To nic innego jak jawna próba powstrzymania Polski przed opuszczeniem Eurokołchozu. Tymczasem wczoraj PiS ustami swojej rzeczniczki Beaty Mazurek, powiedział, że pomysł PSLu jest godny przedyskutowania. Rzecznik PiSu stwierdziła, że jej partia mogłaby być na tak, ale pod pewnymi względami. Oprócz gwarancji, że Polska zostanie na wieki wieków w Eurokołchozie, należałoby by wprowadzić do konstytucji zapisy o wzmocnieniu roli rodziny czy jakoś tak ubrać w słowa taki zapis, który dawałby polskim patriotom poczucie, że Polska zachowuje jakieś tam resztki niezależności i niepodległości. Oczywiście to działanie PiSu ma przede wszystkim na celu pozyskanie w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego prounijnego elektoratu wyborczego. Dlatego wbrew sugestiom opozycji, która sprytnie uderza w struny antyunijnej polityki partii naczelnika z Żoliborza, chce on uchodzić za ugrupowanie prounijne. W tym celu poprze nawet kuriozalny pomysł ludowych arbuzów, nie bacząc na konsekwencje takiej decyzji dla Polski. Partia rządząca w wymiarze militarnym kolejnymi swoimi decyzjami skazuje Polskę na trwałą i głęboką zależność od USA. Równolegle nie ma oporu moralnego przed zupełnym uzależnieniem gospodarczym i kulturowym Polski od dyktatu unijnego niewydolnego molocha, gwarantując mu trwałą możliwość eksploatacji Polski oraz narzucania jej chorych dyrektyw. Unia Europejska to przecież lukratywne posadki w Brukseli dla ludzi najwierniejszych i oddanych szefostwu partii. Poza tym okazuje się być doskonałym wentylem bezpieczeństwa dla władzy bez względu na opcje. Można przecież wyprawić do pracy na Zachód setki tysięcy niezadowolonych Polaków, którzy gdyby nie wyjazd na Wyspy mogliby zorganizować masowe protesty i doprowadzić do obalenia władzy.

W jaki sposób UE ogranicza niezależność decyzyjną Polski pokazuje już teraz sytuacja związana z przekopem Mierzei Wiślanej. Polska mimo, że nie musi liczyć się z decyzjami Komisji Europejskiej pozwala sobie na narzucanie jej unijnego stanowiska w tej sprawie. Zagwarantowanie Eurokołchozowi trwałej obecności w Polsce, dzięki zapisowi w ustawie zasadniczej jest wysoce szkodliwe, umożliwi bowiem wywieranie jeszcze większej presji na Polskę zarówno w kwestii takiej Mierzei Wiślanej jak i w kwestiach obyczajowych. Przecież to UE jest często albo prekursorem, albo utrwalaczem najbardziej niebezpiecznych koncepcji godzących w trwałość jedność rodziny rozumianej jako związek kobiety i mężczyzny. Utrwalenie Polski w UE jest niczym utrwalenie władzy ludowej za pomocą sojuszu z ZSRR. Na całe szczęście jak pokazuje historia, Polacy są przekorni i im bardziej próbuje im się coś narzucać odgórnie, tym bardziej otwarcie zaczynają temu czemuś okazywać niechęć zamiast to kochać.