W części VIII tej konstytucji czytamy: „Stanowimy przeto, iż po życiu jakiego nam dobroć boska pozwoli, elektor dzisiejszy saski w Polsce królować będzie. Dynastya przyszłych królów polskich zacznie się na osobie Fryderyka Augusta, dzisiejszego elektora saskiego, które sukcesorom de lumbis z płci męzkiej tron polski przeznaczamy. Najstarszy syn króla panującego po ojcu na tron następować ma. Gdyby zaś dzisiejszy elektor saski nie miał potomstwa płci męzkiej, tedy mąż, przez elektora, za zgodą stanów zgromadzonych, córce jego dobrany, zaczynać ma linię następstwa w płci męzkiej do tronu polskiego. Dla tego Maryę Augustę Nepomucenę, córkę elektora, za infantkę polską deklarujemy: zachowując przy narodzie prawo, żadnej preskrypcyi podpadać nie mogące, wybrania do tronu drugiego domu po wygaśnieniu pierwszego”.

Kiedyś  było tak, że królem jakiegoś państwa mógł zostać ktoś z królewskiego czy książęcego rodu innego państwa i mógł być dobrym królem. Te rody z „najwyższej półki” nie miały rysów narodowych, były, można powiedzieć ponadnarodowe. Taka sytuacja na przełomie XVIII i XIX już nie była możliwa. Jeszcze gorzej było 50 lat potem i 100 lat potem. Wyobraźmy sonie króla Polski, Niemca, który rządzi nią na przełomie XIX i XX w. O czyje interesy by dbał?

Dzisiejsi zwolennicy Konstytucji 3 Maja mówią o tym, że choć konstytucja ta została uchwalona w sposób niedemokratyczny (skorzystano z nieobecności większości oponentów z powodu poselskich ferii wielkanocnych), to jednak została przyjęta potem na sejmikach przez szlachtę.

Czy jednak wielu nie poparło tej Konstytucji w akcie rozpaczy wierząc, że wprowadzenie na tron Polski niemieckiego rodu, może Polskę, choć w jakiejś mierze podda ją Niemcom, uratować przed rozbiorami?

Ci zakochani w Konstytucji 3 Maja znowu wprowadzili na tron Polski Niemców doprowadzając do tego, że weszła ona w struktury Unii Europejskiej.