W Afryce z problemem zagnieżdżonych struktur IS borykają się takie państwa jak: Nigeria, Somalia czy Demokratyczna Republika Konga. O ile na Bliskim Wschodzie skazany był na nieuchronną porażkę powodowaną strategicznym położeniem tego obszaru w planach znaczących graczy tak światowych jak i regionalnych, tak w Afryce sytuacja przedstawia się zgoła inaczej. Tu będzie zdecydowanie łatwiej zapuścić korzenie korzystając z doświadczenia miejscowych islamskich radykałów, którzy chętnie przyjmą na swe barki szyld IS, aby w oczach administracji państwowej afrykańskich państw nabrać rangi poważnego i niebezpiecznego gracza, z którym należy się liczyć.

 

IS ogłosiło powołanie prowincji Centralnej Afryki i wzięło na siebie odpowiedzialność za przeprowadzenie pierwszego zamachu na terytorium Demokratycznej Republiki Konga w dniu 18 kwietnia br. Zdaniem prezydenta Demokratycznej Republiki Konga, kraju doświadczonego Félixa Tshisekediego upadek IS na Bliskim Wschodzie może wpłynąć na przeniesienie środka ciężkości działalności IS na Czarny Ląd, tu w oparciu o biedę i chaos może być nawet łatwiej budować kalifat niż w Syrii czy Iraku. Zręby struktur IS w Demokratycznej Republice Konga tworzy ugandyjskie ugrupowanie Zjednoczone Siły Demokratyczne (ADF), ostatnio znane pod arabską nazwą Madina at Tauheed Wau Mujahedeen (MTM, monoteizm i wojownicy), które przeniosło się z Ugandy w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku. ADF korzysta z zaciągu ochotniczego z kilku państw afrykańskich.W Nigerii od 2009 roku działa islamistyczna grupa Boko Haram, która ponosi odpowiedzialność za śmierć ponad 30 tys. osób, zmuszając jednocześnie setki tysięcy do ucieczki. Ataki objęły również trzy ościenne państwa. Jednocześnie w stanie Borno utworzyli swój własny kalifat - parapaństwo ze stolicą w mieście Gwoza. Włączenie Boko Haram z 10 tys. bojowników do IS mogło być jego realnym wzmocnieniem. Najpierw, pod wpływem IS, Boko Haram zaczęło stosować zamachy samobójcze i udoskonaliło propagandową bibułę. W marcu 2015 r. Shekau ogłosił przystąpienie do kalifatu spod czarnej flagi. Nigeria miała stać się zastępczym celem dla radykałów z Afryki, w tym tych, którzy wycofywali się z Libii. Jednak szybko zaczęły się schody, bowiem krwawe metody Boko Haram dotykały miejscowych muzułmanów. Dla IS nieobliczalny Shekau stał się problemem. Na kontynencie nikt nie chciał się podporządkować jego przywództwu. Dlatego centrala przysłała własne kierownictwo, z Abu Musabem al Barnawim, synem założyciela Boko Haram, popularnego kaznodziei, na czele. Barnawi opublikował książkę, w której wyjaśnia błędy Shekau i swoją ideologię. Zafunkcjonowały więc dwie frakcje. Ta, która sama uznaje się za część IS (Shekau), i ta, którą popiera centrala IS (Barnawi). Obie zaciekle walczyły między sobą. Różnica między nimi polega na metodach działania. Shekau głównie terroryzuje mieszkańców, natomiast Barnawi stara się ich pozyskać, unikając szkód i ofiar wśród cywilów, obierając politycznie cele. Główny obszar działalności Shakau to pogranicze Nigerii z Nigrem i stanem Diffa w tym państwie, równolegle Barnawi działa głównie na południe od Maiduguri, stolicy stanu Borno w Nigerii. To co wydawać się może szokujące dla wszystkich, którzy widzieli masowe egzekucje prowadzone przez IS na Bliskim Wschodzie to, to że w Nigerii IS wydaje się bardziej racjonalną i łagodniejszą strukturą niż frakcja wywodząca się z Boko Haram, dzięki czemu zyskuje w oczach afrykańskich islamskich radykałów. Afryka może mieć w dłuższej perspektywie znacznie poważniejszy problem z IS, od tego jaki miał z nim Bliski Wschód.