Równie kuriozalne jak sam wyrok jest jego uzasadnienie. W którym stwierdzono, że „handlarz zabił ze szczególnym okrucieństwem co najmniej kilkadziesiąt ryb, a jego działanie było czynem wysoce szkodliwym społecznie, bo dopuszczał się znęcania nad karpiami na targu, a więc w miejscu publicznym, do którego miały dostęp także dzieci”. To szczególne okrucieństwo to było używanie samodzielnie skonstruowanej gilotyny, którą obcinał rybkom głowy. I tak po trwającym półtorej godziny procesie krotoszyński sąd uznał ciężkie winy wyżej wymienionego i skazał go na trzy miesiące bezwzględnego więzienia za znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Co więcej skazany musi również pozbyć się gilotyny, przy pomocy której obcinał żywym rybom głowy.

 

W sumie skazany jeszcze przed rozpoczęciem procesu wnioskował o ugodowe zakończenie sprawy. Co więcej przyznał, że nie wiedział, iż zabijanie karpi bez ich uprzedniego ogłuszenia jest przestępstwem. Jednak „wysoki sund” uznał,że praktyka zabijania była na tyle okrutna, że mężczyzna musi stanąć przed sądem. A ten wydał wyrok, który może jest i zgodny z literą prawa, ale kompletnie niezgodny ze zdrowym rozsądkiem. Trzeba to powiedzieć otwarcie – ten wyrok wydany pod naciskiem organizacji prozwierzęcych jest skrajnie debilny. Zresztą jak sama ustawa, która wyraźnie mówi, że jedynym sposobem jest dać jej czymś ciężkim w łeb. I trzeba do tego mieć co najmniej zasadnicze wykształcenie (dobrze, że nie studia na SGGW i ukończony kurs rzeźnika) Tak więc i ustawa i wyrok są głupie z jednej prostej przyczyny – zgilotynowanie rybki powoduje przerwanie rdzenia kręgowego i stosunkowo szybkie jej zejście. Jakby wcześniej, zresztą zgodnie z prawem dostała w łeb czymś ciężkim, a dopiero potem pozbawiono by jej głowy to nikt by się do człowieka nie przypierdzielał. Choć w mojej opinii karp, który najpierw dostał tłuczkiem w łeb w ramach ogłuszenia, a potem mu go dopiero obcięto cierpi bardziej i dłużej. Wiem, bo sam ryby zabijałem na różne sposoby. I potem je pożerałem. Co wielu eko-wege szaleńców każe mnie umieszczać w gronie najgorszych ludzkich zbrodniarzy i kanalii, ale dziecko nienarodzone dla większości z nich to tylko „płód”. Co więcej pan sędzia, choć stawiam raczej na jakąś nawiedzoną panią sędzinę, która wydała ten wyrok nie ma zielonego pojęcia o rybach i tego jak powinno się je zabijać i oprawiać. sA tak jeśli ten skrajnie debilny wyrok utrzyma się w kolejnej instancji (a patrząc na patologię naszych sądów jest to możliwe) pójdzie siedzieć na trzy miesiące między prawdziwych bandytów, złodziei i gwałcicieli.

 

Co prawda wyrok jeszcze nie jest prawomocny, a sam zainteresowany zapowiada apelację od niego, ale pierwszy wyłom został uczyniony. Teraz ekoświry będą mogły zgnoić każdego wędkarza, że obcinając rybie łeb działa ze szczególnym okrucieństwem. I wsadzić go do pierdla. Zresztą następnym krokiem będzie w ogóle zakaz wędkowania. I tego można być pewnym, biorąc pod uwagę tendencje i kierunki działań różnych organizacji ekologicznych. Na razie wzięły sobie na cel myśliwych i hodowców zwierząt futerkowych oraz rolnicy, ale jeśli ich wykończą to następnym celem będą wędkarze. Może będą wyroki za same wędkowanie, nawet we własnym stawie, bo w tym kierunku to zmierza. I jakoś końca tego obłędu nie widać. Co więcej całe rybołówstwo dalekomorskie i przemysłowe spokojnie zmieściłoby się pod definicję „szczególnego okrucieństwa”. Jednak jakoś ekoświrusy nie czepiają się wielkich firm połowowych, bo od ich działów prawnych dostałyby po łapach. A tu proszę. Za chwilę okaże się, że nie tylko nie wolno zabijać ryb, ale nawet ich łowić na wędkę.