Na to musi czekać jeszcze 88 lat, nękany prześladowaniami, zsyłkami, nędzą. Jednego Moskale nie potrafią zrobić: usunąć Powstania Listopadowego z pamięci Polaków. Owocuje to w 33 lata później kolejnym zrywem: Powstaniem Styczniowym. Jego uczestnicy otrzymują jednak dar: część z nich dożywa Niepodległości a wraz z tym czci należnej im za męstwo i oddanie Ojczyźnie, zawsze przez duże „O”. Polska, wróciwszy po latach nieistnienia, za punkt honoru uznała otoczenie powstańców z 1863 r. należnym szacunkiem, bez podziału na oficerów i szeregowców, szlachciców i tych z niższego stanu. Wystarczył powstańczy mundur, przed którym chylili się z szacunkiem ważni mężowie stanu II Rzeczypospolitej, któremu salutowali generałowie.

Wśród walczących o Polskę były także kobiety. To po śmierci jednej z nich, bohaterki Powstania Styczniowego, Anny Pustowójtówny pisał z nadzieją ówczesny poeta. Lecz po latach wypłyniesz na kartach historii.

Lud wielbić cię znów będzie za twe wielkie czyny.

Twe imię zajaśnieje w narodowej glorii,

A Twój grób zapomniany uwieńczą wawrzyny.

Niestety, imiona wielu niewiast spieszących na pole walki sromotnie zapomniano, choć zasłużyły one na pamięć dłuższą, niż jedno czy dwa pokolenia. Jedną z nich była Antonina Tomaszewska.

Ta niewysoka niebieskooka blondynka, której nie odmawiano wdzięku i urody wiodła dostatnie życie w majątku rodziców na Żmudzi. Miała wszystko, czego chcieć może młoda szlachcianka. Jednak ona widziała to inaczej. Kraj jęczał w niewoli, Moskale starali się na różne sposoby Polaków udręczyć. Patrzeć na to, i nic nie robić? Trzeba położyć temu kres- rozmyślała Antosia, przechadzając się korytarzami sławnej szkoły klasztornej w Krożach, zwanej dzięki wysokiemu poziomowi nauki żmudzkimi Atenami.

Tę nadzieję przynosi listopad 1830. Powstanie przeciwko Moskwie. Budzi się doń cała Litwa. Szesnastoletnia Antonina nie ma zamiaru siedzieć bezczynnie. Spieszy do jednego z oddziałów żmudzkich, gdzie zdecydowanie prosi o broń i konia. Mimo iż udział kobiet w wojnach był źle widziany, przyjęto ją niemalz entuzjazmem. Wszak rycerskość niewiasty to objaw największej odwagi, dodający ducha innym. Otrzymuje broń oraz skierowanie do jazdy żmudzkiej. Uczy się władania lancą i jazdy konnej. Prócz broni nosi sztylet, ażeby w razie potrzeby móc się obronić. Nie tkwi jednak na tyłach. W bitwie pod Mankuniami dowodzonej przez generała Chłapowskiego i Giełguda wyrusza do boju w pierwszym szeregu, wykazując się brawurową odwagą. Otaczający powstańców Czerkiesi zostają rozgromieni. Gdy po bitwie wraca do obozu, wita ją gromki okrzyk: „Hurra!”.

Za udział w bitwach pod Szawlami i Powedeniami otrzymuje stopień podporucznika jazdy.Gdy działania zbrojne zamierają ścigane przez wroga oddziały ewakuują się do Prus Wschodnich. Do 15 lipca 1831 poszuka tam schronienia blisko 15 tysięcy żołnierzy.

Upadek powstania to dla Antoniny ciężki cios. Musi opuścić kraj. Początkowo udaje się do Prus, stąd prawdopodobnie do Belgii, a z początkiem roku 1837 do Francji, o czym wspomina Joachim Lelewel. Tu przybiera nazwisko Pruszyńska, po poległej w powstaniu towarzyszce walki. Utrzymuje się z małego żołdu płaconego oficerom emigrantom przez Belgów, Francuzów i Anglików. Działa aktywnie na rzecz emigracji, organizuje imprezy patriotyczne. Poślubia oficera szlachcica Wierzbickiego. W 1857 r. po carskiej amnestii oboje wracają do Polski,by zamieszkać z czwórką dziećmi w majątku męża pod Płockiem. Dzielna powstańcza podporucznik jazdy umiera w Płocku w 1883 r. Zostaje pochowana jak rycerzowi przystało, z szablą u boku. Jej potomkowie żyją w Polsce do dziś.