Był czas żeby się przyzwyczaić do takiego Lecha, który przecież „o take Polske walczył”. I wielu puszczało jego wypowiedzi, często kontrowersyjne, mimo uszu. No właśnie do czasu. Dziś po wywiadzie udzielonym przez Wałęsę rosyjskim mediom, szumnie nazywanymi rosyjską tubą propagandową, tak jakby nasz TVP nie był tubą propagandową rządzącej Polską neosanacji, podniosło się larum. Gwałtu, rety! Wałęsa a właściwie już nie Wałęsa a TW Bolek, pokazał swoją prawdziwą twarz i został poplecznikiem krwawego dyktatora z Rosji, który lada dzień, zamierza od kilku lat, zaatakować Polskę. Tymczasem Wałęsa w odniesieniu do relacji polsko-rosyjskich i polskiej sytuacji geopolitycznej nie powiedział niczego odkrywczego, ani niczego z czym trudno byłoby się zgodzić. Oczywiście doszedł do tego typowy dla niego wątek megalomański, w którym podkreślił swoje zasługi w wycofaniu wojsk radzieckich z Polski, co oczywiście nie jest prawdą. Okazuje się, że ten sponiewierany Wałęsa odgrywa chyba jakaś znaczącą rolę w Polskiej polityce, bo pojawiły się głosy samych unijnych notabli z Polski rodem, które lamentują na temat szkód jakie przyniesie Polsce na arenie międzynarodowej, to rzekome kokietowanie Rosji, kosztem naszego Brata zza Wielkiej Wody i brukselskich darmozjadów. Godzi w polską rację stanu, jak twierdzi Karski ten międzynarodowy mistrz Cypru w parkowaniu Melexem. Mnie tylko dziwi, że ta opcja - nazwijmy ją prorosyjska- w poglądach Wałęsy, (choć w sumie to nadinterpretacja bo Wałęsa zasugerował jedynie, że relacje trzeba poprawić), została tak mocno odnotowana a przecież jakiś czas temu Wałęsa zaprezentował poglądy dużo bardziej kontrowersyjne, które takiej fali oburzenia nie wywołały. Przypomnijmy czego dotyczył temat a były to też temat geopolityczny - Wałęsa w swojej wypowiedzi zasugerował utworzenie jednego federacyjnego państwa z Polski i Niemiec. Wtedy nie wywołało to takiej lawiny komentarzy, do tego tak zjadliwych. Nikt nie nazywał Wałęsy sługusem Merkelowej i Niemiec, a przecież jest zasadnicza różnica w sugerowaniu potrzeby poprawy relacji z Rosją, a stworzeniem wspólnego państwa z Niemcami. Przecież z wielkim niepokojem polskie media donoszą, że Rosja poprzez federacje z Białorusią, chce ją zaanektować, dlaczego kiedy Wałęsa zaproponował podobne rozwiązanie w relacjach polsko-niemieckich takiego oburzenia to nie wywołało? Swoją drogą pozostając w temacie niemieckim, to dowództwo polskiej armii wyznało ostatnio, że najbliższym i podstawowym sojusznikiem Polski są Niemcy. Mnie uczono żeby myśleć do przodu na kilka dekad i zakładać różne scenariusze, w tych scenariuszach i wariantach przyjaciele będą wrogami a wrogowie przyjaciółmi, bo tak zdeterminowany jest nasz świat, nie ma stałości w relacjach międzynarodowych. Z drugiej strony patrząc na to bez emocji, to Niemcy mogą być naszym sojusznikiem, również militarnym, bo przecież skoro Polska jest krajem przejętym gospodarczo głównie przez Niemcy, więc faktycznie niemieckie czołgi mogłyby pilnować w Polsce własnego dobytku. Można nawet dokonać takiego podziału, że na wypadek najazdu krwiożerczego Putina, każdy pilnuje swoich interesów. Niemieckie czołgi pilnują swoich fabryk i ziemi, izraelskie czołgi swoich, podobnie brytyjskie czy francuskie.Wtedy nie musielibyśmy sami wydawać tyle na armię, bo to pilnowania tego co nasze w tym kraju nie trzeba by dużych sił.

Wracając jednak na ścieżkę Wałęsy to cóż popełnił bidulek w swoim życiu błędne decyzje, które w innej sytuacji uszłyby mu nawet płazem, ale nie docenił siły jaką daje ludziom mściwość i potrzeba zemsty. To paliwo doskonałe, ono napędza naczelnika i jego akolitów, bo umówmy się nie o Polskę się tu rozchodzi, tylko o prywatne vendetty. O pokazanie byłym kolegom od kieliszka, że z nami lepiej nie zadzierać. To co Wałęsa mówi i to co powie za miesiąc czy dwa, a co będzie sprzeczne z tym co mówił dziś nie żadnego znaczenia. Powód, żeby w niego uderzyć zawsze się znajdzie, choć oczywiście jawne mówienie o poprawie relacji z Rosją sytuację ułatwia, bo to woda na młyn dla propisowskich siepaczy szykujących Polskę na wojnę z Rosją.