Mówię sobie, starczy tego dobrego. Napiszę coś o politycznym lewactwie. Ale lekkiego. Więc rutynowo wchodzę na profil Joanny Senyszyn. Wizualizuję, że z pejczem opluje Kościół i będzie życzyć dobrego seksu i przestrzeganej KON-STY-TU-CJI. A tu nici z tego.

"Wprawdzie już Sylwester, ale działajmy dalej! Świat się nie kończy 31 grudnia! W 2019 roku zwierzęta też potrzebują naszej pomocy..Kochani, poprzyjcie akcję Teatru Nowego Proxima w Krakowie, który koordynuje zbiórkę karmy dla zwierząt. Bądźmy dla naszych mniejszych braci Mikołajami, choć niekoniecznie świętymi"

- napisała dawna gwiazda SLD.

I niby nic złego, ale znowu zwierzęta. Tak jakak mówię, nic złego, ale jakoś nie wyobrażam sobie Senyszyn jak zbiera na Ośrodek dla Dzieci Niewidomych w Kibeho, gdzie siostry franciszkanki zajmują się odrzuconymi przez wszystkich dziećmi, traktowanymi w społeczeństwie afrykańskim gorzej niż ZWIERZĘTA.

Nie żebym coś twierdził, chociaż Senyszyn znana jest z tego, że za zwierzętami murem, a okna życia nazywa śmietnikami. Ale mniejsza o to. Po prostu, taka mi myśl przyszła, takie porównanie, taki przesyt tych wszystkich prozwierzęcych wpisów, tej nowej empatii i tego - co jest dla mnie jak dwa plus dwa jest cztery - niekontrolowanego biznesu prozwierzęcego, który nie zawsze, ale dużo częściej kryje się za tymi zbiórkami niż sądzicie.

Szczęśliwego Nowego Roku!