Nie zapominajmy i nie powątpiewajmy, pan Przewodniczący jest w dobrym stanie zdrowia i działa na pełnych obrotach od wieczora pod świt i z powrotem. Wszelkie inne sugestie i aluzje, to myślozbrodnie. Rzeczniczka Komisji Europejskiej Mina Andreewa uważa, że jest tak jak ona widzi, a że widzi więcej, więc na pewno ma rację. Ona widzi pana Jana Klaudiusza od stóp aż po czuprynę i wie, co mówi. Bo jak nie wie, to nie mówi. Przynajmniej tak mówi.

Jednak wzmożone napięcie mięśni przykręgosłupowych pana Przewodniczącego powoduje bólowe ograniczenie ruchomości tegoż oraz pojawienie się odruchowego skrzywienia kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. A dziennikarze się nabijają z niedowładu mięśni prostujących stopę i palce, z opadania stopy, z rozczochranych grzywek i zamglonych oczu. A przecież brak odruchu skokowego świadczy o ucisku krążka międzykręgowego na korzeń S1, zaburzeniu funkcji zwieraczy pęcherza moczowego i/lub odbytu, zaburzeniu czynności mikcji i defekacji. To jest sprawa poważna, sprawa międzynarodowa, ponieważ objawem zdrowia Jan Klaudiusza jest narastający ból podczas podnoszenia kończyny dolnej w czasie konferencji prasowych i przy czochraniu gości.

Dlatego powołano komisję mająca zbadać narastanie deficytów neurologicznych (niedowładów lub porażeń), nasilenie dolegliwości bólów pana Junckera. U niego nerw dyplomatyczny przebiega poprzez mięsień gruszkowaty, zamiast przebiegać pod nim. Kiedy mięsień się kurczy, może uciskać lub drażnić nerw kulszowy, dlatego potocznie, objaw ten nazywany jest „portfelem kulszowym”. A proszę mi wierzyć, Jan Klaudiusz ma wypchany portfel, zazwyczaj noszony w tylnej kieszeni spodni, uciska mięśnie pośladkowe oraz nerw kulszowy podczas siadania. Wszyscy widzą, że pan Jan dwojga imion Klaudiusz, jak bierze udział w ważnej imprezie, to bierze na całego i do dna. On tak się mocno angażuje i nie puszcza słów na wiatr, a płynów za kołnierz nie wylewa. To jest poważny polityk, powiem więcej - to wizjoner i prorok. I kreator mody. Wszyscy już zauważyli, że nie trzeba nosić takich samych skarpetek. Każdy facet, to potwierdzi i niektóre, co odważniejsze kobiety też. Ale Jan Klaudiusz idzie dalej, bo idzie w dwóch różnych butach. Dlaczego? Bo chce być przygotowany na różne ewentualności, zwłaszcza podczas negocjacji i prezentacji. Niech lewica ma swoje, a prawica za swoje. Ma swoje buty. Czarny i różowy, na sznurówki i za zatrzaski, kozaczek i kapeć. Proszę się nie dziwić, a jeżeli już ktoś musi się zdziwić, to po kartezjańsku. Filozoficznie proszę.

Bo ponad wszystko ja wierzę pani Andreewie, która zawsze zaznacza, że dopiero co miała z nim kontakt i wszystko jest z nim w porządku. Tak mówiła wczoraj i tak będzie mówiła jutro.Bo ona jest profesjonalistką. Podobno pytania dotyczące stanu zdrowia szefa Komisji pojawiają się dość regularnie, gdy kamery rejestrują jego nietypowe zachowanie w czasie wydarzeń publicznych.

Zaraz tam nietypowe. Przecież mówiłem, że on wyznacza trendy, on - Jan Klaudiusz, określa co trendem jest, a co nie jest. Ostatnim razem miało to miejsce podczas kolacji w czasie lipcowego szczytu NATO, gdy Juncker idąc, zataczał się, a inne osoby podtrzymywały go, by nie upadł. Tak opisali to niedouczeni dziennikarze, ponieważ Jan zataczając się szedł prosto. Prosto do celu, a celem nie była prosta droga, tylko ukazanie zagubionemu światu, jak musi kluczyć, by osiągnąć sukces.Szef KE wcale nie był pod wpływem alkoholu. On był pod wpływem natchnienia i cierpienia, z powodu bardzo bolesnego, hybrydowego ataku rwy kulszowej. A kto nie wierzy niech zobaczy jakie medale, łańcuchy i krzyże musi dźwigać nasz geniusz brukselski. Oto one w kolejności chronologicznej: Ordery Sztuki i Literatury, Krzyże Wielkie Orderu Zasługi Niejednej i Wielokrotnej, Medale Legii Honorowej na Baczność, Ordery Henryka, Józefa i Innych Imion w Kalendarzu, Łańcuchy Gwiazdy Ekranu, na Firmamencie i po Godzinach. I oczywiście Ordery Przyjaźni i Zjednoczonych Browarów. I proszę, kto by to nosił nie kiwając się prosto? Nawet generał rosyjski nie dałby rady. A Przewodniczący musi. Jan Klaudiusz daje i nie przestaje dawać. Nie w palnik, daje w godność i prostość osobistą. Mimo ucisku na nerwy rdzeniowe i plecy przemęczone, mimo bólu promieniującego do pośladka, tylnej powierzchni uda lub do łydki albo stopy. Daje. A wszak czasem bóle są tak silne, że zmuszony jest do przyjęcia pozycji leżącej w czasie konferencji. Ale on daje, choć towarzyszą mu parestezje, wizje, halucynacje i drętwienia, zaburzenia czucia w różnych miejscach kończyn dolnych i uczuć wysokich. A on daje. Bo dzielny jest Jan Klaudiusz. Bo idzie siedząc, a siedząc maszeruje.

 

Dr Paweł Janowski

Redaktor naczelny miesięcznika „Czas Solidarności”

Felieton ukazał się w „Tygodniku Solidarność”