W Niedzielę Zesłania Ducha Świętego, 24 maja 1915 r. panowała na stacji Haidar-Pasza w Konstantynopolu po azjatyckiej stronie Bosforu świąteczna atmosfera, której brak mógłby zaskoczyć niektórych niewtajemniczonych w dziedzinie zasad islamskich. Ponadto Imperium Osmańskie toczyło wojnę z siłami Ententy od pół roku, a jego stolica była praktycznie otoczona polami bitew. Wśród specjalnych gości, którzy przybyli tego dnia z europejskiej części Konstantynopola na końcową stację kolei anatolijsko-bagdadzkiej, wyróżniała się grupa niemieckich i tureckich oficerów marynarki, której przewodniczył wiceadmirał Wilhelm Souchon, głównodowodzący niemieckim dywizjonem śródziemnomorskim i całą Osmańską Marynarką Wojenną. Wszyscy stali niecierpliwie czekając na pociąg z grupą niemieckich marynarzy, którzy utracili swój okręt 6 miesięcy temu na otwartym Oceanie Indyjskim, a następnie – jak sam Odyseusz – przez morze i ziemię, wraz z licznymi zagrożeniami, szukali swej drogi do domu. Była to załoga małego krążownika Emden, który został utracony na Wyspach Kokosowych położonych na południowy zachód od Jawy i Sumatry. Załoga, która nie chciała po prostu utracić swojego okrętu, ale wszyscy [faktycznie tylko część załogi – przyp. tłum.] – oficerowie, podoficerowie i marynarze – zdecydowali się wykorzystać wszystkie dostępne środki, aby powrócić do Niemiec.

 

Niemiecki krążownik na obcych wodach

Po wybuchu I wojny światowej, na Dalekim Wschodzie znajdowała się niemiecka eskadra krążowników pod dowództwem wiceadm. Maximiliana von Spee, która oprócz krążowników pancernych Scharnhorst i Gneisenau składała się również z 6 małych krążowników. Ale krążownik Emden był wówczas na Morzu Żółtym, Königsberg w niemieckiej Afryce Wschodniej, Nürnberg w San Francisco, Leipzig u zachodniego wybrzeża Meksyku, Dresden w Brazylii i Karlsruhe na Morzu Karaibskim. Zdecydowano się zostawić Königsberga u wybrzeży Afryki, a inne krążowniki miały połączyć się z krążownikami pancernymi i działać razem, a następnie powrócić do Niemiec. Tymczasem Japonia wypowiedziała wojnę Niemcom, więc von Spee był zmuszony do rejsu nie do utraconej bazy na pacyficznej wyspie Yap, lecz do obleganego portu w Tsingtao w niemieckiej kolonii Kiaotschau w Chinach. Większość krążowników dotarła do miejsca zakotwiczenia na wyspach Pagan w Marianach. Ale von Spee odesłał starszy i wolniejszy krążownik Emden, który jako jedyny miał prowadzić wojnę na Oceanie Indyjskim. Jego eskadra – krążowniki pancerne Scharnhorst i Gneisenau, wraz z lekkimi krążownikami Leipzig, Nürnberg i Dresden – udały się do zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej, gdzie 1 listopada 1914 r. koło Coronelu na chilijskim wybrzeżu spotkały się z brytyjską eskadrą złożoną z 2 krążowników pancernych oraz krążownika lekkiego i pomocniczego. Krążowniki pancerne Good Hope i Monmouth zostały zatopione, a dwie mniejsze jednostki uciekły. Na brytyjską odpowiedź nie trzeba było długo czekać i już 8 grudnia niemiecka eskadra została prawie całkowicie zniszczona w południowym Atlantyku koło Falklandów przez 2 brytyjskie krążowniki liniowe, 3 krążowniki pancerne, 2 krążowniki lekkie i krążownik pomocniczy. Tylko krążownik Dresden uszedł, by zostać zatopionym po 3 miesiącach przez Brytyjczyków (na neutralnych wodach Chile). Okręty wiceadm. von Spee zatopiły podczas rejsu francuską kanonierkę Zelée, ale żadnego statku handlowego. Gdyby rozproszyły się po zwycięstwie pod Coronelem, by prowadzić wojnę samodzielnie lub próbować przedrzeć się do Niemiec, mogłyby odnieść większy sukces.

 

