Owe dolegliwości w obu przypadkach dawały o sobie znać od mniej więcej 2015 r., potem zaczęły się nasilać. Główny symptom to gwałtowne rzucanie słów, połączone z równie gwałtownymi ruchami odnóży górnych i bliżej nieokreśloną, mocno zmienną, mimiką. Stan ów rozwija się mocno w pobliżu kamer i innych urządzeń nagrywających lub w przypadku, gdy cierpiący otwiera Internet czy wchodzi na Twittera.

U M. Gretkowskiej jeden z symptomów pojawił się 4 września 2017 r. kiedy to zaatakowały ją brutalnie słowa:

Ten naród jest przerobiony przez Watykan i alkoholizm…Kiedy słucham co do mnie mówią ludzie z rządu, to czuję się, jakby oni wypróżniali się oczami, wypróżniają się z tekstów, które zostały wbite im do głowy.

Mamy tu oczywisty dowód skrzywionego postrzegania, na granicy postrzegania pozazmysłowego. Cierpiąca słyszy mówiące do niej z wysoka głosy, widzi nieco dziwną rzeczywistość, co przejawia się słowami

„czuję się, jakby oni wypróżniali się oczami…”.

Jednakże tego rodzaju czynność fizjologiczna w przyrodzie nie istnieje, co każe domniemywać, że tu do odczuwania realności wkradł się błąd, być może wynikający z uszkodzeń siatkówki oka lub z nieznanej nadal przyczyny. A oto przykłady innych słów, które zaatakowały pisarkę:

Mieliśmy epokę oświecenia i romantyzmu a teraz epokę debilizmu…Myślę, że problemem Polski był i jest katolicyzm…

Cierpiącą być może dręczy także widok krzyża, jednoznacznego symbolu Katolicyzmu. Chcąc się z tej jednoznaczności wydobyć, w pewnym momencie ujrzała nawet samego Boga, tyle że w osobie J. Kaczyńskiego, którego wpierw nazwała „cwaniaczkiem w kaszkiecie”, choć potem dostrzegła w nim inne wyróżniki, czemu dała wyraz w znów atakujących ją słowach:

…Kaczyński udawał Chrystusa, męczennika, wieczną ofiarę bez pieniędzy, kobiet, przyjaciół. Za to z wyznawcami i zbawieniem Polski w ofercie. Awansował na Boga. Zostaje mu jeszcze wcielenie w Ducha Świętego. Niewidzialnego gazu, po którym zostanie smród obłudy i siarkowodór piekła jakie urządził demokracji…

Twierdzenie, że człowiek ten jest Bogiem a Duch Święty niewidzialnym gazem wyraźnie dowodzi odmiennego postrzegania rzeczywistości, być może na skutek uszkodzenia oka. Wszak wiadomo, że Kaczyński to nie Bóg, a Duch Święty to nie gaz.

Druga z pisarek, M. Nurowska ma nie mniejszy dylemat. Jest nim cierpienie na doły. Dała temu wyraz 15 września ub. roku w rozmowie z Elizą Michalik, pracownicą Super Stacji. Tematem owej dysputy był wspomniany wcześniej prezes rządzącego ugrupowania.Na wstępie pisarka orzekła:

Dla mnie Kaczyński jest wydestylowanym złem.

Wyraźnie uradowana pracownica SS przytaknęła:

Wydestylowane zło, ładnie powiedziane, takie czyste.

Temat skręcił na wyborców PiS, o których pisarka ma wyrobioną opinię:

Strasznie razi mnie u nich prostactwo i brak poczucia humoru.

Pracownicę SS najwyraźniej także to razi, bowiem uzupełnia:

Czyli PiS kieruje swoją ofertę do ludzi nieinteligentnych?

Pisarka wdzięcznie potwierdza, dodając:

Nieinteligentnych, do dołów społecznych, te doły społeczne ich wyniosły, bo dostały 500 +.

W przypadku nr. 2 nie ma wprawdzie oznak postrzegania bytów nieistniejących, jednak występuje tu zjawisko zwane w psychologii przeniesieniem, kiedy to własne wady przenosimy na kogoś innego, chcąc tym sposobem dowieść sobie, że od wad tych sami jesteśmy wolni. Nie jest jasne, czy w tym przypadku chodzi o „nieinteligentne doły społeczne” czy może „prostactwo i brak poczucia humoru”.Tu musiałby się wypowiedzieć specjalista. Trzeba cierpiącym pomóc.