spokojnych mieszkańców. Podobną taktykę Słowianie stosowali nie tylko wobec obcoplemiennych sąsiadów, ale również między sobą. Część jeńców była sprzedawana, część niekiedy uwalniano po uzyskaniu okupu. Jednak wyprawy po brańców organizowano również w celu zasilenia własnych szeregów obcym elementem etnicznym.

    Tę formę wchłaniania ludności jenieckiej Henryk Łowmiański nazwał niewolnictwem asymilacyjnym. Umożliwiało ono wykorzystanie siły roboczej schwytanych jeńców. Nie zmieniało jednak sposobu gospodarowania.
    (…)
    Zdarzało się, że w napadniętym kraju zabijano mężczyzn, a porywano kobiety i dzieci. Z formą niewolnictwa asymilacyjnego może się wiązać przekaz bizantyjski datowany na przełom VI i VII wieku. Pseudo-Maurycy, autor bizantyjski, pisał o Słowianach naddunajskich: „Tych, którzy przebywają u nich jako jeńcy, nie zatrzymują tak, jak inne narody […], lecz wyznaczają im określony przeciąg czasu, po którym pozostawia się ich woli, czy zechcą wrócić do swoich z pewnym wynagrodzeniem, czy pozostać na miejscu jako wolni i przyjaciele”.

    Ponieważ całość relacji bardzo krytycznie i wnikliwie ukazuje Słowian, stanowiących zagrożenie dla Bizancjum, można przyjąć, że autor nie był zainteresowany idealizacją ich zwyczajów; uchwycił natomiast zwyczaj kontrastujący ze statusem niewolników w świecie śródziemnomorskim.

    Źródłem niewolników dla Słowian w czasach plemiennych były nie tylko wojny. W okresie klęsk głodowych rodzice sprzedawali własne dzieci. Popadnięcie w niewolę groziło osobom, które nie mogły spłacić zaciągniętego długu albo złożyć okupu za popełnione przestępstwo.

    (…)

    W początkach IX stulecia wyraźnie ujawnił się dalekosiężny handel niewolnikami słowiańskimi. Byli oni atrakcyjnym towarem, zwłaszcza w świecie muzułmańskim. Z bogatego kalifatu bagdadzkiego kupcy docierali do plemion ruskich oraz nad Bałtyk. Szlak handlowy wiódł tranzytem przez państwo Chazarów, których stolica Itil leżała w delcie Wołgi. Jedno z odgałęzień drogi biegło dalej na północ, do miasta Bulgar – będącego głównym ośrodkiem Bułgarów mieszkających nad Kamą.

    (…)

    Szlak Radanitów

    Kupcy ze świata islamu wyprawiali się po niewolników słowiańskich również od strony zachodniej, z kalifatu w Kordobie (na obszarze dzisiejszej Hiszpanii). Od połowy IX stulecia istniała droga handlowa wiodąca środkiem kontynentu: przez Francję, Niemcy do ziem Słowian i aż po dorzecze Wołgi. Szlakiem tym uczęszczali kupcy zwani Radanitami (ar-Radanija). Byli to Żydzi. Znali języki wschodnie i europejskie. Ważnym etapem ich podróży była Praga, o której wspomina znana relacja Ibrahima ibn Jakuba. Zatrzymywali się też w Przemyślu, gdzie skupisko Żydów istniało na pewno w XI wieku, a powstało – jak uważał Marian Małowist – prawdopodobnie już wcześniej.