Korsarski rejs Emdena

Krążownik Emden znajdował się pod dowództwem kmdra por. Karla von Müllera i był znacznie skuteczniejszy w przeciwieństwie do eskadry krążowników. W ciągu zaledwie 101 dni na morzu Emden był w stanie zdobyć 18 statków handlowych o łącznej pojemności 74 444 BRT, aby utrzymać je jako pryzy lub zatopić [1. Kmdr von Müller trzymał się ściśle zasad wojny krążowniczej i topił tylko statki wroga lub państwa neutralnego, który podróżowały w imieniu pozwanego lub transportowały materiały wojenne jako „kontrabandę”. Zdobyte statki służyły jako zaopatrzenie w postaci węgla i żywności dla samego Emdena. Przechwyconych członków załóg zatopionych lub zdobytych statków von Müller później wypuszczał na wolność na statkach państw neutralnych. Wojna handlowa prowadzona przez Emdena tymczasowo spowodowała całkowity zastój w ruchu morskim na Oceanie Indyjskim. 22 września krążownik ostrzelał ze swoich dział zbiorniki ropy w „birmańskiej Petroleum Company” w porcie w Madrasie, co również doprowadziło do panicznej ucieczki ludności Indii z wybrzeża w głąb lądu. Po dotarciu na wyspę Diego Garcia w archipelagu Chagos von Müller wykorzystał fakt, że miejscowi brytyjscy osadnicy nie mieli pojęcia o wybuchu wojny. Nie chciał obciążać ich tą „małą skazą”, więc niemieccy oficerowie mogli cieszyć się gościnnością brytyjskich panów kolonialnych, a marynarze dużą ilością tropikalnych owoców. Podwodny kadłub Emdena został oczyszczony w lagunie poprzez przechylenie na bok, a potem na drugą stronę, a następnie dostał nową warstwę farby. Kilka tygodni później, w nocy z 27 na 28 października, Emden na redzie malezyjskiego portu Penang zaskoczył rosyjski lekki krążownik Żemczug „w uśpieniu” i go zatopił, a wkrótce potem francuski niszczyciel Mousquet, który po patrolu powrócił do portu i niespodziewanie spotkał wroga.

Niemiecki krążownik opuściło szczęście 9 listopada 1914 r. Kmdr von Müller chciał się spotkać z jego zaopatrzeniowcem, zdobytym 27 września brytyjskim parowym frachtowcem Buresk (4350 BRT) w rejonie Wysp Kokosowych, gdzie miał zamiar zniszczyć brytyjską stację radiową dalekiego zasięgu i przeciąć 3 podwodne kable telegraficzne, które biegły między Mauritiusem, Australią i Batawią (obecnie Dżakarta). Kiedy dotarł na redę Port Refuge na wyspie Direction w południowych rafach koralowych wysp (South Keeling), pozwolił na uruchomienie parowej pinasy z 2 kutrami, aby przewieźć na wyspę oddział pod dowództwem jego pierwszego oficera, kapitana mar. Hellmutha von Mücke. Oczekiwano silnej obrony tej brytyjskiej kluczowej pozycji węzłowej, gdzie przecież istniały ważne połączenia, dlatego oddział poza kpt. von Mücke składał się z podporuczników mar. Rodericha Schmidta i Eugena Gyslinga, 6 podoficerów i 41 marynarzy uzbrojonych w sumie w 4 karabiny maszynowe, 29 karabinów i 24 pistolety. Ich przeciwnicy, obsługa stacji telegraficznej i radiowej liczyła tylko 29 ludzi, uzbrojonych w kilka karabinów myśliwskich i pistoletów.

Z Emdena wysłano komunikat do Bureska, aby przeszedł on do Port Refuge, ale parowiec nie mógł odpowiedzieć, bo jego sprzęt radiowy miał awarię. Oddział desantowy osiągnął w międzyczasie stację radiową na wyspie bez obrony i powalił wysoki maszt antenowy, lecz wcześniej Brytyjczycy zdołali wysłać wezwanie o pomoc. To zostało odebrane na morzu przez australijski krążownik Sydney, który znajdował się w pobliżu i eskortował konwój. Więc około godz. 09:00 zamiast Bureska na horyzoncie pojawił się wrogi krążownik. Emden szybko się oddalił i zostawił swojego pierwszego oficera z oddziałem na wyspie. Nierówna walka między Emdenem (który był uzbrojony w tylko 10 dział 105 mm i chroniony przez pokład pancerny), a Sydneyem (posiadającym pas pancerny i 8 dział 152 mm) trwała od godz. 09:40 do 11:15, gdy von Müller ze swoim śmiertelnie rannym okrętem musiał się wyrzucić na rafie North Keeling, aby uratować ocalałych członków załogi. Sydney zatrzymał ogień i szedł dalej, aby upolować Bureska. Dopadnięty parowiec w obliczu krążownika dokonał samozatopienia, a jego załoga dostała się do brytyjskiej niewoli. Wtedy Sydney powrócił, aby zadać Emdenowi ostateczny cios i wstrzymał ogień, gdy na wraku została podniesiona biała flaga. Rozbitkowie byli zabierani do następnego dnia i wzięci do niewoli, najpierw do Kolombo na Cejlonie (obecnie Sri Lanka), a później na Maltę.

 

Ayesha

W międzyczasie kpt. von Mücke, gdy zorientował się, że pozostał na wyspie bez ponownego odebrania go przez własny okręt, odkrył na redzie Port Refuge opuszczony brytyjski trójmasztowy szkuner Ayesha (zbudowany w 1907 r., 123 BRT). Statek był używany do transportu kopry do Holenderskich Indii Wschodnich (dzisiejsza Indonezja), ale został już unieruchomiony i częściowo rozebrany. Żaglowiec został tymczasowo naprawiony, a w osadzie zarekwirowano żywność, zapasy wyposażenia i butelki z wodą mineralną. Brytyjczycy zgłosili się na ochotnika do pomocy, ponieważ chcieli jak najszybciej pozbyć się Niemców. Ponadto poinformowali także, że cała załoga Emdena została nagrodzona Żelaznymi Krzyżami przez cesarza Wilhelma.

