Wojciech Korkuć urodził się w 1967 roku w Mińsku Mazowieckim. Zajmuje się projektowaniem plakatów, ilustracją prasową, identyfikacją wizualną. Ukończył Wydział Grafiki na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych (w Pracowni Projektowania Plakatu prof. Mieczysława Wasilewskiego). Od 1996 prowadzi Korekstudio.

 

Jego prace były wystawiane w Polsce i na całym świecie, ukazywały się w czasopismach polskich i zagranicznych. Był wielokrotnie nagradzany. Propaguje sztukę plakatu za pośrednictwem firmy "City Poster".

 

W sierpniu tego roku firma Wojciecha Korkucia została ukarana karą 15.000 zl za wywieszenie w stolicy paktów o niemieckich reparacjach wojennych. Jak informował portal „Do rzeczy” „urzędnicza machina przeciwko grafikowi ruszyła po interwencji dziennikarki współpracującej z "Gazetą Wyborczą". Uznano, że część powierzchni plakatów wysiała nad pasem drogowym. Korkuć został ukarany”.

 

W swoim artykule „Skandal! W centrum Warszawy niszczą plakaty przypominające o niemieckich zbrodniach podczas II wojny światowej” na łamach portalu Prawy pl opisałem jak „od wielu lat w wielu miejscach Warszawy z okazji różnych rocznic patriotycznych, lub jako komentarz do antypolskich ekscesów w kraju lub zagranicą, wybitny polski grafik Wojciech Korkuć wywiesza plakaty patriotyczne cechujące się świetna kompozycją, niebanalnymi pomysłami i celną kpiną”.

ZOBACZ TAKŻE: Skandal! Groteskowa opozycja potępia pamięć o zbrodniach niemieckich na Polakach

W swoim artykule przypomniałem, że „są w stolicy siły antypolskie, które rozpoczęły akcje niszczenia plakatów niosących patriotyczne przesłanie. Pierwsze plakaty zniszczono w pobliżu stacji metra Politechnika. Chuliganom nie podobały się plakaty z hasłami „1 września 1939 Niemcy rozpoczęli eksterminację milionów polskich cywilów – Niemcy muszą za to zapłacić” (w języku angielskim) i „reparacje czynią wolnym – prządek musi być” (po niemiecku). Co ciekawe na przemian powieszone plakaty o festiwalu kultury żydowskiej nie zostały zniszczone. Patriotyczne plakaty były po zrywane i napisano na nich angielskie słowo „chciwość”.

Jan Bodakowski