Co za ulga! Unia nasza kochana będzie mieć wreszcie coś, czego tak mocno jej brakowało. Nadzorcę ds. strojów europosłów i unijnych urzędników. Wszak to jak się prezentują jest sprawą arcypoważną. Idzie sobie, dajmy na to, taki EP (europoseł) na podniosłą imprezę, których w Brukseli multum i wszystkie są podniosłe. A tu buty ochlapane błotem, bo któryś z urzędników UE zapomniał zakazać przyrodzie opadów. Do tego krawat niedobrany kolorem do czerwonej idei kosmopolityzmu, kieszenie marynarki rozepchane, jakby tkwiło w nich urządzenie nagrywające, mankiety koszuli wytarte niczym u kogoś, kto godzinami pilnie pracował, co już samo w sobie podejrzane.A panie EP? Niektóre, miast podkreślać atrybuty świadczące o ich prawdziwej wartości, lekceważąco je ukrywają, wdziewając choćby szerokie spódnice maskujące wciśnięte na poselską dostojność stringi,albo nosząc maskujący owe wartości skromny dekolt.Zdarza się też wyraźnie spartaczony makijaż lewego czyli prawidłowego oka.



No i nadszedł kres tego rozpasania w wyglądzie szanownych EP. Wkrótce w ich szeregi wstąpi złotousty Włodzimierz z Hajnówki. Wkroczy bez wątpliwości. Jest przecież jedynką na warszawskiej liście, czym niezrozumiale denerwuje dotychczasowe jedynki, spuszczone z wodą do politycznego ścieku. Nie ma się co denerwować, drogie panie. Mistrz W. musi być EP- i już! Uratować Unię przed klęską. To nie jakiś pętak, który istnieje w świecie polityki, by się pętać.To prawdziwy fachowiec. Nikt jak on nie zna się na strojach osób ważnych.Za parę miesięcy, po wygranych przez się wyborach do UE, obejmie stanowisko jakby dla niego stworzone. Zostanie Pierwszym Garderobianym Europy.



Rozumiejąc wielką wagę tejże godności, od pewnego czasu zażarcie ćwiczy. Ma na kim. Marnie przyodzianych ważniaków prawdziwy wysyp. Jeden stawia na sztorc swoje bujne owłosienie, byle się zapisać czymkolwiek w pamięci, inny biega w czerwonych portkach mających pozorować wieczną młodość, jeszcze inny obrasta oblicze brodą albo zasłania je okularami zerówkami, ażeby zamaskować niezbyt inteligentną twarz albo wzorem byłego prezydenta dwóch kadencji zakłada błękitne soczewki, dające spojrzenie słodko niewinne („Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie…”).



Nie oni jednak są obiektem uwagi naszego bohatera.Nie tai, że dla niego orłem pośród ptactwa polityków jest Wódz partii u steru władzy. Garderobiany przejrzał go na wylot. A że ma bystre oko do garderoby, dostrzegł rozmaite uchybienia, poczynając od stóp, kończąc na górnych częściach. Tym sposobem mógł podeprzeć odkrycie, że wyborcy Wodza „to są dosyć prości ludzie”, których w jego stroju nic nie razi, bo wszak sami wyglądają jak on. Garderobiany zaczął czujnie Wodza obserwować i zbierać kamyczki faktów.



Jaki obraz wyłania się z tych wiekopomnych badań? Zacytujmy garść jego wybitnych spostrzeżeń na temat obiektu obserwacji:




…facet z niedopiętą koszulą na brzuchu…, facet, który chodził z tymi rozwiązanymi sznurówkami, niestety czasem z rozpiętym rozporkiem…




Co za straszny widok! Jak gość, któremu sznurówki hamują ruch, może prowadzić kogokolwiek do szczęśliwej przyszłości. A rozpięta koszula na brzuchu? Chce pokazać, że i on potrzebuje codziennej strawy, być może dając tym sygnał, że będzie nam wyżerał z miski? Gorzej z rozporkiem. Czegoż to może być sugestia? Że nas olewa? Że jesteśmy durne ch…? Że? No właśnie co? Coś istotnego musi jednak w tym być,bo przecież osoba tak ważna, jak przyszły Garderobiany Europy nie zajmowałaby się duperelkami. Jakby nie było, pewne jest, iż będzie on dla Europy, sądząc po wymienionych dokonaniach,wartością zaiste bezcenną. Smuci tylko, że gdy ów wspaniały mistrz elegancji zniknie z krajowego horyzontu, znów przestaniemy dostrzegać tak ważne dla naszego bytu szczegóły, jak koszula, buty i gacie. Kto wtedy zajrzy drugiemu do rozporka? Ale niech tam! Niech i Europa skorzysta z geniusza.