W każdej prywatnej firmie liczy się efektywność pracownika. Gdyby szkoły były, prywatnymi firmami nauczyciele tak jak prywatni pracownicy byliby premiowani za sukcesy swoich uczniów. W prywatnych firmach nauczyciele, których uczniowie nie odnosiliby sukcesów (czyli zdobywali wiedzę i pałali chęcią dalszego rozwoju intelektualnego) wywalani byli z pracy, tak jak są zwalniani z prywatnych firm pracownicy nierealizujący swoich zadań.

 

W naszym kraju sądząc po tym, jak wiele dzieci i młodzieży żywi awersje do rozwoju intelektualnego i fizycznego, nauczycielom skutecznie udaje się zabijać w młodych ciekawość świata i pasje. Widać więc, że nikt nie rozlicza nauczycieli z efektów ich pracy (o ile oczywiście celem publicznej edukacji nie jest zniechęcenie przyszłych obywateli do myślenia i posiadania wiedzy, lewicy może zależeć na tym, by mieć głupich i pasywnych obywateli, bo takich łatwo się zniewala).

 

Protestujący nauczyciele nie zważając na efekty swojej pracy, domagają się podwyżek. Choć pracują o wiele mniej niż pracownicy sektora prywatnego. Reprezentujący pracodawców Warsaw Enterprise Institute w swoim stanowisku dotyczącym strajków nauczycielskich z grudnia ubiegłego roku stwierdził, że „środowisko nauczycielskie lubuje się w epatowaniu porównaniami zarobków polskich nauczycieli do zarobków nauczycieli innych państw europejskich. Przeciętne wynagrodzenie nauczyciela stanowi około 80% średniego wynagrodzenia pracującej osoby z wyższym wykształceniem w Polsce. To faktycznie plasuje nas w ognie krajów w Europie. Nie można jednak powiedzieć, że Polska wydaje na edukację mało pieniędzy. Rokrocznie na oświatę przeznaczane jest około 70 mld złotych, co wynosi ponad 5% PKB. Jest to wynik lepszy niż średnia unijna czy kraje takie jak Niemcy. Rzecz w tym, że rząd najwięcej pieniędzy przeznacza na pensje nauczycieli, a nie podnoszenie poziomu kształcenia”.

 

W opinii przedsiębiorców „stosunkowo niskie wynagrodzenie polskich nauczycieli w dużej mierze wynika z zaskakująco niskiej wydajności i mocno okrojonych godzin pracy nauczycieli. Etat nauczycielski to 18 godzin tygodniowo (liczonych jak godzina lekcyjna). Ranking OECD „Education of glance” plasuje nas pod tym względem na ostatnim miejscu wśród krajów badanych. Są kraje, gdzie nauczyciele przed tablicą spędzają dwa razy więcej godzin np. w Chile. Dane te najczęściej zbijane są argumentami o konieczności sprawdzania klasówek oraz przygotowania do lekcji. Pomijając fakt, że w taki sposób poza lekcjami spędzić czasu muszą także nauczyciele z zagranicy, którzy mimo to pracują więcej, to ponadto nie istnieje żaden mechanizm zweryfikowania tej dodatkowej pracy. Zarówno pracowity nauczyciel przygotowujący się do zajęć, jak i ten nieprzykładający się do pracy, dostanie to samo wynagrodzenie”.

 

Według przedsiębiorców „na niską aktywność zawodową nauczycieli wpływa też archaiczna struktura wynagradzania. Teoretycznie istnieje jedna kwota bazowa minimalnego wynagrodzenia, która rośnie w zależności od tytułu zawodowego. Uzyskanie wyższego tytułu zawodowego zależne jest wyłącznie od stażu pracy, stąd też ponad 60% aktywnych zawodowo nauczycieli posiada najwyższy status nauczyciela dyplomowanego. Taki mechanizm działa antyrozwojowo – nie stwarza bodźców do samodoskonalenia, do konkurencji między nauczycielami czy bliższej współpracy z rodzicami, od których ich pensja nie zależy”. Warto dodać, że identyczny system awansu za wysługę lat miał miejsce w carskiej Rosji.

 

Zdaniem przedsiębiorców „1000 zł podwyżki, które postulują protestujący, spowoduje jedynie wzrost kosztów po stronie podatnika, a w żaden sposób nie poprawi jakości edukacji. Taką samą podwyżkę dostaną bowiem zarówno słabi, jak i dobrzy nauczyciele. Rozwiązaniem powinno być uelastycznienie karty nauczyciela lub jej całkowita rezygnacja, która pozwoliłaby nauczycielowi pracować dłużej niż 18 godzin (dziś ze względu na nadpodaż pracujących w oświacie problemem jest wzięcie nadgodzin). O jego pensji decydować powinien dyrektor szkoły po konsultacji z radą rodziców. WEI od dawna rekomenduje stworzenie bogatego systemu zachęt finansowych, który nagradzałby za sukcesy uczniów, a także dopingowałby nauczycieli do podnoszenia swojej wiedzy i umiejętności”.

 

W opinii przedsiębiorców „w Polsce istnieje wielu bardzo dobrych nauczycieli, których rynkowa wartość wielokrotnie przewyższa ich obecne zarobki, nawet z uwzględnieniem proponowanej podwyżki. Niestety ani system ich nie dostrzega, ani środowisko nauczycielskie nie premiuje ich zachowania. Wręcz przeciwnie, dobrzy i pracowici nauczyciele są marginalizowani w obawie przed merytoryczną rywalizacją i pozytywną selekcją – rugowaniem gorszych nauczycieli. Tak długo, jak rząd nie zdecyduje się na głęboką reformę systemu, tak długo musimy założyć, że za coraz gorszy poziom nauczania będziemy musieli coraz więcej płacić”.

 

Komentując opinie przedsiębiorców zwrócić uwagę, że pracownik pracujący w sektorze prywatnym 8 godzin dziennie na pełen etat musi przepracować 160 godzin miesięcznie. Nauczyciel miesięcznie musi przepracować tylko 72 godziny lekcyjne trwające 45 minut (54 normalne godziny), czyli zależnie od sposobu liczenia 45% czasu pracy pracownika z sektora prywatnego (do 33,75%, z uwzględnieniem, że godzina lekcyjna to 3/4 godziny normalnej, czasu pracy pracownika z sektora prywatnego). Nie ma więc powodu, by nauczyciele byli niezadowoleni z tego, że za przepracowanie 545% czasu pracy innych pracowników dostają 80% wysokości pensji innych pracowników.

 

Jan Bodakowski