Retoryka Biedronia jest prosta. Zamknąć rzekomo skazane na nierentowność kopalnie, pomimo tak znaczących sukcesów jak w przypadku Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która wykupuje aktywa nawet od potentatów australijskich. Co zrobić z bezrobociem wynikających z kasaty górnictwa? Biedroń z rękawa wyjmuje tu 200 tys. miejsc pracy przy wiatrakach, energii słonecznej itd. Kto to kupi? Rzesza Polaków może mieć taką opcję zakupową…


Problem w tym, że ci, którzy Biedronia zasponsorowali (przez jego sklep czy inne dotacje) wiedzą zapewne, że hasło likwidacji górnictwa trafia na podatny grunt. Przez lata rządów PO-PSL utrwalił się obraz strajków i zdychającego sektora górniczego. Premier Ewa Kopacz mówiła o konieczności likwidacji branży nie mniej otwarcie niż słupski prezydent.


Ergo, trzy obrazki do zestawienia.

  • Pierwszy. Niemcy to światowy lider wydobycia węgla brunatnego. Produkują go więcej niż USA z Chinami razem wzięte.
  • Drugi. Robert Biedroń na konwencji na ok. 700 tys. zł ogłasza konieczność bycia państwem europejskim i likwidację sektora górniczego.
  • Trzeci. Niemcy chłodzą szampana.


A jak wygląda naprawdę węgiel w Polsce, tak demonizowany przez eko-aktywistów? Pierwsze półrocze 2018 roku Grupa Kapitałowa Jastrzębska Spółka Węglowa zakończyła zyskiem netto w wysokości 1 086,4 mln zł. Końcówka 2018 była najprawdopodobniej nie mniej korzystna. Zapewne pozycja lidera takich spółek jak polska JSW jest dla wielu niewygodna.

Robert Biedroń nie ukrywa od czasów prezydentury w Słupsku uruchomienia listy kontaktów z hojną w jego przypadku listą organizacji niemieckich. Jego wyjazdy do ambasady Niemiec zapewne także w tym pomagały. Czy czegoś Niemcy od Roberta Biedronia teraz wymagają? Czy wspierają jego bardzo kosztowną kampanię przed wyborami do Parlamentu Europejskiego? To pytanie będzie padać coraz częściej.


Robert Wyrostkiewicz