Na szczęście znaleźli się marynarze, którzy byli żeglarzami. Von Mücke załadował cały oddział na Ayeshę, pociągnął ją za pomocą parowej pinasy z laguny na otwarte morze, by tam pinasę zatopić i postawić żagle. Ayesha holowała także 2 kutry z Emdena, z których jeden został później utracony. Statek był w złym stanie, jego deskowanie było częściowo zepsute, liny pękały przy każdym większym podmuchu, a żagle ulegały pęknięciom. Rejs przez dystans około 800 mil morskich do Sumatry trwał całe 18 dni i Ayesha osiągnęła neutralny - pod holenderską suwerennością - port Padang 27 listopada. Tam chciano traktować ją najpierw jako pryz, co oznaczało, że nie mogła dalej płynąć. Ale von Mücke podkreślił, że powinna ona być potraktowana jako okręt wojenny (ponieważ przypłynęła pod niemiecką banderą wojenną, z niemiecką załogą pod dowództwem oficera służby czynnej niemieckiej marynarki wojennej), po czym zgodnie z międzynarodowym prawem morskim musiała opuścić port w ciągu 24 godzin, w przeciwnym razie zagroziło jej internowanie. Holendrzy obawiali się reakcji japońskiej oraz brytyjskiej i ściśle z przepisami Ayesha nie mogła podjąć żadnych materiałów, które mogłyby zwiększyć jej „gotowość do wojny”. W wejściu towarzyszył jej francuski niszczyciel Lynx, a przy opuszczeniu holenderski pancernik De Zeven Provinzien aż do opuszczenia holenderskich wód terytorialnych. Podobno w pobliżu znajdowały się pancerniki: brytyjski i japoński.

W Padangu były również 3 parowce armatora Norddeutscher Lloyd (NDL): Rheinland, Kleist i Choising, i von Mücke powiadomił je z propozycją o próbę przybycia jednego z nich, aby spotkać się z nimi na południe od wyspy North Pagai (około 135 mil na zachód od Sumatry). Miał tam na nie czekać do 20 grudnia. Ayesha krążyła 16 dni w uzgodnionym miejscu, gdzie 14 grudnia spotkała się z parowcem Choising (zbudowany w 1901 r. jako Madeleine Rickmers armatora Rickmers AG z Hamburga, 1657 BRT). Parowiec dostał pozwolenie na opuszczenie Padangu, rzekomo w drodze do Lourenço Marques (obecnie Maputo w Mozambiku), swojego pierwotnego miejsca przeznaczenia przed wybuchem wojny. Von Mücke wolał, że byłby to znacznie szybszy Kleist, który mógł osiągnąć prędkość 17 węzłów, co było zapewne oczywiste również dla Holendrów, dlatego wypuścili oni tylko mniejszy i wolniejszy statek.

Marynarze z Emdena wyglądali coraz bardziej jak Robinsonowie czy piraci, ponieważ na pokładzie Ayeshy ledwie wystarczało wody do picia, nie mówiąc już o higienie osobistej. Można było „wziąć prysznic” jedynie w deszczu podczas krótkiej tropikalnej ulewy. Nie było też kosmetyków i szczoteczek do zębów, tylko jeden grzebień dla całej załogi, a brzytwy zardzewiały w tropikalnym klimacie [2. Wraz z nadejściem Choisinga sytuacja nie zmieniła się znacząco, ponieważ nie wolno mu było również zabrać leków i przyborów toaletowych z Padangu, co „zwiększyłoby gotowość bojową” Niemców.

 

Choising

Mały parowiec Choising – pod dowództwem kapitana F. Mikitza – był już wyznaczony do działań wojennych jako jeden z zaopatrzeniowców węglowych dla Emdena. W połowie października 1914 r. doszło na nim do spontanicznego zapalenia złej jakości węgla w magazynach i załoga miała „pełne ręce roboty” przy gaszeniu ognia. Był to jeden z powodów, dla których Choising opuścił teren przed Batawią, gdzie czekał na Emdena, by udać się do neutralnego Padangu [3. Jednak statek mógł teraz pomóc Cesarskiej Flocie i przejął obsadę z Ayeshy. Do oddziału z Emdena dołączyli por. rezerwy mar. Willmann i starszy mat maszynista rez. Schwaneberger, którzy pochodzili z parowca Rheinland w Padangu. Stary żaglowiec został z ciężkim sercem zatopiony 16 grudnia i von Mücke postanowił udać się na Choisingu po Oceanie Indyjskim do Arabii, która była wówczas częścią Imperium Osmańskiego, w tym czasie niemieckiego sojusznika [4. Choising powinien wyjść poza zwykłe trasy komunikacyjne, ponieważ polowanie na Emdena (brały w nim udział 2 rosyjskie, 5 brytyjskich, 3 francuskie i 3 japońskie okręty), teraz zakończyło się, więc parowiec mógłby zostać łatwo wykryty. Początkowo Choising osiągał prędkość jedynie 4 węzłów, ponieważ po pożarze w bunkrach był tylko częściowo spalony węgiel. Załoga próbowała następnie przesortować lepsze kawałki węgla na pokładzie, aby je ogrzać. Więc statek po tym mógł płynąć trochę szybciej, osiągając prawie 7,5 węzła (!), by przekroczyć Zatokę Adeńską i minąć wyspę Perim w Cieśninie Bab-el-Mandab u wejścia do Morza Czerwonego. Na Choisingu nie było jednak map nawigacyjnych Morza Czerwonego, więc von Mücke również martwił się, w jaki sposób przejdzie dobrze strzeżoną Cieśninę Bab-el-Mandab. Z pomocą „przewodnika” po Morzu Czerwonym została opracowana przez oficerów mapa, przy czym była bardzo przydatna również znaleziona na statku stara lista latarni morskich z zarejestrowanymi współrzędnymi geograficznymi. Choising był wtedy w stanie w nocy z 7 na 8 stycznia przejść przez cieśninę koło wyspy Perim i podobno zacumował niemal w pobliżu francuskiego krążownika Desaix, ponieważ podświetlane krańce krążownika przypominały oświetlone molo. Ale historia była trochę inna, Choising grał podczas kolejnych nocy w „kotka i myszkę” z Desaix, który patrolował w okolicy, ale nie wykrył statku.

