Chociaż rzecznik Konferencji Episkopatu Polski wydał oświadczenie, że twórcy raportu są w błędzie, a poszczególne kurie włączają się w odpieranie zarzutów, wieść o zamiataniu pod dywan poszła w Polskę, a nawet w świat, bo oto katolicka Polska wcale nie może dawać dobrego przykładu.

Łatwo obrzucić błotem, bo zawsze coś się przylepi, a przez to zostanie zszargane. Polski Kościół i polski katolicyzm przeszkadzają środowiskom antyklerykalnym w naszym kraju, przeszkadzają w zlaicyzowanej Unii Europejskiej i na innych kontynentach. Oskarżenie jest rzucone przeciwko osobom duchownym, które w przypadku hierarchów mają administracyjne narzędzia, żeby pomówieniom zaprzeczyć, ale już ci księża, których niesłusznie oskarża się o pedofilię, są bezbronni. Wykorzystywanie seksualne dzieci to przecież w polskiej kulturze i systemie wartości rzecz niedopuszczalna.

Relacje między kapłanami a wiernymi są zbudowane na zaufaniu. Podważyć zaufanie łatwo. Można też bez dowodów. Gdy zasieje się wątpliwości, nawet niczego nie udowodniwszy, zaufanie się kruszy.

Myślę, że to szturm, kolejny po skandalicznym filmie „Kler” i obrazoburczej „Klątwie”, na polski Kościół i polskich katolików. Katolicka Polska i Kościół, który w wielu sprawach jest głosem sprzeciwu, nie mogą być akceptowani, bo to się nie mieści w planach nowego porządku świata, który chcą zaprowadzić określone gremia.

To nie znaczy, że wszyscy polscy duchowni - chociaż wyświęceni - są święci. Kościół, który stanowimy wszyscy jako wierni, jest - jak mówi abp Hoser – świętą instytucją grzesznych ludzi. Patologie trzeba piętnować, za złe postępki karać, a w razie udowodnionych seksualnych nadużyć wykluczać ze stanu duchownego dla ocalenia czystości relacji z wiernymi. Uderzyli nas w czuły punkt, bo świetnie znają się na socjotechnice. Teraz czekają, czy się od naszych kapłanów odwrócimy. Przyszła godzina próby.

W to tło wpisuje się ostatnia napaść na ks. prałata Jankowskiego. Nie chodzi tylko o dewastację jego pomnika. Chodzi o dobre imię i cały dorobek tego człowieka. Jakaś kobieta z Australii przypomniała sobie po czterdziestu latach, że była przez niego molestowana. Dotąd siedziała cicho, ale gdy okazała się pożyteczna dla „sprawy”nadaje z antypodów. Jakiś mężczyzna, o reputacji którego krążą w Gdańsku nieciekawe opinie, ogłasza jako człowiek dorosły, że był przez prałata molestowany ponad 30 lat temu, a – bez dowodów, wierząc mu na słowo- papież Franciszek całuje go w geście przeprosin po rękach...

Oskarżenie legendarnego kapelana Solidarności o pedofilię pojawia się po pierwszym uderzeniu w 2004 roku akurat w tym momencie. Niczego nie udowodniono, ale błoto się przylepiło. Wtedy metropolita gdański abp Gocłowski odsunął go od kościoła św. Brygidy, choć myślę, że w istocie poszło o przypisywany mu antysemityzm.

Słynne polityczne, acz „kontrowersyjne” Groby Pańskie w Brygidzie, do których pielgrzymowało pół Polski, i krytyka postaw wielu działaczy KOR-u, którzy wisieli u jego klamki w czasie karnawału Solidarności i w stanie wojennym, licząc na wsparcie, którym udzielał chrztów, chrzcił ich dzieci, pomagał w chorobie i biedzie zwalnianym z pracy opozycjonistom, wielu zatrudniał w kościele, dając tym samym utrzymanie wielu rodzinom strajkujących. Organizował kolonie dla ich dzieci. Setki gdańskich rodzin otrzymywało paczki świąteczne, rozdawane na placu przed kościołem.

