Część opozycjonistów z ośrodków internowania trafiała do więzień. Do wiezień trafiali skazywani przez sądownictwo cywilne i wojskowe. Zbrodnie sądowe sędziów z okresu PRL zostały nierozliczone — w III RP orzekali sędziowie skazujący działaczy opozycji i Solidarności, a ostatnio interesów nierozliczonej kasty sędziowskiej bronili niedawno przedstawiciele lewicy i groteskowej opozycji.

 

Ustawodawstwo stanu wojennego przewidywało 3 lata za nielegalną działalność związkową, 5 lat za organizacje strajków, 10 lat za uniemożliwienie działania zakładu, 10 lat za nielegalne rozpowszechnianie wiadomości, 3 miesiące za udział w demonstracji, lub za nie przestrzeganie godziny policyjnej. Za brak dowodu przewidywano mandat w wysokości 500 złotych. W postępowaniu doraźnym istniała nawet możliwość ferowania wyroków do 25 lat więzienia bez apelacji.

 

Do najsurowszych wyroków sądów stanu wojennego należało skazanie na 10 lat więzienia za kierowanie strajkiem, 9 lat za udostępnienie samochodu do przewozu maszyny do pisania, 6 lat za druk nielegalnych ulotek, kilkuletnie wyroki za robienie zdjęć nielegalnej demonstracji.

 

Prócz sądów wyroki pozbawienia wolności (do 3 miesięcy) i grzywny ferowały organy administracji zwane Kolegiami ds. Wykroczeń. Do 1 listopada 1982 kolegia skazały 176.757 osób. 78,8% za nieprzestrzeganie godziny policyjnej, 11,3 za nienoszenie dowodu osobistego, 3,2% za udział w nielegalnych demonstracjach, Często wyroki były wydawane pomimo braku dowodów na winę oskarżonych. Od decyzji kolegium można było się odwołać do sądów rejonowych.

 

Od grudnia 1982 do lipca 1983 roku za przestępstwa polityczne sądy powszechne skazały 1685 osób, a sądy wojskowe 10191 osób. Sędziowie w swoich wyrokach często łamali na niekorzyść oskarżonych przepisy PRL. Na mocy amnestii 22 lipca 1983 z ośrodków internowania zwolniono wszystkie kobiety i mających małe wyroki mężczyzn.

 

Masowo karano zwolnieniami z pracy za sympatyzowanie z Solidarnością. Ze Stoczni Gdańskiej zwolniono 2.000 osób, ze Stoczni Szczecińskie 1.500, z kopalni Piast 2000. Przywracano do pracy na o wiele gorszych warunkach niż wcześniej. W ramach represji w trakcie stanu wojennego wyrzucano z pracy pracowników administracji i wymiaru sprawiedliwości, służby zdrowia, wojska, oświaty (wyrzucano nauczycieli z pracy nawet w podstawówkach, zwolniono 1249 dyrektorów placówek i 1500 nauczycieli akademickich), dziennikarzy (1000 straciło prace, kolejne 1000 zostało przesuniętych na gorsze stanowiska). Zlikwidowano wiele gazet i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Z uczelni wyrzucani byli studenci.

 

Od 1982 roku władze komunistyczne nakłaniały internowanych do emigracji z PRL wraz z rodzinami. Od 1982 do 1988 z PRL wyemigrowało 2.200 internowanych działaczy Solidarności i 4.000 członków ich rodzin, 815 internowanych działaczy opozycji i 1215 ich rodzin. Czyli komunistom udało się zmusić 30% internowanych do opuszczenia PRL. By wykreować nienawiść Polaków do emigrujących działaczy opozycji i pozbyć się opozycji z kraju, komuniści oficjalnie wprowadzili utrudnienia w emigracji dla zwykłych Polaków u ułatwienia w wyjeździe z PRL dla opozycjonistów. Podobną polityk stosowała komunistyczna Kuba i Czechosłowacja. Opozycjoniści dostawali paszporty, ale bez prawa powrotu do PRL. Pomimo to zdecydowana większość opozycjonistów nie zdecydowała się na emigracje (jedną z przyczyn były trudności w zdobyciu wiz krajów zachodnich, inną presją społeczna, by nie emigrować).

 

Od 1982 do 1989 roku z PRL wyemigrowało milion młodych aktywnych i wykształconych Polaków. Choć większość z nich niezwiązana była z opozycją, to stanowili oni demograficzne zaplecze dla kontestacji władzy. 80% emigrantów miało mniej niż 40 lat, 60% miało z nich wyższe wykształcenie (odsetek osób z wyższym wykształceniem w PRL był niższy niż obecnie). Wśród emigrantów komuniści lokowali też swoją agenturę. Emigracja była wyjazdem w nieznane, bez majątku, czasami okazywała się rozczarowanie, ale właściwie nikt z emigracji lat 80 nie wrócił do Polski.

 

Inną formą represji wobec opozycjonistów i działaczy Solidarności był pobór do wojska na 3-miesięczne ćwiczenia. Do 10 obozów trafiło 1450 opozycjonistów, którzy w zimie na mrozie musieli spać w namiotach i całe dnie zajmowali się kopaniem rowów – co doprowadziło wielu z nich do bardzo poważnych chorób.

 

W czasie śledztw pozbawieni wolności byli niekiedy bici lub zastraszani (na przykład oddaniem dzieci do sierocińca). Zdarzało się, że opozycjonistów i działaczy Solidarności umieszczano w celach razem z kryminalistami, a kryminalistom komuniści nieformalnie nakazywali bicie i gwałcenie politycznych.

 

Do najgorszych zbrodni komunistycznych okresu stanu wojennego należało mordowanie przez milicje uczestników pacyfikowanych strajków i protestów, zatrzymanych w aresztach i więzieniach (część z nich zmarła w wyniku pobić i tortur, część zastrzelono). „Niektóre z zamordowanych osób nie były wcale zaangażowane w działalność opozycyjną. Padały one ofiarą atmosfery dziczenia i bezkarności wśród funkcjonariuszy”.

 

Ludzie w PRL po wprowadzeniu stanu wojennego umierali w wyniku zablokowania telefonów, nie było jak wzywać pomocy medycznej do rannych. Dziesiątki tysięcy ludzi „zostało rannych lub obitych” przez ZOMO i MO w czasie pacyfikowania przez władze protestów i strajków. Dziesiątki tysięcy przesłuchiwanych było bitych i torturowanych przez funkcjonariuszy. Przesłuchiwania trwały po kilkadziesiąt godzin non stop i były wielokrotnie powtarzane.

 

Przeciwko represjom stanu wojennego publicznie protestował Kościół. Kler katolicki, dziś szkalowany przez lewicowych degeneratów, niósł pomoc materialna i duchową, internowanym i ich rodzinom, zwalnianym i prześladowanym.

 

Więcej o zbrodniach komunistów, można przeczytać w pracy zbiorowej (wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej) „Internowani i uwięzieni w stanie wojennym”.

 

Jan Bodakowski