Na powrót do ojczyzny zdecydowali się także przybyli z Choisingem lekarz okrętowy Lang i ppor. rez. mar. Geerdts (pierwotnie pochodzący z Kleista). Niemieccy marynarze wylądowali w 4 łodziach z Choisinga na arabskim [konkretnie jemeńskim – przyp. tłum.] wybrzeżu w pobliżu miejscowości Hodeida (Al Hudaydah). Na pokładzie Choisinga zostawili palacza z Emdena jako aresztanta, ponieważ według von Mückego „nie chciał on przy tym być".

Niemcy sądzili, że Hodeida ma już stację kolejową, której budowa rozpoczęła się przed wojną. Kapitanowi Choisinga nakazano pozostać na morzu w ciągu dnia i wrócić do arabskiego wybrzeża w ciągu następnych 2 nocy, na wypadek gdyby znowu musiał przejąć oddział. Dopiero gdy było pewne, że jego usługi nie są już potrzebne, Choising miał przejść do portu Massaua we włoskiej kolonii Erytrea. Dawni sojusznicy, Włosi, byli wówczas neutralni, a von Mücke nie chciał być internowany ze swoimi ludźmi (co byłoby możliwe na Sumatrze), ale wrócić do Niemiec. Włoska kolonia afrykańska graniczyła ze wszystkich stron z obszarami znajdującymi się pod kontrolą państw Ententy, więc powrót niemieckich marynarzy przez Afrykę byłby niemożliwy lub co najmniej znacznie trudniejszy niż podróż przez prowincję „sprzymierzonego” Imperium Osmańskiego.

Choising powrócił do obszaru w rejonie Hodeidy w ciągu następnych 2 nocy, a następnie udał się do Erytrei, dokąd zawinął 12 stycznia. Tam został internowany przez Włochów, a w sierpniu 1916 r. – po włoskiej deklaracji wojny z Niemcami – również skonfiskowany. Statek otrzymał nową nazwę Carraccio [według innej wersji Carroccioprzyp. tłum.] i zginął 15 maja 1917 r. podczas bitwy w Cieśninie Otranto na Adriatyku, gdy został zatopiony wraz z włoskim niszczycielem Borea i parowcem Veritá przez austro-węgierskie niszczyciele Csepel i Balaton.

 

Przez pustynię

Marynarzy na lądzie natychmiast odkryli 2 arabscy ​​jeźdźcy na wielbłądach, którzy szybko odjechali. Wkrótce pojawiła się większa grupa arabskich jeźdźców i okrążyła niemiecką grupę. Po długiej przerwie i pokazaniu im monety z portretem cesarza Wilhelma II, zdali oni sobie sprawę, że przybyszami, którzy wylądowali na ich brzegu byli „Aleman” – Niemcy i sojusznicy Turcji. Niemieccy marynarze mieli problemy z komunikacją z miejscowymi, a potem musieli pożałować, że oczekiwana linia kolejowa nie była jeszcze gotowa, bo następna stacja była daleko na północy Arabii. Imperium Osmańskie od dawna nie było w stanie skutecznie kontrolować wszystkich swoich prowincji. W Arabii rządzili miejscowi szejkowie, z których niektórzy byli podżegani przez Brytyjczyków do buntu przeciwko władzy centralnej. W Hodeidzie działał miejscowy garnizon turecki, a także był gubernator cywilny. Ten mógłby jedynie mniej lub bardziej kontrolować najbliższe otoczenie i był uzależniony od „dobrej woli” ludności arabskiej. Von Mücke miał wystarczające doświadczenie i determinację, aby negocjować z lokalnymi „władcami”. Ważnym czynnikiem w tych negocjacjach był dobrze uzbrojony oddział, a zwłaszcza 4 karabiny maszynowe, każdy z 2000 pocisków.