To wszystko przestało się dla tego środowiska liczyć, gdy obrosło w piórka i znalazło się po drugiej stronie barykady w czasie ustrojowej transformacji. Ks. Jankowski przestał być w ich łaskach, został uznany za antysemitę.

Dlaczego dopiero dziś Bogdan Borusewicz przypomina publicznie, że prałat był zarejestrowany jako TW Delegat i na niego donosił. Jako kontakt operacyjny – tak jego rolę określa IPN, stwierdzając w 2009 roku, że mógł nie wiedzieć, iż jego informacje i opinie są traktowane jako donosy- a będąc człowiekiem otwartym, mógł coś „chlapnąć” w niekoniecznie w złej wierze. Zarzut, że to od niego ojciec Aliny Pieńkowskiej (żony Borusewicza) dowiedział się pod jakim adresem ukrywa się „Borsuk”, w sytuacji, gdy Pieńkowska zniknęła, wprowadzając się do konspiracyjnego mieszkania męża wraz z maleńką córeczką, jest żałosny. Ojciec Pieńkowskiej w tym niebezpiecznym czasie miał prawo się zamartwiać.

Nie podobał się salonowi ks. Jankowski, gdy w 1995 okrył Grób Pański czerwoną tkaniną, a na niej umieścił flagi hitlerowskich Niemiec, ZSRR, swastykę, sierp i młot oraz gwiazdę Dawida. A także napisy : SS, NSDAP, NKWD, KGB, UB, PPR, KRN, PZPR, SDPR, PSL, UP i UW. Abp Gocłowski kazał tę dekorację usunąć.

Kiedy w 2001 ks. Jankowski odsłonił Grób Pański, z symboliczną spaloną stodołą w Jedwabnem z ludzkim szkieletem i cytatem z Nowego Testamentu:Żydzi zabili Pana Jezusa i Proroków i nas także prześladowali” znów wybuchł skandal, i abp Gocłowski kazał cytat usunąć.

Ks. Jankowski naraził się już wcześniej, usiłując zahamować zbyt silne, jego zdaniem, wpływy KOR na Solidarność i wzmacniając Lecha Wałęsę. Nie szczędził też słów krytyki Unii Europejskiej, twierdząc, że „UE jest spiskiem zawiązanym w celu zniszczenia Polski”.

Miałam możliwość spotkania ks. Jankowskiego dwukrotnie. Najpierw w roku 1996 na strajku w Stoczni Gdańskiej zorganizowanym po ogłoszeniu jej likwidacji. Powiedział wtedy w homilii do stoczniowców: „ Zostaliście zdradzeni przez wszystkie kolejne rządy”. Pamiętam, że stoczniowcy bili brawo, bo czuli się zdradzeni. Potem byłam w gościnie na plebanii u św. Brygidy w 2000 roku, gdy szykowałam materiał o bilansie dwudziestolecia Solidarności. Prałat powiedział mi wtedy, że idąc na strajk w sierpniu 1980, poproszony o Msze św. przez stoczniowców, spisał testament, bo nie wiedział, jak protest się zakończy. Dziesięć lat wcześniej, w grudniu 1970 roku, wojsko strzelało do robotników.

Ks. Jankowski był postacią kontrowersyjną, nie owijającą w bawełnę. Naraził się środowisku, które go obsmarowuje. Nie wiem, czy był pedofilem. To trzeba udowodnić. Dopóki się tego nie zrobi, istnieje domniemanie niewinności. Prałat nie może się już bronić, zmarł w 2010 roku. Zrzucanie z pomnika, szarpaniny, wyzwiska, a ostatnio umieszczanie prowokacyjnych haseł: „ Wierzymy ofiarom”, „Bądź za ofiarami” to dolewanie oliwy do ognia. Dzielą nas jak mogą. Gdy padają publiczne oskarżenia, w państwie prawa najpierw jest śledztwo, potem można postawić zarzuty, które trzeba przed sądem udowodnić. Nie dajmy się wkręcać w ubeckie metody.