Jako organizatorzy mamy wpływ na porządek obrad i tematykę. Nikt nam niczego nie narzuca. Źle się stało, że politycy zachodnioeuropejscy postanowili konferencję zbojkotować. Poczuli się oburzeni, że to my - nie mocarstwo światowe - jesteśmy gospodarzem konferencji. Z okazji tych obrad mówi się głównie o Iranie, który nie został zaproszony do Warszawy. Na Twitterze w iście rewolucyjnej retoryce skomentował ten fakt DżawadZarif minister spraw zagranicznych Iranu „Przypomnienie dla gospodarzy/ uczestników antyiranskiej konferencji: ci, którzy brali udział w ostatnim antyirańskim show, są albo martwi, albo zhańbieni, albo zmarginalizowani: A Iran jest silny jak nigdy. Polski rząd nigdy nie zmyje tego wstydu: podczas gdy Iran ratował Polaków w czasie II wojny światowej, Polska teraz gości desperacki antyirański cyrk”.

A przecież Bliski Wschód to nie jedynie Iran. Od zawsze tereny te to kocioł polityczny, gdzie sprzęgają się interesy wielu mocarstw. Ciągłe konflikty miedzy Izraelem a krajami arabskimi, nadal niepewna sytuacja w Syrii, nie w pełni zlikwidowane ISIS, które ciągle na tych terenach daje o sobie znać. No i Iran, z którym od lat są kłopoty. I właśnie w tym zakresie mieliśmy wyznaczoną rolę. Już w 2007 roku zaczęliśmy negocjować powstanie tarczy antyrakietowej, która miała nas i część Europy chronić przed atakiem Iranu. Na przełomie wieków Ameryka widziała w nas negocjatora w kontaktach z Teheranem. W Iranie był wówczas okres politycznego odprężenia i wszyscy mieli nadzieję na wynegocjowanie jakiegoś porozumienia. Te nadzieje zostały zniweczone atakiem terrorystycznym na Amerykę 11 września 2001 roku, kiedy to Iran został zaliczony przez Stany Zjednoczone do „osi zła”.

Ale my nie zaniechaliśmy naszych kontaktów z Teheranem. Nie tak dawno do stolicy Iranu pojechał wiceminister spraw zagranicznych. Może po konferencji pojawi się możliwość spotkania na szczeblu ministrów spraw zagranicznych. Każdy pozytywny krok w normalizacji stosunków amerykańsko-irańskich jest niesłychanie ważny. I nasze usiłowania do wprowadzenia jakichkolwiek oznak normalizacji są bardzo istotne. Zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. A we wrześniu tego roku jest kolejna sesja Zgromadzenia Ogólnego i może wówczas będzie odpowiedni klimat do rozmowy z delegacją irańską.

Nie raz zachód wyciągał rękę do Teheranu, zapraszał do współpracy, ale w odpowiedzi dostawał jedynie wsparcie dla ruchów separatystycznych, organizacji terrorystycznych, dla Hezbollahu,porwania dyplomatów i podkładanie bomb pod ambasady.

W 2015 roku wydawało się, że na mocy porozumienia irański program nuklearny znalazł się pod kontrolą inspektorów ONZ. Ale Stany Zjednoczone zerwały nawet to ułomne porozumienie, obłożyły Iran sankcjami. Trzeba przyznać, że porozumienie było pozorne, bo Irańczycy nie zrezygnowali z programu nuklearnego, jedynie go zamrozili. Usunęli część wzbogaconego uranu i wpuścili inspektorów ONZ. Ale porozumienie nie obejmowało wszystkich rodzajów broni, takich jak systemy rakietowe, które obecnie Iran rozwija.

Z powodów politycznych Iran to kraj ciągle nie wykorzystywany do kontaktów gospodarczych. Chociaż po 2015 roku, po zniesieniu sankcji wobec Iranu, kraje Europy Zachodniej robiły świetne interesy z tym krajem. Szkoda, że my nie możemy nic na tym ugrać. Nasza wymiana gospodarcza jest na symbolicznym poziomie. Iran nie jest nami zainteresowany. Obchodzą go wymiany gospodarcze na poziomie wysokiej technologii. Teheran potrzebuje wielkich samolotów pasażerskich i sprzętu do modernizacji przemysłu naftowego. A my tego nie produkujemy. Poza tym Iran ze względów politycznych nie jest zainteresowany interesami z państwem o średniej wielkości, on ze względów prestiżowych chce robić interesy z możnymi tego świata. Tak, że nic nie wskazuje, abyśmy mogli zmienić nastawienie Iranu do nas. Możemy odgrywać jedynie rolę negocjatora w kontaktach Iran a inne mocarstwa świata.