To równoważyło fakt, że niemiecki oddział prawie nie miał funduszy i był zależny od łaski urzędników i ludności. Turcy chcieli utrzymać Niemców za wszelką cenę w pobliżu wybrzeża (prawdopodobnie w celu wzmocnienia okupacji Hodeidy). Później zasugerowali, że niech kontynuują podróż przez kraj, która była prawdopodobnie bezpieczniejsza niż szlakiem morskim. Mücke podjął decyzję o podróży do miasta Sana (San'a), gdzie znajdowała się siedziba tureckiego gubernatora Jemenu, w „zaledwie kilku” dziennych marszach. Zostawił swoich chorych w obozie w Hodeidzie i wyruszył ze swoim oddziałem 27 stycznia, aby dotrzeć do Sany 7 lutego. Tam też nie było inaczej, turecki wojskowy gubernator Jemenu, Tewfik-Pasza, mógł jedynie składać puste obietnice i usiłował zobowiązać niemiecki oddział do obrony Sany. Parowiec, którym obiecał kontynuować rejs po Morzu Czerwonym, okazał się wypełnionym piaskiem wrakiem, który zatonął już kilka lat temu przy tym wybrzeżu, tyle że komin unosił się nad wodą. Dwa pełne miesiące zostały utracone podczas podróży do Sany, a jedyną korzyścią była suma pieniędzy w złotych monetach pożyczona Niemcom przez emerytowanego tureckiego generała.

Teraz mogli oni wreszcie kupić zapasy na planowaną podróż „posmarować” lokalnych urzędników bakszyszem. Von Mücke sam wrócił do Hodeidy i nagle znalazł niemieckiego konsula (który był jednocześnie konsulem włoskim i włoskim). Ten także obiecał pomoc, co nie wydawało się bardzo przekonujące. Mimo to Mücke zdołał wynająć 2 sambuki, małe lokalne żaglowce i przeprowadzić je do zatoki Djabanna, niedaleko Hodeidy. Tam też wysłał chorych członków załogi razem z lekarzem. Celowo przyjął zaproszenie konsula na bankiet dla miejscowych celebrytów, w imieniu swoim i jego załogi, która wciąż była w drodze z Sany. Mücke udał się 14 marca na bankiet, ale rozkazał swoim ludziom, aby nie maszerowali do Hodeidy, lecz by udali się bezpośrednio do Djabanna. Stamtąd oba sambuki miały niedługo odpłynąć, a prominentni goście (i szpiedzy wroga) czekali na nich na przyjęciu. Von Mücke zdołał przekonać swoich gospodarzy w ostatniej chwili, że on i jego załoga planują podróżować drogą lądową, wiedząc, że arabscy ​​powstańcy czekali na nich po drodze.

 

Powrót na morze

Karawana marynarzy dotarła do Djabanna 14 marca około godziny 16:00, a sambuki wyruszyły godzinę później, aby rozpocząć następny etap podróży. Następnego ranka wiatr zwolnił i statki stanęły na morzu, gdzie często patrolowały brytyjskie kanonierki i uzbrojone sambuki. Ale był weekend, brytyjscy oficerowie prawdopodobnie grali w golfa, a Niemców na morzu się nie spodziewano. Każdy z małych żaglowców – o długości 14 i szerokości 4 m – niósł około 35 stłoczonych mężczyzn (marynarze Mückego, ich przewodnicy i tłumacze), do tego broń, amunicję, zapasy żywności i wody pitnej, z którą wyruszyli w podróż. Sambuki chciały dotrzeć do bezpiecznego obszaru raf koralowych biegnących wzdłuż wybrzeża, a ich pierwszym celem była osada Marka na północ od Ławicy Farisan.

Okazało się jednak inaczej, w nocy z 17 na 18 marca przez lekkomyślność arabskiego pilota doszło do wypadku. Pierwszy sambuk z von Mücke przepłynął bez przeszkód nad podwodną rafą, ale drugi z ppor. Geehrdsem osiadł na niej i zaczął tonąć. Wszyscy pasażerowie zostali uratowani, a w ciągu dnia można było również odzyskać część broni i zaopatrzenia poprzez nurkowanie do wraku. Jedyny pozostały przeludniony sambuk dotarł 18 marca do wioski Kunfida (Al Qunfudhah), gdzie podróżni mogli chwilowo odzyskać siły. Kupiono nowy i nieco większy sambuk, a podróż kontynuowano po 3 dniach. Oddział osiągnął El Lid (Al Lith) 24 marca, kiedy rafa koralowa również się zakończyła. Mücke chciał kontynuować podróż do Dżiddy (Juddah) nadal na morzu, lecz w międzyczasie brytyjska marynarka rozpoczęła blokadę tego portowego miasta w pobliżu Mekki (Makkah) i trzeba było podróżować lądem. Przed El Lid pierwszy marynarz oddziału został pochowany w morzu po tym, jak zmarł na tyfus.