    Należy przypuszczać, że naczelnicy i książęta organizowali wyprawy przeciw sąsiednim plemionom, aby zdobyć niewolników, po których regularnie przybywali kupcy – być może z konkretnym zapotrzebowaniem. Sprzedawano także współplemieńców. W okresie budowy aparatu państwowego handel ludźmi pozwalał elitom politycznym na szybkie wzbogacanie się. Arabskie „srebrniki i świecidełka” działały na wyobraźnię i ambicję. Trudno się oprzeć analogii z funkcjonowaniem państw murzyńskich, które na początku czasów nowożytnych dostarczały „czarnego hebanu” kupcom portugalskim…

    Zakupionych niewolników Radanici pędzili na zachód przez Moguncję i Verdun, gdzie wielu mężczyzn kastrowano przed dalszą drogą. Część pozostawała w Hiszpanii, część była transportowana do Afryki i trafiała nawet do Egiptu. Do tego zyskownego handlu włączali się również inni pośrednicy. Niewolników słowiańskich do Hiszpanii dostarczali drogą morską Normanowie. Z podobnej możliwości wzbogacenia się nie rezygnowali też kupcy chrześcijańscy (między innymi z Verdun i Wenecji). Podobnie jak dla Arabów, również dla mieszkańców Europy Zachodniej nastąpiło utożsamienie etnicznej nazwy „Słowianin” (Slavus, Sclavus) z ogólnym określeniem niewolnika (sclavus).

    Chrystianizacja państw „Młodszej Europy” nie od razu przekreśliła dotychczasowy proceder. Kościół nie mógł się jednak zgodzić, aby sprzedawano ludzi ochrzczonych. Sytuację dotyczącą znanej nam Pragi potwierdza Żywot św. Wojciecha.

    Czytamy w nim o nieszczęsnej doli „jeńców i niewolników chrześcijańskich, których kupiec żydowski kupował za nieszczęsne złoto, i to tylu, że biskup nie mógł ich wykupić”. Wojciechowi miała się we śnie objawić niezwykła postać, wołająca: „Jam jest Jezus Chrystus, którego sprzedano; i oto znowu sprzedają mnie Żydom…”.

  12. Piotrx

    11 października 2018 at 20:36

    Ciekawe czy ów nawrót do neopoganizmu u nas nie jest czasem inspirowany przez euroazjatycki panslawizm?

    Jak stwierdził w wywiadzie niegdyś A.Dugin: „Polska musi wybrać: albo tożsamość słowiańska, albo katolicka”

    https://konserwatyzm.pl/pocalunek-mongolskiego-ksiecia-eurazjatyzm-rosji-w-mysli-aleksandra-dugina-cz-i/

    „Nie ulega wątpliwości, iż rosyjska czy też eurazjatycka „metoda ustroju życia zbiorowego” (wg określenia Feliksa Konecznego) wykształciła się pod wpływem zetknięcia słowiańskiej kultury Rusi Moskiewskiej z kulturą ludów turańskich. Jakkolwiek pretenduje ona do miana spadkobierczyni bizantyńskiego dziedzictwa Rusi Kijowskiej (stanowiącego wypadkową różnorakich kultur wschodnich z rejonu Azji Mniejszej, np. syryjskiej, perskiej, ormiańskiej) to trzeba pamiętać, że jej korzenie tkwią głęboko w kulturze stepowej przyniesionej i utrwalonej przez Mongołów/Tatarów w okresie od połowy XIII do końca XIV wieku

    (…)

    o mongolskim/turańskim rodowodzie cywilizacji rosyjskiej świadczą m.in. charakterystyczne zapożyczenia językowe obecne w sferze administracyjno-ekonomicznej np. kazna – skarb państwa, kaznaczei – skarbnik, tamożnia – urząd celny, jam – poczta, czy wreszcie diengi – pieniądze.

    Nie powinno to budzić zdziwienia w obliczu faktu, iż Moskwa pełniła uprzywilejowaną rolę poborcy mongolskiego trybutu. Natomiast, kiedy w XV wieku nastał zmierzch potęgi Mongołów, wielu spośród nich pozostało na Rusi Moskiewskiej i pełniąc ważne funkcje publiczne dało początek znacznej części „arystokratycznych” rodów na Rusi Moskiewskiej jak np. rodzinom Godunowów czy Saburowów. „

    • Zbych

      11 października 2018 at 21:18

      Panslawizm to też habsburski wynalazek. Carom nie był do niczego potrzebny.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra