Dowodzi tego choćby sposób, w jaki Jezus zwracał się często do faryzeuszy. Mówił do nich: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami. Biada wam, przewodnicy ślepi, którzy mówicie: Kto by przysiągł na przybytek, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na złoto przybytku, ten jest związany przysięgą. Głupi i ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, złoto czy przybytek, który uświęca złoto?” (Łk 13,15-17).

Podkreślał przy tym: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych, i mówicie: Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie bylibyśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków. Przez to sami przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków” (Łk 13,27-31).

Określenie „biada”, które pojawia się tak wiele razy u Jezusa, jest napiętnowaniem, krytyką, wieszczeniem nieszczęścia, do którego zmierzają ci, o których mówił Zbawiciel. Określenia typu „obłudnicy”, „groby pobielane”, „potomkowie zabójców proroków”, „przewodnicy ślepi” czy „głusi i ślepi” to nie są słowa uważane powszechnie za życzliwe, pojednawcze, stosowane w dialogu.

To elementy języka, w którym zło jest nazywane po imieniu, dosadnie, a nawet brutalnie. Nie brane są pod uwagę uczucia tych, o których mówimy, ale ich rzeczywiste postępowanie. Nie znaczy to, że nie jest to język miłości. Przemawia ona jednak w taki sposób, aby obudzić sumienia, potępić zło, doprowadzić do dobra błądzących i pokazać nieprawość zło czyniących.

 Porównanie faryzeuszy do grobów pobielanych jest niezwykle mocne. Wynika z niego, że adwersarze Jezusa to truchła, gnijące ciała, zwłoki pozbawione życia, a nawet mniej, kości i źródła wszelkiego plugastwa. Chrystus nie bawi się w retorykę, nie szuka eufemizmów, ale rozprawia się tym, co uznaje za niegodziwe. Tak Jezus przemawiał 2 tysiące lat temu i nie ma żadnego powodu, aby wierzyć, że gdyby dzisiaj się narodził, mówiłby inaczej.

Język katolików także musi być precyzyjny. Tam gdzie jest nieprawość, trzeba używać słowa „nieprawość”, tam gdzie dochodzi do skandalu, trzeba mówić „skandal”, a gdzie mamy do czynienia z barbarzyństwem – „barbarzyństwo”. W przeciwnym razie nie tylko stracimy kontakt z rzeczywistością, przestaniemy dostrzegać zło, ale także pozwolimy na to, aby ofiary cierpiały podwójnie – raz od oprawców, a raz od tych, którzy powinni im pomóc, ale bali urazić się ich ciemiężycieli.

Rezygnowanie ze zdecydowanego języka oznacza sięganie po pojęcia mniej jasne, a to już jest rozmywanie Prawdy, która chce świecić całym swym blaskiem, bez niedomówień i wybielania. Tak bowiem, jak naucza Chrystus, czyni się z grobami. Pobiela się je, aby ukryć plugastwo, które kryją. Ewangelia nie potrzebuje upiększeń, poprawiania czy uzupełniania. Głośmy ją taką jaką jest i w taki sposób, w jaki czynił to Zbawiciel.

Nie obawiajmy się naśladować Jezusa, iść Jego śladami, choć z pewnością nie spotkają nas za to pochwały ze strony mediów, ani nagrody i wyróżnienia, które przygotowane są dla tych, którzy nie tylko „odpowiednie” rzeczy robią, ale i „nieodpowiednich” nie robią. Trzeba robić swoje, nie zważając na to, co nie jest istotne.