 

Atak na pustyni

W El Lid niemiecki dowódca kupił od miejscowego szejka 90 wielbłądów z 20 poganiaczami i 3 tłumaczami oraz dostał od lokalnych władz tureckich kilku żandarmów, aby kontynuować podróż 28 marca w godzinach wieczornych. Po drodze zakupiono jeszcze 20 wielbłądów. Niektóre niosły jeźdźców, głównie chorych członków załogi, a większość innych przewoziła bagaż i wodę. Karabiny maszynowe nie miały lawet kołowych, więc były noszone na plecach 4 wielbłądów, dwóch na przedzie i dwóch z tyłu karawany. Ta była eskortowana przez tureckiego oficera z 17 żandarmami. Podróżowano głównie w nocy i zatrzymywano się w ciągu dnia w cieniu rozłożonych słomianych mat. Rankiem 31 marca, kiedy karawana była tylko o dzień drogi od Dżiddy, zauważono w pobliżu grupę arabskich jeźdźców, a potem nagle do Niemców otwarto ze wszystkich stron ogień karabinowy. Oddział został zaatakowany przez około 500 Beduinów.

Część wielbłądów została zastrzelona, jeden marynarz i kilku poganiaczy wielbłądów zostało rannych, pozostali rzucili się na ziemię i szybko położono resztę wielbłądów, aby wykorzystać je jako prowizoryczną osłonę. Kiedy Niemcy otworzyli ogień z karabinów maszynowych, ostrzał z okolicznych wydm został wstrzymany. Marynarze włożyli bagnety na broń i zwiększyli szybko pozycję obronną wokół swojego tymczasowego obozu na szerokość około 1200 metrów. Rozejrzawszy się, odkryli, że większość poganiaczy uciekła wraz z kilkoma żandarmami. Mücke zdecydował się na przebicie do brzegu morza. Na przedzie grupy znajdował się oddział marynarzy pod dowództwem ppor. Geehrdtsa. Odwód był prowadzony przez ppor. Schmidta, a flankę przykrywał oddział pod dowództwem ppor. Gysslinga, ale 10 minut później nastąpił nowy arabski atak i wszyscy musieli się ukryć. Ppor. Schmidt został śmiertelnie ranny, a jeden marynarz zabity, zaś niektóre wielbłądy z tylnej straży zostały zastrzelone.

W miarę jak ogień stawał się coraz bardziej sporadyczny, Niemcy przygotowywali nową tymczasową pozycję obronną. Wkrótce pojawili się pierwsi negocjatorzy i zażądali okupu 11 000 funtów w złocie oraz przekazanie całej broni i zaopatrzenia, co miało Niemcom zagwarantować swobodne przejście. Zostało to odrzucone przez Mückego, ponieważ marsz oddziału odbywałby się na łasce wroga. Marynarze okopali się, a oblężenie trwało kolejne 2 dni. Trzeciego dnia z oddali rozległy się strzały. Oficer turecki zaproponował dalsze negocjacje, a przeciwnicy zażądali tym razem kwoty 22 000 funtów, ale Niemcy mogli zachować broń i zaopatrzenie. Ta propozycja została również odrzucona, lecz turecki oficer zniknął, by dołączyć do żandarmów, którzy najwyraźniej uciekli przed wrogiem.

Z około 110 wielbłądów 40 padło, a ich zwłoki zaczęły się rozkładać. Ppor. Schmidt zmarł w wyniku jego zranienia, było coraz mniej wody, a miriady czarnych chrząszczy gnojowych atakowały zwierzęta i ludzi. W międzyczasie ogień wroga zatrzymał się całkowicie, a marynarze odważyli się uciec z ukrycia. Wkrótce na horyzoncie pojawili się 2 jeźdźcy białą flagą, aby przedstawić się jako wysłannicy emira Husseina z Mekki, który chciał pomóc Niemcom. Za nimi podążało kolejnych 70 jeźdźców pod przewodnictwem Abdullaha, drugiego syna emira Mekki. Jego ojciec – późniejszy król Hussein – był wówczas „półoficjalnym” brytyjskim sprzymierzeńcem. Jak można było stwierdzić później, atakujący „drapieżni Beduini” i teraz „zbawiciele”byli całkowicie identyczni.

Kiedy otwarty atak się nie udał, zabijając około 40 ludzi i raniąc 30, Abdullah zmienił taktykę i chciał eskortować Niemców w przyjaźni do Dżiddy, aby poprawić „pierwsze złe wrażenie". Gdy oddział opuścił prowizoryczną „fortecę”, zobaczono około 300 Beduinów pędzących do opustoszałego obozu, by zrabować wszystko, czego Niemcy nie mogliby zabrać ze sobą. Po przejściu do Dżddy, Mücke spotkał tam swoich poganiaczy wielbłądów i tureckich żandarmów, którzy udawali, że w ogóle go nie znają. Dobrze się orientował w „orientalnych zwyczajach” i nie był specjalnie zaskoczony.

 

Podróż trwa

W Dżiddzie niemiecki oddział przebywał w dniach 4-9 kwietnia. Miasto zostało zablokowane przez brytyjskie kanonierki, więc von Mücke rozpuścił wiadomość, że chce kontynuować podróż lądem. Ale kupił nowego sambuka, i Niemcy wyruszyli niewykryci w nocy z 8 na 9 kwietnia. Mieli szczęście, gdyż nie spotkali żadnych brytyjskich okrętów i przybyli 12 kwietnia do osady Sherm Rabegh (Rabigh), gdzie musieli zdobyć kolejny sambuk, ponieważ ich pierwszy statek przeciekał. Po drodze w każdej wiosce zabierali miejscowego szejka jako pilota i zakładnika, dzięki czemu lądowanie stało się bezpieczniejsze, gdy żeglowali wzdłuż wybrzeża pod ochroną raf koralowych. Podróż do miejsca docelowego na wybrzeżu, El Wejh (Elway, Al Wajh) trwała do 29 kwietnia. Tam Niemcy zostali przyjęci przez szejka Suleimana, który towarzyszył im z karawaną do El Al Ula (Ulla), gdzie znajdowała się końcowa stacja wąskotorowej kolei hidżaskiej arabskiego oddziału kolei bagdadzkiej. Trasa biegła dalej na południe do świętego miasta Medyna (Al Maddinah), ale tam droga z wybrzeża byłaby o wiele bardziej uciążliwa.

