A przecież chcę wiedzieć, co się w moim kraju wyprawia. Tylko jak, jeżeli przez te wrzaski niewiele się przebija. Najgłośniej drą się kobiety. Gorzej, gdy są na jakiś wiecu czy zabierają głos w Sejmie. Wrzeszczą, że uszy puchną, coraz głośniej i głośniej.Jakby oszalały i nie mogły na moment przerwać. Tak jak ta aktorka…Ta co grała w filmie „Krzyk” czy „Wrzask”. Przy tych wszystkich rozsiadających się w parlamencie Joannach, Kamilach i wtórujących im artystkach, różnych Krystynach, Agnieszkach i im podobnych,typowe krzykliwe przekupy z targu to osoby niemal subtelne.

Sprawdźmy, co o tej wzmożonej potrzebie wyrażania myśli poprzez krzyk mówią specjaliści. Niepowstrzymana, bezustanna potrzeba wydawania wysokodecybelowych dźwięków określana jest w psychologii i psychiatrii jako projekcja (z łaciny: proiacere), czyli w prostym tłumaczeniu: „wyrzucanie przed siebie”. To rodzaj mechanizmu obronnego polegający na:przypisywaniu innym własnych niepożądanych uczuć, poglądów, zachowań lub cech najczęściej negatywnych. Ktoś krzyczy na kogoś sądząc, że tamten jest agresywny. W rzeczywistości sam krzyczący jest agresywny. Wskazywane są dwie zasadnicze przyczyny tego zjawiska: 1. Uniknięcie własnej frustracji; 2. Zniekształcenie rzeczywistości. Według tzw. terapii Gestalt: zdominowanie osobowości przez mechanizm projekcji powoduje, że świat jest postrzegany jako pole, na którym zmagają się prywatne konflikty.

Czy coś może taki stan złagodzić, zniwelować, pomniejszyć? Zerknijmy na poradę lekarza - specjalisty: Weź się w garść, a jak nie potrafisz, to idź do psychologa lub psychiatry…Łatwo cię wyprowadzić z równowagi, krzyczysz na otoczenie, jesteś drażliwy…Masz poczucie, że jesteś podsłuchiwany, śledzony, że inni spiskują przeciw tobie…idź do psychologa lub psychiatry. Nasuwa się tu nieodparcie skojarzenie z klepanym jak mantra zarzutem o języku nienawiści, który to zarzut wykrzykiwany jest przy użyciu sformułowań tak dalece napastliwych, że trudno je uznać za język pokoju. Ato wręcz obsesyjne przekonanie, że śledzą, że podsłuchują, że jeszcze krok – a zaczną zabijać?Nawet jeśli zero w tym prawdy. Można je dopasować prosto do tezy o przypisywaniu innym własnych niepożądanych uczuć, zachowań, cech najczęściej negatywnych. Jak wygląda w rzeczywistości ten rzekomy nawał inwigilowania? Odpowiedzi może udzielić zimna statystyka, pomocnica, która raczej rzadko się myli. Przynajmniej rzadziej niż dane wzięte z sufitu, wytrząsane z rękawa. Podsłuchy. W latach 2005 – 2007 wykorzystano je ok. 170 tys. razy. W latach 2007 – 2014 rok. 1 milion 400 tys. razy.Jakby nie liczył, parę razy więcej. Wniosek?Ci właśnie, co tak ochoczo podsłuchiwali, najgłośniej krzyczą o jakichś rzekomo ich dotykających podsłuchach. Widać tu więc jak na dłoni wręcz modelowe przypisywanie innym własnych niepożądanych zachowań.

Istnieje grupa polityków i tzw. ludzi kultury, którzy wchodzą w ów stan projekcji przy niemal każdej okazji. Trudno przy tej okazji nie wspomnieć pewnego byłego posła partii totalnej z tytułem profesora, którego konfabulacje, wściekłe złorzeczenia a nawet fizyczne atakowanie przeciwników przejdą niechlubnie do historii naszego parlamentaryzmu. Wrzeszcząc ile wlezie, z lubością serwował swoje fantazje o języku nienawiści u tych drugich. Niestety, już znalazł godnych siebie następców, w tym i kobiety, istoty ponoć z natury łagodniejsze. Cóż, natura też czasem popełnia błędy, dając ładną buzię, ale kloaczny język.