Dziwi i niepokoi zwłaszcza jedno, hierarchowie Kościoła podchodzą zbyt świecko do tego problemu. Pedofilia w Kościele katolickim choć stanowi zaledwie  kilka promili wśród wszystkich pedofili, ma jeszcze inny wymiar, niż ten świecki, właściwy dla innych instytucji – to wymiar duchowy, który w groźbie procesów, odszkodowań pieniężnych, atmosferze skandalu, gdzieś się zagubił.  Jest to sprzeczne ze słowami Ewangelii, w której Jezus mówi wyraźnie: „A kto by stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze”. A afera pedofilska w Kościele przyczyni się zapewne do utraty wiary wielu młodych, którzy nie mają jej jeszcze głęboko zakorzenionej w sercu. Dotyczy to zwłaszcza tego pokolenia, które nie pamięta już papieża Jana Pawła i które łyka medialne ataki na niego, jakoby zamiatał problem pedofili pod dywan.

 

Przeczy temu list Benedykta XVI opublikowany miesiąc temu. Papież senior zwraca w nim uwagę na wymiar duchowy całego zjawiska, na walkę o dusze ludzkie, o ich zbawienie.  Zadaje także kłam oskarżeniom Jana Pawła. Jeszcze w 2001 roku wspólnie z Janem Pawłem opracowali „Delicta maiora contra fidem” – pierwszy dokument w historii Watykanu, który daje odpór problemowi pedofili. Wszystkie takie sprawy miały być kierowane bezpośrednio do Kongregacji Nauki Wiary, a nie jak dotąd do  innej watykańskiej dykasterii. Na czele ówczesnej kongregacji stał Joseph Ratzinger. Działanie takie wskazuje na najważniejsze zagrożenie, jakie niesie ten problem - utrata wiary, przed którą należy chronić wiernych w Kościele.  Pedofilia wśród duchownych to psychiczny koszmar, który  nie może się zabliźnić, to zbrodnia na duszy. Dokument ten pozwolił na możliwość usuwania ze stanu duchownego tych, którzy dopuścili się tej zbrodni. Za pontyfikatu Benedykta XVI, stanowiska utraciło 80 biskupów, a 800 księży zostało usuniętych ze stanu duchownego

 

Warto przytoczyć słowa Benedykta XVI skierowane do ofiar molestowania w Irlandii. „Cierpieliście okrutnie i z tego powodu naprawdę bardzo ubolewam, Wiem, że nic nie może wymazać zła, jakiego doznaliście. Zawiedziono wasze zaufanie i podeptano waszą godność. Wielu z was, kiedy znalazło w sobie dość odwagi, by opowiedzieć o tym, co się wydarzyło, nie zostało przez nikogo wysłuchanych. Ci z was, którzy zostali wykorzystani w szkolnych internatach, musieli odczuć, że nie ma możliwości uniknięcia tych cierpień. To zrozumiałe, że trudno wam przebaczyć lub pojednać się z Kościołem. W jego imieniu mówię ,że wszyscy odczuwamy wstyd i wyrzuty sumienia. Jednocześnie proszę was, byście nie tracili nadziei. To we wspólnocie Kościoła spotykamy osobę Jezusa Chrystusa, który sam był ofiarą niesprawiedliwości i grzechu. Jak wy, On również nosi jeszcze rany, pozostawione przez niezasłużone cierpienia. On rozumie, jak głęboki jest wasz ból i jaki wpływ wciąż wywiera na wasze życie i wasze relacje z innymi, w tym również na stosunek do Kościoła. Wiem, że po tym, co się stało, niektórym z was trudno jest nawet stanąć w drzwiach kościoła. Jednakże rany Chrystusa, przemienione przez Jego zbawcze cierpienie, są narzędziami, dzięki którym moc zła zostaje pokonana, a my odradzamy się do życia i do nadziei. Głęboko wierzę w  uzdrawiającą moc Jego ofiarnej miłości – także w sytuacjach najbardziej mrocznych i beznadziejnych – która przynosi wyzwolenie i obietnice nowego początku”.

 

Benedykt XVI przeprowadził analizę na temat przyczyn pedofili w Kościele. To „niewłaściwe procedury stosowane przy określaniu, czy kandydaci do kapłaństwa i do życia zakonnego spełniają konieczne do tego warunki; niewystarczająca forma ludzka, moralna, intelektualna i duchowa w seminariach i nowicjatach; tendencję w społeczeństwie do przychylniejszego traktowania duchowieństwa i innych osób obdarzonych władzą oraz źle pojmowana troskę o dobre imię Kościoła i o to, by unikać skandali, czego skutkiem było niestosowanie obowiązujących kar kanoniczych i brak ochrony godności każdej osoby”.

 

To, co teraz przeżywamy w polskim Kościele, to dopiero początek. Co czeka nas na końcu tej drogi? Wiele zależy od postawy hierarchów Kościoła, którzy powinni zadbać o to, aby Polska nie stała się drugą Irlandią.