Tymczasem według oficjalnych źródeł pakistańskich indyjskie samoloty namierzone przez pakistańskie myśliwce zrzuciły bomby w niezamieszkanym terenie pod Balkot i uciekły na indyjską stronę granicy.

- Stanowczo odrzucamy indyjskie twierdzenia o zniszczeniu rzekomego obozu terrorystycznego pod Balakot i wielkiej liczby ofiar(...) Miejsce to jest otwarte i każdy może sam sprawdzić fakty (..) zabieramy tam krajowe i zagraniczne media.

- napisano w oficjalnym komunikacie  Ministerstwa Spraw Zagranicznych Pakistanu.

Z kolei Pakistan zestrzelił dwa indyjskie samoloty, a ich pilotów aresztowano. Jeden z nich ma być ranny.  Dzisiaj siły powietrzne Pakistanu dokonały nalotów przez linię kontroli w obrębie pakistańskiej przestrzeni powietrznej. Pakistan zbombardował cele po indyjskiej stronie granicy, ale jak twierdzi dowództwo pakistańskie po to, żeby zademonstrować możliwości, a cele wybrano tak, żeby uniknąć niepotrzebnych ofiar w ludziach. Miało też dojść do starcia powietrznego – pomiędzy dwoma indyjskimi myśliwcami Mig 21, a pakistańskimi JF17. Także zestrzelone przez Pakistan maszyny miały to być stare, pamiętające jeszcze wojnę w Wietnamie, choć gruntownie zmodernizowane przez Indie myśliwce typu Mig 21.

Obie strony też od rana strzelają do siebie z ciężkich moździerzy i haubic. Pakistańska artyleria ostrzelała co najmniej 50 celów po stronie indyjskiej wzdłuż granicy) w dystryktach Jammu, Rajouri i Poonch. Co najmniej 15 żołnierzy indyjskich zostało rannych w starciach na granicy z Pakistanem. Po drugiej stronie 4 cywilów zginęło, a 11 rannych w indyjskim ostrzale artyleryjskim przez granicę w sektorach Kotli, Bhimber i Poonch.

Jak widać jedni i drudzy nie próżnują. Pytanie, czy nie skończy się to działaniami wojennymi na znacznie większą skalę, gdzie liczba ofiar będzie liczona w dziesiątkach tysięcy. Co gorsza obie strony mają broń atomową, choć jej użycie jest bardzo wątpliwe.