Na szczęście jesteśmy katolikami, wyznajemy etykę uniwersalną, a nie etniczną, która nakazuje nam normy moralne stosować wobec wszystkich, w tym i wobec naszych wrogów, a nie tylko naszych rodaków. Wiec tak jak bronimy życia naszych dzieci, tak musimy bronić życia dzieci lewicowców, gdy rodzice lewicowcy chcą te swoje dzieci pozbijać i niezależnie od tego, że dzieci te mogą po rodzicach odziedziczyć ich szkodliwe i wrogie dla nas idee.

 

W przeciwstawianiu się aborcji jest też ważny realizm. Lewica promuje aborcje zazwyczaj nie po to, by likwidować swoje potomstwo, ale po to by grupy społeczne podatne na konserwatyzm likwidowały swoje dzieci i ograniczały swoją biologiczną żywotność. Aborcja to broń w walce o przestrzeń życiową, dominacje. Aborcja to zachowanie, które mają, przejąc niższe (zdaniem lewicy) ''rasy'' (biali, katolicy, Słowianie).

 

Warto też dodać, że masa żołnierzy lewicowego frontu ideologicznego zapewne nie zdaje sobie sprawy z tego, w jakiej armii i w jakim celu walczą. Zaślepieni, otumanieni lewicowymi zabobonami są zapewne przeświadczeni o słuszności swoich lewicowych ideałów – podobnie zaślepieni i otumanieni nazistowską propagandą byli naziści, którzy wierzyli, że czynią dobro.

 

Na łamach kierowanego do groteskowej opozycji portalu „Oko press” ukazał się ubolewający nad brakiem dostępu do substancji wczesnoporonnych artykuł <<„Nie pomogę Pani”, „Najbliższy termin za pięć miesięcy”, czyli dostęp do tabletki „dzień po” w Polsce>> autorstwa Antona Ambroziaka – publicysta to „dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie”.

 

Zdaniem filozofa bez dyplomu by zdobyć pigułkę wczesnoporonną, trzeba stracić „cały dzień”, i jest to efekt, że PiS wprowadził recepty substancje wczesnoporonne, zwane przez filozofa bez dyplomu „antykoncepcją awaryjną”.

 

Dla filozofa bez dyplomu nie ma znaczenia, że substancje wczesnoporonne są szkodliwe dla zdrowia kobiet i jak w wypadku tysięcy innych substancji dostęp do nich jest reglamentowany (podobnie na receptę sprzedawane są antybiotyki, szczepionki, psychotropy, czy leki na ciśnienie).

 

Tak przypadkiem w artykule na łamach portalu kierowanego do groteskowej opozycji podana jest konkretna nazwa preparatu wczesnoporonnego, nie jest to więc zapewne placement czy inne lokowanie produktu.

 

W swoim artykule filozofa bez dyplomu twierdzi, że lekarze w publicznych przychodniach nie chcą wypisywać takich substancji i deklarują, że mogą to robić prywatnie. Podobny mit lewica upowszechnia od lat, dziwnym trafem nie ma na to dowodów, choć nagranie takiej deklaracji zapewne doprowadziłoby do zerwania kontraktu NFZ z takim lekarzem. Można więc podejrzewać, że rzekome deklaracje lekarzy to mit stworzony na potrzeby lewicowej propagandy.

 

W swoim artykule filozof bez dyplomu cytuje opinie Nataszy Blek, że w publicznej służbie zdrowia na klauzule sumienia „nikt się na nią wprost nie powołuje. Lekarze, rejestratorki i pielęgniarki zasłaniają się trudnościami organizacyjnymi. A przecież antykoncepcja awaryjna, jak sama nazwa wskazuje, powinna być dostępna od ręki”

 

Kuriozalne jest to, że brak miejsc u lekarzy w publicznych przychodniach filozof bez dyplomu przypisuje rzekomo antyaborcyjnej postawie PiS. W rzeczywistości nie ma to nic wspólnego z aborcją. Bo problem ten dotyczy wszystkich, w tym i mężczyzn, którzy nie mają jak zajść w niechcianą ciąże. Po prostu w Polsce podobnie jak na całym świecie środków na ochronę zdrowia i brakuje lekarzy. Ktoś, kto ma stan przed zawałowy, czy grypę i potrzebuje zwolnienia, ma takie same problemy w dostaniu się do przychodni jak pacjentka, która chce zabić swoje dziecko.

 

Z artykułu filozofa bez dyplomu można się dowiedzieć, że „według Europejskiej Agencji Leków tabletka” kolejny raz wymieniona z nazwy substancja wczesnoporonna „jest bezpieczna (w tym: nie zagraża zagnieżdżonemu zarodkowi) i powinna być dostępna bez recepty. Mimo to znaczna część pracowników służby zdrowia twierdzi, że nie można wypisać recepty bez pełnego pakietu badań i podpisu specjalisty. Obraz dopełniają typowe dla ochrony zdrowia w Polsce: długie kolejki, odległe terminy do specjalistów i podwójne standardy w prywatnej i publicznej opiece zdrowotnej”.

 

Dyskutując o substancjach wczesnoporonnych, warto wiedzieć, co o ich szkodliwości piszą lekarze, a nie filozofowie bez dyplomu. W artykule <> opublikowanym na portalu Gość pl. można przeczytać opnie ginekologa dr Macieja Barczentewicza, którego zdaniem „sprzedaż tych tabletek bez recepty jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia, zwłaszcza młodych dziewcząt”.

 

Jak informuje dr Barczentewicz „producent zaleca stosowanie takiej tabletki najwyżej raz w miesiącu. Ale nawet jeśli będzie ona stosowana raz w miesiącu, ale wielokrotnie w ciągu roku, spowoduje to poważne zaburzenia hormonalne”.

 

Jan Bodakowski