Von Mücke z awangardą osiągnął El Ula 6 maja i znalazł tam poza komitetem powitalnym złożonym z tureckich oficerów i niemieckich reporterów wszystkie od dawna brakujące osiągnięcia cywilizacji: kąpiel, zimne wina musujące i świeże owoce. Wszystkim marynarzom dostarczono pociągiem świeże mundury. Mogli więc pozbyć się przed przeprowadzką do miasta starych szmat, które nosili od lądowania na wyspie Direction. Pomaszerowali pod swoją flagą do El Ula, aby cieszyć się jedzeniem i piciem na nowoczesnym dworcu kolejowym. Ich podróż była kontynuowana pociągiem przez Tabuk, Ma’an i Amman do Damaszku, tor był tylko w 2 miejscach – gdzie przekraczał góry Amanus i Taurus – nieukończony. Następnie zostali oni przeprowadzeni pieszo i konno.

W każdej miejscowości „bohaterowie z Emdena” byli uroczyście przyjmowani. W Aleppo dostali swoją pierwszą pocztę, jak również przyznane im jeszcze 11 lutego Żelazne Krzyże: I klasy dla kpt. Mücke, a wszystkim pozostałym krzyże II klasy. Pociąg 23 maja osiągnął stację Haidar-Pasza na azjatyckim wybrzeżu Bosforu, gdzie marynarze zostali przyjęci przez adm. Souchona wraz ze swoim sztabem. Razem przesiedli się oni na turecki niszczyciel Yadigar-i-Millet, który przewiózł ich do Złotego Rogu, gdzie czekali na nich inni goście, w tym przywódca „Młodoturków” i członek „triumwiratu”, który faktycznie rządził Imperium Osmańskim, minister wojny Enwer Pasza, a także turecki sułtan Mehmed V.

 

Epilog

Z oddziału złożonego z 3 oficerów, 6 podoficerów i 41 marynarzy z Emdena, którzy wylądowali 9 listopada 1914 r. na Wyspach Kokosowych, a który później został wzmocniony przez kolejnych 2 oficerów rezerwy, lekarza okrętowego i podoficera, w sumie 4 oficerowie, lekarz, 7 podoficerów i 37 marynarzy dotarło do miejsca przeznaczenia. W czasie powrotu do Niemiec i później wszyscy zostali wszędzie uroczyście przyjęci, by następnie zostać rozesłanymi na różne okręty lub stanowiska na lądzie. Ich powrót ponownie wzbudził entuzjazm ludności za działania zwycięskiego krążownika Emden i von Mücke musiał wygłaszać liczne wykłady o odysei jego oddziału. Ale nie wszystko było różowe, ponieważ niemieccy dyplomaci nieustannie próbowali udowodnić mu, że źle zrozumiał sytuację w prowincjach ich wielkiego sojusznika, Imperium Osmańskiego. Z „powodów politycznych” wypominano mu zakaz zdrady Beduinów pod flagą emira Mekki, Hussein bin Alego, który następnie oficjalnie zmienił stronę w czasie wojny, i z brytyjską pomocą został królem Hedżazu (Hejaz, Al Hijaz). Jego syn Abdullah, „zbawca” oddziału Mückego, z brytyjską pomocą króla Mezopotamii został obalony przez własnego brata Feisala już w 1921 r. Jako pocieszenie otrzymał królestwo Transjordanii. Później okazało się też, że na głowę von Mückego była nałożona nagroda w wysokości 5000 funtów w złocie, co najwyraźniej było głównym motywem napadu Beduinów w pobliżu Dżiddy.

