Autorem takiej bulwersującej publikacji Stefan Niebudek „adwokat, publicysta, działacz Narodowej Demokracji w Częstochowie i Warszawie, członek Zarządu Głównego Konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego »Kwadrat«. Członek Narodowego Zrzeszenia Adwokatów. W szkole średniej należał do Narodowej Organizacji Gimnazjalnej. W czasie studiów związał się z Młodzieżą Wszechpolską, Obozem Wielkiej Polski, Bratnią Pomocą Studencką oraz katolickim stowarzyszeniem świeckim – Sodalicją Mariańską. Od 1934 r., był członkiem władz Stronnictwa Narodowego, gdzie pełnił między innymi funkcję kierownika Wydziału Propagandy Zarządu Głównego SN. Podczas II wojny światowej działacz konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego oraz Rady Głównej Opiekuńczej. Aresztowany 18 maja 1941 r. i wywieziony do [niemieckiego] obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Uczestnik obozowego ruchu oporu. Rozstrzelany w obozie 14 stycznia 1943”.

 

Szokująca publikacja nosi tytuł „W kraju czarnych koszul” i jest relacją autora z jego 10-dniowej podróży po faszystowskich Włoszech w 1937 roku. W swojej relacji autor nie kryje swojego zachwytu dla Mussoliniego i faszystowskich rządów, podkreślając rozwój włoskiej techniki, infrastruktury, systemu socjalnego.

 

W publikacji może szokować współczesnego czytelnika, niemającego na co dzień do czynienia ze społecznością żydowską, odraza autora do Żydów, popieranie przez niego separacji Polaków i Żydów. Niezwykle istotny jest opis tego, że już przed II wojną światową Arabowie nienawidzili Żydów, i to ta nienawiść Arabów skłoniła pod koniec lat trzydziestych Włochów do bardziej krytycznego podejścia do Żydów.

 

Z publikacji można się dowiedzieć, że jedynymi liczącymi się przeciwnikami faszyzmu we Włoszech były żywioły zachowawcze, arystokracja i ziemiaństwo. Niezwykle zabawny jest opis obyczajów przedsoborowych włoskich katolików, którzy ku zgorszeniu Polaków, nie zachowywali absolutnie powagi w Kościele, tylko głośno gadali, jedli czekoladę i pomarańcze, wyrażali swoją aprobatę żywiołowymi okrzykami i klaskaniem.

 

Niestety autor nie dostrzega antyfaszystowskiego nauczania Kościoła katolickiego, który potępiał faszyzm za ingerencje państwa we wszystkie dziedziny życia, odebranie obywatelom możliwości współdecydowania o losach państwa. Warto przy tym wspomnieć, że te antyfaszystowskie i antynazistowskie nauczanie Kościoła katolickiego dziś doskonale opisuje patologie obecne w Unii Europejskiej, oraz to, że takie faszyzujące reżimy (w Hiszpanii i Portugalii) oduczyły obywateli wykazywania aktywności politycznej (bo za wszystko odpowiadało państwo), co doprowadziło do tego, że w sytuacji demokracji narody tak doświadczone nie potrafiły zorganizować się i przeciwstawić przejęciu władzy przez lewice.

 

Piszą o książce, warto wspomnieć o kilku sprawach. Ruch antyfaszystowski narodził się w 1922 roku z polecenia Lenina. Stało się tak, bo okazało się, że włoscy faszyści, łącząc lewicowe postulaty socjalne z patriotyzmem, odebrali komunistom poparcie proletariatu z zachodniej Europy. Ruch antyfaszystowski był komunistyczną inicjatywą bolszewików, która nie miała nic wspólnego ze zbrodniami niemieckich nazistów jakie miały miejsce 20 lat później. Inspiratorami ruchu antyfaszystowskiego byli komuniści, czyli najbardziej zbrodniczy reżim we współczesnym świecie, którego zbrodnie były jedną z inspiracji dla zbrodni nazistów.

 

Trzeba też pamiętać o tym, że niemiecki narodowy socjalizm to inna ideologia niż włoski faszyzm. Naziści uważali, że wspólnota oparta jest na krwi (rasie), faszyści uważali, że wspólnotę narodową tworzą ludzie zjednoczeni jedną kulturą (i dla tego we włoskim ruchu taszystowskim było wielu Żydów, którzy deklarowali, że poczuwają się do bycia Włochami).

 

Trudno też znaleźć informacje o zbrodniach faszystów, na miarę zbrodni nazistowskich czy komunistycznych. Oczywiście Włosi dokonywali zbrodni kolonialnych w Afryce, ale identycznie zachowywały się zachodnie państwa demokratyczne czy monarchie, i jakoś nikt z tego powodu negatywnie nie naznacza demokratów czy monarchistów. My Polacy musimy pamiętać o życzliwości włoskich faszystów wobec Polaków podczas II wojny światowej.

 

Przypomina mi się też hasło z blokady Obywateli RP uniemożliwiających narodowcom marsz ku czci powstańców warszawskich. Na jednym z plakatów przedstawicieli groteskowej opozycji był napis „moja babcia w 44 walczyła z faszystami”. Napis ten niezwykle mnie rozbawił bowiem, w 1943 roku Wielka Rada Faszystowska zerwała sojusz militarny z Niemcami i zawarli rozejm z aliantami (USA i Wielkiej Brytanii), zatem od 43 faszyści byli przez niemieckich nazistów uznawani za wrogów (nie licząc Mussoliniego, którego Niemcy postawili na czele utworzonej przez siebie Włoskiej Republiki Socjalnej), więc babcia głupka z groteskowej opozycji mogła walczyć w 44 z faszystami tylko po stronie niemieckich nazistów, więc pewnie pacyfikowała powstanie warszawskie.

 

Jan Bodakowski