4 stycznie odbyło się spotkanie dwóch związków zawodowych nauczycieli: ZNP i FZZ. Postanowiono, że na początku przyszłego tygodnia zapraszają na spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego, a sami zostali zaproszeni do rozmów przez minister edukacji Annę Zalewską. Domagają się podwyżki 1000 złotych i nie ma mowy o żadnych ustępstwach. Proponowane przez ministerstwo podwyżki traktują jako parodię. Ok. 5,4 proc. wzrosły wynagrodzenia zasadnicze dla nauczycieli w kwietniu ub. Roku. O tyle samo mają wzrosnąć w roku 2019, trzecia tura podwyżek w tej samej wysokości będzie przeprowadzona w roku 2020. Wysokość wynagrodzenia ma zależeć od stopnia zawodowego nauczycieli, wykształcenia i przygotowania pedagogicznego. Łącznie podwyżki mają wynosić od 95 zł do 168 zł. brutto.

Trzeba przyznać, że nie jest to kwota oszałamiająca. Przypatrzmy się siatce płac nauczycieli ze stopniem magistra i z przygotowaniem pedagogicznym, bo takich nauczycieli mamy 96 proc. Kwoty podawane są w wartościach brutto. I tak nauczyciel stażysta zarabia 2538 zł., będzie miał wzrost wynagrodzenia o 121 zł. ,nauczyciel kontraktowy 2611 zł. , wzrośnie mu o 124 zł., nauczyciel mianowany zarabia 2965 zł. , wzrost o 141 zł. , a nauczyciel dyplomowany otrzymuje wynagrodzenie zasadnicze 3483 zł, kwota ta wzrośnie mu o 166 zł. . Trzeba podkreślić, że jest to wynagrodzenie zasadnicze. Dochodzą do tego przeróżne dodatki: za wychowawstwo, za zajęcia pozalekcyjne itp.

Nauczyciele w Polsce należeli zawsze do kasty ludzi niewiele zarabiających. Tylko dlaczego nigdy wcześniej nie grozili strajkami i nie żądali tak dużych podwyżek. Siedzieli cicho. Teraz na fali niezadowolonych grup politycznie nabrali wiatr w żagle. Przewodniczący związku Sławomir Broniarz dopiero teraz stał się wyjątkowo aktywny w agresywnej krytyce wszystkiego, co robi „dobra zmiana”. Nie podobała mu się reforma szkolnictwa. Już wtedy zapowiadał protesty. Teraz, gdy sprawa nabrała rumieńców wynagrodzeń, zapowiada zdecydowane protesty. W swoim cynizmie posuwa się tak daleko, że przed kamerami mówi o masowym ratowaniu zdrowia nauczycieli.” Prawie 11 tys. osób jest w tej chwili na urlopie dla poratowania zdrowia, pomimo bardzo zaostrzonych kryteriów”. I dalej bajdurzy o chorych nauczycielach, którzy do tej pory nie brali zwolnień, ale chorzy chodzili do pracy. To się nazywa wytrwałość i wyjątkowe poczucie obowiązku. Tylko gdyby to była nawet prawda, to warto podkreślić, że zawód nauczyciela jest wyjątkowy i żaden z pedagogów, przychodząc w chorobie do pracy, nie może narażać dzieci na zarażenia. O tym przewodniczący Broniarz całkowicie zapomina, tak samo, jak o etycznym wymiarze tego zagadnienia. Jak taki nauczyciel biorący „lewe” zwolnienie może w przyszłości wymagać od swoich wychowanków uczciwości i prawdomówności. Sam uczy dzieci i młodzież krętactwa. Ale o tym w dzisiejszych czasach w ogóle się nie mówi. Teraz w żądaniu pieniędzy morale niektórych grup zawodowych poszło głęboko w niepamięć.

Bo cóż można powiedzieć o moralności lekarzy, którzy masowo dają zwolnienia zdrowym ludziom, tylko dlatego, aby przyłożyć temu rządowi, aby ułatwić powrót skorumpowanej grupy do władzy. Zapowiadany strajk nauczycieli ma i będzie miał wyjątkowo obrzydliwy charakter. Oprócz chaosu, narażą wychowanków na gorsze sytuacje. W Poznaniu w prestiżowym liceum św. Marii Magdaleny młodzież miała pisać próbną maturę z języka polskiego. Rano przyszła z takim zamiarem i została powiadomiona, że z powodu protestu nauczycieli, egzamin się nie odbędzie. Został beztrosko przeniesiony na inny późniejszy termin. Nikogo nie obchodził stres maturzystów, na jaki zostali bezsensownie narażeni. Liczy się tylko kasa i przepychanki polityczne.

Broniarz zapowiada „formę protestu daleko bardziej restrykcyjną” czyli strajk generalny. Decyzja ma zapaść 10 stycznia, a termin będzie wybrany najbardziej dotkliwie.

Cóż wszystko schodzi na psy. Takich mamy właśnie współczesnych pedagogów, którzy dla swojej materialnej korzyści gotowi są na wszystko.