Hellmuth von Mücke został powołany w lipcu 1915 r. jako dowódca 15 Półflotylli Torpedowców, a w styczniu 1916 r. jako dowódca marynarki rzecznej na Eufracie w Mezopotamii. W tym nowym położeniu zaproponował utworzenie oddziału zmotoryzowanych sambuków na Morzu Czerwonym, który [to pomysł – przyp. tłum.] został odrzucony przez dowódcę floty, adm. Souchona jako niewykonalny, ponieważ nie było tam ani infrastruktury, ani logistyki, co von Mücke powinien wiedzieć z własnego doświadczenia. Pod koniec roku „oddany do dyspozycji” personelowi admiralicji i w marcu 1917 r. powierzono mu dowództwo nad niemiecką Półflotyllą Dunajską. W sierpniu 1917 r. znajdziemy go jako oficera nawigacyjnego na krążowniku liniowym Derfflinger, a w maju 1918 r. jako dowódcę I Oddziału II Dywizjonu Torpedowców. Po wojnie przeszedł na emeryturę w randze kmdra ppor. i pracował jako pisarz, aby przedstawić swoje doświadczenia wojenne. Poświęcił się także polityce, ale rozczarował się Narodowo-Socjalistyczną Niemiecką Partią Robotniczą, gdy Adolf Hitler stanął na jej czele. Potem krytykował hitleryzm, ale nowi władcy zostawili go w spokoju z powodu jego statusu „bohatera z Emdena”. Był albo ignorowany, albo wyśmiewany jako „narodowy bolszewik”. Mücke zmarł niemal zapomniany w 76. roku życia 30 lipca 1957 r. Z jego towarzyszy walki i podróży prawie połowa z nich do końca I wojny światowej zmarła, w tym por. Gyssling, który poszedł na dno 3 września 1917 r. z okrętem podwodnym U 50. Czterej marynarze zginęli w bitwie w Skagerraku w dniach 31 maja – 1 czerwca 1916 r. To był jeden z powodów jego późniejszej goryczy.

Powrót niemieckiego oddziału przy użyciu „tymczasowych środków”, z wyspy na Oceanie Indyjskim do Niemiec, udał się w dużej mierze w wyniku doświadczenia i poświęcenia marynarzy oraz oficerów, zwłaszcza kpt. von Mücke. W Arabii mieli dość szczęścia i mądrości, aby przetrwać zawirowania wojenne i zdradę. Mniejsza grupa niemieckich marynarzy i żołnierzy pod dowództwem kpt. Möllera, byłego dowódcy niemieckiej kanonierki Tsingtao, jednak została zaatakowana i zabita na niemal tym samym obszarze w maju lub czerwcu 1916 r., gdzie marynarze z Emdena mogli odpierać ataki Beduinów. Wkrótce potem Beduini zbuntowali się otwarcie przeciwko Imperium Osmańskiemu, co ostatecznie stało się jedną z przyczyn jego rozpadu.

 

Tłumaczenie z języka niemieckiego Rafał Mariusz Kaczmarek

 

Literatura

Friedrich Forstmeier: S.M.S. Emden” – Warship Profile No. 25, Profile Publications Ltd., Windsor 1972.

Erich Gröner: Die deutschen Kriegsschiffe 1815–1918, Band 1-8/2, Bernard & Graefe Verlag, München/Koblenz/Bonn 1982-1993.

Gerhard Koop: „Emden” – Ein Name - fünf Schiffe, Bernard & Graefe Verlag, München 1983.

Gerhard Koop/Klaus-Peter Schmolke: Kleine Kreuzer 1903-1918 – „Bremen”- bis „Cöln” -Klasse, Bernard & Graefe Verlag, Bonn 2004.

Jochen Krüsmann: Arabische Träume – Überlegungen zur Seekriegsführung auf dem Roten Meer 1916, „Marine-Nachrichtenblatt” Nr 10, März 2012.

R. K. Lochner: Die Kaperfahrten des Kleinen Kreuzers „Emden”, W. Heyne Verlag, München 1985.

Petar Mardešić: Mornari i brodovi, Mladost, Zagreb 1952.

Douglas Morris: Cruisers of the Royal and Commonwealth Navies, Maritime Books, Liskeard 1987.

John Walter: Piraten des Kaisers – Deutsche Handelsstörer 1914-1918, Motorbuch-Verlag, Stuttgart 1994.

„Weyers Taschenbuch der Kriegsflotten 1914”, J.F. Lehmanns Verlag, München 1914, Nachdruck: Bernard & Graefe Verlag, München 1978.

 

Przypisy

1. W publikacjach można znaleźć inne dane odnośnie sukcesów Emdena. I tak miał on zatopić 16 i zdobyć jeden statek o łącznej pojemności 74 347 BRT, a ponadto posłał na dno rosyjski krążownik Żemczug i francuski torpedowiec Mousquet, o czym jest mowa dalej [przyp. tłum.].

2. Warto tu dodać o panującym na żaglowcu tłoku – płynęło nim wówczas 50 ludzi, a na statku były pomieszczenia dla tylko 12 członków załogi [przyp. tłum.].

3. Choising opuścił Batawię 27 września, a zawinął do Padangu 10 października, więc samozapalenie na nim węgla musiałoby nastapić w tym okresie, a nie w połowie października, jak podaje autor [przyp. tłum.].

4. Ayeshę można więc zaliczyć jako ostatnią, „pośrednią“ ofiarę Emdena [przyp. tłum.].

Artykuł jest przedrukiem gazety "Okręty Wojenne" nr 151 (5/2018) 

www.okretywojenne.pl 

AUTOR ARTYKUŁU: ZVONIMIR FREIVOGEL 

         Jarosław Malinowski (ur. 24 sierpnia 1961) - od lat 90. wydawca i redaktor naczelny magazynu "Okręty Wojenne." Współpracuje z całym światem w tym ze Stanami Zjednoczonymi, z Chinami, Belgią, Niemcami. Współpracował m.in. z Arthurem Bakerem, który w latach 80. był doradcą Johna Lehmana, który z kolei był doradcą takich osobistości jak: Ronalda Reagana, Johna McCaina oraz Mitta Romneya.