Wycena ta nie podlega dyskusji, dokonał jej bowiem sam Wysoki Sąd. Ten Rejonowy. W Toruniu. A co sędzia orzeka, ma moc młota pneumatycznego, któremu trudno się sprzeciwić. Tak więc czcigodny obywatel kapłan też się sprzeciwiać nie powinien chociażby nieskromnie twierdząc, że wart jest więcej, niż 20 paczek papierosów. Bo i jak może to Wysokiemu Sądowi udowodnić? Co zrobić, żeby mu uwierzył? Wszak w naszej pięknej, choć z wielu powodów smutnej Ojczyźnie, władza sądownicza to potęga przez duże „P”. Kto nie wierzy, niech powie głośno, że Wysoki Sąd zdurniał, a już odpowiedni organ Unii pokaże mu, skąd mu wyrastają plecy - cytując red. Michalkiewicza.

Cała ta bida z karkołomną wyceną kapłana z Torunia wzięła się stąd, że jest w naszym kraju pewien gość, który - jeśli wierzyć nauce zwanej psychologią, bo właśnie ona nazwała tę dolegliwość- cierpi na tzw. kompleks Herostratesa. Ówże Herostrates, z zawodu szewc, żyjący w IV w. p. n. e. wręcz obsesyjnie pragnął zyskać wieczną sławę. Trudno o nią przy klepaniu butów,wziął się więc na sposób. Rzuciwszy okiem w prawo i lewo dostrzegł, że w rodzinnym Efezie jest coś, co przykuwa uwagę całego ówczesnego świata. Wspaniała świątynia bogini Artemidy, zaliczana do siedmiu cudów świata. Ha! To jest to! – zakrzyknął, stając się przy okazji protoplastą reklam firmy Coca Cola. Wezmę sobie garść pakuł, jakieś łuczywo i sfajczę tę pięknotę. Jak postanowił, tak zrobił. W 356 r. p.n.e. spalił cud świata do fundamentów.

Oczywiście zebrał się ówczesny Sąd Najwyższy i bez dłuższego namyślunku wydał na piromana wyrok śmierci. Bez wpisywania do akt, bowiem imię Herostratesa miało być na zawsze wymazane z pamięci. Jednak wygrzebał je jakiś tamtejszy dziennikarz śledczy, więc sprawa nabrała rozgłosu a imię wandala na wieki przeszło do historii, stając się synonimem chorej ambicji.

Nasz nadwiślański Herostrates, niejaki Sławomir D., nie mając pod ręką stosownego cudu świata, wziął się za palenie postaci ludzkich, które z jakichś powodów go drażnią i kolą w oczy. Na pierwszy ogień (zwrot jakże tu pasujący) poszedł szef znienawidzonej przezeń partii Kaczyński. Sporządził sobie otóż Sławomir jego kukłę, i publicznie ją podpalił ku radosnemu wyciu gawiedzi. Palenie jak wiadomo szkodzi, więc nasz bohater trafił przed czujne oblicze Wysokiego Sądu. Ten jednak, rozumiejąc wewnętrzne rozterki i potrzeby obywatela D. uwolnił go od winy i kary. Skutek? Rozpasanie D. w dziele piromanii zaczęło postępować. Odczekał sprytnie czas jakiś i tym razem sporządził, a potem podpalił kukłę ojca Tadeusza. Wyrok zapadł, a jakże. Z uzasadnieniem godnym nazwania go sądowym cudem świata. Kara 300 zł za „nieostrożne obchodzenie się z materiałem łatwopalnym”!!!

Że palenie jednak mocno szkodzi przekonał się Piotr Rybak z Wrocławia. W listopadzie 2015 r. w trakcie pochodu sfajczył coś, co przypominało kukłę Żyda. Sąd tym razem okazał się bardzo Wysoki i wsadził gościa na 3 miesiące do ciupy za nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych. Żeby tylko tyle. Sprawa ta odbiła się szerokim echem na całym niemal świecie. W Polsce podpalają Żydów! Polska swołocz zasłużyła na ostre cięgi! Zero dla niej litości! Hajda, kto żyw, walić w nią jak w bęben.

Paragraf o nawoływaniu do nienawiści na tle różnic światopoglądowych i religijnych wg. sądów w Warszawie i w Toruniu poszedł się paść na oślej łączce prawa. Bezprecedensowe wyroki w sprawie Sławomira D. stały się jednocześnie precedensem. Bo palić, i owszem, można, ale wyłącznie tych, co – analizując logicznie orzeczenie sądów - na to zasłużyli. Do roboty więc, piromanii! Do roboty Sławomirze D.! Jest jeszcze tyle do spalenia. Tylko niech to przypadkiem nie będzie Wysoki nietykalny Sąd.